Letnia promocja w BellyBestFriend!

Aktywuj abonament Premium w BellyBestFriend od dziś do 31 sierpnia a otrzymasz od nas prezent:

1 miesiąc - otrzymasz 15 dni w prezencie!

3 miesiące - otrzymasz 1 miesiąc w prezencie!

12 miesiący - otrzymasz 2 miesiące w prezencie!


Z abonamentem BellyBestFriend możesz korzystać również z KidzFriend oraz OvuFriend!

Promocja trwa do 31 sierpnia 2019 roku.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Niecierpliwa nadzieja - życie na fiolecie

Autor: abbigal
23 lipca, 09:15

Wstałam dzisiaj rano z bolącym gardłem. Czuję się "niewyraźnie", a termometr pod pachą wskazuje 36,44 C. Wspaniale...
Nie wiem jak przy takiej pogodzie się mogłam przeziębić. Zresztą, za swoje samopoczucie obarczam nie tyle powietrze, co tą cholerną dietę cukrzycową. Staram się. No na prawdę się staram jej przestrzegać, ale przez to czuję się wiecznie głodna i osłabiona.

Wczoraj zjadłam na drugie śniadanie trzy kromki chrupkiego pieczywa z wędliną serkiem i ogórkiem ( ful wypas :P ), a po jakiejś pół godzinie poczułam, że umieram. Było mi niedobrze, kręciło mi się w głowie itp. Trwało to chwilę, aż w końcu stwierdziłam, że chyba po prostu brak mi cukru, więc zjadłam jabłko i dwa ciasteczka Belviita i... cud - poczułam się znowu bardzo dobrze.
Wiem, że moje wyniki glukozy na czczo wkroczyły minimalnie w stan cukrzycy ciążowej, ale mam nadzieję, że 1 sierpnia w poradni diabetologicznej pomogą mi rozwiązać ten problem, bo tak się nie da żyć :|
Jem posiłki/przekąski średnio co dwie godziny, a chodzę głodna i przez to źle się czuję. Stąd też pewnie moje osłabienie organizmu i teraz początki przeziębienia.
Rano wypiłam herbatkę z cytryną, teraz w pracy kolejną (nawet z miodem ;) ), wypłukałam gardło szałwią i jest nieźle, ale strasznie się boję, żeby to się nie rozhulało bardziej. Mały Ludek na pewno nie będzie zadowolony ze złego samopoczucia mamy :|

Wiem, że robię się monotonna i pewnie kiedyś jak będę czytać ten pamiętnik, to popukam się w głowę, ale kurczę, mój brzuszek nadal bawi się w tajną misję. Koleżanka z pokoju (jedyna, która wie o ciąży) stwierdziła wczoraj, że raczej wyglądam na ciążę spożywczą :P Ha-ha-ha bardzo śmieszne, ale no na prawdę 13t.3d., a ja nadal noszę wszystkie spodnie. Fakt, że dla bezpieczeństwa (coby Ludka nie gnieść) zapinam je na gumkę do włosów, a nie na guziki, ale jednak nadal nie mam potrzeby zakupu ciuchów ciążowych, a tak bym już chciała ;)

Za tydzień w końcu wizyta i w końcu usg - nie mogę się doczekać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca, 09:16

4 komentarze (pokaż)
24 lipca, 13:25

Dzisiaj po wielkich bojach, walkach i oczekiwaniach w końcu zrobiono mi usg ślinianki z biopsją.
Na szczęście miła pani doktor powiedziała, że długo już żyje i jej doświadczenie podpowiada, że nie mam chłoniaka. Jednak też stwierdziła, że skoro do niej trafiłam, to może się okazać, że znowu ktoś mnie kiedyś skieruje na biopsję i będę się w zaawansowanej ciąży bujać po szpitalach onkologicznych. Zatem, mimo że u mnie nie ma wskazać onkologicznych, to ze wskazań czysto ludzkich postanowiła mi wykonać tą biopsję. Są lekarze i lekarze - dziś miałam szczęście :)
Nawet nie bolało, chociaż się obawiam, bo ja nerwus straszny jestem i mało odporna na ból.
Wynik za tydzień, albo... jak się dostanę do lekarza. Na tą biopsję łącznie czekałam prawie 10 miesięcy pomimo skierowań na cito i karty DILO (nie wiem co mają zrobić ludzie, którym choroba nie daje czasu na czekanie na łaskę NFZ... smutne).

Poza tym, pani doktor na mnie spojrzała i pyta - no ale gdzie ta ciąża? Buuuu, brzuszku (13t4d) gdzie jesteś????? Więc stwierdziła, że obejrzy sobie jeszcze pod usg moją tarczycę i mówi, że no, tarczycę mam już ciążową ;)
Powiedziała też, że bardzo dobrze, że jestem pod opieką na Karowej, bo tam są najlepsi w trudnych przypadkach (tak, to ja :P ) i mają dobrą diagnostykę, więc cieszę się, że zdecydowałam się tam też zaokrętować.

