BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
3 listopada 2019, 23:14

Wkrótce 13 miesięcy.

Mieliśmy dzis trzy razy zonka ( młodsze pokolenie pewnie nie wie co to "zonk" ani nie słyszała o tym teleturnieju z lat 90. My z mężem stare dupy jesteśmy i jednak często używamy tego określenia)

Po pierwsze i najbardziej spektakularne: mąż rzucił w eter " Kubuś nie widziałeś mojego telefonu?". Na co Kubuś podszedł do swojego pudła z zabawkami. Pogrzebał
Wyjął telefon i przyniósł ojcu....

Po drugie kichnął w trakcie picia. Szybko podbiegł do kanapy, capnał tetre i wrócił wytrzec podłogę.

Po trzecie kilka razy dziś powtórzył słowo tatuś. Od kilku dni też mówi bam lub rzadziej bach kiedy coś spada. Mamy kolejne świadome słowa.
Bam/bach pewnie ze żłobka bo my tak nie mówimy.
Mama niestety nadal nie mówi.

6 komentarzy (pokaż)
18 listopada 2019, 12:49

Macierzyństwo po roku to zupełnie inna bajka. Jest fajnie, fajniej coraz fajniej. Dziecko jest bardziej przewidywalne i komunikatywne. Powoli nawet odpowiada na pytania uruchem głowy tak lub nie. Na razie średnio logicznie, ale to tylko kwestia czasu. Zabawy są coraz bardziej różnorodne, chociaż teraz dużo mniej bawi się sam. Ale to właśnie dlatego że jest bardziej kreatywny. Żeby zabawa była fajna trzeba usadzić misie na pchaczu, zbudować i rozwalić coś z klocków, rzucać piłki, pokazywać w książce i wszystko jest fajniejsze kiedy ma się kompana do zabawy. Albo sługusa od biegania za piłkami..... Tak czy siak zabawa z kimś jest fajniejsza. Ostatnio nawet tworzę swoją pierwszą pracę plastyczną. Dziesiątki kresek ;)
Robi się z niego mały pomocnik. I bardzo dużo poleceń rozumie. Pranie do pralki ładuje już od dawna, ale teraz zanosi (pcha) kosz z praniem do pokoju i pusty spowrotem do łazienki, podaje pranie a nawet próbuję sam wieszać. Zanosi zakupy do kuchni i pomaga je rozpakować.
Jest przesłodki. Ma mega poczucie humoru i rozbrajająco puszcza całuski.
Uczy się nawet jeść łyżeczką, choć jeszcze chwilę nam to zajmie. Choć jak się wkurzy to potrafi dać do wiwatu... Ale to chyba jak wszystkie dzieci ;)

Jedynie co nas męczy to choroby. Niestety jak raz miał antybiotyk to minie wiele wiele tygodni aż porządnie odbuduje sobie odporność. a ponieważ mamy zimę to potrwa to do wiosny na pewno. Niestety. Ale anginy bez antybiotyku wyleczyć się nie da niestety.
Już dwukrotnie miał zapalenie oskrzeli. Przez głupi katarek. A ta choroba przebiega u niego tak, ze bardzo boję się że mogę ją przegapić :( nie ma żadnych objawów, tylko lekki świst w oddechu. A później zaczyna się duszność, trudności w złapaniu oddechu. Teraz mi lekarz wiem że on tak ma i od razu dostaję mocniejsze leki.

Teraz też siedzimy w domu bo wyzdrowiał, a ja chcę go zaszczepić. Musi być zdrowy przez przynajmniej 2 tygodnia. 2 tygodnie miną w czwartek. I dopiero po szczepieniu pójdzie znowu do żłobka.

No wiec dni mijają nam leniwie w domu i są do siebie podobne. Próbując zabić nudę wyciągnęłam ostatnio wory z ubraniami dla Kubusia. Chłopak miał atrakcje haha. Tarzał się w tych szmatach. A ja zrobiłam przegląd przed Black friday ;)
Wyciągnęłam kilka rzeczy które są dobre na już. Dodatkowo okazuje się że dziecko mam odkupione na następny rok albo i półtorej do przodu.... A jeszcze paczka ze Stanów leci. Zostały tylko drobiazgi. Jakiś podkoszulek, jakaś czapka, kolorowe spodnie - bo ma same szare i granatowe, jeszcze trochę body na 86. Ja jednak wolę body jeszcze teraz w zimie,a Kubuś w tym rozmiarze ma już same t-shirty. No to zamiast młodego to obkupie siebie i dzieciątko przyjaciółki. Już wiadomo że będzie mieć drugiego synka.

