BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Leonowa historia:)

Autor: madu
28 czerwca, 08:40

33+4
31 dni do skonczonego 38 tc.
45 do terminu.

Nienawidzę się źle czuć, nienawidzę nie spać w nocy, nienawidzę bólu pleców, kolan, brzucha.
Nienawidzę zgagi i tego że wiecznie nic mi nie smakuje.
Wczoraj pierwszy raz słuchały mi nogi i do rana nie zeszło. obudziłam się o 6 i leżę. marzę o basenie ale nie mam strony ciazowego i już mi się nie opłaca kupować.

poprawne prawie wszystko.
Zostały jakieś kolorowe resztki i pokrowiec od fotelika.
Muszę kupić gondole, poluje na olx na coś używanego.

Generalnie kupiłam minimum rzeczy z opcją "co się sprawdzi". Przy Leonie miałam wszystkiego stanowczo za dużo więc teraz postawiłam na oszczędność. całość wyprawki włącznie z wózkiem lozeczkiem wyniesie mnie około 1500 zł. W tej ciąży nie zdecydowałam się też na prywatne badania i usg, całość prowadziłam w medicover z pakietu także finansowo jakoś tak spokojnie. Jedyne na co sobie pozwalam to prywatne wizyty u fizjoterapeutki uro-gino. Mocno mnie obciąża tym razem ciąża.
Jak dobrze pójdzie to za 4-5 tygodnie cc. mam nadzieję, że dowiem się w ciąży 2 kolejnych tygodni.

0 komentarzy (pokaż)
1 lipca, 14:09

34 tc, zaczynamy 35.

Kupiłam wózek, jest spoko, szału nie ma, ma pojeździć 6 miesięcy. Już go wyprałam także dopisuje do listy "gotowe".

Skeirowania do szpitala jeszcze nie dostałam. Mam nadzieję, że w moim szpitalu 1 cc bedzie wskazaniem do kolejnego. Bo jestem już bardzo pewna że tak własnie chcę urodzić i jak najszybciej poznać datę :" KIEDY"

14.07 kolejna wizyta u mojej gin
16.07 - fizjo
28.07 następna
30.07 ostatnie usg

Pomiedzy tym badania do porodu, i wizyta w szpitalu dowiedziec się co i jak.
A jutro jedziemy jeszcze do moich rodziców, będziemy do 11.07 więc zleci.

1 komentarz (pokaż)
15 lipca, 10:07

wg apki 36+0
wg gin 35+4
w sumie nie wiem skąd wynikają te różnice z usg nie chyba bo termin z usg mam na 11 a z om na 15 sierpnia. więc tak naprawdę to powinnam liczyć tym co gin. nie mniej jednak różnica 3 dni to nie różnica. generalnie do terminu został okrągły MIESIAC!
Wczoraj szybką wizyta, ważenie, ciśnienie, szyjka- wszystko ok.
31 lipca mam wizytę kwalifikacyjną do cc w szpitalu, to będzie dokładnie 38+0 tc. Tak naprawdę chce się dowiedzieć jakie mam opcje, jak ordynator widzi u mnie możliwość psn a jak nie widzi to już mam nadzieję umówi mi termin cięcia.
A ja się ciągle kłamię czy brnąć w próbę sn czy jednak dac za wygraną i brać cc.
w szpitalu w którym będę rodzic i tak nie ma porodów rodzinnych bo jest remont, porodówek. Musze zapytac jak jest z kangurowaniem po cc przez tate czy tez mozw byc po takim porodzie 2 h z nami, w tej kwestii nie mam jasności, a bylo by fajnie:)
Poza tym zaczynam po woli organizować sieć wsparcia na wypadek gdybyśmy musieli działać szybko, żeby Leonem miał się kto zająć. Babcie odpadaja w tej kwestii bo są daleko, ale mam kilka koleżanek których dzieci są kolegami/koleżankami Leona - znają się , myślę że w razie czego odbiorą mi go z przedszkola i przetrzymaja ile trzeba:)

Jak ta ciąża i wszystkie około ciążowe sprawy są splatane z tym co już musimy robić!!! w pierwszej ciszy to pełne skupienie na przygotowaniach a a teraz przygotowania jakby dzieją się mimochodem.


