Letnia promocja w BellyBestFriend!

Aktywuj abonament Premium w BellyBestFriend od dziś do 31 sierpnia a otrzymasz od nas prezent:

1 miesiąc - otrzymasz 15 dni w prezencie!

3 miesiące - otrzymasz 1 miesiąc w prezencie!

12 miesiący - otrzymasz 2 miesiące w prezencie!


Z abonamentem BellyBestFriend możesz korzystać również z KidzFriend oraz OvuFriend!

Promocja trwa do 31 sierpnia 2019 roku.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Niemożliwe??A jednak ♥Potrójne Szczęście ❤

Autor: Magic
10 marca 2015, 17:38


Generalnie to MAMY TAK PIĘKNĄ POGODĘ,że żałuję iż nie mam namiotu :) wyprowadziłabym się z domu :) Dziś znów wykorzystałam słonko i ciepły wiaterek na spacer. Byłam u fryca i kosmetyczki, włos zrobiony-tylko obcinanie, bo zeszłam do swojego naturalnego koloru :) brwi-krzaki wycięte :D dziewczyny były w szoku jak mnie zobaczyły ;) śmiały się, że się ukrywałam, a prawda jest taka, że niestety nie miałam czasu :D obiecywałam sobie, że w poniedziałek zadzwonię ;) i tak oto zeszło kilka miesięcy :) ależ nie mogły się napatrzeć i nagadać :) aż tak mi głupio będąc w centrum uwagi :) pokazałam zdjęcie Małej w 3D :D chichotały, że juz podobna do mnie ;) właścicielka weszła i ze zdumienia tylko otworzyła usta :) powiedziałam, że będę z córeczką do nich przychodzić ;) uradowane były jak nie wiem kto :D po przemiłej wizycie odrestauracyjnej poleciałam do TESCO, miała wejśc TYLKO po marchewki i jabłka na obiad :) taaaa... jasne. Poleciałam na dział odzieżowy i kupiłam dwie bluzki dla siebie-miętowa i szara :D sukces i nie omieszkałam wejść na dział kids....
0e9f32e2b5826c42med.jpg
nie żałuję, bo moja miętowa kolekcja dla dziewczynek częściowo była w promocji :D kupiłam Lili piękny zestaw :) rozmiar na zaś ;)
5b60585ab2a6d761med.jpg
W Lidlu jakiś czas temu były piękne zestawy body i spodenki, oczywiście kupione na zaś ;) do tego kupiłam skarpetki w podobnej kolorystyce :)
e8a7fe96b9ac273emed.jpg
Ostatnio wpadłam w szał robienia koktajli - niestety odbiło sie to na mojej wadze :D
b5169be334aef226m.jpg 15a29a73f0c663f1m.jpg c536b3c17efb7ac6m.jpg
A teraz gwóźdź programu :D hiehiehie, dostałam to od naszego świadka ze ślubu :)
e5a902d89f0f164bmed.jpg
obraziłabym się, gdyby nie fakt, że mam tego Małego cudnego gnoma w swoich brzuszku ;) kocham ją i to dla niej poświęcam swoje ciało, by była zdrowiutka i szalała do woli :) <3
mąż bardzo dumnie zaznacza swoją zasługę w stworzenie tak pięknej, małej istotki jaką jest nasza córeczka <3

ps. Dziś jedziemy po komode!!! Więc ustalam termin prania ubranek na za 3 tygodnie :D jupi!


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:28

14 komentarzy (pokaż)
12 marca 2015, 15:41

Kolejne zakupki za mną :D dostałam trochę kaski na urodziny, więc postanowiłam nam coś kupić :) oto efekty :)
b94ed5454623f07fmed.jpg <3 6774f3ca67f83a06med.jpg

HEJ HEJ HEJ MAMUŚKUI! Zapomniałam o najważniejszym! Paczka od magmaris(allegro)! :) wkońcu ją rozpakowałam, zorientowałam się czy jest wszystko i oczywiście mamy już 95% rzeczy z magicznej listy pt " PRZYGOTOWANIA NA PRZYJŚCIE MAŁEJ KSIĘŻNICZKI" :D
Paczuszka była tak duża, że dobrze, że jednak mąż ją odebrał ;)
6a8f1b5f20b6648amed.jpg
Naklejki z sówkami są z Biedronki :) jestem mega mega nakręcona i szczęśliwa!!! Coraz więcej rzeczy będzie mi przypominać, że ten wielki dzień już niebawem! Cholernie nie mogę się doczekać :D moja słodka i najwspanialsza córeczka <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 18:02

17 komentarzy (pokaż)
16 marca 2015, 13:26

Meldujemy się po weekendzie :D
33 tydzień leci :) <3
82%....jej... to coraz bliżej <3 :*
50 dni do terminu porodu :*<3

Lilusia rozkosznie buszuje w brzuszku, nawet ludzie z otoczenia mogą podziwiać jej wypinanie pupy, kolana lub rączki :) moja cudowna córunia! Chciałabym móc ją już przytulić, ale możemy sobie na to pozwolić dopiero po 37 tygodniu :) na razie niech siedzi grzecznie mi na pęcherzu, bo muszę jeszcze z koszyczkiem na święcenie pójść ;) ogarnąć nasz dom przed świętami i poprać wszystkie rzeczy dla Lilianki :) Ogólnie mamy już jeden wielki zakup-a raczej rzecz dla córeczki, a mianowicie łóżeczko :D
f3b0bac525c6d7d5m.jpg
Jest używane, po dwójce bardzo grzecznych dzieci, jest podrapane i zarysowane, ale czy ktoś będzie z tego strzelał? Startował w konkursie? No nie! Więc jak mamy za darmo łóżeczko plus materacyk i pościel to sorry, ale głupi by narzekał :) narazie będzie bez dolnej szuflady, chcę by był "przeciąg" pod nim i ewentualny kurz i koty łatwo się sprzątało. Jest z funckją kołyski, wystarczy wyjąć blokady po bokach i mamy kołyskę :) a w weekend jedziemy zamówić wózek :) nie mogę się doczekać :D
Nie wiem co mojemu ojcu sie ubzdurało, że ma być Ewelinka...WTF? Ale nie dziwie się, jak tylko praca i gry na laptopie online trzaska to ma ograniczony kontakt z rzeczywistością :D ogólnie strasznie mnie irytują rodzice, moja przyjaciółka i kuzynka. Nie wiem czy zaczynam mieć ograniczoną tolerancję na głupotę czy może już bzikuję. Rodzice żyją razem, ale nie odzywają się do siebie. Ostatnio ojciec "żalił" mi się, że mama go po raz kolejny okłamała. Mówię i chyba się już powtarzam, że ta sa ich sprawy i nic mi do tego. Ale on musiał chyba kogoś obciążyć swoim durnym myśleniem. Okazało się, że mama go okłamała, bo miała impreze firmową i dowiedział się, że można było wziąć osoby towarzyszące czyt. mąż, partner. A mama mu powiedziała, że to zamknieta impreza. I ot cała tragedia! Już mi się cisnęło na ustach, że jakby się wykąpał, ogolił i kupił jakieś nowe rzeczy, a nie chodzi w jednych spodniach cały boży tydzień, że ostatniego dnia można je oprzeć o ścianę to by chętniej z nim wychodziła. Ale najgorsze jest to, że on...jest uzależniony od komputera i gier...wstaje o 3 do pracy, wraca koło 11 i uwierzcie, że siedzi tak do WIECZORA! Mi po 2 godzinach juz się nie chce. I kolejna rzecz jaka mi się ciśnie to taka, że gdyby zmienił swoje postępowanie i poświęcał jej więcej czasu to wszystko by sie ułożyło, ale po co? Lepiej widzieć w kimś problem,a nie w sobie. No moja Anka też nie jest lepsza. Wzięła ślub z ojcem Kuby, swojego syna, bo on jest z Czarnogory. Chciał tu otworzyć restaurację i zrobił to, za kredyt. Anka zapewniała mnie, że mają spisaną intercyzę. Owszem, ale po tym jak on dostał kredyt! A teraz skurwiel ucieka do Stanów, zamknął restaurację i wisi nad nią widmo spłacania kredytu! 80 tyś....no powiedziałam juz jej, bo jej ewidentna życiowa głupota przewyższa moje najśmielsze oczekiwania, że powinna spłacać ten kredyt, może się czegoś nauczy. Powiedziała tylko by jej nie dobijała, a co mam zrobić??? Pogłaskać ją po głowie i powiedzieć jaka to ona biedna jest? Sama na własne życzenie sobie to wszystko robi! No i moja kuzynka...ta też...Jezu....mam wrażenie, ze otaczają mnie sami nieudolni ludzie... rozeszła się z mężem, tzn on ją z córką wypierdzielił w zeszłym roku z mieszkania i jest teraz u rodziców. Poszła do sądu po alimenty oraz miała złożyć pozew o rozwód, ale tego nie zrobiła. Namawiałam ją by złożyła pozew, ale to jest jej cyrk jej małpy. On wyjechał do Wrocka i tam mieszka. Ona co chwila zmienia zdanie, raz chce z nim być, raz nie...ostatnio powiedziałam jej, że jest naiwna myśląc, że on sie zmieni. Bo tak nie będzie, ostatnio miał przyjechać w niedzielę do nich, bo jego kolega odwiedzał rodziców po konferencji firmowej więc on miał się z nim zabrać. Jak sie okazało, zadzwonił w niedzielę do niej i powiedział, że musi się przyznać do czegoś, bo on się źle z tym czuje...od piątku był w Warszawie...nosz ku***a! I nie wziął Zuzki do siebie, gdzie ona cały weekend była w szkole. Powiedział jej, że chciał się spotkać ze znajomymi oderwać się od obowiązków...no w tym momencie to ja się tak zagotowałam, że szok! Skurwiela bym spaliła na stosie uprzednio obcinając mu na żywca przyrodzenie i wepchnąwszy mu je w jape.
1,2,3,4,5......uuuusaaaaaaaaaa, jestem oazą spokoju... nie mogę miec kontaktu z takimi ludźmi, bo mi ciśnienie skacze. Ja do cholery jestem w ciąży, chcę mieć święty spokój a nie użerać się z czyimś życiowym niepowodzeniem. Ostatnio mam same dni szczerości, jak ktoś mnie wkurrrwi to powiem co myślę. Moje dziecko ma byc spokojne, a nerwy na końcówce nie są nam wcale potrzebne. Najgorsze, że powiedziałam mamie, że moje siostra rodzona nawet nie zadzwoniła do mnie z życzeniami na urodziny...to zaczęła jej bronić, że oni - czyli rodzina mojego szwagra nie obchodzą żadnych urodzin ani imprez, ale kurde własna siostra? Nawet głupiego smsa? Matka oczywiście, że "wiesz Madziu ona ma teraz w pracy urwanie głowy i pewnie zapomniała" nosz....ku***a...1,2,3,4,5....uuuuuuuuuuusaaaaaaaaaaaa.....mam coraz większą ochotę wyprowadzić się stąd jak najdalej...moja rodzina jest popieprzona...tzn nie ja, Konrad i Lilusia, ale mój ojciec-przoduje,matka i siostra... Panie Boże daj mi siłe..
Ale się rozpisałam..przepraszam. Nie smęce, bo szkoda życia na smęty. Ogarniam się i idziemy działać :D

