BellyBestFriend

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: ...................................

Autor: michaela
11 listopada 2016, 20:34

Jakaś zmiana, piersi dają znać że są już gotowe, młoda jakoś inaczej się ustawia, ruchy inaczej odczuwalne,kłują ją jak szpileczki.
Jutro dni otwarte szpitala, jedziemy. zaczęłam gromadzić pierwszą torbę - porodową. No i rozmawiamy z Róża o tym jak to będzie tego dnia - żę zostanie z babcią albo ż ciocią.

Uszyłam Róży dzisaij 2 sukienki, szczęście na buzi... no mimo żę widzę co powinnam poprawić, mam sporo satysfakcji. A ona? Pyta czy taką samą możę mieć kalinka?

W niedziel urządzamy pieczenie pierników już z myślą o świętach.

0 komentarzy (pokaż)
12 listopada 2016, 21:45

Po dniach otwartych - szpital nie zmienił się nic. 150 porodów miesięcznie to daje 5 w ciągu dnia - średnio 5, z tego 40 % porodów to cesarki więc pewnie jakieś 3 porody dziennie sn tam się odbywają. Będę robić wszystko żeby cesarki nie mieć (oczywiście w granicach rozsądku i bezpieczeństwa).

Niestety moja położna zmieniła szpital na inny... chyba nie zaryzykuję. Intuicja mówi mi aby poszukać kogoś innego, zwłaszcza że pani w kilku punktach naprowadziła mnie w to czego nie chciałam.

Jest jedna położna, która wygląda bardzo sensownie i w nurcie którego poszukuję. W poniedziałek zadzwonię żeby umówić się z nią na spotkanie i zobaczymy.

Im bliżej porodu tym bardziej sama siebie zaskakuję swoją asertywnością i bezpośredniością - czasem aż z zdumienia wstrzymuję oddech... ale podoba mi się to. I chyba w większości przypadków udaje mi się nikogo nie urazić, ale jednocześnie, sama nie wiem jak to się dzieje że jestem tak zdecydowana że nie pozostaje miejsca do dyskusji. I dzisiaj zobaczyłam dumę w oczach A. i wspierające"bardzo dobrze tak trzeba" ... ostatnio ma tyle na głowie a ja wiercę dziurę w brzuchu czego odpuścić nie możemy, że czasem widzę ten ciężar świadomości o czym mówię na jego twarzy. Aż sama mam ochotę odpuścić żeby go nie dobijąć - ale nie da się, nie możemy np zostawić niezabezpieczonej pralki w miejscu gdzie zaraz sie tak zapyli ze przytka jej wszelkie mechanizmy itp itd, a ja mogę niestety fizycznie coraz mniej. W każdym razie zobaczyć ten błysk w jego oku, to bardzo bardzo wiele znaczy.

15060276_10210658710131649_498438718_o.jpg
15064952_10210658702931469_462565154_o.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2016, 23:15

1 komentarz (pokaż)
13 listopada 2016, 10:28

nie mogę już z tymi cukrami! Zaraz coś mnie trafi!!! Sprawdziłam 2 dni do rozpoczęcia kolejnego tygodnia ciąży od którego już dziecko właściwie jest rozwinięte i zaczyna głównie przybierać na wadze... Potrzebuję 2 tygodni zeby się pozbierać 3 jeśli mam posprzątać po remocie ale tu moge kogoś poprosić o pomoc i niech wyskakuje bo oszaleje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2016, 10:27

2 komentarze (pokaż)
15 listopada 2016, 12:31

30 dnie do porodu, 35+6

Mało artystyczne zdjęcie - ale szewc bez butów chodzi... Z ciąży nie mam ani jednego poza zdjęcie w lusterku :/

Mój przedszkolak kochany :*
[img][/img]

- Zadzwoniłam do położnej, w piątek się spotkamy :)
- torby zaczęłam pakować, hmm.. wydawało mi się że to zajmuje mniej czasu, ale widzę że jeszcze trochę potrwa
- remont - fajnie - kolejna ekipa działa teraz to ruszy z kopyta!
- jutro przyjeżdża babcia z odsieczą... uf będzie łatwiej to wszystko ogarnąć i pracę.


