BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Marzenia są po to, aby je spełniać:)

Autor: lentilkaa
18 października, 16:37

Mam chwilkę to piszę;)
Na chwilę obecną mam taki zjazd energetyczno-ciśnienowy, że ledwo się poruszam. Zrobiłam trzecią kawę..może pomoże. Wyjątkow dziś mam aerobik, bo w piątek juz sale pod wybory będą przygotowywać, po raz pierwszy nie chce mi się iść, bo mam ochotę położyć głowę na poduszkę i zasnąć. No ale idę, bo to bardzo bardzo lubię, może jeszcze dostanę kopa energetycznego.

Dzisiaj miałam trochę załatwień na mieście, ale bałam się co to będzie, bo Sara ostatnio ma wózkowy bunt. Wczoraj ze spaceru wróciłam z bólem kręgosłupa, a pot lał się strumieniami...między innymi czułam jak mi po szyji spływa.Bo mała się darła, tylko na rękach było ok, więc ją niosłam i pchałam wózek, a na koncu to i na rękach się darła...myślałam, że padne..
A dzisiaj aniołeczek i zaliczyłyśmy lokalny spożywczak, potem piekarnie, potem w komputerowym załatwiałam oferte dla szkoły na sprzęt (tak wiem, jestem na macierzynskim, ale pewne sprawy musiałam dopilnowac, prowadze projekt unijny, teraz mam zastepstwo, ale wydanie kasy kontroluję;) ), potem ejszcze papierniczy i do Biedronki zajrzałysmy. Przyszłysmy i udało sie ja uśpić na 30 min. W ciągu tych 30 min zrobiłam sobie kawkę, ukroiłam placek drożdżowy z piekarni (taaa kiedy ja się odchudzę w końcu), wyciągnełam gazetki reklamowe z biedrony i biedronkowe Smaki życia i miałam relaks (niczym matka polka) ;) I chyba za bardzo sie zrelaksowałam, bo jest nie do życia!

Przyszło mi krzesełko do karmienia - białe, drewniane super! Tylko nie przewidziałam jednego, zamówiłam znane maty ezpz - miseczke i trójdzielną -duże i okazało sie, że tacka przy krzesełku jest za mała na nie. Na szczęście miseczke udało sie wymienić na mniejszą - bo mieli ten sam kolor, a trójdzielną zostawiłam dużą, przyda się jak tackę odepnę i będzie jadła dosuwana do stołu;) A najwyżej kupię jeszcze trójdzielną owalną, tylko w innym sklepie, bo nie mieli tu odpowiednich kolorów;) a raczej odcieni;) Wiem, wiem, że to tylko miiseczki itp, ale ja bardzo zwracam uwagę na to, żeby mi się podobały rzeczy, które kupuję - przynajmniej w miarę możliwości. Dlatego kolory były ważne;) Tak już mam, może przez to, że handmade robię i zwracam uwagę na dopasowanie itp;) Także ja chciałam pudrowy szary i pudrowy róż a zwykły szary i zwykły róż już mi nie pasowały;p;p

Jak mi wszystko przyjdzie to porobię fotki i zrobię wpis co ja kupiłam, bo pytacie na priv i w komentarzu, więc dla wszystkich jeden wpis zrobie;))

1 komentarz (pokaż)
20 października, 00:05

Dorwałam laptop, spać nie mogę a dziecko zaliczyło pierwszą pobudkę...także zapowiada sie super noc...zęby nie odpuszczają, a jutro wstaje o 6, bo jadę do Krk na rozdanie dyplomów i w ogóle cały weekend mamy zagoniony, nie wiem jak ogarne wszystko.

Leccie do ANEMIC poczytać jej wpis - mega mądry i zgadzam się w 100%. Też tak uważam, a co najlepsze wczoraj wieczorem miałam mega bulwers z tematem kp i miałam pisać, ale dzisiaj tez był ciężki dzień i zrezygnowałam z tego tematu, no ale może wrócę do tego.

Chciałam karmić kp, nie kupiłam wcześniej mm do domu ani nic. Przeszłam swoje, nie jestem pewna czy przy drugim dziecku uda sie karmić piersią, myślę, ze o ile nie zrobię sobie przeszczepu brodawek to nie za bardzo, prędzej znowu kpi. Teraz jestem o tyle madrzejsza że być może kpi uda się mi utrzymać dłużej w przyszłości, chociaż nie wiem co życie pokaże. KP i KPI akurat wiąże sie zz okropnym czasem w moim życiu, mam nadzieję, że już te sytuacje nie wrócą, obecnie ich nie ma i oby nigdy sie to nie powtórzyło. Moze jak kiedyś nabiorę siły w temacie to opiszę to. Taki zewnętrzny czynnik, mocno stresogenny przez który zaczął mi zanikać pokarm, którego i tak dużo nie miałam.

Moją historię część zna, nielegalne zastrzyki żeby odblokować piersi, płaskie brodawki, niechęć dziecka do ssania, wieczny ryk, zasypianie po 2 min przy piersi, prawie zapalenie piersi, bezradność i milion innych rzeczy. Zresztą kiedys o tym pisałam, choc moze niedokładnie. Nieważne, ważne jest, ze z dzieckiem jest dobrze i z moją psychiką też obecnie. Do tego stopnia mam traume, że jest to jeden z powodów strachu o ciaże nr 2. Jak kiedyś chyba wspominałam, ze brakuje mi stanu ciaży - może nie początków wiszenia nad wc ani 9 miesiąca gdzie wszystko leciało mi z rąk a ciężko było się schylać. Ale ciąży. Pomijam, ze świadomie chcemy większą różnicę wieku dzieci itp ale jak sobie pomyślę o ciąży to wiecie czego sie boje?Nie cc, nie nieprzespanych nocy... Co mnie paraliżuje, przeraża - kp. Właściwie chciałabym, żeby ktoś mi dał od razu 2 miesięczne niemowle i żebym albo miała unromowaną laktację, albo karmiła mm, ale nie chcę przechodzić tego wszystkiego znowu, tej walki, bólu, wyrzutów, łez, nerwów,bezradności....

Ale ja w sumie nie o tym. Jak miałam te problemy to też czytałam strony, blogi itp i tak jak pisała anemic, - ten hejt na matki mm,czytałam i było jeszcze gorzej, wyłam, płakałam, czułam się okropną matką...straszną, nie mogłam sobie z tym poradzić. A komentarze tylko mnie w tym utwierdzały.A KP było dla mnie nie do przejscia, nie mogło sie mi udać. Czułam sie okropnie.Próbowałam wszystkiego.. Nie dość, ze hormony, baby blues, stresogenny czynnik to jeszcze to kp i problemy z tym podkopywało moją psychikę. Potem się ogarnełam, przestałam czytać i zrozumiałam, że nie jestem gorsza, jestem jak kazda matka i tyle!

Do wczoraj.....
Przeglądałam sobie insta i na głównej wyskoczyło mi ładne zdjecie matki z synkiem jednym starszym a drugim malutkim, którego karmiła piersią.Kliknęłam, żeby obejrzeć zjdęcie...niepotrzebnie I podpis był taki, ze już za miesiac mija 6 miesięcy, mama chce go odstawić, bo wraca do pracy i przechodzą na mm. Normalna fajna, mądra laska, napisała co robi.Nie prosiła o rady,nie pytała o nic. Niepotrzebnie weszłam w komentarze i mój "koszmarek" powrócił.....

