BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
Przejdź do OvuFriend i przeczytaj moją historię starania się o dziecko
Wstęp

13 marca 2019, 10:58

Mąż wrócił z poligonu, nie było płaczu, a nawet maluszek się cieszył. Super! Mniej super że miał być urlop po poligonie a jednak nie dość że nie będzie urlopu to za kilka dni będzie kolejny poligon. Eh. poligon będzie się kończył jakoś przed Wielkanocą i ponoć na razie ma być już spokój z wyjazdami. Oby.

A teraz obiecane rozszerzanie diety.

Rozszerzanie diety idzie sobie bardzo powolutku. Skończyłam słoiczki jednoskładnikowe i powoli zaczynam mixy. Doszły też owocki - na razie tylko jabłuszko. Jeśli chodzi o warzywa marchewkę je jak złoto, dynia tak sobie, mix z ziemniakiem nie bardzo wchodzi, brokuł raz smakował raz nie.

Kiedy podaje mu kropelki na łyżeczce - bo ciągle często ma problemy z gazami- ładnie otwiera buzię. Z jedzeniem jest nieufny. Nie otwiera buzi. Nawet jeśli to coś co lubi to najpierw muszę mu pomaziać wargi żeby poczuł troszkę smak. Potem pierwsze parę łyżeczek idzie bardzo opornie. I dopiero około połowy porcji decyduje czy mu dana rzecz smakuje czy nie. Tak jakby nie rozpoznawał że już to wcześniej jadł i musiał za każdym razem od nowa przekonywać się do smaku lub zastanawiał się czy to na pewno to samo co kiedyś. Dlatego długo dawałam tylko słoiki jednoskładnikowe. teraz na swoją ulubioną marchewkę i jabłko reaguje już szybciej niż dopiero w połowie porcji.
W ten weekend spróbuję w ugotować własną zupkę bo udało mi się kupić marchewki bio. Nie wiem czy to faktycznie takie dużo lepsze od zwykłej ale sumienie mam spokojniejsze ;) chcę też obkupić się w mrożonki np. brokuły kalafior itp.

muszę też w miarę szybko kupić krzesełko do karmienia bo widzę że na razie jest troszkę zdezorientowany kiedy wkładam go do bujaczka, bo nie wie czy będzie się bawił czy jadł. Czasem się przez to denerwuje.

Spróbuję też wkrótce z kaszką. Może nawet w ten weekend. Mam takie jakby próbki z holle i spróbuję mu je podać na mm. Jedną saszetkę podzielę na kilka razy.

Wczoraj przyszedł mi kubek doidy, wlałam troszeczkę mleka z butelki i spróbowałam mu dać. Wypił, ale to ja musiałam trzymać kubek. Dałam mu też kubek, talerzyk, łyżeczkę do zabawy. Coś tam sobie próbował ale nic by z tego na razie nie było. Nawet nie ma mowy o podtrzymywaniu. To ja muszę trzymać, ale oczywiście jak ma ochotę położyć swoją rękę gdzieś na kubku lub miseczce pozwalam mu myśleć że trzyma ;)

Jeśli chodzi o jadłospis to chciałabym za jakiś czas osiągnąć coś w tym stylu:

6.00 pobudka
6.30 kaszka na mm ~150ml później z owocem ze słoika. ewentualnie z jakimś świeżym owocem który jest banalny do przygotowania jak banan czy maliny, albo z owocami liofilizowanymi. Chodzi o to żeby maksymalnie szybko coś przygotować bo trochę mamy ciasno z czasem do pierwszej drzemki ;)
9.30- 10.00 owoc, na razie pół słoiczka w przyszłości świeży owoc w gryzaku plus mleko do objętości ~150ml
13-14 ( zależy kiedy wypadnie nam drzemka i jak się obudzi) zupka ~150ml , jeśli nie zje całej porcji no to mleko.
16-17 mleko ~150
18.30 mleko 200ml
19 sen
Karmienie nocne 150 ml

Zazwyczaj zjada 150 ale czasem wystarczą 120 ml. Dlatego zawsze daję 150 i najwyżej zostanie. Jeśli chodzi o mleko na noc to sama jestem w szoku ale naprawdę zazwyczaj tyle zjada.

Natomiast z godzinami karmienia bywa różnie. Czasem karmienie wypada co trzy godziny, czasem to trzy i pól, a zdarza się nawet że dopiero po czterech godzinach chce coś zjeść. Coś sobie tutaj zmienia w tej chwili. nie wiem czy nie przechodzi całkiem na system 4-godzinny.

Odkad zaczęliśmy rozszerzanie diety mam wrażenie że cały dzień znowu kręci się wokół jedzenia tak jak to było z noworodkiem ;) mleka z butelki wypijał w 5 minut a teraz zupkę i je nawet poł godziny itd. ;)

no i przez to że sobie coś w tej chwili zmienia i że je stałe pokarmy dłużej mam wrażenie że non stop latam za nim z jedzeniem znowu mam logistyczny problem ze spacerem. Bo wiecznie albo ma zaraz jeść albo wiem że zaraz będzie drzemka (ja raczej nie wychodzę na drzemkę na spacer tylko w porze aktywności). Najchętniej poszłabym po drugim śniadaniu a jeszcze jest trochę za zimno o tej godzinie. Jednak w przyszłości to raczej będzie nasza godzina spacerowa.

Obawiam się że możemy mieć też problem z konsystencjami. O ile coś jest gładkie to jeszcze jako tako wejdzie, ale kiedy dałam mu słoiczek z HiPP dynia plus ziemniak była istna tragedia. Ten słoiczek jest gęstszy i trochę grubiej zmielony. Dopiero jak dodałam trochę wody i sypnęłam miarkę mm to zdecydował się cokolwiek spróbować. I ostatecznie zjadł cały słoik.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2019, 12:05

5 komentarzy (pokaż)
18 marca 2019, 15:15

A myślałam że już jest dobrze jeśli chodzi o lęk przed innymi ludźmi.....

Nie wiem o co chodzi. Otwieram drzwi kurierowi - jest spokój. Rozmawiam z sąsiadami na klatce - jest spokój. Widzi innych ludzi na spacerze - jest spokój.

Poszliśmy w niedzielę do teściowej - zaczął się ryk jeszcze zanim zamknęliśmy za sobą drzwi. a już było tak że teściowa przychodziła do nas dziecko było spokojne. nie dawał się dotykać nosić na rękach ale bawił się ładnie na dywanie.
Wzięłam ze sobą cały tobołek. miałam termos z wodą, mleko, reklamówkę zabawek, ubrania na przebranie, pieluchy no wszystko wszystko wszystko. Byłam pewna że będzie się ładnie bawił na dywanie.

I musieliśmy spieprzać do małego pokoju. Uspokoił się po bardzo długiej chwili. W międzyczasie do teściowej przyszła szwagierka z mężem i dziećmi. To już było wiadomo że nie wyjdziemy z tego pokoju, choć spróbowaliśmy, kiedy się na dłuższą chwilę uspokoił. Ledwo zobaczył innych ludzi znowu ryk.
Ostatecznie zaakceptował, aby do małego pokoju weszła kuzynka i się z nim pobawiła książeczkami. Pod koniec do pokoju mogła zajrzeć też teściowa. W końcu był już zmęczony i musieliśmy się zbierać do domu. W trakcie wychodzenia znowu płacz.

Jestem wściekła. Nie wiem na co na kogo i nie wiem co mogłam inaczej zrobić żeby mały nie był takim dzikusem.

