BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Dogoniłam czas

Autor: Marti...
19 lipca, 13:40

male podsumowanie ostatnich dni.

w srode niestety musiala ja odebrac ze zlobka po godzinie. super sie bawila, ale katar i kaszel byly zbyt natarczywe mimo braku goraczki. wczoraj zostala w domu. dzis tylko sladowe ilosci kataru, wiec poszla do zlobka.
iiiiiiiiiiiiiiiii

po raz pierwszy ani razu nie plakala. jak weszlysmy od razu wyciagnela raczki do cioci. zjadla cale sniadanie, potem super sie bawila, dzic byla tez piaskowanica, ponoc super sama wszystko ogarniala (a byla moze 2 razy na mazurach). potem obiadek caly zjadla i odebralam ja przed drzmeka. jejuuuuu. jaki kamien z serca.tym, ktore maja rozterke czy oddac dziecko do zlobka, czy gotowe, czy da rade. moge smialo napisac, ze na pocztaku myslalam, ze zrezygnujemy, jesli to tulenie i placz beda za dlugo trwaly. ale prawda jest taka, ze dzieci ukladaja to sobie w glowkach. zaczynaja doceniac chwile gdzie moga robic inne rzeczy niz w domu, gdzie maja inne dzieci i zabawki. Moja Olcia otworzyla sie na ten swiat i serce mi sie raduje.

gdy po nia wyszlam byla sama na slai zabaw, bo dzieci byly kladzione spac i ciocia, ktora byla na sali zabaw przewijala inne dziecko (w tym samym pomieszczeniu). Gdy Ola mnnie zobaczyla, od razu sie usmiechnela, ja wyciagnelam rece przez barierke, zeby sama podeszla. a ona pieknie wstala, wyciaga raczki i leci do mnie. Boszzzzzzz. jaka to piekna chwila dla mnie byla. widzialam, ze jest tam szczesliwa i czuje sie pewnie.


aaaa, no wlasnie. od kilku dni Ola sama chodzi. potrafi przejsc i nawet troche przebiec cale mieszkanie, czasem sie wywraca na pupe i niestety z wygody czesto proci, zeby chodzic za reke. Ale juz potrafi chodzic :) nawet psa goni wokol stolu na nogach nie czworakach :)

jest fajnie.

w poniedzialek, jesli nic sie nie zmieni, to moj P bierze urlop i idziemy do kina i na obiad!!!! pierwszy raz do kina od 14 miesiecy razem!!!!!!!! (tzn w ogole, bo osobno nie chodzimy :) ).

jest duzo zalet zlobka. doceniam to po dniach choroby, gdy doslownie juz nie wiedzialam co jej wymyslac do zabawy, bo najchetniej to chciala byc noszona albo prowadzana za reke. niczym bawic sie nie chciala, ja niczego zrobic nie moglam. przez kaszel noce byly tragiczne. ja na skraju wyczerpania fizycznego (co kaszlniecie, to ona placz i kazala sie brac na rece z lozeczka. nie pozwalala mi usiasc, wiec musialam stac i tulic i kolysac... no super o 1,2,3,4 w nocy. rewelacja) . dlatego mialam kryzys. nawet sie rozbeczalam jednego wieczoru i z mezem nie zmaienilam zadnego slowa. mam poczucie, ze Ola interesuja sie wszyscy. nikt przy niej nie pomaga, ale o mnie nawet nikt nie zapyta jak ja to znosze, jak daje rade. Przeciez Ola taka grzeczna i rozumna. no tak. tak jest. tylko Wy wiecie jak to jest samotnie zajmowac sie dzieckiem. dlatego tak jak Jezyk, zaczelam wreczac ojcu dziecko i mowic, ze musze zorbic zupe, isc na zakupy itp... ja po prostu nie dam rady.

zlobek jest zbawieniem, choc narazie jest tam na malo czasu i niewiele moge zorbic. samotne zakupy bez pospiechu (wiem, rarytas!!!), gotowanie, szybkie ogarniecie chaty, pranie, 30 min na kawe i znowu przez park popierdzielam z psem po Ole. w nastepnym tyg, jesli nic nie pokrzyzuje nam planow chce ja oddac w poniedzialek do 15, a od wtorku juz do 16. docelowo bede ja odbierac o 16.30.


jest mi zle i przykro, bo niby w lipcu mialam iec duzo czasu dla siebie. chcialam nadrobic duzo rzeczy, wejsc na dyski firmowe, poczytac jakie projekty teraz realizujemy, zeby wejsc 1 sierpnia juz wprowadzona w tematy. chcialam pocwiczyc, podietowac sie intensywnie, pomaseczkowac....

nie zrealizowalam nic przez choroby.

dlatego sters przed powrotem do pracy narasta, czuje presje i niedosyt wiedzy. a wiem, ze bede zajmowala sie projektami w innym dziale niz moj poprzedni, wiec wypadaloby tez poznac podstawowe mapy procesow, by wiedziec w jaki sposob zeposly dzialaj. lubie byc profesjonalna i przygotowana i nie lubie robic z siebie manekina, co sie nie zna... dlatego jestem zla, ze nie mam czasu dla siebie.