[img][/img]
No musze omjego męza zagosnić do zrobienia jakichś zdjęć, zanim się rozpakuję!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca, 16:18

5 komentarzy (pokaż)
16 listopada 2016, 17:49

I co ja bym bez Was zrobiła? Jak slusznie zauważyła jedna z bardziej doświadczonych mam brzuch zszedł w dół! Ja tego nie zauważyłam, tzn czuję ze kopniaki nie bombardują mnie tak wysoko, ale skoro termin na 14, to mi mimo moich pobożnych życzeń i zaklinania rzeczywistości nie przyszło na myśl, że to już! Dzięki Ci kochana!

I taki jeden sygnał dał mi tyle entuzjazmu i tyle radości... Czyli co? Widzimy się niebawem, tak? Mam nadzieję tylko, że ładnie malutka przybiera i zdążymy dobić do 3 kg :D Jak ja czekałam na tę radość! I jest! :D Na reszcie to nie przebłyski, to stan który się utrzymuje dłużej.

Druga ekipa remontowa daje czadu, lecą z robotą jakby wiedzieli że tu już żartów nie ma:)

Róża to prawdziwa mała kobietka, dzisiaj ubrana w nową sukienkę fartuszek na plastykę i śniegowce od babci zeszła do remontowców i wróciła dopiero gdy usłyszała odpowiednią ilość komplementów na temat swojego stroju :D Panowie na szczęście są domyślni ;)
[img][/img]


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2016, 08:43

3 komentarze (pokaż)
17 listopada 2016, 20:38

NIe jeżdze już sama samochodem, i ma to dobre strony, dzisiaj cały dzień spędziliśmy ze sobą z A... Mała w przedszkolu, a potem odebrała ją babcia. Tak dawno nie pobyliśmy sami, i w dorosłych rozmowach. Cukrzyca zapędziła nas na obiad w super miejsce, chciałabym tam jeszcze wrócić, człowiek który to prowadzi roztacza czar. I tak oto mieliśmy nieplanowaną randkę.

14713754_1798759303671885_774888562207189166_n.jpg

Najbliższe plany - spotkanie z położną i gromadzenie dobrej energii i siły do porodu.
Remont - wygląda to coraz lepiej, chociaż bałagan coraz większy... w garażu gruz pod sufit!

15128609_10210699418669337_614925712_n.jpg
15133853_10210699431109648_346503693_o.jpg

Młoda coraz niżej! już nie kopie mnie pod żebrami tylko bliżej pępka <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2016, 21:52

1 komentarz (pokaż)
20 listopada 2016, 02:20

Był czas radosnego oczekiwania i cóż znowu muszę coś przetrawić. Narasta we mnie bunt.
Po spotkaniu z położną...
Nie chcę kabli, nie chcę badań lekarskich które były najbardziej bolesną częścią porodu oprócz momentu przejscia z 7 cm, nie chce kroplówek, pozwolenia na wejście pod prysznic czy polożenie się w wannie...
chcę swobody, spontaniczności, chce urodzić w spokoju.
A tu ostatnia deska nadziei - położna od porodów domowych więc taka rozumiejąca potrzebę spokoju i niezakłócania, mówi mi "nie" na wszeelkie prośby zminimalizowania tego co przeszkadzało poprzednio... nie da się bo GBS, nic się w jeej całej karierze nie wydarzyło w związku z nimi, ale teraz są procedury... w wannie też się nie da (i cóż że lekarka mówi inaczej, i cóż że w pierwszym porodzie się mimo GBS dało teraz są procedury...

Mam ochotę po prostu zostać w domu i niech się dzieje co chce... urodzić, Sama... kto wie?

Mam w sobie wielki bunt, na to czego nie wolno w ciąży... serio? To jak się te wszystkie dzieci przez ponad 20 wieków rodziły, a matki spały na plecach, jadły tuńczyka,... a tu wieczne NIE WOLNO... mam tego dość..

