BellyBestFriend

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Majowe Love :)

Autor: dewa
Wstęp

O mnie: szczęśliwa! Zakochana, kochana, optymistycznie patrząca na świat, ale niecierpliwa. Jestem Mamą i sama nie mogę w to uwierzyć!

Moja ciąża: Była chcianym zaskoczeniem. Rozpoczęła się na urlopie, zakończyła 29 maja i była cudowną podróżą do jeszcze bardziej cudownego celu :D

Chciałabym być mamą: taką, do której zawsze Dziecko przyjdzie. Chciałabym być taką Mamą, jaką jest moja Mama. Cierpliwą, spokojną, kochaną, moją oazą.

Moje emocje: Cała paleta emocji! Zmieniają się kilka razy dziennie, nie sposób nadążyć :)

31 października 2016, 12:40

Cześć! Codziennie zabieram się za pisanie pamiętnika-pamiątki i do tej pory mi to nie wyszło. Prowadzę swojego bloga, mam profil na jednym z portali dla wiecznie walczących z wagą i każdego dnia próbuję być systematyczna! Od dzisiaj, postaram się bardziej :)

Opiszę krótko swoją sytuację. Mam na imię Ewa, mam 29 lat, mieszkam z Ukochanym pod niemiecką Kolonią i właśnie spodziewamy się naszego pierwszego dziecka :) W sierpniu tego roku odstawiłam tabletki antykoncepcyjne, byłam pewna, że czeka nas przynajmniej kilka miesięcy starań, bo wiadomo - zaburzona gospodarka hormonalna ;) Wcześniej przez pół roku badałam się genetycznie, ponieważ mój brat ma dystrofię mięśniową, ten najgorszy typ, i obawiałam się, że mogę być nosicielką. Przez te kilka miesięcy wielokrotnie przechodziłam od strachu do niepewności, czy w ogóle zostanę Mamą. Gdy przyszły wyniki, a ja dowiedziałam się że nie noszę tego genu, byłam akurat w przerwie między opakowaniami tabletek anty. Podjęliśmy decyzję, że to ostatnie opakowanie. 16 sierpnia dostałam miesiączkę z odstawienia, pojechaliśmy na urlop do domu, a 16 września na teście zobaczyłam dwie kreseczki.

Z tym też było wesoło. Test zrobiłam w pracy, ot tak. Nasiusiałam na patyczek, poczekałam dwie minuty ale nic się nie pojawiło. Wrzuciłam więc test do torebki i dopiero w drodze do domu, jak szukałam kluczy, zobaczyłam na teście drugą, bladą kreskę. Szok :D Pobiegłam po drugi test, sytuacja się powtórzyła. Kreska po kilku godzinach. Internety powiedziały, że to nie ciąża. Następnego dnia uraczyliśmy się Martini, ale już w poniedziałek 19 września rano, obudziłam się z przekonaniem, żeby zrobić test. Intuicja? :D Druga kreska pojawiła się po minucie! A ja oszalałam. Na Darka rzuciłam się z płaczem jak tylko wszedł do domu. Krzyczałam podekscytowana czy widzi to co ja, oczywiście widział :D

13d69c8b0ed68304med.jpg

Tego samego dnia umówiłam się na wizytę u gina, ale dopiero na 28 września. Nie wytrzymałam i tego samego dnia ubłagałam lekarza rodzinnego, żeby pobrał mi krew na betę, w środę przyszły wyniki, 139, ciąża jak w mordeczkę strzelił :D

Oczekiwanie na pierwszą wizytę to była katorga, serio. Miliony myśli, czy to na pewno ciąża? A może pozamaciczna? A tabletki, czy nie wpłynęły na maleństwo? Czy donoszę? Przecież tyle dziewczyn traci Maluszki i nawet nie wiedzą dlaczego. A to martini, które piłam w sobotę? Nie zaszkodziło? Eeech, dylematy każdej ciężarówki.

Na wizytę szłam baaardzo podekscytowana. Bardzo! Dowiedziałam się tylko tyle, że jak na 7 tydzień to "to" jest za małe. Że jest pęcherzyk, w środku embrion, ale w sumie to nie wiadomo, powinnam przyjść za tydzień. Nic więcej. Nawet nie usiadłam. Moje pytania o silne bóle i skurcze brzucha przeleciały pani doktor koło uszu. Strasznie się wkurzyłam, wyszłam z gabinetu i jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam i powiedziałam, że rezygnuję z wizyty. Umówiłam się za to do innego, polskiego lekarza. I to był strzał w dziesiątkę! :D

30.09.2016 - kolejna wizyta. Doktor wypytał szczegółowo o wszystko, zbadał, zrobił usg, powiedział że pęcherzyk płodowy ma 7 mm a w nim jest pęcherzyk żółtkowy, który ma 2 mm. Wooow, kawał człowieka :D Ale zapewnił, że póki co, wszystko w porządku! Mam się nie stresować i przyjść za 2 tygodnie, a będzie widać więcej, juuupiiii :D

14.10.2016 - kolejne najdłuższe dwa tygodnie ever! Znowu zastanawianie się, czy wszystko ok. Czy usłyszę serduszko? Czy brak objawów to zły objaw? Serio, czytałam że dziewczyny wymiotują dalej niż widzą, są senne, mają huśtawki nastrojów. A u mnie? U mnie nawet bóle brzucha przeszły. Gdyby nie pozytywne testy w szufladzie, nie wiedziałabym że jestem w ciąży. Wizyta przebiegła spokojnie, usłyszałam też bicie serduszka mojego Malucha. Bąbel miał 1 mm a jego serce biło 164 razy na minutę. Poryczałam się jak usłyszałam, cudowne uczucie :D Kolejna wizyta 15 listopada, osiwieję od tego czekania :D Lekarz powiedział też, że ciąża jest młodsza. W dniu wizyty rozpoczynał się właśnie 7 tydzień. Wg miesiączki, ciąża była starsza o 10 dni. No nic, trzymamy się wersji lekarza.

To tyle, żeby w skrócie nadrobić. Teraz będę pisać bardziej regularnie. A kiedyś...kiedyś to wydrukuję i dam Tobie Kochanie, na 18 urodziny. Żebyś wiedział, lub wiedziała, że to że masz 18 lat wcale nie znaczy że jesteś dorosłym człowiekiem i możesz robić co chcesz :D Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy lub szczęśliwa i że ja będę przy Tobie, tak jak Tata. I że baaaardzo Cię kochamy, bardzo! <3 Tak bardzo, że już teraz myślę o tym, że jak Cię wyprzytulam, to Ci flaczki pogniotę! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2016, 12:58

2 komentarze (pokaż)
1 listopada 2016, 11:40

Nowy dzień, nowe szczęście, podobno! ;)

Dzisiaj jestem w 9 tygodniu i 4 dniu ciąży, według ostatnich pomiarów lekarza. Według OM, właśnie zaczęłam...12 tydzień i Belly pisze, że minęło największe zagrożenia dla mojego Maleństwa!!! <3

Nie wiem tak naprawdę co się dzieje w tym moim brzuchu i to jest trochę dobijające. Chciałabym mieć pewność, że Maluch rozwija się prawidłowo, że serduszko bije, że wszystko jest w porządku, że bez obaw mogę snuć marzenia i plany o macierzyństwie. Wyobrażać sobie jak to będzie, gdy Maleństwo będzie już z nami... :)

Wierzę w to, że będzie dobrze. Ale skoro nie mam żadnych objawów, trudno jest mi przekonać samą siebie, że mam w sobie małe serduszko, eeech. ;) Pocieszam się tym, że każda przyszła mama, ma dokładnie takie same przemyślenia, bo przecież nie mamy wglądu w nasze macice, poza tymi cudownym chwilami, przed monitorem usg :D

Pöki co wiem, że macierzyństwo to...czekanie. Czekanie na coś. Teraz na kolejną wizytę. Potem na następną. Na poród. Na pierwszy ząbek, słowo, krok, zdanie, pierwszy dzień w przedszkolu, szkole, pierszą miłość, pierwszy wypad ze znajomymi i czekanie aż wróci do domu całe i zdrowe...<3 W głowie się kręci na myśl o tym wszystkim! A ja...ja nie chcę po prostu czekać, muszę czymś wypełnić ten czas. Nadać mu sensu, bo przecież nie mam pewności, że doczekam tego wszystkiego i to wcale nie jest jakieś czarnowidztwo, to życie :D

Póki co więc, postaram się wyciskać z tego czekania wszystko, co się da! <3 Odważę się planować, kupię Maleństwu jakieś ubranko, podzielę się swoją radością, będę się cieszyć, nic przecież nie tracę. Przecież zyskuję :D A co ma być, to i tak będzie, ot co! <3 <3 <3

4 komentarze (pokaż)
13 listopada 2016, 13:03

11t+2d
Groszku Mój! Fasolko! Bachorku Kochany! Jesteś tam? Serio? Dobrze Ci? Ciepło? Nie trzęsie za bardzo? Eeeech, dałbyś Kochanie Matce znać, że jesteś. Nie wiem, może kopnij? Weź rozbieg, taki aż od kręgosłupa (mojego) i rąbnij tym swoim małym kopytkiem w ścianę. Wiem, izolację Mama ma solidną, kilka warstw tłuszczyku robi swoje, ale silny jesteś, masz po kim. Albo zakręć się solidnie i sprowadź na Mamę małe rzyganko, ale tylko małe, wiesz że nie lubię się tak uzewnętrzniać :)