niby moglabym wieczorami, gdy Ola idzie spac ok 19-20... tylko, ze wtedy jest czas na chill, serial, ksiazke, posiedzienie na balkonie i pogadanie z mezem.... chce tez odpoczac po claym dniu.


aaaaaaaaaaa. jeszcze jedna nowinka. od 3 dni, to maz usypia Ole. wczoraj ja robie kolacje (bylo pozno, bo po 20 i Ola nie chciala spac, bo miala 2 drzemki po 1,5 w ciagu dnia przez chorobe), aP. chodzi z ola po przedpokoju za reke. w ktoryms momencie P. mowi, "mama, papa, Ola idzie spac". ja sobie mysle. taaaaaaaa, eheeeeee. jasne. przeciez nie jest spiaca... i koniec. jak wychodze po minucie z kuchni, drzwi od pokoju Oli zamkniete. 10 min. Ola spi. co sie okazalo. Ola wziela ojca za reke, zrobila matce papa i centralnie zaprowadzila go do pokoju na spanie. no suuuuper. fajnie, ze lubi zasypiac z tatusiem. dzis rano ustalilismy, ze to on usypia, skoro Ola tak wybrala :D alez jestem przebiegla :D

Ola duzo rozumie. prawie nie mowi. tzn mowi, ale chinsku. czasem mamamam, czasem tata, czasem dada. reszta to jej jezyk. ale rozumie chyba wszystko. gdy mowie idziemy czyscic nosek bziubziu, ona bierze mnie za reke i prowadzi do miejsca gdzie jest odkurzacz z katarkiem, gdy mowie idziemy myc zabki szuszuszu, to samo. ostatnio po kapieli, mowie, ze bedziemy suszyc wloski szuszuszu, a ona lapie za szczoteczke... moja wina. pomylilam hasla :D na suszarke nie ywmyslilam jeszcze :D jak pytam, czy chce sniadanko/obiadek itp kiwa glowa, wyciaga pusty talerzyk, tzn ze chce dokladke :) no kurcze fajnie sie robi :D

wiem, ze wiekszosc z Was jest zawiedziona BLW, ale ja sie ciesze. w zlobku Ola sama je. bez problemu stale pokarmy. byl problem z kanapkami, ale zaczelam maglowac kanapki w domu, w sensie z twarogem, wedlinka itp.. tylk otroche warzyw do tego (wczesniej bylo wiecej warzyw niz kanapek). nauczyla sie. zupy podobno sama macha lyzka. ale w domu srednio. ostatnio dalam jej na probe plastikowy widelec do drugiego dania, a ta zaczela nieporadnie, ale nadziewac i wkladac do buzi. to wyniosla ze zlobka. nie dawalam jej wczesniej, bo nie chcialam, zeby sie nie nadziala tym plastikiem i nie zrazila. ale ona kuma to, wiec kwestia cwiczen. oczywiscie jak sie zniecieprliwi, to raczkami je. dlatego jesli tylko dziecko akceptuje BLW, to dla mnie to jest akurat hit :) tylko nie kazde malenstwo ma predyspozycje.

ostatnio na blacie w kuchni ja posadzilam, smazylam jej placuszki bananowe. obok byla miseczka z owoacmi, gdy placki przestygly, polozylam talerzyk obok Oli. a ta, SAMA, bez mojej pomocy i pokazywania przeklada raczka owoce z miseczki na placuszki potem bierze placka do buzi.

dzieci rozumieja wieej niz nam sie wydaje. moje dziecko w ostatnich dniach mega mnie zaskakuje. zaczelam jej zatem tlumaczyc wiecej niz robilam dotychczas. myslalam, ze to takie lanie slow... ale nie. to nie idzie w proznie!!!!

5 komentarzy (pokaż)
1 sierpnia, 11:52

A wiec nastal ten dzien.

Dzis wrocilam do pracy. I dzis zdalam sobie sprawe jak wazne bylo przeprowadzenie stopniowej adaptacji w zlobku. Otoz wczoraj wieczorem olsnilo mnie, ze tak naprawde moje pojscie do pracy zmieni dla Oli tylko rytual wstawania i zmieni sie osoba do odprowadzania do zlobka. Nic poza tym. Poza tym, bedzie zyla w rzeczywistosci ktora dobrze zna! Bo nadal bedzie tam do 16, bo nadal mama odbierze razem z psem, nadal pojdziemy karmic kaczki po drodze w parku, a potem bedzie domowy obiadek, zabawa i przytulanie.

