BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Dogoniłam czas

Autor: Marti...
28 marca, 12:32

jakis ciezki czas mamy. dziasla gorne mega rozpulchnione, ale narazie bez kolejnych atakow bolu wymagajacego wspomaganie lekami. w nocy czasem przez sen jakby pokrzykiwala lub zanosila sie placzem.
odkad wstawilam ja do lozeczka, to pieknie spi w nim, ale ja spie przez te wybudzania z placzem u niej na rozkladanej pufie na podlodze u niej. juz tak 3ci tydzien. kregoslup zaczyna mnie bolec. tesknie za moim ortopedycznym materacem w sypialni :)

Ola przepieknie raczkuje, czasem biega raczkujac, a czasem tez lubi sobie popelzac.

zaczal sie lek separacyjny. nie toleruje wszystkich. wczoraj bylysmy u lekarza. caly czas wisiala mi na szyi, jak nie to ryk. nie bylo tak nigdy i nigdy nie wisiala mi na szyi. a lekarz przesympatyczny i pro dzieci, zeby nie bylo. robil co mogl, nawet jej pacynka krokodylem sie bawil (wizelam z domu do zabawy) i swietnie parodiowal zwierzatko. niestety. ryk prawie cale badanie, jesli nie na rekach u mnie.

w ogole ta wczorajsza wyizyta to dluzsza historia. mialysmy isc DZIS na szczepienie. ale lekarka rozchorowala sie i przelozyli nam na dzien wczesniej, nie kilka tygodni do przodu. poszlam ochoczo, bo Ola skonczyla juz 10 miesiecy, a przez ostatnia chorobe przepadl nam bilans 9cio miesieczniaka. wiec bylam zadowolona, ze nie ma takiego opoznienia jak sie zapowiadalo. 3godziny pozniej od telefonu z recepcji drugi telefon, ze nie maja karty szczepien. no nie maja, bo przneioslam z NFZ na Medicover.... i ze bede z kopia, ktora maja podstemplowac i ja zaniose do oryginalu.... no i sie zaczelo, ze to tak nie dziala, ze oni oryginal musza mie... a ja potwierdzalam w medocover, dzwonilam na infolinie tej NFZetowskiej przychodni. kurx!@#!!! zrobilam to 2 misiecae temu, zbey miec pewnosc, ze tak moge. a oni mi mowia 2h przed wizyta, ze moze sie nie odbyc, bo oryginal musi byc..... rozmowa trwala z 10 min. ja swoje, pielegniarka swoje. i wytlumaczyla mi o co chodzi. i ok. ja rozumiem juz, ze faktycznie w NFZ musza miec oryginal, w medicover maja w dupie. ale dlaczego NFZ infolinia mi zle mowi???? ja jestem bardzo silna kobieta. ale nie wytrzymalam. rozplakalam sie do sluchawki, ze co ja mam zrobic, na szczepineie 2 mieisace czekam. itd itp..... zlitowala sie. nagiela przepisy. mialysmy przyjsc. a karta oryginalna miala dojsc. udalo sie mojemu mezowi wyciagnac karte z Medicover i zawiezc o 17 wczoraj (wiec zaraz po wizycie szczepiennej)... udalo sie. ospa zaszczepiona. dobrze, ze zlobek mamy, to refundowane :) a ja mam dosyc. NFZetu, papierologii, tego ze wszedzie trafia sie na niekompetentnych niedouczonych ludzi.... ciagle trzeba rozpychac sie lokciami, walczyc o swoje, nawet jak sie nalezy... to jest meczace. ale powiem Wam, ze jakby o mnie chodzilo, to bym sie pewnie poddala. ale o corke walczylam jak lwica. klotnie nic nie daly, proszenie nie dalo, ale na litosc sie udalo :) co prawda przypadkiem ta litosc, bo mi nerwy puscily, ale wazne ze sie udalo.

a po szczepieniu bajka. najlepiej ze wszystkich szcepien. w ogole jaby go nie bylo. a nie markotnosc, temperatura czy cos. dzien jak codzien :) ciesze sie, ze jej nie meczy jeszcze efekt uboczny :)

a ja szykuje liste zakupow tesco, bo mamy znajomych na weekend, ktorzy dobrze znaja moje kulinarne umiejetnosci i przyjada na wyzerke :) musze sie postarac :)

milego dnia!

ps. musze nadrobic Wasze pamietniki :D jakos teraz jak Olka wisi mi na szyi , to nawet w tel nie moge patrzec, bo mi go zabierac chce :D a jak nie wisi na szyi, to obowiazki domowe lub zabawa na podlodze.

4 komentarze (pokaż)
3 kwietnia, 17:25

postaram sie nie rozpisywac za bardzo, choc jest kilka tematow :)


znajomi przenocowali z soboty na niedziele. impreza udana, Ola zdala egazmin przepieknie. chodzaca z niej reklama dla bezdzietnych par (w sensie niezdecydowanych zeby miec dzieci), ze posiadanie dzieci nie jest takie straszne.

z waznych tez : udalo nam sie sprzedac nasza stara limuzyne :) poszla w niecale 24 h. wklejam zdjecie dla potomnosci. lubilam ten wozek. owszem wielki, masywny, ale dobrze zamortyzowany, kola swietne do naszych parkowych i lesnych wojazy. do tego moje dziecko urodzilo sie 58 cm, wiec duza i wygodna gondola byly istotne.


gdyby ktos pytal, to na pierwszy wozek polecam Bebetto Luce. i sie pod tym podpisuje.
co nie zmienia jednak faktu, ze jak przesadzilam Ole na Valco baby snap 4... to sie zakochalam. tak lekki, tak zwrotny, tak przemyslany... sklada sie naprawde jedna reka na pol jak walizka, zajmuje 1/4 bagaznika, nie caly :) jestem zakochana. jedyny minus. nie ma pompowanych kol. zastanawiam sie nad dokupieniem samych kol. zobacze czy sie da :)

