BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Być może jednak... kiełkowanie nadziei

Autor: kehlana_miyu
20 listopada 2018, 11:54

22 tc ukończony <3

Maluszek, tak samo jak Adaś, reaguje na muzykę rockową gdy jadę samochodem :) Może weźmie przykład ze starszego brata i będzie do niej z czasem zasypiał podczas jazdy? Adaś jako niemowlę pięknie uspokajał się przy Immigrant Song Led Zeppelin ;)

Zbieramy się do kupna większego auta. Jak dopną nam się finanse, powinniśmy się przynajmniej zmieścić we czwórkę :) Dwa foteliki rwf, ja i mój mąż 185 cm z szerokimi barami to nie taka prosta sprawa jak się okazało.

Coraz częściej mówię do maleństwa po imieniu <3

1 komentarz (pokaż)
10 grudnia 2018, 20:31

24t6d - jutro kończymy 25tc. Byłam dzisiaj na wizycie, wszystko w porządku :) Synek waży już ok 759 gram i kopnął w głowicę od USG <3 Ja dalej czuję się nieźle i wygląda na to, że pracuję do końca stycznia.

Kupiliśmy auto :) Kocham nim jeździć, ale przy pakowaniu o lewa ją mnie zimne poty :D Jechaliśmy nim z Adasiem do lekarza i mały przez dobre 10 minut powtarzał w kółko: nowe auto, nowe auto, DUŻE auto, więc chyba mu się spodobało :)

Adaś zaczął mówić "proszę" gdy coś mi podaje lub czegoś chce. Nigdy nie kazałam mu mówić proszę ani dziękuję, ale zawsze sama odruchowo używam tych zwrotów, gdy z nim rozmawiam, więc widocznie dobry przykład działa i podłapał :) Zauważyłam też, że jeżeli zna dane słowo zarówno po niemiecku jak i po polsku, zaczyna używać polskiej wersji ze mną, a niemieckiej że swoim tatą. Pięknie nazywa kolory i fascynuje się nimi, ale tu rządzi niemiecki i wcale mu się nie dziwię; łatwiej powiedzieć blau niż niebieski. Zobaczymy jak będzie dalej, ale fascynujące jest obserwowanie tego, jak rozwija się jezykowo dziecko wychowywane w otoczeniu 3 języków.

Moja mama dalej usiłuje mnie przekonać do zmiany imienia dla młodszego synka, bo jej się nie podoba. Najwyraźniej ma sporo o tym do powiedzenia do wszystkich że swojego otoczenia, bo ostatnio przynosi mi ich podpowiedzi jak lepiej nazwać moje dziecko. Irytuje mnie to nieco. W pełni akceptuję, że nie podoba jej się wybrane przez nas imię. Co więcej, ponieważ jest to imię rzadko spotykane w Polsce, sporo ludzi się na nie krzywi, bo nie jest z nim osłuchanych jak z Adasiem, których wszędzie pełno. Ale nam, czyli mi i mojemu mężowi to imię się podoba. Mamy z nim fajne skojarzenia i literackie pierwowzory, samo imię jest tradycyjne i tak jak Adam z taką samą uniwersalną pisownią i wymową w wielu krajach na świecie. A to jest dla nas ważne, bo chociaż moje dzieci są/będą Polakami i tutaj w Polsce mieszkają, to nie jest ich wyłączne dziedzictwo. Nie chcę, by druga część rodziny miała problem z wymową imienia wnuka/bratanka lub zaadresowaniem kartki świątecznej do niego, skoro mamy imiona, które są identyczne w obu językach. No i przede wszystkim po prostu lubimy to imię i już, a to jest nasze dziecko. Ale nie, konieczna jest cała kampania, żeby przekonać nas, że nie wiemy co robimy.

Chyba jestem bardziej poirytowana niż myślałam.