Bo wiesz, ja...ja nie mogę wciąż uwierzyć w to, że tam jesteś. I tak bardzo jak chcę Ciebie, tak bardzo jesteś dla mnie abstrakcją. Ostatnio miałeś niecały centymetr, dla Ciebie to dużo, nie masz Kotku porównania. Dla mnie, to tyle co mały ludzik LEGO (pokażę Ci go, jak się urodzisz, dobra? Ostrzegam, robię genialne domki z lego). Za dwa dni idę do lekarza i uwierz mi Dzidziuchu, nie mam pojęcia czego się spodziewać. Chciałabym usłyszeć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że masz wszystko co trzeba, że urosłeś kilka ładnych centymetrów, może nawet mi pomachasz? Nie to, żebym w Ciebie nie wierzyła Skarbie. Jesteś moim Maluchem. Moim i Taty oczywiście. Daliśmy z siebie wszystko co najlepsze tamtej nocy, aleee ciiicho, o tych sprawach porozmawiamy jak będziesz starszy ;) Bardzo się stresuję, wiesz? Chociaż wszyscy mówią, że nie ma powodu! Że nie trzeba, ma być dobrze i już! I wiesz, ja wiem, że będzie. Ale musisz wiedzieć, że Twoja Mama to panikara. Jeżeli kogoś kocha, to się marwi. I bardziej kocha, tym bardziej trzęsie portkami. A Ciebie Bachorku kocham bardzo mocno, nawet jeżeli jesteś wielkości małej mandarynki. Uwielbiam mandarynki :D <3

Zaraz zacznę drugi trymestr, podobno największe zagrożenie dla Ciebie minęło. Muszę jeszcze tylko zrobić test na toksoplazmozę. Czekamy na Ciebie my, obie Babcie i mnóstwo cudownych i dobrych ludzi. A oprócz nich, dwa koty. Słyszysz czasem takie mruczenie zza ściany? To Lucek, gada do Ciebie często. Wskakuje mi na brzuch, grzeje i mruczy. Poczekaj, na żywo jest jeszcze lepiej ;) Freya jest bardziej zdystansowana, ale na pewno ją polubisz, ona Ciebie też!

Nic Ci jeszcze nie kupiliśmy, ale nie martw się, jak już się pojawisz, nie będziesz leżał na golaska na dywanie, wszystko Ci zorganizujemy. Jeszcze trochę za wcześnie. Urośnij Skarbie kilka centymetrów, zacznij mnie kopać. Będę Ci pokazywać zdjęcia różnych rzeczy, a Ty sobie wybierzesz, dobrze? To w końcu mają być Twoje rzeczy. Wiem, że na początku bardziej niż na ubrankach będzie Ci zależało na naszej bliskości. Obiecujemy więc być, zawsze, na tyle blisko żeby Cię złapać <3 I na tyle daleko, żebyś nie czuł się osaczony <3

Dobra Smyku, bądź grzeczny! We wtorek ustaw się proszę ładnie do zdjęcia. Może dowiemy się czy jesteś Chłopcem czy Dziewczynką? Pozwolisz czy będziesz takim małym Wstydziochem? :D Nieważne, bądź zdrowa Żabko! Czekamy <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego, 21:22

2 komentarze (pokaż)
15 listopada 2016, 16:13

12 tydzień

Właśnie wróciłam z badania usg! Muszę Cię baaardzo pochwalić Bachorku mój Kochany! Powiem Ci w najgłębszej tajemnicy, że się bałam. Bałam się o głupoty, o których w ogóle nie powinnam była myśleć. Zastanawiałam się, czy dalej tam jesteś, czy może nie zmieniłeś mieszkania. Bałam się też, że nie urosłeś. Głupota, prawda? To się Matka rozpędziła z tym czarnowidztwem! :D Żebyś cakiem mnie Skarbie nie skreślił, powiem Ci, że to wszystko z troski. I ostrzegam, to wszystko co zrobię w życiu, będzie z troski o Ciebie! I może wybiegam chwilę za bardzo do przodu, ale zobaczysz o czym mówię, jak wrócisz do domu spóźniony, a Twój telefon będzie rozgrzany do czerwoności od nieodebranych ode mnie połączeń. Skarbie mój, odradzam :D

Ale chwilka, zapędziłam się! Mam Cię od 12 tygodni, a Ty masz 5,5 centymetra więc umówmy się, że mam Cię w garści, ha! :D Widziałam dzisiaj jak wesoło skaczesz po swoim apartamencie! Wiesz, ja też odkąd pamiętam, uwielbiam salta i fikołki :D Widzieliśmy z Tatą Twoje rączki, nóżki, brzuszek i wielki łebek. Pewnie będziesz baaaardzo mądry, się wie! :D

Widzieliśmy też, i tu proszę o krótkie wyjaśnienie, małego coś między Twoimi nóżkami. Czyżbyś Skarbie był Chłopczykiem??? Seeerio??? :D Ja wiem, że w obu naszych rodzinach Dziewczynki to rzadkość, ale...ale...seriooo? Nie to, żebyśmy mieli już różową wyprawkę dla małej Dziewczynki, ale jeżeli do porodu coś Ci odpadnie, to wcale się nie obrazimy :D

Żeby była jasność Smyku! Możesz być Chłopcem, to nie jest dla nas ważne! Przecież będziemy Cię kochać mocno, aż do ostatniego oddechu! :D Już Cię kochamy! Bądź tylko zdrowy i szczęśliwy. O resztę my zadbamy! :D

Więc Skarbie nasz, rośnij dalej tak jak rośniesz, do zobaczenia 13 grudnia! <3

A jak Cię dorwę, jak wypieściucham, Dżizaaaaas, będzie szał :D

2rw2ref.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2016, 16:45

6 komentarzy (pokaż)
17 listopada 2016, 19:50

Dobra, zaszalałam dzisiaj i zrobiłam pierwszy Dzidziuchowy zakup!!! <3 Nie są to małe skarpeteczki, ani żaden kaftanik jak z lukru, ani body ani żadne ubranko - takie przyjemności jeszcze przede mną! <3

Dzisiaj kupiłam Dziedzicowi wypasioną...wanienkę i w ogóle cały zestaw do kąpieli, wooohooo!!! :D To nic, że na samą myśl o wzięciu takiego Malucha na ręce mam mroczki przed oczami, a już w ogóle nie wyobrażam sobie takich akcji jak kąpiel, to jednak...musiałam! :D

Nie mam zielonego pojęcia o tym, czego potrzebuje Dziecko. Jestem Ciociunią, do czynienia z Maluchami miałam w swoim życiu wiele razy, ale to maksymalnie na kilka godzin, więc bez szału. Nie znam się na tym, czytam tylko wszystkie listy wyprawkowe na internecie i mam coraz większy mętlik w głowie. Wiem tylko, że:
- chcę uniknąć kupowania zbędnych rzeczy
- nie mam zamiaru wydać na wyprawkę kilku tysięcy złotych
- na pewno zainwestujemy w fotelik samochodowy, Dziedzic musi być bezpieczny!
- niemowlak nie potrzebuje markowych ubrań ani wypasionych zabawek, skoro jedyne na czym mu zależy to cycek i bliskość Rodziców ;)
- ubranka w spadku po koleżankach, mile widziane! :D
- wózek ma być wygodny i lekki, a nie modny i najładniejszy w okolicy :D
- zestawy! Poluję na gotowe zestawy wyprawek.
- generalnie BYĆ, nie MIEĆ <3

Oczywiście w szale zakupów na pewno do koszyka wpadnie coś zbędnego, ot żeby nacieszyć oko, ale umówiłam się z Moim, że będzie mnie stopował i każdą jedną drobnostkę dla Dziecka będę z nim konsultować, dla dobra naszego budżetu :D

Kupiłam wanienkę! W zestawie jest sama wanienka, wkładka do niej, ręczniczek kąpielowy z kapturkiem, myjka, szczoteczka do włosów, termometr do wanienki, pojemnik na butelki - ocieplacz, torba na drobiazgi, pałeczki do uszu, szczoteczka do dziąsełek i jeszcze coś. To wszystko za 130 zł z przesyłką, więc chyba nie oszalałam :D

A może? :D



Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2016, 09:53

1 komentarz (pokaż)
29 listopada 2016, 10:22

14 tydzień

Suwaczek od rana informuje mnie, że wg ostatniego usg, właśnie wkroczyłam w 14 tydzień. Według ostatniej miesiączki, w 15 tydzień. Według mnie, jestem gdzieś na samym początku tej ciążowej abstrakcji. Czasem łapię się na tym, że głaskam się po brzuchu i coś tam do niego mówię. A potem pukam się w głowę i zaczynam gadać do kotów :D Wiem, od samego początku można i powinno mówić się do dziecka. Właśnie jakoś teraz ulepiły mu się uszy i zaczyna podsłuchiwać. Ciekawe, czy już powinnam przestać przeklinać, czy jeszcze mogę trochę mięskiem porzucać? :D

Wiecie, dzisiaj jest tak zwany Dzień Z Dupy. Pogoda przecudnej urody, błękitne niebo, szron na trawie, słoneczko, nic tylko hasać hasać hasać, jak Koń Rafał, do porzygu. I serio, hasałabym, ale nie tu. W moim rodzinnym mieście, o taaaam to bym hasała, po górkach i góreczkach, i zdjęcia bym robiła, i chuchała w dłonie, bo zimno. I tam, wśród tych pół i lasów gadałabym do Dziedzica. A tutaj nie. Tęskno mi dzisiaj za domem, po prostu. Tutaj mam Darka, czyli wszystko. Tam mam wszystko, czyli Rodzinę, spokój, moje miejsca. Jak żyć, Panie Premierze? Jak żyć?