Ja pier%^&( kur*&^^ mać! Tyle powiem. Oczywiście milion matek a raczej "maDEK" porady wysmarowały, że przeciez może odciągać i ktoś będzie jej mleko podawał, a że może ktos jej dziekco do pracy w przerwie by mógł dowozić, że mm to zło, żeby tego nie robiła. Nosz kur%^&* co to kogo obchodzi! Skoro ona chce odstawić, to niech odstawia. Chce wrócić do pracy - niech wraca. Chce dać mm to niech daje! Ale nie, bo panie idealne zawsze znajdą "rozwiązanie".Nie mogą pojąć, że to jej decyzja i jej sprawa. Nie robi nic złego i niech one nie patrzą przez pryzmat siebie na nią. Jedna napisała jakis w miarę rozsądkowy komentarz, to reszta się na nią rzuciła i dawaj, że kp to najlepsze co może być (czyli dając mm nie chce dla dziecka najlepiej), że kp to karmienie miłością (aaa no to ja karmię nienawiścią tak?), że buduje się niesamowita magiczna kurde więź, dobrze że jeszcze aniołki nie latają a jednorożce nie rzygają tęczą... (karmiąc butelką w takim razie nie mam więzi z dzieckiem ma się rozumieć i za kilka lat moje dziecko powie-mamo Ty nie jesteś moją mamą, bo ja pamiętam, ze Ty mnie cyckiem nie wykarmiłaś tak?).
No masakra, załuję, ze weszłam i czytałam, bo mi sie znów ciśnienie podniosło.
Żyjmy i dajmy żyć innym! Mój sposób na macierzyństwo to nie jest uniwersalny sposób, dlatego nie narzucam go innym, ale też tego oczekuję od innych. Tolerancji. Szacunku. To, że Ania S wyjechała na Bali kilka tyg po porodzie, a z dzieckiem został ojciec jest ok, to jest jej sprawa, jej życie, jej wybór. Nic nikomu do tego. I to ciągłe "ja bym tak nie mogła". Noż kurde, a ja mogę i co?! Kto ma racje? Każda, bo każda robi swoje. Ale bez oceniania i anrzucania swoich wizji...

Obecnie na pytanie" "karmisz?" odpowiadam: "nie, głodzę".
Nie będąc matką nigdy nie zapytałam żadnej koleżanki jak karmi, bo mi to do glowy nie przyszło! A odkad zostałam matką pyta mnie o to każdy, oprócz mojej bezdzietnej koleżanki i aż mi wtedy się lepiej zrobiło, że w koncu ktoś interesuje się mną - jak poród, czy bolało, jak się czuję itp a nie moimi cyckami...

Jedne z lepszych tekstów, które w swoim czasie mnie dobiły to:
"mm wynaleziono dla sierot w sierocincach, zeby nie umarły"
"jak można dać dziecku gumę i plastik, żal mi takich dzieci"
i moje ulubione:

"mm to bomba ze spóźnionym zapłonem" - w takim razie rozumiem, że do konca życia jeśli moje dziecko będzie miało grypę, czy przeziębienie, czy inne choróbska- wszystko zwalam na mm. Jak będzie w szkole niegrzeczna to też wina mm, jak mnie nie będzie słuchać, albo będzie przechodzić bunt to też wina mm! Także ja już sobie mogę odpuścić wychowanie, bo generalnie i tak ta bomba bedzie wybuchać, czyli wszystko wina mm, ja to mogę już leżeć przed telewizorem i nic nie robić, bo ratunku już nie ma. WSZYSTKO WINA MM.

Wylałam trochę żółci, dziękuję za uwagę, idę spać!

11 komentarzy (pokaż)
23 października, 23:26

Nadrabiam zaległości. Z mężem się pokłóciłam, poszedł spać to piszę heh.
Kłótnia a raczej sprzeczka o głupotę, ale ja jestem zmęczona i przez to bardziej nerwowa.
W sumie to jestem wykończona...
Zęby i nie wiem cyba jakiś skok rozwojowy...budzi się wnocy ciągle po 6-7 razy...w ciagu dnia 2 drzemki po 30 minut (jakby miała zegarek w tyłku, budzi się równo po 30 min...) W ciągu dnia marudna..płaczliwa..ciągle chce byc na rękach (a ja jej do tego nie przyzwyczajałam, od początku noszenie do minimum ograniczaliśmy), odłożona ryczy, od 17 jest już padnięta przez krótkie drzemki i dzisiaj ją przetrzymałam do 18 w płaczu. Myśłałam, że oszaleje, nosiłam, zabawiałam, na nic... i po kąpieli o 18:15 padła.
Po nocach jestem wykończona dosłownie a dnie nie są lepsze:( no ale powtarzam sobie- będzie lepiej i każdego dnia mam taką nadzieję.
Z pozytywów byłam na aerobiku -było mega, lało się ze mnie, a jutro idę do fryzjerki.

W niedzielę Sara skończyła 5 miesięcy.
Rozszerzanie diety już za miesiąc. Na razie się szkolę;) Nie dajemy soli, nie dajemy cukru. Miodu też nie- nawet nie wiedziałam, że dla malenstwa jest tak szkodliwy! Będę łączyć papki i blw. Będę próbowac uczyć pić wodę z kubeczka doidy a potem nauka przez bidon. Wiem, że niekapki nie - psują zgryz. Będę wprowadzać warzywka i owocki, mięsko i ryby, potem na szczęście już nie ma cyrków i normalnie można jajko i gluten, bez jakiś śmiesnzych podziałów itp. Oczywiście zero soków do 1 roku życia- logiczne, bo to sam cukier dla takiego malucha. Kaszki też chcę sama gotować, bo te dla dzieci mają mnóstwo cukru.... Będę gotować, ale nie mam zamairu rezygnować ze słoiczków, czasami wprowadzę, szczególnie, że rozszerzanie będzie w listopadzie, wtedy już świeżej dynii itp nie dostanę, więc słoiczki pójdą w ruch również.
Ogólnie o rozszerzaniu naszym napiszę niedługo- w sensie gadżety, a jak zaczniemy używać, to napiszę co się sprawdza a co nie;)
Ale wrócmy do dziecka:
-nauczyła się piszczeć i krzyczeć i wykorzystuje to, jak np nie chce leżeć na bujaczku to piszczy i patrzy czy reaguje - cwana!
-od pewnego czasu zaczęłyśmy higienię jamy ustnej. Ząbka jeszcze nie ma, na razie przyzwyczajam ją do tego, że będzie miała wkładaną szczoteczkę do buzi. Kupiłam w rossmannie nakładki silikonowe na palec i leciutko jej masuję dziąsełka - o dziwo uwielbia to! śmieje się i zaczyna gaworzyć wtedy;) Jkaby ktoś szukał ich to w naszym rossmannie nie ma nakładek przy szczoteczkach tylko na ściance przy dziecięcych rzeczach- tam gdzie są smoczki, butelki i inne gadżety;)
Sara ciagle podejmuje próby siadania, nie ma do niej siły, przy takiej ilosci brzuszków to chyba sobie szesciopak wyrobi;)
Od czasu do czasu sadzam ją na chwile na kolanach- wiem, że nie powinno się, ale ona wtedy jest przeszczęśliwa, rozgląda się i gaworzy.
Ostatnio zabawkowym hitem jest szczeniaczek uczniaczek- mamy wersję damską;) Uwielbia słuchać jak śpiewa, patrzy jak miga serduszko a dzisiaj dałam jej go do zabawy to 2 razy nieświadomie nacisnęła przyciski i jej mówił i zaśpiewał;)
A i Sara nauczyła sie śpiewać - moja mama jak jest przy niej to często śpiewa "aaaa kotki dwa" i Sara jej czasami towarzyszy i śpiewa "aaa". Wygląda to prześmiesznie;) Wczoraj na spacerze sobie sama do siebie śpiewała "aaa" :D
Pogoda dziś do bani, może jutro będzie lepiej?
A w niedzielę odwiedzili nas teście (2 raz widzieli Sarę) i Sara z daleka na moich rękach ok, ale bliżej nich zaczynała płakać ciągle. Musiałam ja w drugim pokoju uspokajać. Jak się w koncu uspokoiła to mój mąż chciał swojej mamie ją dać na chwile na ręcę, bo nigdy nie miała jej na rękach i co? Ryk takie, że 15 min nie moglismy jej uspokoić. No niestety tak jest jak się wnuczki nie odwiedza, a mają do nas 60 km, jakieś 40 min drogi, bo prawie cała droga jest bezpłatną autostradą... A ja miałam satysfakcje;p Od teściów dostała garnuszek na klocuszek - szalenstwo, pierwszy prezent od babci. Wydaje mi się, że to że Sara tak płakała to pogłębi jeszcze to, że nie będą dążyć do kontaktu z nami bardziej. Mój mąż im sugerował, że muszą przyjeżdżać częściej, ale myslę, że skutek będzie odwrotny. No i w sumie jest mi to obojętne, niech robią co chcą. Po ślubie chciałam zacieśnić więzi, zapraszaliśmy ich itp, ale Ci sie wymigiwali, wymyslali głupie tłumaczenia. No cóż, chcą się widywać 2 razy do roku (i to nie w święta) to proszę bardzo. Ja odpuściłam.

