BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
25 listopada 2018, 11:50

Jest weekend więc jest dobrze. Jest dobrze bo jest w domu mąż. Jak to niewiele trzeba aby być lepsza matką.

Wystarczy możliwość zmiany piżamy na dres. Ba nawet mam czas poszukać jakiś czysty dres! I wybrać w miarę pasująca górę.

Wystarczy moc zjeść gdy żołądek z głodu przyrasta do kręgosłupa

Wystarczy moc wziąć prysznic

Wystarczy móc iść do toalety gdy przyciska

Wystarczy móc odpuścić jedną odmużdżającą zabawę w agugu

Wystarczy moc powiesić pranie gdy pralka skończy chodzić zamiast kisić się w bębnie i kilka godzin aż dziecko pozwoli.

Na zimna kawę nie będę narzekać bo zaczęłam robić w kubku termicznym ;)

To wystarczy by mieć siłę na kilka innych odmużdżających zabaw, na noszenie w kółko po domu, na uśmiechanie, na wstawanie w nocy, na czulszą opiekę...

Ah domy wielopokoleniowe... Chyba my kobiety trochę zrobiłyśmy same sobie krzywdę.

Mam jeszcze kilka przemyśleń ale to innym razem. muszą się ułożyć w głowie.

A jutro nie będzie już tak dobrze. Nie tylko dlatego że jest poniedziałek. Jutro mąż idzie do szpitala. W ramach treningu proszenia o pomoc i mężowego przekonywania że nikt nie jest w stanie sam wszystkiego ogarnąć przyjdzie do mnie teściowa po swojej pracy. Dzięki temu na pewno zjem choć jeden posiłek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2018, 14:01

7 komentarzy (pokaż)
2 grudnia 2018, 16:31

Nadeszły lepsze dni. Opieka nad maluszkiem we dwójkę jest prosta i przyjemna. Dom jako tako ogarnięty, dziecko wybawione i zaopiekowane, obiad zrobiony i zjedzony ciepły. Można prawie spontanicznie wyskoczyć do sklepu.
A ja coraz częściej patrząc na to małe stworzonko mam ochotę je zacałować na amen.

Kolki powoli - odpukac - przechodzą. Pomogły leki i odstawienie witaminy d. Przy najbliższej okazji na szczepieniu poproszę o witaminę na recepte. Pomogło też odrzucenie reguły follow the child, głównie karmienia na żądanie.
Takie karmienie powodowało że malutki jadł często a mało. Poprzednie porcje zalegały w brzuszku i pojawiały się bóle. Cóż to jednak nie prawda że dziecko samo sobie dobrze reguluje swoje potrzeby. Przynajmniej nie moje i nie na mm/kpi.
Do tego ten refluks/zgaga. Wszystko na raz.

Cieszę się że z tego kolkowego chaosu w końcu udało mi się wyjść. Rytm narzuciłam trochę sztucznie wprowadzając system 3-godzinny ale dziecko szybko podlapało i dzięki temu też jest spokojniejszy - wie co będzie się działo później.

Pierwszy nocny sen trwa już nawet do 7 godzin!! Pada po 19.0 i budzi się między 00.30 a 2.00. Jedzonko i śpi jeszcze do 4.30 - 5.00. znów jedzonko i drzemka do 6.30-7.00. czasem opuszcza ta ostatnią drzemkę.. niestety. A więc wstajemy wcześnie. Tzn całe życie wstawałam około 6 rano ale teraz jakoś chciałabym jeszcze poleżeć ;) więc trochę ubolewam. I staram się przesunąć godzinę spania na 20.00 ale kiepsko idzie. On wieczorem jest już taka małą marudką że najchętniej spalby już o 17. Ale nie ma mowy ! ;) Bo wtedy dzień zaczynalibyśmy chyba koło 3 w nocy.

Następnie przez cały dzień w kółko : karmienie, zabawa, drzemka. I tak aż do wieczora, w południe w ramach drzemki wietrze małego na balkonie minimum 20minut, potem dosypia w domu. Specjalnie rozdzielilam tez jedzenie od zasypiania. Dzieki temu unikam podawania małych porcji byle tylko mógł zasnąć, unikam też sytuacji że usnie zanim się naje. Ogólnie uważam że to dobrze że oduczyłam go zasypiania przy butelce.

Po pewnym czasie reżimu 3godzinnego zaczęłam mniej patrzeć na zegarek a bardziej na dziecko. Powoli wiem kiedy maluszek chce drzemkę, jedzenie, trochę wcześniej/później niz zwykle.
Niestety część drzemek jest nadal wyłącznie na mnie przez co jestem unieruchomiona, ale i nad tym będziemy pracować.

10 komentarzy (pokaż)
4 grudnia 2018, 21:25

Maluszek kończy jutro dwa miesiące.

-Rosną mu włoski na czubku głowy. Już nie będzie gargamelem
- mówi ;) Ly, Mly, nje i e
- trzyma główkę już nawet do 5 minut. Podnosi też cała klatę.
- zafascynowany światłem. Światełka od rutera, żyrandol itp robią furorę. Trzeba kupić migające lampki choinkowe!!!
- namiętnie ssie swoje piąstki
- leżąc na plecach coraz wyżej podnosi wyprostowane nogi
- uśmiecha się świadomie. Podjął pierwsze próby głośnego chichotu.
- przyłapałam go na obserwacji swojej piąstki. Ale chyba jeszcze nie rozumie że to jego ręka.
- choć z drugiej strony macha ręką w kierunku wiszącej zabawki. Więc sama już nie wiem.
- obrót z pleców na bok Zależy od podłoża. Udaje się na miekkim i w sumie dość rzadko jak narazie chciał się obracac.

5 komentarzy (pokaż)
12 grudnia 2018, 08:54

Mój malutki po szczepieniu chyba już wrócił do siebie. Znów się uśmiecha troszeczkę gnuży i pcha sobie rączki do buzi przez cały dzień. Trochę martwi mnie że preferuje jedną rękę drugą ciumka zdecydowanie mniej. Ale w innych sytuacjach uzywa obu rąk
Okres po szczepieniu nie był najłatwiejszy. Malutkiego oczywiście bolało miał spuchniętą nóżkę chyba przez szczepionkę na tężec. Podawałam mu troszkę paracetamolu na ból. Niestety z powodu bólu wróciło też zachodzenie się. To było straszne. Już dłuższy czas mieliśmy z tym spokój więc kolejny atak mnie zaskoczył. Otworzyłam drzwi kurierowi Kubuś zobaczył nieznanego pana krzyknął i przestał oddychać. Potem puknięcie w pudełko, kichnięcie, każdy nagły dźwięk spowodował u niego bezdech. Jeden raz to już aż przegiął Z długością ataku.... Nikomu tego nie życzę naprawdę. A świadomość że ma atak bo sobie kichnęłam to już w ogóle masakra.
No ale myślę że już jest dobrze. Tylko zasnęłam się troszkę poprzestawiało jeśli chodzi o pobudki. Ale nadal zasypia i budzi się o podobnej godzinie więc przeboleję.

