Walentynki w BellyBestFriend!

Aktywuj abonament BellyBestFriend od dziś do 21 lutego a otrzymasz od nas prezent:

1 miesiąc - otrzymasz 15 dni w prezencie!

3 miesiące - otrzymasz 1 miesiąc w prezencie!

12 miesiący - otrzymasz 2 miesiące w prezencie!


Z abonamentem BellyBestFriend możesz korzystać również z KidzFriend oraz OvuFriend!

Promocja trwa do 21.02.2019 roku.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Nasze dwa szczęścia już na świecie:)

Autor: futuremama
9 lutego 2015, 10:09

Wydawało się, że wraz z końcem tygodnia wszystko się uspokoi. Na koniec w pt księgowa mi ciśnienie podniosła, bo jest po prostu głupia. Ale dziś miał być nowy spokojny tydzień.
I co? Dupa. Spóźniłam się pół godziny do pracy bo nas śnieg zasypał. To raz. Dwa... w tamtym tyg miałam zrobić aneks dla gościa, zrobiłam wg "złej kierowniczki" gadam dzisiaj z typem a on niezadowolony że nie rozumie czemu są złe dane że coś tam, że w fakturach ma inne. A ciekawe skąd mam to wiedzieć skoro "zła" kazała mi to zrobić na podstawie umowy. I jeszcze typ ma pretensje że miał jakiś tam list i mu termin na coś tam minął bo nie wiedział. Więc po ch. skanuję to i mu wysyłam jak tylko coś przyjdzie? Wcześniej miał "ale" jak były awiza bo czegoś nie odebrałam, to odbierałam wszystko i nagle znów "ale".
A! Najlepsza położna w piątek. Idę do niej z wynikami, ta po pierwsze każe mi zrobić badania których wyniki już ma przed nosem - ojej nie zauważyłam - wpisała w kartę i tego TSH jest nieprawidłowe tez nie zauważyła. Więc pytam się baby czy mam zrobić jakieś dodatkowe badania, a ta patrzy na mnie zdezorientowana i mówi mi o obowiązkowych baniach - no glukozę na pewno bedzie musiała Pani zrobić. Zaciskam już pięści, oddycham głęboko i mówię jeszcze raz. "Tak, wiem ale nie o to mi chodzi. Pytam o TSH, ponieważ jest za niskie i nie wiem czy robić te dodatkowe czy co w tej sytuacji". Dalej patrzy zdezorientowana i mówi "To już na nastepnej wizycie z lekarzem proszę porozmawiać". Nawet mi się z nią nie chciało dyskutować. Lekarz twierdził że jak coś będzie nie tak w badaniach to położna go poinformuje, a tutaj proszę... po pierwsze wyników nie czyta, tylko ślepo do karty przepisuje, na dodatek nie wszystkie bo "nie zauważyła" i mimo że wynik nieprawidłowy to każe do 9 marca czekać;/ Szukam innego gin. Do tego pewnie pójdę w marcu bo ma dobry sprzęt naprawdę. Ale jeśli chodzi o inne rzeczy, to widać nie do końca.
Naprawdę po tym jak musiałam się użerać z babami, żeby zrobić te badania, potem ta położna, księgowa i ta "zła" z mojej pracy (która jest akurat mistrzem) mam wrażenie że gdzie się nie pójdzie trzeba myśleć za tych ludzi bo dla nich jest to zbyt trudne.
I bądź człowieku spokojny i ciesz się ciążą.


Jeden telefon, sporo śmiechu i doszłam do wniosku, że najbardziej winna jestem ja. Po co się przejmuję i denerwuję? Skoro inni popełniają błędy i się tym nie przejmują.
Za jakieś 3 miesiące będę na zwolnieniu, a to wszystko będzie nieważne.
A na początku marca przylatuje moja przyjaciółka. Nie widziałam jej od ślubu. I to będzie dobry moment żeby wziąć parę dni wolnych (marzą mi się ostatnio strasznie). Chyba mi się należy też coś, odkąd tu jestem to zawsze byłam żeby chociaż biuro otworzyć, a przydałoby mi się żeby się tak całkiem odciąć.
Muszę zacząć więcej ksiązek czytać bo wydaje mi się że te bóle głowy to tez przez komputer.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2015, 14:53

