BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Nasze dwa szczęścia już na świecie:)

Autor: futuremama
Przejdź do OvuFriend i przeczytaj moją historię starania się o dziecko
Wstęp

O mnie: Szczęśliwa mężatka. Już wcześniej myśleliśmy o dziecku, ale chciałam najpierw załatwić kwestie "formalne" :D Odstawiłam tabletki na początku lutego, wcześniejszy cykl był na porządki i powrót do normy (ślub mi trochę rozregulował cykl) a ten był pierwszy "na poważnie" no i jest efekt:) ||| Po raz drugi w pierwszym cyklu pojawił się Groszek. Rośnij szkrabie

Moja ciąża: Jeszcze w to nie wierzę, jakby wykres i testy nie były moje :D Ale cieszymy się bardzo, niech to będzie 9 spokojnych miesięcy :) ||| Dużo strachu i jeszcze nie wierzę. Czekam na wizytę, może wtedy to będzie bardziej realne. Mam nadzieję, że wszystko dobrze :)

Chciałabym być mamą: Która ma dobry kontakt ze swoimi dziećmi, żeby czuły się kochane i bezpiecznie ale też znały zasady i nie wchodziły na głowę (że będą próbować tego jestem pewna :D )

Moje emocje: Radość, niedowierzanie, lekki strach ale przede wszystkim spokój:)

26 listopada 2014, 13:39

Wczoraj beta potwierdzona, więc tak o to ja - jestem ciąży:)
I jak leci? Raz lepiej, raz gorzej. Ponoć najwcześniej objawy pojawiają się po 6 tyg... Ta, akurat.
Największe zafiksowanie ma mój układ pokarmowy. Zgaga, mdłości, huśtawki apetytu. Chcę jeść, ale nie wiem co. Reakcja na większość pomysłów - niedobrze mi.
Dziś myślałam, że się wycwaniłam wynalazłam kilka rzeczy, zjadłam i super. A po 5 min czyszczenie :D
Także nie ma zmiłuj.
No i spać się chce. To jest mega dziwne kiedy kładę się do łózka i po prostu zasypiam (no oprócz wczoraj bo mi niedobrze było:D ). Zawsze miałam mega problemy z zaśnięciem... kręcenie się, myślenie, słuchanie muzyki, granie i zazdrościłam że mój mąż tak szybko zasypiał. A teraz, kołderka, poduszka, mąż obok i zgon :D Gdyby nie całodniowe ziewanie uznałabym to za ewidentny plus:)
Co jeszcze ze zmian? Biust. Wrażliwe mega sutki (przed okresem aż tak nie miałam) i wielkie ciężkie piersi. Nie należę do kobiet z małym biustem (75F) ale teraz to już przesada :D Dobrze, że zimno jest to nikt nie widzi że pod swetrem mam biustonosz sportowy :D
I tak właśnie się mamy :)
A teraz głowa mi peka w poszukiwaniu szpitala i ginekologa.
Chociaż szpital chyba już wybrrany - na Brochowie. Teraz czas na ginekologa... ciężko.

2 komentarze (pokaż)
27 listopada 2014, 09:22

Wczoraj obleciał mnie strach.
Najpierw odebrałam wyniki badań i mocz jest nie do końca. Wychodzi na to, że to co mnie złapało zaraz po owu jeszcze nie jest wyleczone i mam liczne bakterie, pasma śluzu i szczawiany wapnia w moczu. Od razu net i analiza. Ale kamicy nerkowej nie mam na pewno bo przecież na USG byłoby widać - a nie było.
Żurawit łykam codziennie, ale widać albo 2 tyg to za mało żeby całkiem się paskudztw pozbyć albo żurawina nie pomaga do końca.
Jedna z dziewczyn dostała urosept od lekarza, więc od razu zadzwoniłam do męża, że jak będzie wracał to niech mi kupi i jeszcze zapyta farmaceutkę czy na pewno mogę.
Zaczęłam sprzątać i ból brzucha. Jakby ściski, jakby kłucie. Przerażenie. Dziś termin @.
Od godz. 19 już leżałam, ale nie mogłam zasnąć. Mąż też się przestraszył, bo mówił że blada jestem. Zaraz ostrych dyżurów szukał :D
A ja starałam się uspokoić, bo przecież to normalne ma prawo teraz boleć bo się rozciąga. Ale @ nie dawała mi spokoju. Nie mogłam zasnąć.
Chyba odkrywam nowe emocje - strach o własne dziecko ( choć jest maleńką kijanką jeszcze :D). Masakra, że tak już będzie do końca życia :D
Dziś dzień 0.
@ nie ma, temp. 36,98, test: pozytywny (choć druga krecha wciąż wyraźnie jaśniejsza).
Dziś powtórka bety. Oby przyrosła prawidłowo. Nie wiem czy progesteron też powinnam zrobić?
A do gina się na 15 grudnia zapisałam. Pierwsza myśl, że dobrze bo powinno być już coś widać. A druga? Przecież to strasznie późno i daleko... Oj wariactwo :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 09:23