A poza tym wysiadł mi czytnik ebooków i potrzebuję nowy a to nie taka tania zabawka nawet w wersji podstawowej ;) więc może i na to budżet się znajdzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 12:52

4 komentarze (pokaż)
20 grudnia 2019, 11:41

U nas w zasadzie bez większych zmian. Nadal więcej chorujemy niż jesteśmy zdrowi (dotyczy wszystkich domowników) . Obecnie tylko paskudny katar i kaszel gruźlika. W zasadzie samodzielnie używa już katarka do odkurzacza.
Wypisałam urlop wychowawczy. Tak będzie lepiej. Nie będę musieć prowadzić do żłobka dziecka zaraz po chorobie tylko jeszcze pozwolę mu dojść do siebie kilka dni dłużej. A że inni tak prowadząca nie całkiem doleczone dzieci... To za kilka dni znów będzie chory bo się zarazi. Wiem. Cóż skupisko dzieci wiąże się z chorobami. Z roku na rok będzie lepiej. Z rozmów widzę że koło 6 roku życia dzieci zaczynają chorować znacznie mniej.

Z nowości to mamy powoli czwórki. Dwie już wyszły do połowy i trzecia się lekko przebija. Boli go potwornie więc dostawał ibum lub paracetamol w zasadzie już profilaktycznie na noc lub w nocy. W dzień staram się nie dawać ale czasem trzeba.

Nie mówi (Poza auto -bu, kaczka -kaka I tata) ale rozumie wszystkie codziennie wyrażenia. Od "patrz lecą ptaszki" po "idź po zakupy do korytarza i zanieść je do kuchni" (pcha torbę). Wogole chciałby wszystko w domu robić. Zanosi ubrania do kosza, pakuje pralkę, pcha kosz pod suszarkę, wiesza (jako tako), wypajowuje zakupy, pcha odkurzacz i próbował trzymać rurę, odkłada rzeczy do szuflad, wyciąga rzeczy że zmywarki itd.
Denerwuje się jeśli się mu nie pozwala coś zrobić.
Ogólnie to jest porządniś. "krzyczy" na nas jeśli Gary stoją w zlewie, albo jeśli nie zapniemy zabezpieczenia na szafkach. Pamiętam że więcej osób pisało o byciu porządnickim. To pewnie klasyczny etap. Zadziwiające że dzieci są jednocześnie tak bardzo różne i tak bardzo takie same.

Pokazuje standardowe rzeczy jak oko nos lampę itd a także wywrotke koparke straż i inne pojazdy.
Przesyła ślicznie caluski, biega, lubi auta i znikopis, strażaka sama, Sygnalizuje że zrobił kupke lub rzadziej że dużo nasikal i potrzeba zmiany pieluszki. Potrafi zjeść gęsty jogurt grecki łyżeczka, choć wycina ja na takie różne sposoby że śmiać mi się chce. Widelec pięknie ogarnia ale mam taki ze skip hopa i nie jest on szczególnie bezpieczny więc rzadko daje.

Wpadłam ostatnio na pracową wigilię. Oj dużo zmian. Z jednej strony miałam ogromną ochotę wrócić natychmiast. Mam świadomość bycia trochę control freakiem dlatego poczułam straszna potrzebę trzymania ręki na pulsie, chce znać sytuację w firmie i wydziale. Np. Wnętrzności mi się skręciły na wieść że klient przedłużył kontrakt na 2lata a nie na 5 jak zawsze, a kolejne działy nie pracujące z klientem są outsorcowane do Azji. Mam potrzebę networkingu.... W razie gdyby.... Mój strach z perspektywy dużego miasta pewnie jest śmieszny. Ale w małych miejscowościach "w razie gdyby" to ogromny problem. Bo albo nie ma w czym wybierać, albo znajomości, albo firmy Janusze. Rekrutacje też nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem. Czy w razie gdyby, to ktoś by mnie pociągnął Za sobą? Pomógł?
Pomimo że obecnie świat pracy i świat matki mi się wogole nie łączą to ta praca jest dla mnie ok. Dobrze się w niej czuje. Kierownicy są ludzcy, kodeks przestrzegany, nie ma problemu z korzystaniem że swoich praw, praca ok (może nie super ambitna ale nie to jest dla mnie juz ważne) , wiem że mogłabym się wspiąć po szczebelkach według własnej pracy a nie dzięki kawkom z odpowiednią osobą.... Nie widzę siebie gdzie indziej. I choć zaliczyłam już kilka firm to ta jest jedyną gdzie jest normalnie. I to chyba też potęguje mój strach. Byłam w tylu miejscach.... I tylko tu jest ludzko.