1 komentarz (pokaż)
12 lutego 2015, 12:29

A dziś... fanfary... zaczynamy 16 tydzień :) Jak widać... z cudownym nastrojem. Dziewczyny... ŻYJĘ!!! :D
Od wtorku mniej więcej standard, że nie mogę się zwlec z łóżka - naprawdę dawno nie było tak ciężko - za to jak już wstanę (i po jakimś czasie dojdę do siebie)... jest super.Mdłości prawie wcale, apetyt że ho ho - oprócz awersji do mięsa, choć jest troszkę lepiej, bóle głowy o wiele mniejsze, wracam do domu i nie padam na twarz - nawet robię porządki coraz skuteczniej :)
A dziś? Za oknem wiosna. Pierwszy raz w tym roku, gdy wybiegałam z domu na autobus przywitało mnie słonce. Takie piękne, jakieś duże, wschodzące słońce. Ostatnio to lampy wyłączali dopiero jak już w autobusie byłam, a słońce ewentualnie później się pojawiało - choć zazwyczaj jakoś pochmurno było. Dziś pięknie świeci. I jak tu się z życia nie cieszyć.
No dobra fakt że przede mną leży jakieś 50 pączków (chociaż trochę na szczęście już zjedli), które wybaczcie ale zapach tego tłuszczu mnie zachęca - przyćmiewa trochę moją radość. Ale ja się nie daję i pożeram pyszne kanapki z mnóstwem witamin.
Stwierdzam, że przez mój apetyt dzidziusiowi i mi brakowało witamin stąd tez problemy z bólem głowy no i zimno które wylazło i tylko się rozłazi. Teraz nadrabiam zaległości i wracam do życia :)
Miłego dnia dziewczyny i tyle energii co ja mam dziś :)
PS. Mój brzuszek jest taki jak wcześniej był wieczorem. Czy przypadkiem taki arbuzowaty a nie szpiczasty nie powinien być na dziewczynkę? Według większości zabobonów jest to ona (wystarczy popatrzeć na moją zasyfiona twarz :D). Jeżeli lekarz potwierdzi, że to chłopak - w żadne zabobony już nie uwierzę :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2015, 12:31

2 komentarze (pokaż)
13 lutego 2015, 13:32

857fb7115f3419cbmed.jpg
„Najnowsze badania pokazują, że mniej więcej teraz, w 16. tygodniu, Twoje dziecko zaczyna słyszeć i reagować na dźwięki”, mówi dr Suzanne Dixon. „Za jakieś dwa miesiące dziecko będzie reagowało na dźwięk Twojego głosu!”
Zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że jak od czasu do czasu zaboli mnie w różnych miejscach jest to objawem ruchliwości naszego małego lokatora.
Dziś po porannym <3 trochę pobolewa mnie podbrzusze i jest to zupełnie inne uczucie niż te wyżej wspomniane.
Włącza mi się fazy, czy to już maluch czy jeszcze jelita :D Wczoraj wieczorem leżałam, z rękami przyłożonymi po podbrzusza i starałam się wyczuć co się tam dzieje :D A że się dzieje to wiem na pewno - z zaśnięciem był problem, choć ciężko stwierdzić co dokładnie mi tam przeszkadzało.
Ciekawe też czy maluch nadal tak szybko rośnie - na ostatnim USG był o prawie tydzień większy :)
Jest to ogólnie super, mam świadomość że już coraz bliżej do tego żeby tak po prostu czuć maluszka i że dzięki temu będę spokojniejsza każdego dnia.
Przez to, że mam więcej energii czuję się bardziej mamą. Mam więcej pomysłów, zaczynam myśleć, bardziej się interesować tym co najważniejsze w ciąży i co może być przydatne dla naszego szkraba.
Chce chodzić na basen, potrzebuję jakiejś aktywności - może piłka w domu w końcu będzie użytkowana :)
Pogoda coraz lepsza, coraz dłużej jest jasno:)
A jutro jednodniowa wycieczka - niespodzianka :) Zobaczymy co ten mój mąż wymyślił :)
Podłapał mój pomysł z kiedyś tam, że fajnie byłoby się wyrwać i mnie porywa. Żebyście widziały jaki był przejęty przetrzepując internet i obmyślając cały plan (zawsze ja się tym zajmowałam) :D

Chciałabym już teraz wszystko kupować, wygodne ciuchy dla mnie i rzeczy dla maluszka :D
Wiosna uderza mi do głowy :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2015, 14:36

1 komentarz (pokaż)
16 lutego 2015, 15:05

Jeśli myślałam że zachcianki mam juz za sobą i całkiem nieźle sobie z nimi radzę - to się myliłam. Nasze dziecko - po mamusi - kocha lody :) A oprócz tego? Kapustę - zdecydowanie. I to od samego początku. Ale teraz wciąż i wciąż. Chodzi za mną bigos, ale dziś nie wzięłąm śniadania i koło południa poleciałam do baru obok z domowym jedzeniem po obiad. Jak na złość, jeszcze pierogów nie mieli zrobionych i gołąbków też nie, więc pożarłam kapuśniak a do drugiego dania surówkę z kapusty :D
Kolejna rzecz - śliwki. Co prawda nie sa one takie jak w sezonie ale nie umiem im sie oprzeć. Nigdy jakoś za nimi nie przepadałam a tu proszę :D

Tak ogólnie weekend był super :) W sobotę jeździliśmy i zwiedzaliśmy - zobaczyłam nawet śnieg w górach (gdy u nas tak cieplutko i wiosennie). W nd zebrali się braci mojego wraz żonami i jeden córą, także było wesoło. Ale niestety koło 17 byłam już padnięta.