Rzeczywistosc sie zmienia, ale dla mnie.
Dzis wstalam o 6.10 (normalnie wstajemy ok 8, plan byl o 6, ale nie dalam rady). I te 10 min juz na wstepie mnie opoznilo.
Najpierw lazienka, makijaz, potem szykowanie sniadania, potem obudzic Ole (plan o 7), zjesc razem sniadanie, wyprowadzic psa, dac buziaka w czolko i wyjsc do pracy 7.30 aby byc na 8. Taki jest plan, ktory zajmuje mi wg tego co dzis wyszlo 1h 45min (mialam sie zmiescic maks w 1.5 h – nie smiejcie sie, ja jestem bardzo zasadnicza i punktualna. Nawet z Ola na czas jestem w stanie sie zorganizowac) . Juz wiem, ze musze Ole zaczac budzic przed 7, nie o 7. Bo ona jest nieprzytomna nie plakala, ale smiala sie i nie chciala jesc sniadanka, bo za szybko to dla niej. No ale na szcescie zjadla ze dwie lyzki robionego przeze mnie twarozku ze szczypiorkiem , ze dwa gryzy bulki z maslem i plasterek pomidora. Zawsze cos na zoladeczek spadlo. A w zlobku o 9 maja tez sniadanie, wiec luzik. Do zlobka Ole odprowadzil maz. I taki jest plan. On prowadza ja do zlobka na ok 8.15- a ja maks 16.15 ja odbieram. Dzis bede testowac o ktorej ja odbiore wychodzac z pracy o 15 (musze wrocic do domu, wskoczyc w dresy i z psem przejsc park – zlobek po drugiej stronie). Chce zmiescic sie w godzinie od wyjscia z pracy. Oby. dzis czas pokaze.

A ja po powrocie czuje sie zagubiona i samotna. Moj szef jest w innym kraju, zespolu nie mam na miejscu – jestesmy rozproszeni po swiecie (mam samodzielnie funkcjonujace stanowisko i wspieram od strony zarzadzania projektami prace innych zespolow operacyjnych), ale poki co nie wiem kogo bede wspierac. moj szef tylko upewnil sie czy dzis wracam, ale gdzie mam siedziec itd, ogarnialam juz sama. Ma to swoje zalety, bo wybralam sobie super miejscowke z widokiem na Pola Mokotowskie. Ale z drugiej strony nie mam takiego poczucia, ze ktos sie o mnie troszczy. Cala masa nowych twarzy (nie bylo mnie 2 lata). Ja nie znam ich, oni nie znaja mnie. Przechodze przez najnowsze maile, stare kasuje bez czytania, bo po co, jak info niekatualne. Ogladam najnowsze prezentacje firmy... i ogolnie sie nudze! Czekam na rozmowe z moim szefem w przyszlym tygodniu, ma tez mnie odwiedzic i wtedy ustalimy priorytety. A do tego czasu bede chyba bimbac. Co prawda mamy dzisiaj pierwszego calla, gdzie szef chce abym sie przedstawila, opowiedziala o swoich 11 latach w firmie i wczesniejszym doswiadczeniu. Ale tak poza tym, mam nadzieje, ze tak pozostanie jak najdluzej. Czego sie boje? Zasypania iloscia projektow (osoba ktora to robila odeszla w marcu i wszystko lezy odlogiem do tej pory) i przez to pracy po nocach. Chce ustalic z szefem jak bedzie, ze wychodze zawsze o 15, a reszte dopracowuje wieczorem. Pragne tez aby zgodzil sie na uklad, ze jesli Ola chora, to pracuje z domu, a nie L4. Bo prawda jest taka, ze jak jest duzo pracy to kiedys i tak na L4 pracowalam, wiec nie oszukujmy sie, ze nic nie robie. Po prostu w innych godzinach.

Boje sie, aby mojego planu nie zniszczono. Chce byc w pelni dostepna dla dziecka od momentu odbioru ze zlobka, do momentu pojscia spac. Jesli bedzie trzeba bede spala 3h, ale nie ma opcji zebym pracowala jak kiedys... zobaczymy jak to zostanie przyjete.

6 komentarzy (pokaż)
13 sierpnia, 15:17

chwile mnie nie bylo. duzo sie zmienilo, wyjasnilo...
ale po kolei.

w ostatnich 3 tygodniach wyszly nam 3 zeby, kolejny w trakcie produkcji. co oznacza, ze pstatnie tygodnie jak nie urok to sraczka. doslownie. albo gil z kaszlem, albo ostatnio delikatny rota wirus. ciagle cos. ja niestety musze chodzic do pracy. tesciowa przyjechala na 5 dni w zeszlym tygodniu pomoc odbierac Ole wczesniej ze zlobka... ciezki to byl tydzen, ale jakos przetrwalismy. w tym tygodniu juz w sobote zaczal sie nowy katar i nowy kaszel. do zlobka chodzi, bo nie ma wyjscia. humor dopisuje, apetyt dopisuje, zero placzu, zero goraczki wiec teoretycznie moze chodzic. praktycznie wolalabym miec ja w domu.

