BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Początki poczatków

Autor: sssss
4 listopada, 21:02

Cierpliwość to cnota, potrzebuję tego dużo.

Ledwie pochwaliłam moje dziecko, to wczoraj urządziło taką akcję, że ja dziękuję. Płakała prawie cały dzień, to chyba był nadmiar gazów. jakaś kumulacja. Mimo, że ją odbijam, kładę na brzuszku, podaję espumisan i dicoflor. Ale w tym dniu miałam też stres, który trochę tłumiłam w sobie i nie wiem, czy moje dziecko jakoś automatycznie nie reaguje...

No więc płakała, ładowała pięści do buzi, nie chciała jeść. Awantura przy piersi. Wykąpałam ją zaraz około godz. 18 i poszła spać. bez jedzenia Podałam też paracetamol w czopku. . Zjadła dopiero o 22 normalnie jak gdyby nigdy nic.
Nie wiem co to było, ale nie chcę tego nigdy więcej bo prawie już z nią płakałam, myślałam, że serce mi pęknie a mąż stwierdził, że panikuję. Może i tak, ale matka nie będzie bezczynnie gapić się na cierpienie swojego dziecka.

Druga sprawa.
Już wiem skąd się wzięły stereotypy o teściowych. Zwyczajnie sobie zasłużyły.
Taka akcja z tego weekendu.
Teściowa, ni z gruchy ni z pietruchy wyskoczyła na mnie, że musi mnie opieprzyć, bo ciąglę sobie jeżdżę do mojej rodziny i ludzie to widzą!
Widzą mnie w rodzinych stronach jak spaceruję z dzieckiem, ze 2 razy towarzyła mi koleżanka z dzieckiem i tak sobie woziłyśmy nasze pociechy. A na zadupiu już ludzie muszą doczepić się do czegość takiego. Czaicie? Wypomniała mi, że odwiedzam koleżankę! A nie przychodzę do niej i szwagierki, bo prziecież mi łatwiej zapakować dziecko do wózka i do nich przyjść jak siedzą w domu.
To są jej słowa. Dokładny cytat.
Jak to usłyszałam, to WTF?
Najspokojniej jak mogłam, oświadczyłam, że mogę spotykać się z kim chcę i ludzie sobie mogą gadać. I że mają taką samą drogę do mnie, przecież mogą wpaść na kawę. zastanawiam się też, jak mam odwiedzać szwagierkę, która za każdym razem mnie zlewa i ucina rozmowę, gdy próbuję z nią rozmawiać. I doszłam do wniosku, że tu się zaczyna toczyć batalia o dziecko - że będzie lepiej znało moją rodzinę.
Teściowa widzi, że ciąglę odwiedzają nas znajomi, moja rodzina ( bo jest nas dużo i utrzymujemy kontakty) a u nich z relacjami bywa gorzej (ciekawe dlaczego <ironia>)
Tylko ze względu na męża powstrzymałam się od wybuchu.
Ale chyba lepiej będzie, jak dla świętego spokoju raz na jakis czas pójdę tam z dzieckiem, niech się nacieszą i mi nie ględzą. Może i lepiej ich odwiedzić, niż oni mnie. Bo będę sobie dawkować ten czas i sama decydować, kiedy czas się zebrać. Bo ostatnio jak byli to siedzieli do 1:30. Tak, w nocy. Takie mają wyczucie. Nie rusza ich to, że ja np. nie śpię od 3 nad ranem bo moje dziecko czasem sobie imprezuje a ja zwyczajnie zawsze mam jak dospać.
Czasem mam wrażenie, że szukają na mnie haka. Na siłę. Już odczepili się od mojego mleka, bo dziecko nie płacze i wygląda jak mała miszelinka (waży około 6 kg), to dochodzą nowości.
Tak więc tyle nas kosztują spełnione marzenia.
Nie dam się.

4 komentarze (pokaż)
6 listopada, 16:55

Wczorajsze wyjście bardzo spoko. A miałam obawy (zwłaszcza po tych cyrkach z soboty).
Jako, że mieszkamy na zadupiu najczęściej muszę dojeżdżać wszędzie samochodem. I tak było tym razem. jak dobrze, że uparłam się i poprosiłam małża o wyłączenie poduszki powietrznej przy siedzeniu pasażera na przodzie. Młoda marudziła całą drogę autem, więc mogłam swobodnie robić głupie miny by ją zająć albo wsadzić smoczka (udało mi się ją przestawić z tych brzydkich kauczukowych na dynaminczne lovi i już nie ma takiej siary jak gdzieś idziemy).