Oj synek wykształć się na jakiegoś nie wiem.... Dentyste czy fizjoterapia czy kogoś... Albo dobrego mechanika skoro tak kochasz auta. Byleś tylko nie musiał się bać o przyszłość i cieszyć się że masz "ludzkiego pana" tak jak ja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 11:46

3 komentarze (pokaż)
2 stycznia, 22:05

Dziś powinien być mój pierwszy dzień w pracy. Nie widzę tego. Dobrze ze jest wychowawczy.

Na wizycie 23.12 dostaliśmy od lekarza pozwolenie wyjścia z domu po 2tygodniach suedzenia i pójścia na wigilię. Całkiem zdrowy nie był ale poprawa była znaczna. Tylko kazała nam się minąć z dziećmi szwagierki u teściowej bo one też chore. W dodatku młodszy na salmonelle

Świat jednak u nas nie było. Zaczęło się od rzadkiej kupy po obiedzie w wigilię. Jeszcze nie wiedzieliśmy co będzie potem. Rzadkie kupy, nawet takie wyglądające podejrzanie, przecież się zdarzają. Wigilia u teściowej ok. Byliśmy tylko my. Synek miał mało humoru. U moich rodziców tez ok biorąc pod uwagę atmosferę i takie tam. Synek jednak osowiały. Prawie zero uśmiechów. Jakis taki był cichy, kładł się, nie chciał jeść . Zachowywał jak nie on. Nawet nie chciał zabawy w samolot. Myśleliśmy że może zmęczony. Choć zmęczony też zachowuje się inaczej. No ale w nocy się wyjaśniło. Obudził się o nietypowej porze. Dostał mleko i jak rzygnął to nie wiedziałam że taki mały brzuszek może tyle pomieścić. Poszło na dywan, który przemukł aż na wylot, a był dość gruby. Wyrzuciliśmy go Do kosza. Potem kupa wyciekajaca nogawkami.
I tak kolejne dni.
Spanie - czuwanie, żeby spał na boku bo strach przed wymiotami. Zmiana pampersow na śpiocha.
Potraw lekkich, typowo "na brzuszek" nie chcial jeść. Jadl więc ziemniaki i gotowana marchewkę z groszkiem. Też w miarę zatwardzajace. Lekarzy nie było przez święta. Nawet dyżuru.
Nie wiedzielismy czy dalej podawać antybiotyk i inhalacje ale wyszło tak że nie daliśmy. Bo jak tu dać lek na pusty żołądek? Obstawiam że winowajaca jest jeden z leków (mało zjadł więc to nie kwestia wymieszania potraw itp) To ten sam co miał w szpitalu i wtedy też miał biegunkę. Choć nie aż taka jak ta.

Niestety kolejne nieudane święta, choć i tak było lepiej niż rok temu. W zeszłym roku z niespełna Trzy miesięcznym dzieckiem to był koszmar. Tym razem gdyby nie choroby byłoby całkiem spoko. Może za rok.... ?

Sylwester w sumie ok. Posiedzieliśmy w domu. Ja robiłam synkowi sweterek na drutach, mąż grał na Xboksie. Fajerwerki nie obudziły malucha, choć jak już wstał na swoje mleko to potem dobrze ponad godzinę się wiercił i nie mógł spać. Od pewnego czasu się mu tak zdarza że po mleku ciężko mu znowu usnac. Strasznie to frustrujące i nie wiem od czego zależy.

Zauważam pierwsze oznaki neofobii. Pewnie winowajca jest trochę mój styl gotowania. A dokładnie to jeśli robię jakąś potrawę dwa razy w miesiącu to uważam że to bardzo często. Choć i tak repertuar mi się uszczuplił bo nijak nie dostosuję dla małego dziecka pieczonego schabu albo gołąbkow, a dania typu risotto trudno mu zjeść. No nie lubię ciągle tego samego jeść i tyle. Uśmiecham się zawsze tylko jak słyszę klepanie kotletow w niedzielę rano. O ile prościej (z planowaniem, zakupami, resztkami, bez myślenia co by tu zjeść ) jest ludziom że stałym menu. W piątek zawsze smażona ryba, potem schabowy z muzerią, rosół i jego transformacja w pomidorowa.... :) no i dzieci też zawsze wiedzą co jest na talerzu. A mój biedak jak ostatnio dostał mizerię czy pankejka to nie chciał dotknąć bo nie wiedział co to. Ale jak się już odważył to szamał aż miło.