w pracy u mnie komplikacje. moja rola ewaluowala. wymagane sa podroze jeszcze bardziej niz kiedys.... we wrzesniu musz eleciec do usa na tydzien. niby fajnie, ale nie wyobrazam sobie zostawic Oli. wiem, ze bedzie tesknic, ja bede pewnie ryczec po nocach. ale nie mam wyjscia. pracy teraz nie zmienie. a wewnetrznie nie mam jak sie przeniesc. dlatego zamiast na urlop do juraty we wresniu ja lece do stanow (bylam tam dokladnie 2 lata temu, gdy dowiedziala sie, ze jestem w ciazy... jak mysle o jedzeniu, pokoju, ulicach, az mnie mdli jakbym byla znowu w ciazy. ja nie mialam typowych mdlosci, ale reagowalam na zapach i smak niektorychb potraw. juz rzygam tym wszystkim. jakbym sie cofnela w czasie. nie chce. musze. nie mam wyjscia..... zdecydowalismy, ze maz w tym czasie wezmie urlop w pracy. wiec Ola bedzie chodzila do zlobka, jesli zdrowie pozwoli, ale dzieki temu on wszystko bedzie mogl ogarnac wokol dziecka.... ja nie wiem jak to bedzie. podobno dzieci czasem zaskakuja i potrafia latwo zaadaptowac sie do sytuacji. ale czy moja Ola tak bedzie miala? do tej pory to ja sie nia zajmowalam. moj maz niewiele przy niej robil. ja wiem, ze stanie na wysokosci zadania. ale nie umiem sobie wyobrazic tygodnia bez niej. nie oceniajcie mnie, ze godze sie na taki wyjazd. nie mam wyboru. gdy dowiedzialam sie o wyjezdzie i zaczelam sie wykrecac, to uslyszalam cyt."it's a part of your job" i kilka innych subtelnych sugestii. w nowej pracy wiem, w rolach w jakcich sie widze i do jakich mam zbudowane kompetencje tez wymagane bylyby podroze na poczatku i to chyba nawet czestsze niz ta jedna teraz. poza tym tutaj moge duzo z domu pracowac, gdzies indziej musialabym sie dostosowac, szczegolnie na poczatku, zeby dostac umowe na czas nieokreslony (innej nie biore pod uwage, nie ma takiej opcji. musimy sie nie tylko wyzywic, ale splacac hipoteke, kredyt ...). a gdybym nie mogla pojawic sie w biurze, bo Ola chora lub wyjsc wczesniej, pewnie umowy probnej by mi nie przedluzyli.

dlatego jestem miedzy mlotem a kowadlem. wiem, co jest najlepsze dla mojego dziecka. ale zostac w domu nie moge. nie ma takiej opcji.... serce mis ei kroi.

wybaczcie, ze takie elaboraty i to sluzbowe, ale nie mam gdzie wylac tej goryczy.

jest mi z tym bardzo zle

5 komentarzy (pokaż)
26 sierpnia, 19:50

od 14 sierpnia Ola byla w domu.

w ciagu 2 tygodni przeszlysmy z kataru z kaszlem w nachodzaca trzydniowke i rotawirusa (te osttanie raczej nie zlapane w zlobku, bo w nim nie byla).

jestem zmeczona chorobami.

dzis Olcia wrocila do zlobka. niestety pol dnia ciocie ja tulily, a ona poplakiwala. adaptacja od nowa. mam nadzieje, ze dziewczynka bedzie silna i szybko sobie przypomni, ze mama wraca i odbiera.... i oby szybko nie zlapala kolejnego syfu.

ja w pracy powoli sie odnajduje. wtorki mam masakre. mimo, ze pracuje normalnie (8-16), to tego dnia chodze raczej na 14 do pracy, wychodze ok 19 i pozniej jeszcze z domu mam od 20.30 do 22 spotkania (wirtualne)... uroki pracy z inna strefa czasowa. reszta tygodnia raczej ok. to czego nie skoncze do 16, moge zrobic gdy Ola spi. oby nie bylo duzo wyjazdow. to sie jakos ogarnie. to duza szansa dla mnie i przeogromne wyzwanie. boje sie czy dzwigne, czy dam rade. ale innej opcji nie ma. musze byc silna za nas obie.

9 komentarzy (pokaż)
17 września, 13:06

jakos nie mam weny na pisanie.

za mna 6cio dniowy wyjazd bez Oli.
tat spisal sie na medal. Ola tylko czasem darła sie : "maaaamaaaaaa". ale to sporadycznie. byla lekko osowiala, bo tesknota byla. ale bardzo duzo pomogla tu rutyna do zlobka. za dnia sie nie nudzila, zna otoczenie i byla radosna. troche marudna wieczorami, ale spodziewalam sie tego.

gdy wrocilam nie wiedzialam jaka bedzie reakcja. zakladalam rozne scenariusze, ale tego nie przewidzialam. jak tylko weszlam do drzwi, Ola sie usmiechnela. wyciagnela do mnie raczki, ale zanim sie przytulila przygladala sie mojej twarzy, upewniajac sie, ze to ja. po chwili znowu sprawdza i patrzy na mnie i sie przytula. robila tak jeszcze kilka razy w ciagu dnia. przeurocze to bylo. nie nosi natomiast zadnych sladow traumy. uspokoila sie i spi dluzej w trakcie drzemek. wszystko wrocilo do normy.