Boję się depresji poporodowej, bo ten mój tan emocjonalny jest taki kruchy, boję się że odrzucę małą.

Wszyscy lekarze świata odwalcie się chwilowo ode mnie ze swoimi procedurami. Procedurami których w dodatku sami wobec siebie nie stosujecie , bo tak się nie da żyć!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2016, 08:54

3 komentarze (pokaż)
22 listopada 2016, 09:01

Byliśmy w teatrze na Kasi co gąski zgubiła - młoda zachwycona, cały spektakl buzia jej się śmiała i do tej pory opowiada nam fragmenty przedstawienia. W przyszła niedzielę ma jechać z tatą na koncert...jeśli dotrwamy.

W nocy seria skurczy, już nie takich jak zwykle, zrobiło się poważnie, ale minęło po prysznicu - całe szczęście, jednak wczoraj byłam bardzo zmęczona i mimo, iż wiem że już tak to jest wymyślone że siły by się znalazły, to miałam cichą nadzieję że to jeszcze nie ten dzień. Ze to jedynie faza która pozwoli nam przygotować się na to co nadejdzie.

Mama - mówi o kalince jak o małym dziecku "zobacz siostra bryka to ona też" "była w teatrze, słyszała dzieci i pewnie tera z też przeżywa" - dopiero teraz widze jak się wycofałam, jestem jej bardzo wdzięczna za to co mówi.

Ketony - wysokie, cukry w normie, uderzenia gorąca nocą... ewidentnie cos od paru dni się zmienia i szykuje. Aniball już chyba nie ma sensu?

Torby już prawie spakowane, Po rozmowie z A. inaczej podchodzę do tematu szpitala. Biedak jest już taki zmęczony i obciążony wieloma sprawami, a mimo to potrafi dać mi wsparcie, na jakie nie mogę liczyć od nikogo innego. On zawsze znajdzie czas (nawet kiedy go nie ma), siłę, wesprze... Tak jak mówi - szpital coś oferuje, ale stawia też pewne warunki - albo je bierzemy albo nie i tak nie są to warunki złe ale mnie pozostawia decyzje - spryciarz wie że własnie to - brak nacisku na mnie jest najważniejszy, że spokojnie sobie dojrzeję do wszystkiego do czego muszę dojrzeć.

Remont - gna. Sąsiadka pomoże ze sprzątaniem po nim więc nie jest aż taki straszny. Dywany oddam do czyszczenia, jakoś to zrobimy wszystko, żeby było dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2016, 14:59

0 komentarzy (pokaż)
23 listopada 2016, 14:41

37+0 OSTATNIA PROSTA?

poprzednio urodziłam 38+3 to by pokrywało się z przeczuciem i księżycem... 3.12 to własnie ten dzien ale jak będzie? Nie wiadomo. Wolałabym chyba nawet później - skończony remont, 3 urodziny Roży i jej skromna imprezka - wiadomo... ale że to nie koncert życzeń to będzie co będzie. Ciągle nie mogę uwierzyć że to już tak blisko. I koniec remontu też. Myślę źe już licząc wszelkie robizgi 2 tygodnie i koniec, potem meblowanie, ale to juz inna bajka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2016, 14:51

4 komentarze (pokaż)
24 listopada 2016, 17:20

Aj, potrafią te skurcze chwycić konkretnie. Dobrze nie będzie potem szoku. Dostałam bardzo fajny lek homeopatyczny zamówiłam oby zdążyl przyjść zanim zacznie się akcja. Podobno caulophyllum zażywa się po to m.in., żeby spowodować rozwieranie szyjki. Czyli głównie wtedy gdy akcja porodowa, pomimo silnych, bolesnych skurczów macicy nie postępuje - szyjka się nie rozwiera. (tak jak miałam w pierwszym porodzie) Podobno po tym rozkręca się piorunem- tak donoszą rodzące, ktore tego próbowały. I takimi drobiazgami staram się okiełznać obawy, wyrobić w sobie poczucie gotowości. Torby już w 90% spakowane. Ale na każdą akcję skurczową reaguję - moze jeszcze kilka dni?