W tych całych chorobach zorientowałam się że od miesiąca nie rozmawiałam z przyjaciółką. Cóż dorosłe życie.... Zdarza się. Ale że kartki na święta nie było.... Napisałam zapytać czy wszystko ok. Niestety nie. Odkleiło się łożysko i miała nagle cięcie. Angielscy partacze... Już od 20tyg miała krwawienia a oni nic. Dziecko trochę ponad 650g. Już przybral na wadze ale nagle pogorszyło się oddychanie. W sumie nic więcej nie wiem, nie chciałam dręczyc pytaniami. A zdjęcie... Boże aż się poplakalam a wysłala takie z dobrego dnia. Bez rurek.




2 komentarze (pokaż)
17 stycznia, 10:03

Jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Synek od pewnego czasu budzi się w nocy i nie chce usunąć czasem nawet przez ponad 2h. Czasem jest w miarę cicho, a czasem krzyczy na całe gardło a każda próba pacyfijacji kończy się rzucaniem i wyginaniem się.
Maz czasem śpi ledwo 3h a przecież jedzie autem do pracy. Martwię się o niego i szkoda mi go. Ja jeszcze trochę tego snu nad ranem złapie, a on.... Eh

Powoli kończymy chorobę. Mamy zmniejszone dawki sterydów ale nadal kategoryczny zakaz wychodzenia z dzieckiem. To już ponad miesiąc bez wychodzenia. Wolno nam tylko jechać do lekarza, nawet do dziadków nie bardzo.
Trafiliśmy z pediatra. Niestety i stety bo przynajmniej nie musimy chodzić do oddzielnego specjalisty.
Ona jest też pulmologiem, a mamy podejrzenie astmy. Martwię się strasznie. Jak ja dziecku mam przetłumaczyć że nie może wychodzić w zimne powietrze, biegać, jeździć na rowerze czy nawet się śmiać....
Tak śmiać. Ostatni śmiech spowodował ostry atak. Nie wiedziałam co robić. Nie dojechalibysmy ma pogotowie pomimo tego że mamy dosłownie dwie minuty autem. A może przesadzam... Nie wiem. Dla mnie wyglądało to bardzo źle. Dałam inhalacje z takiego jednego sterydu. Na szczęście to było dobre postępowanie.
Boję się.

Wczesniaczek przyjaciółki ma się bardzo źle. Było lepiej, było gorzej.... Wczoraj już prosiła tylko o modlitwę.

Nie mam siły. Chyba już nie będę tu pisać.

Z pozytywów w końcu nauczył się mówić mama jakoś krótko po 15 miesiącu.

6 komentarzy (pokaż)
24 lutego, 21:49

Dwa lata w domu.

Mam galaretkę zamiast mózgu.
Nie jestem w stanie zapamiętać nic.

Rozmawiam tylko o glutach, chorobach i dzieciach.

Zaniedbanie. Bo ciągle coś jest ważniejsze niż nakremowanie twarzy. Maseczka hahaha
Podomowe dresy są niezniszczalne. Chodzę w trzech parach na zmianę non stop od tych dwóch lat. Już patrzeć na nie nie mogę a dziady się zeszmacić do reszty nie chcą.

Niewyspanie. Bo zamiast polozyc się wcześniej chce korzystać z tych krótkich chwil dorosłego życia. A noce bywają różne. Czasem.spi do rana bez pobudki a czasem Bajlando.

Pewność siebie zerowa. Raczej jestem przekonana że do niczego się nie nadaje.

Nadal dużo czytam i robię na drutach.

Synek z dnia na dzień staje się coraz fajniejszym chłopcem.
Ostatnio bawi się w udawanie. Daje misiowi pić, robi psik sprejem do noska. Miesza w garach i daje mi ta wirtualna potrawę do spróbowania.
Umie pić z normalnego kubeczka. Sam sobie włącza odkurzacz, wkłada katarekdo rury i odciąga katar.
Mowa w zasadzie stoi.
A przy tym jest jeszcze nadal małym słodkim nieporadnym bobasem. Taki wiek przejściowy.