13 komentarzy (pokaż)
29 października, 10:33

Robię wpis, choć długo myślałam, czy pisać coś. Ale skoro mój pamiętnik ma być składny to chyba muszę. Pisałam Wam o moich lękach, o trudnych sprawach. Dalej nie jestem w stanie napisać dokładnie o co chodzi. Wpierw myślałam, ze byłoby to dobre, może jakaś forma terapii. Jednak moja psychika mówi inaczej i powstrzymuje mnie przed przypominaniem sobie wszystkiego..całych 2,5 roku.. Jest to za duża trauma dla mnie na chwilę obecna. Ta sprawa-to jest szereg spraw, trochę powiazanych rzeczy. Ale generalnie chodzi o to, że zachowanie pewnych osób doprowadziło mnie do nerwicy żołądka i tak ogromnej traumy, że jak słyszę np trzask drzwi, albo jakikolwiek hałas, to cała chodzę w nerwach.
Najgorszy aspekt tej sprawy sie skonczył jako tako, nie mam już kontaktu z tymi osobami. Ale..no właśnie... W czwarte dostałam zawiadomienie z policji, że szanowna osoba nie przyjęła grzywny i sprawa jest skierowana do sądu. Ja dostałam info jako osoba pokrzywdzona. Załamałam się. Płakałam histerycznie pół dnia. Dlaczego? Ponieważ byc może bede musiała ich zobaczyć w sądzie - nie ejstem w stanie sobie tego wyobrazić..Albo co gorsza słuchać kłanstw i bzdur, bo to nie typ osoby co w sądzie prawdę powie. Tylko bedzie próbował ze mnie wariatke zrobić. Na szczęście oskarzucielem jest policja. Oni widzieli urywek, urywek jednej sytuacji z 2,5 roku i w sumie oskarzenie jest tylko o tą jedną sytuacje. Wiem, że powinnam wystapic jako oskarzyciel posiłkowy..ale nie mam siły...nie mam na to siły.. Modlę się, że może moja obecność nie bedzie obowiązkowa. A jeśli będzie to, że załatwię od lekarza L4. Nawet myślę nad pójdziem do psychiatry, żeby mi dał jakiś dokuemnt, ze sytuacja jest dla mnie zbut traumatyczna, żebym szła do sądu. No nic. Jakoś to bedzie. Myśłałam, że to się skonczyło, ale jednak nie. I boję się zemsty..niby nie wystąpię jako oskarzyciel posiłkowy, ale jednak ta osoba/osoby tego nie rozumieją, że częściowo robię im przysługę i będą mnie obwiniać. Ale dzielnicowy powiedział, że wtedy muszę skierować sprawę z powództwa cywilnego o prześladowanie i walczyc o zakaz zblizania się. Ja to bym już chciała miec ten zakaz. Ehh nie wiem po co to piszę, ale chyba piszę, zeby pokazać, dlaczego mogę miec gorsze dni.. Mimo to walczę o każdą normalność dnia codziennego.
Teraz czekam na decyzję sądu- może do miesiąca, może dopiero po nowym roku, zobaczymy, mąż obiecał wziąć wolne w pracy i byc ze mną, jego to tez dotyczy, tylko jak mój mąż dawał swoje dane to szanowny przyjął mandat a potem była druga sytuacja i wtedy ja podałam i ona się nie skonczyła, dlatego ja jestem wzywana.. Mam żal do innych osób, które się wypieły na wszystko, nie pomogły nam i doprowadziły swoim ignoranctwem do tego wszystkiego...

Ok koniec użalania się. Napiszę pewnie jak juz bede cos wiedziec. Teraz jakies pozytywy. Przylatuje dzisiaj mój tata:) Na którtko, bo do piątku, no ale zawsze coś;) W zeszłych latach to po wakacyjnym urlopie mógł przyleciec dopiero w grudniu a w tym roku udało sie jeszcze teraz;)))
Zmiana czasu to zło - Sara w sobote super 7:30 wstała a w niedziele już 6:30 a dzisiaj 6:00 buuu
Poza tym z dnia na dzień jest fajniejsza, lubię obserwować jak bawi się zabawkami, dotyka, obraca, przekłada z ręki do ręki. Kocha telewizor- moje utrapienie. Nie lubię całkowitej głuchej ciszy i mam cos właczonego, żeby kuknąć i układam ja tak, żeby nie oglądała, ale jak ją noszę czy cos to zawsze próbuje oglądać, obraca sie itp. hehe no cóż, już wie co dzieci lubia a jest zakazane :OO
Jest spokojniejsza jesli chodzi o zęby, strasznie sie slini i pcha wszytsko do buzi, ale wydaje sie byc mniej nerwowa w zwiazku z nimi.

Czekam do wtorku do wieczora, bo od srody mąż ma urlop do niedzieli jupiiii;) troche mnie odciąży uff;))

W kolejnym wpisie moze uda mi sie to wrzuce Wam fotki Sary, bo zrobiłam jej 2 minisesje jesienno-halloweenowe ;p ;)

10 komentarzy (pokaż)
29 października, 15:40

Dzięki dziewczyny za wsparcie! Jakoś sie z tym zmierzę, muszę! Aż mi się lepiej zrobiło i powoli znajduje w sobie moc do walki i nie zamartwiania się! Będzie dobrze!! Musi!!! Mam rodziców, mam męża, mam rodzinę i przyjaciół i damy radę! Jeszcze nie takie stresy mnie czekają w życiu także trzeba sie z wszystkim zmierzyć. Poza tym kiedyś chyba o tym wspominałam, że strach przed czymś i wyobrazanie jest większe niż już moment jak się zetkniemy z problemem w danej chwili. Także piers do przodu lentiaaaaa!!
A teraz obiecane fotki;)