Jeszcze 14 dni do kolejnego spotkania z naszą upragnioną córeczką <3 rośnij zdrowo kochanie i do zobaczenia :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:28

20 komentarzy (pokaż)
17 marca 2015, 15:16

NO I BOMBA!!!

Cholera im bliżej zakupu wózka tym większy mam mętlik :D teraz mam dwa typy - niestety, jeden z nich jest droższy i to ten...hmm...najlepszy! :(
Pierwszy typ - tańszy- TAKO Moonlight
bd4e0358854a08d7m.jpg miętowy
c51dd643110457afm.jpg pomarańczowy
Drugi typ- droższy, jedna rzecz jaką się różnią to wielkość kosza na zakupy-TAKO Extreme
ab42239ca32408e1m.jpg mają bardzo subtlene kolory.
Ale pytanie jakie mi się nasuwa to czy WARTO zapłacić prawie 1000zł więcej bo ten extreme ma większy koszyk??? Nie wiem, zobaczymy na żywo oba modele i podejmiemy decyzję. Zakupy zaplanowane na niedzielę! :D nie moge się doczekać! :D

12 komentarzy (pokaż)
19 marca 2015, 15:46

Jestem zła...myślałam, że jak odsapnę jeden dzień to mi przejdzie, ale nie. I przez to wyżyłam się rano na mężusiu kochanym...ehhh..
Wczoraj moja mama zaproponowała zakupy na naszym pobliskim bazarku. Trochę źle się czułam rano. Siedziałam i było mi słabo, ale pojechałam z nią. Chodziłyśmy 3 godziny :) ale kupiłam sobie narzutę-płaszczyk, idealny na wiosnę,dwie tuniki i jedną bluzkę oraz dwie pary butów. Po czym mama stwierdziła, że zadzwoni po ojca by po nas przyjechał. A wiedziałam, że nie odmówi bo byłyśmy razem. Pewnie jakby była sama to by powiedział, że nie da rady. Oczywiście przyjechał. Atmosfera w aucie była tak gęsta, że można by siekierę powiesić. Próbowałam jakoś zagadywać a to mamę a to ojca. Staliśmy na światłach, ojca telefon dzwoni, jak zawsze rozmawiał głośny,bysmy przypadkiem niczego nie pomineły. Rozmawiał z kolegą z pracy, mówił coś w stylu " no wiesz, jakieś tam papierki były...No ale Dorotki nie było dzisiaj, a ta nowa, no wiesz ta młoda, ładna, miła...no no Jowita", zagotowałam się, że chyba mi para szła z uszu...I po co te teksty? Żeby co? Mama była zazdrosna? Dobrze wie, że nawet NAWET jakby kogoś znalazł to po 3 dniach ta baba by go oddała na reklamację... to jeszcze nic. Wróciliśmy do domu i z mamą tylko zostawiłyśmy torby, ja poszłam siku i poleciałyśmy jeszcze do Stonki(czyt. Biedronka ;)). Pyta sie tego capa(czyt. mojego ojca) czy kupił bułki bo do sklepu idziemy. A ten nic. A słyszał na pewno...i wiecie co? Mi łzy w oczach stanęły. Taki kurewski brak jakiegokolwiek szacunku!!!! Strasznie mi sie przykro zrobiło...mama mi na bazarku mówiła, że nie wiem czy ojciec w ogóle odbierze od niej telefon, bo jest OBRAŻONY. Powiedziałam jej, że żalił mi się i żałuję, cholernie żałuję, że się nie dopytałam jak to wygląda z jej strony. Bo wersję ojca znam. Ale nie znam jej wersji. A chciałabym, w razie czego móc się wypowiedzieć lub zareagować, a nie chciałabym być stronnicza. I przypomniało mi się jak cudownie zachował się na swoich urodzinach w niedzielę...częstował czekoladkami od nas, nam podał i był skierowany w naszą stronę a mamie?? Ręka poszła w jej stronę a jego wzrok....w ścianę! No żenada! I co on chce takim zachowaniem udowodnić? No kurde co?! Siedzę i mimo iz miałam przemiłą wizytę - koleżanki ze studiów z córką prawie 3letnią - zastanawiam się co ja mogę zrobić? Jest mi tak szkoda mamy, bo ja nie wyobrażam sobie, żeby mnie tak ktoś traktował po tylu latach!Ale wiem, gdzie tkwi problem - oni nie umieją ze sobą rozmawiać. W ogóle. A to podstawa! Ja się wychowałam z ludźmi, którzy całe życie chyba udawali tylko szczęśliwą rodzinę, bo dzieci...ale dzieci widzą i czują to kiedy rodzice są na prawdę szczęśliwi i pełni szacunku do siebie, tego nie da się udawać! Ja przechwyciłam te "umiejętności" po rodzicach. Nie umiałam rozmawiać kiedy był problem, a jak sie cos nie układało po mojej myśli to milczałam. Nie odzywałam się nawet kiedy Konrad pytał co mi jest, bo widzi, że coś jest nie tak. To akurat umiejętność po mamie. Ale oduczyłam się tego. Bo kocham swojego męża i chcę byśmy byli szczęśliwi i nasze dziecko też.
Zamiast cieszyć się ciążą to ja muszę naprawiać coś co inni sami sobie popsuli...ehh...

Pozostało 12 dni do naszego kolejnego spotkania :* kochanie mamusia obiecuje, że już przestaje się przejmować cudzymi problemami :* rośnij zdrowo dla nas :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 15:50

7 komentarzy (pokaż)
20 marca 2015, 13:45

Ok. Zostawiam za sobą problemy innych, bo w końcu i u nas coś się dzieje. Może znowu spanikowałam, ale...
Zakupy zrobione, mam wszystko z listy,w poniedziałek z rana robimy pranie rzeczy Lilianki, pieluchy tetrowe i flanelowe oraz ręczniki i pakujemy torbę. Na razie nie chce nic mówić, póki nie będzie wyników badań. Ale trzeba być gotowym na każdy scenariusz.