Byle do sierpnia. Byle Kaja była zdrowa💛


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca, 10:08

1 komentarz (pokaż)
20 lipca, 17:35

36+2
Mała się tak wierci że nie wiem czy to trwa tam do terminu, mam też przeczucie zw 31.07 na kwalifikacje do cc to też trochę późno. szczególnie że większość dnia czuje mega nacisk na miednice, i bóle @, które dziś nawet promieniowaniu do ud...także tego. Mi ze nic. Ale z Leonem akurat w tych tygodniach nie byli kompletnie żadnych atrakcji a i on sam był dużo spokojniejszy w brzuchu.
Bardzo wielkiego mam też lenia. ciężko mi się zabrać za jakieś prasowanie czy sprzątanie. Szybko się mecze, co odbija się na boli kolan, stóp i pleców. także idę za instynktem i głównie leżę i podsypiam.
pojutrze idę robić gbs i badania do porodu, we czwartek samochód do totalnego mycia i prania tapicerek. w kolejnym tygodniu 3 wizyty miedzyczasie muszę umówić pranie narożnika i dywanów. no i Leon ma wtedy tydzień przerwy w przedszkolu - także idealnie😆 31.07 to będzie 38+0 i bylo by spoko wtedy urodzić sobota niedziela w szpitalu , takie male wakacje, i od 3 sierpnia w domu😉 Taki mam plan😆 Ewentualnie teraz w piątek to będzie 37+0 już będzie bezpiecznie.

Boziu ale to szybko zleciało:D

2 komentarze (pokaż)
24 lipca, 12:07

36+6

tak tak, jutro donoszona:)
Poplakuje od kilku dni i wkurzona jestem na zmianę z płaczem.
Zmęczona.
Czekam codziennie do wieczora żeby się już położyć i żeby był następny dzień.
Wyprasowalam jedna parę ubranek, pieluchy i kocyki. Więcej nie robię.

Muszę wyciągnąć laktator. ale mam traumę więc ciężko mi się do tego zabrać szczerze mówiąc wolałabym go nie używać. No ale chyba jednak trzeba to ogarnąć.

W moim szpitalu przez to że jest remont porodowek nie ma porodów rodzinnych ale na szczęście wprowadzili możliwość spotkania maluszka z.mama i z tatą zarówno po cc jak i sn w czasie przewożenia na oddział poporodowy, to miłe zważając na szereg różnych obostrzen i różnych problemów które od początku tego roku tylko rosną zamiast maleć.

2020 już podziekujemy. Dzieciom bedziemy opowoadac w jakim szalonym roku się urodziły.

Boli mnie wszystko, ale dobra jestem bo wczoraj bieglam na autobus, musiałam całkiem komicznie wyglądać:D

Na tym samym etapie z Leonem tak jakby się większość nich dolegliwości uspokoiła, miałam więcej siły. biegałam jeszcze po sklepach, sprzatalam. teraz kompletnie nie mam energii, zamiast lepiej czuje się z dnia na dzień tylko gorzej, znów wrócimy bóle głowy. Gdzieś przeczytałam a później przypomniałam sobie że faktycznie poprzednio robiłam przysiady żeby trochę przyspieszyć poród. teraz? no fucking way! kolana to mnie tak naparzaja przy każdym kucnieciu jakbym miała jakieś 80 lat.

w ogóle moja głowa nie ogarnia rzeczywistości i tego że to już 37 tc, przez to że z Leonem w tym czasie czyli końcem lipca byłam w jakimś 29 tc i ogólnie smigalam energia milion, remont mieszkania i takie tam. A teraz? lato w pełni jak wtedy, wszyscy mają milion energii, wakacje i takie klimaty a ja bym najchętniej nie wychodziła z łóżka bo to tym razem nie 29 tc tylko 37 no i niestety moja energia nie przystaje do tej dookoła:D

Zastanawiam się się ogarnę przyszły tydzień 3 wizyty, młody w domu. chyba zostaje nam to wyjście że mąż na moje wizyty będzie brał te osławione pojedyncze godziny na opiekę nad młodym - idealna okazja. Mama u lekarza, przedszkole zamknięte.