33bf9b265195.jpg

027fedf35188.jpg

8207aea304f9.jpg

9ff6a941d52a.jpg

b18607273d40.jpg

f9522fe88973.jpg

Tak, wiem wiem matkę poniosło;) Ale cóż zrobić;) A i zeby nie było, dziecko nie było męczone, sesje były 2 w dwa dni i trwały po koło 5 minut;) Taką wytrwałą mam modelkę;)
A i jeszcze jedno, jakby co;) Nie swietujemy halloween, w sumie w naszym regionie kompletnie nic nie ma w tym klimacie, dla mnie szkoda, bo chętnie porozdawałabym cukierki dzieciaczkom:))) Nie mam kompletnie nic przeciwko:) I jak zawsze powtarzam- diabeł nie siedzi w dynii;)
A zebym jeszcze była jak najbardziej bezstronna w kwestii tego święta, to jestem wierząca bardzo i chodzę do kościoła i nawet moje dziecko od urodzenia nie opuściło ani jednej mszy niedzielnej plus ani jednego święta obowiazkowego;) Urodziła się w poniedziałek a w niedzielę już była w kościele;) Ale kompletnie mi to nie przeszkadza postawic sobie parę dynii w salonie;) Nawet chętnie bym poszła na jakąś zabawę przebieraną - halloween przypomina mi polskie andrzejki, ale już za stara jestem na takie zabawy;) I spotkałabym tabuny moich uczniów, także ten...;)

6 komentarzy (pokaż)
9 listopada, 17:17

Tak dawno nie pisałam, że nawet nie wiem od czego zacząć i nie pamiętam co chciałam napisać.
Listopad całkiem całkiem. Pogoda super, można spacerować, jest słońce więc humor lepszy, chcoiaż ostatnio miałam jakieś spadki nastroju. I moje zmęczenie..Idę spć późno, bo wiecznie chcę coś zrobić albo spędzić czas z mężem, książki kawałeczek koniecznie przeczytać, oglądnąś ulubiony serial it ak sie kładę koło północy. A w nocy pobudek mam sporo i rano mam takie nerwy, bo jestem niewyspana. Ale ja nigdy do rannych ptaszków nie należałam. Co tam u nas, a różnie. Sara ma lepsze i gorsze dni, ale generalnie jest dobrze.
Znowu możemy pokonywać długie trasy wózkiem i nie robi żadnych jazd;)
Od 4 dni zaczęłam początki początków rozszerzania diety
Raz dziennie na spróbuję dawałam jej dynie- przez 2 dni. Pluła nią i nic nie zjadła, a ja tak pieczołowicie ją przygotowywałam i na parze robiłam hehe;)
Kupiłam pierwszą marchewkę Hipp bo w składzie tylko marchew i woda i dałam i sukces, bo odrobinkę je. Oczywiście brudno jest wszędzie, brudna ona, brudna ja, ale dajemy radę. Dzisiaj zaku[iłam specjalny talerzyk za 17zł strzał w dziesiątkę, muszę troszkę czasu dorwać to Wam wkleje fotkę i opiszę, bo mi mega ułatwiło to życie;) Dzisiaj mam 3 raz w tym tyg aerobik! Bo odrabiamy jedne zajecia z zeszłego tygodnia. Był mega wycisk 2 razy, aż się boję co to dzisiaj bedzie. Może wieczorem zrobię jeszcze jeden wpis jak się uda;)

10 komentarzy (pokaż)
10 listopada, 21:22

Anemic- tak, dynia pierwsza;) Co do aerobiku to wagowo nie ma efektów, bo za dużo słodyczy żrę;p ale jeśli chodzi np. o rozciągnięcie itp. to jest dużo lepiej;)) i pracuję nad kondycją;)
Gozik- jaką kaszkę podajesz? Ja powoli wchodzę w temat
Marti - postaram się napisać co i jak;)
Anakin- niby radzę sobie z 24 w szkole, ale w domu 5 to nie na moje siły haha
Zelma - osoby, które mnie znają uważają, ze zawsze jestem uśmiechnięta i zadowolona. I taka się staram być, tylko czasem wewnętrznie prowadzę nierówną walkę z samą sobą;) Ale myślę, że wygrywam w tej walce;)
Anakin - zaraz napiszę co z blw