5 komentarzy (pokaż)
28 listopada 2016, 14:58

17 dni do porodu

Nie, jeszcze nie rodzę. Jestem śpiąca, rozkojarzona - ale to akurat dobrze, bo to taki spokojny stan, pływam sobie gdzieś obok samej siebie,
A. zgrał zestaw muzyki brzmiącej jak ta "prosto z windy" :P niewiele się odznaczającej, nieinwazyjnej, ale teraz wpływa kojąco.

Zdecydowałam się na ani ball. Stwierdziłam że jeśli teraz nie zdążę się w pełni przygotować to przyda się później do powrotu do formy. Zaskoczenie, po kilku dniach 26 cm oby pozostałe 4 nie były jakoś super trudne do osiągnięcia.

Generalnie nie łapie tych porównań o wyciskaniu melona prze otwór wielkości cytryny itd... Wydaje mi się że robią więcej złego niż się wydaje. Obejrzałam sobie obwód ok 30 cm (czyli główki malucha)) - nie jest tak tragiczny... a przede wszystkim i kobieta i głowa malucha są elastyczne... Tak się nastawiam.

Do końca tygodnia mamy zamknąć remont... w to aż trudno mi uwierzyć chociaż już widać zarys całości i jestem tym zachwycona.

Dziękuje wam za wsparcie, Szpilko, to co piszesz wiele znaczy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 15:02

11 komentarzy (pokaż)
1 grudnia 2016, 23:03

22:20 / 1.12.2013
Jesteś Różyczko, tak się cieszę. 100 lat, szczęśliwych, oby nad Tobą czuwała jakaś dobra gwiazda.

"– Masz teraz na czole świecący znak. Nie może cię już spotkać nic bardzo złego.
– A coś po prostu złego?"
– To może przytrafić się każdemu, Ale najważniejsze aby zło nie było bardzo złe"


To był miły dzień, skromne świętowanie, ale wielka radość ogromne uściski i buziaki.



A ja? Nadal w dwupaku. Po wizycie u ginekolog: Wszystko takie jakie na ty etapie ciąży być powinno, przygotowane, poród powinien pójść sprawnie i bez komplikacji według lekarki. Jutro zobaczę się z położną. Zobaczymy co ona powie? Ale nie ma we mnie ani niecierpliwości ani strachu i chęci odwlekania w czasie porodu. Czekam? Też nie specjalnie... Po prostu jestem. Usiłuje znaleźć spokój w tym szalonym czasie. Dzisiaj odezwało się tyle ważnych dla mnie osób że zaczynam wierzyć, że to już blisko i że mam swoich bliskich obok, nawet jeśli nie fizycznie to emocjonalnie, mam w sobie wszytko co konieczne, żeby poradzić sobie z tym co nas czeka.

Nie mogę uwierzyć w to, żę ona już jest tam w dole gotowa, piękna, nasza. Ciekawe kiedy się spotkamy?:)

3 komentarze (pokaż)
3 grudnia 2016, 16:58

38+3 JAKA PIĘKNA KATASTROFA

Położna
- śpij, jedz, kochaj się, zbieraj spokój i siłę do bitwy... Ten sen teraz, wyciszenie to podstawa. Widzimy się w poniedziałek, chyba że coś wcześniej się zacznie.

Rzeczywistość

To jedna wielka katastrofa z którą już się jakoś emocjonalnie ułożyłam... co nie zmienia faktu że jest katastrofą.

Wracamy
- hydraulika do przerobienia - no dobra to jednak bzdura, jeden dzien przedłuży remont, gorsze rzeczy na wiecie się zdarzają.
- A. złapał paskudną grypę żołądkową. Noc z głowy, I strach, blady strach, co jeśli i ja ją złapię i poród nałoży się na grypa żołądkowa? Co z wycieńczeniem organizmu, co z dzieckiem, czy A będzie mógł uczestniczyć w porodzie?