Analizuje, analizuje i niestety chyba nie mogłam zrobić nic.

Jeszcze na święta bożego narodzenia było mu wszystko jedno jeśli chodzi o spotykanie nowych osób. Nowych miejscach rozglądał się na wszystkie strony, patrzył ciekawie....

Ten strach przed nie-domownikami zaczął się później, jeśli dobrze pamiętam to po czwartym miesiącu.

Był srodek zimy.
Teściowa jest pielęgniarką - wirusy.
Moja matka wiecznie chora - serio ona bierze antybiotyk z antybiotykiem, ma zerową odporność.(swoją drogą tymi antybiotykami odporności sobie nie poprawi) jest tez leniem i jej się po prostu nie chce przyjść dwie ulice dalej do nas ale to inna historia.
Ojciec w pracy lub opiekujący się z własną matką ponad 90 letnią... A teraz wyjechał na 3 miesiące do Niemiec.

To że Kubuś chodzi spać o 19:00 to z jednej strony dla nas super plus,ale z drugiej strony kiedy ktoś nas chciał odwiedzić to najwcześniej mógł przyjść po 17:00, raczej bliżej 18 , kiedy dziecko było już zmęczone i do kąpieli. Więc nawet jak przychodzili to te wizyty były do dupy.

Więc co ja miałam zrobić inaczej. Miałam go prowadzać do kaszlących, zasmarkanych ludzi?

Wizyta raz na ruski rok to za mało dla takiego dziecka. Przecież on raz dwa zapomina.

A z drugiej strony przecież zdarza się że mieszka się daleko od dziadków i widuję się wnuka raz na kilka miesięcy i niektóre dzieci jakoś nie histeryzują w tej sytuacji tylko ciekawie przyglądają się nowej twarzy.

Chociażby dziecko szwagierki. Urodzony na początku września, mega wcześniak. Nie wychodzili nigdzie aż do kwietnia. Żadne spacery, wizyty, nic. No dobra chrzciny były, chyba właśnie tylko dlatego że wcześniak to odchaczyli je szybko. ale jak w końcu wyszli na wiosnę z domu to jakoś kurde mały dzikusem nie był.

Po prostu ryczeć mi się chce. Z bezsilności chyba. I wściekła jestem. I nie wiem kogo mam za to winić. Siebie? Męża? Babcie? Dziadka? Zimę? No i kuźwa na widok sąsiadów jakoś nie płacze. Jak chodzi ksiądz po kolędzie to też nie ryczał. No to o co u diabła chodzi!

4 komentarze (pokaż)
19 marca 2019, 10:47
PoradaKomentuj | Lubię (0)

Oczywiście będziemy jeszcze próbować i chodzić w gości do skutku. Nawet jeśli początkowo będziemy zawsze lądować w innym pokoju i go uspokajać. Kiedyś w końcu się przecież przyzwyczai. Przecież on musi pójść do żłobka... Jak? Skoro nawet z babciami i dziadkiem nie idzie go zostawić nawet na 5 minut :(
Będziemy próbować ale kolejna próba dopiero za jakiś czas bo chłop znowu idzie na poligon i znowu bez przyjazdu w weekendy. Ciekawe czy jak wróci to się znowu jego nie będzie też bał.

Fizycznie rozwija się cudownie ale oddałabym odrobinę jego rozwoju ruchowego za rozwój społeczny.

Wiecie co mnie boli.
Boli mnie że ludzie mają go za dziecko które wiecznie płacze krzyczy marudzi..... Kuzynka (ma 6 lat więc ją to usprawiedliwia) pytała babci czy on jest chory że tak ciągle płacze. Przykro mi się zrobiło jak to usłyszałam.
Albo : czemu on jest taki niespokojny może zróbcie mu badanie moczu. Kurwa on nie jest chory on się po prostu boi.I wcale taki nie jest. W domu jest wesoły, dużo się bawi, może rzadko śmieję się na głos ale non stop się uśmiecha,rozmawia z zabawkami, ślicznie je zwłaszcza odkąd zaczęłam sama gotować.... A ludzie mają go za takiego...
I zagadką jest dlaczego na ich widok płacze a na widok sąsiada albo kuriera nie reaguje. Nawet jeśli np. Kurier wchodził do mieszkania ( ciężka paczka) a sąsiad przyglądal się Z zaciekawieniem z bardzo bliska.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2019, 14:07

10 komentarzy (pokaż)
21 marca 2019, 07:47

Idzie pierwszy ząbek! Jest krwiaczek i kłuje jak igiełka kaktusa!

Posmarowałam na noc dentinoxem ale nocka i tak do dupy. Może zlizał maść zanim zaczęła działać a może to pelnia?

Kawy!

3 komentarze (pokaż)
25 marca 2019, 14:55

Piąty skok trwa w najlepsze. Jak to mąż podsumował wygląda to tak jakby gość zdobywał kilka leveli jednego dnia. Rozgląda się po domu jakby go widział po raz pierwszy. Musieliśmy obniżyć łóżeczko bo zaczęło robić się niebezpiecznie tak wieszał się na barierce. W dodatku przebranie pieluchy graniczy z cudem. Zrezygnowaliśmy z przewijaka i przebieramy go na podłodze. Kręci się, wierci, wierzga, ciągnie za róg podkładu próbuję go zjeść albo się nim nakryć...... Eh.... zabawka w ręce nie uspokaja go na tyle długo aby spokojnie zmienić przynajmniej pieluchę zwłaszcza z dwojeczka. A to trzeba jeszcze go ubrać body spodnie skarpetki. Idzie się przy tym spocić. Najchętniej przestała bym go przebierać po zmianie pieluchy ale niestety nie jest jeszcze tak ciepło żeby biegał bez ubranek.
Czasem jak czytałam u innych dziewczyn że codziennie jest coś nowego myślałam że trochę przesadzają. A jednak nie. Dokładnie jesteśmy teraz na tym etapie. Codziennie coś nowego :) coś innego :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2019, 15:18

4 komentarze (pokaż)
4 kwietnia 2019, 12:09

Pół roku. Niby tak długo a tak szybko minęło. Mąż oczywiście znowu na poligonie. Podobno to już ostatni aż do jesieni. Oby.

Kubuś z małego noworodka stał się małym szogunem którego wszędzie pełno - a to na pewno dopiero początek. Potrafi długo zająć się sobą i bawić się na dywanie. czekałam na to od dawna, chciałam żeby się umiał zająć sobą a ja żebym w tym czasie mogła na przykład zrobić obiad czy powiesić pranie normalnie dwoma rękami ;). Jednak nadal muszę siedzieć przy jego boku. Zaczęło się przemieszczanie i co rusz muszę go odganiać od przedłużacza czy innych niebezpiecznych miejsc. Niby wszystko jest zabezpieczone ale wiecie jak jest. No więc on się bawi sam a ja dalej przy nim siędze. I prawdę mówiąc przestało mi to przeszkadzać. Jeśli muszę wyjść z pokoju i zostawić go samego to tylko na krótko ( na przykład do kibelka czy zalać kawę) bo w ciągu chwili szogun potrafi znaleźć się w naprawdę dziwnym miejscu w pokoju.