Z nowych umiejętności zaobserwowałam że gdy włożę mu grzechotkę do ręki trzyma ją zdecydowanie dłużej a nawet wkłada do buzi. Gdy położyć mu przedmiot na klacie zbiera ręce takim ruchem przytulającym i przysuwa sobie przedmiot do ust aby go posmakować ;)
Skok rozwojowy ... Nie wiem czy w to wierzę. Jego kolejne umiejętności nie idą tak jakby po kolei ani terminy zdobywania umiejętności nie pasują z tabelką. Podobnie terminy dobrych i złych humorów no ale tutaj to być może kolki i szczepienie fałszuje obraz.

Dodatkowo wybrałam się w końcu na wizytę do ginekologa.troszkę ciągła mnie blizna po nacięciu ale pani doktor mówi że wszystko wygląda naprawdę super a nacięcie jest malutkie. mówiła że blizna może pracować aż do roku czasu i mogę coś tam czasem odczuwać ale ogólnie jest spoko. Dodatkowo okazało się że akurat miałam owulację, pęcherzyk super gotowy do pęknięcia. Czyli na razie nadal abstynencja ;)
Jednak przy okazji porozmawialiśmy z mężem na ten temat i obydwoje doszliśmy do wniosku że jeszcze poczekamy. żadne z nas nie u miałoby się zrelaksować tylko nasłuchiwalibyśmy czy malutki się nie obudził w łóżeczku.
I obydwoje zgodnie stwierdziliśmy że na razie o drugim nie ma mowy. Jeśli kiedykolwiek. ;)

6 komentarzy (pokaż)
13 grudnia 2018, 14:14

Anemic zachodzenie się to ogólnie mówiąc taki straszny płacz. Zazwyczaj z powodu bólu lub strachu. Ewentualnie ignorowany płacz może przerodzić się w zachodzenie kiedy dziecko się bardzo wkurzy. Wygląda to tak że robi się cały purpurowy rozrzuca kończyny na 4 strony wydaje jeden głośny krzyk a potem jest cisza. Ma szeroko otwartą buzię i nie może złapać oddechu. Teoretycznie nie powinno się nic stać bo zachodzi się na wdechu więc teoretycznie dziecko powinno po pewnym czasie odetkać się samo. Ale równie dobrze może stracić przytomność. należy tak jak wspomniała Isabel dmuchać w otwartą buzię klepać po pupie i machać dzieckiem góra dół i leciutko potrząsać. Nic fajnego naprawdę.


U mnie dziś zła wiadomość. Mąż poinformował że w styczniu, prawdopodobnie zaraz po nowym roku, musi jechać na poligon. Minimum 2 tygodnie a być może dłużej. Mąż koleżanki w zeszłym roku siedział w tych krzakach ponad miesiąc. Bez wizyty w domu. Miałam dziś dobry dzień Kubuś ładnie się bawił, a teraz jestem załamana.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2018, 14:15

8 komentarzy (pokaż)
21 grudnia 2018, 10:42

11tyg+6

Dostałam pierwszy okres po ciąży. Niemal idealnie jeden rok od poprzedniego okresu. Przyszedł prawie bezboleśnie. Gin 2 tygodnie temu na wizycie mówiła że widzi owulację dlatego spodziewam się okresu w czasie około świątecznym. Jak narazie jest spoko nie chlusta, jest intensywnie ale nie leje się jak z kranu, nie rzuca skrzepami, nie mdli mnie ani nie kręci mi się w głowie jak to przed ciążą bywało.

W temacie poligonu jest już wszystko ustalone. Mąż ostatecznie spędzi tam 3 tygodnie. Pojedzie zaraz po nowym roku na 2 dni aby przygotować koszary. Czyli mówiąc po ludzku prawdopodobnie będzie jechał na szmacie ;) potem a wróci na weekend i pojedzie na 1 tydzień. Kolejny tydzień spędzi normalnie chodząc do pracy a dwa następne znowu na poligonie. Prawdopodobnie przyjedzie też wtedy na weekend choć tak naprawdę trzeba to rozumieć że na sobotę. W sumie dobrze że nie będzie tam 3 tygodnie pod rząd.

Jeśli chodzi o dziecko to przestał nagle lubić pozycje na brzuszku. w ostatnich tygodniach nawet gdy płakał kładłam go na brzuszku i nagle był spokój. Leżał sobie patrzył uśmiechał a ja próbowałam zachęcać aby wyciągał rączki do zabawek. Nagle niespodziewanie na pozycję na brzuszku reaguje głośnym protestem. Zamiast ładnie się utrzymywać na rączkach robi prawie że żabę. Przy tym podnosi pupę w powietrze (a nie robił tego wcześniej) i odpycha się kolankami jak do raczkowania. Tułów oczywiście pozostaje nieruchomo a on się wkurza i płacze. Próbowałam podkładać mu wałeczek pod paszki Ale nic to nie daje. Mam nadzieję że to chwilowe. Już kiedyś tak miał że na krótki czas pozycja na brzuszku przestała mu się podobać Ale wtedy chyba trwało to krócej. wczoraj przez chwilkę poleżę na brzuszku spokojnie i aż się zastanawiałam co jest.... Gdy odkryłam że gość patrzy poprostu w telewizor. No cóż pooglądał sobie Qczaja przez 5 minut... uznałam że te 5 minut TV mu nie zaszkodzi a już tak dawno nie leżał na brzuszku że to chyba jest ważniejsze.
Takie mam wyznanie....


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2018, 10:43

5 komentarzy (pokaż)
27 grudnia 2018, 13:21

Święta minęły. Nie były złe ale do udanych też nie mogę ich zaliczyć.

W wigilię byliśmy u teściowej na 16. Mały ładnie bawił się na kocyku. Zjadał swoje piastki i kopał nóżkami. Zjedliśmy wigilię tylko we trójkę. Potem zjadł maluszek i ululaliśmy go do spania. Drzemka oczywiście max 30min. Potem bawił się dalej. Około 18 przyszła szwagierka Z mężem i dwójką dzieci. Nie minęło 5 minut i nastąpił dziki ryk.
Nie wiem czy za dużo ludzi, za głośno czy za długo w gościach ale zbieraliśmy się błyskawicznie. W foteliku w obie strony też był płacz a do tej pory lubił jeździć.

Następnego dnia byliśmy u moich rodziców. W zasadzie scenariusz ten sam. Byliśmy na 14. Maluszek Zjadł i się bawił. Potem drzemka i około 17 wrzask. U moich było gorzej. Teściowa wykazała się jako tako zrozumieniem ale moi nie za bardzo. Ojciec oczywiście wyskoczył z whisky i winami i zdziwiony że nikt nie pije. Mama naszykowala jedzenia jak na biesiadę do rana i zdziwiona że nikt tego nie zje i że chcemy już iść do domu po drzemce. I na pewno Kubuś będzie miał dobry humor i będzie bsie dalej bawił. jasne jak się rozdarł po drzemce to chowała się do kąta i zbieraliśmy się jeszcze szybciej niż po Wigilii. Ojciec zdziwiony że przy dziecku jest tyle roboty. Matka że powinnam kp bo jeszcze jest mały. Miałam naprawdę chamska odzywke na końcu języka ale się powstrzymałam. I tak można by mnożyć. Nawet nie wie że ja byłam kpi a już nie jestem od około 6 tygodni. Mieszka 10 min piechotą a widziała go chyba drugi raz. Lenistwo skrajne i zainteresowania minimum. Przy tym głupie pomysły typu zostaw go śpiącego na kanapie w innym pokoju... lub połóż go na podłodze niego śpi - przy tv, rozmowach, żarówkach w oczy itp? Jaaaasne. Zdziwiona że jak to nie będzie tu spać i że śpi na rękach w innym pokoju. A gdzie bma spać jak zero miejsca żeby go odłożyć.
Kiedy zaczął.sobie gaworzyc to mówiła że się skarży na mnie. Można by mnożyć przykłady. W końcu powiedziałam zeby przestała się madrzyc bo wogole tego dziecka nie zna. Raz dziennie wyśle zawsze tego samego SMS "czym się bawi?" I myśli że to jest zainteresowanie wnukiem.
I jeszcze się będzie dziwić jak krzyknęłam "chyba oszalałaś" na jej sugestie że ona popilnuje dziecka jak chce iść do lekarza,zamiast czekać do lutego aż mąż z poligonu wróci. Popilnuje... Nim się trzeba zająć a nie pilnowac. Drugi raz go na oczy widzi, boi się dotknąć, nie ma pojęcia o jego rutynie, nie potrafi mleka przygotować ma głupie pomysły jak zostawienie dziecka bez opieki na kanapie w innym pokoju i się dziwi. No kurwa.

Może opisałam to nieco agresywniej niż było w rzeczywistości ale w sumie jak teraz przeanalizowałam to mnie nerwa mocniej wzięła niż wtedy przy stole. A i tak wiele sytuacji pominęłam bo szkoda o nich aż pisać.

A więc tragedii z dzieckiem nie było. Były okresy że ładnie wymachiwał kończynami i można było spokojnie zjeść ale jak zaczął płakać tak było po imprezie. Płacz nie do opanowania. Dopiero w domu spokój i znów uśmieszki.

Mały obdarowany prezentami na mikołaja i pod choinkę.
Od nas dostał zawieszkę-pozytywkę, o-ball żeby ćwiczył chwytność paluszków i książeczki z ruchomymi elementami "pojazdy" i "na wsi" z serii akademia malucha.
Ciotki z Ameryki napadły na tkMax . Mały ma cała pakę ubrań Nike i puma itp. mąż zazdrości. Sam by takie szmatki chciał haha.
W kwestii prezentów akurat moi rodzice posłuchali jak mówiłam że nie chce grających zabawek. Dostał gumowe piszczące klocki i książeczkę.

Znowu w tej kwestii to teściowa i szwagierka nie posłuchały. Dostał grającego miska, grająca plastikowa gwiazdkę i grającego chodzącego plastikowego żółwia do nauki raczkowania. Zabawki z kategorii takich nie bardzo badziewnych i głośnych, ale jednak nie takie rzeczy chciałabym dla małego. Naciskanie guzików wcale nie jest edukacyjne i interaktywne. Uważam że jest wręcz ogłupiające. A tu potrzeba zabawek chociażby ćwiczących paluszki, sortowanie kształtów, klocki z obrazkami jak puzle itp. nie wiem co zrobić teraz z tymi zabawkami.... Pewnie czasem mu je dam do zabawy ale obawiam bsie zasypania plastikiem na kolejne i kolejne okazję ... Aż do utonięcia w grającym i świecącym badziewiu. Bo takie zabawki preferowała szwagierka - więc takie obie kupują. Trochę z przezwyczajebia pewnie, a trochę może z sugestii sprzedawczyni. Doskonale wiem że wchodząc do sklepu z zabawkami łatwo zglupiec no ale jednak warto się wcześniej zastanowić albo nie podchodzić do półek z tego typu zabawkami. Z kolejnej strony kupują te plastiki a same mówią że dzieci szwagierki nie bardzo wogole chciały się tym bawić.. a nadal kupują plastiki. Fuck logic.
Trzeba będzie jakoś mocniej sugerować rodzaj zabawki na kolejną okazję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 15:20

9 komentarzy (pokaż)
4 stycznia 2019, 16:34

Jutro maluszek kończy 3 miesiące

Poznaje świat przez usta. Jest mega szczęśliwy gdy może coś possać.

Leżąc na brzuszku Trzyma głowę i do 10min(ale to musi mieć b.dobry humor)i swobodnie obraca nią na wszystkie strony. Chyba próbuje odpychac się rękami i je wyciagac co mu jeszcze nie wychodzi i po czasie rozjeżdża się jak żabka. Ostatnio pisałam że robi coś dziwnego na brzuszku a okazuje się że kombinował też jak tu by się wspiąć na kolanka żeby zacząć się przemieszczać. Ostatnio nawet wspina się na kolanka na tyle wysoko że odrywa resztę tułowia na jakiś centymetr nad ziemię. Kosztuje go to jednak naprawdę sporo wysiłku i strasznie się irytuje że nie idzie do przodu.