2 komentarze (pokaż)
1 grudnia 2014, 09:30

Gdzieś pisali że początek ciąży jest trudny, że mało kto wie, że nie widać, że niezrozumienie...
Gdzie tam, przecież nie chcę mówić, mój mąż się cieszy i jest kochany...
A jednak.
Rozdrażniona jest jak sto pięćdziesiąt, czasem na coś spojrzę i się denerwuję choć nie wiadomo dlaczego;/
Jakbym była sama w tym wszystkim. Tak jak z mężem rozmawiałam, on niby wie, że hcg, że testy, że super. Ale nic nie widać. Dopóki nie będzie USG, serduszka, zdjęcia, większego brzuszka to ciężko uwierzyć.
Mi trochę też, a z drugiej czuję się tak a nie inaczej i wszystko co robię ma wpływ na tego maleńkiego, rosnącego cżłowieczka :)
W weekend razem zajmowaliśmy się dwójką uroczych dziewczynek - byliśmy całkiem niezłym duetem :)

Najbardziej się boję, żeby się nie okazało że maleństwo jest w jajowodzie a nie na swoim miejscu:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2014, 09:32

1 komentarz (pokaż)
4 grudnia 2014, 08:50

No to zaczyna się 6ty tydzień :) Na wadze +0,3 kg a w pępku +2cm.
Wczoraj kupiłam sobie pregnaplus i już nie łykam nic innego, to ma mieć wszystko co dla maluszka potrzebne. A co z tego że brałam jakąś wit C itd. skoro moja odporność wciąż leży - jedno zimno znika wyskakuje następne.
Niedobrze mi dziś przeokrutnie i lenia mam strasznego. Maluch się rozpycha znów bo brzuch pobolewa. Najgorsze są chyba jednak piersi. Chociaż już sama nie wiem :D

Idę dziś do dentystki, oczywiście miało być super bo miałam już dwa ząbki do zrobienia to jak na złość są po tej stronie co zimno i jeszcze ukruszył się ząb. Zobaczymy co powie. Chciałam go już dawno usunąć (jest po kanałówce i już kilka razy mi plomby zmieniali a teraz to już w ogóle chyba go mało zostało), ale lekarz twierdził że "nie takie zęby już ratował". Zobaczymy co ta powie.
Ponarzekać czasem dobra rzecz, ale nie za dużo :D
Jak czuję że coś się dzieje to przynajmniej wiadomo że maluch sobie tam gniazdko układa :)
A z ginekologiem to jak już myślę, że wymyśliłam super plan to za chwilę wymyślam coś innego :D
Spoko, będę kombinować na bieżąco :)
Sama siebie nie poznaję - jak to tak? Bez idealnie wyznaczonego planu? :D :D

0 komentarzy (pokaż)
8 grudnia 2014, 09:37

Miałam w weekend odpocząć a wyszło jak zwykle.
Choć mój kochany Mikołaj zadbał w sb i żadne pranie, sprzątanie, śniadanie czy pies mnie nie obchodziło:)
Więc w sb miałam się wyspać oczywiście 7:30 oczy jak 5zł i choć byłam zmęczona to już zasnąć nie mogłam. Poleniuchowałam do południa, a potem poleciałam do wujka, wróciłam no to obiad a potem do znajomych. Wczoraj rano musiałam wstać do pracy (tak wyszło), wróciłam do domu z okropnym bólem głowy i zmęczeniem, ale zaraz rodzinka się zjechała, o 16 do wujka, jak wróciłam - padłam.
Brzuszek doskwiera:( Nie wiem co tam maluch robi ale chyba rozpycha się strasznie - jesli dlatego boli to niech sobie boli, byleby nic złego mu się nie działo. Do tego okropne zmęczenie i mdłości.
Wcześniej mi się wydawało, że jestem zmęczona i mnie muli - teraz stwierdzam że to było nic.
Ostatnio coraz więcej ludzi zagaduje nas o dzidzie - czy planujemy a może już jest :D
Koleżanka, bratowa, kuzynka, wujek się śmiał że muszę do męża wracać żeby pracować :D
A najgorzej u znajomych - gadka że antybiotyk i miałam lechy free. No i się zaczęło w pewnym momencie. Szczerze nie wiem czy uwierzyli, że nie jestem bo o wiele bardziej byli przekonani że jestem :D A my jak skazańcy na przesłuchaniu :D No bo jak kumpela wyskakuje "a może to ściema z tym antybiotykiem i jesteś w ciąży. Tak drugi miesiąc pewnie..." No to ciężko wybrnąć. Ale się staraliśmy.
Mąż coraz bardziej chce się chwalić, a ja chcę zobaczyć maluszka na usg i usłyszeć że wszystko jest w porządku, nie ma podstawy do obaw :)


Z ciekawości :)
291a34bb9bc97c22m.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2014, 14:43

1 komentarz (pokaż)
11 grudnia 2014, 08:37

A więc zaczynamy 7tc. Jak? Z fatalnym samopoczuciem. Na wadze -0,2kg, brzuszek bez zmian.
Czuję się beznadziejnie. Choc objawy wciąz podobne to ich intensywność zdecydowanie większa. I najgorsze że wszystko naraz. Do toalety, pić, jeść, niedobrze, słabo, kręci się w głowie... i nie wiem na co pierwsze mam zareagować ;/
Wczoraj poleniuchowałam i widać Maluch jest zdecydowanie wdzięczny bo przynajmniej nie czuję aż tak podbrzusza. Jednak to że siedzę w pracy musi mieć wpływ że te mięśnie nie wiem są skurczone przez cały dzień czy co.
Dziś ginekolog na nfz, będę męczyć o usg mam nadzieję że mi zrobi. I skierowania na badania. No i z pęcherzem trzeba coś zrobić bo dziś spałam jak dziecko, ale poprzedniej nocy prawie wcale bo nagle znów się odezwał. Jakiś czas temu odstawiłam urosept i to chyba nie było dobre, bo jak zaczęłam brać znów się uspokaja. Pogadam dziś z gin i zobaczymy.

0 komentarzy (pokaż)
12 grudnia 2014, 09:20

2812961c03a6072emed.jpg
Pęcherzyk - czy jest maluszek czy nie - nie wiadomo.
Wpatrywanie się w cienie niczym w testy.
Wizyta - porażka.
Źle mi strasznie. Durny babsztyl.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2014, 09:20

3 komentarze (pokaż)
17 grudnia 2014, 13:07

Co się strachu najadłam to moje. W pn śluz się zrobił jak kawa z mlekiem, więc już strach. Wczoraj dostaliśmy w końcu zdjęcie z wesela, humor mi strasznie poprawiły, uspokoiłam się i poszłam do toalety... a tam plamienie. I to dosyć spore jakby brązowa woda nie wiem jak to okreslić. Nie chciałam już czekać, umówiłam się na dziś do gina.
Oprócz tego same nerwy, pokłóciłam się strasznie z teściem (aż mna telepało) z nim się nie da spokojnie, bo on wszystko wie najlepiej a mój mąż już też nie miał do niego siły. Do tego z autem dalej problemy. Zaraz święta a moja mama na tradycje jest zbyt leniwa, więc też mi ciśnienie podniosła.
Obudziłam się dziś już o 5 i nie mogłam z tego wszystkiego zasnąć. Jeszcze wstałam i nie ma pierścionka zaręczynowego :( Nie zwracałam uwagi kiedy dokładnie zniknął, ale wydaje mi się że nie mógł mi nigdzie spać poza domem:(
Przyszłam do pracy i dostałam smsa, że moja wizyta u gin jest odwołana bo nie ma miejsc.
Wzięłam 10 głębokich wdechów i stwierdziłam że tak miało być, jutro wcale nie jest tak daleko - wytrzymam do wizyty.
A tu nagle tel, dzwoni gin że byłam na 11 umówiona a mnie nie ma i czy będę. Tłumaczę mu co i jak a on zdzwiony mówi że nie wie o co chodzi.
Blisko mam więc z jęzorem na wierzchu do niego lecę.
Mówię o plamieniach, popatrzył że są i oczywiście że to nie jest dobrzy znak, że wiele wczesnych ciąż się tak kończy, że kiedyś strasznie starali się wszystkie wczesne ciąże utrzymać ale natura wie co robi... no ale wszystko zalezy od USG. Pomacał że macica mała, ale miękka więc niech będzie. Wkłada to USG, pęchęrzyk zaraz się pokazał, a w nim - maluszek. I co? Śmiesznie pulsujący :D Niesamowite, jeszcze nie do końca do mnie dociera że to we mnie. Taki szkrab:)
3c859be7888f1928med.jpg
Ma 0,72cm długości, serducho bije 129 razy na minutę :) Wg tego ciąża jest dwa dni młodsza, ale to też nic złego.
Torbieli żadnych nie zobaczył (nie wiem skąd ta baba je wzięła).
Z pęcherzem powiedział że najważniejsze że nie ma leukocytów, urosept jest jak najbardziej ok i dużo cytryny mam używać:)
Mam brać luteinę 3x2 tabletki pod język (paskudztwo no ale cóż). Plamienia powinny się zmniejszyć. Jak nie albo będą się zwiększać no to... wiadomo.
Ale jestem już umówiona na badania w 12tyg. Powiedział, że nie ma sensu częściej :)
Wieczorem łzy smutku, dziś radości. Ach te hormony :D

2 komentarze (pokaż)
22 grudnia 2014, 11:21

Hej, heloł :) i zieeeew...
Nic tylko bym spała. Jest ciężko. Narobiłam uszek i krokietów w weekend, z ogromną pomocą męża. Odkąd lekarz kazał mi się oszczędzać i brać luteinę, do mojego męża jakoś dotarło że jestem w ciąży i nie wymyślam sobie, że spać mi się chce :D
Już się przyzwyczaił, że godz. 20 ja już leżę półprzytomna i zamknięcie oczu oznacza że już po mnie :D
Rano za to oczy jak 5 zł w weekend koło 6 (a dziś nagle wstać nie mogłam i spać mi się chciało).
Ale jestem mu wdzięczna za pomoc i troskę Ach ta męska delikatność...
"A co Ty tutaj robisz, już do łóżka!
- Ale kochanie zaraz, jeszcze tylko naczynia zobacz jaka sterta.
- Powiedziałem, widzę Cię w łóżku i mnie to nie interesuje. Co Ci lekarz powiedział? Masz się nie przemęczać. Do łóżka raz dwa."
Jego powrotu do pokoju nie pamiętam bo już spałam :D
Uszka nie są nie wiadomo jak męczącym zajęciem, a ja po prostu padłam.
I roztrzepana jestem. Dziś wybiegałam z domu na autobus i teściową mijałam. Coś tam mówiłam w pędzie i się na schodach potknęłam. Na szczęście znając swe niezdarstwo trzymałam się poręczy więc tylko lekko kolano stłukłam. Podbiegłam do autobusu i mi słabo...
Dotarłam do pracy to sie ruszyć nie mogłam. Siedziałam, na chwilkę wstałam i znów siadałam...
Teraz już trochę lepiej.
Plamienia na szczęście przeszły, jeszcze brzuch pobolewa. Na szczęście będzie teraz trochę wolnego, więc będę odpoczywać w miarę mozliwości. Tylko teraz 3 intensywne dni przetrwać :)

2 komentarze (pokaż)
29 grudnia 2014, 12:52

Święta, święta i już po:) I dobrze :) Chociaż wolne jeszcze mogłabym mieć :)
Narzekać co prawda nie mogę - dużo mi dało te parę dni. Nauczyłam się spać trochę dłużej, brzuch nie boli (teraz coś delikatnie daje znać), do mdłości się przyzwyczaiłam i jakoś tak... Przestałam czuć się trochę w ciąży. Wiecie, święta szaleństwo, rodzina, to tu to tam i 9 tydzień znika w oczach :D
Jeszcze w sb teściu kostkę złamał, a teraz mój mężulek albo się struł albo od brata złapał jelitówkę... Generalnie noc z głowy. Próbowałam trochę spać (na pewno więcej niż on) ale wiecie jak to jest - mężczyzna chory to gorzej niż dziecko :D
Muliło go całą noc, więc stwierdziłam że może trochę zrozumieć jak ja się czuje na co dzień a nie mnie opierdzielać że mało jem. Ale bardzo się oburzył i stwierdził, że ja nie wymiotuję więc nie ma tak źle.
A ja się w święta ciast najadłam (jak nigdy) a waga znów w dół, nie jakoś dramatycznie ale w dół... Bałam się, że od razu zacznę tyć jak beczka ale czegoś takiego kompletnie się nie spodziewałam. Wychodzi na to że mam w sobie niezłego żarłoczka :D
Powiedziałam bratowej mojego, im chyba najbardziej się bałam. Tak zaczęłam się wahać, a mój mąż na to że powiedział i tak już bratu, bo jak ostatnio byliśmy to się domyślał i pytał czy się staramy, a mój mąż na to że już jest - tamten zdziwiony i łzy w oczach. Cieszę się, że powiedział mu mój mąż bo ja się bałam (wiem jakby chciał też dziecko) z bratową było trochę łatwiej, bo ona niby chce ale wciąż ma jakieś "ale" więc to jej decyzja.
No i tak się mamy po świętach. A Sylwester? Gdzie, z kim? Nie mam pojęcia. W tym roku za dużo się dzieje ostatnio i nie było głowy do tego. Będzie spontanicznie :)

2 komentarze (pokaż)
2 stycznia 2015, 09:28

No i zaczął się Nowy Rok, a wraz z nim 10 tydzień. Jak? Jelitówką, żołądkową - jak zwał tak zwał efekt ten sam. A dzisiaj musiałam przyjść do pracy... siedzę i kombinuję co zrobić. Może sie uda żebym pojechała do domu i potem tylko wróciła żeby biuro zamknąć... bo jest masakra.
Ponoć sama jelitówka maluszkowi nie szkodzi jakoś strasznie ale odwodnienie już tak ;/
A wodę tracę co chwilę;/
Sylwester średni, źle się czułam. Potem troszkę się rozkręciłam to mojego męża coś chwyciło. Wszyscy pili, ja nie. Wychodzili na fajkę - tylko z mężem zostawałam. Mąz do mnie czy się złoszczę że w ciąży jestem - wariat :D Oczywiście, że nie. Tylko jeszcze nie do końca to czuję (choć nareszcie powoli dociera), mojego brat i bratowa zachowują się jakby nic nie wiedzieli i w ogóle nie ma tematu, a parka znajomych rzeczywiście nie wiedziała (choć myślę że im powiedzieli) bo w ogóle nie było tematu że nie piję. A czuję się źle od pn strasznie słabo, no a teraz to już w ogóle.
Dziwnie bo przez wszystko nawet nie myślałam że UDG tak daleko jeszcze, a śniło mi się że u jakiejś innej gin byłam i powiedziała że nie widać serduszka bijącego, a ja zdenerwowana kazałam jej szukać i że to nie możliwe. Widać jakiś strach gdzieś jednak siedzi - paskudnik. Ale sio! za 24 dni widzimy się z Maluszkiem. A dopiero co były 42 dni. Już niedługo :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2015, 09:32

3 komentarze (pokaż)
4 stycznia 2015, 19:19

Mojemu mężczyźnie włączyło się "Tacierzyństwo". Za 15 dni mam urodziny, więc biedny zaczął myśleć o prezencie. Powiedzialam że może byc cos pod kątem dzidzi. No i wywolalam wilka z lasu :D Mąż łóżeczka zaczął szukać. No to mówię że wcześnie (on że może przeciez złożone czekać). Ale przed prenatalnym nie chce takiego nic kupować. A mąż zaczął szukać dalej rzeczy. Dzis w ikei kupilismy kocyk i te przegrody do szuflady żeby te maleńkie rzeczy łatwiej ogarnąć. Mąż już mysli co chce zrobić, dyskutowal o ulozeniu pojemników bo przeciez on też będzie rzeczy dla maluszka wyciągał. Teraz czytal książkę o ciąży 10 tydzień. A teraz mi z niej czyta naturalne sposoby na ból bezpieczne dla mamy i maluszka.
Wspaniałe to jest.
Ubralam dziś koszulke od niego ze stopkami na brzuchu i napisem "coming soon" i wiecie co? Nie wiem na ile Maluch i to wszystko ma wpływ ale czuje swój brzuszek i bardziej to że już sobie tam rośnie nasz maly skarb.
I odkrylam winowajce mojego przeokrutnego ziewania i wiecznych zawrotów głowy - niskie ciśnienie. Ale ponoc takie lepsze niż za wysokie.
Nasz skarbie jeszcze 22 dni:*


A więc nie są to moje fanaberie, mąż potwierdza że jakoś wypchalo mi brzuszek. Chyba że ti przez mój dzisiejszy apetyt :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2015, 19:43

0 komentarzy (pokaż)
8 stycznia 2015, 10:11

11 tydzień czas start!
Jak to mój kochany, cudowny mąż wczoraj wypalił "ale Ty masz bęben!" Słodziak nie? Oczywiście u niego to był wyraz euforii i o 21 chciał mi zdjęcia robić, bo brzuszek mi rośnie, bo to super, bo maleństwo...
A moja reakcja jaka? Oczywiście łzy w oczach, bo jestem żarłokiem (naprawdę od kilku dni jestem :D) i zaraz się rozytyję i masakra.
Mdłości dalej są ale jakby nie męczą cały czas aż tak, moja awersja do jedzenia się zmniejszyła i jestem pożeraczem. Mam wrażenie że nadrabiam zaległości ostatnich tygodni i jelitówki. O i ile wcześniej byłam głodna ale na nic nie miałam ochoty tak teraz... Ok nadal nie wszystko ale są niektóre takie rzeczy... np. ogórek zielony. Kupuję te gruntowne bo przynajmniej smakują jak ogórki i kanapka z ogórkiem i szczypiorkiem to mistrzostwo świata :D
Ajajaj nie mam ogórka w pracy :(
Wróciła mi faza na lody.
I mam fazę na słodkie (jak nigdy).
Także maluch chyba ma się dobrze, trochę tylko pobolewa mnie brzuch. Biorę też mniej luteiny - muszę się umówic do lekarza po receptę bo mi się kończy (do 26 stycznia nie wystarczy). Najważniejsze, że plamienia nie wracają - nic takiego się nie dzieje.
Staram się dojść do ładu po świąteczno-sylwestrowych zawirowaniach. Dobrze że weekend za pasem bo spać się chce :) I maluch wyraźnie też się buntuje jak za mało leżę.
No i tak się właśnie mamy.
A za 18 dni się widzimy :*