Wyluzowalam. Tak w końcu. Jeszcze nie całkiem ale w porównaniu do początku to jestem bardzo wyluzowana.
Pół roku zajęło mi osiągnięcia tego co niektórzy osiągają w 2 miesiące, a nawet szybciej. Tzn. bezproblemowe wyjście na spacer, mniejszy lub większy luz kiedy dziecko na spacerze zaczyna marudzić, jem obiad, kąpię się, zaczęłam wykonywać ćwiczenia - choć trochę ciężko wziąć prysznic zaraz po ćwiczeniach. Cóż te pierwsze miesiące były dla mnie trudne, cholernie trudne. Ale o tym pewnie nie pisze oddzielnie. Teraz comiesięczne podsumowanie umiejętności małego:

- zasypiał przez dłuższy czas sam na sen nocny ( w zasadzie mogłam ten punkt napisać już miesiąc temu) ale mu się ostatnio odwidziało i teraz znowu zasypia na rękach. A jak wcześniej osiągnęłam że zaczął zasypiać sam? Nijak. Pewnego razu strasznie krzyczał przy usypianiu, mąż położył go na łóżku aby chwilę odetchnąć i Kubuś usnął. I od tamtej pory tak sobie sam zasypiał aż ząbkowanie to zepsuło. Nie mam juz spiny na samodzielne usypianie. Kiedyś to się znowu powtórzy.

- pojawiły się pierwsze kupy po pachy ;) Niektórzy znają tą dawna, u mnie to nowość.

- powiedział mama. Oczywiście totalnie nieświadomie w czasie zabawy klockiem. Nie jaram się samym słowem ale ciekawa jestem kiedy zacznie gaworzyć.

- rozumie że klaskanie i mówienie brawo to pochwała

- potrafi złapać swoją stopę. Jest to duże osiągnięcie zwłaszcza że nadal nienawidzi leżeć na plecach.

- w leżeniu na brzuchu podciąga się na przykład a podłokietnik kanapy, moją nogę itp. zaczął podciągać się też o barierkę łóżeczka. Niestety nadszedł czas kiedy trzeba było opuścić materac na sam dół. Kręgosłup cierpi.

- bez problemu przyjmuje pozycje czworacza i balansuje w przód i w tył.

- z czworaków tak jakby siada na piętach ale cały czas podpierając się z przodu. Nie wiem czy to przygotowanie do siadania czy do czegoś innego czy po prostu nic ;)

- zrobił pierwsze kroczki na czworakach

- czołga się. W zasadzie to ręce ciągną resztę ciała. preferuje ten sposób przemieszczania się ponieważ jest to dla niego dużo szybsze niż próby czworakowania.

- nauczył się piszczeć i skrzeczeć.... Od wczoraj robi to niemal cały czas co dodając jęki z powodu zęba powoduje u mnie bóle głowy ;)

Zęby: dwie dolne jedynki ledwo przebite przez dziąsło. Niewielki wpływ na noce, za to dni kiedy zęby dają w kość dość marudne. Pomaga tak naprawdę tylko paracetamol.

Rozszerzanie diety: odkąd zaczęłam sama gotować zupki wszystko je a otwiera buzię już nawet momencie kiedy wyciągam śliniaczek. Aż się zastanawiam czy jest w ogóle coś czego on nie lubi. Ale może jest po prostu wszystkożerny, jak tatuś ;)

Na śniadanie je kaszkę z owocem, potem mleczko, na obiad zupka i potem już mleczka do końca dnia.
Co drugi dzień daje zupkę z mięsem, raz dostał rybkę ale ze słoiczka. Dziś dostanie kawałek jajka.

- zdecydowanie nie jest dzieckiem BLW. Na przykład daję mu gryzak do pokarmu z bananem. Chwilę ciumka sam, a następnie oddaje mi gryzak, rozkłada ręce na "poddaję się" i otwiera buzię, co oznacza że mam go karmić. Inaczej nie będzie jadł.
Więc moment i sposób rozszerzania diety w naszym wypadku dobrze wybrany. Gdybym wybrała BLW pewnie narzekałabym że jest niejadkiem. A on nie jest niejadkiem tylko królewiczem który musi być obsłużony :D

- nie chce pić :( ani wody, ani wody z sokiem domowym, ani nawet w desperacji wody z cukrem. Nie będzie pił z butelki, ani z niekapka, ani z doidy..... Czasem udaje mi się podać trochę wody na łyżeczce ale to mikroskopijne ilości bo trudno go oszukać.

- ulubione zabawki: butelka z wodą mineralną, przykrywka od pojemnika na zabawki. W zasadzie to pojemnik na zabawki, Ale nie dlatego że zawiera zabawki, po prostu fajnie jest sięgać tak wysoko i się podciągać o pojemnik, aby go przewracać. Uwielbia też ciągnąć za firankę. Klepanie podłogi otwartą ręką. Lubi oglądać klapka. Także ten.... Zabawką jest wszystko co nie jest zabawką ;)

Drzemki: 2-3 w dzień.
Bywały dni kiedy miał dwie drzemki po półtorej godziny. To był raj. Nawet jestem w stanie zrozumieć że ktoś może nie być zmęczony przy dziecku albo szybko chciec drugie jeśli jego dziecko zawsze tak śpi.

Waga: 7.8 kg
Ubranka 74
Jedno karmienie w nocy


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2019, 12:11

6 komentarzy (pokaż)
9 kwietnia 2019, 14:20

To jest szaleństwo. Istne szaleństwo. ledwo 4 dni temu robiłam podsumowanie a on w tym czasie zaczął raczkować jak szalony po całym mieszkaniu, usiadł i próbuję się wspinać. Na razie jest w stanie się wspiąć do pozycji klęczącej.

Wybieram się właśnie na spacer w nosidle. Konieczne w nosidle bo przez te zęby jest strasznym marudą. Chociaż dała mu właśnie pracetamol to powinnam mieć chwilę spokoju. korzystam z pogody póki mogę bo patrząc na prognozy wygląda na to że od jutra będziemy uziemieni na kilka dni. I nawet jeśli spacerów nie znoszę to wytrzymanie w domu z takim malym rozrabiaką jest gorsze niż spacer ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2019, 14:21

4 komentarze (pokaż)
16 kwietnia 2019, 10:00

27 tygodni

Byłam wczoraj w pracy załatwić jedną drobna rzecz i zaglądnelam do mojego działu. wszyscy myśleli że już wracam i że strasznie długo mnie już nie ma. A to dopiero pół roku macierzyńskiego, choć razem z chorobowym to już rok i miesiąc. I pewnie jeszcze rok mnie nie będzie. Miło było zobaczyć te moje mordki choć niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkich których chciałam.

Po wizycie w pracy wybrałam się do galerii na shopping. nie było mnie tam już prawie rok więc chciałam sobie pochodzić po sklepach ale jak przyszło co do czego to stwierdziłam że nie mam za czym chodzi i szkoda marnować czas. Przymierzyłam tylko jeansy w h&m i okazało się że noszę rozmiar 42.... nie wiem jaki miałam przed ciążą w hm bo nigdy nie nosiłam spodni z tegi sklepu ale w innych oscylowałam w okolicy 38. Naprawdę trzeba się wziąć ze swoją dupę. Ja doskonale wiem jaki błąd popełniłam. w końcu do wagi sprzed ciąży wróciłam w jakieś dwa-trzy tygodnie po porodzie, utyłam później. niestety przy trudnym noworodku nie było czasu jeść ,więc wpierdzielalam czekoladę przez cały dzień a dopiero jak mąż przyszedł zjadłam cokolwiek ciepłego. Albo i nie.
nawet koleżanki w pracy mówiły że fajnie jest dzieć jest mały i tak się tylko patrzy jak leży i śpi a potem się zaczyna.... Tyle że ja takiego momentu że leży i śpi Nie miałam nigdy. Jak czasem czytam czy słyszę że ktoś miał taki błogi początek macierzyństwa to ciężko mi uwierzyć że tak może być. I - to wyjdzie trochę brzydka cecha mojego charakteru - po cichu życzę im kilku dni takich jak ja miałam ponad 3 miesiące. Tylko po to żeby zrozumieli....