Trzymaj się kochanie! :* będzie dobrze :* <3

12 komentarzy (pokaż)
21 marca 2015, 13:21

Kochane nie chcę a nawet nie mogę napisać co się dzieję, bo jeszcze sama nie wiem...Ginekolog zleciła dodatkowe badania - aspart,alat,bilirubina ldh- które rozwieją nasze obawy i wątpliwości. Spuchłam, może nie jakoś strasznie,ale swędzi/szczypie mnie czasami skóra w róznych miejscach więc obawa, że cos się dzieje istnieje. Dlatego dam znac dopiero w poniedziałek pod wieczór! Staram sie nie czytać internetu, oderwać się zupełnie od komputera, bo do poniedziałku boję się, że oszaleję...na szczęście Lila się rozpycha więc czuje się spokojniejsza. Trzymajcie kciuki!

13 komentarzy (pokaż)
23 marca 2015, 11:09

Mamy już 34 tydzień <3
tylko 16% zostało do końca...rany...kiedy,jak??? Wg Belly 44 dni terminu...
Prezentujemy się o tak - 15 kg na plusie
W pępku mamy 106cm :)ale dla Lilianki to chyba i tak za mało, bo zaczęła się mocno rozpychać :)

Wg otoczenia brzusio się opuścił. Wg mojej aplikacji oraz książki - nie internetu, może tak się już dziać, ponieważ dziecie już szykuje się powoli do wielkiego dnia. Ostatnio strasznie mi sie ulewa...mam zgage mimo jedzenia małych i nieszkodliwych produktów...ale ja wiem kto za tym stoi...Córeczka skutecznie chce mnie odchudzić, kopiąc mój i tak już zmasakrowany żołądek :) Dobrze, może więcej nie przytyję. Choc mam na to wyj****ne :) hehe mąż mi powiedział, że jestem sexy mama, bo kupiłam sobie piękny, modny płaszczyk i nie wyglądam jak zaniedbana,ciężarna kobieta, ale młoda, uczesana, umalowana przyszła mama. Znajomą, którą spotkaliśmy na Marywilkiej- zamówiliśmy wózek- aż zatkało. Powiedziała, że bardzo ładnie wyglądam a brzusio to mam jak w 9 miesiącu a nie 8 :) miło,miło :)
Wózek...ha to dopiero jaja wyszły :) wózek jak się okazało dostępny jest od ręki :) a że my kasy nie mieliśmy całej ze sobą, to powiedziała nam pani, że możemy podejechac kiedy chcemy :) ale wcześniej trzeba zadzwonić. Dobra, transport ugadany, model wózka też i oto gwóźdź programu - KOLOR! :D I ku zaskoczeniu publiczności, zamówiliśmy wózek nie TAKO MOONLIGHT, bo Pani nam go odradziła ze względu na fatalny w utrzymaniu materiał,a za to mamy TAKO MOONLIGHT OMEGA. Ja się pytam czym się różnią, a no tym, że jest tańszy od tego mojego wybranego - 1600zł, ten materiał lepszy no i kolory ładniejsze. Kolor postanowiłam pozostawić do wyboru kochanemu mężowi i nie zawiódł mnie :) pokaże jak już będziemy go mieć w domu, bo w internecie to wygląda jak rózowy - WTF????- wózeczek mężuś wybrał w kolorze liliowym ;) bo jak to powiedział "chciałby nie wstydzić się wyjść na spacer z córką" :) to koniec końców mogliśmy wziąć różowy, ale nie :) chciałam by to on wybrał. Doszliśmy do wniosku,a nawet Pani nam powiedziała, że ona chciałąby zobaczyć to jak my dwójkę dzieci w jednym wózku będziemy wozić. Oczywiście wszystko zależy od odstępu jaki będzie między dziećmi, bo jak krótki (czyt.do roku,półtora) to można wybrać uniwersalny, ale jak np. większa różnica od 2 lat w zwyż to moda tak szybko się zmienia, że na bank nie będziemy chcieli mieć już tego samego :) i tak stanęło na kolorze liliowym.
Ostatnio Malutka bardzo się wypina :) nawet udało mi się ja uchwycić :)
8179351bdcec8384m.jpg <3 <3 <3

Byliśmy rano na badaniach...staram się nie myśleć za dużo o wynikach, więc kończę pisać, bo czeka mnie jedna pralka prasowania :) wczoraj dostałam takiego powera, że latałam jak kot z pęcherzem i wstawiłam jedną pralke ubranek :) i dobrze, bo dziś wstawiłam dwie, schną a pierwszą trzeba niestety wyprasować :) zdałam sobie sprawę, że....nasza córka ma wiele, o wiele za wiele ubranek ;) mężowi się słabo zrobiło jak zobaczył wielkość garderoby Lilianki. Ale zaznaczyłam, że te ubranka to są od narodzin do około 6 miesięcy, więc mamy z głowy :) <3
Na bank dam znać jak wyniki...oczywiście spuchnięta dalej jestem, ciśnienie w normie,a swędzenie....raz jest, raz go nie ma...ehhh....oszaleję...

Pozostało 8 dni do naszego kolejnego spotkania kochanie :* dokazuj, bo mamusia wtedy jest spokojniejsza :* <3 <3 moje serduszko :* <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:28

9 komentarzy (pokaż)
23 marca 2015, 16:01

No dobra....SĄ! Wyniki...
Wysłałam smsa do ginekolog, by to ona mi powiedziała, czy są ok..
oto treść tego smsa:
"Madziu to niestety (TU JUŻ MAM STAN PRZEDZAWAŁOWY) puchniesz fizjologicznie,a swędzenie związane jest z dietą.Nic poważnego.Ufff"

Czyli nie rodzimy się, nie jedziemy do szpitala i nie leżymy na oddziale.
Cieszymy się dalej dobrą passą i lecimy z prasowaniem kolejnej pralki ubranek i rzeczy dla Lilianeczki :) <3

Czuję sie jakby dostała nowe życie :D
BUZIAKI CIOTECZKI!!!! :*

29 komentarzy (pokaż)
31 marca 2015, 18:46

Dobrze :) poniedziałkowego wpisu nie było,booooo mamy już dziś wizytkę za sobą a chciałam w jednym wpisie ogarnać poprzedni tydzień plus nowinki o Lilusi :)
Na początek, sesyjka grubaskowa :D na plusie mamy wg wagi gin 17 kg :) czyli dobijemy do 20, bo Mała nieźle pohulała z wagą, ale swoją ;) moja słodka pyzunia <3
Oto my :) <3

