Letnia promocja w BellyBestFriend!

Aktywuj abonament Premium w BellyBestFriend od dziś do 31 sierpnia a otrzymasz od nas prezent:

1 miesiąc - otrzymasz 15 dni w prezencie!

3 miesiące - otrzymasz 1 miesiąc w prezencie!

12 miesiący - otrzymasz 2 miesiące w prezencie!


Z abonamentem BellyBestFriend możesz korzystać również z KidzFriend oraz OvuFriend!

Promocja trwa do 31 sierpnia 2019 roku.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Dogoniłam czas

Autor: Marti...
19 lipca, 13:40

male podsumowanie ostatnich dni.

w srode niestety musiala ja odebrac ze zlobka po godzinie. super sie bawila, ale katar i kaszel byly zbyt natarczywe mimo braku goraczki. wczoraj zostala w domu. dzis tylko sladowe ilosci kataru, wiec poszla do zlobka.
iiiiiiiiiiiiiiiii

po raz pierwszy ani razu nie plakala. jak weszlysmy od razu wyciagnela raczki do cioci. zjadla cale sniadanie, potem super sie bawila, dzic byla tez piaskowanica, ponoc super sama wszystko ogarniala (a byla moze 2 razy na mazurach). potem obiadek caly zjadla i odebralam ja przed drzmeka. jejuuuuu. jaki kamien z serca.tym, ktore maja rozterke czy oddac dziecko do zlobka, czy gotowe, czy da rade. moge smialo napisac, ze na pocztaku myslalam, ze zrezygnujemy, jesli to tulenie i placz beda za dlugo trwaly. ale prawda jest taka, ze dzieci ukladaja to sobie w glowkach. zaczynaja doceniac chwile gdzie moga robic inne rzeczy niz w domu, gdzie maja inne dzieci i zabawki. Moja Olcia otworzyla sie na ten swiat i serce mi sie raduje.

gdy po nia wyszlam byla sama na slai zabaw, bo dzieci byly kladzione spac i ciocia, ktora byla na sali zabaw przewijala inne dziecko (w tym samym pomieszczeniu). Gdy Ola mnnie zobaczyla, od razu sie usmiechnela, ja wyciagnelam rece przez barierke, zeby sama podeszla. a ona pieknie wstala, wyciaga raczki i leci do mnie. Boszzzzzzz. jaka to piekna chwila dla mnie byla. widzialam, ze jest tam szczesliwa i czuje sie pewnie.


aaaa, no wlasnie. od kilku dni Ola sama chodzi. potrafi przejsc i nawet troche przebiec cale mieszkanie, czasem sie wywraca na pupe i niestety z wygody czesto proci, zeby chodzic za reke. Ale juz potrafi chodzic :) nawet psa goni wokol stolu na nogach nie czworakach :)

jest fajnie.

w poniedzialek, jesli nic sie nie zmieni, to moj P bierze urlop i idziemy do kina i na obiad!!!! pierwszy raz do kina od 14 miesiecy razem!!!!!!!! (tzn w ogole, bo osobno nie chodzimy :) ).

jest duzo zalet zlobka. doceniam to po dniach choroby, gdy doslownie juz nie wiedzialam co jej wymyslac do zabawy, bo najchetniej to chciala byc noszona albo prowadzana za reke. niczym bawic sie nie chciala, ja niczego zrobic nie moglam. przez kaszel noce byly tragiczne. ja na skraju wyczerpania fizycznego (co kaszlniecie, to ona placz i kazala sie brac na rece z lozeczka. nie pozwalala mi usiasc, wiec musialam stac i tulic i kolysac... no super o 1,2,3,4 w nocy. rewelacja) . dlatego mialam kryzys. nawet sie rozbeczalam jednego wieczoru i z mezem nie zmaienilam zadnego slowa. mam poczucie, ze Ola interesuja sie wszyscy. nikt przy niej nie pomaga, ale o mnie nawet nikt nie zapyta jak ja to znosze, jak daje rade. Przeciez Ola taka grzeczna i rozumna. no tak. tak jest. tylko Wy wiecie jak to jest samotnie zajmowac sie dzieckiem. dlatego tak jak Jezyk, zaczelam wreczac ojcu dziecko i mowic, ze musze zorbic zupe, isc na zakupy itp... ja po prostu nie dam rady.