Ola je swietnie, ale monotonnie :) potrawy te same raczej serwuje, ale za to patrzec jak je zajada, to sama przyjemnosc :) zupy krem tez sa ok, pod warunkiem, ze jest w nie cos wkrojone (miesko, jakies warzywko, makaron). ale najbardziej lubi takie potrawy:


znalazlam swietny sposob na przemycenie ryby i miesa. u nas sie sprawdzaja pulpety, ale nie takie jak w wielu przepisach. robie tak: paruje ziemniaka, paruje mieso lub rybe. jak sa gotowe to na goraco rozgniatam ziemniaka widelcem, siekam rybe/mieso jak najdrobniej. dodaje do ziemniaka, plus odrobina masla prawdziwego i np koperk z pietruszka posiekany. potem formuje pulpety. za pierwszym razem ja jej podawalam do buzi, ale kolejne razy jadla juz zupelnie sama. jestem zachwycona, bo dzieki temu nie tylko z zupy zje mieso :)


z wielkich wydarzen: prawie przebily sie gorne jedynki i prawie sama stoi :)

tutaj akurat nozki jakos krzywo trzyma, ale zdarza jej sie ladnie stac gdy wspina sie na oparcie kanapy (asekurowana) lub wspina sie po mnie :)

czekamy na odbior dowodu dla Oli. zostal ciut ponad miesiac do naszego wyjazdu do Grecji. nie ukrywam, ze zajebiscie boje sie tej podrozy :) (ryku w samolocie, tego ze nie bedzie chciala jesc nie mamusiowych stalych pokarmow itp).

a ja po raz pierwszy wyjde w sobote z domu na ok 5 godzin. SAMA!!!!
moj maz dostal w zeszlym roku nagorde uznaniowa (ksiazeczke z roznymi prezentami do wyboru: typu kolacja, windsurfing, jakies prywatne lekcje czegos itd). chcielismy to wykorzystac we wrzesniu w Juracie na lekcje windurfingu, ale bylo po sezonie. A poniewaz zainwestowalismy ostatnio w lustrzanke, to maz stwierdzil, ze przekaze mi voucher i zapisuje sie na lekce prywatna z fotografem. takze ruszamy w sobote w plener po Warszawie. nie moge sie doczekac!!! relacje wkrotce :)



Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja, 12:52

3 komentarze (pokaż)
11 kwietnia, 20:28

P wyjechal na 4 dni na Mazury z chlopakami. coroczny rytual samczy, juz tak od 5ciu lat jezdza. i w sumie fajnie, bo gdy znajomi pobrali sluby, zaczely sie dzieci, to trudno jest utrzymac znajomosci. a wiec co roku panowie jezdza sobie na ok 4 dni na Mazury i przynajmniej raz w miesiacu wychodza najesc sie, upic i obgadac zycie. troche zazdroszcze, ze ja tak nie mam z kolezankami, ktore sie powykruszaly po mojej wyprowadzce z miasta rodzinnego. a w doroslym zyciu juz nie tak latwo zawiazac prawdziwe przyjaznie, gdzie mozna pogadac o wszytskim, bez zadnych oporow.

wczoraj przyjechali tesciowie zabrac do siebie naszego psa, ja nie dalalbym sama rady z dzieckiem i psem o 6 i 20 na spacer. w ciagu dnia i tak na codzien jestem sama i sobie radze, wiec raczej bez problemu, ale pierwsze i ostatnie wyjscie wypada zdecydowanie zle przy dziecku :)

jak zwykle rozczarowalam sie tesciami. oni kochaja Ole, oczywiscie nosza ja, tula itd . tylko mnie znowu chodzi o "szczegoly". zaproponowalam, zeby rano przyjechali, to posiedza caly dzien z Ola. przyjechali o 15, bo tesciowa ma karnet na basen i nie moze sobie jednego wyjscia odpuscic..... to nic, ze wnuczki 2 miesiace nie widziala. .... albo traktuja ja jak malpeczke. tylko robic zdjecia. Ola patrz tu, Ola zobacz... ble ble ble. ja wiem, ze stesknieni, ale nie musza cykac zdjec non stop, bo ja im codziennie wysylam i zdjecia i filmiki. albo takie co: Ola teraz tak uroczo przechyla glowke na bok i kladzie na jednym lub drugim ramieniu. jakby kokietowala. robi tak najczesciej przy jedzeniu, gdy pytam czy jej smakuje. no i oczywiscie popisywala sie przed dziadkami. wiec tesciowa telefon wyciaga, ale Ola juz zmienila pozycje. na co tesc: "no Ola, zapozuj jeszcze raz do zdjecia" .. DZIZAS ona nie pozuje do zdjec, tylko zwraca wasza uwage na siebie. Albo Ola je, a dziadek" zrob indianina"... (wiecie klepanie dlonia w usta, gdy mowi sie aaaaaaaaa, to wychodzi indianski dzwiek). Osttanio sie nauczyla tak sama robic, tylko druga strona dloni. uroczo to wyglada, ale to kurna nie jest malpka w zoo. poza tym jak dziecko je, to je, a nie sie je zabawia...

wkurwiona jestem. i tyle. wygadac sie chcialam. przepraszam :)

Olka pieknie sie sama bawi, jak na zdjeciu ponizej, ale sa tez takie momenty w ciagu dnia, ze tylko by chciala na rece. urocze to jest jak doslownie podbiega do mnie czworaczkujac i obejmuje moja lydke, bo chce na raczki. niestety robi tez tak gdy jestem pod prysznicem. tzn nie lapie mnie za nogi, bo jestem w wannie, ale wstaje przy tej wannie i wyciaga raczki. no slodziak straszny. tylko kurde slabe momenty sobie wybiera :)


zaczelam ja kapac w wannie. jest zachwycona. chlapie na maksa. i zaczelam uczyc ja mycia pod prysznicem. glownie z mysla o wyjazdach na liczne wakacje zaplanowane w tym roku. w hotelach kroluja brodziki z kabinami. na szczescie bardzo polubila prysznic, moge spokojnie splukac szampon z glowy i idzie lepiej niz z kubka. bo z kubka bylo na kilka razy, a prysznicem jest chwila moment. owszem czasem zaleje jej sie buzia, ale pieknie wstrzymuje oddech. a to trwa sekunde. poza tym chcialabym po grecji znowu zaczac z nia na basen chodzic. mam nadzieje, ze w basenie hotelowym przekona sie do chlodniejszej wody i jak wrocimy to pojdziemy za ciosem. no zobaczymy.

drzemki u nas to loteria. raz ma dwie drzemki po ok 30 min, czasem jedna nawet 3h, a czasem jedna 20 min i druga godzine. oszalec mozna. na noc chodzi spac miedzy 19.30 a 20.30. spi do min 7 max 7.30. w nocy czasem ja karmie 2x, czasem raz, a kilka razy udalo sie od wieczornego karmienia do 6 rano wytrzymac. sama juz nie wiem od czego to zalezy.

gdy tata wraca z pracy, Ola przybiega wrecz do przedpokoju cieszy sie niesamowicie i wola: tatatatatata.... no szkoda, ze mama nie trybi u niej :)

wybila nam sie gorna jedynka prawa. i chyba za chwil kilka wyjdzie druga. dzis slinila sie jak niemowle.