Brzusio cudownie się zaokrąglił :) ale i opadł, potwierdziła to dziś pani doktor na wizycie oraz na usg. Malutka zeszła główką tak nisko, że nie dało rady obejrzeć jej słodziutkiej twarzyczki :( szkoda, bo chciałam zobaczyć ją...tym bardziej, że w tym tygodniu już wygląda jak w dniu porodu będzie. Trudno, pozostaje nam czekać do dnia, kiedy zechce wyjśc do nas a to jeszcze tyyyyyle czasu :D a żeby było smieszniej, zeszła już nisko, bo jak tu się dziwić gdzie waży coś w okolicach 2600-2900 g :) grawitacja działa na wszystko i wszystkich ;) ogólnie nic się nie dzieje z nami, tzn nie ma rozwarcia ani wycieku wód, szyjka poszła mocno w dół - z ponad 4cm do 3,32cm, mięciutka, ale zamknięta :) duuuużo śluzu jak to okreśiła gin przy badaniu ręcznym i obstawiała krótszą szyjkę, ale usg pokazało całkiem dobry wynik. Pobrała wymaz do GBS, trochę się denerwuję wynikiem,ale przecież nie umrzemy od jego dodatniego wyniku ;) mamy zalecenie zrobienie kolejnej serii dodatkowych badań na krzepilowść, jak wyjdą, źle wtedy jedziemy z zastrzykami :) jeśli dobrze, odstawiamy acard :D jupi!!!!! Ogólnie wizyta długa, bez obsówki, nawet pani doktor musiała na nas czekać ;) a mi z nerwów niezłe ciśnienie wyszło :D hahaha miałam ubaw. Pokazałam lekarce mój plan porodu, by zerknęła czy nie ma tam czegoś co mogło by kogoś wprowadzić w błąd lub jakiś innych głupot wynikających z zaniku części mózgu w ciąży ;) powiedziała, że skopiuje część o cięciu cesarskim, bo mam zaznaczone, że chcę go uniknąć za wszelką cenę, ale jeśli stan Małej będzie wymagał takiej interwencji to wyrażam zgodę, bo większość jej pacjentek z góry prosi o cc. Nie dyskutuję, bo to jest kwestia mocno indywidualna. Wyniki mamy super, mocz, morfoligia. Same nudy - rany :D Choć jednym się troszkę denerwuję...pępowina. Nie jest owinięta wokół szyji ani nic z tych rzeczy, ale ma ją jakby przewieszoną przez ramie jak pasek od torebki- moja Mała strojnisia ;* <3 gin powiedziała, że nie ma co się stresować, bo wystarczy, ze sie obróci i pepowina spadnie jej z ramienia,ale mamy zwracać uwagę na jej aktywność - kurcze ale jak?? Przecież ona jest taka spokojna, że dziś to się przestraszyłam, bo nie ruszała się nawet po kawie! Ale pogadałam przez telefon i sie ocknęła - OOO to już mamy dzień???- i zaczęła się rozpychać :) ach napędziła mi stracha niedobra ;) za kare dostała czkawki! :D ha istnieje sprawiedliwość na tym świecie :D I na koniec spostrzeżenie ginekolog, że na jej oko to urodzimy się wcześniej :) termin z usg znów uległ zmianie. Na 2 maja, ale ja sceptycznie do tego podchodzę. Mąż nim wyszedł na trening zapytał "to co rodzimy?". Ja się nie nakręcam, nie ustalam kiedy chcę urodzić, Moja ukochana córeczka już wie kiedy zechce wyjść :) jak wyjdzie to wyjdzie :) na razie mamy całą masę rzeczy do zrobienia i nie mam czasu się zastanawiać kiedy chce urodzić :)
A skoro mowa o innych sprawach...uff w końcu, po miesiącu są nasze zamówione drzwi :D także umawiamy transport na przyszły tydzień i bierzemy się za ostatni pokój do zrobienia przed urodzeniem się Llieczki :) a mianowicie na liście mamy- wymiana okna, a raczej wyrąbanie wielkiej dziury na okno, bo tatuś mój tak je zamówił, że okazuje się za duże :D u nas zawsze na przekór wszystkiemu a tym bardziej rozsądkowi ;) ok, okno wyobraźmy sobie już jest wymienione, teraz czas na dwie pary drzwi, ale to już szybka piłka, bo zdejmujemy jedne stare i wyrzucamy za świeżo wstawione okno i montujemy nowe :D a drugie....no cóż też lekko pod górkę, bo futryna jest metalowa więc trzeba pierw rozdupcyć starą i wstawić nową...a że to są drzwi nasze jakoby wejściowe do salonu z wiatrołapu to przez jeden dzień trzeba będzie chyba po drabinie wchodzić przez nowo wstawione okno :) może być ciekawie :D ale ale - gwóźdź programu jest od paru miesięcy w garażu, czekając aż nabierze mocy prawnej albo...wilgoci :) drzwi wejściowe wejścioooowe :) takie moje wymarzone, wylookane na mega promocji (zamiast 1200zł zapłaciłam 720zł) ale że u nas rodzinne jest kupowanie nie koniecznie z użyciem rozsadku Madzia mądra głowa kupiła drzwi 90-tki, a jakie mamy aktualnie??? No jakby inaczej! 80-tki :D czyli znowu trzeba wyrąbać pół ściany, bo mi się wymarzyły 90-tki :D yeah! tradycja rodzinna zachowana :) rozpier***a mnie duma od środka :D
Ok bo się rozpędziłam i chrzanie już głupoty :D ciąg dalszy meg meeeega pozytywnej energii i wielkich zasobów sił, zaczęłam sprzątać przed świętami. Wiadomo okien nie umyje mimo iz bardzo chcę, ale mój środek ciężkości nieco się zmienił więc nie ma co ryzykować lotu pierwszą klasą z pietra na posadzke :) układam ubranka, przekładam rzeczy Małej z miejsca na miesjce jak pier****nięta ;) a najlepsze jest to, że mój tata czyli dziadek Lilianki kupił jej nowe ubranka :D ale cudne, bo jakby mogło być inaczej ja wybierałam,ale tato zapłacił ;P oczywiście ubranka na zaś :) oto łupy promocyjne :)
286d17f78392faf8med.jpg <3
Z zakupowych rzeczy mamy jeszcze na liście - komodę dla Lilusi, fotel, dwie pufki oraz poduszkę :) jutro mają nam przywieść :D hiehiehie! już nie mogę się doczekać aż ułoże ubranka w niej :D

Ok, kończę ten wpis, bo połowa z Was zaśnie już w połowie czytania go ;)
Nasza kolejna wizyta jest 11 kwietnia, bo umówiła nas nasza lekarka do gina, który przyjmuje w tym szpitalu, w którym chcemy rodzić, aby nas kojarzył :)choć robił mi łyżeczkowanie w zeszłym roku to może mnie pamięta :D oraz by móc umówić się tam u niego już na KTG :) no cóż... myślałam, że teraz znowu wizytka będzie za 3 tyg, ale siła wyższa :)

Kochanie, moja córeczko zobaczymy się za całe 12 dni ponownie :) rośnij zdrowo, bądź grzeczna i uspokajaj mamusie :) bo na zawał zejdzie :* <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:28

17 komentarzy (pokaż)
1 kwietnia 2015, 10:58

Ja pierdziele....co tu się dzieje! Majóweczki rodzą????!!! WTF? musze chyba znowu dać sobie spokój z czytaniem a i tak mnie nikt nie słucha na forum ;) nic tam po mnie :)
Poczułam dziwny dreszcz na karku...i z nerwów nie dość, że to co słyszę od dziewczyn i to co się dzieje za oknem sprawia, że mnie brzucho boli :/ pół nocy nie spałam tylko słuchałam czy dach nie postanowił zmienić położenia np na podwórku u sąsiada :( i oto tym sposobem jestem nie wyspana, głowa mnie boli...ehh. Dobrze, że Lila odsypia :) a tym czasem lecę się z deka ogarnąć, bo za chwilę przyjadą mebelki zamówione w niedziele :)a w tym....komoda Lilianki! :D bedę mogła już jutro przygotować kącik z jej rzeczami w sypialni :)
UCIEKAM! Buziaki kochane :* <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2015, 10:58

8 komentarzy (pokaż)
3 kwietnia 2015, 13:10

Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Wam kochane Ciocie serdeczne życzenia! Mamusiom jeszcze oczekującym na swoje pociechy - wielu pogodnych dni i samy pozytywnych wieści oraz szczęśliwego, bezproblemowego rozwiązania!
Dla mam, które już tulą swoje dzieci do piersi - wiele wytrwałości w nowej roli i samych pociesznych chwil :) zazdrościmy Wam!!!!! :D Ściskamy :* <3

Oto my w 36 tygodniu :) ;) musiała zrobić goły brzuszek, bym sama mogła go porównać :) zrobił się..hmm....dziwny ;P

Niestety nie moge pochwalić się komodą Lilianki, boooo....mężu walczy z nią od 3 dni ;) i mamy już EUREKA jedną szufladę ;) mogę już ubranka ułożyć :) złożyłam teraz wózeczek, by móc się nim pochwalić, ale i tak na zdjęciu nie jest taki jak w rzeczywistości :)

Bardzo się cieszę, że już go mamy i zdałam sobie sprawę, że mamy już wszystko - poza Malutką Lilianką ;) jak to mawia mój ukochany "mamy wszystko oprócz dziecka" :D także teraz czeeekamy :) moi rodzice wzieli już sobie wolne na maj :) żeby mi pomóc i równiez nacieszyć się Małą :) ach ale to jeszcze caaaaały miesiąc <3

Czekamy na Ciebie kochanie :* do zobaczenia <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29

16 komentarzy (pokaż)
4 kwietnia 2015, 12:21

To było rok temu...dziękowałam Bogu, że ten koszmar się skończył. Pamiętam ten ból, pamiętam łzy mojego ukochanego męża...to było najgorsze, nie tabletki, nie zabieg i nie świadomość, że nie żyje nasze dziecko...ale widok ukochanej osoby, która cierpi a Ty nic nie możesz zrobić. Udawałam twardą, nie okazywałam za dużo uczuć...ale przetrwaliśmy i jesteśmy teraz w cudownym momencie naszego życia.
Czekamy na naszą wyczekaną,mała i kochaną istotkę, która straaaaaasznie mnie ciśnie w kroku i boksuje szyjkę, aż czuję jak w swoim odpływie nr 1 i nr 2 :) cudownie jest czuć, że ma się dobrze, mimo iż jest już niziutko. Mąż nie pewnie pojechał na swój mecz w pobliskiej miejscowości, bo jak to ujmuje od paru dni " a jak szybko możesz urodzić? zdążymy do szpitala? A co się dzieje kiedy wody odejdą? A co jak nie? Kiedy się zacznie?" ....zasypuje mnie pytaniami jak Lilka kopniaczkami :) tłumaczę, że na pewno nie przegapimy odpowiedniego momentu :) bardzo się boi, że nie zdążymy, a przecież nie urodzi się w 20 min ;) musiałabym nie czuć skurczów, czego nie ukrywam :) boli, kłuje i mdli :) ale co poradzę? taki etap mamy. Ostatnią prostą - 9-ty miesiąc :) za około 4 tygodnie Malutka będzie z nami. Staram się nie nakręcać, ale dziś śniło mi się, że już była z nami :) siostrze mojego męża też to się śniło :) haha czarownice ;) kiedy będzie gotowa to wyjdzie :) my jesteśmy zwarci i gotowi <3
Pozostało 7 dni do naszego kolejnego spotkania :D zobaczymy co tam się dzieje z podwoziem mamusi ;) <3 :*