2 komentarze (pokaż)
9 stycznia 2015, 09:23

Problem żeby powiedzieć w pracy o ciąży - mam już za sobą :D
Sytuacja po prostu przekomiczna.
Kończę pracę, wyszłam parę minut wcześniej a tu kierowniczka dzwoni. Mi głupio bo te 5 min powinnam w biurze jeszcze być a ja już na ulicy koło biura. Chwila zastanowienia, wleciałam do sklepu żeby cicho było i odbieram. Ania coś tam że pewnie na wylocie jestem ale widzi że na dokumencie jeszcze jestem i tam gadamy coś o szkoleniach. Sprawa obgadana i pytam się czy zakupy zrobi do biura i na szkolenie (m. in. wody 5l)A ona na to:
- Wiesz z tymi zakupami to o tyle problem jest, że w ciąży jestem i dźwigać nie mogę.
- No co Ty mówisz?! :) (a jakiegoś czuja miałam że może tak być :D )
- No, w czwartym miesiącu.
- No to nieźle.
- A co Ty też?
- Nie wiem jak Ci powiedzieć, ale tak. Tylko to dopiero początki więc mało kto jeszcze wie.
I się zaczęły gadki o luteinie bo ona też brała i coś tam. Po czym wyskakuje:
- Kurcze to przydałoby się żeby Cię jakoś zatrudnić, żebyś macierzyński miała. Przyjedzie Ewa to coś pomyslimy.
No to jej powiedziałam że tak myślałam, żeby teraz ten staż niby a potem normalnie piękną umowę :)
Ona ma termina na 26 czerwca, ja 8 sierpień :D

4 komentarze (pokaż)
12 stycznia 2015, 12:36

Bądź mądry pisz wiersze, życie sobie planuj a los i tak ma swój plan.
Naprawdę, dosłownie jakby los sobie w kulki z nami leciał. Kiedy myślę sobie "teraz już będzie dobrze" nagle jest "jeb".
Zwolniłam się ze starej pracy w lipcu, tuż przed ślubem odezwali się stąd. Po ślubie rozmowy, załatwianie i ok. Pojechaliśmy sobie w mini podróż, jak mieliśmy wrócić miałam zacząć. No i tak się stało, za to mąż tego samego dnia pracę stracił.
Dwa dni później już miał rozmowę i super. Praca naprawdę ok, normalniejsze pieniądze. Rozmowy o dziecku. Po miesiącu spoko, rzeczywiście się układa. I co? Owu a 3 dni później wypadek. Problemów z autem masa, przed świętami w końcu udało się poskładać. Niech przyjdzie styczeń, finanse wrócą na swój tor, ja pogadam w pracy - będzie ok. I co tym razem? Po rozmowie z szefową (z resztą mój ostatni wpis) zadowolona i radosna, że naprawdę się układa czekałam na męża, bo coś długo nie wracał. A jak wrócił? Cudowna wiadomość... dostał praktycznie podwójną wypłatę, ale pracy już nie ma.
Zima, nie sezon, pracował tam najkrócej więc miał najmniejsze doświadczenie.
I bądź tu człowieku spokojny, nie denerwuj się.
A najgorsze jest chyba to, że bardzo bym chciała go przytulić powiedzieć że będzie dobrze bo wiem że mu tego trzeba. Wiem że się martwi, choć tego nie mówi - trochę się juz znamy. On też się trochę boi o to jak sobie poradzimy, w końcu rodzicielstwo to wyzwanie. Ale nie mam siły. Pojechaliśmy za zakupy, po buty dla mnie, po leginsy bo w spodniach nie daję rady już. I nie miałam siły. Chwilę pochodziłam i musiałam usiąść, nie chciało mi się. Jest kochany a ja nie umiem mu dać tego samego. Potrzebuje mnie żywej, jak zawsze wulkanu energii gdy zawsze się dziwił skąd ja ją biorę. A ja jestem zdechlakiem, który jak się połozy to ma problem żeby wstać.
Niech przyjdzie drugi trymestr z normalniejszym samopoczuciem plissssss.