Wczesniaczek przyjaciółki walczy już dwa miesiące a jeszcze powinien być w brzuchu. Jedna infekcje zwalcza to pojawia się kolejna. Jest dość stabilny ale niestety dziecko wcale nie oddycha i nie wiadomo dlaczego :( a było już tak że miał wspomaganie. Niestety od długiego czasu jest całkowicie na respiratorze :(

1 komentarz (pokaż)
6 marca, 12:44

Anemic jeszcze do wakacji w domu. Zleci... Choć wydaje się tak długo, a pewność siebie przez to siedzenie tak leży że nie wiem jak sobie poradzę. Już dwa lata nie mówię po ang.... A ang to moje narzędzie pracy. Chodzi do żłobka około tygodnia w miesiącu. Reszta to choroba i okres zdrowienia. Niestety to taka trochę norma. Większość dzieci ma podobną frekwencję z tego co pytałam sasiadek i opiekunek w żłobku. Choć zdarzają się wyjątki.

Myślę że już wkrótce będzie sezon na rowerki i grabki do piasku :) oraz na przelewanie wody na balkonie . Trzeba przeczekać ten okres i jakoś zająć dziecko garnkiem i trzepaczką. A po lecie to już całe spektrum nowości Duplo, puzzle, tory wyścigowe


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca, 12:48

2 komentarze (pokaż)
6 marca, 13:54

Moll widzę już poprawę w chorowaniu. Wirusy już nie łapią go tak mocno. Już lżej przechodzi oskrzela. Ostatnie dwa razy to nawet bez obturacji. Uff bo obturacja jest okropna!!! Szybciej dochodzi do siebie. No i idzie ciepełko więc powinno być lepiej. Nawet jeśli pracując nie będę mogła z każdym katarkiem zatrzymać go w domu. Ale tak, będę jedyna osoba biorąca L4. Między innymi dlatego uparłam się na ten żłobek. Wiedziałam że tak może być w pierwszym roku. i wiedziałam że pierwszy rok w żłobku plus praca plus tylko ja biorę zwolnienie to bardzo trudna sytuacja. Mam nadzieję że dzięki temu kolejna jesień zima będa lepsza. Chodź z reguły to pierwsze 2 lata są najgorsze.

Anemic ja nie płacę kiedy dziecko jest nieobecne. Płace tylko za dni (godziny) która faktycznie był w żłobku. No chyba że zapomnę zgłosić nieobecnośći do 7:00 ;) to wtedy i tak muszę zapłacić za wyżywienie bo nie zdążą odwołać cateringu.
Poza tym tak jak pisałam wyżej idzie ciepełko. Będzie mniej wirusów to ci może córa nie będzie chorować :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca, 13:55

0 komentarzy (pokaż)
19 marca, 12:12

Się porobiło.... O wirusie mówią media chyba od dawna. Ja dowiedziałam się o jakieś 2-3 dni zanim zamknięto żłobki. Cóż, nie oglądam wiadomości bo godziny 19-20 to dla nas pora usypiania. Zresztą przed ciążą też nie oglądałam bo to jeszcze pora kiedy się pracuje w biurze lub koło domu. Dopiero mąż mnie poinformował że coś się w Chinach dzieje.
No a potem zamknięcie placówek i reszta. Podglądałam kanały 24 przez 3 dni i już nie oglądam. Ani wirus ani kwarantanna nic nie zmienia w moim życiu. Moje życie od dawna tak wygląda. Od półtora roku a nawet dłużej. Ah można pójść na spacer? Pfff nie raz było kilka tyg (chby najwięcej 7) ciurkiem kiedy wogole dziecko nie mogło wystawić nosa za okno więc jak słyszę te lamenty że ojojoj jak ciężko z dzieckiem w domu to przewracam oczami.

Astma niestety może się potwierdzać. Po każdym spacerze jak na razie dziecko wraca ze splyconym świszczącym oddechem. Setoskopu nie trzeba. Słychać i to z daleka. Powierze nadal jest widać zbyt zimne. (15 stopni to zbyt zimne?) Martwi mnie to sto razy bardziej niż wirus. Teraz za zimno a zaraz zrobi się za gorąco dla astmatyków. Ja nie wiem co to będzie.