7 komentarzy (pokaż)
13 kwietnia 2015, 14:30

To my w 37 tygodniu!9-ty miesiąc :) <3

Mamy się dobrze, nawet bardzo :) po sobotniej wizycie bez zmian, choć na zapisie KTG rysowały się nieregularne skurcze i lekarz mnie zbadał w celu sprawdzenia czy nie wpływa to na szyjkę. Nakazał nie rodzic jeszcze tydzień ;) bo wg jego wyliczeń dopiero za 7 dni będziemy DONOSZONE! I ja też się nie śpieszę, mimo iz jakiś czas temu z zazdrością czytałam, że majówki sie powoli rozpakowują, ale moja zazdrość i obłuda nie może narażać mojej Lilianki na powikłania czy tez duży uszczerbek na zdrowiu. Idę w zgodzie z rozsądkiem i tak jak gosia86 również nie chcę rodzić wcześniej niż w bliskim czasie wyliczonego terminu. Ogólnie wizyta mnie wkurzyła, bo lekarz niby z nami porozmawiał, zbadał ginekologicznie, ale nie zrobił USG. A mi siedzi z tyłu głowy ta cholerna pępowina...gdzie ona jest? No ale niestety musze się wstrzymać jeszcze dwa tygodnie, choć wolałabym juz do niego nie iść. Troche bolało jak mnie badał i pieprzy, że szyjka długa? Ta, to gdzie tak pchał te paluchy! Mamy umówione na sobotę kolejne KTG. Poprzednie pokazało coś co nie tyle zaniepokoiło, ale zaciekawiło lekarza i recepcjonistkę, nie umieli mi powiedzieć co to za dodatkowy zapis, ALE jestem druga pacjentką z "tą przypadłością" ;) no of course, że jestem unikalna ;) ok po wizycie pojechaliśmy na jedzenie bo byliśmy głodni jak wilki a dojechali do nas Eliza z Michałem. Eliza wzięła parę próbek preparatów dla kobiet w ciąży, booo oznajmili nam, że spodziewają się dzidziusia! Wiemy tylko my i siostra Michała, a rodzicom chcą powiedzieć dopiero po potwierdzeniu ciąży :) no to moja teściowa mi trochę odpuści :D YEAH! Skupi sie na córce ;) Eliza już rezerwuje sobie ubrnaka po naszej córce, ale ja myślę, że będą mieć chłopca :) Ona bardzo chce mieć dziewczynkę, ale ja wiem jak to jest jak sie chce ;) ale zobaczymy :) na razie ma mnóstwo pytań,a wiadomo sporo przeszłam z Konradem i wiemy co nie co :) pożyczyłam jej książkę, a niech ma, czyta :) śmiac mi się chciało, jak zapytałam który tydzień, a ona no wyliczyli, że 2,5 czy 3,5 tygodnia. Widząc, że sa zieloni w tym temacie pytam o ostatni okres - 9 marca, to tłumacze jej jak to sie liczy. Ale chyba musi jej przetłumaczyć lekarz ;) strasznie się cieszą. Zwłaszcza Michał, bo Eliza to już rozpacza nad utratą figury. No może najszczuplejsza nie jest, ale wiem, że sama musi się z tym uporać - miałam to samo :) najważniejsze jest zdrowie dziecka :) a to ile przytyjemy nie zawsze zależy od nas. Ja juz pogodziłam się z tą wagą i nie zamierzam konkurować. To nie zawody. Po trochu im zazdroszczę...widząc ich szczęście,że będą mieli dziecko jest niesamowite. Pamiętam nas na początku... udawaliśmy, że nic się takiego nie stało, żyliśmy normalnie do pierwszego usg w 8 tygodniu. Potem już radość była większa, że jest Kropek z serduszkiem :) zazdroszczę tej beztroski, tej wielkiej niewiedzy, co może pójść nie tak...śmiać mi się chce, że już myślą nad wózkiem ;) widać, że niby Eliza nie chciała być w ciąży, ale teraz ją zdradza ta ich radość :) moja Anka uważa, że to było tylko kwestią czasu, jak widziała zainteresowanie wszystkich moja osobą. Ja miałam i mam na to wyjebane, bo nie lubie być w centrum uwagi, ale ona - to jej żywioł :) Ale jednego sie boję...aby to nie była taka "zachcianka". Bo to jest dziecko, nie auto, rower czy telefon. Znudzi sie to się sprzeda. Moja Anka powtarza, że zrobiła to dlatego, że ja jestem w ciąży i ona nie może być gorsza. Powiedziałam o tym Konradowi, ale on skwitował tylko, że ona ma już 27 lat. Czas najwyższy. No niby tak, ale widząc jak rozstawiał Michała po katach nie będąc w ciąży to co będzie robić z nim jak juz jest? Żal mi go trochę... ona jest taka, że wymaga ciągłej uwagi, opieki i skakania obok niej i spełnianie zachcianek. Nie wiem...im dłużej o tym myślę tym grosze mam przeczucia...w sumie, jak by to mój kochany mąż powiedział "a co mnie to gówno obchodzi?" ;) nie mój cyrk nie moje małpy.
Z jednej strony to się cieszę, bo moge i mam teraz osobę do dłuższych rozmów o ciąży i dzieciach :) i będziemy latać z Maluchami na spacery :) choć nasza Lila będzie już siedzieć jak ich się dopiero urodzi :) ale to będzie cos innego zupełnie :)
Ostatnio odważyłam się porozmawiać z mężem o kolejnej ciąży...tak tak wiem ;) jeszcze jednego dziecka nie urodziłam a myśle o drugim :) robię rozeznanie w temacie :) jakoś tak samo wyszło w rozmowie, że jak Lila będzie aniołkiem to szybko trzaśniemy drugie ;) ja mówię,że mi bardzo odpowiada róznica 2-3 lat :) powiedział, że jemu też :) a bałam sie, że będzie krzyczał, że pierw ogarnijmy jedno ;) ale on chyba bardziej się cieszy z oczekiwania na córkę :) ja też się cieszę, ale dla mnie jej narodziny są jeszcze takie...nierealne :) siedzi sobie w brzuszku i rozkosznie rozpycha. Moja malutka <3 zapytałam Kondzia ostatnio czy nie jest zawiedziony, że będziemy mieć córeczkę, bo wiadomo - facet=syn :) ale powiedział, że rozmawiał z gościem, który chciał mieć syna a ma 11 córek( dalej próbuje ;P), że facet z syna może byc dumny, ale zwariować może tylko na punkcie córy :) strasznie mnie tym rozczulił...w ogóle ostatnio leże, głaszczę falujący brzuch i ryczę ;) ehhh te hormony :)
A dzisiaj będąc z moja Ania w Pepco spotkała koleżankę na kasie a ja oczywiście kupiłam Liliance bluzke i legginsy i mnie opieprzyła, że nakupuje ubranek dla dziewczynki a wyjdzie chłopiec. A ta jej znajoma mówi " no to tak jak u nas. Miała być dziewczynka i na ostatnim usg wyszło, że chłopiec będzie"...JA ZABRANIAM! MA BYĆ LILUSIA! NIE JAKIŚ TAM SIUSIOR! NIE CHCE! :D Mamusia takie piękne ubranka kupiła i musi być dziewczynka, moja kochana córeczka <3 Jestem głęboko przekonana, że to dziewczynka :)
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29

20 komentarzy (pokaż)
14 kwietnia 2015, 14:09

Dziękuję kochane :)
straaaaasznie mnie wkurza to jak mi pieprzą, że może jednak chłopak :) w nosie mam chłopaków :) teraz ma być Lilianka i już! :D i własnie sama sobie sie dziwię, że jakiś czas temu przeżywałam, że będzie dziewczynka. Teraz życia nie wyobrażam sobie bez córeczki :) a miło mi, że ktos lubi czytac te moje pierdolamento ;P dziękuje Wam :) :* <3

Arsenka nie mówię, że to jest czyjaś wina. Po prostu źle odczytałaś to co napisałam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2015, 14:12