Śpię ile mogę w ciągu dnia i unikam A. Róża coś częściej biega do toalety ale póki co niczego niepokojącego nie zauważyłam u niej. A wycieńczony - leży, na szczęscie już bez perturbacji żołądkowych.

U mnie coraz więcej sygnałów - skurcze, czasem jak ucisk obręczy, aż lekkie mdłości mam, czsem ból krzyża czasem jak bóle okresowe ale nic wielkiego, do tego jakby rozmiękczanie całego dołu - czuje w spojeniu, biodrach, przy chodzeniu wyrazny ucisk, senność, itp itd...

Dobre wiadomości -Ani ball -28 cm (główka ma teraz ok 32, to już bardzo blisko celu.



Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2016, 17:02

5 komentarzy (pokaż)
8 grudnia 2016, 13:50

Jest Kalina.8.12.16 jest doskonała.

17 komentarzy (pokaż)
10 grudnia 2016, 20:21

Ciąża zakończona 8 grudnia 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2016, 20:20

0 komentarzy (pokaż)
12 grudnia 2016, 13:31

Od wczoraj wieczorem jesteśmy w domu.
Trwa jeszcze wielkie ogarnianie się w nowej sytuacji.

PORÓD
Nie mogę w to uwierzyć ale był taki jaki sobie wymarzyłam (całkiem domowy niemożliwy, ale ten niewiele się różnił od domowego), bo do ostatniej chwili w nim byliśmy, prócz krótkiego spotkania z położną która sprawdziła co się dzieje czy wszystko jest tak jak powinno być, uspokoiła, 17, 2 cm rozwarcia jakieś tam skurcze się pojawiają, koło północy mamy się zdzwonoć według niej ok 4 nad ranem spotkamy się w szpitalu i badamy ponownie.
"- Być może będzie jednak niezbędna oksytocyna, skoro za pierwszym razem była" stwierdziła.
"- wierze że nie, w tedy nie było żadnych skurczy, będzie dobrze!" i na prawdę byłam święcie o tym przekonna.


Wracamy, mamie mówię że nas odesłali, i ni c nie mówię więcej... mała - niesamowita bo ona wiedziała co się dzieje od początku. położyła się tego dnia wcześniej... :* Mogę spokojnie wziąć prysznic. położyć się. Mama też się kłładzie spać, W domu cisza spokój, swoboda.

pierwsze zaskoczenie - radość, która się pojawiła na pewność że poród się zaczął (wody), i ... na pierwsze skurcze którym towarzyszył jakiś ból.. Że jest! że może się uda naturalnie, wyczekiwanie każdego kolejnego.

21 telefon od położnej - pyta jaka jest sytuacja - stwierdza: "wszystko ok, kładziemy się spać widzimy rano..."

Kładę się puszczam ulubioną muzykę, potem film, zasnąć nie mogę bo skurcze mnie wybudzają... włączam stoper... niespodzianka - nieregularne ale częste i w tedy zaczynają się takie silniejsze, przy których nie da się leżeć. Oddzwaniam do położnej że chyba jednak pojeziemy do szpitala, bo coś się nasila akcja, Mówi żebym wzięła nospę kąpiel i zadzoniła za 30 minut czy się wszystko wcisza czy nie.. Widać że jest przekonana że jeszcze pośpimy.

Ale nie wyciszyło się, Skurcze robią się na tyle silne ze muszę chodzić przystawać, pochylać się do przodu i ciężko mi w tym czasie mówic. A robi kanapki (wszystko mamy w aucie od popołudnia) więc tylko wsiadam i jedziemy. Noc więc jeziemy szybko, kilka na prawdę mocnych akcji w aucie? Może tak je odczuwam bo nie mogę się ruszać chodzić itd.... ostatnia prosta, parking szpitla, i tu juz czuje jakieś napieranie, chodzimy do szpitala, dzwoni położna, już czeka. Mam nadzieję e to już nie długo bo wielu takich godzin nie wytrzymam.