zlobek jest zbawieniem, choc narazie jest tam na malo czasu i niewiele moge zorbic. samotne zakupy bez pospiechu (wiem, rarytas!!!), gotowanie, szybkie ogarniecie chaty, pranie, 30 min na kawe i znowu przez park popierdzielam z psem po Ole. w nastepnym tyg, jesli nic nie pokrzyzuje nam planow chce ja oddac w poniedzialek do 15, a od wtorku juz do 16. docelowo bede ja odbierac o 16.30.


jest mi zle i przykro, bo niby w lipcu mialam iec duzo czasu dla siebie. chcialam nadrobic duzo rzeczy, wejsc na dyski firmowe, poczytac jakie projekty teraz realizujemy, zeby wejsc 1 sierpnia juz wprowadzona w tematy. chcialam pocwiczyc, podietowac sie intensywnie, pomaseczkowac....

nie zrealizowalam nic przez choroby.

dlatego sters przed powrotem do pracy narasta, czuje presje i niedosyt wiedzy. a wiem, ze bede zajmowala sie projektami w innym dziale niz moj poprzedni, wiec wypadaloby tez poznac podstawowe mapy procesow, by wiedziec w jaki sposob zeposly dzialaj. lubie byc profesjonalna i przygotowana i nie lubie robic z siebie manekina, co sie nie zna... dlatego jestem zla, ze nie mam czasu dla siebie.

niby moglabym wieczorami, gdy Ola idzie spac ok 19-20... tylko, ze wtedy jest czas na chill, serial, ksiazke, posiedzienie na balkonie i pogadanie z mezem.... chce tez odpoczac po claym dniu.


aaaaaaaaaaa. jeszcze jedna nowinka. od 3 dni, to maz usypia Ole. wczoraj ja robie kolacje (bylo pozno, bo po 20 i Ola nie chciala spac, bo miala 2 drzemki po 1,5 w ciagu dnia przez chorobe), aP. chodzi z ola po przedpokoju za reke. w ktoryms momencie P. mowi, "mama, papa, Ola idzie spac". ja sobie mysle. taaaaaaaa, eheeeeee. jasne. przeciez nie jest spiaca... i koniec. jak wychodze po minucie z kuchni, drzwi od pokoju Oli zamkniete. 10 min. Ola spi. co sie okazalo. Ola wziela ojca za reke, zrobila matce papa i centralnie zaprowadzila go do pokoju na spanie. no suuuuper. fajnie, ze lubi zasypiac z tatusiem. dzis rano ustalilismy, ze to on usypia, skoro Ola tak wybrala :D alez jestem przebiegla :D

Ola duzo rozumie. prawie nie mowi. tzn mowi, ale chinsku. czasem mamamam, czasem tata, czasem dada. reszta to jej jezyk. ale rozumie chyba wszystko. gdy mowie idziemy czyscic nosek bziubziu, ona bierze mnie za reke i prowadzi do miejsca gdzie jest odkurzacz z katarkiem, gdy mowie idziemy myc zabki szuszuszu, to samo. ostatnio po kapieli, mowie, ze bedziemy suszyc wloski szuszuszu, a ona lapie za szczoteczke... moja wina. pomylilam hasla :D na suszarke nie ywmyslilam jeszcze :D jak pytam, czy chce sniadanko/obiadek itp kiwa glowa, wyciaga pusty talerzyk, tzn ze chce dokladke :) no kurcze fajnie sie robi :D

wiem, ze wiekszosc z Was jest zawiedziona BLW, ale ja sie ciesze. w zlobku Ola sama je. bez problemu stale pokarmy. byl problem z kanapkami, ale zaczelam maglowac kanapki w domu, w sensie z twarogem, wedlinka itp.. tylk otroche warzyw do tego (wczesniej bylo wiecej warzyw niz kanapek). nauczyla sie. zupy podobno sama macha lyzka. ale w domu srednio. ostatnio dalam jej na probe plastikowy widelec do drugiego dania, a ta zaczela nieporadnie, ale nadziewac i wkladac do buzi. to wyniosla ze zlobka. nie dawalam jej wczesniej, bo nie chcialam, zeby sie nie nadziala tym plastikiem i nie zrazila. ale ona kuma to, wiec kwestia cwiczen. oczywiscie jak sie zniecieprliwi, to raczkami je. dlatego jesli tylko dziecko akceptuje BLW, to dla mnie to jest akurat hit :) tylko nie kazde malenstwo ma predyspozycje.

ostatnio na blacie w kuchni ja posadzilam, smazylam jej placuszki bananowe. obok byla miseczka z owoacmi, gdy placki przestygly, polozylam talerzyk obok Oli. a ta, SAMA, bez mojej pomocy i pokazywania przeklada raczka owoce z miseczki na placuszki potem bierze placka do buzi.

dzieci rozumieja wieej niz nam sie wydaje. moje dziecko w ostatnich dniach mega mnie zaskakuje. zaczelam jej zatem tlumaczyc wiecej niz robilam dotychczas. myslalam, ze to takie lanie slow... ale nie. to nie idzie w proznie!!!!