Zaznaczam z góry - nie jestem specjalistą, piszę tylko jak to było i jest u nas

A więc piszę o rozszerzaniu. Z racji wytycznych i mnóstwa argumentów czemu nie zaczynać zaraz po 4 miesiącu rozszerzania diety postanowiłam czekać. (Info na słoiczkach to tylko chwyt marketingowy i te 4 miesiące to minimum czasu, które trzeba odczekać, żeby zacząć rozszerzać, dlatego tym się nie powinno kierować). Te 6 miesięcy to też taka orientacyjna liczba. Stwierdziłam, że poczekam na odpowiedni moment. Kompletnie mi sie nie spieszyło do tego, bo uważam, że dużo z tym zachodu - serio serio;) Jak Sara miała chyba równo 5,5 miesiąca to postanowiłam zrobić próbę próby.
-Sara jeszcze nie siedzi sama. Ale sadzana siedzi bardzo ładnie. Potrafi siedzieć w krzesełku do karmienia jak i na kolanach. Co do tego sadzania- to według fizjoterapeutów, o ile dziecko nie ma jakiś przeciwskazań to nie stanie się nic, jeśli się je sadza do jedzenia. Niektóre dzieci same siądą w wieku 8 miesięcy- więc czekać do 8 miesiąca z rozszerzaniem też się nie powinno, szczególnie ze względu na żelazo w diecie. Nie chciałam jej wsadzać na krzesełku tylko postanowiłam na kolanie. Wybór padł na dynię, bo nie powoduje zatwardzeń (co może wywołać marchewka). Miałam zrobionych kilka słoiczków swoich - dynie na parze zrobiłam bez dodatków i zblendowałam, potem zapasteryzowałam. Raz dziennie przez 2 dni dawałam dynię. Sara średnio rozumiałam po co jej podaję łyżeczkę pod buzię, no ale coś tam udało się trafić do buzi, z tym, że wypluwała wszystko i się krzywiła. I na drugi dzień to samo. Więc stwierdziłam, że spróbuję z marchewką. Szczególnie przy małym dziecku będę się starała zwracać na to co podaję. Nie mam niestety dostepu do sprawdzonej marchewki, więc wybrałabym marchewkę z lidla bio - nie wiem czy jest lepsza, mam andzieje, ze choc troszkę lepiej sprawdzana z mniejsza iloscia pestycydów. Jak jest nie wiem, ale jeśli mogę to wybieram przynajmniej na początku mniejsze zło- zanim dziecko zacznie mi się stołować w McDonalds :P:P:P
A, że Lidl daleko, to kupiłam z Hipp - pierwsza marchewkę Bio. Fajna, bo taka płynna no i skład idealny. I tu sukces, bo Sara zaczęła nawet buzię otwierać. Oczywiście to są śladowe ilości - hmm może łącznie to jest 3-4 malutkie łyżeczki te dla dzieci. A, że te słoiczki można zazwyczaj tylko 24 godz trzymać, to reszta ląduje w koszu. Średnio to opłacalne (dzisiaj dorwałam już marchewkę bio z lidla, więc może w tygodniu spróbuję ją sama przygotować i zobaczę czy jej posmakuje). A od dzisiaj daję słoiczek marchewka z ziemniakiem również z hipp.
Powoli, nie spinam się, zobaczymy jak to będzie. I tak na razie to mlekolove jest i mlesio jest nr 1 i pewnie będzie jeszcze długo;)
Zaczęłam powoli rozszerzanie też z tego względu, że będziemy przechodzić powoli na mleko nr 2 i nie chciałam wszystko w jednym momencie zmieniać.
Co z blw - chcę, ale widzę, że jeszcze nie jest jej czas. Na razie chcę żeby poznała troszkę smaków warzyw i owoców plus jakieś kaszki a potem będę próbować blw. Teraz widzę, że nawet za bardzo by się nie „bawiła” tym jedzeniem, nie mówiąc już o jakimkolwiek jedzeniu.
A takie moje spostrzeżenia/rady
-jak podajecie marchewkę, to używajcie plastikowej łyżeczki. Ja użyłam sylikonowej i mi zafarbowała na stałe od marchewki na żółto;) hehehe;) łyżeczki dłuższe, ale wąskie no i generalnie dla takiego malucha to plastikowe/silikonowe.
-jeśli używacie słoiczków, to dziecko nie zje od razu całego – można przechowywać słoiczek w lodówce 24-48godz – info na słoiczku. Więc najlepiej przełożyć troszkę zawartości na talerzyk czy do miseczki i podawać dziecku. A nie, że prosto ze słoiczka, bo wtedy ślina dziecka znajduje się w słoiczku, potem to leży w lodówce ileś tam godzin i niepotrzebnie tworzą się bakterie. Niby to jest jasne, ale ja na to nie wpadłam, zanim nie przeczytałam tej porady od koleżanki.
-podgrzewanie jedzenia ze słoiczka – to też skomplikowane. W mikrofalówce nie chce, w kąpieli wodnej podgrzewałam, ale dużo z tym zachodu było. Kupiłam z firmy babyono podgrzewany talerzyk – wlewa się wodę i on się robi ciepły – to jest genialne! Po pierwsze jak daje kilka łyżeczek nawet prosto z lodówki na talerzyk to zaraz marchewka robi się ciepła, po drugie ciepła jest do końca podawania. Szybko, łatwo, talerzyk ma przyssawkę co też jest fajne, że się nie wywróci. Wklejam link jeśli ktoś jest zainteresowany:
https://allegro.pl/miseczka-babyono-talerzyk-z-podgrzewanym-dnem-6m-i7411481798.html
Ja mam różową wersję. Kupiłam stacjonarnie za około 17zł.
Ja to nie ogarnęłam na początku, że to jedzenie słoiczkowe warzywne czy warzywno mięsne wypadałoby podgrzać. Niby jasne, a ja dopiero czytając opakowanie doznałam olśnienia.
Śliniaki – fajnie nam się sprawdza taki ubrankowy ze Smyka: https://www.smyk.com/catalog/product/view/id/455863/s/cool-club-sliniak-dziewczecy-z-rekawami-rozowy-jednorozce/
Mamy dokładnie ten- wystarczy ręcznikiem papierowym przetrzeć i jest czysty i większość ciuchów chroni, ale nie wszystko niestety.
Używam również gumowego. Czekam jeszcze na silikonowy, jak sprawdzę jak nam się sprawuje, to napiszę.
-Brud brud brud, jestem przerażona! Mimo śliniaka mamy czasem brudne body albo spodenki. Po domu Sara nosi zwykłe rzeczy, ale mimo to żal mi i nie chcę żeby były poplamione. Kupiłam nawet w lidlu te bodziaki po 6 zł żeby mi żal nie było i ubieram jej rajstopki do tego ciemne, ale mimo wszystko. Nagle łapką chwyci śliniak potem łapka buch na nóżki i już mamy brudne spodenki czy rajstopy. Mam mydełko odplamiajace, zobaczę czy się sprawdzi. I przeraża mnie to że; nie chcę przed każdym jedzeniem ją przebierać – no bo jak coś jej przez ręce przekładam to się złości. Po jedzeniu też przebierać to tak średnio. Mam nadzieję, że z czasem będzie mniej brudno;) I nawet zwykłych ciuszków mi żal, no bo jak upapra i nie zejdzie to potem nie chcę żeby nosiła po domu body z plamami cały dzień, bo w praniu nie zeszły. Dzisiaj ratowałam takie ulubione body z Pepco – mam nadzieję, że nie będzie plamy – bo zabarwiła marchewka przy rączce i leciutko pod brodą mimo śliniaczka;) I na spodenkach jedna plamka wrrrr
-trzeba czytać etykiety. Hipp ma moim zdaniem fajne słoiczki z warzywami i mięsne, ale owocowe są do kitu. W owocowych z Hippa jest dodawany dodatkowo cukier- bez sensu! Za to np. Gerber ma fajne owocowe słoiczki.
-Kaszki – to jakaś masakra. Wszystkie te teoretycznie znane typu bobovita, nestle itp. mają w składzie cukier. Na kiego oni dają ten cukier. Kaszek jeszcze nie podawałam, wiem, że polecane są z Holle, albo Helpa. Tylko, że raczej dostępne są tylko przez internet. Chyba, że ja ich nie zauważyłam gdzieś. Na razie kupiłam kaszkę jedną z Gerber Organic – bez cukru i z Hippa- też znalazłam bez dodatku cukru. Ale też nie wszystkie super są, bo chyba jedna z Hipp miała olej palmowy.. no ale trzeba szukać i czytać.

A no i jak ciągle o tych słoiczkach itp. i tu pytanie czy zamierzam gotować sama? Oczywiście! Tylko widze, ze Sarze takie opcje płynne na razie bardziej podchodzą- bo np. do marchewki dodawana jest woda. Także na razie słoiczki, ale mam zamiar zacząć gotować. Jest jesień, wiec też opcja dostania super fajnych warzyw i owoców jest mniejsza, dlatego sięgam po słoiczki. No i tak jak pisałam – nie jestem ekoświruską, bioekosreko, ale dla takiego maluszka chcę wybierac jak najlepiej. Nie mam gwarancji, czy rzeczy bio to tylko wyższa cena, czy może jednak mniej syfu w środku. Ale jeśli mogę to będę starać się takie kupować. Czas się rozglądnąć za sprawdzoną masarnią a na wiosnę postaram się dostać coś ze wsi niepryskane. Na razie mam tylko sprawdzone jajka ze wsi od szczęśliwych kurek;) A kiedyś może sama będę się bawić w rolnika i coś wyhoduję, na razie średnio jest na to opcja, choć coś tam swojego też mamy;)
I może jeszcze jedno – nie uchronię dziecko przed cukrem ;) Sama wpieprzam słodycze;p ale póki jest mała i mogę wybrać owoce bez dodatków cukru to tak robię;)
No to tyle na dziś;)