Do szpitala dojechaliśmy 23:20, KTG, szybki badanie, papierologia, kilka skurczy po drodze ale nie az tak mocnych jak ten w samochodzie i o 23:40 słowa położnej że to 4 cm.

Rozczarowanie, podminowały moją wiarę w to że bez znieczulenia dotrwam do 10 myślałam że to już niedaleko. NIe wierzę....

"No coś ty, dasz radę!" koniecznie chcieli zrobić usg, ok , ale tu juz skurcze sprawiły że się nie dało za jednym zamachem. Lekarze zajęli się cesarką u nas przecież dopiero 4 cm, nic takiego zostałyśmy z położną same I stało się coś... Udało mi się wyłączyć skoncentrować, poddać temu co się dzieje, lekceważyć to co do mnie mówią i skupić na tym co podpowiada ciało... z automatu zacząć oddychać tak jak trzeba...

Położna podobno powiedziała że za godzinę będzie maluch

Cudowna położna. Odważna, ciepła, akceptująca z refleksem i nerwami ze stali...
Usiłowała mnie do czegoś tam namówić, z utęsknieniem podobno patrzyła na drugą stronę sali z przygotowanym stanowiskie poodowym, jakimś cudem mnie zbadała, mówi:
- jeszcze nie - podam coś (jakiś żel) na otwarcie szybsze szyjki
- może homeopatia jednak?
- masz? to pewnie...

...ale nie zdążyłyśmy. Przestałam słuchać czegokolwiek. próśb że trzeba się jeszcze zbadać nie przeć, posłuchałam tym razem siebie, ciała, tego jak czuję i ku zaskoczeniu nas wszystkich po prostu urodziłam... nie tam gdzie przewiduje porodowa sala 00:20 bolało jak diabli, ale jakiś sens to miało bo przy pierwszym go nie widziałam.

żadnych obrażeń. Aniball! + pozycja na kolanach jednak się sprawdziył!! Mała 10 pkt.

Dano nam czas. 3 godziny. potem mała na badania ja prysznic.

SZPITAL
Warunki PRL. Nie ważne. Ludzie jak to ludzie i cudowni i z muchami w nosie. Niestety, wiele uwarunkowan między innymi cukrzyca sprawiły że nie mogliśmy wrócić do domu 6 h po porodzie na własne rządanie jak chciłam. a dopiero w 4 dobie, ale to już za nami.

W tym czasie A. odpierał od nas całą burzę która przetoczyła się poza murami szpitala, całe rodzinne szaleństwo, radość, lawinęę gratulacji, chimery, podchody i przeciąganie liny. I jak mógł wsparł małą.

SIOSTRY

słidko - gorzko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2016, 13:19

8 komentarzy (pokaż)
12 grudnia 2016, 19:08

SIOSTRY
słidko - gorzko.


Róża przyjęła siostrę z otwartym sercem ale też w stanie mocno wybitym z równowagi. Fontanną łez przy każdej odmowie najmniejszej rzeczy, blada po niedoleczonej infekcji... niecierpliwa, rozchwiana boję się zeby maleńka się nie zaraziła ale pozwalam jej na okazywanie czułości i bliskości. Niesamowitej - dzieli się zabawkami, chce nosić ba nawet karmić. Tęskni do przedszkola. Dodatkowo wybija ją to że dom też poprzestawiany - remont zakończony ale brakuje zasłon dywanów - bo te w praniu i czyszczeniu. Też mnie to kosztuje wiele... staramy się być cierpliwi i dobrej myśli...

3 komentarze (pokaż)
14 grudnia 2016, 13:40

Nie chcę zapeszać, ale chyba powoli się układa wszystko tak jak powinno. Łapię balans. Róża też. Spędza teraz dużo czasu z tatą - A. zabrał ją ze sobą wczoraj do pracy, była zachwycona i coś jej jakby odpuściło... Wrócili kilka godzin za późno - bo zasnęła tam w momencie kiedy mieli już wychodzić i przespała 3 godziny. Mamy szczęście że możemy jej zapewnić naszą obecność.

