BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Udało się!!!

Autor: teverde
13 marca, 19:52

37+6

Po kolejnej wizycie. Nie położyli mnie! :) Wody cały czas na poziomie 6, ale malutki urósł, przepływy idealne. Niby jest na jakimś kilkunastym centylu, ale ja się na prawdę pocieszam naszą masą urodzeniową, on po prostu nie ma po kim być duży. Mam zalecenie dużo odpoczywać, bo ponoć kobiety, które dużo leniuchują w ciąży rodzą większe dzieci bo i przepływy mają lepsze. Niby lekko sugerowała szpital, żeby mnie kontrolowali pod tym KTG, ale stanęło na tym, że mam sobie ogarnąć KTG w piątek, potem w poniedziałek, no a w środę mam iść znów do niej na wizytę. Cieszę się bardzo bo w domu to i sutki mogę molestować smarując lanoliną, męża mogę męczyć, do tego wcinam wiesiołek na szyjkę i herbatkę z liści malin na skurcze i kręcę się na piłce choć nie wiem czy na tym etapie to coś daje..

Generalnie czasem czuję jakby mały mi rozpychał miednicę, codziennie pobolewa mnie brzuch jak na okres, sikam częściej (ale też piję więcej) i zdarza się, że mnie coś ciągnie od pachwiny do biodra. Niby coś pomalutku się rusza bo mam rozwarcie na palec (już w piątek miałam). Mam nadzieję, że bąbelek będzie chciał wyjść szybciej niż później, bo czuję ogromną odpowiedzialność po tym wyjściu na żądanie. Ale cały czas sobie tłumaczę, że tak na prawdę tak jest dla nas lepiej. Pokój jest już gotowy. Jutro i w piątek dam czadu z praniem, w poniedziałek jestem umówiona na rzęsy, w sumie pierwszy raz w życiu idę (muszę po tych miesiącach w remoncie, z odrostami, paznokciami jak facet i praktycznie codziennie w tych samych ciuchach poczuć się w końcu jak człowiek), no a później może się rodzić :) Ale jak będzie chciał jeszcze wcześniej, to też będę prze-szczęśliwa. Żeby już zobaczyć, że wszystko jest ok, móc go przytulić, powąchać, popatrzyć w te ślipka.. Ciekawe jak on wygląda..
Come to mama! <3

6 komentarzy (pokaż)
20 marca, 07:40

(nie da się usunąć tego wpisu)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca, 07:43

0 komentarzy (pokaż)
20 marca, 07:40

38+6
Znów szpital. Nawet nie dotrwałam do kolejnej środowej wizyty. W poniedziałek miałam KTG i młody miał skoki tętna do 170. Cały dzień to przeżywałam, bo nie odebrałam telefonu od lekarki (byłam na tych głupich rzęsach) i potem cały dzień nie odbierała. Pokłóciłam się z mężem z tego stresu i półtorej godziny siedziałam w aucie pod szpitalem zastanawiając się czy się nie położyć z własnej woli. W końcu po 19 lekarka oddzwoniła, że jest całkiem poprawnie bo się bardzo ruszał (40 razy w ciągu 20 min) i na następny dzień z rana miałam powtórzyć zapis. We wtorek młody aż za spokojny. Tętno cały czas w granicy 120-140. Nawet po ruchu nie bardzo rosło. Trochę mnie to zmartwiło ale położna była zadowolona bo cały czas się mieścił w zielonym pasku normy. Poszłam do domu, zdrzemnęłam się, zrobiłam obiad.. po 15 dzwoni lekarka. Za spokojne to KTG. Gdyby nie to, że mam niskie wody i wczoraj tak skakało to by to olała, ale wszystko do kupy jest niepokojące. Nie przekonało ją, że rano w środę mamy wizytę. Ok, poleciałam. A w szpitalu WSZYSCY ZDZIWIENI, ŻE PO TAKICH ŁADNYCH ZAPISACH KTOŚ MNIE TU WYSŁAŁ 🤨 Wody dalej na poziomie 6, młody niby 2700g (ostatnio też pomiar był tu 200g niższy niż u mojej lekarki) a więc poniżej 10 percentyla. Pytam czy jest sens, żebym zostawała skoro wody się trzymają a KTG ładne, ale niestety "teraz nie możemy Pani wypuścić. To jest szpital. Przyszła Pani do nas, to musimy Panią poobserwować". Ehhh.. Z jednej strony zeszła że mnie presja tego, że wyszłam na żądanie a z drugiej mam takie poczucie, że znów leżę nadaremne. Rozwarcie mam dalej na 1 palec, zero skurczy, tyle, że młody jest dość nisko. Gdybym wiedziała, że to potrwa max tydzień, to ok. Ale on może chcieć siedzieć nie do 28-ego a 2 tygodnie dłużej, tak jak jego tatuś. A znajoma położna mówi, że w tej sytuacji to ani powód do indukcji ani do wypisu. Nie będę tu przecież kiblować blisko miesiąc czasu! No ale znów wychodzić na żądanie.. powiedzmy w 39 tc.. Mętlik w głowie to mało powiedziane. Staram się sobie przetłumaczyć, że w domu i tak głównie leżałam no i presja nie dawała spokoju, ale jednak jest ciężko żyć w szpitalu..

Maluchu.. Jak już tak nabroiłeś i odstawiałeś szopki na zapisach, to weź się zrehabilituj i przyjdź wcześniej, ok? Dziś jest ładna data bo i ja jestem z 20-ego, jutro jest ładna data bo pierwszy dzień wiosny, no i pełnia do tego, może Cię że mnie wykurzy 😉 Potem są już brzydsze.. Koniec zimy niedźwiadku, budzimy się do życia! 😘

7 komentarzy (pokaż)
22 marca, 09:01

39+1

Miałam dziś wyjść, tylko najpierw badanie, żeby się upewnić, że jest ok. Wczoraj już miałam nawet tylko jedno KTG, a nie trzy. Najpierw USG. Przepływy ok ale nie bardzo potrafili znaleźć kieszonki z wodą. Na podstawie jednej wyszło im AFI 5-6 więc wysłali na badanie, żeby sprawdzić szyjkę. Ponoć niezła, dostałam 5 punktów (ponoć już przy przyjęciu tyle miałam. Skala jest do 10,a 11 oznacza poród. Patrzy się na jej ustawienie, rozwarcie, miękkość itp). W związku z tym, żeby nie ryzykować, że młody sobie gdzieś uciśnie pępowinę postanowili, że jutro będą wywoływać poród. Wsadzili mi cewnik w szyjkę, żeby ją rozepchać. Chwilami mam ochotę się zesrać z bólu, ale tylko chwilami, większość czasu jest nienajgorzej. Boli tak 30-60 sekund i przechodzi na parę minut. Jak przed ostrą miesiączką. Pomyślałabym, że to skurcze ale boli tylko na dole. Mogą to być skurcze?

Na wszelki wypadek chcą też jakieś badania przed CC zrobić, bo mówią, że może być różnie w mojej sytuacji. Nie wiem czemu..

5 komentarzy (pokaż)
23 marca, 19:05

39+2

Nie wiem czy mój poród był straszny i mam uprzedzac.. Chyba nie. Skończył się dobrze ale miał swoje momenty 😉

O 11 zwolniła się porodówka. Położna przeleciała ze mną plan porodu i wszystko wyjaśniła. Szyjka ponoć dalej była gruba a główka wysoko. Podłączyła mnie do KTG i jeśli po podaniu oksy byłoby ok, to miałam iść sobie pochodzić. O 11:30 podała mi oksy. Po paru minutach pierwszy skurcz, po 5 kolejny, potem po 3 i nagle tętno młodego ponad 200. Maszyna zaczęła wyć. Położna poruszała mi nogami ale maszyna wyła dalej. Szybko zadzwoniła po neonatologa, mnie przewróciła na kolana, zgięła mi łokieć a drugą rękę musiałam mieć prosto bo kroplówa, wsadziła rurki z tlenem do nosa. Kazała ruszać biodrami. Ale główka za bardzo napierała na pęcherz. Zeszły się jakieś 2 babki i uznały że szybko przebijają. Poleciała woda (całkiem sporo jak na malowodzie 🤔) i się uspokoiło. To było dość mocne. Bujałam się tak na klęczkach z 15 min, potem pozwoliła się położyć bo już byłam cała mokra. Było ok. Kilka silnych skurczy, potem nagle 2 zajebiście mocne, nie wiedziałam co mam zgniatać. Podeszła, sprawdziła mnie i zdziwiona mówi, że mam pełne rozwarcie i to już są parte! Jak już parłam to nie były takie straszne, tylko nie spodziewałam się takiego uczucia rozpierania. Na początku nie umiałam przeć. Tłumaczę jej, że całą ciążę na to uważałam, żeby nie mieć hemoroidów i teraz jakoś to jest wbrew mnie. Po paru skurczach się nauczyłam 🤭 Położna uznała, że przeszkadza mój pełny pęcherz. Zgięta w pół, z kroplówką leciałam do kibla. Nie udawało się wysikać bo młody był za nisko. Siadalam na kibelek, wstawałam na skurczu. Nie udało się, wracam na łóżko. Przy partych coraz większe napieranie i powiedziałam mężowi, że chyba jednak bym chciała cesarkę. Prawie płacząc mówię, że to rozpieranie tak boli, że chyba nie jestem w stanie z własnej woli przec bo to wbrew naturze robić coś co sprawia ból. Na prawdę w siebie zwątpiłam. Ale położna mówi, że już kończymy.. Zeszły się znów te dwie i fajnie mnie dopingowały choć rozpieranie było tak silne, że już się chciałam poddać. I wtedy go zobaczyłam. Wychodził z ręką nad głową i pepowiną wokół szyi i barku. Jakby w szelkach. Gdyby nie to, urodziłabym ponoć jeszcze szybciej. Choć od podania oksy, do Brunka na mojej piersi minęła tylko 1 godz 30 min! W 39+2 tc o 13:05 dnia 23.03 urodził się mój synek ❤️ 2950g. Jeszcze nie wiem ile mierzy. 2 godziny już mnie cyckał, potem go zabrali. Teraz poszedł drugi cycuś i oddałam chłopaka bo jestem padnięta. Udało mi się załapać na salę 1-osobową zaraz koło łazienki, więc jest super. Troszkę pękłam ale ponoć tylko skóra ucierpiała. To wszystko jest surrealne. Jeszcze tego nie ogarniam rozumem ❤️

14 komentarzy (pokaż)
24 marca, 18:11

Ciąża zakończona 23 marca 2019


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca, 10:42

0 komentarzy (pokaż)
9 lipca, 21:49

Na prawdę od narodzin Brunka nic nie napisałam?! To dziecko pochłania mnie bez reszty :) Generalnie on nie potrafi żyć beze mnie i ciągle mógłby na mnie wisieć, a ja nie potrafię żyć bez niego i jak dotąd tylko u ginekologa byłam bez niego. Jutro mam fryzjera bo zbliża się chrzest i ślub kuzynki męża, ale gdyby nie te dwie okazje to i fryzjera miałabym gdzieś.. Nie cierpię być bez niego! No i odciągać pokarmu nie lubię..
Jako, że co nieco opisałam już sobie w swoim prywatnym, zeszytowym pamiętniku tutaj poruszę tylko jedną kwestię - temat drugiego dziecka. Bardzo chciałabym rodzeństwa dla Bruna i mam cały czas poczucie, że teraz albo nigdy. Dziś na maila przyszła mi reklama, że tylko w lipcu badanie AMH za 99 zł i chyba skorzystam.. Skoro badanie można robić w każdym dniu cyklu, to chyba można również jak się karmi piersią? Nie wiem, niby chciałam działać bez presji, zdać się na los, ale z drugiej strony myślę, że skoro udało się w pierwszym cyklu z CLO, to może warto o tym pomyśleć? Nie mam pojęcia jak dałabym radę z dwójką, bo Bruncio jest na prawdę bardzo wymagający, ale wiem że JAKOŚ to ludzie ogarniają. A czuję się na prawdę dobrą matką, dużo czytam, poświęcam mu wszystko co mogę, nie wiem czy mogłabym robić coś lepiej.. Nawet jeśli robię coś niezgodnie z zaleceniami np fizjoterapeutów, to czuję, że robię dobrze, bo tego mu trzeba. Nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu kieruję się sercem. No i kocham go nad życie. Kocham niewyobrażalnie. I to w dużej mierze dla niego chciałabym drugiego dzieciaczka, żeby miał rodzeństwo.. Czy się nam uda? Czy wrócę na OvuFriend? Nie chciałabym tak strasznie się starać jak za pierwszym razem, bo wiem jak mocno mnie to zjadało emocjonalnie, ale czy będę umiała się zdystansować? Cały czas liczę na to, że pierwsza ciąża ułatwia zajście w drugą, ale nigdzie nie znalazłam na to żadnego potwierdzenia czy ewentualnego wytłumaczenia.. Pozostaje marzyć, wierzyć i nieśmiało zaczynać działać..

5 komentarzy (pokaż)
18 lipca, 22:02

Dokładnie rok temu się dowiedziałam. Przez kolejne dwa dni nie wiedział nikt więcej.. Dokładnie rok temu. Niesamowite..

Z głupoty zrobiłam test na jakiejś głupiej stronce aby sprawdzić jakie mam szanse na ciążę karmiąc piersią 🤪 Okazuje się, że skoro karmię wyłącznie piersią, nie mamy przerw dłuższych niż 6h a mały nie ma jeszcze 6m-cy, to nasze szanse wynoszą 0,3% 🥴 Nie chcę Brunka oduczać piersi, chcę mu dawać co najlepsze tak długo jak tylko mogę, a z drugiej strony czas ucieka.. Kurczę, chciałam uniknąć tej presji a nie umiem jej uciec. Jeszcze niby nie jestem staraczką, a już trochę się nią znów czuję i boję się tego. Wiem jak ciężko nią być. Przeczytałam Twój ostatni wpis Frufru i masz rację. To jest tak bardzo delikatny temat.. Tak bardzo emocjonalny.. Starania są ciężkie i okrutnie niesprawiedliwe.. Są jednym wielkim znakiem zapytania z którego ciężarem trzaba umieć żyć. Czuję, że za ten znak zapytania łapię coraz mocniej.

8 komentarzy (pokaż)
19 lipca, 22:11

Popełniłam błąd. Sprawdziłam to pieprzone AMH. I faktycznie staranie o drugie przeżywa się tak samo bo czuję się bardzo podobnie do pierwszego razu gdy wynik mnie powalił. A z drugiej strony pierwsze dziecko niesamowicie ułatwia. Zastanawiam się czy to całe AMH jest takie niemiarodajne czy może jednak nasz syn jest takim cudem. Wynik z marca tamtego roku 0.54, wynik z dziś 0.21. Przykre. Czy mam rozumieć, że za rok będę miała menopauzę?! Dziwne to wszystko.. Ginekologa mam 07.08. ale pomimo to zapisałam się również do lekarki, która zajmuje się bezpłodnością i poprowadziła nas ku pierwszej ciąży. Termin wizyty 09.08. Przynajmniej poznam dwie opinie. Nie chcę przestawać karmić Brunka ale z drugiej strony to jest tylko jedzenie a może nam dać szansę na rodzeństwo dla niego. A może ten wynik przekreśla jakiekolwiek szanse? To jest dziwne, niby ciąża, niby nie mam jeszcze owulacji a jednak jaja cały czas uciekają.. Nie chcę wracać na różową stronę, wolę tą tu.. Dziś czułam się dokładnie tak jak w pierwszej ciąży. Płakałam bez powodu, na zmianę ze śmiechem, płakałam bo bałam się, że maliny się zepsują. To pewnie przez stres po badaniu ale przypomniałam sobie jak to było w ciąży.. Smutno mi, że mogę już nigdy tego nie zaznać. A wiem, że nie będę chciała bawić się w żadne inseminacje czy in vitro. Co najwyżej clo.. Ahhh.. Brunku, jesteś moim małym wielkim cudem. Dziękuję, że z nami jesteś. Chcę powalczyć o rodzeństwo dla Ciebie ale nie wiem czy nie walczę z wiatrakami.. Niech los zadecyduje, ja pomogę mu tylko trochę bo najważniejszy jesteś TY. <3

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)