0 komentarzy (pokaż)
29 lipca, 10:01

BBF mówi:
-> ciąża is loading - 36%
-> 100 dni za nami
-> 180 dni przed nami
Lubię takie statystyki :)

Byliśmy w weekend na Karnawale Sztukmistrzów. Jak ktoś nie był, to polecam, szczególnie z maluchami. Co prawda, tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy, ale da się znaleźć też miejsce na chillout i dobre jedzonko.
Ach, jedzonko...
Poszliśmy do jednej z restauracji, w której czasami bywamy, więc jedzonko pewne, dobre i smaczne. Tyle, że moje danie w ogóle mi nie smakowało :| Jadłam pierś z kurczaka, jakby była z tektury. Zupa męża w ogóle mi nie podeszła (kocham zupy niemal wszystkie). Zirytowałam się, bo do surówki dodali śmietanę, a jedynie znośna była lemoniada. Czułam się wręcz niedobrze, a jako, że nie wiedziałam jak poprawić swój stan, to się w końcu rozpłakałam o_O
Mąż zdezorientowany i bezradny, ludzie wokoło, kelnerki podglądają, a ja kryję twarz w serwetkach. Jak sobie uświadomiłam lekki komizm sytuacji to się zaczęłam śmiać. Na co mąż - no to teraz wiem co to znaczy mieć żonę w ciąży i z buzującymi hormonami :D

Na drugi dzień olałam dietę cukrzycową. Zaopatrzyłam się w soczek marewkowy a'la Kubuś, masę owoców, Activię i z takim arsenałem pod ręką było mi baaardzo dobrze :) Do tego na obiad zamówiłam kopę ziemniaków w przyprawach i to było właśnie to, czego mi było potrzeba - całkiem niewiele :)

Powiedzieliśmy o Małym Ludku rodzinie męża. Szwagierka powiedziała, że już trochę widać brzuszek ;) A i się dowiedziałam, że ona to z drugim synkiem miała PAPPA na NFZ, bo nie było kości nosowej i było duże podejrzenie wad... Mogę się tylko domyślać ile stresu przeżyli. Teraz ten mały 2-latek ma piękny nosek, ogólnie jest słodki, a przede wszystkim całkiem zdrowy.
Życie płata figle, a ludzie nawet ci bliżsi nie zawsze mówią o swoich problemach i nie dotyczy to tylko problemów z płodnością. Chyba ogólnie tak już jest, że dzielimy się raczej tym co dobre, a co złe chowamy pod skórą.

Zabieram się do pracy, ale jeszcze 5 dni i urlopik aż 3 tygodnie ;)

1 komentarz (pokaż)
31 lipca, 08:45

14t4dc
Wczoraj się widzieliśmy <3

Mały Ludek podczas usg nie pokazał buźki, tylko schylił głowę i złapał się za nią obiema rączkami <3 W domyśle -> z kim mi przyjdzie żyć, albo na jaki świat ja się pcham :P

USG było tylko poglądowe, więc doktor puścił nam serduszko i powiedział że wszystko ok. Za miesiąc połówkowe i wtedy małego człowieka pomierzymy.
Tak więc, nie wiem ile mamy cm, ale wierzę, że wszystko jest ok.

Aha, doktor szukał, szukał, ale chyba będzie dziewczynka <3 Mi tam wszystko jedno, ale mąż już gada, że następnym razem celujemy bliżej owulacji to będzie chłopiec :D
Ha-ha-ha, żeby to tak było łatwo zrobić człowieka, a co dopiero wybierać mu płeć:P

Lekarzy był w zastępstwie za naszego doktorka, więc też wizyta była mało wylewna. Poprosiłam receptę na Duphaston. Dostałam ją, ale dr napisał dawkowanie 3x1. Ja od samego początku biorę 2x1 i najpierw spanikowałam, bo tą zmianę zobaczyłam dopiero w domu, ale później stwierdziłam, że skoro lekarz nic nie mówił, to pewnie odruchowo napisał to 3x1 i nadal zamierzam brać swoją dawkę 2x1.