Po wejściu do kawiarni wzięłam ją na ręce i zasnęła. Natychmiast. Po 2 h nakarmiłam ją na śpiocha, ubrałam i poszłam jeszcze do sklepu. Wróciłyśmy do domu, zjadłam obiad (na spokojnie, wow) i dokarmiłam ją na śpiocha ponownie. Spała łącznie od 10 do 15.
A w domu? Jak jesteśmy w domu śpi jak japończyk po 15-20 minut albo i krócej. Np. dzisiaj sprzątałam kuchnię w 5 podejściach.
Muszę wychodzić chyba częściej do ludzi i miejsc publicznych. Edit: dobrych ludzi, bo jak wiemy nie przy wszystkich jest grzeczna...

Zamówiłam też sobie kieckę na chrzciny. Przez neta. Bo w tych, co mierzyłam w centrach handlowych wyglądałam, jakby mnie bozia nie kochała. Serio. Kosztowały z 200 zeta a nic specjalnego, oprócz tego, że odpinają się na cyckach (muszę jakoś młodą karmić podczas uroczystości, bo mamy ją w lokalu).
Nawet podczas zakupów mąż raz mnie zrąbał. Bo podeszłam do manekina w orsay'u ubranego w czarną, dosyć fajną kieckę i zaszczęłam sprawdzać jak odchyla się dekolt na zakładkę. Mogłam wyglądać jak nawiedzona.
CDN - młode wstaje.

3 komentarze (pokaż)
14 listopada, 12:26

Zaczynamy 15 tydzień przygody.
Ostatnie 2 tygodnie super. Dziecię funkcjonowało wg luźnego planu tj. jedzenie, bekanie, zabawa, leżenie na brzuszku, zmiana pieluchy, spanie. Bez problemu. I tak było tego tego weekendu. A raczej tuż po nim.

W weekend odwiedzili nas znajomi, z noclegiem. Zdziwieni jakie grzeczne dziecko mamy. Jadła, była radosna, poszła grzecznie spać po kąpieli, w nocy tylko do karmienia. Spała, nawet nie przeszkadzały jej hałasy innych dzieci.

W pon mąż miał urodziny, przyszło więcej ludzi, m. in jego rodzina. I nie wiem, czy to mój stres podświadomy, czy to że był większy rozgardiasz jak zwykle, czy to że co chwilę ktoś chciał ją na ręce, a kiedy wyszłam na chwilę i zobaczyłam, że teściowa stoi nad Małą i na cały regulator próbuje ją zabawiać krzycząc KUKU KUKU to prawie mleko się we mnie zagotowało. A mąż na to nic, bo chyba nie wpadł, może intuicji mu brak, że nasze dziecko lubi jak mówi się do niego jak do CZŁOWIEKA, spokojnym tonem, normalnie. No ja tak do niej mówię.
Nie miałam Małej na oku cały czas i chyba przetrzymała drzemkę. Teściowa się do niej dorwała, mimo że uprzedziłam męża że ma nie brać dziecka po paleniu papierosa. A on na to, że przecież trochę czasu minęło. Tak, z pół godziny.
Efekt był taki, że Mała się darła cały wieczór. Nie mogłam ukoić jej płaczu. W końcu wygoniłam wszystkich z sypialni i oznajmiłam, że kąpię dziecko. SAMA. Męża też wygnałam pod pretekstem że to przeciez jego impreza i ma iść do gości.
Dziecię w kąpieli pogodne. Do momentu, aż ją ubralam. Potem ryk. Tak z godzinę chodziłam musiałam ją kołysać, a ona cały czas płakała... Jak ją uśpiłam, to wybudziła się ze snu z płaczem. jak nigdy. W weekend też mieliśmy gości, ale żadnych takich akcji.
Ehh może ona wyczuwa moje nastroje. Mimo, że staram się nie denerwować.
Maż twierdzi, że to przypadek, że ona akurat tak płacze, jak jego rodzina nas odwiedza. Wiem, że może być mu przykro. Ale we mnie już chyba taka wewnętrzna niechęć już zostanie. Może powinnam zapogieawczo melisę pić przed takimi spotkaniami?
W niedzielę chrzciny. Boję się, jak to będzie.

2 komentarze (pokaż)
15 listopada, 12:44

Moje poranki przypomninają ostatnio zamrtwychwstanie. Jakiś regres w zasypianiu ma moje dziecko. Albo jest bardziej wybredne. Jak w punkt, równo z rozpoczęciem 15 tygodnia zaczęło się wybrzydzanie i ryki. Może to coś ze skokiem rozwojowym?
Ale dziś to już przeszła samą siebie. Zjadła o 23. Potem o 2. Potem o 3. I oczy jak 5 zł. Nie będzie spała i koniec. Włączyłam karuzelę to zaczęła tak machać kończynami, że myślałam że odfrunie. I tak ja drzemałam i włączałam co rusz tę karuzelę. Do 5. Potem dojadła i za skurczybyka nie mogła zasnąć. Musiałam ją kołysać i śpiewać "aaa" a ona razem ze mną wydaje te same dźwięki jak się usypia. 2 razy się przesikała w nocy. Akurat skonczyły mi się pampersy premimum care i wziełam jakieś inne, też pampersy ale baby active. I te nie mają paska wskaźnika wilgotności i wcale nie wytrzymują do 12 h suchości. nie przy moim dziecku.

Zamówiłam na allegro premimum care mimo że fajne promocje się skończyły.

Chrzest mamy po mszy, tak więc będzie to raczej szybsza akcja, a impreza w restauracji.

2 komentarze (pokaż)
17 listopada, 11:37

Jest na świecie jakaś ostateczna sprawiedliwość. Moje 3 miesięczne dziecko śpi więcej, niż w czasach kiedy miałą 3 tygodnie. Za dnia. Zdarza jej się ciągiem przespać ciurkiem od 2,5 do 5 godzin. Czasem są 2 drzemi po 2,5 h, czasem 2-3 małe i jedna popołudniowa długa. I nie wiem,czy to dobrze, że zasypia nam o 17. Raz spała do 21:30 i wykąpałam ją, trochę się pobawiła i poszła spać na noc. Wczoraj spała od 17 do 20.Po kąpieli pobawiła się znowu, zjadła i poszła spać na noc. Wstawała tylko zjeść (udało mi się wstrzymać imprezkę o 4 bo zaczeła się śmiać podczas zmiany pieluchy :D) i tak zgramoliłyśmy się ostatecznie przed 9.
Uff, jak dobrze, że dała mi odespać bo myślałam już że wyląduję w Tworkach.
Kłóciłam się z mężem o głupoty zamiast miło spędzać czas, naskoczyłam na niego jak mi wywalił zakupy na blacie kuchennym wprost na mój świeżo wyparzony laktator w częściach (odciągam codziennie pokarm do leków i zapasów). Dostałam wkurwa jak zaczął wypominać bałagan w pralni. Wiem, że jest bałagan ale nie daję rady ogarnąć wszystkiego pod linijkę. Wiem, że dom nowy i ładny i chce żeby było ładnie, ale czasem albo brak czasu alby sił i trzeba odpuścić.
Jakie to głupie. Masz wymarzony dom a w nim największe Szczęście, którego uśmiech rozwiewa najgorsze myśli a kłócisz się o ścierki.
Jak mam chwile zwątpienia to małż już się nauczył, że trzeba mnie przytulić i pocieszyć, bo zdarza mi się zwątpić we wszystko co robię. Zauważyłam też, że mamy często <3 na zgodę. Mój stary ma okropne libido i chciałby 2 razy dziennie, a ja czasem nie wyrabiam. Sam przyznał, ze potrzebuje. Jak jest za długa przerwa to robi się zgryźliwy, jak stary dziad.
I przyznał, że nie może patrzeć na mnie, kieyd chodzę smutna i niezadowolona. Że zmieniłam się po urodzeniu dziecka. Eh faceci traktują zbyt osobiście niezadowolenie swojej kobiety. Nie rozumie chyba że jestem szczęśliwa, wdzięczna za to co mam. Że mimo, iż jestem chorą antylopą z worodznym przerostem nadnerczy urodziłam zdrową dziewczynkę. Donoszona, zdrowa ciąża mimo sterydów. Dziecko bez zmionionych narządów płciowych (tego się bałam jak cholera). Czekałam na ten moment w życiu.

Jeszcze myślę jak pogodzić to wszystko z życiem zawodowym. Klienci ciągle dzwonią i piszą wiadomość. Myślałam, że zapomną o mnie kiedy to podjęłam ryzykowną decyzję o natychmaistowym przejściu na L4 w ciąży, dla dobra małej istoty. A niepotrzebnie się bałam. Bo nawet w aptece mnie zaczepiają obcy ludzie w kolejce i pytają czy można się do mnie zapisać. Chyba jednak nie jestem tak do końca anonimowa (to jednak małe miasta a nie stolica)
Nie wiem, czy nie wrócę na zasadzie działalności on-line. Przy Malej wchodzą w grę tylko elsatyczne godziny pracy.
W przyszłym tygodniu mam już 2 wykłady. W tym jeden duży. Odwykłam. Mam stres. Ale prędzej, czy później będę musiała wrócić. Wyjść z domowej strefy komfortu. Zwłaszcza, że obiecałam sobie, że będę niezależna finansowo bo pieniądze dają wolność pod jednym warunkiem - że są twoje (cytując doktoranię). Jeśli śledzicie moje wpisy to już możecie się domyślać o co chodzi.

1 komentarz (pokaż)
24 listopada, 09:37

Przegląd tygodnia

Piątek, 2 dni przed chrzcinami
Grzecznie proszę moją mamę, aby podczas uroczystości nie wyskakiwała entuzjastycznie do mojego dziecka. Wiem, że nie może się powstrzymać. Wiem, że uwielbia małą. Inni też. Ale ona niekoniecznie dobrze to znosi w tłumie.
A kiedy moja mama ją weźmie, to teściowa też zechce (już nawet widziałam o to oznaki zazdrości), a potem wszystkie ciotki. I ja będę miała nockę z głowy, jak ostatnio - ryki, rzucanie się w nocy, niepokój.
Mężowi również oznajmiłam swój plan. Uznał, że to chamskie, jak jakaś ciotka będzie chciała Małą, a ja nie dam. To pytam, co jest ważniejsze - dobro dziecka czy sprawienie chwilowej przyjemności ciotce? Moja siostra z kolei uznała, że jak ktoś jest kulturalny, to zrozumie.

Sobota, dzień przed chrzcinami
Ryk i płacz. Pół dnia. Ropiejące oko. Myślę - zajebiście, tego właśnie nam trzeba.
Dzwonię do pediatry co robić. Poinstruowała. Na szczęście miałam w domu ziele świetlika i krople do oczu z antybiotykiem (które podawałam też małej do nosa jak miała ten paskudny katar 1,5 miesiąca temu). Zakropiłam chore oczko solą fizjologiczną. Łkające dziecko zasnęło na mojej klatce piersiowej jak żaba. Mąż jeszcze pojechał po jakieś specjalne chusteczki do oczu. Po kilku godzinach ani śladu ropy z oczu.

Niedziela
Dziecko jak zdrowe. W świetnym humorze. Wyszykowaliśmy się na luzie. Moja mama wpadła do nas, bo była pewna że sobie nie radzimy (nadopiekuńczość) i chciała mnie instruować jak mam przyszyć mirt/mertę czy jak to zwą. W każdym razie gałązki ziela. Przyszyłam kilka, delikatnie. To ona mówi, że myślałam, że ja to inaczej zrobię. Spokojnie oznajmiłam, że to moje dziecko i ja decyduję jak mu te zielska poprzyszywam i nie będzie wyglądać jak na dożynkach. No niestety moja mama przy dobrych chęciach lubi się wtrącać i zapomina, że ja już jestem duża.
W kościele było całkiem OK. Chrzciny odbyły się po mszy. Po wejściu do kościoła młoda zaczęła mardzić a goście zauważyli, że buty ma ubrany lewy na prawy. Mąż jej ubierał :D Z resztą ja jestem nie lepsze, bo na imprezie zapiełam jaj body w kroku na rajstopach - jak supermenowi. Na szczęście miała sukienkę to nie było widać.
No więc w kościele na początku marudziła, pod chrzcielnicą już była spokojna, a kiedy ksiądz polewał ją wodą ze spokojem i oczami jak 5 zł wpatrywała co się dzieje. A potem, przy modłach, już zasnęła. Wszyscy w szoku, jaki aniołek.
Ksiądz powiedział, że jest przekochana i chce z nią zdjęcie. I ma fajne - jak ksiądz ją trzyma, a ona śpi z rękami rozłożonymi "jak do Boga" czy też "w górce serca".

Bałam się trochę o ubiór. Bo było dość zimno. Miała na sobie płaszczyk podszyty futerkiem, czapkę dookoła obszytą futerkiem (wyglądała jak mała caryca czy też śnieżynka - tak komentowali),kieckę, rajstopy, getry, buciki ocieplane i od dołu otuliłam ją grubym kocykiem - barankiem. Nie zmarzła.

W restauracji, gdzie odbyło się przyjęcie dziecię nadal grzeczne. Jadła, bekała, pooglądała gości, pobawiła się w wózku pałąkiem i spała. Dużo spała. Wzięłam z domu jej ulubiony gruby rożek, w którym zasypia (kij, że wystają jej już nogi...)
A czemu dziecko spokojne? I wszyscy tacy zdziwieni, że nagle aniołek? Teście przestali mi aż dogadywać pełni podziwu. A to dlatego, że nikomu nie dałam jej na ręce. Tak, taka wredota ze mnie. Moja mama nie startowała, to teściowa też się powstrzymała. Jedna ciotka ją chciała to wytłumaczyłam, co się działo na ostatnej imprezie jak ją wszyscy nosili (te krzyki i darcia). Spojrzała na mnie dziwnie, trochę jak na oszołoma.
Podchodziłam z dzieckiem do wszystkich gości przy stole, robiliśmy wspólne zdjęcia, a mała się śmiała i gaworzyła. Inne dziecko. Podejrzewam, że czuła się przy mniej bezpiecznie. Bo po powrocie, już w domu dalej spokojna, po kąpieli poszła ładnie spać i żadnych objawów przebodźcowania nie było, chociaż na przyjęciu mieliśmy 30 osób.
Mąż z niechęcią przyznał mi rację - z tym nie dawaniem dziecka.

Po minionym tygodniu jestem WYKOŃCZONA. Wczoraj tak kręciło mi się w głowie, że przywaliłam w pralni w skos sufitowy. Nie zauważyłam go. Bo nałożyły się dwie rzeczy:
1. miałam w tym tygodniu 2 wykłady. I musiałam się do nich przygotować merytorycznie (prezentacje) i taktycznie (odciąganie mleka - dużo bo mój ssak zjada 130-170 ml na raz). I to mi tak wypełniło czas, że w połączeniu z obowiązkami domowymi okazało się, ze w zasadzie mało odpoczywam.
2. Młoda je w nocy co 1,5-2 godziny. W dzień nieraz co 3-4 h a w nocy częściej. I to bez pośpiechu, po 25 minut. A potem sika, więc często trzeba ją przebierać. Ok, cieszę się że nie kupczy, bo to by już była masakra. Ale jak wstawała w nocy 1-2 razy, tak teraz nieraz je po 4-5 razy.

I jest duża. Wyrasta mi z niektórych ubrań r.68. Wyrosła mi ze śpiworka zimowego, który był kupion z "luzem" a kosztował prawie 2 stówy. Dobrze, że mam drugi po mojej siostrze. W ogóle to zajmuje już prawie cały przewijak i gondolę - na długość)

Na dziś starczy bo przydługawy wpis wyszedł.

2 komentarze (pokaż)
26 listopada, 15:55

Nie mam weny dziś pisać, więc wrzucam zdjęcia córci - stan na 3,5 miesiąca.
<foto usunięte>


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia, 09:06

6 komentarzy (pokaż)
27 listopada, 12:14

Mój ostatni brak weny został poprzedzony skrajnym niewyspaniem. Nie da się żyć bez snu. Myślałam, że w weekend nadrobię, a tu jednak...
Plan był taki: w sobotę popołudniu wpadają znajomi z małymi dzieckiem, więc zakłądaliśmy, że posiedzą trochę i wio. W niedzielę obiad u rodziców i popołudni kawa u drugich. A przedpołudnie miałam zamiar odpocząć, sprzedając dziecię mężowi.
Po sobotnim sprzątaniu, szykowaniu (zrobiłam sałatkę, ciasto i naszykowałam rzeczy na stół, odkurzyłam dom i częściowo ogarnęłam łazienki - bo przytym wszystkim moja córka nie spała wcale) wpadłam w histerię, kiedy mąż przyszedł i powiedział, że łazienki to się sprząta od początku do końca, a nie częściowo. Przerosło mnie to, że ciąglę glancuję, staram się, nie zawsze wychodzi idealnie a i tak pretensje. I co weekend goście. Stwierdził, że źle to odbieram. Że najlepie to zamknąć się w domu i z nikim nie spotykać.
Sam dokończył łazienki i umył podłogi w kilku pomieszczeniach. Sam wie ile mu to zajęło, a robił to bez przerwy nie odrywając się od dziecka, które miało fazę jeść co 1,5 h. I odbijać ją trzeba czasem 20 minut. Bo tak ma.
Znajomi trochę nas zaskoczyli, bo siedzieli do godziny 3 (dziecko położyli spać) i jak widziałam, że średnio się zbierają do domu to zaproponowałam nocleg bo ja już wysiadałam - oczy mi opadały same. Co ciekawe ci sami znajomi, kiedy my mieliśmy się z nimi spotkać kilka mies po narodzinach ich dziecka stwierdzili, że teraz to już nie czas na całonocne siedzenie. U nich.
Muszę popracować nad asertywnością. Bo człowiekowi nieraz głupio zareagować odpowiednio, ale przecież ja nie mogę sobie pozwolić na taki poziom wykończenia. Tyle w tym szczęścia, że mój mąż obsługiwał potem śniadanie, kawki etc.
Za to w niedzielę, w nocy o godzinie 1 Młoda obudziła się zajebiście wyspana i nie spała do 5. Tak na dobitkę. Olałam wszystko i spałam z nią później przez całe przedpołudnie, mąż przywiózł obiad z zewnątrz litując się nade mną bo widział, w jakim jestem stanie.

Odkryliśmy też, że Młodą trzeba kąpać około 18, bo wtedy idzie spać na noc. I nie przetrzymamy jej. Wczoraj ją tak wykąpaliśmy wcześniej i poszła od razu ładnie spać po jedzeniu, dając 13 godzin snu nocnego (z przerwą na jedzenie, bez imprez!). Eureka, pierwszy raz się wyspałam od tygodnia.
Maleńka (6,5kg) robi postępy - leżąc na brzuchu podnosi dupę (jakby chciała raczkować, ale jeszcze nie umie), w tejże pozycji obraca się na boki - zazwyczaj w kierunku (wyłączonego)telewizora. Potrafi przekręcić się z brzuszka na plecy. I na boki. Wczoraj pierwszy raz śmiała się do męża jak bobas - takie hahaha. Piękna chwila :)
Do pracy na razie nie wrócę - tej on-line. Przytomnie stwierdziłam, że wieczorem nie dam rady pracować, gdyż nie mam służby (obowiązki domowe), dziecko ma bardzooo różne dni, na pomoc męża nie zawsze można liczyć bo jak zadzwonią to do firmy nieraz musi jechać o każdej porze dnia i nocy, a ja wtedy zwyczaje padam na twarz. I intelektualnie to jestem kupa.

4 komentarze (pokaż)
29 listopada, 11:30

Mamy skok rozwojowy. Na mej twarzy namalowane jest zmęczenie, nie ukryje jej makijaż.
Od wczoraj jest jojcenie o wszystko, prawie każda aktywność jest bee. Już z braku laku zapakowałam wczoraj młodą do wózka i poszłyśmy do lasu na godzinę. Ona zasnęła a jak odświeżyłam myśli i zostawiłam cały bajzel w domu. Nabrałam sił, by ogarnąć domową kuwetę.

Jest też świrowanie przy piersi. Darcie, uderzanie mnie rękami, wywijanie. Instaluje jej wtedy smoczka i przytulam, wydaję dźwięki typu ciii i po wyciszeniu, prawie zasypiając szybko wyciągam tego smoka, ona chwyta pierś i wtedy je. I zasypia. Alelluja. Czasem to trwa i trwa, wtedy czytam Zwierciadło. Gazeta w kroku jak siedzę na łóżku i jakoś leci.

W nocy je znowu co 1,5-2 h. Ale przynajmniej po kąpieli chodzi ładnie spać. Kupy robi rzadko, co kilka dni.
Zaczęło się branie zabawek do rączek, przybliżanie i oddalanie. Czasem jest tym wszystkim przerażona i chyba przytłoczona. I zmęczona. Wczoraj, przed zaśnięciem zaniosła się dwa razy. Masakra.
I leżąc w wózku bawiąc się żabkami, gdy byłam zmęczona sama zaczęła śpiewać "aa aaa" które wydaję przy zasypianiu (czasem zasypia niestety na rękach, zwłaszcza jak jest pobudzona i co ciekawe - w nocy po jedzeniu nie muszę stosować tej techniki - czyli nie jest tak ostatecznie rozpuszoczona).

W spiżarce, na półce ze słodyczami przykleiłam karteczkę "pokarm dla grubasków", a na poszczegolnych słodyczach, zwłaszcza otwartych ciastkach (po gościach) kartki z napisem "zostaw to", "nie żryj tego" i "dupa rośnie".
Mąż tam wszedł i zamiast podjadać, jak zwykle, zaśmiał się i wyszedł. Proste komunikaty do mózgu trafiają.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada, 11:39

5 komentarzy (pokaż)
1 grudnia, 10:00

Jestem najgorszą żona na świecie.
Wczoraj mąż przywiózł z pracy faworki i oponki (że niby andrzejki) i zjedliśmy trochę, on pojechał na zakupy, a ja... resztę zamroziłam. Nie wiem, czy to się nada do jedzenia jeszcze. Przynajmniej nie wyrzuciłam. Szkoda mi mojego wieczornego wyciskania potów na orbitreku dla chwili słabości. Poza tym jak nie jem słodyczy przez jakiś czas, to łatwiej mi sobie ich odmówić. Bo niby się zje tylko trochę, niby ochota po obiedzie, a to na pocieszenie po ciężkim dniu, a to "masz coś do tej kawy" (stałe pytanie męża, na które odpowiadam obecnie, że siebie :D).
Wrócił z zakupami i spojrzał na mnie jak na wariatkę. Stwierdził, że niedługo braknie miejsca w zamrażarce (bo ostatnio pomoroziłam szczątki ciasta z jego urodzin).

Młoda po 2 szczepieniu. I ma się całkiem dobrze. Nie płakała tak bardzo jak za pierwszym razem, a kiedy mąż ubierał jej rajtuzy to już się śmiała. Panie pielęgniarki zauroczone, jak córeczka wpatrzona w ojca.
Za to w domu spała, prawie całe popołudnie. Co ją przewijałam to śpiewała swoje aaa i musiałam ją kłaść spać. Noc też spoko. Wstawanko co 3-4 godziny, jedzonko i spanko, bez imprez.

Ma nowy poranny rytuał. Nie, żeby chciała pogawrzyć z matką i ojcem. Chwilę się pośmieje, jak leżymy w łóżku, po czym całe ciało wygina w stronę łóżeczka i tam kieruje wzrok. Montuję jej tam kruzelę i pałąk z tiny love. Po włożeniu zaczyna wymachiwać wszystkimi kończynami, wydawać radosne okrzyki oraz robi tzw. dwójkę. Na świeżego pampersa. Taką, że klękajcie narody. W sumie dobrze, że przed poranną toaletą.

No a teraz najlepsze.
Pediatra obejrzała wyniki morfologii i żelaza, już jest lepiej niż było, ale zamiast suplementacji zaleciła... rozszerzanie diety. My na to gały. No bo jak to, przecież pierś, że zalecenia WHO do 6 miesiąca życia i takie tam. A ona powoływała się na AAP i okienko immunologiczne. I seminaria na które jeździ. (Dodam, że pediatra to taka trochę znajoma) O tym drugim to mnie uczyli na studiach, może z 8 lat temu (?).
W każdym razie mamy zacząć od marchewki, potem ziemniak i jak będzie git to resztę warzyw ( z naciskiem na zielone). A po 5 miesiącu surowe jabłko. I mięso.
Tak że ten... muszę sobie wyobrazić, jak karmić takiego dzidziusia.

4 komentarze (pokaż)
2 grudnia, 13:35

Zle chwile.
Wczoraj caly dzien marudzenie.
A dom sie sam nie sprzatnie. Popoludniu maz wrocil i pomogl ale wczesniej wyprowadzil mnie z rownowagi bo znalazl jedna pieprzona maze na umywalce a ja sie po 5 razy odrywalam od tego sprzatania. czasem czuje bezsilnosc i konczy mi sie limit cierpliwosci do tego wszystkiego. najgorsze ze zalewaja mnie czarne mysli. poklocilam sie z mezem. pogodzilam sie z mezem. a wczoraj przerosla mnie opieka nad dzieckiem. przesikiwala bokiem wszystkie pampersy. wybudzila sie o 23 i darla prawie do 2. potem jadla co godzine.
i niedziela super. umowilismy sie ze bedzie rodzinnie bo w tygodniu nigdy nie ma czasu a on pojechal rano z siostrzenica na zakupy bo obiecywal jej tyle czasu. niby mial szybko wrocic. i nie wrocil jeszcze. czy ja jestem wariatka i przesadzam?
najgorsze ze moje zle nastroje udzielaja sie dziecku i to bledne kolo. nie chce tak

3 komentarze (pokaż)
3 grudnia, 10:16

Jako, że całe przedpołudnie i wczesne popołudnie zajmowałam się dzieckiem w stanie high need, ugotowaniu przykładnego 2 daniowego obiadu, to popołudniu przekazałam Młodą staremu i oświadczyłam apatycznie, że idę się położyć. Byłam tak padnięta, że nie zrobiły na mnie wrażenia zakupy, które przywiózł. pokupował Małej śliczne ocieplane pajace i sukienkę. Mówiłam weź ze 2 to kupił 5.
W ogóle to jestem zła i powiedziałam mu to. I wyjaśniłam czemu. Nie kłóciłam się już, tylko powiedziałam spokojnie. I poszłam się położyć. Jak się obudziłam, to okazało się, że całe prasowanie zniknęło (było tego bardzo dużo).
Po przeleżanym popołudniu nabrałam ponownie sił do macierzyństwa i opieka nad Małą oraz jej humorki przestały mnie przerastać.

Hedgehog - oświadczyłam, że jak mu się nie podoba to łazienki może sam sprzatac. Z reszta kuchnie sam wyglancował.
101015 - już mu to oferowałam :) i działa skutecznie. zaraz schodzi na ziemie.
Niby wie, jak to jest z maluchem, ze zmeczenie ale się zapomina.

4 komentarze (pokaż)
6 grudnia, 09:05

6 grudnia, Mikołajki
Klara kończy 4 miesiące. Widok za oknem bajkowy - śniegu nie ma, ale pięknie oszroniło drzewa i las wygląda przepięknie.

Po ostatnim skoku rozwojowym Młoda ładnie bierze zabawki do ręki (i od razu do buzi), ogląda je ze wszystkich stron w pełnym powagi skupieniu. Reaguje śmiechem, gdy Stary mówi do niej "kocham Cię".
Staremu zrobiłam niespodziankę - kalendarz adwentowy z milki plus dodatki wsadziłam do torby z C&A i wystawiłam przy łóżku. Rano się zdziwił i ucieszył jednocześnie.

A wczoraj stojąc z dziecięciem przy oknie zauważyłam na podwórku dwa goniące się bażanty. WTF? takie ptactwo u nas? to musiały być samce, bo miały barwne pióropusze.

W poniedziałek, po cięzkim weekendzie zastrajkowałam i nic nie robiłam. Jak dziecię spało to czytałam "Matkę sułtanów", wypożyczoną jeszcze przed porodem.

Druga sprawa. Rozszerzanie diety. Z tym wyłącznym karmieniem do 6 miesiąca cycem to nie jest do końca tak, jak to przedstawiają. Zbadałam trochę temat. I jest wiele niedomówień. Na strone mamyginekolog pediatra napisała artykuł na temat rozszerzania diety u niemowląt i wspomniała o suplementacji żelazem u niemowląt karmionych piersią juz od 3-4 miesąca życia. W praktyce lektoterrorystki czy laktofanki jakoś nie wspominają o tym. Rutynowych moroflogii nikt maluchom nie robi, a my mieliśmy szczęście w nieszczęściu że młoda dostałą wtedy tego kataru (jak miała 1,5 miesiąca) i pediatra zleciła badanie.
Zatem wcześniejsze rozszerzanie diety przy kp może być i zasadne. I nie jest błędem. Dobrze, że tak wyszło bo niedobory żelaza w krytycznym żokresie rozwoju mają przecież niefajnie skutki...

Trzecia sprawa.
Stary zgłosił młodą do agnecjii mini models. Wysłał 3 zdjęcia. Odpisali, że są zainteresowani i zaproponowali współpracę, m.in castingi (ale to głownie w wawie i raczej powyżej 1, r.ż) lub sesje do do portfolio, wtedy młoda wlatuje do bazy z której korzystają klienci agencji reklamowych. Tylko, że taka sesja to 350 zł. niby dostaje się te 20 zdjęć, jak u fotografa ale zastanawiam się, czy to jednak nie jakiś fake? Sprawdzałam agencję na fb, niby mają szeroki zakres działania, wstawiają spoty z reklam etc ale mam bardzo mieszane uczucia. No i czy jest sens robić portfolio 4 miesięcznemu berbeciowi skoro i tak zaraz się zmieni?

2 komentarze (pokaż)
10 grudnia, 12:45

Zaczynamy 19 tydzień przygody

Rozszerzanie diety
7 grudnia odważyliśmy się podać marchewkę. Na początek ze słoiczka. Całe byłyśmy brudne, ale Młodej bardzo pasuje ta nowość - zlizuje ładnie papkę z łyżeczki, wkłada do niej rączki i potem do buzi, cała umazana jest. Stary kupił ślinaczek i taki fartuszek, ale niewiele to daje. Zakładam najbardziej dziadowskie ubrania, bo jest cała zaświonia. Po marchewce dostaje pierś. Jest tak umęczona, że po godzinie śpiewa już swoje "aaaa" dokładnie w taki sposób jak ja, kiedy ją usypiam. I w czasie zabawy gdy jest zmęczona też śpiewa, wtedy szybko trzeba ją kłaść do spania nim się rozedrze.
Co do rozszerzania diety, to o zgrozo teściowa chciała wcisnąć mojemu dziecku kawałek ciasta drożdżowego(!). Od razu bardzo stanowczo zaprotestowałam, że na gluten jest za wcześnie. To ona, że od kawałka to nic jej się nie stanie. I zdziwiona co to gluten. Ale i tak nie pozwoliłam jej dać. Zła synowa ja. Później w jakieś rozmowie chwaliła inna dziewczyna, że to taka dobra dziewczyna, teście ją chwalą, bo jest dobra i nic się nie odezwie. No a pod koniec rozmowy okazało się, że ta dobra dziewczyna jest bita przez męża. Taka dobra.

Jednocześnie młoda robi postępy. Była tak zaciekawiona matą ze skip hoopa, że pierwszy raz obróciła się z pleców na brzuch (bo z brzucha na plecy już jej się zdarzało). I tu mnie zaskoczyła. Generalnie ładnie się bawi, chwyta zabawki, ogląda, czasem przed snem nie chce puścić i zasypia z misiem lub grzechotką.

Lubi gości, pod warunkiem, że jest u mnie na rękach. Ludzie niestety mają manie brania od razu dziecko na ręce i po chwili słyszą ryk. A jak jest u mnie to sobie guga i się śmieje.

Czasem ma takie odchyły, że zasypia dopiero około 22. Wtedy budzi się tylko raz w nocy około 2-3 i śpi do rana. Ostatnio teściowa nie chciała nas wypuścić, powiedziała że jak raz rytuału kąpieli nie będzie to nic dziecku się nie stanie, że tak rzadko przychodzimy i w ogóle. Oświadczyłam staremu, że będzie sobie z dzieckiem imprezował w nocy, jak wstanie o 2 wyspana. Bo ja już ją znam. U teściów zasnęła około 19, niewzruszona dała się ubrać i przedtransportować do domu około 23 i spała do 2 (w międzyczasie nakarmiłam ją na śpiocha). I o 2 wyspana. Kurtyna. Stary do niej dochodził i próbował spacyfkować, ale zasnęła dopiero u mnie na rękach o 4.

3 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)