8 komentarzy (pokaż)
20 kwietnia 2015, 13:02


To się dzieje na prawdę...
94% na wykresie...pamiętam jaka byłam podniecona jak miałam 20%?30? A teraz? jestem już bliżej niż dalej przytulenia swojej córeczki! :)
A to my w 38 tygodniu :) <3

Boże...wg lekarza z sobotniego KTG możemy już rodzić, ja jestem bardzo chętna :) ale nie dlatego, że chcę już przytulić Malutką - co jest rzeczą oczywistą ;) ale dlatego, że straaaasznie puchne,a waga tak szaleje, że sie po prostu boję :( 2 kg w ciągu tygodnia?? No way! Szczypią mnie stopy, które są okropnie napuchłe a nie wspomnę już o dłoniach...najgorsze, że mam "prąd" w prawej dłoni, jak po coś sięgam i chwytam to mnie razi i nie moge nic podnieść. Najprawdopodobniej Lilianka uciska mi jakiś nerw-moja mama miała ze mną to samo ;) choć gorzej, bo miała paraliż połowy twarzy :D ale po porodzie wszystko wróciło do normy :) po sobotnim KTG NIC SIĘ NIE DZIEJE! Córko! Apeluję do Twej wyobraźni! Wychodź już!:D od paru dni mam mocne, serio, mocne bóle brzucha...dziewczynom na forum odchodzą czopy, a ja nic nie zauważyłam... W sobotę mamy wizytkę więc coś może się wyjaśni a to będzie już 39 tydzień :) bardzo bym chciała już móc wziąć Malutką na ręce...dziś w nocy, kolejnej z rzędu ledwo przespanej, śniło mi się, że urodziłam :) urodziłam o godzinie 13:37 i najprawdopodobniej była to sobota :) powiedziałam mężowi o tym, a on, że też bardzo by chciał już móc Lilkę wziąć na ręce, ucałować. Przytulił się do brzuszka, pogłaskał i przywitał się z córeczką...wczoraj jak byliśmy u jego babci - przed w świętami trafiła do szpitala, bo miała udar - to po wizycie w wc strasznie mnie rozbolał brzuch, że ledwo stałam. A wzrok mojego męża - bezcenny. On jest taki wystraszony, nie daj Boże mnie coś zaboli to on blednie... ja wiem, że się przejmuje, ale Lilianka nie urodzi się w 5 min ;) strasznie mnie rozczula tą swoją troską :)
Powiedziałam mu wczoraj, że się boję. Nie porodu, nie, że nie zdążymy do szpitala, ale tego co będzie potem...jak Malutka będzie już z nami. Boje tego co będzie się działo między nami po narodzinach Liliany. Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego a tym bardziej tego, że cos mogłoby sie popsuć, bo mamy dziecko, którego oboje bardzo chcieliśmy. Widząc co dzieje się z ludźmi z mojego bliskiego otoczenia to zaczęłam po prostu wątpić... powiedział mi tylko jedno - jeśli będziemy ze sobą rozmawiać, o tym co nas boli, wkurza albo cieszy to będziemy żyć jak przed pojawieniem się Małej. Dodał, że my za dużo juz przeszliśmy ze sobą, by mieć jakieś watpliwości co do naszego związku. To fakt...sporo przeszliśmy - rozstania, inne osoby, kłótnie,wątpliwości co do wspólnej przyszłości...powiedział, że nawet jeśli coś by sie popsuło, a szczerze w to wątpi to Lila na tym nie ucierpi,bo bardzo ją kocha. I znowu się wzruszyłam...strasznie rozchwiana jestem emocjonalnie...wzruszam się strasznie szybko.
Matko znowu sie rozpisałam, ale to wynik tego, że piszę raz w tygodniu :)
Aaaa no i Eliza z Michałem powiedzieli na razie tylko mamie, że są w ciąży :) w przyszłym tygodniu ma usg w tym ma wizytę i omówienie kolejnych badań. Wynik bety miała bardzo ładny jak na 6 tydzień :) ponad 14 tyś. :) ciekawe czy będzie jedno czy jest więcej :) ale narzeka strasznie dużo :) informuje otoczenie o każdej dolegliwości :) moje koleżanki powiedziały, że jak ona będzie w ciąży to każdy w ich otoczeniu będzie o tym wiedział :) ona lubi być w centrum uwagi, a mnie to cieszy :) bo ja zeszłam na dalszy plan i mam chwile oddechu :) moja teściowa jest w 7 niebie, bo w jednym roku będzie mieć dwoje wnuków :)
Dziś mam mega lenia i zamierzam odespać trochę i nabrać sił, bo nie wiem czy ta "niemoc" związana jest z pogodą czy ze zbliżającym się porodem...
Pozdrawiam wytrwałe czytelniczki moich nudnych wywodów :) :*

PS.MartaAlvi i szuszu gratuluję :* Wasze córeczki są szczęściarami, że już są po drugiej stronie brzuszka!!!! :* nie mogę się doczekać, aż zobaczę swoją Kruszynkę <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29

6 komentarzy (pokaż)
21 kwietnia 2015, 12:58

Tak jak co miesiąc, każdego 21. dnia mamy :)
an-naszeF20maFc5F82eF20Fc5F9bwiFc4F99to-000000ffffffxxxxxx27023-3-0-200-DCglit107.gif
Świętujemy :) nie rocznicę ślubu, ale dnia kiedy to oficjalnie jesteśmy parą :) od 8 lat, co miesiąc świętujemy :)ehh....tyle zmian, tyle przygód, poznanych i straconych ludzi... ale najważniejsze, że my jesteśmy tu i teraz - razem, w oczekiwaniu na Nasz Mały twór :) marzył mi się ślub w tym dniu - 21, nie ważny jaki miesiąc :) potem pomyślałam, że chciałabym urodzić 21 :) ale nic się nie zapowiada :) muszę porozmawiać z mężusiem na temat majówki :) zaplanujemy sobie nie tyle wyjazd, ale wypad gdzieś tu w okolice :) bo przecież sie nie położę i nie będę czekać aż się zacznie BO OSZALEJE! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:30