Wirus to jeszcze inny problem. Martwię się żeby meza nie wezwali na służbę. I ostatni , ale nie mniej ważny aspekt. Praca. Związana z samolotami. Jak to dłużej potrwa to nie będę miała do czego wracać. Narazie nie dopytuje bo wiem że mają tam ból głowy ale wiem że miały być obniżki wypłat, cięcia etatów lub przymusowe urlopy bezpłatne. Możliwe że " każą" mi przedłużyć wychowawczy z powodu braku pracy. ogólnie przeraża mnie wizja tego jaki to będzie miał wpływ na całą gospodarkę.

Pewnie najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby po prostu znów zajść w ciążę i mieć dochód zabezpieczony na ciążę , rok urlopu i zaległy wypoczynkowy. Prawie dwa lata. Ale nie. Nie zrobię tego sobie. Pół roku kolek, samotność taka że przez wiele dni z rzędu do nikogo buzi nie otwierałam, choroby, ciągły strach o oddech dziecka, walka o powrót do pracy cały czas przegrywana. Nieee oj nieeee

4 komentarze (pokaż)
20 marca, 21:57

Przedłużenie zamknięcia szkół. Przedłużenie kwarantanny o kilka tygodni.
Zdjęcie z Bergamo które obiegło chyba cały internet gdzie sznur wojskowych aut wywozi zmarłych bo lokalnie brak miejsc.
Zbiorowe mogiły? Niemożność pożegnania się nz bliskim? Nie wiem. Prawdopodobnie tak.
We Włoszech dziś ponad 600 zmarłych. Coraz to więcej.
U nas coraz więcej potwierdzonych przypadków.
Ile firm upadnie. Jak wzrośnie bezrobocie. Inflacja. Mam zerowe pojęcie o ekonomii więc nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić skutkow....
Brak dostępu do lekarza. Strach dorosłemu złapać "zwykła" anginę a co dopiero gdyby coś działo się dziecku....
Jestem przerażona.

4 komentarze (pokaż)
31 marca, 10:08

Lada dzień mija 18 miesięcy. Niedawno polubił i nauczył się układać puzzle z dziurką czuczu. Umiie też dopasować klasyczne puzzle z dwóch elementów ale technicznie nie potrafi ich połączyć, więc tylko wskazuje a ja łącze lub pomagam mu manipulować puzzlem.
Dużo bawi się w chowanego. Dokładniej mówiąc chowa przedmioty i pokazuje gest nie ma. A ja muszę szukać. Śmieszy go gdy "nie umiem"i znaleźć. Zazwyczaj chowa coś kilka razy pod rząd w tym samym miejscu. Prawdę mówiąc już mi bokiem wyszła ta zabawa.

Kocha kaczuszki, pieski i ptaszki. Oraz niezmiennie auta. Zwłaszcza koła.
Głaszcze mnie kiedy płaczę. Nie żebym jakoś regularnie płakała przy dziecku ale czasem ogarnia mnie taka bezsilność że....
Coraz fajniej bawi się autkami, trzeba będzie pomyśleć o wykładzinie w drogi. Książeczki poszły w odstawkę. Coś tam czasem oglądnie ale ogólnie to ma je w nosie. Spodobało mu się Duplo ale na razie bardziej figurki i zwierzątka niż budowanie. Rozumie że klocki można łączyć ( w końcu uklada megablocks) ale sprawia mu to trudność.

Hitem jest przelewanie wody. Jeśli fascynacja utrzyma się do wakacji to chyba bedzie mi się aż nudzić tak siedzieć obok i nic nie robic haha

AZS ostatnio nasilone. Obstawiam reakcje alergiczna na kakao/czekoladę. Oprócz tego klasyczne kurz i roztocza chyba go podrażniają. No tak AZS i alergia lubi iść z astma w parze eh . Dostaliśmy lek na alergię i ściągnęłam zasłony . Myślę jak tu zaaranżować podwójne okno balkonowe żeby nie było "łyso" ale nie zestaw firanka i zasłona. Narazie jest pusto i znając trwałość prowizorki to pewnie długo tak zostanie zwłaszcza że krawcowe nie szyją teraz.

Ostatnio słabiej je. Nie wiem czy to kwestia rozwojowa czy po prostu chodzi o trzy zęby które właśnie się przebily i brną dciągnieo przodu.