2 komentarze (pokaż)
13 stycznia 2015, 11:19

Wczoraj z kierowniczka poleciałyśmy załatwiać rzeczy na mieście i zobaczyłam jak śmiesznie zachowuje się kobieta w ciąży. "O jaaa, wiesz jakie tu mają pyszne hamburgery. Ale bym zjadła. Nie lubisz? A co byś zjadła? Na co masz ochotę? A może pójdziemy na frytki?" Trafiłyśmy, no i dopiero się zaczęło. Ja że zapiekanka wega, a skończyło się na tym że obie miałyśmy zapiekankę i do tego ogromne frytki popijane colą :D Coś niezdrowego raz na jakiś czas było potrzebne. U niej już ewidentnie widać że mdłości ustapiły na korzyść apetytu. Ja jeszcze na huśtawce.
Potem się z koleżanką widziałam, a mąż o dziwo że mam się nie spieszyć i późno mogę nawet wrócić. Zmęczona jak sto pięćdziesiąt wróciłam po 19 a tam...
Poustawiał meble tak jak chciałam, tak jak zaplanowałam. Jest idealnie. Teraz tylko pomalować na wiosnę. Małą szafeczkę wymarzoną z koszami może dostanę na urodziny ;]
A potem to już tylko łóżeczko, fotel z ikei i bawić się dodatkami. <3
I wiecie co? Ok praca ważna. Ale gdyby miał pracę a miałabym do kitu kierowniczkę i brak macierzyńskiego, oraz męża który niczym sie nie interesował to ta jego praca byłaby guzik warta. Nie mogę mieć wszystkiego? To wolę mieć to co mam.
Maluszku silny bądź za 10 dni będę Cię podglądać razem z tatusiem mam nadzieję :)
(przesunęłam wizytę na 23 stycznia i mąż też będzie o ile badanie będzie przez brzuch - bo nie chce patrzeć jak jakiś facet mi "tam" grzebie, czyli nic się nie zmieniło :D )

1 komentarz (pokaż)
16 stycznia 2015, 11:14

Happy, happy, happy!
Po udanym popołudniu z mężem wróciliśmy do domu a tam... stało dosyć spore coś zapakowane i owinięte wstążką.
Okazało się że mój prezent przyszedł kilka dni wcześniej.
Rozpakowałam... moją śliczną, upragnioną szafeczkę z koszami. Coś takiego tylko kosze i szufladki są w jednej linii a nie tak zmiksowane :)
d9d3fbbe4e941f6amed.jpg
Idealnie będzie pasowała w przyszłości do białego łóżeczka. Już rozplanowane gdzie pieluchy gdzie pampersy :D
Ale oczywiście spokojnie... :)
Cieszę się strasznie bo urzekła mnie od razu. Już kiedyś chciałam taką na drobiazgi mieć, a jak będzie maluch to przy łóżeczku i przewijaku jeszcze bardziej się przyda.
A jak będzie chłopczyk, to uszyję pokrowce na kosze w inne wzorki :)