13 komentarzy (pokaż)
27 kwietnia 2015, 21:10

Chciałabym zrobić jakiś optymistyczny wpis ale nie mam nawet nic optymistycznego do przekazania :((
Chciałabym zrobić wpis o nowym rozpoczętym tygodniu a mianowicie 39., ale nasza mądrość i chęć zrobienia wszystkiego jak najlepiej pokrzyżowała mi plany :( nie będzie zdjęcia, bo od soboty jesteśmy w szpitalu... a wszystko zaczęło się od wizyty u nowego lekarza w celu " zapoznania się". Jacy mi byliśmy głupi i naiwni, myśleliśmy, że to dobry pomysł a nasze życiowe przejścia i doświadczenia poszły w las.. byliśmy na wizycie w sobote, drugi raz u dr Siergieja ale poprzednia wizyta była bez usg. Tą mieliśmy z usg. Dr mi sprawdził wypis z IP, bo w minionął środe nie czułam ruchòw Małej. Więc odrazu IP. Ale okazało się, że mam skurcze 80-100% co 6-7min więc nieregularne. Ogólnie ok, Mała się ruszała, ale ja nie czułam nic no może poza 3 ruchami...w sobote pokazuje opis z wizyty i lekarz robi badanie, szyjka 15mm i miękka, ale nadal zamknięta. Potem usg... i tu się zaczyna.Robi przepływy bo zwaracam mu uwagę, że obawiam się o owinięcie pępowiną ale Malutka jak mamusia nie lubie być podduszana ;):* ale zrobił przepływy w tętniczy w głòwce i coś mu niepasowało. Potem mierzenie wód płodowych...też jakieś cyrki. Zaczynałam się stresować. Powiedziałbym udała się na IP di szpitala, w którym chcemy rodzić on wypisze skierowanie. Super myśle. Nic tak mnie nie rajcuje jak szpital no może poza porodówką. Pojechaliśmy tego samego dnia i to był największy błąd. Bo nie ma nic gorszego jak weeekend w szpitalu. Ale ok. Spanikowaliśmy przyznaje się bez bicia. Na ip poszło już błsykawicznie...ale może skopiuje to co napisałam moim majòwką, bo serio uszło ze mnie życie :((
"Melduje sie ale po OBCHODZIE znow mi lzy leca. Opowiem od poczatku.
Od soboty jestesmy na patologii ciazy podejrzenie malowodzia i zlych przeplywow. Panie na IP szybko mnie ogarnely i zrobili usg. Potwierdzenie tylko zlych przeplywow, wody w dolnej granicy tak jak i przeplywy. Przejecie na oddzial. Przedzielili nam sale dwuosobowa gdzie lezala juz jedna laska. Ogolnie bardzo rozmowna i szybko nawiazalysmy nic porozumienia. KTG wykazuje jakies tam skurcze. Pobrali mi znowu gbs,krew i mocz. Po czym wiadomo jak to weekend w szpitalu interesowali sie tylko ktg i tyle a tej dziewczynie co ze mna lezala Agnieszce probowali wywolac rozwarcie szyjki-byla juz tydzien po terminie. W niedziele na noc zalozyli jej balonik ktory mogli sami sobie w d**e wsadzic bo jej nic nie pomoglo-ogolnie zero gotowosci do porodu. Mnie kolo 24 polaczyli pod ktg i cos bylo nie tak bo tetno Malej wahalo sie miedzy 168 a 173. Z przerazeniem na to patrzylam. Przyszla okropna polozna Helga i powiedziala ze zapis jest niepokojacy wiec przedluzamy. Juz usypialam a ta wpada odpina ktg i nakazuje mi udac sie na usg. Zaspana zrobilam jak chciala. Na usg pani doktor oznamia minimalna ilosc wod plodowych i skierowala nas na indukcje porodu. Zbadala ginekologicznie i nie wiem czy to byly wody czy moj pecherz ale sikalam przed usg-Helga nakazala-ale byla spora plama na papierze na fotelu. Zalozyly mi wenflon i pobraly wznow kerw-Helga mi to robila i nie dosc ze boli mnie zgiecie w rece to ten je***y wenflon mnie boli  ze mam ochote odgryzc sobie reke! Helga nakazala spakowaniw rzeczy i zostawienie toreb przy lozku a potem na gore na sale przedporodowa gdzie od prawie 1 do 8 mialam non stop ktg nawet siku nue moglam pojsc tylko w basen. Lezalam i wzijalam sie z bolu bo tak mnie krzyzowe lapaly i dol brzucha ze myslalam ze wyjde z siebie. Poprosilam polozna o mozliwosc siku bo nie wytrzymam. A ona ze do nie odepnie mnie i tylko basen zostaje. Ok. Sikalam tyle ze z przerazeniem mowie ze to chyba wody bo ax rsk mi sie nie chcialo. A jednak nie. To mocz. I dalej ktg z przerwami kiedy musialam zmieniac pozycje bo tak mnie bolalo. Przeszla lekarka ktora mnie skierowaka na indukcje i mowi ze skurcze jakies sa gotowosc do porodu znikoma. Szyjka 15mm i zamknieta. Troche sie wkurwilam bo ten bol wyzwalam takie odczucia ze prawie oszalalam. Obserwujemy. Rano przyprowadzili 3 laski z patologi, w tym moja sasiadke z pokoju  mysle o kurcze to razem urodzimy. Wymienilysmy sie nr tel bo okazalo sie ze jest z Pruszkowa. Napisalam jej smsa ze jestem na sali przedporodowej. Cala noc sluchalam jak laski sie dra ale placz wyzwalaly mialki noworodkow. Mysle ze ja niebawwm to uslysze...poinformowalam meza co sie z nami dzieje ale dopiero rano odczytal. Obchod i diagnoza. Nie ma zadnych zlych przeplywow ani malowodzia. Po nocy gdzue spalam z 2 h bylam tak wyczerpana ze nawet nie chcialo mi sie nic komentowac i z sali przedporodowe abarot na patologie...i tu mi puscily nerwy jak najszybciej weszlam do pokoju zatrzasnelam drzwi i sie rozplakalam... mozecie uznac ze zwariowala albo ze oni wiedza co robia. Ale kurwa w jednej chwili decyzja o indukcji bo Mala jest zagrozona a potem co??? Nagla zmiana? A raczej nowa zmiana i nowy plan na nas...beczalam do przyjazdu meza a byl dopiero po 13... jak mnie zobaczyl w tym stanie i ten moj urywany glos zeby mnie stad zabral sprawial ze mu serce pekalo...powiwdzialam ze wyjde stas chocby na wlasne zyczenie bo oni nas wykoncza...ze lepiej jak w domu dosiedze do terminu niz tu...bo zaczela mnie przerazliwie bolec glowa, mam mdlosci nie moge jesc i to maja byc super wwrunki dla nas? Mowie do meza ze zazadam dwoch opcji od lekarza albo nas wypuszczaja albo indukuja bo jak ja mam tu siedziec i oszalec to podziekuje. Ale oczywiscie wieczoremy obchod to chyba jaks kpina i pani mi mowi czy cos mi dolega mowie ze tak, chce wyjsc do domu a ona do mnie ze jak na wlasne zadanie to moge i juz ale jakby cos sie stalo to nie biora odpowiedzialnosci a na ten temat dopiero rano...i siedze i znowu rycze z bezsilosci. Noe chce hyscie zrozunialy mnie zle ze ja xhce za wszelka cene urodzic ale kiedy oznajiomo mi ze indukujemy to kurwa nawet nie tyle ze sie cieszylam ale balam o Mala, ze musi byc zle skoro chca wywolac porod. Kazdy lekarz mnie badal i mowi no mozemy rodzic 38 tygodni skonczonych to luz ale kurwa mnie trzymaja pod ktg ktore zawsze jest skwitowane"bardzo ladny zapis" no to kurwa ja dziekuje za brak mozliwosci normalnego funkcjonowania slyszec ze wszystko jest ok ale ani nie wtpuszcza ani nie indukuja. Nawet przez chwile naszla mnie mysl zeby sie wypisac na wlasne zadanie ale stwierdzilam ze poczekam juz do rana i jak kolejny patolog i bedzie makaron na uszy nawijal to sie spakuje i wyjde. Bo to oni mi szkoda dostarczajac mi skrajnie roznych informacji a cholera wie co jutro wymysla!Moze ze rodze! O w zyciu. Powiedzialam jesli istnieje realne zagrozenie ze cos sie dziejr a nie ze cos moze sie stax bo stac to sie moze...wezme siekiereni kogos zabije bo mi siedzenie tu od 3 dni wali na dekiel...
Ehh przepraszam ale musialam to wyrzycic. Pewnie mnie zlinczujecie ze jie licze sie z Lika a to oba jest najwazniejsza ale dla jej dobra wlasnie nie chce juz tu siedziec tym bardziej ze nic sie nie dzieje...
Na koniec mojego dlugiego opowiadania dodam ze moja kolezanka Agnieszka urodzila,po podaniu pierw kroplowki,potem odeszly wody i leciala na swoich skurczach nie wiem dokladnie co sie stalo ale koniec koncow miala cc.
Ide spac bo mi glowa peka czuje sie jakbym miala kaca i nie mogla z nim nic zrobic ( poza tym bardzo doskwiera mi rozlaka z mezem... docrnilam to zr moglam kazdego wieczore sie obok niego klasc i rano budzic...i znowu rycze...w jakas depresje wpadne"
Troche to chaotyczne, ale wciąż mi łzy lecą i czuje się bezsilna...rozerwana.
Jedyne co mnie trzyma przy życiu to nie to, że mi robią to śmieszne ktg 4 razy dziennie bo ja czuje Małą ale to, że jest z nią dobrze, że nie zagraża jej nic. Choć teraz przez te nerwy to i ona jest nerwowa...eh. Jutro podejmuje decyzje. Wychodzimy. Bo niczemu to siedzenie tu nie służy.
Taki lipny wpis zrobię, ale zupełnie bez jakiegoś zaangażowania czy z uczuciem.. po prostu oddaje mój aktualny stan psychiczny, w ktòrym teraz się znajduję.
Kochana Lilianko...jesteś dla mnie całym światem ♡♡ tylko Ty się dla nas liczysz :*