Zobaczymy. byle do kolejnego piątku, bo już mnie wkurza że nie wiem co zbtym rodzeniem.

0 komentarzy (pokaż)
28 lipca, 15:46

37+3

Miałam mieć dziś wizytę ale przełożyło mi na jutro więc jutro, we czwartek usg a w piątek kwalifikacje do cc.

Niechże się już ta ciąża skończy bo mnie wykończy, z mężem się rozwiode a dziecko się wyprowadzi. Mega mi trudno że sobą samą. staram się trzymać jak mogę ale jest trudno . syruacji nie ułatwia Leon w domu, który od rana skacze i gada - dzień w dzień. Wsparcia w M. nie mam żadnego. ciche dni. w domu bajzel jak cholera, nie wiem co mam z tym zrobić, nie mam siły się za to wszystko zabrać, brudne okna kluja w oczy, kurze. A ja serio nie mam siły...
Nie wiem czy nie umówić jakiejś Pani do pospzratania tego wszystkiego. Chlopu mówię że to zrobić trzeba, tamto śr i ić trzeba ale nie trybu że jest jedyną osobą która się może w tym momencie wykazać inicjatywą. Jeszcze dziś włożył pil swojej szafy do kosza na pranie. żeby choć jedną pralkę wstawił z tym nie! Służąca zrobi🤦‍♀️ Jedynymi ludźmi którymi się przejmuje co o on im pomyślą są ludzie z roboty. Jakiegokolwiek pomyślenia o tym co my se z Leonem myslimy- ZERO. także taki klimat mamy. Mam ochotę do porodu jechać uberem. serio.

Mam mega zjazd formy.Jedyna fajna rzecz to jak już doczlapie te kilkadziesiąt metrów na plac zabaw to przynajmniej jest z kim pogadać.

Z objawów zbliżającego się porodu raczej chyba nic.chyba że huśtawka nastrojów się liczy i dużo gmerania bardzo nisko nad spojeniem.
Piłkę idę pompować.
zobaczymy jutro co tam na dole się dzieje.


Córko proszę. wychodź już.

2 komentarze (pokaż)
30 lipca, 17:40

37+5

już pod wizycie i usg.
Szyjka 3,5 zamknięta.
ilość wód - duża
waga Młodej - 3450 (+/- 504g). dużo! Wagowo wychodzi 39 tc. reszta w normie, ale długie nogi i ręce.

jutro kwalifikacja w szpitalu ktg i usg. zobaczymy. jeśli waga jej też w szpitalu taka wyjdzie to wg lekarza dzisiejszego do 7 dni zrobią mi cc. no zobaczymy. wg mojej gin jeśli będzie cc to tak do 10 dni co wypadałoby w tygodniu przed 15 sierpnia:) myślę że jeszcze max 14 dni i się poznamy.

0 komentarzy (pokaż)
31 lipca, 21:38

7.08 cc. 0 8:30 mam się stawić na ip i do godziny będzie cięcie.
6.08 o 7:00 mam podjechać zrobić wymaz na covid przed przyjęciem.
Zgadnijcie czego się bardziej boję?

za tydzień tej porze mała będzie na świecie💛
trochę łzy pocieklo że nie dany będzie mi już nigdy psn, ale z drugiej strony to takie fajne znać termin i moc się przygotować🤗

Mała dziś na usg też 3,5 kg- myślę że dwoch lekarzy i dwa aparaty raczej się nie mylą. zobaczymy.