ja spie nadal na podlodze, jakos tak mam potrzebe byc blisko jej lozeczka :)

w sobote przyjezdza moj tata pobyc troche z nami (w koncu maz wyjechal na 4 dni, wiec dziadek chce nam oslodzic samotnosc).

no i to chyba tyle na dzis. Olcia spi. ide nadrabiac telewizyjne zaleglosci. starego nie ma, to moge najwiekszy szit ogladac bez wstydu :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja, 12:53

7 komentarzy (pokaż)
2 maja, 13:04

troche mnie nie bylo, ale nie bardzo mam czas pisac.

pousuwalam wszystkie zdjecia, na wszelki wypadek. sprawdzilam strone na FB ovu/belly i na szczescie nie znalazlam polinkowanych pamietnikow, wykorzystuja glownie wykresy ciezarnych i starajacych sie, ale w osobach obserwujacych FB znalazlam 2 moje kolezanki ze studiow, wiec swiat jest maly, a ja jednak chcialabym pozostac anonimowa. owszem, zdarza mi sie miec osoby stad na innych portalach spolecnzosciowych, ale jest to moj wybor kontrolowany, nie chcialabym aby o moich prywatnych sprawach czytala jakas dziewczyna ze studiow co nawet moze niespecjalnie darzyla mnie sympatia ;)

podtrzymuje pomysl Lentilki o zalozeniu zamknietej grupy naFB, tylko strasznie mi zal tych chwil opisanych tutaj przez te 2 czy trzy lata.... poza tym moglabym pisac tylko o Oli, ale ten pamietnik to tez moja spuscizna innych emocji. a tych zapewne przybedzie gdy wroce do pracy.... no wlasnie... 2 miesiace do zlobka Oli, miesiac na adaptacje i ja wracam do pracy od sierpnia. jak i gdzie zlecial ten czas!!!!! chcialabym moc go zatrzymac. Ola jest teraz w fantastycznym momencie. uwielbiam ja, naprawde,


mala staje wszedzie, nawet przy plaskich powierzchniach, potrafi przejsc wzdluz kanapy na nozkach, czasem jak podam jej raczki to tez podejdzie ze dwa kroczki. uwielbia kokietowac przechylajac glowke na bok i sie usmiechajac, dyskutuje z nami przy posilkach po swojemu, noce nadal dobre, choc vzasem wybudzanie z krzykiem, wiec spie nadal na podlodze, aby moc zareagowac natychmiast. rano gdy sie budzi sprawdza czy leze na dole obok, czasem sie bawimy w podawanie ksiazeczek przez szczebelki lozeczka, smieje sie przy tym bardzo :) slodziak jest. nie mowi nadal mama. ale tata doskonale ;) zaczela sie bawic naczej zabawkami jakie ma (no kostka edukacyjna: do tej pory interesowala ja strona z sorterem, od ok tygodnia potrafi tez przesuwac ruchome elementy, bawi sie obracanymi klockami i potrafi przekladac koraliki po spirali). ksiazeczki ubostiwa. sama je zdejmuje z regalu (specjalnie dostosowany dla dzieci - niski), oglada cala i nastepna bierze. niekoniecznie koncentruje sie dluzej, gdy probuje jej cos pokazywac. niecierpliwi sie i oglada po swojemu. nadal sporo przy niej moge zrobic w kuchni, ale musze ja przysuwac do blatu w krzeselku, bo koniecznie musi widziec co robie. opowiadam jej wszystko oczywiscie i mam nadzieje, ze tak zarazi sie pasja do gotowania, ja tez tak obserwowalam moja babcie :) i fach w rekach jest ;p

a my odliczamy do wyjazdu na Kos. zostalo juz 8 dni!!!! mamy wypasiony hotel, ale boje sie o stale posilki dla malej. no nie zabiore ze soba pol warzywniaka i parowaru.... sniadania ok, drugie sniadanie owoceowe ok, ale boje sie o obiadki i kolacje dla niej.

wczoraj bylismy pierwszy raz od rozszerzania malej diety w knajpie na obiedzie, balam sie jak Ola to zniesie, a ona po prostu wniebowzieta, zero narzekania, stekania, jadla pieknie co jej zabralam ze soba, rozgladala sie, smiala do ludzi. dobra wrozba na wyjazd. tylko jak ona usiedzi 3 h w smaolocie.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja, 13:06

5 komentarzy (pokaż)
21 maja, 12:25

troszke mnie tu nie bylo. pamietacie nas jeszcze? :)

abym nie zapomniala, Ola stawia pierwsze kroczki. poki co przy kanapie w boki smiga bez problemu, do przodu przy podanych rekach stawia kroczki chwiejnie. niestety nauczyla sie wstawac w wozku przy odpietych pasach, to samo fotelik do karmienia. zwariowac mozna. wydaje mase nowych dzwiekow, ale mama nadal nie mowi :D stan zebow bez zmian. nadal 4 sztuki, ale dwojki wyraznie zarysowane i juz prawie biale koncowki widac. zaczela byc bardzo interaktywna z innymi, na spacerach tez wiecej ja interesuje. juz idzie z nia "pogadac". czuje, ze to juz taka mala dziewczynka jest.