16 komentarzy (pokaż)
28 kwietnia 2015, 20:38

Dziekuje kochane za Wasze wsparcie. Mamy podjętà decyzję. Jutro obchód ma dr Siergiej i stawiamy warunek- albo nam wywołują poród albo ja wychodze. Pisałam do swojej lekarki Kasi i opowiedziałam w skròcie co tu się dzieje. Napisała, że jutro może nas przejąć, zrobimy usg i wtedy podejmiemy decyzje co dalej. Ale nie jest powiedziane,że mam się kłaść do szpitala. Najlepsze jest to, że Eliza będąc na wizycie u Kaśki poruszyła nasz problem i powiedziała jej jedno "znam Magde i wiem, że ta ciąźa jest dla niej najważniejsza i gdyby u mnie w szpitalu doszłoby do takiej sytuacji- podałabym oxy i rodzimy, nie ma sensu wstrzymywać"...ręce mi opadły. Wkurzyłam się bo Konrad chciałbym tu rodziła. Ale teraz najważniejsze jest to by ona nam powiedziała czy jest dobrze. Ja moge dochodzić do terminu, ale w domu a nie szpitalu. Na porannym obchodzie lekarka ta sama, ktòra nas skierowała na indukcje robiła mi usg znowu. Ale chyba się z deka obsrała makowcem bo miała drugiego lekarza do konsultacji. Okazało się, że jest ok. Wody ok, przepływy ok. No to super. Mówi mi, że obserwujemy. Pytam ile-dzień jesscze, dwa? Nie. Do terminu czyli teroretycznie 10.05. Powiedziałam, że po moim trupie. Powiedziałam,że chce wyjść. Ok przysługuje mi do tego prawo, ale oni nie biorą odpowiedzialności i wcięłam jej się w słowo mówiąc" tak, znam tą spiewkę i wiem co moge a co nie i co się z tym wiąże". Powiedziała, że nic się nie dzieje ale może coś się stać. To zapytałam się jej czy ona chce wykończyć mnie i dziecko? Nosz kurwa ona czeka aż mi dziecko przetanie oddychać? I co? Pójdą na łatwizne potną mnie i już! A ja nie zamierzam dać się pociąć bo ktoś czekał i koniecznie chciał bym tak skończyła. Zaczęłam się ubierać a ona coś jeszcze do mnie gadała, odburknęłam tylko, że ja nie chce nikomu tu ubliżać ale mam WĄTPLIWĄ PRZYJEMNOŚĆ TU SIEDZIEĆ I CZEKAĆ AŻ COŚ SIĘ STANIE MOJEMU DZIECKU. Aby kurwa mieli okazje się wykazać czy co??? Nie kosztem mojego dziecka. Jutro sie wypisuje choć tak jak napisałam dajemy im wybòr- zostaniemy ale w ciągu 2 dni ja mam urodzić albo wychodzimy. Po tym bez wątpienia mało przyjemnym porannym spotkaniu weszłam do pokoju i znowu w ryk... mialam ochote to babsko strzelić w pysk! Siedze i aż dusze się od płaczu wchodzi szanowna pani doktor z obstawą i ona jeszcze się pyta czemu płacze...to utwierdziło mnie w przekonaniu, że gòwno ich obchodzi czy jest z nami dobrze czy źle chyba muszą jakąś kase mieć od każdej przetrzymywanej pacjentce... bo nie wierze, że jak nic się nie dzieje to oni tak usilnie trzymają. Mòj Konrad jak przyjechał to aż sam się zagotował. Ale rodzić chce tu...a ja na samą myśl o porodzie w tym szpitalu dostaje ataku serca... ciekawe czy i jak się nami zajmą jak przyjadę na poród? Jednak musze go przekonać, że ja chce rodzić z Kaśką... bo nie mam zamiaru przechodzić coś gorszego...ale cieszy mnie jedno...jutro wychodzimy i to podnosi mnie na duchu.
Jesteście kochane :* a z nowości odszedł mi chyba czop do końca podbarwiony na brązowo. Ale to nic nie oznacza.
Napisze już jak będziemy w domku :))

17 komentarzy (pokaż)
30 kwietnia 2015, 15:49

Kolejny dzień w szpitalu. Mam wrażejie,że jestem tu wieki. Wczoraj przyszedł lekarz,od ktòrego zaczął się ten cyrk,który wcale mnie nie bawi. Ale na obchodzie była inna doktórka więc na komenatrz "obserwujemy dalej"powiedziałam,że bardzo dziękuje i wypisuje się na własną odpowiedzialność. Powiedziałam mi, tak mam takie prawo i chciała coś dodać ale jej przerwałam i pytam w prost" czy moje dziecko jest zagrożone,czy istnieje realne zagrożenie" opowiedziała "nie" ale wtrąciła, że jeśli nie będę pod opieką to grozi zamartwica płodu... nosz kurwa tak mi ciśnienie skoczyło, że mało nie eksplodowałam. Zakończyłyśmy rozmowe i wyszła. Spłakałam się znowu... po czym poszłam do położnej i pytam jak wygląda wypis na żądanie. Powiedziała,że podpisuje się pod dokumentacją medyczną i to wszystko. Więc prosze o zlokalizowanie doktora i chce się wypisać. Wpadlam do pokoju i znowu w ryk. Tak się trzęsłam jakbym na Arktyce była. Przychodzi po 30min dr. Akurat Konrad był. Podchodzi do nas z uśmiechem i mówi "doszły mnie słychy,że się nudzisz"...chyba nie musze komentować, poziom mojego wkurwu osiągnąl apogeum. Ale z opanowaniem,mimo iż gardło mi ściskało mówię,że sie nie nudze ale jeśli nikt nie chce mi pomóc urodzić to ja chce stad wyjść i jechać tam gdzie mi pomogą. Powoedział, że weźmie mnie teraz na badanie i usg i zobaczymy co sie tam dzieje. W badaniu bez zmian, szyjka zamknięta i 15mm,ale było mokro-podejrzewał wody, potem usg i wody na poziomie afi=4. Decyzja o teście oksyticynowym. Podpisałam zgode i pojechałam znowu na porodówke. Podłaczyli mi kroplòwke ale nie odrau bo oczywiście jakiś dupek lekarz miał obiekcje-ten sam skurwiel co faszerował mi indyka w poniedziałek-myśle "nosz kurwa świetnie" przyszedł i kazał mi przekreślić "test oksytocyną"i napisać "indukcje porodu". Oczywiście uzgodnilam z lekarzem, że jak już tam pojade to zostane. Ale oczywiście, jakbym miała indukcje a nie test, bo okazało się jak wrócilam na patologie, że jadnak był test.. I po 6h pod ktg i kroplówce skurcze co 3 min, ale szyjka bez zmian. Odesłali mnie na patologie. Skurcze co 3 min miałam jeszcze z 2 h i koniec. Załamałam się... teraz moge powiedzieć, że staczam się w dół po równi pochyłej...mam ochote zamknąć się w pokoju, przykryć kołdrą i nigdy już nie wyjść. Boje się, że będzie to dla mnie największą traumą jakiej doświadcze w życiu...
Po nocy przespanej rano, przy obchodzi pani doktor mòwi, że zrobili ten test aby sprawdzić czy Maluszkowi nie spada tetno czy coś innego się nie dzieje złego. Absolutnie nic. Wszystko ok. Pani doktor powiedziała, że xhyba się na nią obraziłam za niedzielną porodówkę. Powiedziałam, że nie obraziłam, ale jeśli podejumje sie jakieś kroki to idzie się za ciosem i nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym nikt mnie tu nie zna, nie wiele co musialam przejść by donosić i w ogóle być w ciąży. Chodzi mi o ludzkie spojrzenie na mnie i to, że ja się męcze z tymi myślami codziennie "czy mojemu dziecku dziś nic się nie stanie". Na koniec dodałam, że nie wyobrażam sobie tego, że oni reagują dopiero wtedy jak Mała orzestanie się ruszać lub oddychać i co wtedy? Cc? To wole by indukowali poród sn niż w nerwowej atmosfrze robili mi zabieg... zapytałam czy myślą o uczuciach innych? Ja mam męźa, ojca dziecka i rodzine, która też przeżywa to wszystko. Nic nie powiedziała. Chyba ją zatkał mój monolog. Po czym przychodzi dr i prosi na badanie byśmy sprawdzili szyjke, no po skurcach się ruszyła małpa jedna ale dodatkowo założyli mi balonik do szyjki. Mało przyjemne, ale widze, że moja awantura środowa coś pomogła- przecież oni mają z tego kase- Czarnaa masza racje. Więx jak dla kasy mają się tu znęczać nad nami to szczerze nie mam ochoty na to. Ale zobaczymy. Mamy zaplanwany drugi test na jutro z kroplówki ale szczerze nie mam sił na to. Już wole by dali mi spokój. Bo kolejnego dnia w bólach ja nie przeźyje. Mam nadzieje, że balonik pomoże szyjce a oksy jutro rozwieje nasze wątpliwości. Przyznałam się przyjaciółce, że jestem już tak wyprana, zrezygnowana i zmęczona, że jakby mi zaproponowali cc to bez wahnia bym się zgodziła...paranoja :(( wpędziłam męża tylko w poczucie winy. Wczoraj wieczorem napisał mi smsa, że jestem jego bohatrką, że zadaje sobie tyle wysiłku i bólu hy nasza córka była już z nami...bezpieczna, zdrowa i aby wynagrodziła nam te wszystkie stresy. Na chwile obecną myśl o porodzie jest wręcz kosmiczna...ale okazuje się, że to rodzinne... moja mama rodziła 12h ale koniec końców dali jej kroplówke... ja "rodze" już drugi dzień...zmęczenie przeogromne...Mam wrażenie jakbym miała nigdy nie urodzić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 15:57

14 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)