Często podchodzi do mnie bierze moją rękę i ciągnie kiedy mam mu towarzyszyć w zabawie lub iść z nim do drugiego pokoju. Czyli przez większość dnia. Ciężko usiąść sobie nawet na 5 min.

Z okna w kuchni widać budowę nowej drogi. Tak, spędzam w tym oknie dluuuugie chwile z młodym na rękach żeby lepiej widział.

Za to na spacerze nie ma szans aby podał rękę. Póki co są kaptury za które mogę go trzymać żeby nie uciekł ale boje się lata . Serio. Boję się. Bo on strasznie ucieka a chodzić chce tylko po drodze a za Chiny po chodniku. Wózek oczywiście coraz mniej atrakcyjny.

Spać nie chce niezależnie od poziomu zneczenia. Jęczy, ledwo na oczy patrzy ale zapytany czy idziemy aaaaa kręci głową. Usypianiu towarzyszy nam początkowo wrzask, pisk, placz, wyrywanie się. Potem się wycisza i usypia.

Ogólnie był bardzo wymagającym niemowlakiem, potem był okres lepszy a nawet dobry, a teraz znowu robi się mega ciężko.

Mowa idzie do przodu w bardzo żółwim tempie jeżeli dalej tak to będzie wyglądało to pewnie czeka nas logopeda. W tym miesiącu w zasadzie żadnego nowego słowa. W prawdzie już ucieszyłam się na jedzie i liść. Ale to był chyba przypadek,.bo więcej nie powtórzył.

Zakupiłam ostatnio różową książka jak mówić do maluchów i będę chciała do niej przysiąść bo są rzeczy z którymi nie potrafię sobie poradzić na przykład uciekanie na spacerze. Przeraźliwy pisk wrzask jako wyraz nawet najmniejszego sprzeciwu. Choć nie wiem czy mi pomoże bo myślę że sedno problemu leży w niskim poziomie komunikacji. A to powoduje frustracje.

kiedyś mówiłam że na 18 miesięcy zacznę odpieluchowanie a nawet nie mam nocnika i nie wiem czy w ogóle podejmę próbę w to lato. Pielucha to jednak wygoda. Zresztą ja nie widzę u niego gotowości - ponownie komunikacja.

Nadal nie ma swojego pokoiku. Śpi kątem u nas nadal z barierkami bo rzuca się po łóżeczku strasznie. Jedna pobudka na mleko. Zabawki w salonie przyprawiają o ból głowy. Niestety mój kamikaze nie jest gotowy na własną przestrzeń. Ma szalone pomysły i muszę go mieć na oku cały czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca, 10:18

2 komentarze (pokaż)
20 maja, 08:18

Panietam jak dzis rozmowę z Iwoną sprzed czterech lat. To były jej pierwsze dni po powrocie do pracy po pierwszym dziecku.

- a tobie się tak opłaca jeździć codziennie do pracy? Skoro masz pół etatu to mniej wydasz na paliwo pracując 2-3 pełne dni w tygodniu.

- wiem, ale wtedy nie miałby kto odebrać dziecka ze żłobka

- no tak. Godziny żłobków i przedszkoli są do dupy.

- nooo

- a co z drugą zmianą?

- mąż też pracuje na zmiany. Ustalamy sobie grafik na zmianę.

- widujecie się wogole?

- rano. Zanim jedno z nas wyjdzie do pracy . Czasem raz na 2-3 dni. No i weekend.

- to mało . Smutne

- życie....

- nie wolalas jeszcze chwilę posiedzieć w domu na wychowawczym? (Babcia miała mało do emerytury)

- ojjjj nieeeee . Jak wracam do domu widzę na placu zabaw kobiety które już dłuższy czas sa w domu. Widzę jak nieobecne bujają huśtawka patrząc się pusto przed siebie. Cieszę się że ja mogę i mam do czego wracać.


Cztery lata minęły a mnie ostatnie zdanie dźwięczy w głowie do dziś. Nie wiem co wtedy jej odpowiedziałam. Pewnie nic.

Stałam się ta kobietą o pustym wzroku.
A Iwonka urodziła już trzecie dziecko.

Dziś jestem już inna osoba. Pamiętam że wtedy patrzyłam na nią lekko pobłażliwie bo powiedziała coś o byciu specjalista od trudnych dzieci. Przecież ma dopiero jedno i już taka z niej specjalistka... Nie słyszałam wtedy o high needach. Nic nie wiedziałam. Ale kiedy jakiś czas po porodzie wpadłam do pracy coś załatwić tylko Iwona podeszła i mnie objęła mówiąc że będzie lepiej.