za nami wyjazd na Kos. bylo super. lot bez problemu. najwieksza atrakcja to bylo lotnisko. wszystko ja fascynowalo, zadne zabawki nie byly potrzebne. jadla tez piekne prowiant, jaki jej zabralam na droge. lot trwal 2,5 godziny. w jedna strone spala ponad 1 h, na pokladzie mnostwo dzieci tez placzacych, ale moje dziecie bylo super spokojne. kupilam jej pare badziewnych zabawek nowych na lot i to zalatwilo sprawe. w drodze powrotnej gorzej, bo organizacja greckiego lotniska pozostawia wieeeele do zyczenia. stalismy w 4 kolejkach, zero czasu na siku czy z zmiane pieluchy. dyskryminacja narodowa (Niemcy wpuszczani na lotnisko po ok 40 osob z kolejki, podczas gdy Polakow po 10 osob wpuszczano- tak tak, kolejka do wejscia na lotnisko tez byla). po wejsciu do samolotu okazalo sie, ze bedzie opoznienie max 30 min. okazalo sie, ze siedzielismy w bezruchu ponad godzine. wiec lot zamiast 2,5h trwal prawie 4h..... Ola tez spala po wystartowaniu, tez ladnie jadla zabrany prowiant, ale ostatnia godzina byla ciezka. trzeba bylo wymyslac rozne zabawy, zeby ja zajac. inne dzieci plakaly. na szczescie ona nie, ale nagimnastylowalam sie i bylam totalnie umeczona po tym locie. sam pobyt rewelacja. na pewno wrocimy tam, ale z takim raczkujacym dzieckiem nie jest latwo. noie mozna jej wszedzie wypuscic z wozka, bo sobie porani kolanka od raczkowania. wiec sporo czasu w wozku. osrodek ogromny wiec duzo spacerow, znalezlismy kilka miejsc gdzie mozna ja puscic, ale znowu zdalam sobie sprawe, jak dobrze jest byc w domu i jak dobrze mamy zorganizowana przestrzen. w domu moge zostawic Ole w jendym pokoju i wyjsc do kuchni. czasem bawi sie w miejscu, a czasem przychodzi do kuchni lub idzie do swojego pokoju bawic sie zabawkami. kontakty pozakrywane, nic niebezpiecznego na drodze nie stoi. a wGrecji non stop trzeba bylo uwazac co bierze, gdzie wlazi, czy nie spadnie / nie wpadnie itd itp. takze wyjazd udany, ale meczacy pod katem macierzynstwa i spostrzegawczosci. niechetnie chodzila nam tam na drzemki i nocne spanie. ewidentnie chciala byz z nami. wiec po powrocie odsypia teraz :) i mamy drzemki az po 2h!!!! uwielbiam :D jedzenie tam na szczescie bylo takie, ze nadal jadla sporo posilkow stalych, zawsze moglam jej wybrac gotowane warzywa, grillowana rybe czy mieso. ale nie ukrywam, ze jak wrocila do domu i dostala posilki ktore zna, to zajada z takim smakiem, ze az mi sie serce raduje :)

w ta sobote urzadzam roczek Oli dla rodziny. takze kolejne wyzwanie :)

2 komentarze (pokaż)
23 maja, 12:07

Ola zaczyna chodzić, wczoraj za ręce przeszła całe mieszkanie i nie chciała przestać. Oznacza to skok rozwojowy. Kiepsko śpi znowu i ciagle jojczy. Bardzo trudny czas... I to wymuszanie wszystkiego. Jak odracam uwagę, to ryk...

Tylko spokój nas uratuje. Ehhhh

3 komentarze (pokaż)
29 maja, 13:30

Pisałam o wyjeździe do Grecji i o tym, że Ola miała mało ruchu fizycznego. Bałam się, że pohamuje to jej rozwój motoryczny.

Ale nie. Chodzenie idzie jej coraz lepiej.ciagle wyciąga rączki, żeby z nią chodzić po mieszkaniu. Skończyło się też jojczenie. To jednak nie skok, tylko 2jki się wybily. Obie na raz U góry. Dokladnie na roczek, który obchodziliśmy 24go.

Impreza mega udana. Były balony zwykłe i z helem. Zamówiłam catering, były papierowe kolorowe kubki i talerze. Było kolorowo. A ja się nie narobiłam. Mogłam skupić się na byciu z gośćmi. Ola dusza towarzystwa. Zapomniała o rodzicach na czas imprezy. Bawiła się że starszym kuzynem, ciocia, dziadkami. Gdy wyszli i zamknęły się drzwi bardzo się rozplakala. Nie chciała żeby wychodzili
I wcale nie zasnela szybko na noc, bo po 20 :) aaaaa. Zrobiłam.tort. leśny mech wg przepisu z alaantkowego blw, slodzony daktylami nie cukrem. Ola.pierwszy raz w życiu zjadła tort. Meeega jej smakował:)


A ja od powrotu z Grecji śpię we własnym łóżku. Ola wcale nie protestuje.ale oczywiście wstaję w nocy jak coś tam kwili, bo smoczek wypadł lub głód zawitał. Ale nie domaga się mojego spania na podłodze. Ufffff


Rośnie ta dziewczynka, rozwija się i gada nowe dźwięki. Do dziś nie było mama . Ehhhh . Muszę chyba na to solidnie zasłużyć ;)

Aha. I zaczynam cieszyć się z decyzji o żłobku. Ola nudzi się zabwkami . Nowe ja niespecjalnie interesują. Mnie brakuje pomysłów. Ona ciągnie do dzieci i społeczeństwa. Myślę, że żłobek wypełni jej zapotrzebowanie na kontakt z innymi. Nawet mój mąż powiedział, że widać że jest już powoli gotowa i w domu njanormalniej się nudzi. Także w naszym wypadku to może być strzał w dyche. Szczególnie, że w towarzystwie w ogóle nie potrzebuje piastowania przez rodziców. Mnie serce boli, w to lepiej dla niej. Może łatwiej w życiu jej będzie....

3 komentarze (pokaż)
4 czerwca, 12:28

U nas ciężkie kladzenie na drzemki, mimo że śpiąca jak bąk. Że 3 lub 4 próby... W nocy milion pobudek. Obstawiam zęby .

Plus jest taki, że już stabilna jedna drzemka, dokładnie w godzinach o jakich dzieci w jej żłobku chodzą spać. Powoli układam rytm dnia wg grafiku żłobka, żeby było jej łatwiej się odnaleźć. Minus taki, że przez taki grafik nie możemy chodzić na gordonki, bo wypadają w drzemkę Oli.

Do tej pory nie spi całej nocy i są karmienia mlekiem o ok 19, 23, 4.

Ostatnio zaczekam dawać jej zupy na wieczór ok 18 zamiast ok 15 i dzięki temu po karmieniu o ok 19.30 mlekiem spi do ok 3. Czyli udało mi się wyeliminować jedno mleko... większych porcji niż 160 nie wypije. Odwraca główkę. Na siłę nie chce jej karmić.jak to zrobić, by oszczędzić żeby przed próchnica i wyeliminować nocne karmienia? Jestem bezradna. Woda nie da się oszukać.