A potem pojawiły się zaburzenia snu o których tutaj nie pisałam. W każdym razie włączył mi się między innymi tryb najedzenia się na noc, bo jak się nie dopcham do granic możliwości to budzę się z wilczym głodem po kilka razy w nocy a potem następnego dnia jestem nie do życia. Liczyłam sobie kalorie przez kilka dni. Na kolację potrafie wtrynic ich nawet 2000, więc to że w miarę dobrze jem w ciągu dnia nie ma żadnego znaczenia bo wszystko psuje wieczór.

Nie było mnie w domu ponad 5 godzin. To pierwszy raz kiedy nastawiłam dziecko na tak długo. Tak naprawdę wcale nie tęskniłam. Okej miło dostać zdjęcie od męża jak się bawi i nawet przez chwilę się nad nim rozpłynęłam. Ale przez cały ten czas w zasadzie nie myślałam co oni tam robią.

dziecko znowu daje w kość. Nie chce leżeć na plecach nawet przez pół minuty. Przebranie pieluchy czy ubranie go graniczy z cudem. Wrzeszczy przy tym jak oparzony. nawet zabawka w ręce nie jest już w stanie go zainteresować. Krzyczy przy wkładaniu do bujaczka albo do wózka. tylko dlatego że przez chwilę musi być w pozycji leżącej żebym zapieła pasy. Wygina się, wyje. Strach otworzyć okno bo by sąsiedzi mops wołali jakby to usłyszeli. na spacer mogę iść tylko na drzemkę i ewentualnie jeszcze chwilkę po drzemce mogę spacerować bo nie usiedzi. On ma w nosie oglądanie drzewek i samochodów musi sam się ruszać. Próbuje się wspinać na wszystko. Na mnie, na kanapę, na meble... Czasem nawet wstaję i czasem nawet robi to poprawnie. Staram się mu na to Nie pozwalać ale na niewielkiej powierzchni mieszkania jest to trudne bo gdzie się nie obrócić tam jest jakiś mebel. Kapiel to jest w ogóle inna kategoria hardcoru. Wczoraj skończyło się na rozbitym łokciu - na szczęście męża. Poprosił mnie aby mu pomagać przy kąpieli bo choć wie że ja w tym czasie nie leżę tylko robi swoją robotę - sprzątam lub gotuje - to on nie jest już w stanie ogarnąć go w kąpieli.

Wykosztowałam sie na bidon b box i chyba w końcu coś zaskoczyło bo upija po kilka mililitrów.

Ale martwię się jedzeniem. Tyle że w drugą stronę. Martwię się że je za dużo. Ja wiem że jest ruchliwy i musi jeść więcej, może nawet więcej niż przeciętne dziecko w jego wieku ale on nigdy ale to nigdy nie odmawia jedzenia.

Na śniadanie zjada 200 gram kaszki i dalej otwiera szeroko buzię.
Drugie śniadanie 150 mleka
Obiad 250 gram zupy. Kiedys ugotowalo mi się za dużo i postanowiłam zrobić eksperyment. Zjadł ponad 300 g zupy krem - to tyle ile ja zjadam - i dalej otwierał buzię.
Podwieczorek 150 mleka
I kolacja 200 mleka
I potem jeszcze w nocy 150

Ja nie wiem czy on ma brzuch bez dna?
po świętach szczepienie muszę o tym porozmawiać z lekarzem.

A tak w ogóle to co powinnam teraz zastąpić następna rozszerzaniu diety? Chyba kolację, tak? Ale nie chciałabym dawać kaszy/owsianki na śniadanie i na kolację chociażby z tego powodu że go zatwardzi. nie wiem co innego mogę mu dawać na śniadanie Jeśli jeszcze kanapy w nie jada. Przecież nie będzie jadl codziennie jajecznicy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2019, 10:41

4 komentarze (pokaż)
24 kwietnia 2019, 10:47

Święta. Były, minęły. Zero nastroju świątecznego u nas. Za to super kiedy mąż jest w domu. Kubuś uwielbia swojego tatę. Micha mu się cieszy i śmieje się na głos gdy tylko go widzi. Chyba powinnam być zazdrosna ;)

Pogoda była piękna i chcieliśmy dużo spacerować niestety akurat trafiło na bunt wózkowy. Spacery kończyły się wobec tego różnie. Ale byliśmy nawet na placu zabaw i Kubuś pierwszy raz się huśtał. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia - pewnie jeszcze jest za mały.

Byliśmy we trójkę poświęcić koszyczek i niestety Kubuś nie miał cierpliwość i siedzieć w wózku w kościele te dziesięć minut. Zaczął płakać i musiał wylądować na rękach. Z tej perspektywy chętnie oglądał co się dzieje, ale jeszcze bardziej interesowały go inne dzieci. Zwłaszcza te które już chodziły. Nie mógł oderwać od nich oczu.

Pierwszy dzień świąt u teściowej - tragedia. Płacz, histeria. Aż szkoda opisywać. A ostatnio jak nas odwiedzała to przecież się z nią bawił, pozwolił wziąć na ręce i się chichrali.

Drugi dzień świąt u moich rodziców. Początkowo nieśmiały, wtulał się, troszkę tylko płakał ale zaraz potem się rozszalał i zaczął eksplorować salon wspinając się na wszystko co możliwe. Bawił się, śmiał piszczał.
Ja już naprawdę nie wiem od czego to zależy że raz się panicznie boi a raz nie.
Szkoda mi kobiety bo ona naprawdę się bardzo stara i widzę że bardzo kocha wnuczkę a on na jej widok uderza od razu w płacz.

Obecnie czekam na majówkę, mąż będzie miał wolne to będziemy spotykać się z teściową trochę częściej. Planujemy też zrobić sobie piknik u niej na działce. Mam nadzieję że pogoda dopisze.


Anemic - to samo powtarza moja sąsiadka, matka trójki dzieci. Mówi że jej drugie było bardzo spokojnym niemowlakiem a teraz jej daje w kość najbardziej ze wszystkich. Sama ma teraz 11 miesięczną wymagającą córkę i ma nadzieję że jak się "wyszaleje" jako niemowlak to potem będzie łatwiej ;)

3 komentarze (pokaż)
30 kwietnia 2019, 14:03

29 tygodni

Ostatnio stwierdziłam że całe moje macierzyństwo upływa mi na niecierpliwym wyczekiwaniu, skreślaniu dni w kalendarzu.
Czekam, ciągle czekam. Już w pierwszych dniach jego życia pisałam że chciałabym aby był starszy. I ten stan trwa do dzisiaj.

Najpierw czekałam aż przestanie być noworodkiem. Potem czekałam az będzie jadł trochę rzadziej niż co 15 minut. Czekałam aż miną kolki. Czyli w sumie to czekałam aż skończy 3 miesiące.

Było lepiej ale żadna magia się nie stała przecież.
Zagryzałam zęby i czekałam.

Gdy skończył 3 miesiące nie mogłam się doczekać aż skończy 6. w sumie nie wiem dlaczego na to czekalam i co miało sie wtedy wydarzyć ;)
pół roku.... Taki poważny wiek. Może o to chodziło.