Zapytałam o sex. dr powiedział, że nie ma przeciwskazań, ALE - bez głębokiej penetracji i finisz poza, bo sperma zawiera substancje, które są stosowane do środków poronnych (?!?) i może mieć bakterie, więc lepiej nie ryzykować. Z uwagi na to, że m. ciągle miał jakieś bakterie, to chyba abstynencji faktycznej ciąg dalszy nas czeka... Radzimy sobie :P ale czasami tęsknię za normalnymi zabawami :P

Dzisiaj powiedziałam przełożonemu o ciąży. Głównie dlatego, że on co miesiąc składa do prezesa wnioski o dodatkowe godziny pracy dla nas, a ja stwierdziłam, że na sierpień i tak już nie dostanę bo mam 3 tyg. urlopu, a później to nie będę dla kilku $$ dodatkowo siebie i Ludka męczyć, więc zrezygnowałam. Szef spoko. Pogratulował i stwierdził, że zdrowie najważniejsze, żebym pracowała ile chce i się niczym nie przejmowała.
Pracuję w budżetówce, praca na czas nieokreślony, więc w zasadzie od maja mogłam siedzieć na L4. Ale lubię moją pracę, lubię ludzi w pracy, a jak się zamknę w domu, to... nawet sąsiadów nie znam na naszym osiedlu :| więc myślę, że izolacji i odpoczynku będę miała jeszcze nadmiar. Później będzie jesień, zima, wątpię by mi się chciało wtedy wstawać :P, ale na razie zabieram się jeszcze do pracy :)

EDIT
Dzisiaj po południu poczułam takie delikatne bulgotanie w brzuchu. Oczywiście raczej to moje jelita, ale że nie pamiętam kiedy ostatnio i czy w ogóle już coś takiego czułam to notuję, gdyby to przypadkiem były znaki od Małego Ludka :)
Przed @ wykręcałam sobie wszystkie objawy ciąży, której nie było, więc teraz wkręcam pewnie sobie ruchy maluszka ;) Podobno niedoświadczone matki raczej nie rozpoznają tych ruchów na początku, ale wiadomo, wyobraźnia działa cuda :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca, 21:26

3 komentarze (pokaż)
3 sierpnia, 09:10

Zaczęliśmy 16 tc (15t0d) wow, jak to brzmi :) nadal czuję się trochę jak we śnie i nadal ciężko mi uwierzyć, że to się dzieje.

Wczoraj byłam na dziennym pobycie w poradni diabetologicznej i jestem trochę rozczarowana.
Standardowy wywiad z pielęgniarkami, później z panią doktor. Największym problemem było to, że mój doktorek wpisał do karty ciąży, że mam ujemne wyniki HIV, Kiły itp. ale nie wpisał daty wykonania badań. Mam też wpisany wynik glukozy też bez daty i pani doktor się mnie pyta kiedy była robiona. Mówię, że nie pamiętam, ale w czerwcu, a ja mam ze sobą sprzed 4 dni wynik glukozy to może lepiej już ten nowszy wpisać, a ona do mnie, że ona tu ma rubryczkę na datę tamtego wyniku i musi ją wypełnić. Aaaaaa.... najpierw rubryczka, a później człowiek, co chory system :|
Poza tym zestresowała się, bo mnie dr zapytała od kiedy czuję ruchy dziecka. Noooooo, ja jeszcze nie czuję... ale to dopiero 15 tc, to może za wcześnie? A, no tak. LOL o_O

Jedyny plus, to pani dr sprawdziła tętno Małego Ludka, więc znowu słyszałam moje drugie serduszko <3 Badania ginekologicznego mi nie przeprowadziła, bo byłam za bardzo spięta i było za ciasno :P Mam nadzieję, że tam wszystko gra.

Przesiedziałam z innymi 9 babeczkami w całkiem przyjemnej poczekalni z klimą od 8 do 12.30 Z czego merytorycznie czas był zapełniony jakieś 45 min. Wywiad lekarką zajął jakieś 10 minut, pogadanka diabetyka z której nic nowego się nie dowiedziałam jakieś 20 minut max i instruktarz obsługi gleukometru jakieś 15 min. Reszta to czas stracony. No ale wiadomo, kobiety w ciąży mają dużo czasu... Gdybym wiedziała, że to się tak szybko skończy, to był nie brała wolnego z pracy, ale przynajmniej zrobiłam tourne po CH i kupiłam parę bluzek/koszul ;) Poza tym, nie żałuję, że tam poszłam, bo czuję się zaopiekowana jako tako, tylko, że liczyłam na bardziej indywidualne rozmowy i porady co do diety.
A, no i dostałam gleukometr. Musimy go z mężem rozpracować, to może od dzisiaj zacznę go stosować. Co prawda moja obecna glukoza na czczo wynosi 80, więc chyba nie ma tragedii, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc w marę możliwości będę się stosować do diety cukrzycowej i badać ten cukier. Chociaż... dzisiaj kupiłam, drożdżówkę z serem do pracy :)

Ostatni dzień w pracy i 3 tyg. urlopu. Jupiii :D Dzisiaj wyjątkowo sobota pracująca, bo odrabiamy 16 sierpnia br, ale po pierwsze chyba i tak nic konstruktywnego nie zrobię, bo co miałam zrobić to już zrobiłam, a po drugie, to liczę, że koło 13 nas puszczą do domku.
Urlopie witaj!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia, 09:12

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)