11 komentarzy (pokaż)
26 czerwca, 14:31

dawno mnie nie bylo, ale Ola jest teraz bardzo absorbujaca uwage.
przestala bawic sie sama (kiedys prawie w ogole nie wymagala atencji w zabawie). teraz ciagle cos podaje i nie wiadomo czego chce :D budujemy wierze,, puzzle i inne sortery. chodzi juz bez problemu za jedna reke. zaliczyla 3 samodzielne kroczki. ale to jednorazowa sytuacja. bardzo frustrujace jest gdy nie chce raczkowac sama do drugoego pokoju, tylko wyciaga rece zeby chodzic, a potem postanawia, ze bedzie chodzic wokol mojej osi. po 5 min kreci mi sie w glowie. albo ledwo wstanie. kaze sie wyjmowac z lozeczka i od razu chodzenie w kierunku parapetu, na ktory wchodzi i schodzi. wchodzi i schodzi (mamy taki parapet balkonowy na wysokosci ok 15 cm od podlogi).
niezmiennie pieknie je, choc czasem monotonnie. ulubione warzywo obecnie to szparagi. owoce to borowka amerykanska. polubila musy owocowe. chrupek kukurydzianych jej nie daje, bo ponoc moga powodowac zaparcia, za to uwielbia wafle ryzowe z brazowego ryzu. powoli wskoczylismy na dania solone lekko. czyli juz rzadko orbie mieso dla niej osobno. czesto jemy malo solone razem, ale warzywa i dodatki bez soli. uwielbia wafelki od lodow. rzadko, ale zdarzylo jej sie juz zjesc. w innej postaci cukru nie podaje oprocz owocow.

dzis wizyta szczepienna. najgorszy mozliwy dzien, bo najwyzsza temperatura w tym roku u nas. MMR i druga dawka ospy. ciezko to zniosla. bo od wczoraj tez zabki sie odzywaja. na noc zapodalam jej wszystkie wpsomagacze w zabkowaniu i dzis spodziewam sie armagedonu. najardziej boje sie reakcji po MMR... ponoc miedzy 7 a 12 doba od szczepienie moze wystapic goraczka ok 40 stopni plus wysypka.... no a my od przyszlego tygpodnia zaczynamy adaptacje w zlobku. objawy moga trwac 3 dni i nie mozna isc do zlobka. jestem wsciekla, bo nie wiem jak to sie wszystko zgra. zeby nie zaklocic spokojnej adaptacji ale wierze, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. cale szczescie mam kolejny miesiac (caly lipiec) na adaptacje. wiec mam nadzieje, ze bardzo nam to nie rozwali systemu.

poza tym Ola jest pelna energii, ciekawska i pomyslowa. uwielbia ukladac zabawki na polke, lub np gdy je borowki i jej sie wysypia z miseczki to wklada je najpierw do miseczki, a dopiero potem wybiera ktora zjesc. gdy mus owocowy sie przewroci na stoliku, a ona je w tym czasie owoce, to stawia go w pozycji prawidlowej i kontynuuje jedzenie owocow. taka mala porzadnicka chyba mi rosnie. podobno jej tata mial tak samo (zreszta zostalo mu to, co doprowadza mnie do newricy. bo np dziecko bawi sie w jednym pokoju. wiadomo balagan. potem idzie do drugiego i wiadomo robi balagan. a ten od razu sprzata. to nic, ze za chwile Ola wroci i bedzie chciala dalej bawic sie klockami.... ale cos podobnego w tym pedantyzmie chyba maja. dobrze, bedzie sama sprzatac pokoj jak dorosnie :D ;)

kocham ja bardzo. zaczela sie bardzo swiadmie przytulac. rzadko nadal, ale jak juz uwiesi sie na szyi, to jak malpeczka i trzeba tulic z 15 minut. kocham to najbardziej na swiecie.

gdy tata wraca z pracy, cieszy sie tak niemozliwie, ze wydawane dzwieki przerastaja moje wyobrazenie o mozliwosciach strun glosowych czlowieka. oczywiscie wisi mu na szyi z 10 min zanim sie odklei :D


z jednej strony jest duzo trudniej niz z niemowlakiem, ale z drugiej strony to juz taka jest dziewczynka, ze nie moge doczekac sie co bedzie dalej. juz teraz widac, ze to osobne jestestwo, indywiduum. ciekawe jaki bedzie miala charakter. czasem mowimy, ze jest mala kierwoniczka. bo gdy dyskutujemy o czyms w 2 czy trzy osoby, ona zaczyna pokrzykiwac, jakby tez brala udzial w dyskusji i wszyscy teraz musza patrzec na nia. albo zamiast podejsc do zabawki, to kaze sobie je podawac. z jednej strony smieszne, ale uczymy, zeby sama tez zechciala laskawie podejsc :)


musze leciec. zeby mecza... dzis drzemka zaczeta zmaiast o 12 to o 14.... ciekawe o ktorej pojdzie na noc spac (do tej pory szla miedzy 19-20).

EDIT: waga 10 kg 300g, wzrost 83 po dzisiejszej wizycie

Jesteśmy po kolejnym tygodniowym wyjeździe. Tym razem na mazury. Super wypad. Super.miejsce stworzone dla dzieci. Mnóstwo atrakcji. Za rok jedziemy w to samo miejsce. Wtedy pewnie Ola lepiej skorzysta z placu zabaw, sali zabaw, mini zoo, dmuchanych zamków. Tym razem najfajniejsze dla niej było chodzenie po schodach za ręce w sali zabaw, wchodzenie na zjeżdżalnie pod prąd i zabawa w wodzie na brzegu jeziora plus zabawa błotem. Niestety nadal nienawidzi basenu. I chyba nie o temperaturę chodzi. Tylko o brak podłoża pod stopami. W jeziorze dużo zimniej i super, a na basenie było Super ciepło i nie da rady dłużej niż 5 min

Edit2. Ola.nadalnspi po.szczepieniu . Jest po 16. Boję się nocy.... A.moze będzie spac tak jak kiedyś po jednym szcsepieniu. Przesłała.wtedy prawie dobę z przerwami. Tego jej życzę, bo łatwiej znieść skutki. I sobie też. Z egoizmu ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca, 16:12

5 komentarzy (pokaż)
30 czerwca, 10:35

Jest źle.

Gorączka pojawiała się przez 3 dni o różnych porach. Od czwartku suchy kaszel. Od wczoraj katar i mokry kaszel.

Wiem, że to od ząbków. D jutra miala byc adaptacja w zlobku. Pójdziemy jutro na 1 godzinę, tak jak to było w planie i chyba zapytam, czy mogę dziecko dalej adaptowac, czy czekać aż wszystkie objawy mina.