Z ciążowych spraw, to wszystko spoczko. Mam tylko super wyczulony węch, serio. I to wcale nie zawsze jest super, bo większość rzeczy śmierdzi. Rano przygotowywałam w pracy kawę...omatkobosko jak to śmierdziało. I mięso smażone. I przyprawy. Potem ja śmierdziałam tym wszystkim. Moje ulubione perfumy? Śmierdzą. I tu był problem, bo są bardzo trwałe i jak ostatnio potraktowałam nimi szyję, to sobie wyobraźcie..pół dnia próbowałam uciec przed samą sobą, nie wychodziło :D

Na plusie mam 3 kilo, nie wydaje mi się, żebym się spasła. Wyglądam chyba tak jak do tej pory, poza tym że jak wieczorem robię wydech i wrzucam brzuch na luz, wyglądam jak w siódmym miesiącu, słowo honoru! A to sadło rozepchane, ciąża spożywcza. Ale miłe jest to, że po wielu latach wciągania brzucha, nareszcie nie muszę tego robić, a i tak słyszę komplementy, siaaa! :D

Do tej pory kupiłam Dziedzicowi komplecik, czarno biały, w pandy! I niebieskie body, a co! Wiecie, ja nie mam pojęcia co mi tam w środku pływa. Chciałabym dziewczynkę, łobuzicę małą, po Mamusi. Ale patrząc na stężenie pisiorów w rodzinie, to marne szanse. I widzieliśmy coś tam, między tymi nóżkami, ale Pan Doktor powiedział, że to wcale nie musi być męski sprzęcik. Chłopiec na 51,5%. Ale nie oszukujmy się...czuję Chłopaka, od początku czułam. Plus jest taki, że dla chłopców można wybierać i przebierać w fajnych ubrankach. Ciuszki dla dziewczynek, są takie...na jedno kopyto. Tak mi się przynajmniej wydaje. Róże, kokardki, sarenki i inne myszki. Brakuje jeszcze tylko drukowania na tych bodziaczkach sprzętu kuchennego, żeby dziewczynka od małego poznawała narzędzia swojej przyszłej pracy, fu.

Także tego, nooo. To chyba na tyle. Idę nic nie robić. Albo może NieMężowi jakiś obiad odpalę. Makaron z kurczakiem albo inne brokuły. Idę się snuć. Trzymajcie się ciepło! I Ty też, mój Mały Alieniku, pływaj sobie! Pozwalam Ci mnie kopnąć! Wiem, wcześnie jeszcze, ale nie obrażę się, serio <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego, 21:22

1 komentarz (pokaż)
4 grudnia 2016, 10:30

15t+5d

Piękny, grudniowy, słoneczny, oszroniony poranek! Niedziela! Łóżkowe lenistwo :) Dziecko wciąż się nie słucha! Ja mówię "Kopnij Mamę, rusz się Kochanie!". A Dziedzic nic, zero, wywalone. I nie wiem czy to dlatego, że najzwyczajniej w świecie jest jeszcze za wcześnie, albo mam za grubą warstwę izolacuyjną na brzuchu, albo Lokator po prostu za mały ;)

Z nowości ciążowych to mogę napisać tyle, że fatalny smak w ustach ustąpił, uuuuf. Do tej pory co chwilę musiałam coś pić, ciućkać czy miętolić w buzi, bo już pięć minut po wyszorowaniu zębów, w buzi miałam po prostu trepa, bleh. No, to juź za mną :D Mdłości jak nie było, tak nie ma, dziękuję bardzo! Oczywiście częściej biegam do kibelka, nic się nie zmieniło. Nie mam ochoty na śniadania. Rano nic mi się nie chce jeść, kręcę nosem na wszystko. Przeważnie kończy się na braku śniadania, albo na bułce z serem żółtym i konfiturą. Czasem poboli mnie brzuch, chyba się macica rozkręca ;) Na plusie ok 3 kilo, nie jest źle. Wciäż lubię sobie pospać po południu, a kto bogatemu zabroni! :D

Jeszcze tylko nieco ponad dwa tygodnie i będzimy w domu, nie mogę się doczekać!!! :) I może w prezencie świątecznym dostanę pierwsze ruchy Małego? 13 grudnia mam kolejne badanie usg, może tym razem uda się w końcu poznać płeć Dziedzica. Ale byłabym baaaaaaardzo zaskoczona, gdybyśmy dowiedzieli się, że to Dziewczynka :D

Wczoraj kupiliśmy dwie szafy do garderoby, powolutku trzeba zacząć wić to gniazdko. Rzeczy dla Dziecka, dopiero w nowym roku :) A dzisiaj może wybierzemy się na Jarmark Bożonarodzeniowy i spacer nad Renem, tak dla odmiany :D Ile można się lenić!

2 komentarze (pokaż)
15 grudnia 2016, 19:35

17t+2d

Ha! Jeszcze chwila, jeszcze moment i będzie początek piątego miesiąca! Tak szybko ten czas zleciał, że nie ogarniam! Dwa dni temu byliśmy na kolejnej wizycie. Serio, zupełnie inne podejście niż przed poprzednią. Miałam po prostu pewność, że wszystko spoczko, że Dziedzic jest na miejscu, że wciąź jestem Mamą. Obstawiałam tylko ile urosło to moje dziecię i powiem szczerze, że dużo się nie pomyliłam :) Na początku 18 tygodnia Maleństwo miało 11,11cm, kawał...chłopa. Tak, chłopa. Syn! Dziedzic! Jaja jak berety, dosłownie :D

Od początku czułam, że Chłopiec. Tą Dziewczynką to tylko sobie oczy mydliłam, że moźe jednak,,że co by było gdyby...Teraz już wiem....Królowa jest tylko jedna, a my za kilka miesięcy przywitamy na świecie naszego Synka. Obyśmy tylko zdążyli wybrać imię! Póki co jest Kuba. Ale po głowie lata kilka inmych, więc wszystko przed nami ;)

Synku, bardzo cieszymy się, że Ty to Ty! Wczoraj opowiadałam Twojemu Tacie, jaką wspaniałą i zaborczą Mamą będę dla Ciebie! Nie pozwolę Cię skrzywdzić, żadna kobieta nie będzie dla Ciebie wystarczająco dobra a ...nie! Wróć! Odwrotnie...wychowamy Cię na mądrego człowieka, który nie będzie krzywdził innych. Na takiego, który nie pozwoli siebie skrzywdzić. Na takiego, który będzie traktował swoją przyszłą kobietę jak Księżniczkę, bo tego się nauczy patrząc na Rodziców. Będziesz robił w życiu to, co da Ci szczęście a my będziemy Cię wspierać. No, co tu dużo pisać...kochamy Cię Skarbie! :D <3

Oooooo, a to Ty...oczka i piękny uśmiech z dołeczkami po Tacie, ok? ;)

qq1yrl.jpg

1 komentarz (pokaż)
2 stycznia, 16:13

19t+6d

Tak tak, jutro wtoreczek, a to oznacza że jutro zacznę 21 tydzień! Mój stan błogosławiony trwa calutkie 20 tygodni, czyli połóweczka moi Drodzy, połóweczka!!! :) Pamiętam słodkie czasy, kiedy to piąteczki były w modzie i na połóweczce się nie kończyło, huehuehue xD No nic, teraz Dziedzic jest priorytetem, ale jakby mnie ktoś zapytał, to owszem! Dużo bym dała za rekreacyjną lampkę wina. Albo dwie. Ewentualnie siedem :D

Aaaale, żarciki na bok. Poważnie się robi! Oto kilka faktów z ciążowego frontu:

- wciąż nic mi nie jest, ha! Nie wiem, naczytałam się chyba o ciążowych dolegliwościach, poniewierających kobiety. O bólach, ciągnięciach, bełcikach i innych takich. I albo jestem w zacnym gronie tych, które ciążę przechodzą bezobjawowo (prawie), albo niedługo nastąpi kumulacja i będę błagać Najświętszą Panienkę o litość :P

- Owszem, brzucholek rośnie, ale to po prostu przesunięcie sadełka. Czuję gdzie powiększa się macica a gdzie kumuluje się tłuszczyk. Serio, gdyby nie bębol spożywczy, byłabym normalna, czyli płaska. Hueh, nie ma szans, zawsze miałam więcej niż mniej :D

- Poza tym odczuwam czasem rwanie w sutkach i są dość wrażliwe i humorzaste. Tak, humorzaste! Jednego dnia aż się proszą o tarmoszenie a drugiego dnia niech nawet koszulka nie odważy się o nie otrzeć. Eeech, moje cycuchy mają PMS. I wcale nie urosły. Zmieniły tylko kierunek. Przed ciążą ustawione były na wprost. Teraz zachowują się tak, jakby chciały oglądać moje stopy. Serio. WTF?! I brodawki pokrywają 90% ich powierzchni. Mniam.

- Zachcianek nie mam, jak zwykle jem wszystko i w hurtowych ilościach. Cellulit i rozstępy na swoim miejscu, na plusie jakieś 4-5 kg, więc chyba tragedii i nie ma, to już piąty miesiąc przecież.

- Brzuch mnie nie boli, chociaż od kilku dni czuję dziwne kłucie na samym dole. To takie uczucie, jakby kilka małych, upiornych bączków nie chciało się wydostać na zewnątrz, tylko latają na tym ostatnim odcinku i bolą. Zaparć nie mam. Sorry za szczerość :D Plamień brak, na szczęście. Czasem jeszcze mam papcia w buzi, czuję taki kwaśny smak. Ale po Świętach byłam u Mojej Pani Zębolog i powiedziała mi, że ząbki zdrowe. Łiiii, nawet lizaka dostałam! Możecie się śmiać, ale Zębolog to jedyny lekarz przy którym czuję się jak 5letnia dziewczynka. Mam jedną jedyną dentystkę, sprawdzoną, u której kilka lat temu zostawiłam kilka tysięcy i która przywróciła mi wiarę w stomatologów. Nigdy jej nie zostawię, nigdy.

- aaaaa! I jestem wyrodną Matką, wiecie?! Tak internety powiedziały. Bo wypiłam do obiadu małe piwo bezalkoholowe. I popijam magnez w tabletkach musujących, a nie pytałam lekarza o opinię. I nie przestałam brać tabletek na włosy. I kilka razy piłam ziółka na żołądek, bez konsultacji z lekarzem lub farmaceutą. Poza tym na Święta zjadłam kosteczkę fety z sałatki. Nie śpiewam dziecku kołysanek, żeby rozpoznało mój głos, ale jestem pewna że jego pierwszym słowem będzie "kurwa!", bo mieliśmy kilka awaryjnych i stresujących sytuacji i wtedy tylko to jedno słowo przechodziło mi przez gardło...Dowiedziałam się też, że powinnam pomyśleć nad pozbyciem się Kotów. MOICH KOTECZKÓW! Bo koty wysysają dusze noworodków i na końcach wąsów przenoszą HIV. Facepalm. Niektórym polecam udanie się do weterynarza, celem uśpienia. Od moich Parchulców, wara! Nie ma nic lepszego na ciemiączko niż kocie lizanie. No!

Poooooza tym, nie czuję żadnych ruchów. Żadnych. A tu już tak jakby najwyższa pora! W czwartek, 5 stycznia mam połówkowe, może coś w końcu drgnie. Jak nie Synku, to dostaniesz w ciry, gdziekolwiek one się znajdują :D

To tyle! O zalanym mieszkaniu, pozrywanych panelach i generalnie o burdelu w domu pisać nie będę. Ani o piedrylionie problemów, kłopocików i stresików. Najważniejsze, żebyśmy zdrowi byli, a jakże! <3

3 komentarze (pokaż)
7 stycznia, 11:15

20t+4d

A tak naprawdę, 19+2, ha! Jesteśmy po badaniu połówkowym, do którego mój Ulubiony Pan Doktor podszedł bardzo poważnie i uprzejmie, tym bardziej że jak na Matkę Polkę Panikarę byłam...nooo...zestresowana. Fchui (pardąsik!) :D Badanie trwało ponad pół godziny, a Dziecię zostało gruntowanie zbadane, zmierzone i oglądnięte, a jakże!

Syn nasz, Dziedzic Dobrych Genów, został synem. Pindol na miejscu, już na pewno nie odpadnie, Królowa jest tylko jedna, zapamiętać, zapisać :D Maluch waży 283 gramy, czyli matkobosko grubas huehue ;) I długi na 22 cm, czyli taki Wąż. A z twarzy Alien, Pan Doktor powiedział że za wcześnie na podglądanie pyszczka, no chyba że chcę się wystraszyć. Nie chcę :D Widziałam tylko zadarty jak u prosiaczka nosek i szpicbródkę, czyli dwie rzeczy, których Mamusia u siebie nie popiera i oczywiście sprzedała to Dziecięciu, brawo ja! Dobrze, że to Chłopak, Dziewczynka mogłaby mieć o to do mnie pretensje :D Aaaaaale! Tatuś naprawdę przystojny, ja może trochę mniej wyjściowa, chociaż Darek zapewnia, żem ładna i mam te kurwiki w oczach, więc jest git! :D

Ale co ja tu o urodzie, skoro najważniejsze, że Synek zdrowy! Wszystkie rączki, nóżki, brzuszki, zastaweczki, pępowinki i przepływy spoczko! Serduszko pyka w rytmie bregdenza, brawo Ty Synku!

2r4j1u9.jpg

Aaaa! No i został rozwiązany bardzo ważny problem! Problem Nieczucia Dziedzica! No nie czuję jak kopie, nic. Żadnych rybek, motylków, bączków czy innych kopniaków. Nic! Dlatego się bałam wizyty, no bałam się. Myślałam, że...że się wyprowadził, no. Wiem! Fuj! Brak podstawowej wiary we własne Dziecko! Wstydzę się! Bo oboje widzieliśmh, jak Mały fikał, kopał, skakał i boksował pępowinkę! A ja nic! I wiem, naprawdę wiem, że mam sadełko na brzuchu. Nie jakaś otyłość ale oponka jest. Taka izolacja, no! A tu Dochtór mówi, że mam łożysko na przedniej ścianie i to dodatkowo absorbuje wszystkie wstrząsy, taka sytuacja!

Aaaaaale uwaga! Jak raz lekarz docisnął ten swój aparat do mojego brzucha, na wysokości pępka, to POCZUŁAM jakby coś go od spodu odepchało. Mój Alienik się zniecierpliwił <3 Także moi Drodzy, jest dobrze. Na ruchy mam spokojnie czekać tydzień, dwa, może więcej. Nieważne! Pewnie, że chciałabym czuć, ale nie to jest najważniejsze, cnie? :)

W mieszkaniu wciąż burdel. Podłogi schną, maszyna buczy, paneli brak, za to kurzu i brudu w nadmiarze. Koty świrują i na łapkach przynoszą nam cały syf do łóżka. Lucjan cierpi chyba na klaustrofobię, bo odreagowuje wszystko na Frei i po prostu ją pierze. Bije, gryzie, drapie, nie odpuszcza. Damski bokser, gnój mały. Wczoraj musiałam odbyć z nim poważną rozmowę. Trzymałam go za karczycho kilka minut. I wiecie co? Nic, jak tylko go puściłam, pobiegł obgryźć Frei dupsko i wrócił do łóżka z jej kłakami pomiędzy zębami. Teraz śpią razem, przytuleni. Moja kotka ma chyba syndrom sztokholmski ;)

I mamy spór z ubezpieczalnią. Nie znaleźli winy zalania u siebie, więc twierdzą, że to my, chociaż technik jak przyszedł do mieszkania to powiedział, że nie widzi uchybień z naszej strony. Jeżeli pójdą na udry, to może czeka nas wydatek rzędu kilku tysięcy euro. Oczywiście nie mamy takich pieniędzy, nie mamy żadnych odłożonych. Także tego, nooo...nie myślę o tym.

Uuuuuuf, asięrozpisaaaaaam. Miłego dnia Kochani!

Synku, jeszcze raz dziękuję, że jesteś! I nie bój się, nie pozwolę na to, żeby Tato dał Ci na imię Helmut <3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia, 11:36

2 komentarze (pokaż)
8 stycznia, 17:17

20t+5d

Ruchy!!!Ruchy!!!Ruchyyy!!! <3 <3 <3

Synek dał o sobie znać, pierwszy raz!!! :) Niestety ja tego nie poczułam, bo...spałam xD Ale dumny Tatuś leżał rano za mną, przytulał się i głaskał po brzuszku. I nagle łup, poczuł pod ręką jak Mały coś wypchnął ;) Twierdzi, że to na pewno nie był skurcz brzucha, ani mięsień ani nic, po prostu wypchnęło mi kawałek brzucha! Taka sytuacja :D Obudziłam się kilka minut później ;)

Teraz moja kolej!!! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia, 10:20

3 komentarze (pokaż)
12 stycznia, 11:03

21t+2d

Taaaaak, ruchy mówili, takie intensywne mówili...:D Dziedzic, Syn nasz, albo jest leniem albo nie będzie piłkarzem zarabiającym miliony monet, bo nie kopie jakoś intensywnie. Fakt, Tacie się ostatnio troszkę dostało. Pisząc troszkę, mam na myśli jeden raz. I wczoraj wieczorem, leżałam wielorybem na plecach i macałam się po brzuchu, a tam od spodu jakieś takie delikatne poruszenie. Nie mam tu na myśli jakiejś wielkiej imprezy, powiedziałabym nawet, że skromna domóweczka. Domóweczka studentów informatyki na dodatek, czyli żadnych gołych i pijanych lasek, tylko programowanie. Parada atrakcji :D Uczucie bardzo przyjemne, porównałabym je do...ruchów małego zwierzątka. Jeżeli udało Wam się kiedyś połknąć na przykład chomika, to myślę, że to podobne uczucie ;) Przyjemnie, wnioskuję o więcej Synku! <3

Chciałam podzielić się informacjami z czarnej doopy, w której obecnie przebywam. To będzie taki mały emocjonalny bełcik, zawsze lubiłam dramatyzować. Zacznę od tego, czego nie mam:

- wybranej położnej
- wybranego szpitala
- wybranej szkoły rodzenia
- 95% wyprawki dla niemowlaka
- porządku w domu i obejściu
- żelazka
- chęci na zorganizowanie tego wszystkiego.

Jeżeli chęci nie nadejdą wraz z nadejściem wiosny, urodzę we własnej, brudnej kuchni (bez paneli na podłodze!). Nie będę wiedzieć jak mam rodzić i jak oddychać, więc trochę się zejdzie.

Mając do wyboru niewyprane i niewyprasowane body a nic, wybiorę nic, i Dziedzic będzie poznawał świat na golasa. Nie mamy łóżeczka, więc przekima się z nami.

Nie mam butelek, więc jak nie załapie o co chodzi z cycem, albo jeszcze lepiej! Moje cyce nie załapią o co chodzi z mlekiem, to będzie pił mleko ze szklanki.

Nie pójdziemy na spacer, bo raz że golas, a dwa że nie mamy wózka (Darek chce kupić wszystko nowe, ja i mój wąż w kieszeni uważamy, że to przesada, bo używana gondola w stanie dobrym będzie akurat na te pół roku!).

Nie mamy bujaczków, leżaczków, huśtaweczek i stymulujących sensorycznie mat edukacyjnych dla dziecka w wieku 3 tygodni, więc zostaną mu tylko nasze ramiona albo ewentualnie podkład z kotów.

Nie mamy elektronicznej niani z monitorem oddechu, miernikiem saturacji i aplikacją na telefon, która pozwoliłaby Babci Bożence na śledzenie Młodego z Polski.

Nie mamy chusty do noszenia, bo do tej pory nie opanowałam podstawowej wiedzy na temat chust i nie wiedziałam, że kawałek materiału może mieć pierdylion różnych odmian.

And at last but not least...nie mam pojęcia co się robi z Dzieckiem, jak już się je urodzi (chociaż nie ukrywajmy, poród to część ciąży która do chwili obecnej nie została przeze mnie potwierdzona i zaakceptowana, odbywają się liczne konsultacje z Mężczyzną Moim (nie urodzę i już! Chyba Ty!). Dariusz, Mąż mój który mężem jeszcze nie jest, jest tak zwanym Mężczyzną z Ogonkiem i Tatą już jest. Tatą Trzech Synów. Tak tak, fasolkę po bretońsku robi wyśmienicie, ale Dziewczynek "produkować" chyba nie potrafi. Przechodził już to trzy razy i dla niego nic nie jest nowe. Jest opanowany, wie jak się zajmować 60 centymetrowym człowiekiem, nie płacze na myśl o kąpieli i jednoczesnym nie podtopieniu Dziecka. Wie czym karmić, jak trzymać, jak nie trzymać, ile razy przebierać i takie takie. I wiedzę ma dużą w przeciwieństwie do Tatusiów, którzy nigdy nie rozminowywali pieluchy Dziecka, bo przecież heloooou, kupa śmierdzi! Czuję się więc spokojna, bo jakby co, zostawię Chłopów w domu a sama ruszę na podbój kosmosu. Problem będzie jak Darek pójdzie do pracy, a my zostaniemy w domu. Ona i on. Saaaaaami. Noooo instynkcie macierzyński, włączaj się! :D

Yyyyyy tak. Pożaliłam się. Więc teraz krótki przewodnik po tym, co mamy:
- kilka ubranek z lumpeksu <3
- kilka nowych ubranek
- dwa kocyki, zwykłe, polarowe
- kilka pieluszek tetrowych drugiego sortu (nowe, ale toż to gałganki, nie pieluszki)
- jedną pieluszkę jednorazową. Jedną sztukę. Jedną.
- plastikową łyżeczkę
- wanienkę! Ha! Mamy wanienkę i ręczniczek kąpielowy i pałeczki do uszu! Ha! Zapomniałabym :D

Także ten, Synu, sorry. Dobrze, że nie będziesz pamiętał pierwszych miesięcy życia. A jak znajdziesz kiedyś swoje zdjęcia, jak leżysz na golasa w misce dla kotów, to bądź wyrozumiały! A my postaramy się ogarnąć, zanim pójdziesz do szkoły. Wiesz, żeby przypału Ci przed kolegami nie robić. Kochamy Cię Pierdzioszku! :D <3

4 komentarze (pokaż)
13 stycznia, 14:03

21t+3d

Dobra, teraz dopiero ruszy masowa produkcja wpisów! Jak przystało na kogoś, kto pracuje tylko na pół etatu, będę miała dużo wolnego czasu hueh :D

Pamiętacie, jak wczoraj pisałam, że czarna doopa, że brak wyprawki, położnej i elementarnej wiedzy o czekających mnie przygodach z Dzieckiem? Zrobiłam wczoraj małą przebierkę w ubrankach i akcesoriach dla Dziedzica i okazało się, że chyba nie jest aż tak fatalnie! Mam kilkanaście bodziaków, pajacyków, pieluszek i kocyków, mam nawet buciki i takie dziwne nakładki na łapki, żeby Dziedzic sobie oczu nie wyciągnął w czasie zabawy rączkami. Muszę kupić jeszcze pierdylion rzeczy, ale spoczko, dam radę!

Aaaaaale! Hicior dnia wczorajszego nie czai się w ubrankach! Ale w tym, że załatwiłam sobie położną! Siedziałam i zastanawiałam się jak bardzo jest to niewykonalne, aż w końcu po prostu znalazłam listę położnych w moim rejonie, napisałam do polskiej położnej, ona oddzwoniła i proszę bardzo, na 17 stycznia umówiłam się z nią na kawusię i rozmowy o nacinaniu krocza, miodzio! <3

Myślicie, że to koniec? Nieeeee! :D Bo wieczorem...wieczorem Proszę Państwa, zupełnie spontanicznie i niespodziewanie nawet dla mnie, zdjęłam z barków Niemęża mojego ogromny ciężar odpowiedzialności za zakup wózka i fotelika, ha! Znalazłam na olx ogłoszenie Pani z Wrocławia, która sprzedawała te sprzęty po swoim Dziedzicu. I teraz tak, za głęboki wózek Mutsy + nosidełko i fotelik w jednym Maxi Cosi z adapterem + bujaczek leżaczek w gratisie + torba do wózka + materacyk i poduszeczka i kołderka i śpiworek i pościel do wózeczka, a to wszystko w bardzo dobrym stanie, zapłaciłam...no ile...ile??? Całe 400 zeta, ha! 400! Mój wąż w kieszeni pokraśniał z radości i zrobił trzy salta i dwa piruety a mój portfel wydał z siebie cichutkie westchnienie i uronił dwie łezki <3 :D Bo wiecie, wózek i nosidełko to najbardziej złotówkochłonne akcesoria dla dziecka. I ja już mentalnie szykowałam się na przelewik na przynajmnie 2 tysie, a tu taka niespodzianka! Krok do przodu, ha! Fajna furka! I czerwona, lubię czerwony! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego, 12:15

1 komentarz (pokaż)
14 stycznia, 10:59

21t+4d

Tak jak zagroziłam, pisać będę częściej. A potem, jak już urodzę i nie będę miała czasu nawet siku zrobić i jak już nasz Syn będzie miał 18 urodziny a ja wciąż nie będę miała czasu i będę szukała dla niego fajnego prezentu (motor możesz sobie Synu z głowy wybić, po moim trupie!), to wezmę to wszystko ładnie zbiorę do kupy i wydrukuje! Niech ma! Niech wie, że ja też kiedyś byłam młoda, piękna, miałam poczucie humoru i swoje życie :D

Taaaaak, dzisiaj słówko o "ruchach płodu". To piękne i magiczne chwile. Niektóre kobiety upierają się, że już w 14 tygodniu czują ruchy Dziecka, ale Mój Lekarz mówi, że to niemożliwe, więc na pewno tak jest. To bączki! Serio! Ruchy "pojawiają się" przeważnie między 18 a 22 tygodniem. Szczupłe Mamusie czują wcześniej, te z warstwą izolacyjną (jak ja) nieco później. A że w ciąży czas płynie inaczej, szczególnie jak wyczekuje się tych ruchów bardziej niż pierwszej gwiazdki na Wigilię albo wpływu wypłaty na konto, godziny i dni ciągną się jak gile z nosa. Niektóre Mamusie (w tym i ja) mają dodatkowy bufor w postaci łożyska na przedniej ścianie macicy. Czyli dokładnie pomiędzy głowicą usg a Dziedzicem. Wtedy to już w ogóle apokalipsa.

Poza tym, pierworódki mają prawo nie wiedzieć, że to co czują, to Dziecko. Coś tam się przelewa, bulgocze i już same nie wiemy, czy to fasolka po bretońsku, czy Bobas. Odczucia są bardzo subiektywne! Latające motylki, przepływające rybki, dotyk Aniołka...ja tam czuję chomika w brzuchu. Malutkiego, bez pazurków i zębów of kors! :D

Pierwsze "coś" zanotował Tatuś, tak jak już pisałam. Ja spałam, on mnie macał i poczuł, o. Od tamtego dnia ja też wyczuwam tego Chomiczka! O żadnych spektakularnych kopniakach nie ma jednak mowy! Żeby poczuć Dziedzica, kilka warunków spełnionych zostać musi:

- pozycja leżąca, na wznak, ręce na brzuchu
- żołądek wypełniony, najlepiej czymś niezdrowym (wg obserwacji, największą aktywność Młody zalicza wtedy, gdy jego miejsce zostaje brutalnie ograniczone przez frytki z kebabem albo lody w ilości hurtowej)
- bardzo pomocne okazuje się chwilowe rozgrzanie brzucha przez laptopa, gdy dołożymy do tego stukanie pazurkami o klawiaturę, szansa wyczucia Wkurzonego Dziedzica wzrasta!

