BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Szukaj dróg, gdzie jasny dźwięk, wśród ogni złych co budzą lęk

Autor: Leśna_Kasia
12 maja, 21:51

Już wiem, że lato będzie straszne. Dziś dwa krótkie spacery, w tym jeden już przed 8, żeby było jeszcze w miarę rześko, a łydki rwą mnie jak nienormalne. Ciąży mi też mój wielki biuścik i wielki brzuszek, choć akurat ten niech sobie wielki będzie, ważne, żeby Grześ miał się dobrze.
Zosia znosi upały z wdziękiem i energią. Humor jej dopisuje. Spędziłyśmy dziś większość dnia w domu, jest tu dużo chłodniej, niż na zewnątrz. Ogromną frajdę sprawia Zosi ćwiczenie chodzenia i jest coraz sprawniejsza. Coraz dłużej i pewniej stoi samodzielnie, robi przysiady, wstaje, przy meblach i za rączkę chodzi śmiało, i nie potrzebuje już opadać na ziemię, żeby przejść krótki dystans - np. od stołu do kuchenki czy od łóżka do swojego stolika, kilka kroków idzie samodzielnie i coraz bardziej świadomie i pewnie. Cieszy się każdym wybuchem entuzjazmu z mojej strony i aż zanosi się od radosnego śmiechu. Mówienie dalej pozostaje w sferze moich marzeń, ale coś jakby stara się więcej z siebie dawać. Chyba, że sobie to wmawiam. Na pewno rozumie o wiele więcej, niż podejrzewam, ale tylko "am" jest mówione w określonym celu i oznacza coś konkretnego. Niby pogodziłam się z tym, że usłyszę "mama" później, niż to z reguły bywa, ale gdzieś tam w głębi serca jest mi przykro, że tak długo to trwa. No nic, uzbrajam się w cierpliwość i ćwiczymy, zgodnie z zaleceniami naszej neurologopedy.
Zosia w ogóle jest oszczędna w okazywaniu swoich umiejętności. Jeśli chodzi o powtarzanie gestów, to tylko "brawo", i to bardzo oszczędnie. Kiedy biję jej za coś brawo i przestanę, to Zosia ze zmarszczonymi brwiami klaszcze pojedynczo, żeby mi pokazać, że mam klaskać dalej. To samo przy piosenkach. Pojedynczy klask, gdy kończę śpiewać i gestykulować, żebym kontynuowała. Pokazuje wszystko, co ją interesuje, albo czym chce się pochwalić, np. piłeczką, którą trzyma, kamykiem, zabawką, czymkolwiek. Wskazuje na zegar, patrząc na mnie wielkimi oczami, a gdy mówię , co to jest i jakie dźwięki wydaje, Zosia się cieszy. Ale nic nie powtarza. Nie robi też "papa". Co się codziennie nagadam, nagestykuluję, naśpiewam i w ogóle napracuję, to moje. Jednak jakoś się nie martwię wcale. Te czarne oczęta patrzą na mnie z taką uwagą, tak bystro i mądrze, że jestem pewna, że gdzieś to wszystko, co robię, zostaje. I w końcu przyniesie efekty.
No na przykład idziemy po parku i nie mówię "Zosiu, patrz, ptaszek", tylko: "Patrz, Zosiu, jaki piękny kos/kwiczoł/kaczor/mewa/grzywacz/wróbelek/etc..." i ona się rozgląda, i widzi tego ptaka, i śledzi go wzrokiem. Nie są to dla niej pojęcia abstrakcyjne i jestem z tego dumna.
Zosia po prostu gromadzi informacje. W tej jej wrażliwej, czułej głowie codziennie tyle się dzieje, że musi to sobie powolutku układać. Toteż uzbrajam się w cierpliwość, i czekam, i mówię, i głaszczę, i tulę.
Zosia jest coraz bardziej przylepna. Podchodzi do mnie i przytula się, albo dotyka czołem mojej głowy, albo głaszcze mnie po włosach, czy kładzie mi się na kolanach. Rozczula mnie, jak przytula się do brzuszka, robi "aja", tak delikatnie, jakby był z porcelany, albo właśnie przytyka czoło do brzucha. Co nie przeszkadza jej chwilę później w próbie wspięcia się na mnie po tymże brzuchu albo kopniaku przy zabawach na kanapie. Kopniak był przypadkowy i na szczęście niezbyt mocny. Muszę uważać na to moje energiczne Zosiątko.
Miło jest tak sobie siedzieć i myśleć o niej, jak już sobie słodko śpi, a ja mam za sobą niezbyt przyjemną telefoniczną rozmowę. Musiałam powiedzieć mojej siostrze, tej młodszej starszej, że P. nie będzie w sobotę na komunii mojego siostrzeńca. Z mojej winy, bo nie ogarnęłam, że komunia jest w sobotę, a nie w niedzielę, P. idzie do pracy, i już nic nie dało się odkręcić, choć się starał. Naprawdę, nie byłam w życiu na wielu komuniach, ale wszystkie były w niedzielę, nie w sobotę! I nie miałam pojęcia, że przez covid coś się zmieniło w tej tradycji. No i poczułam przy tej rozmowie, że dałam ciała, dupy i czego tam jeszcze. A. lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i nie lubi takich zmian w planach. Rozczarowałam mojego siostrzeńca, bo pewnie będzie mu przykro, że nie będzie wujka, bo w dodatku nie będzie jeszcze jakiejś części rodziny od mojego szwagra, no i słabo to wyszło. Czułam się podle po tej rozmowie, czarna owca wśród sióstr, która znów czegoś nie dopilnowała i nie ogarnęła. Ale już mi przeszło. Przez rozmyślania o Zosi. Jestem w ciąży, do diaska, mam prawo mieć mózg dziurawy jak sito i przeciążony, szczególnie, że codziennie zmagam się z wychowywaniem rocznej córeczki i muszę uważać na to, żeby maluszek w moim brzuchu czuł się komfortowo!
Wszelkie ważne sprawy inne powinno się omawiać z P, a nie ze mną, i już.
W ogóle to siedzę i czekam, i czekam na niego, a on przecież dziś na piwku z kolegami. Uświadomiłam sobie, że między ciążami byłam na piwku z koleżankami raz. I jakoś mi tego nie brakuje zupełnie. Nie mam na to czasu, ani głowy, ani chęci. Odpoczywać wolę w domu.

0 komentarzy (pokaż)
18 maja, 20:20

Jesteśmy po kontroli. U Grzesia wszystko w porządku, ale mam bardziej się pilnować i dbać o siebie. Lekarz postraszył mnie przedwczesnym porodem, który mogą wywołać skurcze w dole brzucha, męczące mnie od paru dni. Postraszył też zakrzepicą. Mam żylaki na lewej nodze, które ostatnio urosły i spuchły. Skurcze mam też w nogach, w nocy są nie do wytrzymania. Mam brać magnez, Cyclo 3 Fort na żylaki i Scopolan rozkurczowo. Nie mam lekceważyć bólu brzucha, jeśli chcę, żeby Grześ posiedział w nim tak długo, jak trzeba. Zapytałam lekarza, czy nie ma żadnych przeciwwskazań, jeśli chodzi o szczepienie na covida, i ucieszyłam się, bo nie ma, a na 27.05. mamy z P. termin szczepienia. No i moja wisienka na torcie - wód płodowych 52! Zrobiłam oczy jak spodki, ale lekarz mówi, że to bardzo dobrze, i że nie ma się czym martwić. Przeraziłam się nie na żarty, bo lekarka na prenatalnych straszyła wielowodziem i zalecała częste kontrole wód. Doktor O. mówi, że wszystko ma pod kontrolą, i że od 35 tygodnia robi się kontrolę wód z 4 miejsc, a na razie tylko z jednego, najszerszego, i że taki wynik nie jest powodem do zmartwienia. Zabronił mi czytać o wielowodziu, uspokoił, że wszystkie wyniki i parametry dziecka są w normie, i kazał mi dużo odpoczywać, dbać o nogi, nie przemęczać się i leżeć ile się da z lekko uniesionymi nogami.
Jeśli chodzi o te wody, to sytuacja jest odwrotna, niż było u Zosi. U Zosi dolna granica, u Grzesia ponad normę. Ale ufam doktorkowi. Nie będę szukać porady u kogoś innego ani czytać o wielowodziu. Postaram się do końca wytrwać w spokoju.
Po powrocie do domu pogadałam z P. Poprosiłam go, żeby odłożył stolarkę i wszystkie swoje dodatkowe pasje na bok, póki Grześ się nie urodzi, i więcej pomagał mi przy Zosi. Przecież nie chcemy, do diaska, żeby Grześ się urodził za wcześnie. Było mi głupio i źle go o to prosić, bo wiem, jak uwielbia po pracy śćibolić sobie w drewnie, robić różne domowe przetwory i majsterkować. Ale też przez to właściwie tylko ja zajmowałam się Zosią, a on okazyjnie, i w zasadzie o jakimkolwiek odpoczynku w ciągu dnia z mojej strony nie było mowy. Nie czułam też potrzeby, żeby jakoś specjalnie odpoczywać. A teraz nie może być tak dalej.
P. zgodził się ze mną bez wahania. Uwielbiam jego pasje, kocham to, co tworzy, robi piękne rzeczy w swojej pracowni, no i też jego domowe szynki, kiełbasy, przetwory, za co się nie zabierze, robi to tak dobre, że wcześniej do głowy by mi nie przyszło, żeby go prosić o odłożenie tego na dalszy plan. Zresztą mięso będzie dalej robić, bo nie kupujemy już kiełbas ani szynek ze sklepu, jemy tylko te jego, i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Po prostu P, tak jak ja, musi potraktować Zosię jako najważniejszą obecnie pasję, która pochłania ponad wszystko i przy której reszta świata schodzi na dalszy plan.
Zaczynamy od dziś. Ja oswajam się z odpoczywaniem, a P. bawił się z Zosią całe popołudnie, wykąpał ją i właśnie kładzie spać. Ma utrudnione zadanie, bo Zoś jest przeziębiony. Gluty do pasa, humor paskudny, marudna i osowiała. Cały dzień tylko klei się do któregoś z nas i płacze na zmianę. Jaśniejsze momenty spędzała na zabawie. Biedactwo małe. Temperatura 37.1. Oby nie wzrosła. Robiliśmy inhalacje, do noska Nasivin na odetkanie, i na razie to tyle. Najgorzej jest z usypianiem. Od jakiegoś czasu robię to tylko ja i opanowałam Zosię na tyle, że zwykle zasypia mi w łóżeczku w maks 10 minut, bez żadnego marudzenia. Z wyjątkami, oczywiście. A biedny P. kompletnie zapomniał, jak to się robi. Słyszę, jak Zosia płacze, i walczę ze sobą, żeby nie pognać tam na ratunek. Ale NIE. Będę twarda. Muszą się od nowa do siebie przyzwyczaić, jeśli chodzi o usypianie, i nie mogę im w tym przeszkadzać. P. sam powiedział, że mam się im nie wtrącać. No to nie będę. Ale bardzo bym chciała...
Żal mi tego mojego męża. Ma dziś urodziny, a Zosiek taki marudny cały dzień, i jeszcze teraz daje tak popalić przy usypianiu. Zrobiłam mu tort czekoladowy - udał się przecudnie! I jego ulubioną sałatkę z gyrosem. Jak mu się wreszcie uda Zosię uśpić, to zrobimy sobie miły wieczorek z jedzeniem i serialem.

A jednak tam poszłam. No nie wytrzymałam. Biedny, biedny P. 15 minut próbował jej śpiewać, robił dokładnie to co ja, i nic. Jak przyszłam, Zosia tylko na mnie spojrzała, padła na poduszkę i zasnęła, zanim skończyłam śpiewać pierwszą zwrotkę piosenki. Jedno biedactwo moje straciło wiarę w swoją umiejętność śpiewu, a drugie darłoby się, aż by padło ze zmęczenia. Jak wyszłam z pokoju Zosi, oboje z P. nie mogliśmy ze śmiechu.
Dla mnie nie ma problemu, mogę usypiać ją co wieczór, lubię to bardzo! Ale przyjdzie taki czas, że Piotrek zostanie z nią na parę dni sam, i przydałoby się jednak, żeby Zosia nie zasypiała wtedy umęczona płaczem. No i usypianie dziecka to umiejętność przydatna dla obojga rodziców. Mamy trzy miesiące, żeby to ogarnąć. Damy radę.
A Grześ waży już 930g. Za dwa kg będę zadowolona z wyniku ;) No i lekarz kazał mi więcej jeść, bo za mało przybieram na wadze. Nie ma sprawy. P. obiecał, że mnie utuczy.
Idę świętować z mężem jego urodziny :)

0 komentarzy (pokaż)
29 maja, 13:46

Naprawdę w półtora roku da się zapomnieć, jak uciążliwe potrafią być ciążowe dolegliwości. Spinanie się brzucha podczas spaceru. Ból lędźwi. Ból mięśni brzucha w nocy. Permanentne zmęczenie. Ufff...jeszcze niecałe trzy miesiące i przynajmniej będę się mogła swobodnie ogolić.
Grześ robi się coraz bardziej żwawy, co mnie cieszy niezmiernie, ale swojej siostrze nie dorównuje.
W tym etapie ciąży z Zosią miałam wrażenie, że Zosi mam pełen brzuch, jakbym tam trzymała ruchliwą ośmiornicę. Grześ preferuje rozciąganie i ugniatanie. Ciekawe, czy będzie miał mniejszy temperament.
Za radą lekarza, dużo odpoczywam. P. coraz lepiej odnajduje się w roli "pana domu", coraz rzadziej pokazuję palcem, co trzeba jeszcze robić ;) przeszły mi te uporczywe bóle podbrzusza, skurcze w nogach też na szczęście ustały. Suplementuję się więc nadal zgodnie z zaleceniami.
Zosia męczy się z katarem, już drugi tydzień. Dostała krople na receptę. Mam je dawać przez tydzień. Żal mi naszej dziewczyny. Niby humor ma dobry, ale te cieknące smarki ją denerwują. Robi awanturę przy każdym wytarciu noska. Biedna jest. Ale nauczyła się robić "papa" i pokazywać, jaka jest duża. Zaczęła też bawić się wydawaniem dźwięku "ćśśśśś". Ćwiczenie chodzenia wciąż sprawia jej ogromną frajdę, czy to w domu, czy na dworze. Codziennie wieczorem czytamy "Pucia". Jak tylko Zosia słyszy: "Chodź, Zosiu, poczytamy Pucia", cieszy się i pędzi do pokoju, do półki z Puciem. Chłonie go całą sobą. Uwielbia tą serię.
Od jakiegoś czasu nie mamy samochodu, a nowy będziemy mieć dopiero za ok. 3 tygodnie. Strasznie brakuje mi wyjazdu za miasto, spaceru po okolicy wolnej od dźwięku samochodów. Lasu mi brakuje. Zosi też przydałaby się odmiana do spacerowania, nie tylko do parku i spowrotem. Czasem wolę nawet nie wychodzić za bramę, tylko spacerować z nią w kółko po podwórku, zrywając dmuchawce i pokazując kwiatki, listki i gałązki.
P. miał przyjemność zaszczepić się na covida. Miałam termin na ten sam dzień, co on, ale przez katar musieliśmy przesunąć moje szczepienie na czerwiec. Tak jak i szczepienie Zosi, to, które miała mieć w 13 miesiącu, a które przez drobne infekcje przesuwa się coraz dalej w czasie. Chciałabym już mieć te nasze szczepienia za sobą.

0 komentarzy (pokaż)
8 czerwca, 16:14

Jesteśmy po kontroli. Grześ waży 1,200 kg. Ja trochę więcej. Opowiedziałam lekarzowi o mojej paranoi dotyczącej ruchów dziecka, że ciągle się martwię, że za mało się rusza i za słabo. Szczególnie w porównaniu do energicznej córeczki, bardzo energicznej jeszcze w brzuchu. Kazał mi nie porównywać, dokładnie obejrzał malucha, zmierzył i uspokoił mnie. Mówi, że dziecko nie rusza się gwałtownie, raczej leniwie, i że to nic złego. Każdy ma inny temperament, może akurat Grześ jest spokojnym chłopcem. Na razie na to wygląda. Do tego mam łożysko na przedniej ścianie macicy - już nie na dole - i w zestawieniu z dzieciątkiem, które porusza się niespiesznie i łagodnie, mogę odczuwać ruchy słabiej. Nie mogę też przestać myśleć o wielowodziu, ale to też wykluczył. Bardzo cierpliwie i wyczerpująco odpowiadał na moje pytania, i póki co mnie uspokoił. Pewnie starczy mi tego spokoju na jakieś 1,5 tygodnia i znowu coś sobie wymyślę...
Moje badania krwi wyszły średnie. Muszę brać żelazo dodatkowo.
Teraz, jak sobie leżę, czuję Grzesia wyraźnie, ale tak łagodnie. Lekarz też powiedział, że on się wyciąga, a nie kopie. I tak to właśnie czuję. Zosię wysłałam piętro wyżej, do babci. Moja mama to skarb. Była dzisiaj z Zosią, jak byłam u lekarza, i na błysk wyczyściła mi kuchnię, do tego przyniosła nam cały gar zupy pomidorowej. Kochana.
Dobrze, że Piotrek jest już w domu. Jak odbierzemy Zosię, pójdziemy sobie na spacer.
Czekam na wypłatę i zamówię kilka ciuszków dla Grzesia, przymierzam się też do szpitalnej wyprawki dla nas. Zostało tylko 71 dni. AŻ 71 dni. Nie muszę się spieszyć. Powolutku szykuję miejsce dla Grzesia, robię porządki w szafach, pozbywam się niepotrzebnych gratów. Mam już całą szufladę ubranek w komodzie. Musimy kupić kocyki, ręczniki, nowy przewijak, same urocze drobiazgi. Z większych gabarytowo rzeczy tylko podwójny wózek. Łóżeczko i fotelik już mamy. Już niedługo znów będę przewijać taką malutką pupę w pampersie jedynce. To jest rozczulające.
Oj, będzie wesoło z dwoma bąblami :D

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)