Ręce mi opadaja

3 komentarze (pokaż)
1 lipca, 16:00

Nie poszłyśmy do zlobka

7 komentarzy (pokaż)
3 lipca, 12:26

po chorobie prawie ani sladu, zostal delikatny katar i troche kaszlu po przespaniu drzemki lub nocy.

bylysmy dzis na adaptacji. ok godzinki na sali i pozniej wspolny spacer. Ola poki co swietnie zareagowala, oczywiscie porzucila matke i poszla do zabawek. tylko dwa razy w ciagu godziny podeszla do mnie, zeby ja gdzies za raczke zaprowadzic.

jutro zostanie po muzycznym powitaniu od ok 9.30 sama. godzina w sali zabaw, pozniej spacer i obiadek drugie danie, a ok 11.30 odbieram ja zaraz przed drzemka.

w piatek planujemy z ciociami zostawic ja na drzemke i zupke po drzemce. i zaraz potem ja odbieram. chcialabym powtprzyc schemat piatkowy jeszcze w poniedzialek i wtorek, jesli bedzie dobrze reagowac wydluzymy czas do ok 15. potem do 16.

jestem bardzo dobrej mysli.

widziala jak sie opiekuja chlopcem, ktory rozpoczal adaptacje w zeszla srode..... matka pierwszy dzien z nim jak my dzis, a nastepnego dnia juz na 9h go zostawila.... WTF!!!!! jak mozna zrobic cos takiego dziecku?????????????? Michalek plakal prawie caly czas, cicia tulila i sie uspokajal. dziecko na kp, wiec pewnie tym ardziej mu trudno. boze... jak mozna tak zaplanowac adaptacje?

to ja uwazam, ze nasza jest szybka! ale zastrzeglam sobie, ze jesli bedzie taka mozliwosc to zwolnimy tempo. wszytko zalezy od Oli. po prostu wodac, ze sie tam dzis calkiem fajnie odnalazla, wiec idziemy ogolnym schematem. jesli bedzie zle, zaplanujemy cos pod nia.

opieka wydaje sie byc profesjonalna i sympatyczna. dzis dostane dostepy do monitoringu i bezposredni nr tel na sale zabaw dzienna dzieci. zawsze gdy mamy maja jakies sugestie (za cieplo, rozebrac, glodne, polozyc wczesniej spac itd) mozna dzownic i prosic, jesli nie zostanie wylapane przez ciocie i one spelniaja wszelakie prosby.

jestem zadowolona :)

Edit. I jeszcze jedna super sprawa. Dostanę dostęp do aplikacji, gdzie odnotowywane jest ile dziecko spało, ile.kup zrobiło, czy jadło itp. Super. Naprawdę o tym nie wiedziałam jak ja zapisywalam. Dzięki temu dużo rzeczy jest pod kontrola :)

a to menu na ten tydzien. powiedzmy, ze jada w domu lepiej, ale nie ma tragedii ;)
a02e378e942d.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca, 13:21

12 komentarzy (pokaż)
3 lipca, 21:06

Sugar, ilość opiekunek to jedno, a organizacja drugie.

Są 4 opiekunki na grupę 14 dzieci plus w razie kryzysu 2 panie pomagające caly dzien z czystością, przygotowywaniem posiłków itp.

Natomiast postawienie kreski na tabelce, która wisi przy przewijaku nie zajmuje dużo czasu. Na koniec dnia zaliczane są kreski w danej kategorii i wrzucane do apki. Cały proces wpisywania do apki 15min. To dane podsumowujące. Nie wpisywane na bieżąco , co nadal ma sens bo w pracy nie będę sprawdzać czy dziecko zrobiło 1 czy 3 kupy, ale na koniec dnia owszem zerknę, aby wiedzieć czego się w domu spodziewać

0 komentarzy (pokaż)
4 lipca, 12:22

drugi dzien adaptacji

godziny od 9.30 do 11.30

weszla jak do siebie. zabawa super, muzyczne przywitanie, potem ubieranie na plac zabaw i ja mialam zniknac (ok 10). zrobilam papa. Ola nie plakala. wszystko ok.
ja emocje pozytywne, zadowolona bylam z niej bardzo, cieszylam sie ze nie cierpi, ze ja zostawiam.

zamknelam drzwi od zlobka i emocje mna targnely. normalnie sie rozbeczalam. nie spodziewalam sie tego. bylam naprawde w dorbym nastrpju, pozytywnie nastawiona. ale jednak. to bylo silniejsze. porownalabym to do hormonow po porodzie .... zadzialo sie samo. nigdy nie doswidczylam jeszcze takiego uczucia. duma, przeplatana lekiem, szczescie i troska... nie ze jej sie cos stanie. tylko, ze wchodzi na kolejny etap rozwoju, ze moja dziewczynka dorasta, ze juz nie jest taka malutka (no jest, wiem), ale ze juz nie niemowle...

przyszlam po nia o 11.30. akurat bylo mycie zabkow po pierwszym daniu obiadku. podsluchalam rozmowe innej mamy. jej corka zgodnie z planem jutro juz na drzemce.

Ciocia poszla po moja. ja patrze, a ta czerwone oczy.
juz wiedzialam, ze nie bylo tak super jak to sobie wyobrazalam. okazalo sie, ze polowa czasu na placu zabaw super, a potem zaczela sie troszke zanosic placzem, troche narzekac. moim zdaniem gdlodna i spiaca. dzis na obiad byly leniwe i surowka. surowki nie tknela (w domu tez nie lubi, woli gotowane warzywa). kluski niby zjadla.. tylko, ze w wozku zjadla 3 wafle ryzowe i mus owocowy, wiec na bank sie nie najadla tam. boje sie, zeby dbali o to ile je. a jesli nie zje, to zeby dali mleko przed drzemka. musze jutro pogadac... wizelam jej zupe na wynos. dzis krupnik, jak dla mnie ok, ale moim zdaniem troche za slony dla takich dzieci. ale moze to moje spaczenie. ja zup nie sole jej wcale, no chyba ze szczypta soli do rosolku, zeby nie byl za slodki w smaku od marchewki itd.

dzis juz nie jestem w skowronkach. dzis juz wiem, ze nie bedzie tak latwo. wiem, ze Ola teskni i bedzie przezywac. a ja razem z nia.... no ale nie ma wyjscia musimy to przejsc.

planowana drzemka przeniesiona na wtorek. wiec jesli tamto dziecko zostaje juz jutro, a moje ma o tyle dni przesuniecie, to siwadczy samo o sobie. mysle, ze super nie bylo.

dlatego wlasnie wzielam miesiac na adaptacje. nie chce jej pospieszac.

po wjesciu do domu przebralam ja i od razu zasnela. dlatego mam chwile opisac na swiezo.
podsluchalam tez w rozmowie tamtej mamy, ze Amelka super sobie radzila, bo dzieciom ktore juz chodza jest latwiej i sa pewniejsze siebie. no super. moja jedyna w grupie jeszcze nie chodzi samodzielnie. tylko za raczke. wiadomo, nikt jej tam ciagle prowadzac nie bedzie jak w domu. stad pewnie tez jej frustracje, ze nie jest sluchana tak jak u nas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca, 12:25