5 komentarzy (pokaż)
1 sierpnia, 11:52

A wiec nastal ten dzien.

Dzis wrocilam do pracy. I dzis zdalam sobie sprawe jak wazne bylo przeprowadzenie stopniowej adaptacji w zlobku. Otoz wczoraj wieczorem olsnilo mnie, ze tak naprawde moje pojscie do pracy zmieni dla Oli tylko rytual wstawania i zmieni sie osoba do odprowadzania do zlobka. Nic poza tym. Poza tym, bedzie zyla w rzeczywistosci ktora dobrze zna! Bo nadal bedzie tam do 16, bo nadal mama odbierze razem z psem, nadal pojdziemy karmic kaczki po drodze w parku, a potem bedzie domowy obiadek, zabawa i przytulanie.

Rzeczywistosc sie zmienia, ale dla mnie.
Dzis wstalam o 6.10 (normalnie wstajemy ok 8, plan byl o 6, ale nie dalam rady). I te 10 min juz na wstepie mnie opoznilo.
Najpierw lazienka, makijaz, potem szykowanie sniadania, potem obudzic Ole (plan o 7), zjesc razem sniadanie, wyprowadzic psa, dac buziaka w czolko i wyjsc do pracy 7.30 aby byc na 8. Taki jest plan, ktory zajmuje mi wg tego co dzis wyszlo 1h 45min (mialam sie zmiescic maks w 1.5 h – nie smiejcie sie, ja jestem bardzo zasadnicza i punktualna. Nawet z Ola na czas jestem w stanie sie zorganizowac) . Juz wiem, ze musze Ole zaczac budzic przed 7, nie o 7. Bo ona jest nieprzytomna nie plakala, ale smiala sie i nie chciala jesc sniadanka, bo za szybko to dla niej. No ale na szcescie zjadla ze dwie lyzki robionego przeze mnie twarozku ze szczypiorkiem , ze dwa gryzy bulki z maslem i plasterek pomidora. Zawsze cos na zoladeczek spadlo. A w zlobku o 9 maja tez sniadanie, wiec luzik. Do zlobka Ole odprowadzil maz. I taki jest plan. On prowadza ja do zlobka na ok 8.15- a ja maks 16.15 ja odbieram. Dzis bede testowac o ktorej ja odbiore wychodzac z pracy o 15 (musze wrocic do domu, wskoczyc w dresy i z psem przejsc park – zlobek po drugiej stronie). Chce zmiescic sie w godzinie od wyjscia z pracy. Oby. dzis czas pokaze.

A ja po powrocie czuje sie zagubiona i samotna. Moj szef jest w innym kraju, zespolu nie mam na miejscu – jestesmy rozproszeni po swiecie (mam samodzielnie funkcjonujace stanowisko i wspieram od strony zarzadzania projektami prace innych zespolow operacyjnych), ale poki co nie wiem kogo bede wspierac. moj szef tylko upewnil sie czy dzis wracam, ale gdzie mam siedziec itd, ogarnialam juz sama. Ma to swoje zalety, bo wybralam sobie super miejscowke z widokiem na Pola Mokotowskie. Ale z drugiej strony nie mam takiego poczucia, ze ktos sie o mnie troszczy. Cala masa nowych twarzy (nie bylo mnie 2 lata). Ja nie znam ich, oni nie znaja mnie. Przechodze przez najnowsze maile, stare kasuje bez czytania, bo po co, jak info niekatualne. Ogladam najnowsze prezentacje firmy... i ogolnie sie nudze! Czekam na rozmowe z moim szefem w przyszlym tygodniu, ma tez mnie odwiedzic i wtedy ustalimy priorytety. A do tego czasu bede chyba bimbac. Co prawda mamy dzisiaj pierwszego calla, gdzie szef chce abym sie przedstawila, opowiedziala o swoich 11 latach w firmie i wczesniejszym doswiadczeniu. Ale tak poza tym, mam nadzieje, ze tak pozostanie jak najdluzej. Czego sie boje? Zasypania iloscia projektow (osoba ktora to robila odeszla w marcu i wszystko lezy odlogiem do tej pory) i przez to pracy po nocach. Chce ustalic z szefem jak bedzie, ze wychodze zawsze o 15, a reszte dopracowuje wieczorem. Pragne tez aby zgodzil sie na uklad, ze jesli Ola chora, to pracuje z domu, a nie L4. Bo prawda jest taka, ze jak jest duzo pracy to kiedys i tak na L4 pracowalam, wiec nie oszukujmy sie, ze nic nie robie. Po prostu w innych godzinach.