Śmieszne bo w gruncie rzeczy prawie się nie znamy. Pracowalysmy razem raptem kilka tygodni sześć lat temu (wcale jej nie zapamiętałam) potem jej ciąża, wróciła na chwilę, znów ciąża. Potem ja w ciąży i znów ona.... Szkoda że dzieli nas jakieś 70km.

0 komentarzy (pokaż)
20 maja, 08:18

Panietam jak dzis rozmowę z Iwoną sprzed czterech lat. To były jej pierwsze dni po powrocie do pracy po pierwszym dziecku.

- a tobie się tak opłaca jeździć codziennie do pracy? Skoro masz pół etatu to mniej wydasz na paliwo pracując 2-3 pełne dni w tygodniu.

- wiem, ale wtedy nie miałby kto odebrać dziecka ze żłobka

- no tak. Godziny żłobków i przedszkoli są do dupy.

- nooo

- a co z drugą zmianą?

- mąż też pracuje na zmiany. Ustalamy sobie grafik na zmianę.

- widujecie się wogole?

- rano. Zanim jedno z nas wyjdzie do pracy . Czasem raz na 2-3 dni. No i weekend.

- to mało . Smutne

- życie....

- nie wolalas jeszcze chwilę posiedzieć w domu na wychowawczym? (Babcia miała mało do emerytury)

- ojjjj nieeeee . Jak wracam do domu widzę na placu zabaw kobiety które już dłuższy czas sa w domu. Widzę jak nieobecne bujają huśtawka patrząc się pusto przed siebie. Cieszę się że ja mogę i mam do czego wracać.


Cztery lata minęły a mnie ostatnie zdanie dźwięczy w głowie do dziś. Nie wiem co wtedy jej odpowiedziałam. Pewnie nic.

Stałam się ta kobietą o pustym wzroku.
A Iwonka urodziła już trzecie dziecko.

Dziś jestem już inna osoba. Pamiętam że wtedy patrzyłam na nią lekko pobłażliwie bo powiedziała coś o byciu specjalista od trudnych dzieci. Przecież ma dopiero jedno i już taka z niej specjalistka... Nie słyszałam wtedy o high needach. Nic nie wiedziałam. Ale kiedy jakiś czas po porodzie wpadłam do pracy coś załatwić tylko Iwona podeszła i mnie objęła mówiąc że będzie lepiej.

Śmieszne bo w gruncie rzeczy prawie się nie znamy. Pracowalysmy razem raptem kilka tygodni sześć lat temu (wcale jej nie zapamiętałam) potem jej ciąża, wróciła na chwilę, znów ciąża. Potem ja w ciąży i znów ona.... Szkoda że dzieli nas jakieś 70km.

0 komentarzy (pokaż)
6 lipca, 08:36

W tym tygodniu powinnam wrócić do pracy. To już kolejny raz jak miałam wrócić do pracy i nie wracam. Różnica jest tylko taka że do tej pory mówiłam że nie widzę powrotu, nie widzę jak by to miało wyglądać ,być zorganizowane. Tym razem jednak już powoli mogłabym wracać i tym bardziej boli mnie że zostaję w domu.

Przeglądnęłam kilka swoich wpisów z czasów w ciąży. O naiwności.....

Kuba ma 21 miesięcy.
Mamy bunt dwulatka, nadal lubi auta, przestał lub książeczki, jeździ na rowerku tak jak prawdziwy szogun powinien - czyli nogi w górę i zjeżdżamy z górki... Czasem trudno go dogonić. Jest bardzo kulturalny, zawsze macha wszystkim dzieciom papa kiedy wraca z podwórka. Swój protest nadal okazuje przeraźliwym piskiem. Jest bardzo nie usłuchliwy. Nie respektuje żadnego zakazu. Kocha dzieci i chciałby wszystkie przytulać. Misię też przytula. I auta i klocki. Wszystko. Ogólnie jest całuśny chłopak. Mówi już kilka wyrazów więcej ale ogólnie kiepsko mu idzie. Mamy teraz około 30 wyrazów.

A ja sobie jakoś żyję powolutku. Drzemka na prace domowe, sen nocny na książkę,serial, robótkę na drutach, gazetę, planowanie tygodniowego spisu posiłków i zakupów, gotowanie... I takie tam. Takie puste życie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca, 08:37

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)