1 komentarz (pokaż)
4 lipca, 16:03

Promyczek86, czytaj proszę ze zrozumieniem. Nie krytykuje kp, tylko porzucenie dziecka z dnia na dzień na tyle godzin. A o kp moj komentarz jedynie jest do tego, że na pewno to nie ułatwia dziecku sprawy, bo kojarzy dodatkowo bliskość. Metody jedzenia dla 8mio miesieczniaka to trochę wcześnie by oceniać. Do roku podstawa żywienia jest mleko matki lub mm. Więc masz trochę czasu. A to gdzie i jaki żłobek, czasem nie ma znaczenia. Każde dziecko inaczej znosi. Ja tylko uważam, że oddanie dziecka na 9h na drugi dzień to szaleństwo lub bezduszność. Naprawdę.mozna to zaplanować mając tyle czasu na macierzyńskim. Same wychowawczynie pierwszy raz.mialy coś takiego w zlobku


Edit. I odroznij wsiadanie na inne matki od zasadnej krytyki. To co się dzieje i jakie są matki dla siebie to jedno. Ale to nie może z drugiej strony powodować, że słowa co mi się nie podoba nie mogę napisać w swoim pamiętniku. A Ty zostawilabys syna na 9h po 1h adaptacji? Opisuje co widziałam i co mną wstrzasa. I w tym momencie tynwsiadasz na mnie bezzasadnie w mojej ocenie, czyli robisz to czym gardzisz.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca, 17:22

4 komentarze (pokaż)
5 lipca, 12:50

Dzień 3 adaptacji

Godziny 9-11.30

Śniadania nie zjadła w żłobku, bo Jadla w domu. Spoko. Wyszłam jakieś 15 min po wejściu.

Niestety dużo płaczu. Pani tulila cały prawie czas. Widziałam na kamerze. Uspokoiła się przed obiadem. Obiadek zjadła cały.
Przyszłam zaraz po jedzeniu. Ola była spokojna i chyba lekko obrażona na mnie. Ale nie było paniki ani nic.

Panie mówią, że to normalne. Pierwszy tydz taki może właśnie być. Postanowiłam że do przyszłego czwartku trzymam się tego grafiku 2.5h. Potem zostanie na drzemkę i zupkę. I odbiorę ja zaraz po.

Gdy ona plakala, ja płakałam na kanapie. Nic nie zrobiłam. Siedziałam i patrzyłam. Pocieszenie takie, że ten płacz nie był paniczny, tylko takie narzekanie... musimy przetrwać


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca, 12:51

2 komentarze (pokaż)
10 lipca, 19:12

Pominęłam dwa dni adaptacji, bo było jak w piątek... A w pon to dramat był.

Generalnie chodzi o to, że o 11 ona już jest padnieta i głodna. Zawsze o 11.30 ja odbierałem po jedzeniu i w domu jak kawka padała spac. Dlatego postanowiłam dziś zostawić ja na spanie. I to był strzał w dyche. Owszem poplakiwala, ale głównie na synchron z innymi dziećmi. Niestety jest w grupie jeden chlopiec co non stop placze. Ten co to matka na głęboką wodę rzuciła. I podobno nawet dzieci co nie płakał płaczą,gdy on zaczyna. Liczą na to, że Ola kiedyś to zacznie ignorować.

Panie dużo nosiły i tulily. Ale niby nie było Super zle. Po godz z drzemki obudził ja znowu ten chlopiec płaczem. Więc była.marudna. Ale po jakimś czasie nawet zaczęła się bawić. Zjadła całą zupkę i jak przyszłam o 14.30 po nią to miała super humor. Po raz pierwszy przywitała mnie śmiechem i usciskami. W.domu i w drodze super humor. Ten dzień był ewidentnie przełomowy. Mam nadzieję, że jutro będzie tak samo, a nawet lepiej.

W domu duze ilości jedzenia. Chyba nadrabia ;) obiadek i tak muszę gotować hahaha.

Kamień z serca, że coś się ruszyło mu lepszemu


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca, 19:12

6 komentarzy (pokaż)
11 lipca, 12:13

z tym jedzeniem dziewczyny, to ja nie wiem o co chodzi. ponoc obiady zjada ladnie w zlobku. wiec to nie jest tak, ze tam sie nie najada.

ale dla przykladu zobaczcie ILE ona zjadla wczoraj.

zupka w zlobku ok 14.20 (pomijam wczesniejsze 1wsze danie i sniadanie w zlobku i w domu)
w wozku po drodze do domu ok 14.40 cala kajzerka z odrobina oliwy z oliwek plus caly mus owocowy w tubce.
16.00 deser (troche makaronu z lyzka bielucha i polowa szklanki borowek amerykanskich)
17.00 obiadek (5 krazkow uparowanej cukinii ok 1.5 cm grubosc, rozyczka brokula, 2 lyzki kaszy jeczmiennej, mieso ok pol udka z kurczaka).
ok 18.15 150 ml mleka. poszla spac 18.30 - wykonczona

o 19 ryk nie z tej ziemi. myslalam, ze brzuszek ja boli po kapusniaku z mlodej kapusty w zlobku, nigdy nie jadla. prezyla sie, plakala, na rece nie chciala. nie wiedzialam co robic. instynkt mi podpowiedzial, zeby jednak podac mleko. wypila kolejne 120 ml.

pozniej ok 23 i 4.30 mleko.

no matko kochana, przeciez peknac idzie :)

ugotowalam jej dzis zupe jarzynowa z kasza i krolikiem, zeby ja napchac ile sie da jak wroci ;)

no ale przyznaje, ze to sa duze ilosci. jesli je w zlobku, to nie kumam tego jedzenia prawie co godzine po powrocie :D



a ja dzis jakas smutna jestem. jechalam sama samochodem, odruchowo zerkalam w lusterko... fotelik pusty. poplakalam sie przy piosence Rihanny "Dimonds" - akurat leciala w radio. zdalam sobie sprawe, ze pewnien etap jest juz za nami. ona do zlobka, ja zaraz do pracy. nie bedziemy juz bestrosko, nie patrzac na zegarek jechac gdzies na zakupy, martwic sie, zeby nie plakala z tylu bo spiaca czy glodna. teraz bedzie juz inaczej. tamto juz juz nie wroci..... czy naprawde nie mozna choc na chwile zatrzymac tego czasu? bardzo kocham moja corke i chcialabym byc z nia zawsze... wszedzie... choc jak mam ja caly dzien sam na sam, to mam jej czasem dosyc... tylko gdy jej nie ma to mi smutno. wiem zaprzeczenie samo w sobie, ale ja juz nie umiem bez niej funkcjonowac... chce zeby byla szczesliwa. mam nadzieje, ze odnajdzie sie w zlobku.