6 komentarzy (pokaż)
14 listopada, 15:57

Kolejny wpis z naszego rozszerzania diety niebawem, na razie to takie początki początków;) Jak przetestuje jeszcze kilka gadżetów to napiszę, jak się sprawują.
U nas dzisiaj ciężko, nie wiem czy to zęby czy pogoda, ale marudzenie cały dzień i płacz i tylko na rękach. Teraz na chwilę udało mi się ją odłożyć to zrobiłam szybko listę zakupów na tort - w tym miesiącu mam upiec 2. Ja uwielbiam piec, ale na spokojnie, jak mam wenę i dla siebie. Na końcu ciąży i po porodzie mnie oszczędziły, ale teraz znowu są proszą;) Lubię to, ale dla innych jest to dla mnie zbyt stresujące. Zawsze się boję, że mi nie wyjdzie. No ale cóż zrobić.
A teraz jakieś pozytywy. Spędziliśmy cudowny weekend. Mąż miał imieniny a na prezent wykupiłam nam pobyt w 4 gwiazdkowym hotelu w Krynicy Zdrój. Było bosko! Potwierdziło się, że moje dziecko to stwór hotelowy. Drzemka idealnie, noc idealnie, w restauracji hotelowej super. Byliśmy na basenie z nią, ale było dość dużo dzieci i było trochę głośno – za głośno na nią i nie za bardzo chciała być w brodziku – nic na siłę, więc leżała sobie na leżaczku i ją pilnowaliśmy z mężem na zmianę. Mega się zresetowałam w saunie parowej z aromatoterapią i w łaźni - uwielbiam! Trochę popływałam, mąż też. Wiadomo, że szkoda, że razem nie mogliśmy posiedzieć w wodzie, no ale kiedyś znowu będziemy mogli;) Hotel piękny, ogromny, kosztował 180milionów złotych… Chwilami to czułam się jak uboga krewna, bo mega polowałam na dobrą cenę za pokój ze śniadaniem i się udało trafić. Bo tak to w standardowej cenie jest za drogi. W hotelu mega dużo ludzi – a to listopad, teoretycznie martwy miesiąc. Na parkingu fury za 200-300 tyś, na korytarzach miłama babkę z wózkiem za 10 tyś i zamawianym specjalnie fotelikiem niedostępnym w normalnej sprzedaży. No także ten;p mają ludzie kase :P nie narzekam, bo też tam byliśmy, no ale dziecko gratis plus wyczaiłam dobra oferte, a ludzie tam i tydzień siedzą z kilkorgiem dzieci;) A no i hotel jest super, bo np. jest klub dla dzieci i od 9 do 21 są bloki zajęć, więc rodzice mogą dzieci dać na zajęcia a sami iść do SPA:) Jest basen, sauny, siłownia, pokój zabaw dla dzieci, minigolf, wypożyczanie rowerów, w sezonie letnim leżaki takie a’la łóżka, restauracje, biblioteka, spa, lobby z barem i muzyką na żywo. Żyć nie umierać. Szkoda, że tak nie mogę posiedzieć tak z miesiąc…no dobra tydzień też byłby ok;) A przy wymeldowywaniu dostaliśmy w takich fajnych pudełkach muffinki i mandarynki;)
No i jeszcze może powiem czemu taki prezent. Zawaliłam trochę z prezentem na jego urodziny, nie przygotowałam nic, prezent spóźniony itp. A mój mąż uwielbia przygotowywać niespodzianki i robic prezenty. Muszę tu go pochwalić. Świetnie mnie słucha i np. potem dostaje prezent i jestem w szoku skąd on to wiedział a on mi mówi „w sklepie na widok tego zaświeciły Ci się oczy”, albo „wspominałaś kiedyś, że byś chciała takie coś”. A ja często nawet nie pamiętam, ze wspominałam o tym, bo wspominam tak po prostu komentując. Wie, że kocham książki to często fajne mi wynajduje, dostałam kiedyś czytnik Kindl. Kiedyś kupił mi mój wymarzony perfum Chanel tender itp. Na 30 urodziny zabrał mnie do Paryża! A no i żeby nie było, ze tak mamy pieniędzy. Jeśli chodzi o podróże to potrafimy za niewielkie pieniądze zorganizować super wyjazd. Wybieramy autokar zamiast samolotu itp., ale dzięki temu możemy cos w dobrej cenie zorganizować, dokładnie tak jak pobyty w hotelach. Trzeba nad tym siąść i poszperać, odczekać trochę dni, ale się da;) Można też korzystać z wycieczek jednodniowych, wtedy za niecałe 200zł można odwiedziec np. Pragę, Wiedeń itp. Ale ja w sumie nie o tym jak planować wyjazdy chciałam pisać. Dlatego postanowiłam na prezent dać coś super, a dla nas najbardziej super są wyjazdy. Oczywiście maż cos mi wspominał, że ma cos dla mnie na mikołaja. Mysmy w sumie zawsze na gwiazdę sobie dawali prezenty a Mikołaj nie. Ale mąż stwierdził, ze odkad mamy dziecko to Mikołaj symboliczny ale ma być;) I już mam stresa co mu kupic, żeby go zaskoczyć. On to ma ze mną łatwiej bo ja zawsze książki, kosmetyki, karty podarunkowe lubie i i się przydają;) Z nim to trudniej;)

7 komentarzy (pokaż)
22 listopada, 13:08

Wczoraj Sara skończyła 6 miesięcy. Pół roku….szok. Mimo zabiegania w ciągu dnia był to dla mnie nostalgiczny czas. Szczególnie od godziny 17.00 zaczęłam przeżywać i wracać wspomnieniami do tego jak prowadzili mnie na salę, te emocje, strach ale i podekscytowanie i ciekawość. Jak ją po raz pierwszy zobaczyłam, dałam buziaka. Niesamowite to jest. To jest cud. Tak długo oczekiwany cud. Pierwsze tygodnie nie były proste, zmagałam się z baby bluesem, mega problemy z kp, huśtawka emocji od euforii po przerażenie. Od radości po skrywany placz. Tyle pierwszych razy, tyle nowości, prawie codziennie uczę się czegoś nowego przy niej. Teraz w wieku 6 miesięcy to już taka moja mała dziewczynka. Uśmiechnięta, czasami marudna, próbująca pokazać co chce. Pokazująca co lubi a co nie, nie tylko kulinarnie. Najpiękniejsze jest to poczucie, że ona wie, że jestem jej mamą. Nawet jak jest z moją mamą to na mój widok robi ogromny uśmiech, zaczyna gaworzyć. To jest piękne. Macierzyństwo jest piękne, choć jest cholernie trudne i tego piękna nie widać tak od razu. Ale jest piękne, bo jakby nie było to ludzie by się nie decydowali na dzieci, nie walczyliby czasami latami o to. Doceniam to co mam. Wiem jakie mam szczęście. Wiem jak się czują Ci, co obecnie się starają i nie wychodzi. Znam tę flustrację, strach i złość. Jedyne co mogę powiedzieć - to nie poddawajcie się. Ja też myślałam, że nam nie wyjdzie. Na nasz cud czekaliśmy 2,5 roku…potem strata i dopiero potem pojawiła się Sara. Czasami jestem zmęczona do granic możliwości, ciężki dzień, marudne dziecko, okropna noc. Ale wiem, że kolejny dzień będzie inny, lepszy i tak jest. Moją radą dla wszystkich – choć czasami niewykonalna – zdaję sobie sprawę, jest, jeśli ktoś może Wam pomóc to dajcie sobie pomóc. Nie unoście się mówiąc „dam sobie radę”. Oczywiście nie chodzi tu o proszenie, ale jeśli ktoś- mąż, mama, siostra, koleżanka chce Wam pomóc to dajcie sobie pomóc. To jest zbawienne. Moja mama czasami zostaje mi z Sarą, a ja lecę na tą godzinkę do kosmetyczki czy fryzjera. I jest lepiej, o wiele. Jak mąż mówi – wstanę w nocy w weekend do dziecka, to się zgadzam. Albo mówi, że w weekend rano zabierze małą do salonu żebym mogła odespać. I to daje kopa energetycznego. Także jeśli jest możliwość to korzystajcie. Z jednej strony czułam się nieprzygotowana na macierzyństwo, z drugiej coś tam wiedziałam. Teraz z perspektywy myślę, że przeczytanie kolejnej książki nic by mi nie dało. No może o kp mogłabym więcej doczytać, choć niewiele by mi to dało przy moich problemach. Być może kpi pociągnęłabym dłużej, choć nie jestem tego pewna. Poza tym wszystko co potrzebowałam wiedzieć , dowiadywałam się na bieżąco. Mój obraz macierzyństwa w głowie był straszny, chyba straszniejszy niż rzeczywistość. Wydawało mi się, że będzie jeszcze trudniej. Także to na plus. Aczkolwiek wiele oczywistości mnie zaskoczyło. Jakoś tak nie zdawałam sobie sprawy, że najprostsze wyjście do sklepu od tak spontaniczne jak zawsze nie będzie już możliwe. Albo muszę mieć opiekę do dziecka, albo zastanowić się czy nakarmić teraz czy może dotrzyma do powrotu, przewinąć, ubrać, spakować torbę i dopiero jazda..aaa no i jeszcze trzeba przewidzieć czy bez pomocy innych jestem w stanie wjechać do sklepu. Dopiero posiadając dziecko widzę, jakie miasto jest niedostosowane. Kilka schodów do pokonania aby wjechać do sklepu, sklep wielkości takiej, ze ja plus wózek uniemożliwi innym przebywanie w sklepie ze względu na brak miejsca, wysokie krawężniki, dziury w chodnikach itp. itd.
Może jeszcze napisze ogólnie co u nas: waga nieznana, obstawiam około 8 kg, wzrost – ostatnio było 70cm, teraz może 72?. Włosy zaczęły rosnąć;) Coraz fajniej siedzi na kolanach. Uwielbia jabłuszka i połączenia z nimi typu jabłko z brzoskwinią, z bananem itp. Marchewka jest super z ziemniakiem czy batatem. Brokuł i groszek zielony są nie do przejścia – pluje, złości się. Uwielbia szczeniaczka uczniaczka i żyrafkę Sophie. Ciągle się śmieje, potrafi piszczeć od tak żeby pokazać że jest szczęśliwa lub zła. Ma dni super, ma dni marudne. Zębów nie widać, ale ślinienie i ręce w buzi są ciągle. Miałyśmy iść na szczepienie ale czekam, ponieważ moja mama się strasznie pochorowała i nie wiem czy Sary nie zaraziła. Niby nic się nie dzieje – nie ma gorączki, coś tam w nosie czasem jest, ale nie trzeba odpalać katarka tylko gruszką pojedyncze kozy. I parę razy w ciągu dnia kaszlnie sobie, ale to kilka razy tylko. Także odpalamy nawilżacz powietrza, bo być może to tylko suche powietrze – oby;) Nie panikuję i na razie nie lecę do lekarza. Zapobiegawczo robię inhalacje z soli fizjologicznej.
W niedzielę byliśmy na sesji świątecznej w Krakowie. W dni sesji wiedziałam, że będzie źle. Sara od rana marudziła no i tak jak przypuszczałam łatwo nie było. Miały być 3 stylizacje. Miałam przygotowane dla niej 3 super stroje. Pierwsza jasna stylizacja super, Sara uśmiechnięta, wszystko extra. Druga stylizacja zimowa- ubrałam ją, na końcu miała być czapeczka i ta w ryk bo nie chce być ubierana, więc czapeczke sciągnelismy, udało się zrobić kilka fotek jej plus ona i my- ale wyszłam fatalnie – bo z tego płaczu jej nie ubrałam sobie narzutki, włosów nie poprawiłam ani nic. A trzecia typowo czerwono – świateczna – ubrałam jej tylko tutu, ale bodziaka w renifera już nie, bo jak się jej przez ręce przekłada coś to jest ryk. Już i tak była płaczliwa i rozdrażniona, więc tylko kilka fotek, nie chciała już leżeć na brzuszku ani nic. No ale mam już wgląd w fotki, nawet fajne wyszły, także się cieszę, a niewykorzystane elementy stroju wykorzystam w sesji robionej przeze mnie w domu;)
Plus taki, że są fotki – tzn będą za parę dni, teraz miałam tylko wgląd, spotkaliśmy się z Chrzestną Sary, dostała piękne ciuszki- będą za kilka miesięcy dobre, także super. W ogóle to tyle chcę napisać, a czasu ciągle brak, muszę ewidentnie się zmotywować i częściej pisać;)
A na koniec fotka Sary, robiłam jej to zdjęcie jakieś 2 tyg temu chyba;)

f19ec913474a.jpg

6 komentarzy (pokaż)
26 listopada, 20:55

Piszę, bo tak odwlekam wpisy a potem zapominam co chciałam napisać. Zacznę od piatku - poszłam do przychodni, żeby mi Małą osłuchali, tak an wszelki wypadek. Nasza pediatra była na urlopie, była inna dziewczyna w zastępstwie, ludzi brak, żyć nie umierać;) I babka okazała się genialna, z cudownym podejściem do dzieci. Sara się do niej śmiała, gaworzyła, lekarka zachwycona, Sara też;) Okazało sie, że wszystko usper, osłuchowo czyściutko;) Do tego miło się mi zrobiło, bo babka pytała czy to moje pierwsze dziecko, bo podchodzę na luzie do niej i nie spinam się i myślała, ze to moje kolejne dziecko hehe;) I powiedziała, że dziecko spokojne i grzeczne, bo ma mamę spokojną;) Miło mi sie zrobiło, bo w sumie praktycznie nie słyszę ocen w stosunku do mojego macierzyństwa, a tu takie miłe coś;)

W piątek był black friday, od paru miesiecy miałam upatrzony suchy basen z kulkami i udało sie go kupić taniej, kupiłam też śpiwór-już do spacerówki, bo do gondoli się nie opłaca, bo jeszcze moze miesiac i koniec godnoli. Rękawice do wózka takie jak śpiworek. Ręcznie szytą lalkę z personalizacją- to bedzie prezent od prababci(moja babcia prosiła, zebym od niej cos Sarze zamówić). No i Pufies zamówiłam nawet już w czwartek wiec znowu mam ponad 200 pampersów;) Czekam na kurierów i muszę opanować mój zakupoholizm, bo na wigilię to chleb bedziemy suchy jesc!

W niedzielę byliśmy na targach dziecięcych w Krakowie. Fajne rzeczy były, głównie ciuszki. Ja się skusiłam na zakupy i moja mama też;) Generalnie mogę podsumować - jestem matka wariatka a moja mama to babcia mgeawariatka;) Ciuszki były w różnychc enach, ale w większości niestety drogie...ale ja to rozumiem, bo to malutkie firmy, handmade, świetne materiały - za to wszystko się płaci, a jak się nie chce płacic to się nie kupuje. Skusiłam się na spódniczkę tiulową, która w srodku ma pomponiki. A moja mama kupiła jej spódnicę z muślinu i dres a'la królik. I najdroższa była ta spódniczka upatrzona przez mamę 149zł.... no ale się uparła. To ja już tansze sobie kupuję. Ale z drugiej strony stwierdzam, że jak człowiek od czasu do czasu zaszaleje to nic się nie stanie. To jedyna wnuczka mojej mamy, wyczekana, więc jak chce zaszaleć to nie będę jej psuć tej radości. No ale teraz to powinnam mieć drugą córkę, żeby skorzystała z tych ciuszków też haha;p;p
Potem pojechaliśmy jeszcze do galerii i tam też 2 razy śpiochy i sweterek kupiony dla małej plus taki letni a'la kombinezon. Kocham TkMaxx bo tam są ciuszki niestandardowe, inne, takie jak lubię <3 Ciuszki cudowne, no ciężko sie jest opanowac. Ale zeby nie było dla siebie kupiłam biustonosz sportowy z adidasa na aerobik- ale w TkMaxx, więc cenowo przez połowę, a w Calzedonii kupiłam rajstopy w kropki;) A jakby ktoś nie wiedział, motyw kropek jest moim ukochanym motywem od lat;) Nawet piszę do Was z części salonu w której jest ikeowy dywan w kropki, zasłony w kropki i firanki w lekki kropkowy wzorek;) A na sobie mam sweter w kropki;) No także ten;p;p
No i wiem, że, mimo, że kupuję ciuszki w większym rozmiarze, to i tak szybko wyrosnie. Ale uwielbiam ją stroić;) W domu jest w dresikach, wiec na wyjscia niech ma coś fajnego;) Tyle się naczekałam na ten mój cud, więc jak mogę ją wystroic to to robię;)
A no i część ciuszków zostawiam (jakby mi się druga córka trafiła;p;p), ale część sprzedaję, bo nie mieszczą się mi;) Jakby ktoś tu miał ochotę na ciuszki w rozmiarze 56-62 i małe 68 to zaproaszam na priv, mogę powysyłać fotki;)
A no i żeby nie było, to dzisiaj kupiłam 5 sztuk odzieży za 7,50;) w ciucholandzie, będzie na zaś;)) Także można i tak;) I używane perełki też odkupywałam od koleżanek;) No także zafiskowałam się na dziecko i koniec :DDD
A i muszę powiedzieć, czemu dzisiaj w ciucholandzie wylądowałam, bo musiałam pojechać na szkolenie z projektu unijnego, który prowadziłam i po powrocie do pracy będę prowadzić. Moja mama została z Sarą, a ja po powrocie (dojazd 30 km) zahaczyłam o ciucholand;)

Także się rozpisałam i wygadałam shoppingowo :P

Dziękuję za uwagę :D

6 komentarzy (pokaż)
28 listopada, 15:48

Kiedy jest odpowiedni czas na dziecko? Ostatnio trochę o tym myślałam, być może dlatego, że w moim otoczeniu pojawiła się ciąża. To jest kwestia indywidualna. Są dziewczyny, które w wieku 20 lat chcą zostać matkami, inne myślą o tym koło 30stki, inne koło 40stki. Dla mnie każda z tych możliwości jest dobra, o ile jest świadomą decyzją. Nigdy nie krytykuję nikogo za to, kto w jakim wieku jest w ciąży. Teksty typu „ojjj już najwyższy czas” doprowadzają mnie do szału, no bo najwyższy czas czyli kiedy? Mam koleżankę która urodziła w wieku 22 lat, teraz jest po 40stce i ma odchowanych synów i uważa, że to super czas, mimo, że była na studiach i pracowała, korzystała z pomocy teściowej. Mam koleżankę która w okolicach 30stki i też jest zadowolona, bo to był ten jej czas. Kto kiedy się decyduje, jest moim zdaniem indywidualną kwestią. Jedyne czego nie toleruje to zachodzenie w ciąże, gdy nie ma się środków żeby się utrzymać. To krytykuję i to głośno. Dwoje nastolatków lat 17, stwierdzają, że zrobią sobie dziecko, bo tak się kochają, po czym ojciec mieszka ze swoimi rodzicami, dziewczyna ze swoimi , lub chłopak się przeprowadza do dziewczyny i utrzymują ich rodzice, bo oni chcą szkołę skonczyc, na imprezke pójść…no to jest porażka. Dlatego lepiej poczekać, wyszaleć się. Ja w wieku 18-25 kochałam imprezy, spotkania z przyjaciółmi itp., o dziecku nawet nie myślałam;) Czasami są dziewczyny lat 18, które może faktycznie chcą założyć rodzinę i mieć dziecko, ale dla większości wiek 18 lat rządzi się swoimi prawami..i tak być powinno
Sara pojawiła się w naszym życiu w dla nas najodpowiedniejszym czasie. Tak jest! U mnie wszystko musi być poukładane. Jak skończyłam liceum to marzyłam o studiach – nie w głowie było mi zakładanie rodziny czy dzieci. Po studiach zaczęłam pracować i odkładać kase na wesele. Planowaliśmy wesele bardzo szczegółowo – był to najpiękniejszy dzień naszego życia. No i przeszliśmy rozmowę co dalej. Czy po ślubie od razu dziecko – ja chciałam troszkę poczekać. Chciałam nacieszyć się tym stanem bycia razem jako małżeństwo. Potem zaczęliśmy starania i trwały długo..2,5 roku. Ale czy coś bym zmieniła? Nie! Czy zaczęłabym się starać wcześniej? Nie! Bo ja nie czułam się gotowa. Podczas starań miotały mną różne emocje, bałam się, ze nigdy dzieci mieć nie będę. Alenie żałowałam, że tyle „czekaliśmy” ze staraniami. A piszę ten wpis, żeby powiedzieć, żeby osoby, które się starają nie zapomniały o sobie! O małżeństwie, o przyjemnościach! Mimo tego stresu, lęku i wylanych łez, dobrze wspominam starania. Chodziliśmy do kina czy restauracji kiedy chcieliśmy, podróżowaliśmy. Jezdziliśmy na kiermasze świąteczne za granicę – kupowaliśmy bilet, autobus i już byliśmy. Robiliśmy sobie filmowe maratony, albo serialowe, ja czytałam dużo książek. I to tez było piękne, teraz niestety wszystko wymaga więcej planowania, mniej spontaniczni możemy być, z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować. Jest pięknie, ale jest inaczej. I nie wstydzę się tego, że z przyjemnością wspominam nasze życie przed dzieckiem, bo ono też było świetne. Czasami nawet mi się zatęskni, za taką wolnością i spontanicznością. Jak lało to nagle biegliśmy w deszczu, nie musiałam myśleć, że dziecko mi się przeziębi czy zmoczy, nie myślałam czy jestem w stanie wejść do restauracji, bo może są schody, czy się tam zmieszczę, czy to odpowiednia pora i tak dalej..;)
I tak nawiązując do ciąży w moim otoczeniu - tak sobie w głowie pomyślałam, że na ich miejscu porozkoszowałabym się jeszcze spokojem rok albo dwa;) Oczywiście nie powiedziałam tego na głos, nigdy bym takiego czegoś komuś nie powiedziała. Ale tak sobie pomyślałam, że jeszcze są nieświadomi jak wielkie wyzwanie przed nimi. Jestem pewna, że będą super rodzicami, ale myślę,że nie wiedzą jeszcze jaka to rewolucja.
Na studiach poznałam jedną panią, hmm w wieku około 50 lat. Zpaytała mnie czy mam dzieci, wtedy jeszcze nie miałam i byłam w czasie starań. Powiedziałam, że nie. A ona na to – i bardzo dobrze, nie ma się do czego spieszyć. Zapytałam czy ona ma – tak, 4 dzieci. I tak z uśmiechem to wspominam, ona wiedziała, znała tę tajemnicę…;) Że warto celebrować czas we dwoje;) Bo potem to już jazda bez trzymanki;)

10 komentarzy (pokaż)
29 listopada, 15:53

Potrzebuję sił! I powera! Na sobotę musi być gotowe 40 zaproszeń na chrzest i duży tort na rocznicę ślubu. Do tego jutro chrzestny Sary się zapowiedział z narzeczoną, więc będziemy mieć gości;) Bardzo mi miło, że sam chce ją odwiedzić, w sensie, że sam wyszedł z inicjatywą;))) Z chrzestą też się niedawno widzieliśmy:)
Obiad zrobiony, butelki odparzone, dziecko ma drzemke, a ja muszę niedługo zacząć piec blaty bezowe z orzechami do tortu. Ten tort to wyzwanie, jest trudny i do tego jest drogi, bo skladniki kosztują sporo. No ale nie mogłam odmówić koleżance zrobienia go, mimo, że poświęcę na to kilka godzin.

Już w sobotę grudzień i świąteczny czas, mój najukochańszy w roku:) Mam pół spiżarki ozdób światecznych zbieranych od kilku lat plus mnóstwo rzeczy, które sama zrobiłam. Już się nie mogę doczekać jak zacznę dekorować mieszkanie <3

7 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)