2 komentarze (pokaż)
12 grudnia 2018, 18:18

Zastanawiam się jak to będzie z dwójką. Jak Adaś zareaguje, jaki będzie Sami. Czy będę chciała uciec na księżyc czy też ogólnie dam radę. Czy nie przejdzie nam zupełnie ochota na trzecie :D Co prawda to trzecie chcemy warunkowo, jeżeli się właśnie okaże, że rzeczywistość z dwójką nas nie przerosła ;)

Patrzę na Adasia i to, jaki z każdym dniem robi się bardziej interesujący i kochany i czuję całą sobą, że chcę więcej dzieci. Bywa cholernie ciężko (mały wciąż nie przesypiać całych nocy, więc ostatni raz wyspałam się 2 lata temu...), zwłaszcza, że nie mamy wiele pomocy od rodziny tylko musimy ogarniać z mężem we dwoje. Ale oboje czujemy, że warto i że tego właśnie chcemy. Mam dalej swoje ambicje zawodowe, plany dotyczące zdobywania kolejnych kwalifikacji, można nawet mówić, że kariery. Ale mam też silne poczucie, że nie muszę się z tym spieszyć. Jestem zawodowo w fajnym miejscu, a pracować będę jeszcze pewnie ok 30 lat. Teraz czuję, że jest mój czas na zwolnienie tempa i dzieci. I dobrze się czuję z tą świadomością.

Ale nie powiem, naprawdę się czasami obawiam jak ciężka okaże się rzeczywistość bycia mamą dwójki dzieci.

1 komentarz (pokaż)
24 grudnia 2018, 12:19

Adaś całą niedzielę miał biegunkę, a o 3 w nocy zaczął wymiotować. Na szczęście nie ma gorączki, mówi, że brzuszek go nie boli i choć nie chce jeść, sporo pije, więc wygląda na wirus. Ale na Wigilię do moich rodziców nie pojedziemy, a tak się na nią cieszyłam :( W zeszłym roku byliśmy na święta u teściów, a to jednak zupełnie co innego. Wiem też, że naszą nieobecnością sprawimy wielki zawód mojej rodzinie, bo też się za nami stęsknili, ale wyjścia nie ma :( Nawet jeżeli Adaś poczuje się lepiej, nie chcę ryzykować zarażenia innych, zwłaszcza dzieci. Moja rodzina na szczęście, poza babcią, wykazuje pełne zrozumienie, ale tak strasznie, strasznie mi szkoda!

Najbardziej niesprawiedliwe w tym wszystkim jest to, że specjalnie przetrzymaliśmy Adasia w domu przez ostatni tydzień, bo w zeszły weekend był przeziębiony i nie chcieliśmy, żeby złapał w żłobku coś na święta i wyjazd do teściów zaraz po. Pracowaliśmy z mężem na zmianę zdalnie, co wcale nie było takie łatwe do zorganizowania. I co? I wszystko na nic, bo mały i tak jakimś cudem złapał to paskudztwo :( Naprawdę czuję, że to okropnie nie fair.

Tłumaczę sobie, że mogło być gorzej i powinnam się cieszyć, że nie mam gorszego powodu do zmartwienia, ale chyba dzisiaj pozwolę sobie na rozżalenie i przeżywanie rozczarowania. Wieczorem urządzimy sobie Wigilię w piżamach we trójkę i do tego czasu muszę się doprowadzić do pionu.

0 komentarzy (pokaż)
26 grudnia 2018, 08:32

Na szczęście Wigilia i pierwszy dzień świąt wypadły ostatecznie lepiej niż myślałam :) Już popołudniu w wigilię Adaś czuł się lepiej, ale żeby nie ryzykować pojechałam do rodziców sama przełamać się ze wszystkimi opłatkiem i wymienić prezenty. Mama zapakowała mi po trochu z każdego wigilijnego dania :) Więc potem w domu we trójkę mieliśmy naszą własną małą kolację, a potem wspólne opakowanie prezentów pod naszą własną choinką, tak jak planowane - w piżamach ;) Adaś był taki podekscytowany prezentami, które dostał, że ledwo go przekonaliśmy do pójścia spać i ostatecznie spał ze swoim całkiem sporym pociągiem :D A w pierwszy dzień świąt czuł się już na tyle dobrze, że wpadliśmy na obiad do moich rodziców i spotkaliśmy się z kolejną porcją kuzynów :) Dzisiaj kończymy śniadanie i ruszamy w podróż do teściów. Mam nadzieję, że dobrze zniosę jazdę, choć trochę się obawiam, bo to jednak 8h w samochodzie w 27tc - tego jeszcze nie próbowałam :D

0 komentarzy (pokaż)
7 stycznia, 14:53

28t6d - Sami waży już ok 1400g i ma najpiękniejszą buzię na świecie <3 A przynajmniej tak się wydaje jego absolutnie zakochanej mamie.

2b916690b2ee.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia, 14:55

6 komentarzy (pokaż)
16 stycznia, 08:02

30t1d.

Instynkt wicia gniazda włączył mi się na całego. W niedzielę zmusiłam mojego biednego męża do przestawiania mebli w całym mieszkaniu :D Ale jestem zadowolona z efektu! Mamy teraz dość miejsca na dostawkę dla maluszka w sypialni i duże łóżko dla Adasia w jego pokoju. Planujemy kupić mu Kurę z Ikei, docelowo chcemy jej używać jako łóżka piętrowego jak Sami podrosnie. Na razie Adaś częściej sypia z nami niż w swoim łóżeczku, więc zobaczymy kiedy zacznie w większym stopniu korzystać z większego łóżka :D Ale swój pokój bardzo lubi i spędza w nim coraz więcej czasu, więc liczę, że prędzej czy później przeniesie się tam na dobre. A na razie na szczęście mamy dużą sypialnię i jakoś się pomieścimy we czwórkę ;)

0 komentarzy (pokaż)
18 stycznia, 21:10

Czuję się jak powoli tocząca się planeta. W tej ciąży mam zupełnie inny brzuch niż z Adasiem - wtedy rozlewał się na boki, a ja byłam i czułam się sprawna praktycznie do ostatnich tygodni. Teraz wyglądam i czuję się jakby ktoś przyczepił mi piłkę lekarską do talii. Brzuch jest twardy, napięty, okrągły i strasznie mi przeszkadza chwilami. Do tego ból i ciągnięcie w pachwinach. Zdecydowanie poprzednia ciąża mniej mi się dawała we znaki na tym etapie.

Dziewczyna na zastępstwo za mnie zrezygnowała z pracy i zostawiła mnie samą z zamknięciem roku i audytem. Mam ochotę gryźć, ale dam radę. Jakoś.

2 komentarze (pokaż)
25 stycznia, 12:51

Jest ciężko. Zamknięcie roku, sprawozdania, audyt, dopięcie wszystkiego co się da, szkolenie na szybko mojego kolegi, który będzie musiał wykonać swoją robotę i moją, póki nie znajdzie się nowa osoba na zastępstwo - a teoretycznie pracuję jeszcze tylko tydzień. Te ostatnie tygodnie w pracy bardzo dają mi w kość. Do tego Adaś ma grypę lub infekcję grypopodobną i bardzo źle sypia. Mąż siedzi z nim na zwolnieniu, ale wygląda, że jego też łapie :( Ja jak na razie jestem zdrowa, jeżeli to faktycznie grypa, to może pomógł fakt, że się zaszczepiłam. Chciałam zaszczepić Adasia jesienią, ale zabrakło szczepionek dla dzieci :( Mąż miał się zaszczepić, ale pomimo mojego przypominania nie udało mu się dotrzeć do przychodni. Wrrr.

Będę musiała w lutym jednak pomóc trochę w firmie, bo mój kolega sam sobie ze wszystkim na raz nie poradzi bez dodatkowego szkolenia, a ja źle bym się czuła zostawiając go tak nagle samego z tym wszystkim. Ale i tak czekam na zwolnienie z niecierpliwością, bo przynajmniej sporo innych spraw ze mnie spadnie, jak oficjalnie mnie jednak nie będzie w pracy.

Najbardziej nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będę mogła się zająć tylko wyprawką i przygotowaniami do porodu. Jeszcze trochę... Mam nadzieję, że malutki się nie pospieszy z wychodzeniem i da mamie parę tygodni na odpoczynek przed porodem i maratonem z noworodkiem!

0 komentarzy (pokaż)
2 lutego, 17:03

Tuliłam dzisiaj Adasia i mówiłam mu, że bardzo go kocham. A on mnie zapytał czy dzidzię też? Czasami naprawdę zadziwia mnie to, ile ten mały smyk już rozumie i nad czym się zastanawia <3

2 komentarze (pokaż)
22 lutego, 12:14

35t3d

Przyszedł fotelik i baza. Zainstalowałam w samochodzie i mi ulżyło :) To był ostatni zakup dla Samiego na mojej wyprawkowej liście :) Tłumaczyłam sobie cały czas, że nawet jak z czymś się nie wyrobimy, to tragedii nie będzie, bo przecież sklepów mi po porodzie nie zamkną, a wszystko co potrzebne tak naprawdę mamy, ale co poradzić, instynkt wicia gniazda okazał się silniejszy niż racjonalne tłumaczenia :D

Moja zrealizowana lista zakupów wyprawkowych dla drugiego dziecka:

1) nowy fotelik z bazą (Adaś używa swojej bazy w MaxiCosi 2wayPearl, więc potrzebowaliśmy nowej, a przy samej łupince zdecydowałam się zamienić nasz stary CabrioFix na Pebble Plus, ze względu na wkładkę dla noworodka. Planujemy długą trasę pod koniec maja, a pamiętam, że Adaś przez pierwsze miesiące topił się w CabrioFixie)

2) dostawka do łóżka (może Sami polubi ją bardziej niż jego starszy brat lubił łóżeczko... Zobaczymy :D )

3) prześcieradła do dostawki

4) prześcieradła do wózka - Adaś był dzieckiem jesienno-zimowym, więc przy nim nie kupowałam prześcieradeł do gondoli tylko śpiworek.

5) odciągacz pokarmu z Mami (na łapanie wyciekającego mleka z drugiej piersi podczas karmienia - zobaczymy, jak się sprawdzi, ale nie był drogi, a zaciekawił mnie)

6) smoczek Mam (Adaś był zupełnie bezsmoczkowy, ale chciałam mieć jakiś pod ręką na wszelki wypadek)

7) kombinezon przejściowy w rozmiarze 62 (Adaś miał grubszy ze względu na porę roku)

8) 2 nowe rożki (1 bo nie mogłam się oprzeć, 2 bo był w zestawie szpitalnym od mamyginekolog - patrz niżej)

9) zestaw szpitalnych ubranek od mamyginekolog - podoba mi się, że można je prać w 90 stopniach, a poza tym miałam chwilową schizę i wyrzuty sumienia, że Sami wszystkie ubranka dostanie po Adasiu i nie będzie miał nic nowego - tak, wiem, że to absurd w przypadku noworodka...)

10) 3 nowe chusty do noszenia dziecka (mój mąż ma anielską cierpliwość do mojego fioła...)

11) tkany kocyk bambusowy (bo taki miękki i śliczny...)

12) nowa poduszka do karmienia (stara jednak jest nieco sfatygowana po ciężkim użytkowaniu)

13) nowa torba do wózka (w starej prawie urywają się rączki, więc miałam pretekst)

14) nowy kokon/gniazdko niemowlęce (stary zdecydowanie nie nadawał się do użytku po Adasiu)

15) bujaczek BabyBjorn (bo chciałam go wypróbować już poprzednim razem, ale przy całej wyprawce szkoda mi było pieniędzy)

16) nowy miękki przewijak na komodę (mieliśmy twardy, ale Adaś ostatnio prawie zrzucił go sobie na głowę, więc tu przeważyły względy bezpieczeństwa starszaka)

17) uchwyt na kubek do wózka (nie mam pojęcia, czemu pożałowałam na to pieniędzy poprzednio!)

18) dostawka do wózka dla Adasia

19) kosmetyki (znacznie mniej niż poprzednim razem - płyn do kąpieli Hipp, Linomag, chusteczki WaterWipes, Octanisept, płatki i patyczki higieniczne, sól fizjologiczna, NoseFrida, witamina D. Jak czegoś będzie brakować lub okaże się, że Sami czegoś nie toleruje, będę dokupywać na bieżąco)

20) Pieluszki

21) stojak do wanienki (poprzednio używaliśmy jej na stoliku, ale po przemeblowaniu już go nie mamy)

Co mam po Adasiu:

1) wózek 2w1 Mutsy Evo (nie zmieniam, bo przez ostatnie ponad 2 lata użytkowania fajnie nam się sprawdza :) )

2) monitor oddechu BabySense 5

3) całą komodę ubranek

4) laktator

5) wanienkę z Ikei (zdecydowanie nie potrzebowaliśmy większej, przesiadł się z niej od razu do dużej wanny)

6) oczyszczacz powietrza z nawilżaczem

7) szczotkę z miękkim włosiem, nożyczki do paznokci, termofor, etc.

8) ręczniki do kąpieli

9) śpiworki i otulacze

10) całą stertę praktycznie nie używanych pieluch i otulaczy tetrowych, flanelowych i bambusowych

11) 2 otulacze z Tulika (nieużywane, Adaś nie lubił)

12) matę edukacyjną

13) do diabła i trochę zabawek

14) leżaczek TinyLove 3w1

15) krzesełko do karmienia

16) moją kolekcję chust, nosidło i mei tai

Zobaczymy, co z tej listy przyda się przy Samim, a co okaże się kompletnym niewypałem :)

Jedyne, czego chyba nie mam z tradycyjnej wyprawki, to butelki. Liczę na to, że uda mi się znowu karmienie piersią, a jeżeli coś jednak pójdzie nie tak, to mąż po prostu skoczy do sklepu lub apteki. To samo z mm.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego, 12:21

2 komentarze (pokaż)
3 marca, 18:19

83xx, przepraszam, nie zajrzałam nawet ostatnio do mojego pamiętnika lub wiadomości! Już piszę :)

Chusty kupuję głównie używane, bo takie są zazwyczaj "wyrobione" i łatwiej się dociągają. Najczęściej znajduję je na grupach chustowych na facebooku. Ale można też kupić fajne nowe chusty na stronach producentów - na początek polecam Little Frog, Lenny Lamb lub Natibaby. Na początek najlepiej wybrać po prostu 100% bawełny i nie najdroższą chustę, jeżeli się wkręcisz w chustowanie zawsze można poeksperymentować, ale jeżeli to jednak nie coś dla Ciebie, nie będzie Ci tak szkoda pieniędzy ;) Chusty wahają się w cenach od 80 zł (Lidl) do nawet kilku tysięcy za chustę (ale to już robione na zamówienie z bardzo drogich materiałów, zdecydowanie nie dla początkujących - czy ogólnie zwykłych śmiertelników :D ). Fajną opcją jest też umówienie się z doradcą chustowym jeszcze przed zakupem chusty, bo często przyjeżdżają z całym stosem własnych chust i można się przekonać, co nam najbardziej podejdzie jeżeli chodzi o długość i materiał.

Co do długości, ważniejsza niż wzrost jest figura. Bardzo szczupła dziewczyna odnajdzie się w długościach 3,6 albo 4,2 metry, ja jestem raczej średnia, więc najlepiej pasuje mi 4,6m. Najdłuższa jest 5,2m ale to już naprawdę dużo materiału, więc albo dla grubszej dziewczyny albo mocno zbudowanego faceta (mój mąż ma bary jak szafa trzydrzwiowa, więc używał tej długości). Generalnie 4,6m na początek jest dość uniwersalnym wyborem.

Do tego są jeszcze chusty kółkowe, która sama najbardziej preferuję, bo są znacznie łatwiejsze do opanowania - zakładasz przez ramię, wsadzasz dziecko, dociągasz materiał na kółkach i gotowe :) Ich wadą jest to, że ciężar rozkłada się nierównomiernie, tylko na jedno ramię, więc nie nadają się na długie spacery z cięższym dzieckiem - wtedy jednak lepiej zamotać dziecko w długą chustę. Ale na krótsze spacery, szybki wypad na zakupy itp. dla mnie chusty kółkowe są super wynalazkiem.

Generalnie na 100% polecam umówienie się z doradcą - można się nauczyć motać chusty z filmików w necie, ale pod okiem doradcy jest o niebo łatwiej. Najpierw ćwiczy się na specjalnej lalce, a dopiero potem na własnym dziecku (jeżeli jest już na świecie). Doradca poprawia błędy, pokazuje, na co zwrócić uwagę. Większość doradców dojeżdża do domu, a sama konsultacja nie jest droga - ja płaciłam 120 lub 150 zł.

Chustowanie nie jest dla każdego (niektóre dziewczyny nie lubią motać i już, tak samo niektóre dzieci po prostu za tym nie przepadają), ale ja osobiście bardzo polecam, bo to niesamowita wygoda, zwłaszcza przy dziecku, które jest nieodkładalne - wtedy chusty naprawdę ratują kręgosłup!

1 komentarz (pokaż)
7 kwietnia, 10:31

Ciąża zakończona 31 marca 2019

Opis porodu postaram się dodać niedługo. Było... Zupełnie inaczej niż się spodziewałam i ciągle układam to sobie w głowie, ale najważniejsze - Sami jest już z nami i jest absolutnie cudowny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia, 10:34

3 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)