Boje sie, aby mojego planu nie zniszczono. Chce byc w pelni dostepna dla dziecka od momentu odbioru ze zlobka, do momentu pojscia spac. Jesli bedzie trzeba bede spala 3h, ale nie ma opcji zebym pracowala jak kiedys... zobaczymy jak to zostanie przyjete.

6 komentarzy (pokaż)
13 sierpnia, 15:17

chwile mnie nie bylo. duzo sie zmienilo, wyjasnilo...
ale po kolei.

w ostatnich 3 tygodniach wyszly nam 3 zeby, kolejny w trakcie produkcji. co oznacza, ze pstatnie tygodnie jak nie urok to sraczka. doslownie. albo gil z kaszlem, albo ostatnio delikatny rota wirus. ciagle cos. ja niestety musze chodzic do pracy. tesciowa przyjechala na 5 dni w zeszlym tygodniu pomoc odbierac Ole wczesniej ze zlobka... ciezki to byl tydzen, ale jakos przetrwalismy. w tym tygodniu juz w sobote zaczal sie nowy katar i nowy kaszel. do zlobka chodzi, bo nie ma wyjscia. humor dopisuje, apetyt dopisuje, zero placzu, zero goraczki wiec teoretycznie moze chodzic. praktycznie wolalabym miec ja w domu.

w pracy u mnie komplikacje. moja rola ewaluowala. wymagane sa podroze jeszcze bardziej niz kiedys.... we wrzesniu musz eleciec do usa na tydzien. niby fajnie, ale nie wyobrazam sobie zostawic Oli. wiem, ze bedzie tesknic, ja bede pewnie ryczec po nocach. ale nie mam wyjscia. pracy teraz nie zmienie. a wewnetrznie nie mam jak sie przeniesc. dlatego zamiast na urlop do juraty we wresniu ja lece do stanow (bylam tam dokladnie 2 lata temu, gdy dowiedziala sie, ze jestem w ciazy... jak mysle o jedzeniu, pokoju, ulicach, az mnie mdli jakbym byla znowu w ciazy. ja nie mialam typowych mdlosci, ale reagowalam na zapach i smak niektorychb potraw. juz rzygam tym wszystkim. jakbym sie cofnela w czasie. nie chce. musze. nie mam wyjscia..... zdecydowalismy, ze maz w tym czasie wezmie urlop w pracy. wiec Ola bedzie chodzila do zlobka, jesli zdrowie pozwoli, ale dzieki temu on wszystko bedzie mogl ogarnac wokol dziecka.... ja nie wiem jak to bedzie. podobno dzieci czasem zaskakuja i potrafia latwo zaadaptowac sie do sytuacji. ale czy moja Ola tak bedzie miala? do tej pory to ja sie nia zajmowalam. moj maz niewiele przy niej robil. ja wiem, ze stanie na wysokosci zadania. ale nie umiem sobie wyobrazic tygodnia bez niej. nie oceniajcie mnie, ze godze sie na taki wyjazd. nie mam wyboru. gdy dowiedzialam sie o wyjezdzie i zaczelam sie wykrecac, to uslyszalam cyt."it's a part of your job" i kilka innych subtelnych sugestii. w nowej pracy wiem, w rolach w jakcich sie widze i do jakich mam zbudowane kompetencje tez wymagane bylyby podroze na poczatku i to chyba nawet czestsze niz ta jedna teraz. poza tym tutaj moge duzo z domu pracowac, gdzies indziej musialabym sie dostosowac, szczegolnie na poczatku, zeby dostac umowe na czas nieokreslony (innej nie biore pod uwage, nie ma takiej opcji. musimy sie nie tylko wyzywic, ale splacac hipoteke, kredyt ...). a gdybym nie mogla pojawic sie w biurze, bo Ola chora lub wyjsc wczesniej, pewnie umowy probnej by mi nie przedluzyli.

dlatego jestem miedzy mlotem a kowadlem. wiem, co jest najlepsze dla mojego dziecka. ale zostac w domu nie moge. nie ma takiej opcji.... serce mis ei kroi.

wybaczcie, ze takie elaboraty i to sluzbowe, ale nie mam gdzie wylac tej goryczy.

jest mi z tym bardzo zle

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)