Czekam na weekend, czekam aż maz wróci z pracy, czekam aż wróci z wyjazdu, czekam na długi weekend.

Teraz będę czekac aż skończy 9 miesięcy. Tu akurat przyczyna jest prosta. Mąż będzie miał wtedy bardzo, bardzo długi urlop. Razem 7 tygodni. Czekam z niecierpliwością aż będę mieć pomoc na co dzień.

Czekam też na roczek. Bo roczne dzieci są już bardzo komunikatywne.

I tak całe niemowlęctwo płynie mi na czekaniu.

I z każdym kolejnym kamieniem milowym jestem coraz bardziej zadowolona że mam to coraz bardziej ze sobą.

Lubię wracac do zdjęć kiedy był taaaaki malutki, ale to tylko zdjęcia robione w momentach kiedy było dobrze a nie w nieskończonych godzinach płaczu. Nie chciałbym aby ten czas kiedy był taki malutki wrócił. Większość kobiet mówi ze łatwo jest z maluszkiem a dopiero potem się zaczyna. Mnie jest tym łatwiej im jest starszy. Problemy są, ale inne. I mimo że nadal zdarza się że mi ręce opadają, że uronie kilka łez z bezsilności to wolę re obecne problemy niż to co już przeszłam.

9 komentarzy (pokaż)
4 maja 2019, 22:06


Minął siódmy miesiąc razem. Maluch nadal nie umie gryźć swojej stopy ani przewrócić się z brzucha na plecy i pewnie już tych umiejętności "oficjalnie" nie zdobędzie.
Przede wszystkim leżenie na plecach to najstraszniejsza tortura, a poza tym który maluch by się tym zajmował skoro jest zajęty trenowaniem ciekawszych dla niego umiejętności:

-stoi przy meblach. Podciąga się rękami lub wybija z nogi. Czasem wstanie w pewnej odległości od mebla i potrafi wtedy zrobic kroczek aby byc bliżej mebla. Co więcej stoi na tyle stabilnie że potrafi się bawić na stojąco i obiema rękami czymś co znalazł na sofie.

- Przy ścianie potrafi wstać do pozycji klęczącej.

-pojawił się ruch wspinający kolanem. Gdybyśmy mieli schody to na pewno próbował by się na nie wspinac. czasem wstanie a potem wspina się wyżej zarzucając kolanko na moje udo.

- jeśli stanie w rogu łóżeczka czy kanapy (mamy sofę w kształcie litery L) potrafi przejsc/obrócić się do sąsiedniej ścianki. To pewnie wstęp do chodzenia przy meblach.

- uczy się bezpiecznie robić "bam"na pupę. I już prawie zawsze się udaje.

- Usiadł i siedzi stabilnie

-uczy się przewracać strony w kartonowych książeczkach

- stał się małym śmieszkiem. Chichra się cały dzień.

-Potrafi głaskać całą dłonią. już wcześniej głaskał ale wtedy to głaskanie polegało na wbijaniu pazurków szczypaniu i drapaniu. Teraz umie to zrobić delikatnie.

-Być może rozponaje już swoje imię. Nie jestem pewna

- Mówi ammmm kiedy je zupkę która mu bardzo smakuje

- Mówi Aaaaaa z różną intonacją, wyrywają mu się różne sylaby głównie z literką M : me mi ma

-Potrafi przekładać przedmiot z ręki do ręki

- potrafi bawić się na siedząco i ostatnio to bardzo polubił

Czy miesiąc temu mówiłam że ciężko zmienić pieluchę? Myliłam sie. Zmiana pieluchy stała się niezłym wyzwaniem. Nie wygłupiam się nawet z kładzeniem na plecy bo nie udaje się a ten wrzask słyszy wtedy cały blok. Opanowałam już zmianę gdy dziecko jest w pozycji czworaczej, nawet gdy ucieka oraz w pozycji stojącej. Obecnie wyzwaniem jest nieprzewidziane przejście do siadu. Siku to pikuś , ale dwojeczka wymaga niemalego sprytu żeby uniknac wsmarowania wszystkiego w dywan.

Ulubione zabawy:
Ganianie piłki lub innego przedmiotu po całym mieszkaniu rzucanie go przed siebie
Uwielbia kręcące się kulki i koła
Wyciąganie przedmiotów z pudełka na zabawki
O dziwo grzechotki przeżywają renesans. Lubi wydawać nimi dźwięki i bada je dużo dokładniej niż wcześniej
Zabawa w konika (na kolankach) i samolot(udajemy że lata) , akuku
Uderzanie przedmiotem w podłogę
Upuszczanie przedmiotów
burzenie wieży z gumowych klocków
wyciąganie kształtów Z układanki o dopasowywaniu kształtów ;)
Materiałowe książeczki z wystającymi ogonami o różnych fakturach
Książeczki wydające różne odgłosy z serii Poznajemy dźwięki


Zeby: nadal 2

Ubranka: 74

Waga i wzrost: 8.3kg 73cm

Sen: 3 drzemki z czego pierwsza najczęściej dłuższa - tak max 1.5h, pozostałe drzemki około 30-40 min.
Czasem 2 drzemki.
Sen nocny uległ ..... skróceniu o godzinę
Śpi 20 - 6 (9h-bo karmienie)
1 karmienie - choć było kilka nocy bez karmienia, ale wtedy pobudka po 5 :/
Na dobę już tylko ~12h

Jedzenie: bez zmian. Śniadanie kaszka z owocem, obiad zupka z mięsem lub jajkiem z grudkami. Spróbował jogurtu, naleśnika, chleba.
Wprowadzam podwieczorek. Narazie jogurt z owocem i płatkami jaglanymi/otrębami/musli?/biszkoptem? I nie codziennie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2019, 22:07

2 komentarze (pokaż)
15 maja 2019, 12:39

Młody robi się coraz bardziej świadomy. Nigdy nie ukrywałam się kiedy wychodziłam z domu. Widział że się ubieram i znikan za drzwiami. Wczoraj gdy zakładam apaszkę młody doraczkował do korytarza I zaskomlał smutno. Wiem że tak nie powinno się robić ale odniosłam go mężowi i kazałam przypilnować. Bałam się że zrobi histerie jak zaczne wychodzić.
Mąż mówił że histerii nie było, nawet przy usypianiu ale młody mnie szukał. Doraczkował po ciemku aż do sypialni (jeszcze nigdy tam się nie zapuścił sam/sypialnie mamy zaraz obok drzwi wejściowych) i patrzył czy może tam jestem.

Przytula się. Zaciska rączki na moich ramionach mocniej w sytuacji stresowej lub kiedy odchyla się i boi się że spadnie.

Czasem podchodzi do nas tylko po to żeby zrobić nam cacy. A potem wraca do swojej zabawy lub do chodzenia wzdłuż sofy.

Kiedy mąż wraca z pracy młody piszcxy i cały się trzęsie z radości.
A będzie tylko fajniej, prawda?


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2019, 12:40

1 komentarz (pokaż)
6 czerwca 2019, 17:18

Maleństwo kończy 8 miesięcy.
Z podsumowaniami.mam taki problem od kilku miesięcy, że Kubuś zasiedział się jakieś 1.5 tyg w brzuchu i prawdę mówiąc to widać. Około tygodnia przed skończeniem miesiąca zawsze zmienia pewne istotne rzeczy. W tym miesiącu np. Spanie. Ale jakoś to uśrednie, jak zawsze.