Póki co zazdrości brak, przynajmniej takiej jawnej. Oświadczyła że cycy są dla małych dzidziusiów do jedzenia a ona nie jest już małym dzidziusiem. Miewa dzikie pomysły - musieliśmy rozłozyć łóżeczko bo w przystawce róża urządziła sobie trampolinę, z wyskokami i zatrzymywaniem się tuż przed nami - brrr.... a kiedy A położył się pomiedzy żeby asekurować te skoki rozpłakała się, Potrafi też biegać wokól łóżeczka i krzyczeć, ale wytłumaczyłam jej że jak zbudzi kalinę, to nią będę się musiała zajmować, więc nie spędzimy tego czasu we dwie... itp, Jest zdecydowanie lepiej, akceptuje już wiele nowych reguł na spędzanie czasu z siostrą - np to że może ją kłaść na kolanach ale nie może z nią chodzić na rękach (początkowo odmowa łączyła się z wodospadem łez) i już sama wie co ma zrobić żeby móc wziąć siostrę i przytulić

I to co mnie zachwyciło - jasno mówi czego potrzebuje - wczoraj poprosiła czy moze położyć się zamiast kalinki przy mnie i przytulić, czy tata możę ja okryć kocykiem, czy mogę jej umyć zęby - bo chce zasnąć tak samo jak kalinka... i rano zawołała mnie do siebie żeby ją starym zwyczajem obiąć w łóżeczku przytulić, zaplanować co się ubierze. wspólnie pokolorować....Uff. te jasne komunikaty cieszą mnie najbardziej... Bałam się że zaliczymy na samym wstępie regres i nie będę wiedziała co zrobić, żeby jej pomóc a tu jeszcze tyle trzeba ogarnąć.

Widzę światełko w tunelu:)

Kalina jest inna niż była Róża . Roża obserwowała, Kalina nasłuchuje - mówiącego do niej głosu, ale też muzyki, dźwięków. Jest silniejsza fizycznie (nawet w porodzie była bardzo aktywna) Nie lubi leżeć na brzuchu i potrafi tak wymanewrować że znajduję ją leżącą bokiem. Nie lubi kąpieli i leżenia na plecach nago, Chyba spróbuje gdzieś dostać wiaderko do kąpieli - mycie w pionie jest ok.

15387507_10210914289680978_1088506471_o.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2016, 15:42

3 komentarze (pokaż)
19 grudnia 2016, 13:47

1 tydzień życia Kaliny
Czwartego dnia życia wypuszczono nas do domu. brodawki doszły jeszcze w szpitalu do siebie po pierwszej nauce ssania. A reszta tego czasu upłynęła na kładaniu codzienności. Przedmiotów, relacji, rytmu dnia. Na tonizowaniu reakcji Róży, karmieniu, przewijaniu.

2 tydzień życia Kaliny

Zaczęliśmy już "pewniejszym krokiem". Ciągle układamy codzienność, ale już jest lżej. Róża najwięcej czasu spędza z tatą... staram się tak to urządzić, żeby poranki i wieczory były nasze. Nie zawsze się to uda :( Bardzo chciałabym móc ją też odbierać sama z przedszkola. Bo niestety daje mi odczuć że coś się zmieniło, pilnuje taty, żeby i on jej nie "zniknął". Czasem mam wrażenie, że mnie karze za to, że zajmuje się małą. (Ja to chcę z tatą zrobić, ty mamo idz do Kalinki) Jednak do siostry ma tylko dobre nastawienie, przychodzi ją co rano wycałować, wyprzytulać, wszystkim na około opowiada jaką ma super siostrzyczkę "takiego małego robaczka kochanego" Więc mimo że boli, przełykam te jej reakcje, jakaś być musiała, z wszystkich możliwych może taka nie jest najgorsza, chociaż przyznam że czasem na prawdę boli i martwię się czy na dobre nie urwało się coś... ale czekam.. to dopiero drugi tydzień. Tata jest fantastyczny bawi się we wróżki, królewny, maluje paznokcie, robi korony z kolorowych papierów, tysiąc razy opowiada bajkę o alibaie i wciela się w role... Jest w tym wszystkim lpszy niz kiedykolwiem moglabym być...więc po części i to tłumaczy dlaczego Róża tak do niego lgnie.