Wieczorem wcześnie się kładę, a rano wcześnie pobudka - śmieję się że nasze dziecko juz przyzwyczaja mnie do nowego rytmu dnia :D

No a najlepsza jest księgowa - niedouczona lub nienormalna :D Dała mi umowę do podpisania (widziałam że kierowniczka podpisała) pokazała gdzie mam sie podpisać to trzasnęłam autografy i poszłam od niej, bo akurat koleżanka czekała. Ja patrze potem na umowę, a tam nie dość że data zakończenia zła, to jeszcze miejsce wykonywania pracy też złe :D
Nie chce mi się z nią użerać, nie mam siły. Przepisałam (za zgodą kierowniczki) umowę na taka jak ma być, druknęłam i jak kierowniczka podpisze zaniesiemy gotowa do księgowej. najważniejsze, że jestem zgłoszona do ZUSu.
Teraz kilka cięższych miesięcy, bo praktycznie nie będę zarabiać, ale mam nadzieję że mężowi się poukłada i wszystko będzie spoko. Teraz muszę ruszyć oszczędności które mam i zrobić dobry wyprawkowy plan :)

A za 21 dni wizyta :) Do zobaczenia Okruszku :)

2 komentarze (pokaż)
17 lutego 2015, 09:24

Codziennie pobudka 5:30 - 6:00. Czy to weekend czy tyg przed budzikiem. Taki już standard. Dla odmiany wstaje wyspana i się potem dobrze czuję. Brzuszek rośnie, wieczorem leżąc z rękami na brzuchu czasami mogę poczuć że coś tam się kręci (na pewno nie jelita :D )ale na razie bardzo delikatnie jak Maluszek ma taki kaprys :D i czasem rano jak tak leżę czekając na budzik :D
Może Maluch się kręci, choć nie czuję tego tak normalnie i dlatego się budzę tak wcześnie :)
Nie wiadomo :) Grunt że jakieś 3-4 tyg i nie będę sie wczuwać tylko normalnie powinnam czuc naszego szkraba:)
A tak wyglądaliśmy dziś rano (wybaczcie kiepską jakoś ale mąż jeszcze spał więc ciemnawo w pokoju było ale ja nie mogłam sie oprzeć i musiałam zrobić zdjęcie :D )
ed8b5337fbd70a18med.jpg

2 komentarze (pokaż)
19 lutego 2015, 09:33

Tydzień 17 - czas start
d46714bc1b75c766med.jpg
Zaczęłam kiepskim samopoczuciem. Byc może dlatego że wczoraj poziom mojej irytacji wyniósł 100%.
Od czego zacząć... chyba od mojego brata. Nie wiem czy o nim pisałam. Generalnie nasze relacje były mega kiepskie, dopóki się nie powyprowadzaliśmy z domu. potem były znośne - czasem lepiej czasem gorzej. Generalnie jest dużym dzieckiem potrzebującym uwagi i aprobaty, a ja zawsze byłam bardziej dorosła - więc nie możemy się wciąż dogadać (a jest o 4 lata starszy). Sposób jego postępowania jest dla mnie mocno irytujący i poza swoimi "problemami" (które wciąż sam stwarza) nie liczy się z nikim. Zawsze dzwonił i pisał ze swoimi sprawami, więc przestałam się interesować. I tak od października nie gadaliśmy w ogóle. Moja mama wciąż pytała kiedy mu powiem, a ja żeby mu nie mówiła a powiem jak w końcu do mnie zadzwoni i się zainteresuje.
Tak więc moja sprytna mama dotrzymała słowa, ale powiedziała mu żeby do mnie zadzwonił bo mam dla niego niespodziankę. Oczywiście że natychmiast zadzwonił. Dowiedział się o ciąży, od razu się wprasza na chrzestnego bo jest "najbliższy" a przecież mój mąż też ma 3 braci. Prosiłam żeby nie przekazywał dalej bo chcę osobiście niektórym ludziom powiedzieć.
I co? Nie wytrzymał oczywiście.
Kuzynka z żalem, że myślała że jesteśmy na tyle blisko żebym jej powiedziała. I wiecie co dowaliła? "Dbaj o nasze maleństwo" Nosz kuźwa, mój mąż też się wściekł.
Co Ci ludzie mają w głowach że poczuwają się do naszego dziecka. Jak to mój mąż stwierdził - a co ona mi ch**a trzymała że to jest też jej maleństwo :D
Ale naprawdę. Ja rozumiem że jej córka mówi że dziecko będzie miało po niej charakter i już imiona wymyśla - ale ma 14 lat i dla mnie to żarty. A kuzynka, dorosła baba, ma dwójkę swoich dzieci, które - w połowie ja wychowywałam. Od dziecka zajmowałam sie dziewczynkami, I spędziłam z nimi naprawdę mnóstwo czasu, dlatego teraz jest śmiesznie, bo dopiero co tą 14-latką się zajmowałam, "niańczyłam" a za chwilę ona będzie na rękach trzymać moje dziecko :D
Wracając do meritum. W piątek się widzę z kuzynka i chyba muszę jej uświadomić pewne rzeczy - że nie jestem już małą dziewczynką, nie potrzebuję jej wiecznych rad (jest strasznie wścibska) ani troski.
Młoda się pyta mnie kiedy tak dorosłam. I zaczęłam szukać momentu kiedy się zaczęło... Doszłam do wniosku, że jeszcze w domu - kiedy byłam za wszystko odpowiedzialna, potem jako 18latka się wyprowadziłam (szkoła życia) a potem to już z górki... praca opiekunki, pies, narzeczony i w końcu mąż...
Ale chyba ciąża dopiero mi dała takiego kopa. Naprawdę nowe uczucie. Zawsze dobra, z czasem się trochę tego oduczałam. A pojawiło się dziecko i nagle wszystko stanęło na drugim planie. Niech ludzie sobie myślą co chcą, nie obchodzi mnie to. Zrobię wszystko dla dobra i żeby chronić swoją rodzinę.
O taki mi się instynkt macierzyński włączył. Niczym lwica. No cóż... w końcu jestem mama małego lwiatka :D (taki znak zodiaku dzidzi wypada)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2015, 09:33