- chodzi wzdłuż mebli i to szybko
- potrafi wstać przy gładkiej powierzchni na przykład przy ścianie lub drzwiach balkonowych
- potrafi chodzić przy ścianie, choć powoli
- czasem używa pojemnika na zabawki jako pchacza. Narazie raczej nie pozwalam, chyba że tylko chwileczkę
- potrafi się wspiąć na coś np. na pojemnik z zabawkami lub wykorzystać moja nogę żeby wejść na sofę
- trenuje kucanie przy meblach. Wygląda to trochę jak ćwiczenia baleriny.
- koncentruje się chwilkę na bajce
- zaczyna się przytulać. Na razie tylko gdy mu źle lub się uderzy, ale to już jakiś początek
- cieszy się, cały trzęsie i piszczy kiedy maz wraca z pracy
- jak tylko się ruszymy to biega za nami od pokoju do pokoju. Najbardziej kocha łazienkę i pralkę. Wiesza się na drzwiach :/ muszę trzymać zamknięte :/
- dużo się śmieje i piszczy radośnie (a czasem jęcząco) aż uszy bolą
- zaczyna protestować krzykiem lub płaczem gdy coś jest nie tak jakby chciał, zaczyna się wymuszanie.
- jeśli zabawka wpada w zakamarek to pamięta że ona tam jest i próbuje ja wyciągnąć zamiast brać kolejna.
- sam je chrupka kukurydzianego. Gryzie piętkę chleba - dla mnie to sukces że coś sam wkłada do buzi
- dotyka jedzenia położonego przed nim. Ale nie ma mowy o próbie zjedzenia czy włożenia do piąstki. Nadal łyżeczka lub ja trzymam kawałek np. arbuza a on przybliża głowę i odgryza.
- wszystko jest interesujące wszystkiego trzeba dotknąć pomacać spróbować ugryźc. Nawet jeśli to szczotka do butelek ;) a bulgoczące gary to jest szał :D
- jeśli widzi że ktoś je to zaraz jest przy nodze i otwiera buzię "ja też chcę" .
- mówi ti ,pu, bu, me czasem powtarza dźwięki - zwłaszcza ti - na zawołanie.
- zdarzyło mu się skleić dźwięki w takie wyrazy jak hejka mame tate cycy baboon (ang. Pawian) oczywiście przypadkowo.

Ulubione zabawy:
W zasadzie bez zmian. Rzucanie, wyciąganie rzeczy z pojemnika, kręcenie różnymi kółkami (na dzień dziecka dostał od dziadków 2 betoniarki bo oprócz kółek kręci się jeszcze gruszka (?) ) jest zachwycony. Oprócz tego lubi lizać szyby w drzwiach balkonowych i patrzeć na kolorowy wiatraczek (wbiłam w doniczkę z kwiatkami na balkonie)

Zęby: 2.5 dopiero co przebiła się górna dwójka. Jeszcze trochę zanim całkiem wyjdzie

Jedzenie (godziny w przybliżeniu):
7.00 kaszka (pół kaszka dla niemowląt a pół zwykłe płatki owsiane błyskawiczne- nauka gryzienia) z owocem najczęściej ze słoiczka. w soboty wprowadziłam jajecznice z drobno krojonym pomidorem i małą kanapkę z masłem.

10.30 -11 mleko 150

13-14 obiad zupka około 250 g, połowa warzyw gnieciona. Dodatek kasz, ryżu, drobnego makaronu. Wprowadzam trudniejsza pokarmy jak np. kuskus z gniecionymi warzywami

16-17 w drugiej połowie miesiąca zastąpiliśmy ten posiłek i teraz dostaje tutaj najczęściej jogurt z owocami świeżymi i płatkami jaglanymi. Oraz gdy maz jest w domu/ma drzemkę o odpowiedniej porze , to dostaje na przykład kisiel z tartego jabłka, ryż z jabłkami, kasza jaglana z jabłkami (lub gruszka), jeden raz był budyń. Tak wiem dużo jabłka... Ale już jest sezon więc będzie np.ryż z truskawkami ;) albo kisiel z innych owoców. Około 150g. Planuję tu ambitniejsze dania np. placuszki. Niech chłopak gryzie :)

19.30 mleko 230

Picie
W końcu potrafi ładnie pić z doidy.... Jeśli chce. Bo jeśli nie chce to teatralnie odtrąca moją rękę. Uczy się bidonu.

Sen
No powiedzmy że około 12 godzin na dobę. Zasypia około 20:30 i budzi się przed 6:00. Jedna karmienie nocne. W ciągu dnia nadal często utrzymuje trzy drzemki po 30min. Ale zdarzają się też dni z 2 drzemkami. A już było tak ładnie.... Cały poprzedni miesiąc spał przynajmniej 1h15 przynajmniej raz. No i wrócił do 3x30.

Waga prawie 9kg
Wzrost 74cm

2 komentarze (pokaż)
12 czerwca 2019, 16:12

Upały po 36 stopni i wyżynające się 3 zęby na raz to nie jest fajne combo. Ehhh

2 komentarze (pokaż)
16 czerwca 2019, 10:41

Na szybko. Dzieje się dużo a zęby chyba jednak idą 4. Dziecko dostaje "wsciku dupy".
Dzieje się źle i bardzo se martwię :(

Ale nadróbmy chrzciny. Udały się wyśmienicie. Cała sobotę spędziłam w kuchni. Nie obyło się oczywiście bez momentu grozy. A dokładnie nie chciała mi siąść masa w torcie. Musiałam bja dwa razy ściągać i ratować. Drugi raz już koło 20:00 :/. Krojenie tortu było później mega stresem ale na szczęście tort nie popłynął, uffff. A mimo ratowania masy i tak była "leciutka". Z pozostałymi potrawami nie było problemu, ale też nie robiłam żadnych nowości tylko rzeczy które raczej od czasu do czasu robię na obiad, tylko podane w bardziej wyjwintnej formie.
W kościele młody zachowywał się wzorowo. Siedział na kolankach, uważnie przyglądał się ludziom i wszystkiemu co się dzieje. Wyglądał nawet tak jakby z pełną powagą słuchał kazania :D
Zauważyłam że rozpoznaje ludzi. Dziadek stał za nami. Dziecko wypatrzyło go w tym tłumie, przyglądało się chwilkę "to ty czy nie ty?" , A potem szeroko się uśmiechnął gdy stwierdził że to jednak dziadek.
W domu nie przeszkadzało mu że jest dużo gości i bardzo głośno. Bawił się, przyglądał i piszczał radośnie. A kiedy się zmęczyl poszedł spać do swojego łóżeczka i usnął raz dwa i spał pomimo hałasu. No bo jednak trzylatkowi ciężko wytłumaczyć że ma aż pół godziny próbować bawić się ciszej ;) więc hałas w postaci ryczenia jak dinozaur był. O 19:00 jednak wszystkim oznajmil że już dość tej zabawy i może by tak go wreszcie wykąpać. W każdym razie impreza udała się super i cieszę się że chrzciliśmy młodego "tak późno".
Zastanawialiśmy się czy odreaguje impreze w nocy ale na szczęście noc nie różniła się od innych.

O reszcie już nie zdążę dzisiaj napisać więc jeszcze wrócę z moim zmartwieniami Jak tylko znajdę trochę czasu. Napiszę tylko na szybko niestety chodzimy na rehabilitację ;(

3 komentarze (pokaż)
23 czerwca 2019, 22:57

....