Noszony trzyma głowę.... Na słowo honoru. Nadal trzeba mocno podtrzymywać.

Łączy rączki w linii środkowej ciała

Uśmiecha się na dźwięk sowy konika świnki i inne chrumiąco-pierdzące dźwięki.

Energicznie kopie powietrze i podłogę. Robi coś w stylu "świecy". Próbuję kopać zabawki w karuzelce.


Ale i tak najlepszą zabawką jest tetra. Można z nią się siłować jak w zapasach albo rzucać się na piątkę owiniętą tetrą niczym dziki zwierz na swoją ofiarę. Zaczęliśmy nazywać go t-rex.

Utrzyma dłuższą chwilę przedmiot podany mu do rączki.
Trzymany przedmiot usiłuje wsadzić do buzi. Zazwyczaj nie trafia i w buzi zamiast zabawki ląduje piąstka.

Zaczął się ślinić i puszcza bombki ze śliny

Pierwsze próby zabawy wiszącymi maskotkami. Chwyta zabawki "między palce" lub w piąstkę. Tarmosi je lub tylko lekko paca i buja. Próby chwytania za pomocą otwartej dłoni (piłeczka o-ball) idą coraz lepiej. nie chwyta w obie łapki ale przedmiot wsadzony w obie łapki przytrzymuje długo i kieruje do buzi.
Zastanawia mnie to że chwyta przedmioty tak jakby z boku ciala często nie patrząc na nie. po prostu jak coś się znajdzie blisko rączki to on robi cap i trzyma. Myślałam że raczej będzie wyciągać rączki przed siebie do zabawek.

Obroty. Obracał się na lewy bok, po kilku dniach zaczął próbować obrócić się na prawy. Obecnie przestał się obracać i już ze 2 tygodnie nie próbuje. nie wiem o co chodzi ale chyba po prostu skupił się bardziej na robieniu świecy.

Mówi "ej", uśmiecha się szeroko i próbuję głośnych uśmiechów w trakcie zabawy. ( Niestety tylko w trakcie zabawy z mężem do mnie jakoś nie bardzo ) na razie zamiast śmiechu wychodzi coś co przypomina charczący silnik ;) urządza przemowy do zabawek. Dziś pluszowy statek dostał niezły opierdziel...

Polubił leżenie na brzuszku

Przespał 9h45min ciągiem! Była to jednorazowa akcja a teraz akurat mamy pogorszenie snu ale i tak warto to odnotować!


Niby dużo ale jakoś mam wrażenie że kurcze za mało. Wydaje mi się że powinien troszkę lepiej operować rączkami, dużo dużo więcej się uśmiechać a przede wszystkim odpowiadać uśmiechem na uśmiech. uśmiecha się w sumie rzadko. Nie wiem może taki poważny typ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2019, 16:48

6 komentarzy (pokaż)
6 stycznia 2019, 19:26

No i pojechał dziś w południe. Jeszcze w przerwie świątecznej postanowilam się nie mazgaić tylko wziąć to na klatę.
Pomazgaić postanowiłam sobie później kiedy końcem miesiąca będzie jechał na 2 tygodnie. Teraz to tylko tydzień w końcu ;) skreślę dzień za dniem w kalendarzu i tydzień szybko minie.

Był na poligonie jeszcze w piątek coś tam robić - śniegu było po kolana(i cały weekend sypie) , jakiś sprzęt nie dojechał przez warunki pogodowe, a w lokalnym serwisie internetowym czytałam że ogłoszono w tamtych rejonach zagrożenie lawinowe.

No więc on też wesoło nie ma. Każdy ma swój poligon ;) a u mnie przynajmniej jest ciepło.

Tylko kuźwa okazało się że na tym zadupiu nie ma zasięgu ani wifi. Jesteśmy zupełnie bez kontaktu. A miałam nadzieję chociaż na wieczorna krótka rozmowe. Wszystko jedno czy telefoniczna czy chociaż na messengerze. Dupa dupa dupa
Mąż ma sprawdzać zasięg gdy będą w terenie na jakichś górkach ale szanse są mierne.

No i to mnie dopiero podłamało. Ten ogrom.. hmmm. .. samotności

19.00 dziecko usnęło miejmy nadzieję że mocnym snem. Jem po cichu zupę (z rondelka a jakże! ) I staram się nie stukać łyżką, zegar tyka (nienawidzę ciula bo to tykanie potęguje odczucie pustki w takich momentach) ,patrzę przez okno jak sypie. Dobrze że mam drugi tv to pójdę do tamtego pokoju i go sobie cicho włączę w tle i sprawdzę czy przyjaciółka z UK jest na necie. Cisza jest okropna.

To zupełnie nie na temat ale... Boje się starości. Tej wiecznej ciszy, bez nadziei, bez skreślania dni w kalendarzu.

Dobra ide na ten tv bo już mi chyba gorzej na głowę....

6 komentarzy (pokaż)
7 stycznia 2019, 10:34

Oooo szok....

Gość przekroczył właśnie linia środkową ciała. Prawą ręką złapał zabawkę wiszącą nad lewym barkiem. Ciekawe czy to jednorazowe czy będzie już teraz tak robił częściej.


A ja jeszcze tutaj przychodzę z pytaniem które kręci mi się w głowie od kilku dni. W zasadzie odkąd marti wrzuciła zdjęcie z kawusią i dzieciątkiem bawiącym się same w łóżeczku.
A więc. Ile czasu dziewczyny spędzacie na zabawie z dzieckiem. ja mam poczucie że powinnam siedzieć przy nim 100% czasu jeśli tylko on nie śpi. i pewnie właśnie dlatego nie mam za bardzo czasu cokolwiek zrobić w domu ugotować posprzątać poczytać gazetę itd.
jeśli dziecko nie śpi a bawi się samo na macie kocyku w łóżeczku to czy wy robicie swoje rzeczy czy siedzicie przy nim? Kiedy zobaczyłam zdjęcie Marti naszła mnie refleksja że może źle robię.

O drugi raz złapał zabawkę przekraczając linie środkową no no no


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2019, 10:36

9 komentarzy (pokaż)
10 stycznia 2019, 12:51

Środa minie tydzień zginie jak mówi powiedzonko.
To niech już zginie bo mam dość. Non stop marudzenie od poniedziałku. Skok? Bo ja wiem. Apka mówi że czwarty skok może trwać do 5 tygodni. No wykituje do tego czasu.

Uspokaja go jedynie jedzenie Ale przecież nie mogę mu dawać butelki co godzinę. Przy kp by chociaż na cycku wisiał a tak to cholera wie co mu zrobić żeby uciszyć to marudzenie. I właśnie w takich sytuacjach mm jest do dupy. A jeszcze na rękach w miarę cichnie to kwękanie.

A już abstrahując od skoku- wczoraj obudził się z ostatniej drzemki z krzykiem i krzyczał przez 2 godziny non stop a potem nie chciał usnąć. Aż był cały spocony z tego płaczu. Akurat teściowa była i aż zastanawiała się czy go na dyżur nie wieźć. Akurat dyżur miała nasza pediatra. Ale stwierdziliśmy że co niby mu zrobi. Gorączki nie miał, kupka była, kataru nie ma, gardło normalny kolor.... Dziś i tak się z nią pewnie skonsultuje w pracy. Bączków dużo szło i zwymiotował trochę więc prawie na pewno brzuch. Oby się nie powtórzyło.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2019, 13:19

6 komentarzy (pokaż)
12 stycznia 2019, 16:45

Co robi grupa chłopów na poligonie przez tydzień?
.....
Może trafiłyście. Ja akurat byłam zaskoczona. Okazuje się że gadają o dzieciach i pokazują sobie nawzajem fotki maluchów. Haha!! ;)

Mąż wrócił z całą masą informacji co które dziecko umie, je, jak śpi itp.
Wychodzi na to że mój malutki wypada całkiem nieźle na tle rówieśników. Jest zdecydowanie bardziej marudny w dzień niż inne dzieciaczki ale spokojny w nocy kiedy to dzieci kolegów szaleją. Umie też sporo.
Moj zły humor gdy Kubuś konczyl 3 miesiące był spowodowany zapisaniem się do grupy październikówek na fb gdzie to laski wymieniały się umiejętnościami jak przekładanie zabawki z rączki do rączki i pisaniem o 10:00 że dopiero wstają a dziecko spalo od 20 bez przerwy a na obiad ulepily pierogi i machnely Chodakowska i szkoda że dziecko takie wymagające bo zrobiłyby sto razy tyle....

Masakra. Dlaczego kobiety tak kłamią.

Niby wiedziałam że jest to lekko naciągane ale i tak podminowało mnie wtedy że ja tak niewiele robię a Kubuś jeszcze nie łapie się za stopy.... (Choć wiem że na 3miesiace to za wcześnie)

A w ogóle to stwierdziłam że chyba im coś dosypują do herbaty na tych poligonach bo wszyscy koledzy mają chłopców ;) ani jednej dziewczynki.

8 komentarzy (pokaż)
14 stycznia 2019, 12:32

Oj tak ja niby wiedziałam że to jest naciągane co one wypisują ale wiecie jak się przeczyta 100 wypowiedzi że ktoś cię w domu nuuuudzi bo dziecko przecież sobie samo leży nic koło niego nie trzeba robić i inne bzdety co to niby już dzieci umieją, to jakoś to siada to na głowę.

Ja dzisiaj w zasadzie z dwoma rzeczami. Może zacznę od hmm krótki recenzji książki bobas lubi wybór którą skończyłam czytać wczoraj. Prawdę mówiąc nie rozumiem dlaczego jest tak zachwalana. Każdy podrozdział zakończony jest pseudo cytatem jakiejś matki. Wszystko jest takie cukierkowe różowe idealne i wspaniałe a dzieci mają super instynkt. "moje dziecko nigdy nie chciało jeść x a potem okazało się że ma na to alergie. Dzieci to wszystko wiedzą instynktownie". Taaa jasne
Przedstawiają BLW jako rozwiązanie na wszystkie możliwe problemy.
Mocno amerykańskie i dość sekciarskie w stylu. rozwalił mnie gdzieś fragment że zdrowe odżywianie to jedzenie wysoko przetworzonej żywności co najwyżej kilka razy w tygodniu. Jeśli dla nich taka jest definicja zdrowego jedzenia no to ja jestem superfit. Ale fakt że zachodnie społeczeństwa odżywiają się zupełnie inaczej niż nasza części świata. Pamiętam że nie mogłam wyjść ze zdziwienia kiedy jeszcze mieszkałam w Anglii i Angielki mówiły że jedzą tylko home made food. A co to było home made food???? A no na przykład gotowiec - jakiś kurczak na tacce obsypany przyprawami lub mrożnka którą tylko wkłada się do piekarnika. Jak dla mnie to żadne home made tylko fast food. Kiedy widziały jak wyciągam po prostu surowego fileta z lodówki to znowu one były w szoku i pytały czy pracowałam kiedyś w dobrej restauracji że umiem tak coś przyrządzić "from scratch". Ale wracając do tematu.
Nudziłam się strasznie, miałam wrażenie że czytam ciągle to samo tylko innymi słowami. jedyne co faktycznie było dla mnie interesujące i przydatne to informacja o potrzebach żywieniowych niemowląt np. że powinny dostawać pełnotłusty nabiał a nie chudy i wyjaśnienie dlaczego tak jest. Poza paplaniem oczekiwałam konkretnych wskazówek na przykład takich jakie marki ostatnio uwzględniła w swoim pamiętniku - t.j. Przykładowa rozpiska godzin jak wprowadzać pokarmy podmieniać stopniowo mleko na stałe posiłki. Czy podawać jedzenie przed po między mlekiem? Niestety nic takiego tam nie można znaleźć.

Druga sprawa to rozmyślałam nad rozszerzaniem diety które prawdopodobnie zaczniemy za jakieś 3-4 tygodnie jednak od przecierów. I niestety nasunęła się mi smutna refleksja. Kiedy dziecko marudzi nie jestem w stanie powiedzieć czego ode mnie potrzebuje. Nie wiem czy to marudzenie ze zmęczenia głodu czy nudy. Obserwowałam go przez kilka dni wyjątkowo wnikliwie i jak dla mnie to te style marudzenia się niczym nie różnią. Dziecku leci 15 tydzień a ja nadal działam po omacku..... I jest mi wstyd.
Wiem że jego okres aktywności wynosi około dwie godziny. jeśli chciałabym go położyć na drzemkę wcześniej to nie ma szans aby usunął ale często miają dwie godziny a on wcale nie wygląda na zmęczonego. Bawi się uśmiecha.... Nie trze oczu. Nie ziewa. Nie ma powolniejszych ruchów.. . wystarczy jednak bujnąć go 2 razy i oczy się same zamykają.... Zero oznak zmęczenia jak dla mnie.
Tak samo z jedzeniem. Dostaje butelkę mniej więcej co trzy godziny. Rzuca się na nią ale wcale według mnie nie daje wcześniej żadnych wyraźnych sygnałów że zrobił się głodny.

Jeśli podążamy schematem dwie godziny aktywności, drzemka trochę ponad pół godziny i karmienie zaraz po drzemce wszystko jest super. Ale jeśli z jakiegoś powodu nam się dzień rozjeżdża a on zaczyna marudzić to w żaden sposób nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego. Pytałam męża jak z tym u niego. On też nie potrafi powiedzieć z jakiego powodu marudzi. Jak był malutki było łatwiej - piąstka w buzi czyli jedzenie, a teraz to non stop są ręce w buzi więc nie jest to żaden wyznacznik.


Pamiętam że Anakin kiedyś pisała mi że teraz to bezbłędnie rozpoznaje nastroje synka i momentalnie go pacyfikuje. Szukałam tego komentarza bo byłam ciekawa a w jakim wieku był wtedy Emilek ale nie jestem w stanie tego komentarza znaleźć.... Mam jednak dość mocne wrażenie że był w wieku lub nawet młodszy od Kubusia kiedy Anakin to pisała.

należy mi się niechlubny order najbardziej nierozgarniętej matki na świecie. I wcale nie jestem z tego dumna ale ja naprawdę nie wiem....

12 komentarzy (pokaż)
15 stycznia 2019, 15:42

Ja jednak i tak mam wrażenie że powinnam już bardziej czytać z mojego dziecka niż z zegarka.... Chciałabym spojrzeć na niego i wiedzieć że "o jest gotowy do spania" zamiast. Marudzi ... Godzina 11.30 - aha minęły 2h od drzemki więc chodzi mu o spanie.chcialabym go już lepiej rozumieć - pewnie mąż ma rację że jestem strasznie niecierpliwa.
Marti to nie słabszy dzień ;) dni są po tamtym okresie marudzenia całkiem dobre. To tylko taka refleksja która siedzi mi w głowie od pewnego czasu. Mam jeszcze jedna refleksje ale chyba już nie zdążę na tej drzemce napisać.

Ps. Też znam niejadkow po blw. Albo takich co umyśla sobie tylko naleśniki i pomidorową. Albo takich co nie mają czasu jeść bo zabawa jest fajniejsza ;) i wtedy zawsze wjeżdża łyżeczka i karmienie jeśli ten stan zaczyna trwać zbyt długo.

Anakin nadal uważam że on jest taaaki malutki jak pisałam u ciebie w komentarzu kiedys. Ale zacznę koło połowy 4 miesiąca podawać inne smaki. Ciekawość mnie troszkę zżera :) chyba faktycznie niecierpliwa jestem.

Anemic - tak jestem w stanie określić porę snu nocnego. Okolo 19. Czasem marudzi już, po 18 ale nie chce żeby tak wcześnie szedł spać więc go przeciągam jak mogę.

2 komentarze (pokaż)
16 stycznia 2019, 09:37

No i zrozum tu dziecko. Mojego małego zawsze trzeba lulać do snu. Można mu dać smoczka, głaskać, śpiewać i nic. A wystarczy kilka razy zakolysac i już senny. A tu wczoraj gdy byłam na kursie urządził mężowi histerię w trakcie bujania. Cóż, mąż odłożył go do łożeczka i poszedł po mleko - bo może głodny... Za chwilę cisza. Patrzy... A Kubuś sobie kiwa głową i sam siebie usypia. I usnął.
Jedno jest pewne - przy dziecku nie ma nic pewnego :D

Wczoraj już nie zdążyłam z tym ostatnim narazie przemyśleniem (dużo ich ostatnio. To chyba zimowa aura tak działa) a może raczej postanowieniem.

Siadłam po prostu kiedyś z kalendarzem i policzyłam kiedy wypada mi powrót do pracy. A wypada dokładnie w wigilię tego roku. Ciulowo. No i tak myślałam... Może urlop bezpłatny do końca roku i powrót od stycznia.... i na chwilę przestałam nad tym myśleć no bo w końcu mam jeszcze kilka miesięcy zanim poinformuję pracodawcę o moim pomyśle. Ale potem przyszły śniegi. Mały budzi się wcześnie i tak stałam sobie w oknie obserwując sąsiadów z dziećmi, wyjeżdżających o świcie do pracy.

I myślę sobie tak.

Normalnie aby dotrzeć na 8 do pracy to wyjeżdżałam o 7 (pieprzone korki! Na drugą zmianę dojazd zajmuje o połowę mniej czasu!). Czyli wstawałam około 6.15.
Ale z dzieckiem musiałabym być w żłobku na 6.30 a jeszcze trzeba go rano ogarnac.... to chyba o 5 musiałabym wstawać. Haha wstawalabym razem z mężem który wychodzi z domu przed 6:00.
W lecie to chociaż świta już a w zimie to środek nocy.
Wiadomo trzebaby go ubrać a potem rozebrać z tych zimowych rzeczy w żłobku. A wszystko trwa. I moze nie chcieć zostawać tam na początku.

Oczami wyobraźni zobaczyłam też jak ciągnę roczniaka do auta. On wyje w zimnym aucie w foteliku a ja odśnieżam z obłędem w oczach. Bo przecież muszę zdążyć tu i tu na konkretną godzinę.

Plus choroby żłobkowe na początku. Wiecej by mnie w tej pracy nie było jak było. A i tak na pełen etat nie wracam.

No wiec postanowiłam po macierzyńskim przejść na chwilę na wychowawczy. Z mężem jeszcze nie rozmawiałam ale też i nie ma sensu póki co poruszać tego tematu. Poza tym sądzę że przyzna mi rację.

Nie żebym się tak rozkochała w byciu w domu. Co to to nie. Tęsknię za dorosłymi sprawami. Milionerami też nie jesteśmy. Moje zarobki to 50% budżetu. Jednak przez te kilka miesięcy do wiosny damy radę. No bo po co się szarpać jak nie muszę tylko mam normalnych kierowników w pracy.
Do żłobka i tak pojdzie ale przynajmniej wszystko będzie na spokojnie a nie stresie. No i będzie mógł zostawać na początku w żłobku tylko kilka godzin a nie od razu całe 9- 10 godzin. To jest w ogóle przykre z tymi żłobkami.... Ale i tak dobrze że są.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2019, 09:39

5 komentarzy (pokaż)
16 stycznia 2019, 12:12

Lentilka najbardziej to się chorób boje. Dzieci dwóch koleżanek w pracy to w ciągu miesiąca od zaczęcia żłobka wylądowały w szpitalu. Synek trzeciej co chwilę miał zapalenie ucha. Ledwo poszedł do grupy to lądował potem na 3 tyg w domu. I tak przez pół roku chyba.

101015 wychowawczy jest bezpłatny chyba że twój dochód na członka rodziny się na świadczenia rodzinne. Ja się nie łapie. U mnie będzie 0zl.


Dziecko śpi mi już 1.5 godziny. A zawsze max 30min! Nastawiłam kapusniak. Mój pierwszy obiad zrobiony po ciąży!
Przeczytałam internety ;) trochę książki. Wrzuciłam pranie. A on dalej śpi. Nawet nie staralam się już być cicho otwierając paczkę.
Aż się zaczybam martwić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2019, 12:16

10 komentarzy (pokaż)
22 stycznia 2019, 15:16

Ostatnio pisałam dużo o przemyśleniach a mało o tym co w ogóle u nas słychać.

Dziec jest coraz fajniejszy i bardziej kontaktowy. Więcej się uśmiecha i szybko zdobywa nowe umiejętności. W piatek zaczął trenować obroty na brzuch i umiał tylko dojść do obrotu na boczek. W poniedziałek rano doprowadził mnie do zawału. Zostawiłam go pod karuzelą i poszłam po kawę. Nagle słyszę jęczenie inne niż zawsze. Wracam z kuchni zobaczyć co on wyrabia..... A on nos i buzia w materacu i nie umie sobie sam pomóc. Aż mi się gorąco zrobiło. A wieczorem już umiał obracać się swobodnie na brzuch.

Mały zaczął nam ulewać jakieś 2 tygodnie temu więc stosuję zagęszczacz do mleka i rzeczywiście przestał chlustać po każdym karmieniu.
Zapomniałam zapytać czym może być spowodowane nagle ulewanie. Ale może po prostu tym że jest teraz bardziej aktywny i refluks ukryty się ujawnił. Nie wiem.

Mały strasznie charczał więc zawieźliśmy go w sobotę na dyżur do naszej pediatry. Nie dało się go zbadać bo włączył taką syrenę że postawił pół przychodni na nogi. Oczywiście pytanie czemu płacze. A skąd ja mam kuźwa wiedzieć czemu płacze. To właśnie moje marzenie wiedzieć dlaczego! W każdym razie robimy sobie inhalację dwa razy dziennie i małemu wrócił jego normalny głos.
Pzez tą syrenę zapomniałam pokazać pediatrze naczyniaka który pojawił się za uchem. Wprawdzie miejsce za uchem nie jest najczęściej fotografowane więc ciężko zweryfikować posiłkując się zdjęciami, ale jestem w zasadzie pewna że tuż po porodzie nie miał żadnego naczyniaka w tym miejscu. No nic szczepienia za jakieś 2 tygodnie to wtedy jej pokażę.

Za to pięknie otwiera buzię do łyżeczki - podaję na niej lekarstwa na kolkę. W tej chwili po 8 kropelek simplex i delicol do każdej butelki. Do tego dicoflor trzy kropelki raz dziennie i kropelka witaminy D na łyżeczce wody. W ciągu dwóch tygodni mam nadzieję całkowicie zejść z kropelek.

Do niedawna dzieć w ogóle nie widział że ja jadam. Śniadanie jadłam w biegu drugą ręką z ścieląc łóżko, obiad starałam się zjeść na jego drzemce, a kolacja już jak spał. Od kilku dni staram się jeść obiad przy nim. Po prostu sadzam w bujaczku na wprost mnie. Jem a on patrzy. To tak w ramach przygotowań do rozszerzenia diety. Ale prawdę mówiąc jedzenie go na razie w ogóle nie interesuje. Początkowo patrzy na mnie z miną "co ty robisz" a potem się nudzi. Zresztą tak myślę o tym rozszerzaniu i kuźwa skoro ja nie wiem kiedy jest głodny a kiedy syty (nie wiem czy oderwać butelkę czy jeszcze karmić. Czasem mam wrażenie że pochłonąłby każda ilość) to nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać. Z drugiej strony warto wykorzystać to otwieranie buzi do łyżeczki. Jak zejdę z kropelek i będę długo zwkekac to pewnie zapomni.

Im dalej w las tym bardziej wkurza mnie mm. Nie wiem czy daje odpowiednio często, czy odpowiednią objętość. Z drugiej strony kp też by mnie irytowało swoim byciem uzależnionym od siebie i jeszcze kilkoma innymi sprawami. Szkoda że nie można sobie kp i mm zamiennie jak nam wygodnie w danej chwili :D

Noce są koszmarne. Dziś w nocy było tak źle że trochę głupio się przyznać ale spadłam z łóżka z małym na rękach. Idało mi się jakoś zneutralizować upadek także on chyba nawet nie odczul. W każdym razie dzięki Bogu nie wypadł mi z rąk. Ja natomiast obtarłam kolano o dywan a stopa jakoś dziwnie zakręciła się w pościel i chyba wybiłam sobie palca bo jest czesciowo siny. Ciul, boli ale chodzić mogę. Wniosek nie usypiać siedząc po turecku na łóżku.