dzis gdy ja oddawalam poznala Pania, ktora sie nia wczoraj zajmowala. od razu chciala do niej na rece i sie przytulila. fajnie. czytalam artykul, ze dziecko potrzebuje znalezc zastepczego opiekuna, zufac mu, aby spokojnie eksplorowac siwat (sale zabaw w zlobku). Ola nadal nie schodzi jej z rak, wiec buduje ta relacje... ja sie tylko boje, zeby ta ciocia nie zniknela.. bo z tego co wiem, jest z grupy starszakow z gory. wiec wiem, ze tam wroci. i co wtedy z Ola... inne ciocie nie garna sie tak bardzo do jej tulenia. ehhhh. nieustannie serce mi peka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca, 12:14

3 komentarze (pokaż)
15 lipca, 20:32

po 1,5 tygodnia od ostatniej dwojki w piatek Ola zaczela byc marudna, miala czerwony jeden policzek, w sobote dostala kataru, w niedziele zauwazylam, ze wybila jej sie lewa gorna czworka. sprawdzalam czy to normalne, bo trojek nie ma. na szczescie w rozpisce wychodzenia zebow wszystko w normie, trojki moga wyjsc po czworkach.

tak wiec od nowa borykam sie z katarem, tym razem bez temperatury i tym razem poki co bez kaszlu. dlatego byla dzis w zlobku. Panie powiedzialy, ze jak nie jest to wirusowe i nie ma temperatury, to nie odesla dziecka. fajnie. balam sie, ze byle gil i mogila w domu :) niestety noce sa FATALNE. niestety domaga sie spania na rekach, czego nigdy nie robila. co najgorsze, nie wiem czy dzis po zansieciu odgniotla sobie ucho, czy tez jest problem z zapaleniem ucha. wielki placz, usiadla, na rece nie, odlozyc nie. znowu nie wiedzialam co robic. podalam ibum, troche polulalam i dala sie odlozyc. spi. niestety slychac nosowe chrapanie, ciezko jej sie oddycha. zeby chuchac na zimne jutro mamy pediatre na 8.15 przed zlobkiem (chodzimy na 9). wiec jesli faktycznie to ucho, mozliwe ze nici ze zlobka, a jesli to nie ucho tylko caly pakiet zabkujacy, to mysle, ze bedzie mogla isc jutro do dzieci. sama pani w zlobku powiedziala, ze skzoda byloby teraz przerywac, bo fantastycznie jej idzie. fakt. pozegnania to dramat i jest ryk nie z tej ziemi, ale po sniadanku Ola sie uspokaja i jest MEGA zabawa. ogladam ja na kamerze. czuje sie tez na tyle pewnie, ze w zlobku stawia wiecej samodzielnych krokow niz w domu. duzo sie bawi zabawkami, mini kuchnia dla dzieci i odkryla samochodzik pchacz. zastanawiam sie nad kupnem.

z nowych osiagniec po tygodniu zlobka, wlasciwie po paru 3 dniach gdy juz nie bylo tulenia przez Panie, wiec od srody odkad zostala na drzemke do piatku (bo obserwacje sa z soboty):
- wyciaga miske z lazienki, niesie ja do pokoju, wchodzi do niej, siada, kaze sie krecic. kurde nie wiem o co chodzi. karuzela? ;) :D
- siada na wszelkiego rodzaju pudelkach, sorterze, kostce edukacyjnej... robi sobie taboreciki do siedzenia :)
- zaczela sie bawic liskiem drewnianym, ktory jest na kolkach i robi "bwwwwwwwww" jak jazda autkiem :)
- wyciagnelam odkurzacz do odciagania kataru. poszlam umyc sprzet, wracam, a Ola siedzi na odkurzaczu i chce jechac :) ewidentnie samochodzik pchacz.
- absolutnie duzo nowych sylab i gadulenia po chinsku wrecz. opowiada, odpowiada na pytania po swojemu. niesamowite to jest
- potrafi swiadomie juz kiwac glowa "tak" i "nie", gdy jest pytana czy chce dokladke, czy chce zeby cos jej podac, czy to ma byc to czy tamto, czy chce isc na spacerek

i to wlasciwie po trzech dniach pelnej zabawy na maksa w zlobku. to prawda, ze dzieci sie tam szybciej rozwijaja. oby tylko nie chorowaly.... i mialy dobra, troskliwa opieke

4 komentarze (pokaż)
16 lipca, 12:04

po lekarzu.

pediatra powiedziala, ze nie ma czegos takiego jak katar, kaszel przy zabkowaniu. moze byc goraczka. a cala reszta to objawy wirusa, ktorego organizm lapie w okresie oslabienia przy zabkowaniu. dotego jest ok 200 rodzajow wirusow, ktore dziecko powinno zlapac przed rokiem szkolnym (podstawowka), aby byc w pelni uodpornionym na podstawy. i ze to normalne bedzie, ze 2 tyg w zlobku i kilka dni w domu. wlasnie bedzie ten etap przechodzic i budowac odpornosc na dorosle zycie. standardowe inhalacje, syrop na kaszel, krople do nosa, nurofen przeciwwirusowo i syrop z bzu na uodpornienie. cale szcescie, ze poszlam, bo bebenki w uszach lekko rozowe, ale narazie antybiotyki niepotrzebne. ona tez nie jest zwolenniczka, bo antybiotyk rujnuje wypracowana odpornosc organizmu. w sumie sie zgadzam. a dziwne, bo babka starej daty :)


do zlobka Ola poszla na dwie godziny, bo w domu i tak by nie lezela w lozku i tak by sie bawila i tak szlaby na spacer, bo goraczki nie ma.

i ciesze sie, ze poszla, bo oto takie dzielo dzis stworzyla farbami :)
nie chce wrzucac zdjec Oli, bo wiadomo, ostatnie sytuacje pokazaly, ze moze lepiej nie, ale gdyby ktoras z Was miala ochote nas podgladac, dajcie znac na priv, wysle nam na miary na naszego insta, gdzie czasem dzielimy sie prywata, zdjeciami itd :)

pozdrawiamy!
jutro powtorka od 9 do 11 pojdzie na zajecia, a [pozniej kurujemy sie w domu.


meduza, Ola 13,5 miesiaca: <3
7c08e4875045.jpg

9 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)