odliczanie czas start🤗

2 komentarze (pokaż)
5 sierpnia, 12:15

38+4

2 dni do cc. Wytrzymam czy zacznie się samo wcześniej?😉

Dziś robiłam badania potrzebne do cc, znalazłam wyniki grypy krwi i idzywskalam wyniki badania na hiv - uff. miałam kilka sterujących momentów w związku z brakiem tych dwóch rzrczy, na szczęście się znalazły🤗

Jutro na 7 rano jadę pobrać wymaz na covid , a w.piatek 7:30 z kompletem badań IP i mam nadzieję że szybko mnie wezmą na cc. R. poczeka i w czasie przewożenia mnie i Młodej na położniczy możemy się na chwilę zobaczyć. Przynajmniej tyle😊

0 komentarzy (pokaż)
8 sierpnia, 06:54

Kaja💛
7.08.2020
10:50
3740 g
55 cm
cc
jest cudowna💛

ja.
boli. bardziej niż pierwszym razem. i nawet pomimo środków przeciwbólowych.
Nie mam za bardzo siły kombinować z przystawianiem młodej więc podjęłam decyzję o pracynlaktatorem i dokarmianie jej mm.
chce wyjść w poniedziałek, więc a)nie może za bardzo spaść z wagi, b)nie może mieć zółtaczki. A w domu już sobie laktacje ustawimy na spokojnie.

1 komentarz (pokaż)
15 sierpnia, 07:29

1 tydzień i 1 dzień <3

Poród.
W piątek stawiłam się na ip tak jak kazali o 7:30. Przyjęcie, kroplówki, ktg, usg i pojechałam na salę operacyjną. Tam znieczulenie, szybkie cięcie, szycie - całość trwała może 40 minut. Kiedy wyciągnęli malutką, położna odsłoniła lampę więc wszystko widziałam :) Mała darła się jak oszalała, była mega wkurzona - nie dziwię się. Była kompletnie niegotowa, w usg, główka wysoko, wszystko pozamykane. Także krzyczała od momentu wyjęcia, przez przytulanie mi jej do policzka, aż do momentu jak wyjechała i mąż mógł ją zobaczyć i pogłaskać przy transporcie na oddział noworodkowy. Mnie w tym czasie pozszywali i jak mnie przewozili też mogłam się na chwilę spotkać z R.
Sama operacja przebiegłą szybko i emocjonalnie zupełnie inaczej niż ta 5 lat temu. Byłam w pełni świadoma tego co się dzieje, wszystko działo się tak na spokojnie. Miałam trochę skutków ubocznych podania znieczulenia, natomiast anestezjolog super to wszystko kontrolowała. Najgorszy moment był chyba ten kiedy w momencie zrobił się ucisk na klatkę piersiową, mega pulsowanie w głowie i mdłości. Tak, to była chwila gdzie byłam bliska ataku paniki. Na szczęście szybko to ogarnęli. Po operacji zostałam przewieziona na ogólną salę gdzie były już dwie dziewczyny. Jakieś miłe studentki cały czas przychodziły i badały mi ciśnienie, podłacząły kroplówki z przeciwbólowymi i bardzo pomagały. Od razu też powiedziałam że chcę żeby mała do mnie przyjechała, nie dłuzej jak po 3 minutach od mojej prośby, młoda była już pod moją pachą i "szalona" położna probowała ją dostawić do piersi:) Udało się! Leżałyśmy tak całkiem długo kiedy po 6 h przyszedł czas na 1 etap pionizacji. Dostałam domięsniowo ketonal, podwyższyli łózko i kazali siedzieć. Nie bolało ale w głowie się kręciło. Jak już wysiedziałam co miałam wysiedzieć, po 2 h, podłączyli kolejną kroplówkę a jak zeszła to kazali wstać. Nie powiem że było to jakieś mocno przyjemne, tym bardziej że była już jakoś 18:30. Ale luz - wstałam. Poszłam się trochę ogarnąć no i opieką nad młodą zaczęła się na całego.

Prawdę mowiąc jeśli chodzi o dolegliwości bólowe to tym razem bolało wszystko bardziej. Tak naprawdę boli do teraz, a jeszcze miejsce zakończenia szwu zaczyna się troche paprać, mam nadzieję, że wytrzyma to w jako takim stanie do poniedziałku kiedy to mam ściągnięcie szwów. Pewnie będzie konieczny antybiotyk. Poza tym, mam straszne nerwobóle od tego szwu do prawego biodra, są do tego stopnia nieprzyjemne, że nie wiem kiedy wyjdę z domu. Jak mnie chwytają to od razu muszę usiąść bo aż mnie zgina w pół. Podobno to od mocowania szwu do powięzi. Tak więc moja fizjoterapeutka będzie miała trochę roboty ze mną, tym bardziej, że jeszcze wczoraj wyczułam kulkę pod pępkiem, i nie zdziwiłabym się po ciązowych cyrkach z brzuchem , jakby to była przepuklina. Także tak. Jak nie urok to sraczka. I zawsze ku*** coś.

Oczywiście to coś nie ominęło nas również w szpitalu.
Mieliśmy wyjść w poniedziałek. Młoda w badaniach idealna, zero szmerów jakichkolwiek, krew super ale oczywiście w niedzielę coś się kolor skóry lekarce nie spodobał i moja grupa krwi i kazałą zbadać bilirubinę i grupę krwi małej żeby wykluczyć konflikt. no i w poniedziałek o 12 położna wjeżdza na salę z lampą i mówi że ja i koleżanka obok nie wychodzimy bo wyszła bilirubina naszym dzieciakom. Nie jakoś bardzo ale granica normy. Młody obok dostał lamę a ja się pytam gdzie dla mnie. A pani mi na to że będzie o 16 bo dużo dzieci korzysta i nie ma. No jak się we mnie zagotowało. Od razu zadzwoniłam do wypozyczalni lamp pytam czy są, rezerwuję, mówię oddzwonię tylko skonsultuję z pediatrą. Poszłam pytam, kategorycznie nie, bo jest podejrzenie, że to od konfliktu w grupach głównych krwi a to trzeba monitorować, ok nie upieram się nad moim pomysłem rozumiem. Mówię tylko że mi przykro że dopiero o 16 będzie mogła zacząc to naświetlanie. A lekarka, jak się wkurzyła, wybiegła do położonych, ochrzaniła je że jak to nie ma lamp, jak dziecko chorę i potrzebuję juz teraz naświetlania a nie za 4 h dopiero!
Lampa się znalazła. Najpierw Kaja leżała na patologii 4 h a póżniej zmienili nam salę, przywiezli ogromną lampę z inkubatorem i tak od 16 do 11 rano mała przeleżała grzejąc się w samym papmku i okularkach. Oczywiście karmiłam ją odciągniętym mlekiem, żeby jak najdłuzej tam była. We wtorek okazało się że bilirubina spadła i o 15 wyszłyśmy do domu!:)
Generalnie widok małej pod tymi lampami i fakt ż emusimy zostać i ze nie widaomo czy te grupy kri nie namieszały jej w zdrowiu sprawiły że cały poniedziałek od tej 12 przepłakałam. Mega byłam rozwalona emocjonalnie, do tego stopnia że jedna położna z patologii przychodziła bardziej patrzyć na mnie niż na Kaję i dzięki jej za to, bo jakoś mi to pozwoliło przetrwać.

Myślę sobie, że już wcześniej niż w niedzielę było coś na rzeczy. KAja cały czas spała, trudno było ja dobudzić, brałam opcję zółtaczki pod uwagę dlatego 2 pierwsze doby karmiona była tylko mm, bo ja nie miałąm mleka, ale na spokojnie pracowałam laktatorem, w 3 dobie rano ściągnęłam 2 kropli, a o 16 już 20 ml i własnie od tego czasu mała jest na moim mleku, w szpitalu piła jeszcze z butelki a w domu od wczoraj jest tylko na piersi, bo mleka jest już tyle że najada się z jednego a laktator i tak jeszcze z 40 ml ściągnie w 15 minut. Także luuuuz totalny mam w tej kwestii i to jest takie piękne, bo z Leonem to była orka na ugorze to kp przez pierwsze tygodnie i miesiące. Cycka nie potrafił złapać, na butelkę miał wywalone i nie chciał, jadł przez kapturki które ciągle się zsuwały i ogólnie dużo nerwów. Natomiast Kaja jest w tej kwestii totalnie bezproblemowa, dam jej butle zje z butli, dam jej cycka zje z cycka. Spi między karmieniami od 2 do 4 h. Tak więc je śrdnio co 3 h, kupy robi też co 2- 3 h - spokojnie bez nerwów. W ogóle bardzo mało płacze, raczej się denerwuje i pcha łapki do buzi. W nocy karmię w łożku więc nawet dobrze śpię. Także od tej strony wszystko układa się jak trzeba:)

We srodę od razu była u nas położna, stwierdziła, że bobas wygląda ok. Żółtaczka raczej nie wraca, co też widzę, Mała się budzi na jedzenie, moczy i brudzi pieluchy. Co prawda bardzo dużo spi, ale mam wrażenie że po prostu dlatego, że naprawdę była niegotowa się urodzić:) Delektujemy się spokojem.

Leon zakochany w siostrze, przynosi mi rzeczy, pilnuje ją kiedy musze po coś wyjśc, głaszcze i całuje.
Z tych emocji trochę szaleje, próbuje się odnaleść w nowej roli i sytuacji. Widzi że ja jestem jeszcze nie do końca sprawna, myślę, że to też się na nim odbija. Próbuję coś z nim robić, ale cięzko. Ani nie posiedzę za długo na podłodze, ani w kuchni przez te nerwobóle. Przez to że ja tak średnio to R. dużo w domu musi robić więc siłą rzeczy zostaje mniej czasu dla Leona. On wie że tak mogło być natomiast średnio sobie z tym radzi. Upały nie pomagają do ogólnego stanu podenerwowania. I tak mamy sporo jęczenia, wyszukiwania problemów na siłę, sprzeciwu w każdej jednej małej sprawie. a że nakłądają się na to jeszcze normalne rozwojowe sprawy, czyli spadek poczucia bezpieczeństwa, i środowiskowe - zmiany w przedszkolu. To mamy niezły miks.

No ale to dopiero 3 dzień w domu więc cudów nie oczekuję:)
Zostaje mi tylko nadzieja ze z czasem będzie lepiej.

A w ogóle to jestem totalnie zakochana w Kaji, mam tyle luzu w sobie teraz, że miłość mnie dosłownie zalewa. Chciałabym zatrzymać na zawsze w pamięci to jaka ona jest malutka i bezbronna. Mogłabym ją cały czas tulić i całować - serio zgłupiałam na jej punkcie i nie tylko ja ;)

(muszę o tym pamiętać jak zacznie się bunt 2 latka :D )


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia, 07:35

1 komentarz (pokaż)
28 sierpnia, 16:21

3 tygodnie Kajtusi💛
była położna - jest waga 4030 g! Nie muszę budzić! w 2 tygodnie przybrała prawie prawie 600 g!

Oficjalnie żegnam moje jedyne zmartwienie czyli "czy się najada, czy dobrze przybiera" i czekam na przesłane noce:)

0 komentarzy (pokaż)
7 września, 09:44

1 miesiąc Kaji

Zleciało. Strasznie. ciąża się tak dłużyła a tu już niemowlaczek w domu <3 :)

Zyjemy sobie na spokojnie. Oprócz tego że Kajka męczy strasznie każdą kupę to nie ma problemów.