I jak już to wszystko ma miejsce, ja skupię się intensywnie i mam dużo szczęścia, to raz na jakiś czas poczuję tego naszego Synka. Żadne tam przepływanie, czuję jakby chciał mi piąteczkę przybić. I nachodzi mnie jedna refleksja...Czekanie na ruch Dziecka przypomina wypatrywanie piorunów w czasie burzy. Błyska się tam, gdzie akurat nie patrzymy :D <3



Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia, 22:02

8 komentarzy (pokaż)
15 stycznia, 13:06

21t+5d

Szaleństwo, taka aktywna jestem, że hohoho! Dzisjejszy wpis popełniam z premedytacją, bo muszę sama ze sobą podzielić się ważną refleksją. Bardzo lubię być w ciąży! Wiem, że wiele kobiet na tekst " ciąża jest stanem błogosławionym" dostają wysypki i marzą o tym, żeby odgryźć głowę temu, kto głosi takie herezje. Wiem, rozumiem, współczuję. Wiszenie na porcelance przez cały pierwszy trymestr, albo i dłużej. Bóle, skurcze, zawroty głowy, bączki, zgaga, zaparcia, opuchnięcia...miodzio. Straszne, naprawdę. I na koniec tej męczarni, następuje ogólny rozpierdziel systemu, bo na mecie wcale nie czeka zimny drink i leżaczek na Barbadosie, ale...no jak ktoś oglądał Obcego, to wie o co chodzi.

I niby potem, jak już kobieta ma ochotę po prostu opuścić ten ziemski padół, to wyskakuje taki Mały Alien, brudny, ogilany, brzydki i pomarszczony (ey, tekst omójbożewszystkiedziecisąpiękne, proszę wsadzić sobie w buty) i kładą go na cyckobrzuchu i już jest ten drink na Barbadosie, i jest cudownie, ból znika, chóry anielskie śpiewają, ogólnie jasność i radość nieskończona <3 <3 <3

Taka jest opinia większości. Mniejszość twierdzi, że dupa cycki! Pierwsza część się zgadza, ale jak już Bobas wyjdzie, to nie ma jasności, anioły nie śpiewają, jest ból i generalnie czarna dupa. I zamiast czułego przytulania Stworka, wpatrywania się w małą, ogilaną główkę i fali pozytywnych myśli, pojawia się jedna myśl przewodnia, czyli "dajcie wy mi kurwa wszyscy święty spokój, proszę ze mnie zabrać Pasażera, zapodac mi narkozę i obudzić jak mój spód będzie nadawał się do użytku a Dziecko będzie samodzielne".

I jest jeszcze taki ułamek ciężarnych, które ciąże znoszą tak fatalnie, że poród jest dla nich wybawieniem i całkiem fajną imprezką. Fakt, coś tam poboli, poszczypie, aaaale generalnie to loozik, kilka godzin się człowiek pomęczny, zwyzywa wszyatkich na około i jest po prostu sympatycznie. Mogą rodzić codziennie :D

O kobietach, które ciążę przechodzą bezobjawowo a poród dla nich to taka trochę większa dwójeczka, nie będę się wypowiadać! Szczęściary, ot co! Żeby nie powiedzieć, że to cholernie niesprawiedliwe :D

A dlaczego ja lubię być w ciąży i mogłabym w niej śmigać całe życie? Bo DO TEJ PORY:
- nie miałam mdłości ani wymiotów (dzięki Ci Panie Jezusku)
- coś tam mnie pobolało na początku, czasem nawet tak, że by!am zielona na twarzy, ale co tam!
- nie muszę w końcu wciągać brzucha, mogę jeść co chcę a i tak słyszę "ooooooo jaki piękny brzuszek!". Serio, 29 lat na to czekałam :D <3
- ciąża jest cudownym usprawiedliwieniem, na wszystko!
- nie muszę pracować a i tak dostaję ciepłe sianko na konto!
- nie przeszkadzają mi szczególnie takie drobnostki jak ból pleców (przyzwyczaiłam sie bo mam go od kilku lat), ból zadka, bieganie do kibelka.

Gdybym jeszcze na dodatek mogła walnąć sobie wieczorem lampkę czerwonego wina, albo dwie lampki, to matkokochano...! Luzik! Cudownie! I to jest jedyny powód, dla którego cieszę się, że ciąża nie trwa wiecznie. Aaaa! No i oczywiście dlatego, że po ciąży jest Dziecko, a to przecież o Dziecko się rozchodzi :D Czekamy ma Ciebie Smrodku mój kochany! Czekamy! Rośnij duży, okrąglutki, ale bez przesady :P

5 komentarzy (pokaż)
20 stycznia, 14:31

22t+3d

Szybkie wieści z frontu! Jestem po spotkaniu z położną, zaraz napiszę krótką relację! Dziedzic ujawnia się, najczęściej rano i wieczorem, i chyba zaczynam czuć jak się przemieszcza, bez konieczności leżenia plackiem na plecach i macanka brzucha! W sensie, że czasem jak siedzę, czuję takie coś dziwne, i to chyba On. Chyba. Matka Polka Prawieświęcieprzekonana, pfff.

Poza tym, boli mnie doopa. Znaczy się poślad, lewy. Wiem wiem, mam wypuklinę krążka, wiem...dyskopatia sratia! Wygląda to tak, że jak za długo siedzę w jednej pozycji, to doopa mi drętwieje i boli kość ogonowa. A jak leżę chwilę na plecach i próbuję się na przykład przekręcić/usiąść/wstać...ha! Forget Baby! Boli jak sam s...boli! Teraz na przykład leżę sobie wygodnie na plecach, podusia pod głową, nogi ugięte, laptop oparty o Brzuchola (grzej się Synu chwilę, grzej!). Leżę i jest fajnie. Czekajcie aż odstawię laptopa i będę chciała się ruszyć. Noooo już, fajnie było? To w ogóle nie jest zabawne, zupełnie nie wiem, dlaczego sama się śmieję z faktu, że ruszam się jak paralityk, w wieku dwudziestukilkunodobratrzysiestu lat. Durna ja!

A więc...(nie zaczynamy zdania od "A więc", tak Pani Profesor, pamiętam), mam położną! Swoją! Mam! Nie będzie jej przy moim porodzie, no chyba że wybiorę szpital w którym ona pracuje i akurat trafię na jej zmianę :D Babeczka bardzo fajna, energiczna, przebojowa, wzbudza zaufanie! Jako że jestem na etapie wybierania szpitala, zapytałam o to, jak jest u nich. A jest tak:

1. Fajnie! Bo fajny team, sporo Polek podobno. A jak nie, to po angielsku też dają radę!

2. Można cesarkę (ale po co?). Można ZZO (ale po co?). Najfajniej rodzić naturalnie! Propagują naturalne formy znieczulenia a raczej zmniejszania bólu. Masaże, aromaterapię, wodę, gaz rozweselający, ziółka, nastrój. Kur.a. Serio? To poród czy SPA? Jak babeczka o tym mówiła, to prawie uwierzyłam, że wyciskanie 3 kilowego człowieka może być przyjemne. Prawie! Cieszę się, że jak wybiorę ich szpital, to mogę liczyć na zapach lawendy w pokoju i masaż przy bólach krzyżowych. Super! :D Dziękuję, postoję. Proszę epidural! Wstrząśnięty, nie mieszany! Może być tylko jeden, malutki problemik. Te moje plecy nieszczęsne. Bo jak coś jest nie tak, to i znieczulenie może nie działać. W takim przypadku pozostaje jedno, rodzić będzie Darek.

3. Są trzy sale porodowe, zawsze jedna położna ma dyżur. Czyli jak jest kumulacja i trzy porody w jednym czasie, to położna ma sporo pracy. Nie wiem, czy to takie fajne. Ale spoko, lekarze czuwają.

4. Cięcie krocza? Nie! Pęknięcie? Tak! Oczywiście robią wszystko, żeby obyło się bez takich rewelacji, ale zdaniem położnej, pęknięcia łatwiej i szybciej się goją. No nie wiem, nie wiem. Muszę się jeszcze trochę dowiedzieć w tej materii.

5. Położna zapytała, czy chcę karmić piersią. Powiedziałam, że tak! Że bardzo. No to powiedziała, że będę i koniec kropka. To mi się spodobało!

Pojadę sobie chyba do tego szpitala, na wieczorek zapoznawczy. A co mi tam szkodzi!

Wiecie co, jestem zadowolona z tej położnej. Mogę do niej dzwonić ze wszystkim. Mam nie diagnozować się u Wujka Google. Poród boli, to norma. Mogę przeczytać pierdylion opisów porodów, mój i tak będzie inny. Szpital, w którym będę rodzić, ma mi się spodobać, od pierwszego wejrzenia! Jeżeli coś mi się nie spodoba, mam szukać dalej! Lubię takie konkretne babeczki, z jajem. Sama ma czwórkę dzieci, musi mieć jaja :D Poza tym, jest chyba tak jak ja, trochę...yyyy...nieszablonowa. Żeby nie napisać walnięta :D Swój do swego ciągnie :D

Poza tym, mamy dziś piękną pogodę! Piękną! Błękitne niebo, dość ciepło, nic tylko spacerować! <3 Nooo, to zasłaniam wszystkie okna i biorę się za siódmy sezon "Pamiętników Wampirów", a co! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia, 16:30

4 komentarze (pokaż)
22 stycznia, 21:51

Dzisiejszy dzień był Bleeeeh. Nic nie szło tak, jak powinno, więc wieczorem postanowiłam odpalić relaks, przez duże R. Znam siebie od dwudziestu kilku lat, wiem co dobrze robi Ewie, nie trzeba kombinować. Najpierw, sałatka grecka, z podwójną fetą, a jak! Do tego lampeczka, półsłodkiego, czerwonego winka z pobliskiej stacji benzynowej, 3,99 euro za 0,75 litra czerwonej rozkoszy. I kąpiel, taaaaak. Długa, z gorącą wodą. Żadna tam ciepła! Ma być tak gorąca, że dupsko jest czerwone przez godzinę po wyjściu z wanny! Do tego muzyczka...świeczka...odlot.

No, fajnie było? Tak, w sierpniu, jak praktykowałam to po raz ostatni :D Teraz jak wiecie...teraz Jestę Ciepłym i Okrągłym Inkubatorę! Wy też! :D I dobrze nam z tym! Nie jem fety, nie piję wina, kąpię się w bardzo ciepłej wodzie, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie i nie dłużej niż 10 minut! To maksymalny kompromis, na jaki mogę pójść ;) Teraz mój dzień zaczyna się od mleka z kawką i od obowiązkowego przywitania z Dziedzicem. Machnie płetwą, strzeli kopniaczka w pęcherz, spoko! Można zacząć dzień! Potem dzień trwa, robi się to co zawsze, a potem przychodzi wieczór i następuje obowiązkowe układanie siebie i Dziedzica do snu. Czyli przyjęcie pozycji "na placka", wieczorne macanko powłok brzusznych, kopniaczek od spodu, można iść spać :D <3

Ale dzisiaj...dzisiaj Moi Drodzy, Dziedzic stwierdził że ma wywalone na poranne pieszczoty, on się witać nie będzie, no way! Ja tu mleczną kawkę serwuję, dałam nawet pół łyżeczki cukru więcej, kładę się kołami do góry...a tu nic. 5,10,15 minut. Nic. Ożeszku! Mamusia nie należy do cierpliwych! Umowa była? Była! To proszę tutaj ładnie się ruszyć! Nie. Myślę sobie...no dobra, śpi może. Wczoraj czytałam przed snem, może czytał ze mną, zmęczył się, nie wiem. Zostawię Go w spokoju, do obiadu. Po obiedzie to samo, czyli nic. No ładnie. Czekaj no Stworku, puszczę Ci zaraz Mozarta, się obudzisz. Nie. Zjem słodkie słodkości. Nie. Położę się na brzuchu! Nie.

I tak po godzinie postanowiłam sięgnąć po broń ostateczną, niezawodną. Kicikiciiii, Luuuucuuuś, chodź Parchaczu! Kociambr przybył, dostał polecenie położenia się na brzuchu i odpalenia mruczenia. Zszedł po minucie, bo go Dzieć kopniakiem strącił, ha!

Nie zadzieraj z Mamusią Synku! I z Kotem <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego, 21:25

4 komentarze (pokaż)
24 stycznia, 18:59

23t+0d

Belly mówi, że zaczynamy 24 tydzień. Ostatnio Belly mówił, że zaczęliśmy 6 miesiąc. Coś mi się wydaje, że Belly traktuje kobiety jak słonice, bo w maju to ja wg niego będę w 10 miesiącu, a biorąc pod uwagę fakt, że mogę urodzić nawet w połowie czerwca i też będzie spoczko, to...to już nie wiem. Aaaaaaaa w tyłku z tym, który dzień, tydzień czy miesiąc, grunt że jestem w ciąży i mam się rozpakować w okolicach majoczerwca, siaa!

Dzisiaj dwa słowa o imieniu dla Dziedzica...taaaak, nie będę do niego przecież mówiła "Pierdzioszku" przy ludziach. Musi się nazywać. Pytanie tylko...jak?!?!?!? I nie, nie mamy duuuużo czasu na zastanowienie się, lada moment musimy nadać Tatusiowi prawa rodzicielskie i wtedy imię już być powinno. Takie przepisy w Niemczech, ot co.

Mieszkamy za granicami naszego pięknego kraju i będziemy za nimi jeszcze jakiś czas. Jaki? Sama chciałabym wiedzieć. Może rok. Może dwa. Może nasze dzieci podejdą tu do matury, who knows.

Moje podejście do imion jest dość tradycyjne. Napiszę więcej...kim ja jestem, żeby oceniać imiona. Dla jednych szczytem dziwactwa będzie Brajanek i Dżesika. Dla innych to rodzice Henryka, Grażyny czy Mieczysława powinni się puknąć w głowę. A prawda jest taka, że do każdego, nawet najbardziej prostego imienia można zrobić przypałowy rym. I piszę to Wam ja, Ewa. Dla przyjaciól z podwórka Ewka Konewka. Dla wrogów Ewka Konewka Spadła z Drzewka, Spadła Na Kamyczki I Potłukła Sobie Cycki, dobry wieczór. Żeby była jasność nie mam traumy z powodu tej rymowanki. Podejrzewam, że większe powody do płaczu ma Denis-Penis hue hue hue :D

Wiem jedno. Imię ma pasować do dziecka, nie ośmieszać go, podobać się RODZICOM. Dać Dziecku szansę, pasować do nazwiska. Ja wiem, że Jessica to ładne imię, dla małej dziewczynki. Polska wersja tego imienia...no cóż. Ale gdy ta pulchna blondyneczka zostanie Sędzią Sądu Najwyższego i wyjdzie za kumpla z podstawówki, swojskiego Tomka Kiełbasę...nie wiem czy przestępcy będą trzęśli portkami przed Dżesiką Kiełbasą. Wiecie o co chodzi, cnie?

W doopie ja tam mam opinię sąsiadki z drugiego piętra, która ma syna Bożydara i córkę Zygfrydę i która całe życie cmoka na wszystkie imiona, które nie kojarzą się ze słusznie minionym dwudziestym wiekiem.

Ale fakt, nie dałabym Synowi na imię Genitaliusz, choćbym nie wiem jak kochała starożytną Grecję. Aaaaale, kiedyś kiedyś śmiałam się sama do siebie, że moje bliźniaki nazwę Sarkazm i Ironia :D

Dobra, ale miało być o imieniu Mojego Dziedzica! Wiecie, dla dziewczynki mam pierdylion pięknych propozycji, dziewczynki to takie wdzięczne obiekty imion...Ale oczywiście nasza Dziewczynka ma pindola i muszę się do tego ustosunkować :D A raczej musiMY, dzięki Bogu jakby co, odpowiedzialność spada na nas oboje :D Mamy więc kilka propozycji:

Aleksander - pisane przez ks, nie x. Podoba się nam, Babciom, Wujkom. Imię popularne zarówno w Polsce jak i w Niewczech. Ot, Aleks! Albo Oluś. Może być zdrobniale, może nie. Takie fajne i ładne imię. Ot, imię.

Jakub - póki co, nasz faworyt. Najbezpieczniejsze imię. Kuba, Kubuś. Nie znam żadnego zrąbanego Kuby, to tak przy okazji. To takie fajne, miłe, mądre chłopaki! Tutaj musielibyśmy zarejestrować jako Jacob. Taki Dżejkob, o.

Leon - ładne, ni to nowoczesne, ni stare. Pasuje do nazwiska, to na pewno.

Gabriel - tylko o ile do małego chłopca można walić śmiało Gabryś, to jakoś nie mogę znaleźć odpowiedniej formy dla dorosłego mężczyzny. Cały czas mówić Gabriel? Eeeee...trąca powagą.

Poza tym podobają mi się Mateusz, Bartosz i Wiktor, ale wszystkie trzy zarezerwowane w najbliższej rodzinie. Moi i Darka bratankowie mają tak na imię, nie będziemy się powtarzać.

I uwaga uwaga...imię które wpadło mi w ucho wczoraj, a dzisiaj bardzo spodobało się Darkowi, to imię...Theo. Lub Teo, kwestia dopracowania. I nie, nie jest to zdrobnienie od Teodora ani Teofila, Boże broń. To bardzo samodzielne imię ;) Teo. Teoś.

Taaaaak, bardzo polskobrzmiące, tradycyjne. Moja Mamusia najpierw stwierdziła, że nie słyszy, potem że zwariowaliśmy, potem że to nasz Syn a ona go będzie kochać POMIMO TEGO, a potem że może wróćmy do tego Kubusia :D Bożenka moja <3 :D

I tak...wciąż nie wiemy. Może dziecko będzie obywatelem świata i imię Teo będzie akurat? W Niemczech i na świecie jest popularne. A może za rok wrócimy do Polski i nasz Teoś będzie napierdzielany w przedszkolu przez Franciszka, Stanisława i Henryczka? No nie wiem.

Synu, mogę Ci jedynie obiecać, że będziesz miał tylko jedno imię. Jakby co, nie będzie podwójnego przypału...Pierdzioszku Ty nasz!!! :D <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia, 18:58

3 komentarze (pokaż)
28 stycznia, 21:38

23t+4d

Piąteczek Milordzie! A co to oznacza w praktyce? Imprezka jakaś na horyzoncie? Ploty&głupoty, heee? A może maraton filmowy z ukochanym, zakończony po pięciu minutach płomienną zabawą? Nie? Spacerek? Basen i kino? Gorąca kąpiel i książka? Nic z tych rzeczy, serio? :D Wooow, kiedy ja tak zdziadziałam?

Yyyy...czekajcie...właśnie się zorientowałam, że przecież dzisiaj sobota. Wow. Kalafior w głowie, serio. Odkąd jestem na połowicznym zwolnieniu, każdy dzień jest taki sam a ja nawet nie wiem, który to dzisiaj. A dzisiaj już 28 stycznia. Koniec stycznia! Jak, gdzie, kieeeedyyyyyy? Tym sposobem, dosłownie za chwilę będzie wiosna, za chwilę będę ważyć dwie tony i za chwilę będę odgryzać sobie palce na porodówce!

Tak, i teraz już wiem o czym miałam pisać. O porodzie przecież. Nie to, żebym zapomniała! Naprawdę, choćbym nie wiem jak chciała, nie mogę o tym zapomnieć! :/ To może nie będzie stricte o porodzie, ale o bólu. Po prostu.

Napiszę krótko, możliwie najkrócej. Wiem, że każda kobieta w ciąży ma swoje własne obawy, wątpliwości czy po prostu wyobrażenia o tym dniu. Poród niby normalna sprawa, dlaczego więc u każdej kobiety wygląda inaczej? Czemu słyszę, że powinnam się przygotować, ale w sumie i tak nie ma po co, bo na to nie można się przygotować. I nawet jak przeczytam pierdylion opisów porodów, to niespodzianka! Mój będzie wyglądał zupełnie inaczej. Super, cnie? :D

Wiecie co, przyznam się...straszna pierdoła ze mnie. Straszna. Tak mi się wydaje. Już dawno temu wpoiłam sobie, że mam fatalny próg bólu. Fatalny po prostu! I teraz się tak zastanawiam, czy to aby na pewno prawda? Jak to można sprawdzić?

Miałam w życiu kilka bóli, takich aaaach! Dwukrotnie zaliczyłam ból miesiączkowy tak silny, że byłam biało zielona, czułam mrowienie w całym ciele, było mi zimno, oblepił mnie pot, myślałam, że umieram. Wtedy brałam tabletki. Przy normalnych miesiączkach temat raczej zlewałam ciepłym moczem. Boli to boli, tabletek łykać nie trzeba. A muszę Wam przyznać, że mam kumpelę, która łykała ketonal jak dropsy. Jej tekst "Mam czkawkę, macie może ketonal?" będzie ze mną do końca świata :D

Kolejny ból, to ten związany z plecami. Przy pierwszym ataku leżałam plackiem trzy dni. Cholernie bolało przy każdym ruchu, starałam się więc nie ruszać. Raz się podniosłam i poprosiłam Mamę, żeby natarła mi plecy maścią. Z każdym jej ruchem ból rozlewał się po całym ciele. Dosłownie czułam jak z każdym uderzeniem serca ból roznosi się po całym ciele. Wtedy też osunęłam się z wdziękiem na podłogę. Heh, prawie odleciałam, aż się wszyscy przestraszyli! Taki psikus! :D

No i ostatni, klasyczny, ból zęba. Było ich kilka, bo zanim zmądrzałam na tyle, żeby zainwestować w porządnego dentystę, straciłam dwie siódemki. Ale to, co działo się z moją szczęką, ciałem i duchem na Boże Narodzenie 2012 roku, było dla mnie osobistą apokalipsą i karą za wszystkie grzechy nie tylko moje, ale też wszystkich sąsiadów :/ Już w Wigilię zaczęła m brać antybiotyk i przeciwbólowe, które gówno dały. Święta pamiętam jak przez mgłę. Bez jedzenia, bez snu. Było tylko pulsowanie. 26 grudnia kumpela przyniosła mi środek przeciwbólowy, po którym usnęłam jak zabita. A następnego dnia rano, po podaniu potrójnej dawki środka przeciwbólowego, po rozpiłowaniu zęba na cztery części, po 40 minutowym rwaniu, znalazłam się w raju. Boooże, to było okropne. Płakalam tak bardzo, że przesympatyczna asystentka nie nadążała z wycieraniem mojego super wodoodpornego tuszu do rzęs. Darłam się tak, że dwie osoby wyszły z poczekalni, dosłownie. Błagałam, żeby przestali albo mnie zabili huehuehue :D A jak już w końcu wyrwała tego gnoja, to po sekundzie nie pamiętałam o bólu, a na ustach zagościł szczery uśmiech. Musiałam pięknie wyglądać wychodząc z gabinetu. Oczy jak u pandy, podkreślone rozmytą maskarą. Usta we krwi. Paznokcie wbite we własne ręce. I ten psychopatyczny uśmiech na twarzy :D

A to był tylko ząb. Mały, gówniany, ząbek. I teraz jak pomyślę sobie o rozszerzaniu się szyjki macicy, o bólach krzyżowych, o wypychaniu małego człowieka...chce mi się płakać. I boję się. Boję się, że ból zawładnie mną tak bardzo, że odpłynę. Boję się, że zaszkodzę dziecku. I tak kur.wa, boję się, że umrę. O. Że dostanę zawału albo wylewu, że się wykrwawię. Że będę taką pierdołą, że nie dam rady.

Sorry...wiem...brutalnie to brzmi, ale tego właśnie się boję. Jak zaczynam o tym głośno mówić najczęściej słyszę "A przeeeeeestań, tyle kobiet rodziło i rodzi każdego dnia, a Ty sobie jakieś głupstwa wmawiasz!". I potem czuję się jak piczka, co to sobie pierdoły do głowy wsadza. Albo słyszę, że mam nie być taką hipochondryczką jak mój Ojciec. Co, on też przed porodem sobie wmawial, że umrze? Też się bał, że jak mu zrobią masaż szyjki macicy, to się nogami nakryje?

Eyy, wiecie. Na codzień rzygam tęczą i staram się patrzeć w przyszlość optymistycznie. Głaskam się po brzuszku, czuję jak Synek się wierci i mam ochotę rozpłynąć się z rozkoszy. To takie cudowne uczucie przecież <3

I czasem tylko, staję sobie przed lustrem i myślę...no teraz to kurwa masz przesrane.

Kocham Cię Synku, nie czytaj Mamy :* <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia, 22:19

8 komentarzy (pokaż)
9 lutego, 10:46

25t+2d

Apokalipsa jakaś. Wiecie, przez dwadzieścia kilka lat przyzwyczaił się człowiek, że jak nie urok to sraczka, jak nie sraczka to przemarsz wojska. No i u nas właśnie sraczki i wojskowe manewry.

Opuściliśmy niemieckie mieszkanie, a raczej to, co z niego zostało i pojechaliśmy w cholerę, znaczy się do Polski. Na urlop. URLOP Kochani. I chociaż w teorii, urlop to leżenie plackiem na plaży, z drineczkiem...albo chociaż na wyrku, z książką...to nasz urlop kojarzy się z załatwianiem pierdyliona mniej lub bardziej nieprzyjemnych spraw, wydawaniem milionów monet na naprawy samochodów i inne bezsensowne wyjazdy oraz próbą bycia kwiatem lotosu na mega wzburzonym stawie.

Jesteśmy w domu od soboty, musiałam jednak oddać swój pokój, bo zjechała się rodzinka (sztuk cztery). Byliśmy też na drugim końcu Polski, w celu załatwienia bardzo nieprzyjemnych spraw, których i tak się nie załatwiło. Moja dupa wysiedziała w samochodzie prawie 3000 km, jej stan określam jako zły, ale stabilny.

Przyjechaliśmy tu z kotami. Lucek jak to Lucek, wszędzie się dostosuje. Freya natomiast...Freya jest psychicznym wrakiem kota. Nie je, mało pije, podskakuje przy każdym dźwięku, jest przerażona liczbą ludzi, poziomem hałasu, nie swoim terenem i naszą dwudniową nieobecnością. Schowała się tak, że przez 7 godzin jej szukali i już chcieli zgłosić zaginięcie na policji...nie wspominając już o tym, że nikt nie wiedział jak mnie poinformować o tym, że Moje Kocie Dziecko zwiało. A ja czułam. Czułam! Dzwoniłam do domu kilka razy i pytałam o Freyę. A Matula kłamała w słuchawkę, że się Kocieuka bawi obok. Wlazła pod kuchenne szafki, moja biedna Dziewczynka :( Niby to tylko kot, ale to AŻ Kot i chyba będzie trzeba zainwestować w kociego terapeutę, bo Kotka ma traumę ;)

Z Dziecięciem Naszym, tym w Brzuchu, wszystko spoczko! Kopie, kręci się, ma wywalone na moje problemy. Plecy bolą, doopa boli, jestem senna.

A! Kupiłam Dzięcięciu trochę szmatek w lumpie. Serio, chciałabym już być w swoim czystym mieszkaniu, z panelami w kuchni. Chciałabym prać ubranka, prasować je żelazkiem którego jeszcze nie mamy i układać w komodzie, która wciąż jest w sklepie.

I zamówiłam chustę! Niebiesko-śliczną! Później wstawię, o.

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK