BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Początki poczatków

Autor: sssss
2 stycznia, 14:47

Okres świąteczno-sylwestrowy jest dosyć hmm pełen zawirowań. Dobrze, że już wraca codzienność i spokojniejszy rytm. Mam w końcu więcej czasu dla dziecka, a nie tylko szykowanie, sprzątanie przed i po gościach. Chociaż nie powiem, mąż dużo robi. M.in. myje łazienki :D

Sylwester udany. Przyjechały 2 pary z dziećmi - spotkanie u nas bo 1. duży dom i każdy miał gdzie spać, 2. nasza Mała jest najmłodsza i nie chciałam serwować jej spania i rozbicia w obcym otoczeniu. Zwłaszcza, że ząbkuje. Ewidencie idą dwie górne jedynki i dziąsła są stasznie opuchnięte.

Wracając do Sylwestra, to siedzieliśmy do 5 rano. A wstaliśmy o 8. W międzyczasie karmiłam Małą. Najlepsze, że obudziła się na jedzenie zaraz po tym, jak ja się położyłam... Życie. Fajerwerki przespała.
Dobrze zrobiłam, że schowałam 90% jej zabawek, bo byłyby niepotrzebnie zmacane i byćmoże zniszczone przez inne dzieci zakres wiekowy od 1 do 7 roku życia). Te starsze brały się za rozmotowywanie maty ze skip hopa i średnio reagowały na upominanie. Jeden chciał też rozmonotować jej stojak gimnastyczny w wersji 3w1. Jakby zespół regulację, to Młoda długo by się nie nacieszyła...

Poza tym Mała jak zwykle grzeczna przy ludziach. Wszyscy mówili, że jest do zacałowania, żywa namowa na kolejne dziecko... hehe tja. Szkoda, że nie widzieli jak dzień wcześniej myłam podłogę - bo zawsze gdy jestem sama i jest dużo do zrobienia trafia jej się najgorszy humor. Więc wsadziłam ją do chusty, w jednej ręce trzymałam gryzak by ulżyć dziecku w cierpieniu a w drugiej mopa i tak przejechałam całe domostwo.

Co do rodzeństwa dla Młodej.
To kwestia sporna. W mojej głowie.
Mam fajne dziecko. Czasem daje popalić, ale jest na prawdę fajna. I byłoby cudownie mieć drugie, bo mamy warunki, finanse, miejsce...
Mąż bardzo pragnie drugiego dziecka. On by już chciał robić! Ale pilnuję go, bo jestem po CC, mam bajzel z tarczycą, a poza tym musiałabym brać sterydy przed zajściem co by zbić androgeny i zmniejszyć ryzyko poronienia (przez moje nadnercza). Do tego czas działa na moją niekorzyść - im będę starsza tym trudniej zaciążyć z moją chorobą.
Uważam, że sama ciąża czy poród, nawet te baby bluesy byłby do przeżycia. Już wiem, co i jak. Nie dałabym wejść sobie na głowę ani nie pozwoliłabym wmawiać różnych głupot odnośnie bujania, smoczków, usypiania no i mojego pokarmu. Wszyscy widzą, jak Mała rośnie i siedzą już cicho.

Co mnie blokuje:
To, że wiąże się to z większą zależnością finansową od męża, który prowadzi rodzinną firmę, czyli też od teściów. I to, że będę im podporządkowana a nie chcę, by ktoś mną rozporządzał. Może wyolbrzymiam to. Bo mąż nigdy nic nie wydział, nie żałował... Powiedziałabym, ze wręcz przeciwnie.

Druga sprawa to moje negatywne doświadczenia związane z rodzeństwem. Nigdy nie chciałabym, aby powtórzył się ten sam schemat co w mojej rodzinie. Obiecywałam sobie nawet kiedyś, że moje dziecko będzie jedynakiem, aby nie przechodziło przez to, co ja.
Bo byłam/jestem tym dzieckiem mniej kochanym, chociaż wszyscy słownie zaprzeczali, choć cyzny wskazywały na coś innego.
Różnica wieku niecałe 2 lata.
Miałam być zawsze starsza i mądrzejsza. Nawet gdy wypominałam mamie, że 2 lata temu też tak mówiła i siostra osiągneła już ten wiek, kiedy ja miałam być mądrzejsza. Wypominanie mi, że jestem "Suką" bo nie chcę pisać wypracowań za siostrę. Bo ona jest malutka i taka biedna. Matura - musiałam uczyc się u babci, żeby moja siostra miała swój pokój gdzie dzień w dzień przyjmowała chłopaka (bo miałyśmy mieć swój pokój). Ledwie zdawała z klasy do klasy, sprawiała problemy (alkohol narkotyki). Kiedy szukałam pracy (po studiach miałam smutny okres, wróciłam do rodzinnych stron po rozstaniu z chłopakiem i pisałam projekt o dofinansowanie na założenenie firmy) sprawadzała swojego chłopaka, z czasem zamieszkali ze mną w jednym pokoju. Wyobraźcie sobie moje skrępowanie, kiedy ona szła do pracy na rano, a on spał ze mną w jednym pokoju. Kiedy mówiłam, że mnie to krępuje, moja mama ich tłumaczyła i mówiła, ze oni tacy biedni, a ja jestem suką, że tak mówię. Egoistką. Bo prywatność sobie wymyśliłam. Aha i jeszcze moja mama opowiadała wszystkim w pracy jak to ja sobie nie mgoę życia ułożyć, bo moja siostra to ma chłopaka i w ogólę pracę, a ja to nic...
I ostatnio. Ja dostałam opierdziel, że zahaczyłam wózkiem o próg i trochę porysowałam, a siostra wjechała mamie w auto i wgniotła drzwi to było od razu: "nie przejmuj się" i pocieszanie, ze nic się nie stało.
I moja mama twierdzi, że to jest równe traktowanie.
I właśnie tego się boję.



4 komentarze (pokaż)
4 stycznia, 11:19

To prawda, że wcale nie muszę być taką samą matką. Moze być wprost przeciwnie. Ale tyle się naczytałam o tym nieświadomym powielaniu schematów rodzinnych. Nie uważam, żeby moja rodzina była zła bo każda ma jakieś mankamenty. Podejrzewam, że zabrakło im refleksji nad wychowaniem, powielali to co znali lub było im wygodne. Niemniej traktowanie mojej siostry jako tej malutkiej pozostało bez zmian, do dziś moja mama mówi do niej zdrobniale, wiszą na telefonie po 5 razy dziennie (smsy nawet przed snem) relacjonowanie każdego szczegółu dnia i pretensje, że ja tak nie robię.
Ale do brzegu. Mogę pogadać ze Starym i ustalić, jakiego traktowania dzieci chcemy uniknąć. Poza tym warunki mamy inne, dzieci miałyby swoje pokoje.

Druga sprawa, dlaczego o tym myśle. Gdyz mam dylemat.
Do 8 stycznia muszę się zdeklarować czy chce płacić preferencyjny zus dla małych przedsiębiorców. Mogę z tego korzytać przez 3 lata. I to byłoby super bo póki mała nie pójdzie do przedszkola mogłabym sobie pozwolić na pracę 1-2 dni w tygodniu.Bez dużych kosztów. Ale...
...ta zniżka dotyczy składek społecznych czyli jakbym zaszła w drugą ciążę to dostałabym jakieś marne grosze, może z 200 zł na czysto. miesięcznie.
Z drugiej strony może być tak, ze bede bulic od sierpnia duży zus pracujac 1-2 dni w tyg, a w ciążę nie zajdę lub bede sie starać długo. Pesymistycznie, wiem ale to jest ruletka. Znając moje szczęście to zaszłabym szybko po przejsciu na niski zus :)
Nie wiem.

Kupilismy tez wózek Babetto Nico. Fajna spacerówka, siedzisko ma wyżej, a pidnóżek podbity ekoskóra. Młoda zadowolona bo wreszcie wszystko widzi. A wózek super sie prowadzi, amortyzuje wstrząsy w lesie.

Wczoraj wyrwałam sie z domu na 2 h. Szał. Byłam w 6 miejscach- bank, urzędy, apteka, biblioteka, etc. Wykupiłam arsenał na ząbkowanie - dentosept A - fajny bo do psikania miejscowo, anaftin baby - z aplikatorem- szczoteczka do masowania oraz czopki viburcol na wyciszenie bo nie chce już co wieczór dawac ibuprofenu. bez niego są ryki i nie chce spać. Będę testować po kolei. Mamy tez smoczek gryzaczek.
Posilki ze sloiczkow wcina chetnie, nawet brokul z groszkiem który w smaku nie ma szału. Za to z cyckiem problem, muszę karmic na spiocha bo swiruje.
Sorki za błedy, pisze z tel.


3 komentarze (pokaż)
5 stycznia, 14:51

Odrzuciła butle. W skrócie.
Miałam wyjść dziś z domu i zostawić me Dziecię z Mężem, ale z powodu pogody zmieniłam plany aby nie ryzykować. Zaśnieżyło nas totalnie.
A miałam rozmrożone mleko, odciągnięte w pocie czoła. i szkoda wylać.
Wiec po nakarmieniu brokułem ( zjada ładnie pół słoiczka, nie wypluwa nic) zaproponowałam butle, z aventu (ta co zawsze) i... dupa. Dupa blada. Nie zje. Wlałam troche mleka do doidy cup i chciała sie zapalić. od niedawna interesuje sie mną gdy piję kawę i chce mi wyrywać kubek. Trochę wypiła. Trochę bo ja się bałam, czy nie za mała, czy sie nie udławi a byłyśmy same. Dopoiłam piersią. i tu chętnie zjadła.
5 razy ją przebierałam dziś bo przesikuje bokiem pampersy. może spróbujemy pieluchomajtek? albo taki dzień... albo przez to ząbkowanie, bo co chwile je w nocy to i wysikać musi. ja niby nie czuje sie jakos bardzo wykończona ale odkryłam ze mam popuchniete powieki i podkrążone oczy. chyba trzeba mi wiecej regeneracji.
No i chudne. Brzuch zmalał. Jednak trzeba ćwiczyć. Najczęściej to tabate bo trwa 4 minuty. I po kąpieli dziecka kiedy to niby spi. Niby bo po 40 minutach sie budzi i szaleje do godz 23.
A Maz chce 2 dziecko

6 komentarzy (pokaż)
7 stycznia, 12:41

W sobote zaliczyłyśmy histerie życia.
Pojechaliśmy do znajomych. Miałam pilny tel, więc mąż wszedł z Małą. Zaufałam bo przecież jest ojcem. Ona zna tych ludzi, to miejscje.
A jednak.
Jak wybuchła to płacz nie do ukojenia. Szloch, łkanie i dzikie wrzaski. 30 minut uspokajania. Podejrzewam, że zmęczenie i zęby zrobiły swoje. Po nurofenie i czopkach viburcol inne dziecko... Niemniej u mnie wyrzuty sumienia ogromne. Zawsze łagodnie ją wprowadzałam w inne miejsca i było ok. W moich ramionach. Mąż mówi, żę początkowo się śmiała a potem wybuch.

Druga sprawa.
Mam decyzję. Myślałam dzien i noc, co z tym zusem, co z dzieckiem nr 2 i żadna decyzja nie była łatwa. Rozmowy z mężem też. Przeczytałam moj pamietnik z początków macierzyństwa. Reakcje teściów, próbę narzucenia sposobu postępowania, wypominanie z kim mam prawo się spotykać.
Najbardziej jednak biorę pod uwagę Małą - w pierwszych 2-3 latach życia chcę poświęcić jej uwagę, skupić się na niej. Próbowałam sobie wyobrazić codzienność z 2 maleńkich dzieci, jedno mobilne a drugie w wózku. Dzieci są różne, niektóre bardziej zajmujące. Niemowlaki, zwĺaszcza noworodki są zajmujące. Np. Moje Młode przez pierwsze 2 miesiące chodziło spać okolo 2 w nocy.
Do tego mąż ma nieprzewidywalną pracę. Wczoraj miał jechać na chwilę a wrócił o godz 21. Miał dobre chęci, żeby mi pomóc ale warunków brak. Dopadła mnie choroba niestety i mój nos jest jak cieknący kran. Chodze z maseczka na twarzy i wpycham sobie chusteczki co by na dziecko nie poszlo kiedy ją przewijam etc.
No więc tak. Przez 2,5 roku bede płacić niższy zus (składki społeczne niecałe 300 zł zamiast 900 zł) więc praca 1-2 razy w tygodniu i czas dla dziecka.

5 komentarzy (pokaż)
12 stycznia, 12:06

Przegląd tygodnia
Ciężkiego tygodnia. Dobrze, że już się kończy.

Młoda skończyła już 5 miesięcy. Ale ten czas zapitala. Na początku pieczołowicie odliczałam dni i tygodnie, a teraz to sprawdzam w aplikacjach, że już 23 tydzień leci.

4 dni męczył mnie katar. Chodziłam w masce wypchanej papierem toaletowym, bo kapało niemiłosiernie.
3 dni temu dostałam w nocy gorączki. Najpierw myślałam, że jest zimno i zaczęłam przykrywać dziecko, ale patrzę: mąż rozkopany, temperatura na nawilżaczu powietrza wynosi 23 stopnie. I tu mnie tknęło. Trzęsłam się cała karmiąc dziecię, obudziłam męża, 4 razy wytłumaczyłam gdzie leży termometr i zmierzyłam temperaturę. Dochodziło już do 37,7. Wzięłam dwa apapy, poubierałam się, przykryłam kołdrą i próbowałam ogrzać. Jak na złość dziecko wstawało co godzinę na jedzenie (te pierońskie zęby...)

Generalnie o poranku byłam nieżywa i ogarnęłam się resztkami siły woli, ale wyskok z temperaturą się nie powtórzył. Bo już się martwiłam powoli co z moim kp... i czy nie zarażę dziecka tym pieroństwem.

Leczyłam się: lipą (piła napar 2-3 razy dziennie), herbata z dzikiej róży, prenalenem (saszetki, nie jestem pewna czy to coś daje, może placebo), w ogóle dużo piłam i porzuciłam obowiązki domowe - spałam, kiedy młoda spała w dzień. Bo noce były do kitu. Generalnie jesteśmy w trakcie rozgryzania snu naszego dziecka, gdyż wychodziły różne kwiatki: imprezki o 3 nad ranem, pobudka 30 minut po zaśnięciu (po kąpieli), albo budziła się wyspana około 23 kiedy my szliśmy spać.
Wczoraj nie dałam jej spać popołudniu, zasnęła mi na spacerze i nie obudziła się po powrocie, spała w wózku w pralni (wchodziłyśmy tyłem domu, zwlaszcza jak wózek zafajdany jest od śniegu) i spała tak łąznie 2,5 h. Popołudniu mąż ją wybawił, a ja wyrwałam się do Lidla, przy okazji popatrzyłam jaka jest teraz sezonowość warzyw i zapopatrzyłam nas w białą rzodkiew, brukselkę, buraki etc bo jednak warzyw jemy dużo. Bardzo dużo.
Młodej wzięłam jabłka bio. Uparowałam kawałek i wsadziłam do gryzaka z dziurkami. SSała sobie, kiedy my jedliśmy śniadanie. Smakowało jej :) Wydawała takie dźwięki, jakby przeżywała jakąś mega przyjemność.
Co do jedzenia, to moja teściowa nie wytrzymała i wtrąciła swoje 3 grosze, że źle karmimy dziecko. Że dziwnie, chciała mężowi wyrwać łyżeczkę i pokazać mu jak sie karmi bo my to robimy dziwnie (na szczęście mąż przytomnie jej nie dał). Dziwnie, bo wkładam na płasko do buzi i dziecko samo zlizuje. A ona kazała wkładać głębiej i przechylać w dół, żeby jej spadało.
Wkurwiłam się.
Nie będę karmić dziecka przy nich. W ogóle to jak zacznie sama siedzieć, to pozwolę na samowolkę. Niech robi bajzel. Moim obowiązkiem jest nauczyć jej samodzielności. A nie tuczenia jak gęsi byle dziecko szybko zjadło i z głowy.

Tak w ogóle co do butli 2 wpisy wcześniej.
Myślałam o tym, zęby dawać na śpiocha bo tak często je pierś (kiedy świruje). Ale jest jeden problem. Ona czasem robi sobie drzemki 2,5-3 h w ciągu dnia i budzi się głodna. Wtedy na śpiocha nie zje.
Ale nic. Pocieszam się, że za miesiąc , góra dwa repertuar spożywczy jej się poszerzy.

Decyzja z odroczeniem drugiego dziecka wydaje mi się słuszna, bo po jej podjęciu poczułam wewnętrzny spokój. Mąż trochę niepocieczony, ale jego podejście "jakoś to będzie" to jednak za mało. Ostatnio było wiele sytuacji, kiedy na prawdę chciał mi więcej pomóc ale w pracy miał tyle nagłych zdarzeń, że ciągle mu się przeciągało. I w efekcie często byłam z dzieckiem sama. I jak dla mnie nie ma w tym nic złego, dopóki nie dopada mnie niemoc - choroba i/lub skrajne niewyspanie.
Teście chyba trochę zaskoczeni, że wracam do pracy. Coś tam przebąkiwlai,czy mi się to będzie opłacać, czy będę mieć klientów sratata. A co jeśli będę mieć startę - no właśnie dopóki jestem na macierzyńskim to nie będę i mam pół roku żeby się ogarnąć.

Mąż też coś w złości powiedział, że kariera jest dla mnie ważniejsza niż rodzina.
Jaka kariera? Praca 1 dzień w tyg żeby nie wylecieć z obiegu? Nawet na konferencje póki co nie planuję jeździć tylko dokształcać się zaocznie. Bardzo ciekawe, że jak facet pracuje całymi dniami, to dla dobra rodziny przecież a jak kobieta ma jakiekolwiek aspiracje to jej się przewraca...
Jakbym została w domu to byłoby gadanie, że się zorbiłam wygodnicka i pracować mi się nie chce. To tak jak z KP. Nie karmisz - źle, bo to i tamto, a jak karmisz to też coś pewnie źle, mleko za chude, woda sama i dziecko jak płacze to przez ciebie.

W każdym razie postanowiłam słuchać swojej intuicji. Jak wyjdzie w praktyce tego jeszcze nie wiem, ale trzeba się przekonać. Najważniejsze jest dla mnie to, aby jednak dziecko więcej czasu spędzało ze mną. Nie mogę doczekać się wiosny :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia, 12:10

8 komentarzy (pokaż)
14 stycznia, 12:25

Właśnie stoję na dworze a Młoda śpi - dotlenia się. Znalazłam miejsce z boku donu, gdzie nie wieje. Bo ciężko sie chodzi. Leśne trasy odcięte. wszędzie ciapa. Uprawiam runmagedon wózkowy. Jakiś facet zaczepił mnie na ulicy i spytał, czy wychowuję morsa.

Co do tesciow. Agresja zadziałać nie mogę. To skomplikowane i nie chce tu wchodzić w szczegóły. Myślałam o tym i postanowiłam działać dyplomatycznie, choć nie wiem na ile to wyjdzie bo czasem ledwo utrzymuje nerwy na wodzy.
W ten weekend postawiłam sprawe jasno tesciowej bo mąż nie umiał....
Zaprosiła nas na kawe. Mówię spoko, mozemy isc (mimo wszystko staram sie nie izolowac Małej od dziadkow i mezowi robic przykrosci), tylko wrocimy na kąpiel. Była oburzona, ze jak to nie posiedzimy a dziecka przeciez nie musimy kąpac codziennie. Powiedzialam, ze musimy, bo potem Młoda imprezujevw nocy, ja nie spie i potem brak mi energii na codziennosc. Bo w dzien nie moge dosypiac w nieskonczonosc.
Byłam stanowcze. Powotrzylam spokojnie kilka raz to samo i postawiłam na swoim. bo u nas kapiel=sen nocny. I własnie dziecko zaczyna mi sie regulować to znowu mi zrobie taka akcje... Poza tym nie lubie siedziec teraz do polnocy jakby to oni chcieli (lub dluzej) bo wstaje do Młodej 4 razy na karmienie. Swoja droga znowu zaczyna sie gadanie typu ze teraz to dzieci tak dterylnie sie chowa (bo myje rece przed przewinieciem) a kiedys szlo sie w pole i oblewalo dziecko woda z butli i było. Albo jak dziecko po drzemce płacze to "nie lec, zostaw" i w ogule to dziecko najlepiej jakby caly dzien zajmowało sie samo soba.
Jestem już tym zmęczona.
Mąż mówi ze oni tak gadaja bo tak maja zeby to zlewac.
Jakos moj tata nie rozporzada mi pod nosem co mam robić.

z innej beczki.
Młoda ma już ponad 70 cm długości
Woże ja w spacerowce na lezaco bo w gondoli już ciasno z tymi kombinezonami.
Na tle siayek centylowych who wydaje sie długa...

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)