Po pierwszych próbach kąpieli A. przywiózł wiaderko tummy tub... i ja jestem zachwycona. Młoda przy pierwszej kąpieli w nim po kilku minutach zasnęła:) No bez porównania z reakcja na wanienkę - krzyk jakby ją ktoś do wrzątku wrzucił.

Poza tym jest niesamowicie - nie mogę uwierzyć w szczęście po trudach tej ciąży - Młoda je, rośnie, przybiera (Wczoraj wizyta partonażowa i ma już ponad 3500!) Ja nie mam problemów z laktacją (odpukać), nawału nie było, tylko stopniowo przybywanie pokarmu, Póki co problemów z brzuszkiem młoda nie ma , więc poza ograniczeniem laktozy w diecie, jem wszystko i póki co (odpukać po raz kolejny) jest ok.






1 komentarz (pokaż)
19 grudnia 2016, 13:47

1 tydzień życia Kaliny
Czwartego dnia życia wypuszczono nas do domu. brodawki doszły jeszcze w szpitalu do siebie po pierwszej nauce ssania. A reszta tego czasu upłynęła na kładaniu codzienności. Przedmiotów, relacji, rytmu dnia. Na tonizowaniu reakcji Róży, karmieniu, przewijaniu.

2 tydzień życia Kaliny

Zaczęliśmy już "pewniejszym krokiem". Ciągle układamy codzienność, ale już jest lżej. Róża najwięcej czasu spędza z tatą... staram się tak to urządzić, żeby poranki i wieczory były nasze. Nie zawsze się to uda :( Bardzo chciałabym móc ją też odbierać sama z przedszkola. Bo niestety daje mi odczuć że coś się zmieniło, pilnuje taty, żeby i on jej nie "zniknął". Czasem mam wrażenie, że mnie karze za to, że zajmuje się małą. (Ja to chcę z tatą zrobić, ty mamo idz do Kalinki) Jednak do siostry ma tylko dobre nastawienie, przychodzi ją co rano wycałować, wyprzytulać, wszystkim na około opowiada jaką ma super siostrzyczkę "takiego małego robaczka kochanego" Więc mimo że boli, przełykam te jej reakcje, jakaś być musiała, z wszystkich możliwych może taka nie jest najgorsza, chociaż przyznam że czasem na prawdę boli i martwię się czy na dobre nie urwało się coś... ale czekam.. to dopiero drugi tydzień. Tata jest fantastyczny bawi się we wróżki, królewny, maluje paznokcie, robi korony z kolorowych papierów, tysiąc razy opowiada bajkę o alibaie i wciela się w role... Jest w tym wszystkim lpszy niz kiedykolwiem moglabym być...więc po części i to tłumaczy dlaczego Róża tak do niego lgnie.

Po pierwszych próbach kąpieli A. przywiózł wiaderko tummy tub... i ja jestem zachwycona. Młoda przy pierwszej kąpieli w nim po kilku minutach zasnęła:) No bez porównania z reakcja na wanienkę - krzyk jakby ją ktoś do wrzątku wrzucił.

Poza tym jest niesamowicie - nie mogę uwierzyć w szczęście po trudach tej ciąży - Młoda je, rośnie, przybiera (Wczoraj wizyta partonażowa i ma już ponad 3500!) Ja nie mam problemów z laktacją (odpukać), nawału nie było, tylko stopniowo przybywanie pokarmu, Póki co problemów z brzuszkiem młoda nie ma , więc poza ograniczeniem laktozy w diecie, jem wszystko i póki co (odpukać po raz kolejny) jest ok.






12 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK