BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: czynnik męski/immunologia

Autor: EwkaKonewka
12 maja, 16:52

Synek po kolejnej dawce 6w1 i pneumokoków. Każde szczepienie kosztuje nas 440zł, to dramat jest. Jak nie chcesz dziobać dzieciaka 4 razy to płacisz. Pneumo też mamy płatne. Chcemy jeszcze z dodatkowych zrobić ospę i koniecznie meningokoki. Mały kiepsko zniósł to szczepienie. Goraczkował trochę ponad dobę, ale żeby zbić temperaturę potrzebne były nurofen, paracetamol i na końcu kąpiel. I to wszystko o 3 w nocy. Ale przeżyliśmy. Teraz chyba mu się załączył lęk separacyjny bo jak jesteśmy sami i wychodzę z pokoju od razu za mną biegnie. A najgorzej jest jak idę do łazienki. Leży pod drzwiami i dostaje spazmów, ale nie będzie ze mną chodził do toalety.

1 komentarz (pokaż)
23 maja, 11:46

Szukamy żłobka dla Synka. Wracam od września na kilka godzin do pracy, będę miała zajęcia indywidualne na razie i tylko popołudniami, ale nie przez pracę chcę żeby mały poszedł do żłobka. Dla mnie dziecko siedzące z matką w domu do 3 roku życia po pierwsze się nudzi, a po drugie nie jest w stanie nauczyć się tyle co maluchy chodzące do żłoba. Chcę go wypchnąć do ludzi, do dzieci, do społeczeństwa ;) Nie na całe dnie, na 4h. Byliśmy już w jednym żłobku i szału nie było. Miejsce nowe, ładne, działa od lutego, dzieci mało, ale nie widać w tym żłobku żadnej pracy z maluchami, żadnych prac na tablicach, nic. W sali żłobkowej stoi laptop z monitorem skierowanym prosto na dzieci z odpalonym yt. To nie dla nas. W pn spotkanie w kolejnym żłobku, jeden z najbardziej obleganych w mieście, na miejsce trzeba czekać do września, opinie super. Mam nadzieję, że to będzie to :)

1 komentarz (pokaż)
27 maja, 16:48

Miśkowa, dziękuję Ci za ten komentarz. Naprawdę, bo ludzie wokół swoimi mądrościami sprawiają, że czuję się jak wyrodna matka co dziecko do żłobka oddaje, chociaż wcale nie musi.

A żłób znaleźliśmy. Nie mogę się doczekać aż mały tam pójdzie. Będzie mu tam dobrze <3

1 komentarz (pokaż)
10 czerwca, 21:57

Syn kończy zaraz rok. Nie wiem kiedy to zleciało. Dużo się ostatnio nauczył, chociaż przez to, że później siadł nie ogarnia jeszcze takich rzeczy jak sortery, klocki itp małe przedmioty. Musimy w jakiś sposób zacząć rozwijać go manualnie, a nie tylko te książki. Przyjdzie nam chyba też zmienić fizjo, bo kolejna wizyta cała przepłakana. Nie chce z nią ćwiczyć i koniec. Mały w ogóle zapał do ćwiczeń odziedziczył po tacie. Obaj intelektualiści ;) Syn nadal jest bardzo mamusiowy. Dziś nawet dziadków olał i tylko do mnie chciał na ręce. Jesteśmy po naszym wakacyjnym wyjeździe. Podróż męcząca, bo malutki sporo marudził, a na miejscu bardzo mu się podobało. Dłuższych wyjazdów już pewnie nie będzie w tym sezonie, ale może jakieś weekendowe wpadną :) No i dom nam się rysuje. Mamy już parter. Jest salon, kuchnia z jadalnią, garderoba, gabinet, łazienka, spiżarnia, i pomieszczenia gospodarcze - kotłownia i spory garaż. Będzie też duży taras i ogromne okna w salonie i jadalni. Będzie super :)

1 komentarz (pokaż)
14 czerwca, 14:57

Synek kończy dziś rok. Wszystkiego najlepszego Maleńki :* <3

Follow your heart,
and remember
any time
you can always come home <3

https://www.youtube.com/watch?v=_jTdnCbWJQE&list=RD_jTdnCbWJQE&start_radio=1

1 komentarz (pokaż)
18 czerwca, 21:28

Impreza urodzinowa Syna była super udana. Tort pyszny i piękny, goście i my zadowoleni. Malutki dostał kilka zajnych zabawek m.in. teatr z pacynkami od Melissa And Doug, Arkę Noego czy śmiesznego jamnika z literkami. Ludzie przynieśli mu też pieniądze, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy.

Moje roczne dziecko robi następujące rzeczy:
Siada, czworakuje, wstaje i chodzi przy meblach, wchodzi sam na kanapę i rzuca się z niej do tyłu (w sensie na plecy) a naszym zadaniem jest go łapać, ucieka i się śmieje a my go musimy ganiac, pokazuje paluszkiem na siebie w lustrze, na nas, wie gdzie jest przewijak, gdzie śpi, umie zrobić Indianina przykładają rączkę do buzi, zapytany jak robi jastrząb piszczy jak szalony, mówi ma, ba, a taaa, niee, amama (na jedzenie), tata, nie ma, przybija "piątkę", wkłada i wyjmuje rzeczy z pojemniczka, pokazuje oczko, nosek, usta, uszko, przytula się i przy tym mruczy, daje buzi i buja się na koniu na sprężynie na placu zabaw. Wie gdzie jest mleczko, owocki, uwielbia musy z tubki, przypomniał sobie jak się pije z bidonu, chociaż za piciem czegokolwiek nie przepada. Kasze je, ale nie są jego ulubionym daniem, obiady domowe lubi. Je dla towarzystwa jak tylko zobaczy, że ktoś inny też je. Uwielbia obserwować ptaszki przez okno, spotykać inne dzieci i ogólnie ludzi, ma 10 zębów, wyrasta z rozmiaru 80, waży 9300. Lubi zwierzątka, książki, piosenki itsy bitsy spider, 5 little ducks i kaczuszki. Lubi jak mu śpiewam. Ma 1 drzemkę, taką 2-3h. Nie lubi piasku i wg fizjo senso ma nadwrażliwość na dotyk. Za nim dwa szczepienia 6w1 i pneumokoki. Z gondoli wyrósł jak mial jakieś 6-7 miesięcy. Nie znosi czapek. Jeździ w drugim foteliku (polecam cybexa 360). Kąpie się na stojąco, lubi chodzić na basen. Nie znosi głośnej muzyki, przez co nie lubi gordonków, ale spodobała mu się Sensoplastyka. Do tego jest naszym najbardziej męczący oczkiem w głowie. Jest pogodny i radosny. Kiedyś na jakimś psychologicznym szkoleniu w pracy usłyszałam, że przez pierwsze 18 miesięcy życia człowiek "uczy się" poczucia własnej wartości. Płaczę - rodzice przychodzą -czyli jestem ważny. Im bardziej rodzice nad bobasem skaczą i spełniaja jego potrzeby, tym bezpieczniejszy bobas się czuje i nie boi się eksplorowac świat. Chyba odwaliliśmy kawał dobrej roboty, bo moje dziecko się tego świata nie boi. Takie samochwalstwo na koniec.

2 komentarze (pokaż)
25 czerwca, 13:16

Mały przeszedł trzydniówkę. Gorączka 39.5, ledwo dawało się ją zbić. Teraz już ma wysypke czyli koniec chorowania. Przynajmniej na razie.
Mały zrobił się... okropny. Płacze jak tylko przestaję się nim zajmować czy z nim bawić, non stop chce być na rękach i "noś mnie matko tam gdzie ci pokaże". Sił mi brak i mam ochotę płakać razem z nim. Czasem mam wrażenie, że to nasza wina, bo mu na dużo pozwalamy, ulegamy jego zachciankom, głównie mąż, i teraz to do nas wraca.

1 komentarz (pokaż)
15 lipca, 20:52

Zastanawiam się czy mój syn nie jest nadpobudliwy. Nie usiedzi chwili w miejscu, książki przegląda z prędkością światła, cały czas jest "w biegu", od jakiegoś czasu jest mega nerwowy, wymuszający i tylko na ręce chce. Wczoraj byliśmy w gościach, ponad dwie godziny chodził, czworakował, ani na chwilę nie szło go niczym zająć. A to nie jest pierwszy raz jak z nim chodzimy do szwagra, więc miejsce zna. Nie wiem czy dzieci takie są czy tylko moje ma takie jazdy. A może dzieci 13sto miesięczne mają jakiś skok? Nie wiem.
Chodzimy ostatnio do parku bo mają tam wypasiony plac zabaw. Mały poszarpał się z innym chłopcem w podobnym wieku o zabawkę. Był płacz, wyrywanie naszej zabawki drugiemu dziecku, który zabrał ją synkowi i ganianie. Tak więc pierwszą bójkę mamy za sobą. Syn ostatnio nauczył się, że jak nie chce czegos oddać to daną rzecz wyrywa lub ciągnie w swoją stronę. Przyda mu się ta umiejętność w żłobku.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca, 13:34

1 komentarz (pokaż)
29 lipca, 21:56

Mały jakby mniej jęczy, zajmuje się swoimi książeczkami i zabawkami, rozumie mnóstwo. Ostatnio nie ma problemów z zasypianiem, bo co wieczór obiecuję mu, że pójdziemy następnego dnia na plac zabaw. Wtedy przekreca się na boczek i czeka na bajkę, którą mu opowiadam i zasypia. Idzie się z nim ogólnie dogadać chociaż nie mówi prawie nic. Komunikuje się z nami pokazując palcem. Ostatnio w ten sposób, będąc w kąpieli, nakazał mojemu Mężowi założyć mój czepek basenowy, odkręcić wodę i polewać nią głowę w czepku. Mój Mąż zrobił to wszystko bez mrugnięcia okiem. Widok przekomiczny :D z rzeczy mniej pozytywnych - wywrotka w wannie zakończyła się ukruszeniem pięknej, mlecznej jedynki. Mały ma więc już za sobą wizytę u dentysty.
Za dwa tygodnie żłobek.
Synek praktycznie codziennie uczy się czegoś nowego. Taki jest mądry <3

1 komentarz (pokaż)
19 sierpnia, 15:13

Dziś pierwszy dzień żłobkowania. Przyszliśmy na 9, dzieci akurat wychodziły na plac zabaw. Mój syn po mniej więcej 20-30 minutach zabawy zaczął się potwornie nudzić. Żadna ciocia się nim nie zajęła dłużej nich 2-3 minuty. Byliśmy dziś jakieś 2h, większość czasu mały był znudzony, siedział u mnie na rękach albo się ze mną bawił i nikt go ode mnie nie wziął. Zasugerowano żebym go zostawiła samego jutro na jakąś godzinę, ale nie wiem czy to dobry pomysł. On był wielce zeatresowany taką ilością dzieci (zawsze jak się denerwuje to mnie szczypie albo ciaga się za uszy/włosy). Jutro też ma być wyjście na dwór. Dziwna taka adaptacja na placu zabaw. Nie przyzwyczai się do miejsca, sal, jakiej swojej cioci bo wszystkie są "wymieszane" i żadna nie jest chętna żeby się nim zająć. Podobno dziecko ma mieć jakiegoś opiekuna zastępczego. On tu nie może nikogo takiego znaleźć, a że będzie chodził rano (max do 12, będzie żłobkował na pół etatu), to dopóki jest pogoda tak to będzie wyglądać. Kiepsko trochę.

0 komentarzy (pokaż)
20 sierpnia, 12:03

Kolejny dzień adaptacji. Synek wstał o 5. Jak poszliśmy do żłobka na 9 to był już bardzo zmęczony, ale dziś się nie denerwował na wejściu, nie szczypal, ma też swoje ulubione ciocie, na jedną nawet krzyczał jak mu nie odmachała papa. Jutro zostanie na godzinkę i zobaczymy jak to będzie.

0 komentarzy (pokaż)
22 sierpnia, 12:54

Wczoraj syn został sam w żłobku na pół godziny. Przesiedziałm te pół godziny w aucie pod żłobem. Żłobek na pierwszym piętrze, okna otwarte, moje auto na parkingu, szyby zamknięte, a i tak słyszałam jak płacze :( Ale ciociom udało się go uspokoić. Dziś został na jakieś 1.5h, bez płaczu, za to jak wróciłam to zawodził, ale był już mocno zmęczony.

0 komentarzy (pokaż)
29 sierpnia, 14:19

Mały chodzi do żłobka już prawie 2 tygodnie. Nadal płacze jak go zostawiam i czasem jak go odbieram też lamentuje, ale w międzyczasie podobno jest ok, bawi się z opiekunkami, uśmiecha do nich, ogólnie powoli przywyka do nowej sytuacji. Ja też przywykam. Ciężko jest zostawić płaczące dziecko. Niemniej cieszę się, że te 3h nie ma go w domu. Mogę spokojnie posprzątać, zrobić zakupy, coś zjeść i nie robię tego kosztem dziecka. Jak wracamy ze żłobka razem się bawimy, czytamy książki i pierwszy raz mam czas poświęcić mu czas bez myślenia, że zmywarka nie jest przeladowana czy pranie nie zrobione. Dziś nawet podjechałam na myjnię i mój van amerykańskiej gospodyni domowej w końcu lśni ;)

1 komentarz (pokaż)
6 września, 20:32

Synek złapał już pierwszy katar. Chodził do żłobka 2.5 tygodnia bez przerwy. Uważam, że i tak długo wytrzymał bez chorowania 💪

***
Mam psa, 9.5 letniego olbrzymiego sznaucer. Mieszka z moimi rodzicami, bo w moim mieszkaniu, na 60m2, psina by się udusiła. Teraz mój pies jest chory. Ma złośliwy nowotwór sledziony i wątroby. Dziś już prawie nie wstawał. Leczyć się go nie da, dostaje leki usmierzajace ból i tak naprawdę czekamy na koniec :(

1 komentarz (pokaż)
12 września, 13:41

Katarek przerodził się w zapalenie oskrzeli. Nadal kiblujemy w domu, ale syn dostał sterydy i już jest dużo lepiej.

0 komentarzy (pokaż)
16 września, 21:33

Zrobiłam długi wpis i się zepsuło i nie ma więc tylko podsumuję - syn zaczyna mówić, opowiada gestem i słowem co widzi na obrazku w książce, nadal siedzi w domu bo oskrzela nadal zawalone, ja zastanawiam się nad zmianą zawodu chociaż swój uwielbiam, nadal nie chcę więcej dzieci, w ramach zajęć w czasie wolnym przeszkolilam się z obsługi defibrylatora i z resuscytacji.
Psiaka musiałam uśpić i już wiem jak to jest, jak ktos odchodzi na tamten swiat- straszne. Do tej pory nie mogę o tym myśleć, ale obiecałam mu, że jeszcze się zobaczymy. Skoro ludzie wierzą w boga to ja mogę wierzyć, że jeszcze się spotkam z moim sznaucerem i że położy swoją głowę na moich kolanach i będę go drapac po tej jego wiecznie uflutanej brodzie. Sleep tight Brysiu 😘🌈😢

0 komentarzy (pokaż)
6 października, 21:32

Synek był we wrzesniu 3 dni w żłobku. Najpierw 3 tyg zapalenia oskrzeli, potem kilka dni w domu po upadku na głowę (zaliczylismy wizyte na sorze, bo wymiotował po tym jak sie uderzył i balismy się wstrząśnienia). Poszedł do żłobka 1 października, we wtorek. Wczoraj juz miał katar, w nocy doszła gorączka. Ludzie naprawdę nie myślą przyprowadzając do żłobka kaszlące i zakatarzone dzieci. I serio, nie obchodzi mnie, że idą do pracy i muszą je gdzieś zostawic. Niech sobie znajdą nianię. Zero wyobraźni.

***
Czekamy na pozwolenie na budowę. Mamy projekt domu, przydomowej oczyszczalni, wszystkie warunki techniczne. Złożyliśmy projekt i czekamy na pozwolenie. W tym roku nic już nie zrobimy więc wiosno przybywaj szybko!

***
Nie chcę mieć wiecej dzieci. Serio. Mąż też nie. Padamy na ryj przy tym jednym. Doszliśmy do wniosku, że za bardzo się wczuwamy w opiekę nad nim, zapewnianie mu rozrywek, rozwijanie jego umiejętności itp. i nie mamy czasu na nic innego. Na zwykłe życie nie mamy czasu, na odpoczynek. Nasz syn ostatnie miesiące baaaardzo kiepsko śpi. My przez to też kiepsko śpimy. To się przekłada na brak energii i chęci do robienia czegokolwiek. Również do powrotu po kolejny zarodek.

1 komentarz (pokaż)
18 października, 14:10

Drugi tydzien w domu z katarem i kaszlem za nami. Dobrze, że mamy tylko zakaz żłobkowania, a nie wychodzenia z domu, bo oboje byśmy oszaleli. Coraz rozumniejszy ten mój Syn. Gada jak nakręcony, głównie po swojemu, ale po naszemu też umie coś powiedzieć - da (daj), ta (tak), y lub y-y (nie), mama, tata, baba, dziadzia, bzibzi (wiertarka), dziu dziu (każde latające i wodne ptactwo), maaa (nie ma), mamba (włącz mi piosenkę "mambo italiano"), au au (wilk), tupie jak chce zrobic jak jeż, cos ala siorbanie jak pokazuje jak robi ślimak, nieńda (lis, z piosenki "what does the fox say", tam jest "ding ding ding"), macha rączkami jak pokazuje motylka, aaaa (miś, tygrys i płacząca dzidzia), niewyraźne hauhau na psa, robi patataj, buuu (odkurzacz, nawilżacz, wiatr), ba (kiedy cos uderzy, spadnie), huuuu (sowa), dziedzie (jedzie), dziedzi (siedzi czyt. jest). Uwielbia warzywa, za owocami nie przepada, cieciorke je jak groszki, samą bez niczego, prosto z miseczki, jak chce zrobic cos zakazanego, to na siebie krzyczy "nie" i się śmieje, bez przerwy obrywa gałkę od radia i chowa ją w dziwnych miejscach, jak trzeba zmienić pieluche to ucieka, uwielbia myc zęby szczoteczką elektryczną, siedzieć na drzwiach od otwartej zmywarki, wie jak włączyć ekspres i co trzeba zrobić zeby zrobic kawę (sprawdzić czy są ziarenka kawy i woda, wziąć kubek i wie, ktory kubek jest taty, a ktory mamy), nie znosi chodzic w skarpetkach i zdejmuje je nawet przes sen, jak uslyszy telefon albo domofon to krzyczy "baba/tata/dziadzia", ma rowerko-gokart i próbuje nim jezdzic, od jakiegoś miesiąca chodzi i na spacery wózka juz nie bierzemy, chodzi na zakupy w... szelkach i na smyczy bo ucieka i trzeba go ganiać po całym sklepie, wie, że jak idziemy do piekarni to dostanie kawałek bułeczki i przebiera nóżkami w oczekiwaniu, zna części garderoby (czapka, chusteczka, spodnie, buty, kurtka, bluza, skarpetki) i czesci ciała (glowa, oko, nos, ucho, pępek, pupa, brzuszek, kolano, stopa, reka, paluszki, włosy, buzia, broda), zaczepia wszystkich wszedzie, jest ciekawy świata, wszedzie go pełno, nadal lubi czytac ksiazki, niestety nadal kiepsko śpi (wg pediatry czyms sie stresuje), zaczyna ogarniać kredki stożkowe, nie chce jesć lyzeczką, tran pije tylko od taty, od mamy mu nie smakuje, ma swoje ulubione piosenki, lubi ich słuchać, ale nie znosi tańczyć, jest balaganiarzem jak matka, podobno jest wysoki jak na swój wiek (86 robi się małe), chodzi w bucikach bobux, jak chce podlewac kwiatki to niesie konewke pod bramkę w kuchni, ma fazę na rzepy przez co rozpina buty, a jego matka powoli zaczyna się wygrzebywac z poporodowej depresji. W poniedziałek stuknęło mu 16 miesięcy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października, 14:12

0 komentarzy (pokaż)
18 października, 20:53

Będzie kolejny wpis bo mam wenę i potrzebę napisania tego, co mi siedzi w głowie. Jak zaszłam w ciążę miałam nadzieję, że moje życie się poukłada "po dziecku". Nie, że będę bardziej zorganizowana, tylko będzie jakoś tak przewidywalniej, stabilniej, bez tego ciągłego zastanawiania się co mnie za chwilę spotka. Że będzie dziecko, praca, dom się zbuduje, będę kosić trawnik i pić kawę na tarasie. A tu, że się tak wyrażę, dupa. I nie, że domu nie ma czy coś, bo będzie i to jest jedyna rzecz, która mi nie zaprząta głowy. Dotarło do mnie, że dopóki nie zamknę sprawy z zarodkami (wziąć? oddac? wywieźć za granicę i zniszczyć?), to nadal będę trwac w takim zawieszeniu, rozkroku. A tu żyć trzeba, a nie cały czas na coś czekać. A ja czekam i to jest fujowe.

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)