Chłop znowu na poligonie. Tym razem 2 tygodnie ale powinien przyjechać na sobotę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2019, 15:34

5 komentarzy (pokaż)
23 stycznia 2019, 14:03

To mój jest mega żarłokiem. Jest w zasadzie o połowę młodszy a wypija duszkiem 130ml. A i 170 nie pogardzi (150wody plus proszek).
Kiedyś właśnie zaciskał wargi jak miał dość a teraz zawsze otwiera pyszczek na smoczek i trudno stwierdzić czy już bak ma pełen czy nie. Aż mnie korci czasem zrobić naprawdę duża porcje i zobaczyć ile wciągnie... Ale nieeee bo go jeszcze brzuszek rozboli.
W grudniu był na 50 centylu więc pulpet straszny też nie jest a już wtedy wcinał 130. Teraz to nie wiem ile waży. W tej kwestii mam totalny luz ( chyba tylko w tej kwestii). Nie ważne co chwilę, nie sprawdzam przyrostów dobowych itp. nidgy tego nie robiłam, nawet jak był noworodkiem jeszcze. Będą szczepienia to zobaczymy ile wyjdzie na wadze.

Z rozszerzaniem to jest to dla mnie mega stresujący temat. Na siłę nie będę zaczynać już zaraz bo widzę że go to nie interesuje narazie ale za bardzo zwlekać też nie chce. Chociaż kto wie... Dziś go nie Interesuje a za tydzień może mi ziemniaka porwać z talerza ;)

Wczoraj pisałam że otwiera buzię do łyżeczki a dziś złapał mnie za rękę i dopchal sobie łyżkę głębiej haha Ah te kropelki... (Słodkie są)

4 komentarze (pokaż)
1 lutego 2019, 09:23

Już dziś mąż wraca. To dobrze. W zeszłym tygodniu przyjechał na sobotę i dziecko go nie poznało, rozpłakało się na jego widok i gdy go nosił. Mąż zastanawiał się czy go boli brzuszek... Cóż nie powiedziałam głośno że to nie przez brzuszek płacze. Zasrane poligony.

Mały nie daje się nikomu nosić oprócz mnie. Obie babcie były w odwiedzinach w tym tygodniu i u obu na rękach płakał. Buzia w podkówkę i skomlenie "mamo ratuj, mamo czemu im na to pozwalasz" eh. Co innego gdy jest u mnie na rękach. Wtedy może gości poczarować uśmiechami a nawet po dłuższej chwili może odważyć się ich zagadywać. Ale tylko pod warunkiem ze jest bezpieczny na moich rękach.
Zima. Mało wychodzimy (a i wtedy nikogo nie spotykamy),brak socjalizowania się na placu zabaw, mało gości to tak się to kończy że poza moimi ramionami nie ma świata dla maluszka. I średnio mi się to podoba.

Poza tym miesiąc mi zlecial. Z radością przekrecilam kartę w kalendarzu. Jeszcze miesiąc i będzie czuć wiosnę.

4 komentarze (pokaż)
4 lutego 2019, 10:34

Paradoksalnie mam więcej czasu na internety kiedy męża nie ma. Ot po prostu mam w dupie obiad (jem mrożonki) i inne rzeczy koło domu ;) no i jak już jest to staram się trochę z nim posiedziec zamiast w komórce.

Moje dziecko dopadła nocna wścieklizna. Wije się, trze policzki grzbietem dłoni (dobrze że nie pazurkami!) Robi świece - przez sen. Ale jak tu usnąć kolo takiej wiercipięty. O dziwo w dzień tak nie robi.
Jestem coraz bardziej zmęczona. Niby 2 pobudki na jedzenie ale snu mojego niewiele. Wsadziłam go w otulacz w końcu bo już nie dawałam rady. Wiem. Nie powinnam. Jest za duży i umie się obracać.
Ale ja nie umiem spać w dzień. Nie usne też o 19 na noc tak jak on. No nie umiem. Najwcześniej usnę koło 22 kiedy on zaczyna już Wicie. Eh.
Na wychodzeniu zębów się w prawdzie nie znam ale chyba nic nie widać narazie.
A teraz śpi już ponad godzinę eh jakby w nocy nie mógł .

Gozik dzielenie radości to jedno. To chyba bardziej mężowi jest smutno że pierwsze coś np obroty, śmiech widzi jako filmik a nie na żywo. Gorzej kiedy nie ma z nikąd pomocy. Zwłaszcza w nocy. Bo w dzień jakoś ogarnę.
Nie jest aż tak źle z tymi poligonami choć faktycznie w tym roku jest ich wyjątkowo dużo. Teraz na pewno cały luty będzie normalnie chodzić do pracy. A wtedy o 16.0 już zawsze jest. Kolejny wyjazd w marcu. Może pod koniec dopiero? Może krócej niż 3 tyg? No przynajmniej muszę sobie wmawiac że nie jest tak źle. W końcu żona np. kierowcy tira ma jeszcze gorzej,prawda?

Wiosna wiosna... Ah... w Weekend było +14 i spacer byl mega przyjemny. Poproszę jeszcze! Zwłaszcza że dziecko chyba w końcu zrobiło mi się spacerowe. Nawet nie zakwilił a wcześniej darł się przy wyjsciach jak oparzony. Wiem że luty pewnie jeszcze przywali śniegiem i mrozem ale póki co ....ah wiosna!

Widziałam jak sąsiadka piętro wyżej jeździła wózkiem po balkonie. Jej postura mówiła że ma wszystkiego dość. Może odważy się kiedyś wyjść na spacer zamiast balkonu i poznamy się kiedyś. Wiem że jej dziecko jest młodsze.

Nie tylko ja wyciągnęłam już wózek jak tylko śnieg trochę stopniał i chodniki zrobiły się przejezdne. Mój był w zasadzie trzecim wózkiem który ostatecznie zatarasował zejście do piwnicy. A tu jeszcze przynajmniej dwa wózki sąsiadów gdzieś się muszą upchnąć.... Pewnie zatarasuja skrzynki na listy.
A potem dojdą jeszcze rowery i hulajnogi. Ja nie wiem jak się pomieścimy . Jest w prawdzie wozkownia ale co z tego jak nie zrobili rampy na schodach do piwnicy. Nie wiem która babka ma siłę wnosić wózek w tę i z powrotem po schodach. Często z dzieckiem w drugiej ręce i torbą pełną potrzebnych rzeczy na szyi ;) nierzadko wracając z torbą zakupów jeszcze. Więc rozumiem i sama zostawiam wózek na parterze (choć spacerówki to dziewczyny mogłyby przynajmniej składać).
No i manewrowanie żeby wyciągnąć swój wózek z tego tetrisa to masakra. Jak już przesiądę się do spacerówki albo na spacery w foteliku (gondola będzie zbyt nudna wkrotce) to chyba będę sobie trzymać swój wózek w aucie.

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)