0 komentarzy (pokaż)
20 lutego 2015, 14:31

Hm... a co to? Ryba w brzuchu? :D Dziwne to jest :) Próbowałam sprawdzić czy nie zwariowałam i męża rękę kładłam ale on nic nie czuł :(
Niby słabo wyczuwalne i czasami ale jak chcę zasnąć to coś tam przeszkadza :D
Kochamy Cie szkrabie :) Jeszcze 17 dni - do zobaczenia :)

2 komentarze (pokaż)
23 lutego 2015, 10:39

No i po weekendzie :) Jak minął? Hormonalnie ciężko :D
W sumie porażką była głównie sobota. Mąż wrócił wcześnie ze szkoły, chciał wykorzystać wolny dzień... a ja nie mogłam się zebrać i nie mogliśmy się dogadać. Jak się ogarnęłam wewnętrznie i chciałam się "lepiej" ubrać - nastała tragedia. Słowa "nie mam się w co ubrać" stały się aż nadto prawdziwe. w spódniczki się nie mieszczę (a jedna była taka, że wręcz mi spadała, a teraz pod brzuchem nie mogłam się dopiąć, w brzuchu tym bardziej, dopiero gdzieś wysoko na tali i wyglądałam jak klaun bo to bombka... inna wynalazłam - spoko, pod brzuchem zapięta, ale jak spojrzałam w lustro - no jak idiotka, nogi zgrabnie, dupka też a nad tym? Balon....)
Z jednej strony wiadomo się cieszę, że tyłek mi nie rośnie, ale jak założę coś dopasowanego na górę to czuję się jak klaun. Zawsze dół miałam zgrabniejszy niż górę, ale teraz porażka.
No i się zaczęły płacze i żale :D Biedny mąż dzielnie znosił... jeszcze mi spodnie poszły jak założyłam :D Legginsy które jakiś czas temu kupiłam też niedługo będę musiała odłożyć, bo mają szeroką gumkę dosyć twarda i jednak cisną w brzuszek...
Także rezultat taki, że rozglądam się za legginsami typowo ciążowymi, a na górę jakieś luźne bluzki i tuniki.
A za to wczoraj kupiłam pajacyka dla maluszka i skarpetki, aspirator do noska i jakieś tam pierdółki do pielęgnacji, a koleżanka się uparła i kupiła pierwszą maskotkę (taką szmacianą:) ), ale to maluszek dostanie jak już z nami będzie.
Przez te żale też mi się włączyło, że nie ogarnę tego wszystkiego ale już jest ok. Z mężem pomierzyliśmy pokój, wybraliśmy farby i obiecał mi że przed świętami pokój będzie już gotowy :)

4 komentarze (pokaż)
2 marca 2015, 08:58

18tc sobie leci a ja... gdzieś tu zaglądam coś podczytam, ale tylko troszkę. Chyba taka moja metoda z radzeniem sobie ze stresem przed wizytą. Wiecie z resztą same... ktoś napisze o bólach brzucha, ktoś o poronieniu w zaawansowanej ciąży... I choć czyta sie to z rozsądkiem, to w słabszych chwilach cały strach wyłazi.
Ostatnio miałam porąbany sen, takiego jeszcze nie było - po pierwsze schizy (ale to przez mój serial:D) z jakimś łażeniem po ciemnym lesie, ale potem miałam USG i wyszło że nasze dziecko ma rączkę w kawałkach, że musi mieć operację żeby ją poskładać i do tego wiele innych durnych rzeczy które nawet żal opisywać.
Dopóki pewnie nie zobaczę naszego szkraba i nie poczuję "mocno" to chyba gdzieś ten strach będzie.
Ale spokojnie za tydzień wizyta, internetu nie ruszam. Musze znaleźć tylko sposoby na przeziębienie bo oczywiście udawało mi się unikach ale od wczoraj mnie łamie;/ Zaraz otwierają rossmanna obok, więc wyjdę z pracy i kupię prenalen na gardło (obowiązkowo) i może na odporność (zobaczymy). Póki co mam ten do nosa i dla mnie super:)
Trzymajcie się dziewuszki. Za tydzień o 16:15 wizyta :) 7dni...

1 komentarz (pokaż)
10 marca 2015, 13:42

18+4
32431c301410deb6m.jpg
Dzień dobry :)
Wpis na szybko. Ostatnio ogólnie wariactwo, w pracy i poza nią. Przyleciała moja przyjaciółka, jeszcze jej imprezę niespodziankę ogarniałam, a na sam koniec się poprztykałyśmy;/
Wczoraj bylismy na "połówkowym" nasz szkrab wszystko ma na swoim miejscu, ale juz widać że nie ma tyle miejsca co kiedyś i nie jest aż tak "skoczny" :D
Nie chciał za bardzo pokazać co ma między nóżkami, tak podkulił jakoś nogi że wciąż stopy było widać :D
Alle lekarz uniósł się honorem, że jak w 13 tyg mówił że chłopak to na pewno jest chłopak i on nam to pokaże. Czekał, machał aż w końcu rzekomo pokazał :D
Tatuś dumy już roboty oglądał i mówi, że już chciałby się z nim bawić. Ja prze szczęśliwa też, dumna i zakochana :D
W weekend byliśmy u znajomych (moich dziewczynek) i powiem Wam że super było patrzeć jak mój mąż bawi się z młodszą, kolorują, dyskutują, szaleją :D
Najważniejsze że chciałam strasznie huśtawkę taka jak mieli gdy się małą zajmowałam no i się okazało że ona gdzieś krąży i postarają się mi ją załatwić bo chyba jest "wolna". Mówią że ileś tam rzeczy jeszcze mają ale to po remoncie u nas wezmę, oni tez dokładnie posprawdzają. Huśtawka najważniejsza :D
Niedługo Was nadrobię i wrócę do żywych :D

5 komentarzy (pokaż)
10 marca 2015, 20:02

Nasze dziecko chyba lubi robić mamie psikusy. Jak się wcześniej stresowałam, że mało je czuje i niecierpliwiłam do wizyty tak teraz...
Nie cały czas wiadomo, ale w dzień po kawusi i teraz po obiado-kolacji ewidentnie kręci się w brzuszku :D
Mały indywidualista po tatusiu i uparciuch po mamusi. Będzie ciekawie :D


Nie no... niesamowite. Wcześniej wiecie, coś tam się tliło czasami trochę wyraźniej. A teraz... jest wyraźnie. Puściłam piosenki dla dzieci, maluch fika a mi się łezki do oczu cisną. Szczęście niesamowite.
Jestem spokojna i prze szczęśliwa.
A tak poza tym na dzień kobiet dostałam poradnik dla mam - ale nie kolejny nudny z suchymi faktami tylko napisany przez mamę, tak z życia. Tatuś sam go czytał zanim mi dał. Teraz szuka nosidełka.
Kocham moich mężczyzn <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2015, 20:36