w ciagu tygodnia zaczela wiecej gadac po swojemu. jakies nowe dziwne chinskie slowa :) urocza jest. i zaczyna byc bardzo samodzielna. mozna dac jej talerzyk i niesie do lawy, gdzie ma postawiony taborecik. niestety nie chce siedziec w foteliku przy stole. w koncu juz jest dorosla ;) ona ma swoj taborecik i swoj stolik :D przepieknie je lyzeczka zupy roznej gestosci. jednak jedzenie widelcem jest problematyczne. stara sie nim jesc jak lyzczka, czasem tylko skuma, ze trzeba nadziac. poza tym mozna jej juz wydawac drobne polecenia. typu zniaes bluzeczke do swojego pokoju. chodz umyc zabki. itd. przesmieszna jest, kiedy zje swoje danie i bierze talerzyk i wrecz biegnie do kuchni wyciagajac raczki do blatu - to znaczy, ze ma byc dokladka :)

w wozku zaczyna nie chciec siedziec. w trakcie spaceru sie buntuje i ona bedzie chodzic. sama. oczywiscie w kierunku totalnie przeciwnym. strasznie mnie to irytuje, szczegolnie, ze z 40 min zrobily sie 2h na jedno wyjscie jak postanowi wedrowac .... ehhhhh. tylko cierpliwosc nas uratuje ;)

w zlobku jest super. ponoc jedyne dziecko ktore nie placze w ciagu dnia (nie liczac rozstan, bo jak ja ja odprowadzam, to niezmiennie dramat). bardzo sie ciesze z podjecia tej decyzji, aczkolwiek boje sie kolejnej fali chorob. teraz leci trzeci tydzien jak chodzi ciagiem... caly okres wczesniej od adaptacji do 3 tyg temu byly przeplatane choroby. podobno dzieci w jej grupie teraz kaszlace i zasmarane. tylko czekam, az sie zacznie u nas. choc od 3 tyg podaje syrop na uodpornienie. podobno kladzie na lopatki wszystkie nowoczesne wynalazki. 5ml syropu zawiera: Imunoglukanu (beta-(1,3/1,6)-D-glukan) 50mg, witaminy C 50mg (62,5%). polecony przez farmaceutke, ktora ma dwoje odchowanych dzieci, gdy konsultowalam jaki tran kupic. ponoc wymiata na dluzsza mete i ma bardzo naturalny sklad. takze licze na to, ze nam pomoze jakos przetrwac.


ciesze sie, ze wrocilam, ale odpoczelam tez i na nowo ucze sie cierpliwosci w niektorych sytuacjach. ;)

2 komentarze (pokaż)
26 września, 11:06

Ola 2 dni temu skonczyla 16 miesiecy.

W poniedzialek zostala w domu, bo od piatku wieczora katar/kaszel. ale dzieki lekom na uodpornienie duzo lagodniej przeszla wirusa. od wtorku chodzi do zlobka. nadal lekki katar, ale najgorzej jest po przebudzeniu. jak juz sie "odflegmi" (katarek pomaga z nosem, a inhalacje pomagaja przy kaszlu), to w ciagu dnia malo oznak choroby.

odkrylam jak rozstawac sie z Ola w zlobku bez placzu. rozbieram ja nie w przedpokoju, gdzie sa pufy do siedzenia, ale przy barierkach zabezpieczajacych na sale. jak tylko zdejme z niej ubranie wierzchnie, otwieram barierke, Ola sama przechodzi do sali i od razu wyciaga raczki do cioci. ciocia tuli i jest bardzo ok. nie jest zachwycona, ale nie placze. wczoraj musialam zrobic maly porzadek na jej poleczce. wiec mialam okazje na zywo zobaczyc co robi w ok 5 min po oddaniu. i ku mojemu zaskoczeniu, jak juz znikne z jej pola widzenia, Ola zaczyna sie usmiechac, macha raczka do przychodzacych dzieci jakby je witala i ogolnie jest super. Ciocie w zlobku na pytanie czy wszystko ok, czy miala humor po calym dniu odpowiadaja: "czy Ola plakala? nieeeeeeeee. przeciez Ola to Ola". radosna z niej dziewczynka. naprawde. tak sie ciesze, ze trafil mi sie taki egzemplarz. co nie oznacza, ze jest latwa w obsludze. Ola mowi moze 3 slowa. bardzo duzo rozumie. ale tez bardzo duzo uwagi wymaga. gdy jestesmy w domu i czegos chce, gdy cos upadnie/wpadnie, gdy zobaczy cos nowego. trzeba od razu sie przy niej zjawic i pomoc/wytlumaczyc itd. jak sie niecierpliwi, potrafi rzucic jakims przedmiotem i piszczec. wymuszara nie jest. ale tzreba byc bardzo cierpliwym.

aha. tata przestala mowic. mama jest na fali na maksa. tylko "mama" to jak zauwazylismy nie oznacza dla niej osoby. "Mama" mowi zawsze gdy czegos chce. wiec jak slysze "mammmaaaa" to trzeba leciec, bo potrzeba sie pojawila :)

ostatnio dalam jej do zabawy mazaki (zly pomysl, ciezko w domyciu), potem kupilam kredki swiecowe. Ola uwielbia rysowac. pierwszego dnia siedziala na taboreciku przy lawie chyba godzine. Dalam jej wielki zeszyt a4 do mazania. zmieniala strony gdy zarysowala cala. potem niczym kilkulatek brala zeszyt na podloge, kladla sie na brzuszku i dalej rysowala. wygloadalo to bosko. bo tak robia dzieci duzo starsze, gdy np rysuja czy czytaja. byla skupiona i gaworzyla sobie pod noskiem rysujac. no boskie to bylo.

ze smiesznych rzeczy. wyciagnelam tipi, ktore nie spotkalo sie z jej zainteresowaniem 4 miesiace temu... o matko. jaki szal dupy byl. niestety nie mozna jej samej zostawic, bo odbijala sie od scianek namiotu niczym od siatek trampoliny i skakala w srodku. wiec trzeba trzymac nogi, zeby sie zawalilo na nia. brykala chyba z godzine. smiala sie, piszczala. ja juz mialam dosyc, wiec sposobem schowalismy za drzwi tipi, gdy Ola byla przewijana w swoim pokoju. gdy wrocila byla bardzo zawiedziona, ze nie ma tipi. poszla sprawdzic tam gdzie zawsze stalo. nie ma. odpuscila. my zadowoleni, ze mozna odpoczac, a ona po chwili zauwazyla, ze tipi jest za drzwami. ale co nas rozbroilo w tej sytuacji. szla z drugiej strony sciany zobaczyc czy jest tipi nie zagladala za drzwi. taki malutki glupolek z niej jeszcze. zrobila tak kilka razu. patrzy za szybe i myk sprawdzic tyl sciany. hahahahahaha. padlam.

dzis rozpakowala ze mna cala zmywarke. podaje mi wszystko do chowania. wiadomo, trzeba uwazac na szklane rzeczy. ale cie chce jej wykluczac z takich obowiazkow. niech sie uczy. szczegolnie, ze jej ulubiona zabawa to nasladowanie. ostatnio pranie sciaga mi caly czas z suszarki. zaklada sobie na szyje niczym szalik swoje rzeczy i idze do swojego pokoju polozyc obok szafki.... to nic, ze nadal mokre :D ale i tak. wsperam to, bo z czasem sie przyda.

porzadnicka jest nadal. gdy dostanie cale jablko. szuka talerzyka, zeby polozyc owoc. gdy rosypia sie kredki, bierze kubeczek i chowa wszystkie do niego. gdy rozsypujemy klocki do zabawy, po skonczonej zabawie pomaga mi je schowac do pudelka.
te chwile rozbrajaja mnie na maksa. bo widze, ze dorasta.

moim zdaniem od ok roku do teraz jest najfajniejszy okres macierzynstwa. kiedy jest juz troche smaodzielna, kiedy mozna sie z nia dogadac (oprocz mama,tata mowi: "tak", "nie" oraz czasem "dac"). to spokojnie wystarczy do komunikacji. ale nie moge doczekac sie jak zacznie wiecej mowic. uwielbiam gdy mowie do niej: chodz sie przytulic, a ona biegnie i wtula sie w moje ramiona. (to oczywiscie tylko wtedy gdy ona chce, bo czasem kiwa glowa na nie - i nie ma przytulania ;) ). gdy mowie: daj buziaka, pochyla glowke, zeby calowac ja w czubek glowy (ja sie ciesze, nie chce zeby babcie i inne calowaly ja po twarzy :D ) i jest cala masa rzeczy, ktore mnie ujmuja, tylko tak trudno zebrac to w calosc.

z rzeczy trudnych: chodzenie wieczorne spac. o matko. tragedia. widac, ze zmeczona, zatacza sie jak pijana,przewraca itd. do lozka nie, bo ryk. musi sie tak dobic, ze sama bierze mnie za reke i prowadzi do lozeczka. tylko ten proces zamiast 15 min jak kiedys teraz trwa czasem 1.5 h. czasem sie w lozeczku rozmysli i dalej kaze sie wyjmowac do zabawy. i tak w kolko.

pogorszylo sie jedzenie. juz nie zawsze chce caly posilek. wczoraj no zjadla ze dwie garascie makaronu swiderki gotowanego. to nic, ze obok warzywka i mieso. tylko makaron. dzis na sniadanie chleb razowy z maslem. pomidora nie ruszyla, choc wczoraj na sniadanie zjadla wlasnie calego pomiroda i nic wiecej. wiec juz widze, ze ma wybiorcze zachcianki i jedzie jakos jednoporduktowo w diecie. wazne ze je, wazne ze kazdego dnia cos innego zje, wiec nie martwie sie tak o braki. ale wez kobieto badz madra i przewidz co tym razem bedzie na tapecie... :)

2 komentarze (pokaż)
28 września, 20:09

Rzecz, która mnie niepokoi... Ola chyba w żłobku zobaczyła jakieś dziecko robiące fiołki . Zrobiła jednego przy nas na łóżku. Próbuje też na podłodze, ale ja powstrzymuje. Wiem, że kiedyś to będzie norma. Ale to chyba za wcześnie!!!??? Czy Wasze maluchy też próbują?