Dnie są takie że głównie spi.
W nocy wierci się i kręci tak ze 2 razy ale popije tylko trochę i idzie spać dalej. Także tu raczej przewiduję zmianę w kierunku przesypiania nocy bo ogólnie na cycka rzuca się tylko rano, w nocy to tak od niechcenia. Czasem spimy razem, jak mam mniej mocy a czasem każdy w swoim łózku. Jej jest to widzę obojętne gdzie śpi. Tak samo jest jej obojętne co je i z czego, także zostawiona z butlą mężem i mm też daje rade (wczoraj była próba generalna - poszłam z młodym na basen i nie było mnie 2 h!)

Ogólnie nowości odreagowuje wisząc wieczorami na cycku. Ale luz mam w tym względzie, bo przynajmniej nadrabiam seriale:) Wieczorami czyli od ok 19 do 23-24. a pózniej już spimy do 2-3 a póżniej 5-7. Kupy już w nocy nie ma, więc pieluchę zmianiam dopiero nad ranem. Także tu też luzik.

W ogóle dużo luzu mam. O kp w ogóle nie myślę tylko karmię. jednego dnia jest wiecej mleka i idzie nam łatwiej drugiego mniej i trochę wiecej tego wiszenia jest ale ogólnie dziecko spokojne spi, sika więc się nie spinam. Nie wiem ile waży bo położna to tak w kratkę przychodzi ale ubrania 56 poszły już w odstawkę. Kończę ostatnie pudełko pampków 1 i przechodzimy już na 2 bo widze że już ja troszkę cisną te najmniejsze. Na tej podstawie wnioskuję ze rośnie i ma się dobrze. JEdyne co mnie odrobinę martwi to że jednak ma jeszcze trochę złótej poświaty. Natomiast czytałam ze przy kp tak może być, innych objawów żółtaczki już nie ma no i położna jak ją widzi co te półtora tygodnia to mówi że to jest lekka poświata i żeby się nie martwić.

Na spacery chodzimy jak mi się chce. Jak mi się nie chce to siedzimy w domu. Ostatnio byliśmy 6 h na wyprawie, zaszliśmy na jakieś dziurawe szutrowe drogi, ale dalismy rade:D Młody na rowerze, Kaja w wózku (niech żyją duże pompowane koła i amortyzatory- jednak spoko ten wózek, dał radę na ofroadzie:D), my na nogach. Było spoko;) Zaliczyliśmy też już 2 tygodnie temu piknik w przedszkolu.

ja się czuję spoko. Zostało mi 6 kg, ale raczej szybko nie zejdzie bo jestem ciągle głodna, i po 9 miesiacach cierpienia podczas jedzenia (bo mi nic nie samkowało) teraz smakuje mi wszystko więc sobie dogadzam.
Musze się umówić z fizjo żeby ogarnełą mi bliznę i mieśnie brzucha, ale cholernica mi się goić blizna w jednym miejscu nie chce i muszę jeszcze poczekać.
18.09 idę do gina bo mija 6 tyg od porodu.
2.10 z Kają i Leonem na szczepienie
7.10 usg bioderek.

Może mi się uda jeszcze w miedzyczasie jakąś wizytę pediatryczną zaliczyć z Kają, bo by wypadało. Od wyjscia ze szpitala nikt prócz położnej jej nie widział.

Z sukcesów Kajkowych:
-Zaczyna pojawiąc się uśmiech społeczny - na razie do mnie
-Wodzi wzrokiem za obrazkami
-Szuka nas wzrokiem
-Przygląda się rzeczom i bardzo mocno rozgląda się po wszystkim.

0 komentarzy (pokaż)
13 września, 07:27

5 tyg i 1 dzień

skok 5 tygodnia uważam za chylacy wieku końcowi.
Młoda zaczyna się uśmiechać, patrzy za nami i za Leonem.
wczoraj był pierwszy od kilku dni spokojny wieczór, bez wiszenia na mnie i dużo spania. czego nie można powiedzieć o kilku ostatnich dniach. widzę też że wyproznianie idzie z jakaś większa łatwością.
także jest ok.

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)