3 komentarze (pokaż)
13 marca 2015, 08:54

20tc czas zacząć (19+1) :)
Jakaś magiczna granica czy co? Maluch w końcu jest aktywnym dzieckiem. Wczoraj już spokojnie kilka razy w ciągu dnia.
Ale nie myślcie sobie, że będę skakał kiedy chcecie. Nie, nie.
Dzisiaj rano tatuś głaskał, tatuś gadał, tatuś całował, żeby w końcu poczuć a Maluch nic. Przyszłam do pracy, nikogo nie było jeszcze to muzyczkę puściłam, brzuszek głaskałam a on w nosie.
Dopiero ciepła herbatka - z cukrem oczywiście (jak przed ciążą nie słodziłam tak w ciąży cukier musi być :D ) i dopiero dał znać :D Ale jakoś leniwie i delikatnie. Jesli będzie śpiochem po tatusiu to się nie obrażę :D Przynajmniej do czasów "przedszkolnych" kiedy będzie trzeba rano wstawać :D
Brzuszek rośnie, śmieję sie że niedługo będę jak piłka (która za mną leży) :D
3a90ffa9bd5ae9damed.jpg
Poranne zdjecia ;)
A to jedne z szaleństw wyprzedażowych :)
4837e213ec390f38med.jpg
Ogólnie stwierdzam, że trochę już tego mam i póki co robię stop. Najpierw zobaczę, co od tych znajomych dostaniemy, bo rozmawialiśmy o huśtawce, krzesełku, jakichś kocykach... zobaczymy :)
No dobra, może trochę ubranek kupię :D
Bo pajacyków mam mało :D


PS. Teraz wychodzę na nienormalną :D Bo siedzę przy biurku, maluch zaczął fikać a ja się cieszę. Kolega dziwnie się na mnie patrzy i się śmieje - oni nie wiedzą o ciąży jeszcze :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2015, 09:51

6 komentarzy (pokaż)
18 marca 2015, 10:12

19+6
Zdjęcie sprzed 2 dni. Robione telefonem więc jakoś jest jaka jest. Już wiem w co trzeba będzie zainwestować - w lepszy aparat. Nasz też jest jaki jest, ale nie mogłam go znaleźć.
e037fcc24d0429f3m.jpg
Wczoraj byliśmy na "Bezpiecznym Maluchu" i nie żałuję. Z dziećmi zawsze działałam intuicyjnie, ale nigdy nie miałam poważnej sytuacji. Np. męża bratanica miała problemz bezdechem (w sumie chyba dalej ma) co prawda na tle nerwowym ale odwracanie jej do góry nogami i klepanie w pupę nigdy nie było dla mnie czymś normalnym w takiej sytuacji i wczoraj ratownik pokazałm kilka rzeczy jak sobie radzić. Albo np. jak dziecko się zakrztusi przy karmieniu czy jakieś pozycje karmienia.
Było trochę reklamy, ale byłam pozytywnie zaskoczona ponieważ jak np. Pan z maxi-cosi mówił o fotelikach to choć nawiązywał do firmy i że najbezpieczniejsze bla bla to pokazywał ogólnie o tym jak przypiąć, jak sprawdzać czy jest dobrze przypięte itd.
Dla świeżynki w pewnych kwestiach w sam raz :)
Oczywiście do szczęściar nie należę i nie wylosowali dla mnie poduchy do karmienia no ale cóż, jakoś muszę przeżyć.
Mój mąż ostatnio się zapominał, jakby rozczarowany że nie czuje dziecka... już się opamiętał :D
Czytanie ulotek przypomniało mu co nieco. Tylko wciąż mi szkoda, że on nie czuje. Widzę jak mu przykro, a ja nie mam na to wpływu. Zwłaszcza że rano, przebudzam się przed 6 i maluch delikatnie się kręci, a jak budzę się przed 7 to cisza tak do 9 coś... Więc w momencie kiedy już go nie ma obok.
Musze przełożyć wizytę z 9 na 13 kwietnia i już wziąć L4. Względy wiadome, a druga rzecz taka... że niestety coraz bardziej siedzenie 8h daje mi w kość - kręgosłup jedno, ściśnięty maluszek drugie, przez to też zgaga bo się garbię (nie umiem wysiedzieć tyle czasu prosto, zwłaszcza, że zawsze miałam z tym problem) i ogólnie nie mogę sobie miejsca znaleźć. Do tego wiosna i alergia... nigdy nie była silna więc badań nie robiłam, ale nic przyjemnego i tak.

4 komentarze (pokaż)
19 marca 2015, 14:34

21 tc zaczynam razem z męczącą zgagą...
Od kilku dni nie daje mi żyć, od rana aż do zaśnięcia, nawet jak się przebudzę.
Mleko? Chwilowa ulga.
Jedna z dziewczyn poleciła mi jakąś zawiesinę i muszę ją dziś kupić - obowiązkowo, bo umrę.
Ok, mówili że ciąża może nasilić moje problemy z żoładkiem no i niestety.
Maluch się buntuje jak długo siedzę, a jak leżałam wieczorem był praktycznie na wysokości pępka, tak z boku śmiesznie - także reszta moich narządów zaczyna mieć coraz mniej miejsca. Może jak brzuszek bardziej "wyskoczy" zrobi się trochę miejsca dla żołądka.
Z ta pozycją naszego szkraba naprawdę oboje byliśmy w szoku - brzuch miałam jakby ściągnięty bardziej na prawo, wypukły w tym miejscu i twardy. Można było wyczuć gdzie maluch się ulokował. Mąz kopniaka nie poczuł ale za to ma teraz fazę macania mojego brzucha i szukania dziecka :D
A nasz łobuz wiadomo, czasem i tak się chowa gdzieś głęboko i ani mu sie sni ujawniać :D
Wiecie co jest najgorsze? Że od kilku dni łażą za mną placki ziemniaczane i muszę już dziś w końcu je zjeśc bo umrę. Tylko jak to zrobię to też umrę na zgagę. Z dwojga złego chyba wolę umrzeć szczęśliwsza o tych kilka placków :D
Szczęśliwa mama - szczęśliwe dziecko :D Wiercący się maluch to potwierdza :D