1 komentarz (pokaż)
15 października, 11:17

jakos cicho tu ostatnio. nic nie piszecie Dziewczyny. jak zyjecie? jak Wasze maluchy?

u nas Ola nadal niewiele mowi. najczescie uzywane slowa to tata, mama, tak. zaczela mowic BA na bach, gdy upadnie, KA - na Slomke (naszego psa). ale idzie sie z nia dogadac o wszystko. dobrze ja czytam, ona sama duzo pokazuje.
wydaje dzwieki jak robi piesek, ktoek, krowka. nie do konca tak jak to brzmi, ale ja rozrozniam. piesek jest najbardziej podobny do "chau-chau", choc brzmi bardziej jak "hu-hu" :)
gdy ogadamy ksiazeczke, potarfi wskazac zwierzatka o jakie ja pytam.
uwielbia ukladac drewniane ukladanki. najfajniej jej idzie (100% bezblednosci) z ukadanka, ktora pod danym elementem ma takie samo zdjecie jak na puzzlu. wysypujemy wszystko na podloge i pytam ja gdzie jest krowa/swinka itd, ona lapie puzzla i pozniej pytam ja, a gdzie jest na planszy? i ona wklada w odpowiednie okienko. mega :) duma mnie rozpiera.
lubi tez ukladac wierze z klockow.

uwielbia sprzatac. gdy chce ja przebrac i podaje ubranka czyste, to zanosi je do pralki :) myslac, ze to do prania. gdy szykujemy kapiel, to podaje jej rzeczy i ona ladnie zanosi do lazienki. rozpakowywanie zmywarki przeszlo na level up, teraz nie tylko podaje, ale wrzuca co jej sie nawinie w raczki do akurat otwartej szafki.. trzeba uwazac, zeby nic nie potlukla. nadal chodzi jak pijana, szczegolnie gdy jest spiaca. na spacerze potrafi przejsc spokojnie dystans 1,5km. na wybory w niedziele poszla z nami na pieszo. wzielismy wozek, ale w ogole z niego nie skorzystala :) jak sie na cos uprze to jest dramat i histeria. nic nie idzie wytlumaczyc, naogol pozwalam jej sie wywrzesczec i pozniej proponuje przytulanie. tlumacze tez, ale widze, ze pona nie chce sluchac :)

do zlobka poki co chodzi nadal. naprawde wierze w moc tego leku na odpornosc. nawet jak lapala ostatnio katar, wo widzialam, ze o wiele lagodniej przechodzi chorobe. bede kontynuowac aplikacje leku.

Ola uwielbia rysowac, nadal zmienia sobie siedzenie przy lawie na lezenie na brzuszku i rysowanie dalej.

na gwiazdke planujemy kupic na spolke z dziadkami kuchnie dla dzieci do zabawy. to jest ulubiony "mebel" na wszelkich placaw zabaw i knajpach do jakich chodzimy. potrafi sie bawic sama z godzine. martwie sie tylko, ze za duzo miejsca nam zajmie w mieszkaniu, no ale czego sie nie robi ;)

z nowych rzeczy to ostatnio zaczela chodzic na kolanach. to zapewne jakis kolejny etap. nie robi tego czesto, ale jak ma maly dystans do rpzejscia, to wlasnie z siadu wstaje na kolanka i przechodzi te trzy kroki.

za nami jakis skok rozwojowy. przez 4 dni od ok 3 w nocy do samego rana wybudzala sie z krzykiem co 15 min. ja chodze jak zombie, bo przeciez jak mozna tak spac ;)
ale po akcji nocnej widze, ze jest jakas doroslejsza. rzeczy ktore umiala robi dokladniej itp.

i urosla chyba. jakos z dnia na dzien :) serio. 2 tyg temu zakladalam jej jedna bluzke, ktora byla przyduza. zalozylam ja dzisiaj, a pona jakas tak krotka :)

Olka uwielbia gotowac. kaze sie brac na rece i miesza w garach. probowac chce. kuchara mi rosnie. jestem zachwycona. niestety w tych czasach nie kazdy bawi sie w gotowanie. a ja uwazam, ze to wielki talent, ktory trzeba pielegnowac. nie moge doczekac sie, jak bedzie mi pomagala tak naprawde :)

w pracy poukladalam sobie wszystko. duzo pracuje z domu, bo moge. wieczorne spotkania ze Stanami poprzekladalam tak, ze tylko w czwartek koncze o 17, czyli najpozniej. czasem wpadnie cos ad-hock, wtedy ustawiam calle na po 20. mam pewnosc, ze Ola spi i moge sie skoncentrowac.

chcialabym tez bardzo, zebysmy zalapali sie do panstwowego przedszkola. ... nie wiem, czy jest tak ciezko jak ze zlobkami. czy sa jakies kryteria finansowe jak przy zlobkach, kiedy zapisywac sie na liste? probowalam googlowac, ale jakos niewiele jest na ten temat w necie. tak od strony praktycznej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października, 12:38

8 komentarzy (pokaż)
15 października, 18:56

EwkaKonewka

https://www.i-apteka.pl/product-pol-2794-Imunoglukan-P4H-plyn-dla-dzieci-powyzej-1-roku-zycia-i-doroslych-120ml.html

Tylko u nas w składzie substancja konserwujące to sorbinian potasu. Nie wiem czy to to samo co w skladzie wymienionym z linka.co do smaku to jest taki cytrynowy, lekko słodki. Moje dziecko chętnie przyjmuje


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października, 18:58

1 komentarz (pokaż)
16 października, 10:26

Anemic, ale u nas chaos jest na porzadku dziennym. tylko niektore zabawy polegaja na zbieraniu klockow, kredek, noszeniu prania, czy wyladowaniu zmywarki itp. a gdy ja sprzatam Ola mi pomaga. natomiast przez wiekszosc dnia zabawki sa wrecz wypatroszone w prawie wszystkich czesciach mieszkania ( w lazience notorycznie zrzuca szampony itd z wanny na podloge). dla mnie to jest ok, ale ucze ja, ze tak 2-3 razy dziennie sprzatamy. na szczescie garnie sie do tego ;)

2 komentarze (pokaż)
18 października, 14:14

Ciekawy artykuł, podnoszący na duchu mamy planujące tylko jedno dziecko.
https://www.focus.pl/artykul/jak-wychowac-jedynaka?page=1

A ja dziś zalpost robię. strasznie mnie zdenerwowala jedna laska w pracy. ogolnie nie lubie jej od zawsze, ale nigdy tego nie okazywalam. spotkalysmy sie w kuchni i z grzecznosci zapytalam, jak tam jej corka (jest o ponad pol roku starsza od mojej), czy choruje, bo sezon na gila rozpoczety itp. a ona na to z pogardliwym wzrokiem odparla, ze jej dziecko nigdy nie chorowalo i nie wie co to znaczy. ja na to, no tak ona do zlobka nie chodzi, to nie ma tez kontaktu z wirusami jak dzieci zlobkowe. a ta do mnie. no ja nie popieram zlobka i nie wyobrazam sobie poslac dziecka do takiej instytucji.... tematu nie ciagnelam, poszlam sobie, bo kawa gotowa. nie mialam ochoty dyskutowac.

ale sie wkurwilam na maksa i poczulam jak najgorsza matka. po pierwsze dzieci, ktore sa w domu z nianiami itd, tez choruja. jakos mi sie wierzyc nie chce, ze przez dwa lata jej dziecko nie mialo nawet kataru. dla mnie sciema. po drugie. rozumiem , ze nie kazde dziecko nadaje sie na zlobek i ta instytucja nie jest dla kazdego. ale ja nie krytykuje jej za to, ze nie socjalizuje swojego dziecka, ktore pewnie wyrosnie na tak zadzierajaca nosa panne jak jej mamusia.... do tego uwazam, ze poza chorobami zlobek ma duzo zalet jesli dziecko sie w nim zaadaptuje i moja corka jest tego przykladem.

ale dla mnie to kolejny przyklad jak matka matce wilkiem. a ja tylko chcialam grzecznie zagadc. jak nie ma o czym, to wiadomo o dzieciach... a po 2 minutach rozmowy odechcialo mi sie wszystkiego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października, 14:20

3 komentarze (pokaż)
23 października, 12:04

Dzień dobry rotawirusie.

Rzyganie od 19 do 21. Dziś rozwolnienie.
Na szczęście narazie nie ma dramatu. Chyba dzięki szcsepieniu. Ale kolejny dowód na to, że się nie uchroni


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października, 12:05

8 komentarzy (pokaż)
25 października, 12:39

Wczoraj rota dopadla mnie. mysalam, ze umre. wieczorem dreszcze i totalny bol wszystkich miesni i kosci. poszlam spac o 19. wstalam jak nowo narodzona.

Ola tez juz wrocila do formy. dzis na sniadanie nawet zjadla 2 jajka na miekko!!! w srode nic nie zjadla, tylko pila wode i mleko, a wczoraj juz zjadla 3 miski krupniczku. wiec wraca do formy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października, 12:40

3 komentarze (pokaż)
15 listopada, 11:30

Moje dzicko mnie rozwalil ostatnio. Nie wiedzialam, ze takie zachowania mozna juz u tak malych dzieci odnotowac. Co sie stalo?
Bylo mi ostatnuio bardzo zle i smutno. Bylam przeciazona i zostawiona sama sobie z cala logistyka, do tego kwekajaca Ola, bo ciagle czegos chce itd itp. Rozplakalam sie. Tak z bezsilnosci. Usiadlam i ryczalam.
A moje dzicko podeszlo do mnie, zaczelo raczkami dotykac moich lez. Zaczelam jej tlumaczyc, ze przepraszam, ale mamie jest przykro, ze to sa lzy, ze za chwilke bedzie mi lepiej. A ona majac w buzi swojego smoczka, poszla do lozeczka, gdzie ma zapasowy, przyniosla mi go, podala i usiadla mi na kolanach wtulajac sie we mnie. Siedzialysmy w bezruchu ok 10 min. Nic nie chciala, niegdzie sie nie wyrywala. Po prostu wtulila sie i siedziala. To chyba byla jedna z 10 najwaspanialszych chwil macierzynstwa. Czy to mozliwe, ze zrozumiala? Zachowanie wskazuje, ze tak. Bardzo mnie zaskoczyla. Plakac chcialo mi sie tym bardziej, myslac, ze jak moge pozwolic sobie na chwile slabosci, gdy mam taka cudowna kruszyne u swojego boku

5 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)