Niestety znowu na szybko. Dni zapierdzielaja, zwłaszcza że czasem wypadnie rehabilitacja dwa razy dziennie.
Jakiś czas temu teściowa zauważyła że jeden policzek młodego jest nieco inny. Chwilę potem miałam kilka spraw do lekarza. A to receptę, a to jakieś plamki na klatce, a to pępek zrobił się wystający i jeszcze ten policzek. Wszystko prawie na raz. Nazbierało się więc poszlam.
Ledwo powiedziałam dzień dobry a babka wykrzyknęła "o boże on krzywi głowę!". Pilne skierowanie na rehabilitację. Przyjęli nas na terapię manualna w chyba mniej niż tydzień. Fizjo już od pierwszego dotknięcia mięśnia czuł że jest mocno spięty. Zapytałam o konsekwencje. No to oprócz asymetri twarzy może to mieć wpływ na słuch wzrok i kręgosłup. Chyba miałam kiepska minę bo zaczął rozluźniać atmosferę i zapewniać że można to z moim wyprowadzic jeszcze w tym wieku.
Wogole to spięły się mocno przynajmniej dwa miesnie, ale dowiedziałam się o tym przypadkiem. Myślałam że jeden. Teściowa, szwagierka, lekarka, fizjo - wszyscy się znają i wszyscy zapewniali że da się to wyprowadzić, jednocześnie nie do końca mówiąc mi wszystko żeby mnie aż tak nie martwić. Czułam że coś jest nie tak.bo niby mowili że to "tylko' spięty mięsień a jednak kazali.dzialac jak najszybciej. Nawet chyba nie mam tego za złe. Mniej wiesz, lepiej śpisz. A jakbym dowiedziała się dokładnie o wszystkim to bym się wykończyła z nerwów i wyrzutów sumienia.

Oprócz tego mamy bobath ale narazie prywatnie, choć stoimy w kolejce na NFZ. Również z bardzo pilnym skierowaniem. Jakoś sierpień/wrzesień chyba będzie.

Asymetrii nie ma, napięcie dobre. Tylko te miesnie szyjne postanowiły nagle stwardnieć i się skrzywić :(

Jest już poprawa. Asymetria twarzy się zaciera. Kubuś jest dzielny na masażu i krzyczy na bobath, patrząc na mnie z wyrzutem że pozwalam żeby mu to robić :(

Przez to znów odnawia się lęk przed innymi ludźmi. Nie pozwala już nikomu wziąć się na ręce a jeszcze niedawno nie miał z tym problemu. Ale zdrowie ważniejsze. Z lekiem sobie poradzimy.

Upały spowodowały tez plamy na klatce. Mamy stwierdzone lekkie AZS. Bardzo drapie się przy usypianiu, aż do krwi. A to lekkie AZS,nie chce myśleć jak wygląda ciężki przypadek :(

O żłobku wkrotce. W tym tygodniu dni otwarte.

6 komentarzy (pokaż)
29 czerwca 2019, 07:16

Od kilku nocy rzucanie się po łóżku. Nocne pobudki na imprezowanie po 3h (nie robił tak nawet jako noworodek) , nocna kupa ( też rzecz niespotykaną), płacze, histeria, wyginanie się w łuk, dla nas spanie po 2-3h. Pierwsza gorączka. Dziś było apogeum. Ząb jest. Ufff to już ostatni z pakietu kilku na raZ.

Edit: pojechaliśmy do lekarza bo zauważyłam opuchnięty palec u stopy i ropa pod paznokciem. Musiał urazić sobie paznokieć przy chodzeniu lub raczkowaniu. Gorączka niekoniecznie musiał być od zęba. Dodatkowo zaczerwienione gardło. Może po dniach otwartych w żłobku? Eh :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2019, 10:51

4 komentarze (pokaż)
5 lipca 2019, 08:38

Skończył 9 miesięcy

Zęby: 5
Waga: 9
Ubranka: nadal 74. Ale w końcu powoli wyciagam kolejny rozmiar.
Sen: ~12h
Coraz częściej 2 drzemki. Jeszcze czasem 3. Zależy o której ma fantazje pójść spać. Pierwsza drzemka raczej dłuższa, ponad godzinę.

w tym miesiącu osiągnięć ruchowych w zasadzie brak. Młody skupił się wreszcie na czymś innym. Poza tym miesiąc niedobry. Zaczęliśmy rehabilitacje, była choroba, uraził sobie paznokieć i walczyliśmy żeby nie zszedł, 3 zęby wychodziły na raz, mieliśmy zadławienie :(
rozszerzanie diety zaniedbane ponieważ rehabilitacja wypadała w okolicy południa więc zrobiłam szybkie i łatwe do przełknięcia obiady. Generalnie miesiac-dupa.

- zauważył że przedmioty można przesuwać a nie tylko nimi rzucać. Ogarnął koncept zabawy autkami.
- zauważył że jedne przedmioty można wrzucać w inne. Najchętniej wrzuca mój telefon i smoczki za łóżko. Ale też czasem jedną zabawkę w drugą, lub do pudła.
- gdy wskazuje na coś palcem to zazwyczaj rozumie że ma patrzeć w kierunku, a nie na palec
- stwierdził nagle ze zabawa stopami jest spoko i nawet czasem polezy na plecach aż minutę.
- kocha wszystko co ma pokrętła, także pralkę i piekarnik
- gaworzy bardzo dużo: wydaje różne dźwięki, padło już tata
- próbuje stać bez trzymania w przestrzeni. Jakieś max 5 sekund
- umie otworzyć uchylone drzwi (wcześniej próbował.zmiescic się w szczelinie. Teraz wie że trzeba pacnac drzwi i zrobi się szerzej)
- rozumie swoje imię i słowo nie. Kiedy nie mu się coś nie podoba urządza sceny dokładnie takie jak dwulatek rzucający się na podłogę w sklepie.

Ulubione zabawy: jeżdżenie autkiem, gonienie małej plastikowej piłeczki, kręcenie wszelkimi pokrętłami jakie jest w stanie znaleźć.
Aktywnie bawi się w akuku

Jedzenie : odstawia się od mleka co mnie wcale nie cieszy bo nie mam pomysłów na 4 - 5 różnych posiłków dziennie, codziennie.

3 komentarze (pokaż)
9 lipca 2019, 11:07

Często słyszy się że macierzyństwo dodaje odwagi i pewności siebie, uczy organizacji. Co rusz natykam się na przykłady kobiet które na macierzyńskim np. zdecydowały się założyć własne biznesy. Prawdę mówiąc głównie-choć nie zawsze-jakieś diy. rzeczy raczej nisko dochodowe więc faktycznie trzeba mieć jaja żeby rzucić etat na rzecz czegoś takiego.
Jeśli o mnie chodzi do mnie macierzyństwo raczej stłamsiło i zahukało. Już nie jestem pewna siebie, już nie czuję abym miała swoje życie pod kontrolą , pojawiły się kompleksy.
Nauczyłam się zaciskania zębów. Nie mam wpływu na to co się wydarzy, a to co się dzieje i tak minie - nie warto walczyć, trzeba przeczekać. Bierność.
Zorganizowana już byłam. Nauczyłam się nieróbstwa.
Z niemowlęciem które ciągle chce być w ramionach nie można wiele zrobić. Najpierw walczyłam. Próbowałam robić to co kiedyś. Potem machnęłam ręką. Po co się szarpać. Mimo starań i tak nie było nigdy nic zrobione, a jeszcze dziecko na tym cierpialo. Przestałam próbować. teraz gdy w końcu nauczyl się spać trochę dłużej niż kilka minut mogłabym coś zrobić. Już mi wszystko jedno.
Na macierzyńskim wiele kobiet odkrywa swoje pasje. Ja pasje straciłam. nadal czytam książki, nawet nie tak mało - bo prawdę mówiąc to było jedyne co mogłam robić przez te wszystkie miesiące kiedy każdy szelest budził go ze snu. Ale oprócz tego już nie robię na drutach/szydełku, już nie piekę ciast, już nie robię fajnych obiadów, już nie pływam, już nie został prawie żaden kwiatek w domu i na balkonie też pusto. Podróże pozostaja w sferze marzeń za kilka lat. I to nie te wymarzone kierunki. Tylko te oklepane które nadają się do podróżowania z dzieckiem.

Mimo to nie żałuję. Wiem że to minie. Wiem że nie zawsze będzie niemowlęciem non stop wymagającym uwagi. Jeszcze pojedziemy w wiele miejsc razem. Jeszcze przyjdą czasy kiedy będę mogła sobie dziergać a on nie będzie szarpał nitki. (Tylko czy będę jeszcze chciała? czy może już zadowolę się rozrywka w postaci telenoweli ;) ) Na razie trzeba przeczekać. Bierność.

Często mówi się że to najpiękniejszy rok. Dla mnie nie jest najpiękniejszy. Są cudowne momenty ale poza tym to jest orka. Orka, jęczenie, noszenie, bujanie, patrzenie przez okno/obserwowanie ludzi, tęsknota za rozmową, czas (życie!) przeciekające przez palce. Frustracja.
A kiedy pomyślę sobie że tą orkę za kilka miesięcy mam łączyć z pracą to mi słabo.
A on nawet nie jest hajnidem, więc jakie mam prawo w ogóle do narzekania.

Za to mam w dupie co myślą sobie ludzie kiedy idę z wózkiem i śpiewam kretyńska piosenke na pół osiedla robiąc przy tym durne miny i gaworząc. Ważne że młody wytrzyma w wózku trochę dłużej I mam w dupie pryszcza na czole i to że włożyłam bluzkę która zaraz strzeli w cyckach - Dobrze że w ogóle się zmieściłam.

i tylko wieczorem patrzę w lustro i w ogóle się nie poznaję.

Nie żałuję, ale Czy zrobiłabym to kolejny raz? To pytanie dzwoni mi w uszach już przynajmniej 3 miesiące. Nie znam odpowiedzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2019, 11:26

11 komentarzy (pokaż)
16 lipca 2019, 10:53

Poprzedni wpis był tak naprawdę przydługim wstępem do rozważań nad drugim dzieckiem.

Nigdy nie widziałam siebie jako matki jednego dziecka. W mojej głowie został wdrukowany obraz samej siebie jako kobiety bezdzietnej lub z dwójką dzieci.

Coraz mniej pamiętam jak bardzo byłam zmęczona. Powoli zacierają się nocne karmienia co półtorej godziny, poczucie ubezwłasnowolnienia, kolkowe krzyki przez kilka godzin non stop.
Chodc pamiętam jeszcze jak spadłam z łóżka trzymając go na rękach i jak zrobiłam sobie kawę w butelce, jak w zimie skończył się chleb a mąż był na poligonie a młody jak tylko wyczul wózek to wrzeszczał. Pamiętam jak przez 2 tygodnie nie miałam do kogo otworzyć buzi, tylko stałam w oknie patrząc jak życie płynie obok mnie.

Nigdy nie ukrywałam że często czuję się samotna. Dlatego nie chciałabym aby pewnego dnia syn został sam na świecie.

Nie wiem jednak czy dałabym radę przejść przez to wszystko raz jeszcze. A przecież moje dziecko śpi - ma jedno karmienie nocne, usypiam go max 15 minut, je dużo i chętnie, jest zdrowe. Jojczy i marudzi pewnie jak większość dzieci. Ma fazy na nienawiść i milosc do wózka - co ponoć też jest norma. A mimo to macierzyństwo przychodzi mi z trudem.
A co jeśli drugie będzie "gorsze"?

Zresztą na myśl o byciu w domu z dwójką aż mi ciarki po plecach idą.
Nie ogarniam przy jednym więc jak miałabym ogarnąć dwójkę. Zgranie drzemek i karmienia niemowlaka z odprowadzeniem do przedszkola starszego napawa mnie paraliżującym przerażeniem.

Mała różnica wieku nie wchodzi w grę. Opcja "survivalu" jest w prawdzie kusząca - zanurzyć się w pieluchach raz a dobrze a potem już mieć to z głowy.
Ale nie jestem masochista aby fundować sobie niemowlaka i np. dwu/trzylatka. są kobiety które w takich sytuacjach radzą sobie dobrze, ja jednak zdecydowanie nie nadaje się do opieki nad niemowlakiem. A jeszcze dwójka maluchów... Jedno budzi drugie, obydwoje niesamodzielni... Ja bym się wykończyła.

Najlepsza różnica wieku dla mnie to byłoby około 6 lat. Starsze byłoby w stanie zrobić sobie samemu chociażby kanapkę, pobawić się, wyjsc na podwórko samemu. Pewnie całkiem chętnie pojechałby z dziadkami na tydzień wakacji, na weekend w góry, przezimował tydzień u babci itp. (o ile dziadki raczyłyby się w końcu zainteresować) Byłoby łatwiej.
Tyle że za stara jestem by móc sobie pozwolić na taką różnicę wieku.

No i czy odzyskawszy wolność będę chciała jeszcze raz znów zamknąć się w domu, w pieluchach? Energii i siły byłoby mniej w późniejszych latach.
Czy będziemy w stanie pomoc finansowo dziecku np na studiach jeśli jedno z nas byłoby już na emeryturze?

Z jednym dzieckiem udało mi się zachować niewielki procent osoby która byłam. Z dwójką trzeba będzie się pożegnać z resztka czasu dla siebie. Teraz mogę pozwolić sobie aby pół drzemki przeznaczyć chociażby na kawałek książki a wieczorem czasem ogladnac serial . Przy dwójce nic z tego. Wszelkie zainteresowania trzeba będzie odstawić. A ja potrzebuję tego minimum czasu dla siebie. Choćby godzinki. Dla zdrowia psychicznego.

A mówiąc o zdrowiu. Maz ma problemy z nogą, ja mam kiepskie kolana i kręgosłup - na razie funkcjonuje ale nie mogę ich przeciążać.

Już teraz rozmawiamy w dużej części o dziecku. Czy przy dwójce będziemy mieć jeszcze inne tematy niż dzieci, zakupy, organizacja następnego dnia?

A może rozsądnie byłoby już w tym wieku poprzestać na jednym dziecku?

A jednak mi smutno że miałby być jedynakiem. Zwłaszcza jak patrzę na kuzynów męża. Troje rodzeństwa, teraz już wszyscy po ślubie i mają swoje dzieci. Super grupka przyjaciół. Ich dzieci mają się z kim bawić, spotykają się w weekendy, śmieją, rozmawiają. Zazdroszczę. chciałabym takich relacji dla syna i jest mi przykro kiedy pomyślę że mógłby być tak sam jak ja.
Tylko czy warto skoro miałabym spędzać zagryzionymi zębami i myślą w głowie "przetrwaj"? Przecież to powinna być radość.



6 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)