2 komentarze (pokaż)
23 marca 2015, 10:02

CHILLOUT ! :)
W pracy, bo w pracy... ale mam dość. Przed piątkiem miałam masakrę ale wczoraj to juz był kompletny dramat.
Przyszłam dziś do pracy i co? O jednej rzeczy jej pisałam w tamtym tyg, olała. W pt prosiłam jej męża o drugą, miał zrobić później - olał. Rano napisałam jej smsa co w takiej sytuacji zrobić (bo ważna sprawa leży i kwiczy) nawet nie odpisała...
A mnie nerwy zżerały. Jeszcze zaczęło się kłucie z prawej strony w podbrzuszu (jak kolka) zdarzało się jak szybciej szłam ale znośnie, a wczoraj i dziś rano masakra jak idę. Przez chwilkę myśl że łożysko ostatnio było na dole i coś mu się dzieje ale zaraz się uspokajam i wyrzucam straszne myśli z głowy. Jak odpoczywam jest ok i tego muszę się trzymać.
Wczoraj był cudowny dzień (wiec tym bardziej było mi żal gdy się kończył). Byliśmy u moich dziewczynek, razem z mężem bawilismy się w opiekunki. Przyjechaliśmy przed 15, jeszcze zjedlismy obiadek a potem zostaliśmy sami z dziewczynkami. Kupiłam bibułę, plastelinę i papier kolorowy :) Było szaleństwo. Cudownie, moje cudowne, najwspanialsze księżniczki super się dogadywały z moim mężem. A ja... jak spojrzałam z boku jak sie bawią i śmieją, a nasz szkrab buszował w moim brzuszku to oczywiście się wzruszyłam. Takie niedziele mi się podobają. A co ważniejsze, mój mąż też zachwycony, że dziewczynki go lubią, że z dziećmi mu tak szybko czas zleciał. Jak położyłam dziewczynki, mąż rozpalił w kominku i w pełni relaksu czekaliśmy aż wrócą ich rodzice...
I taki dzień będę miała w głowie, nic mi więcej do szczęścia wtedy nie trzeba było. No dobra, tylko tego żebym nie stresowała się że na drugi dzień muszę się tutaj zjawić.
Zadzwoniła, czy mam co jeszcze zrobić w tej sprawie, krótko mówiąc chodzi o szkolenie. Prawie tydz wcześniej ludzie mówili, że trochę za póxno się kontaktuje to dzień przed na pewno będa chcieli;/ I znów się denerwuję;/ Po co? Po co? I jeszcze raz pytam po co?
Proszę tylko o siłę i cierpliwość na jeszcze... Miesiąc i 3 tygodnie.



2 komentarze (pokaż)
25 marca 2015, 12:27

Kończę powoli 21 tydz. sytuacja w pracy w miarę opanowana. Zaczynam przygotowywać się powoli do zwolnienia, plan jakiś w miarę jest. Najpierw chcę przynieść zaświadczenie o ciąży - wiecie czy położna może coś takiego wystawić? Ona zakładała mi kartę ciąży więc dobrze by było zeby mogła to bym im dała zaświadczenie, a jak będę miała wizytę w kwietniu to przyniosłabym zwolnienie. Pewnie wtedy dopiero będą szukać kogoś na moje miejsce, no ale ja i tak tu jeszcze będę.
Ból podbrzusza trochę odpuściły, zwolniłam tempo trochę, uspokajam się i biorę magnez - nie raz a dwa razy dziennie.
Brzuszek wciąż rośnie, maluszek się wierci. Coraz częściej jest "wyczuwalny" - widać gdzie w brzuszku sie ulokował, ale czasami się chowa gdzieś głęboko i ani śni się ujawnić.
Mąż zaczyna czuć "bąbelki" i patrząc na niego widzę siebie sprzed kilku tygodni "a co to? to ruchy?" a jak wyczuje gdzie jest maluch to się cieszy strasznie i "bada" - stwierdził że nasz szkrab już jest duży :)
Ja jak tylko poczuje mocniejszy ruch chcę żeby i on poczuł, ale wciąż nie ma tak łatwo. I podstawowa zasada - jak mąż przykłada rękę to musi to robić delikatnie, dosłownie muskać moja skórę, a nie jak kiedyś, że trochę przyciskał czy kombinował żeby maluch się ruszał :D
cede104ba0a6748emed.jpg


4 komentarze (pokaż)
27 marca 2015, 08:59

Wczoraj nasz szkrab mnie nastraszył, a właściwie nie on a jego otoczenie. Jeszcze wracając z pracy czułam, że maluch sobie fika, jeszcze zrobiłam zakupy, w domu się biorę za obiad i co? Ból w podbrzuszu jak przed okresem;/ Takie ściśnięcie. No więc co? Ja panika w oczach, położyłam się i tysiąc myśli na minutę - że niby może coś takiego być, ale jak nie przejdzie to mam w dupie i wieczorem do lekarza.
Nie wiem ile to trwało... jakieś parę minut i przeszło. Chyba zaczynają się ćwiczenia :D I nagle uświadomiłam sobie, że to bolało trochę a to nic w porównaniu z tym co mnie czeka :D
Maluch fika sobie w najlepsze, więc jest ok:)
Za to mąż... chciałam z nim wczoraj wrócić do tematu imion. I wiecie co? Jak był pewny tego synka od samego początku (po USG I trym, szukał sam imion dla chłopca), tak odkąd w pracy powiedzieli mu o "pomyłkach w płci" nie da się z nim o tym pogadać, bo mówi, że jeszcze dużo czasu i nawet nie wiadomo czy to chłopak :D

2 komentarze (pokaż)
30 marca 2015, 10:39

I w końcu nastał ten czas - mąż poczuł naszego szkraba, maluch sprzedał mu trochę kopniaków :)
Reakcja męża? Co najmniej śmieszna i dziwna :D Najpierw taka radość, że poczuł a potem stwierdził że mam obcego w brzuchu :D Jakby dopiero do niego dotarło, że naprawdę będziemy mieli dziecko :D
I chyba coś w tym jest. Wcześniej niby wiedzieliśmy, ale dopiero jak się je czuje jakoś bardziej to do nas dociera :)
Moje samopoczucie masakra, powrót do I trymestru + bóle kręgosłupa i wiercący się szkrab który utrudnia wyspanie się (a spać mi się chce cały czas).
No i fizycznie już jest ciężej. Nie mogę przeginać, brzuszek daje w kość i twardnieje. Jak odpocznę wraca do normy. Także teraz spokojne spacerki itd. :)

1 komentarz (pokaż)
13 kwietnia 2015, 12:32

Nie chce mi sie pisać, zaglądam co u Was ale sił brak.
Święta dały mi w kość, potem stres przed dzisiejszą wizytą - a bardziej przed poproszeniem o L4.
Nawet USG mnie nie cieszył. Powiedziałam w pracy o L4 i jest afera. Umawiałyśmy się że na początku kwietnia dam zaświadczenie pod koniec kwietnia dam l4, no dobra jest połowa... a teraz Ania mi wyjeżdża że dopiero na poczatku maja miałam zaświadczenie przynieść i później dopiero gdzieś zwolnienie.
Nie mam siły. Gdyby tak wyjść i trzasnąć drzwiami... ale nie chcę się kłócić;/
Takie słowa mi slina na język przynosi że nie ma co przytaczać. Słowa złości i bezsilności.


A teraz sie skapnełam że nawet nie zapytałam ile maly mierzy, waży, jak szyjka, łożysko itd.
On pobadał, gadalismy o zwolnienniu, potwierdził że chłopak, powpisywał w komputer. Kazał brać żelazo, zapisał coś ziołowego na mocz i cos na zgagę. Ogólnie z dziulkiem ok.
Kubuś prawdopodobnie :)
Jestem wymęczona po wczorajszej masakrze zgagowo-żoładkowo- jelitowej. ;/


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 13:45

3 komentarze (pokaż)
16 kwietnia 2015, 12:38

Wkurzam się na zgagę, ale co sie dziwić skoro nasze dziecię buszuje właśnie w miejscu gdzie kiedyś był mój żoładek :D No cóż, ostatnio mnie zaskoczyło, że sięgał juz ponad pępek a teraz już w ogóle jestem w szoku.
Ostatnio dużo nerwów, przez co maluch się też denerwował i dużo kręcił teraz odsypia więcej - mamusi by się też przydało.
Po prostu będzie trochę ciężko, ciężej niż planowalismy ale przecież damy sobie radę jak zawsze. Razem zawsze sobie radzilismy, a teraz najważniejsze że nasz Kubuś ma się dobrze.

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)