5 komentarzy (pokaż)
26 stycznia 2015, 10:12

Hej dziewczyny :)
Chwile mnie tu nie było. Sporo zamieszania w pracy, trochę nerwów życiowych że tak powiem i przed badaniem.
No cóż... w między czasie przybył mi kolejny roczek na karku i hemoroid :D (więc jak wcześniej jakies krwawienia się pojawiały to lekarka miała rację że to to, ale nie było żadnych zewnętrznych objawów. Ciąża sprawiła, że jednak się ujawniło ale już znika)
Takie to życie. Ale czy to jest ważne? Mało.
Najważniejsze że nasze szczęście ma się dobrze. Nawet bardzo :)
Od początku może :)
Badanie miało być przez brzuch i dowcipnie że tak powiem, więc nie wiedziałam czy męża wołać. Okazało się że "tatusiowie" mają swoje miejsce za parawanem i tam też mają swoje monitorki:)
Lekarz zaczął badanie a ja patrzyłam w ekran mając zawał (delikatnie mówiąc) poniważ widziałam rączki, nóżki, główkę (nawet kręgosłup :D ) ale nie widziałam pulsującego serducha i Maleństwo się nie ruszało.
Lekarz nic nie mówił tylko sobie coś tam jeździł. Zagadnęłam, że wcześniej to serduszko tak pulsowało, że jakby całym okruszkiem ruszało... a on najechał tak że zobaczyłam małą pulsującą kropkę :) :) Nasze małe serduszko. Pan się rozochocił i zaczął opowiadać, co robi, co widzimy (upewniał się czy ja też to widzę :D ).
Niesamowite że widać było nawet mózg, potem dopplerem serduszko, sprawdzał czy równo bije. No wszyściutkio.
Wydawałoby się logiczne że jeśli ja nie czuję co ono w środku robi, to ono mało też czuje co się dzieje na zewnątrz. A wiecie co? Jak mi już nie było zbyt dobrze jak lekarz dosyć mocno przyciskał tym urządzeniem brzuch (żeby zobaczyć malucha z którejś tam strony) to nasze dziecko zaczęło się oburzać i fikać we wszystkie strony. Machało rączkami, przekręcało się, dosłownie jakieś fikołki :) Aż zaczęłam się z lekarza śmiać, który próbował się z nim dogadać "no nie kręć mi się tu, maluszku no ja muszę tu zobaczyć, cukiereczku czekaj" :D
I w pewnym momencie wypalił "Widzą Państwo, że ma coś między nogami. To chłopiec." - Nie widziałam miny męża ale łatwo mi sobie wyobrazić jego radość w tym momencie :D Ja twierdzę, że jeszcze za wcześnie i może to być dziewczynka :) Zaczęłam rozmawiać z lekarzem o doświadczeniach ze starszymi braćmi.
No po prostu super.
Potem jeszcze pogadaliśmy, zrobił wywiad (tez masa śmiechu :) ), zlecił mi badania i powiedział że jak zrobię to mam tu podejść do położnej i założy mi w końcu kartę ciąży. Mam je tak za dwa tygodnie zrobić, a wizyta na połówkowe 9 marca.
Dostaliśmy płytę, mam nagrane 15 min - to mój ulubiony film teraz :)
A no i oczywiście powiedzieliśmy rodzicom.
Tak jak planowaliśmy kartki na dzień babci i dziadka, bez zdjęcia co prawda ale z laptopem odtwarzając im filmik. Napisałam im mniej więcej tak:
"Dzień dobry Babciu i Dziadku.
Witam się po raz pierwszy.
Mam już skończone 12 tyg i mam 6,6 cm wzrostu.
Pan doktor mówi, że jestem zdrowy, moje serduszko pięknie bije i strasznie się wiercę w brzuszku mamusi.
Według niego też jestem chłopcem (ale jeszcze zobaczymy :D)
W tym roku nie mam dla Was żadnego prezentu,
ale za rok podaruje Wam
NAJPIĘKNIEJSZY
UŚMIECH
NA ŚWIECIE ! "
Rozpisałam się, że ho ho, ale same rozumiecie...
Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłam.
I takiej radości na twarzy rodziców chyba tez nigdy nie widziałam :)



3 komentarze (pokaż)
30 stycznia 2015, 11:06

No i od wczoraj mamy już drugi trymestr - wyczekiwany :)
Do USG daleko, także nawet o nim nie myślę. Póki co nie wywołuje aż takich emocji jak to które już za nami.
Teraz się zastanawiam kiedy maleństwo sprzeda mamusi takiego kopniaka, że je poczuje. Łożysko na przedniej ścianie, pierwsza ciąża więc ponoć nie prędko.
Za to problemy teraz są natury prawnej... czyli jak to zrobić żeby było dobrze - i dla mnie i dla pracodawcy :)
Wstępna propozycja księgowej - umowa zlecenie z dobrowolnymi składkami chorobowymi na okres 3 miesięcy.
Umowa zlecenie nie budzi mojego zaufania, dlatego napisałam do znajomej prawniczki (mamy dziewczynek którymi wiele lat się zajmowałam) no i teraz czekam na odpowiedź. Myślałam, że powiemy im o ciąży jak się spotkamy, ale... sytuacja tego wymagała wcześniej. Chociaż w smsie wcale nie jest powiedziane że chodzi o mnie :D

2 komentarze (pokaż)
6 lutego 2015, 10:24

Jestem ja z za niskim TSH :D
W sumie to nie zabawne bo się troszkę boję, ale polecę chyba dziś do położnej. Miałam pójść z wszystkimi wynikami (a czekam jeszcze na grupę krwi) ale najwyżej jej doniosę a dziś skonsultuję to TSH.
Kiedyś myślałam, że mogę mieć niedoczynność. Patrząc na moją figurę, zmęczenie w życiu by mi się nie kojarzyło z nadczynnością. To, że serducho mi szybciej biło... bo się denerwuję i sporo stresów. Po prostu życie niełatwe. A tutaj proszę, okazuje się że w wielu askpektach mogła tarczyca maczać paluchy. Zobaczymy. Najgorsze że przed ciążą nigdy nie badałam TSH i nie mam porównania na ile ciąża ma wpływ na moją tarczycę.
Ale np. przy nadczynności mamy, często ponoć maluchy maja szybsze tętno (powyżej 160 - nasz miał 166). Żeby tylko mu nic nie zaszkodziło. Nie dotykam już internetu, czekam na rozmowę z położną - pójdę po pracy dla spokoju :)
A brzuszek rośnie :)
1285bca53ee1c1b3med.jpg
a363ae025fe54bc1med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2015, 10:25

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)