BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
16 października 2019, 21:46

Ssss jakby było mało atrakcji to rotą zaraziłam się dziś ja.... Tyle że ja dość lekko przechodzę sprawy żołądkowe. Pomdliło mnie cały dzień a wieczorem wyrzuciłam z siebie chyba zeszłoroczna wigilię. I jest spokój póki co.

2 komentarze (pokaż)
18 października 2019, 10:45

Już w domu. Robimy inhalacje czymś takim na płuca. Ja po nocy czułam się lepiej, nawet udało mi się zjeść jogurt bez zwrotów. A młody zaczął za przeproszeniem srać. Rota u młodego wyszła niby na minus ale wczoraj 12 kup a dziś już 3. Lekarz mówił że po pierwsze nie każda biegunka to rota, po drugie próbka mogła być pobrana zbyt wcześnie i to może byc rota a po trzecie jest szczepiony, ma apetyt więc dzięki temu możemy wyjść do domu.
Po szpitalu zrobił się nieznośny. Krzyczy i krzyczy. Chce non stop na ręce, cały dzień by smoka doił eh :( detoks będzie straszny. Jeszcze tydzień go zostawiam w domu zanim pójdzie do żłobka. Rehabilitacje odwołuje wszystkie. Nie będę już tam chodzić, pójdę tylko na kwalifikacje lekarska na zamknięcie zabiegów i może do psychologa.
Tort i placki i sałatki i wędliny i chleb poszły w kosz. Bolało jak wyrzucalam. Nie chcę mi się robić wszystkiego od nowa. Nie wiem czy wogole robić jakiekolwiek urodziny. Jestem bardzo przygnieciona tym wszystkim.

2 komentarze (pokaż)
20 października 2019, 22:29

Zebralam się jednak w sobie i machnęłam torcik last minutę. Tylko lemon curd i bita śmietana. O dziwo smakowało tak że brano dokładki.
Tylko tyle. Nic więcej nie pichciłam. Rodzina chciała wpaść dać zaległe prezenty i pomyślałam że za kilka lat będzie mi glupio że nie było "roczku".
Zjedliśmy ciasto, wypiliśmy kawę i tyle.

Był trzyletni syn szwagierki. Rodzeństwa u nas nie będzie ale przyszło mi do głowy że dwuletnia różnica wieku to jest masakra. Bardzo był chłopczyk zazdrosny o kuzyna. (Zresztą nie pierwszy raz). Trzylatek to jednak nadal mały "głupolek". Dobrze że matka nie jest z tych olewajacych bo dość często nie wiedziałam jak mam reagować na jego brak uwagi przy zabawie, odepchnięcia, odwracanie się plecami chowając zabawke dla siebie czy bycie niemiłym. Tylko dlatego że ciotka - jego matka - poświęciła odrobinę uwagi mlodszemu dziecku (nie, nie jest jedynakiem).
Ale było miło! To tylko były krótkie epizody. Ogólnie to fajnie się bawiliśmy te 2 godzinki

Apropo tego że rodzeństwa nie będzie. Postanowione ale trudno mi się z tym pogodzić. Czy jest jakaś książka? Jak już pisałam u Marti czasem myślę że byłoby mi łatwiej z tą decyzją gdybym miała córkę.

6 komentarzy (pokaż)
22 października 2019, 09:12

Rozwoj dziecka jest niesamowity
Jeszcze wczoraj rano nic nie kumał, a już wieczorem pokazywał żabki w trzech różnych książkach (gdzie jest żabka? O tu. I mama przyniose jeszcze drugą książeczkę tam też jest żabka! ) i budował z klocków megablocks...
(No dobra po prostu wpinal klocki na płytke - nic nie zbudował ;))
Ależ jestem dumna :D

5 komentarzy (pokaż)
31 października 2019, 14:29

Kończyny rehabilitacje. Fizjoterapeutka robiła ostatnio młodemu tor przeszkód. Zdał śpiewająco. Niektórych elementów byłam pewna na przykład tunelu. W domu czasem wchodzi pod stół i pełza między nogami krzeseł więc wiedziałam że tunelem przejdzie bez problemu. Ale po schodach nigdy wcześniej nie chodził nie wiedziałam co wykombinuje. Okazało się że przeszedł je idealnie.
Byliśmy też u psychologa. Również wszystko super. Momentami mnie dziecko zaskoczyło. Niektóre zadania byłam pewna że nie zrobi, a jednak zrobił. Za to nie zaliczył nic z zadań językowych ale mówiła że to nic bo do tego jeszcze ma czas, zwłaszcza że mega się komunikuje po swojemu. A więc i język rozkmini. Ja też widzę że zaczyna rozumieć pierwsze polecenia.
Lekarz fizjo też nie widzi powodu do dalszej rehabilitacji.
Mamy zaproponowane kupić znikopis w najbliższym czasie. W sumie fajny pomysł. Będzie w sam raz na mikołajki bo nie miałam żadnego pomysłu.

Rośnie siódmy ząbek. Dolna dwójka.
AZS znowu przyatakowało ale mamy fajna maść. Liczę na szybką poprawę tak jak ostatnio.

Niedobre szpitalne przyzwyczajenia udało się przezwyciężyć poza jednym. Już było tak że go przytulałam, odkładałam do łóżeczka i trzymałam rękę na żebrach a on usypiał. Niestety wróciliśmy do usypiania się na rękach. Nie ma innej opcji obecnie. Zresztą mam już chyba mocne bicki bo noszenie 10kg nawet przez godzinę nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Powoli też rezygnuje z drugiej drzemki. Bolesna sprawa :( półtorej godziny mojego czasu wolnego odpada. Ah okres dwóch stabilnych drzemek jest najpiękniejszy.

W poniedziałek młody ma swój pierwszy bal jesienny haha a ja dopiero ogarnęłam że potrzeba jakieś "przebranie". Biegnę w weekend do pasmanteri i mam nadzieję że znajdę jakieś hallowenowe łaty albo naprasowanki bo nie wiem co mam niby zrobić.

Z zabaw na topie jest turlanie się i rzucanie piłek a potem gonienie ich. I tak w kółko.
Z jedzenia mamy bunt na kaszki. Nie ma mowy żeby jakąś zjadł. Trzeba kombinować śniadania i kolacje. Eh z kaszkami to było prosto. Teraz twarożki wchodzą najlepiej ale mamy najróżniejsze jedzenia. W sumie często cokolwiek. Z idealizmu jedzeniowego się wyleczyłam. Zazwyczaj zjada dwie duże kanapki ale widzę że się nie najada tak jak kaszka..budzi się już o 22-23 na karmienie. Po kaszce budził się dopiero koło 2-3.

Dwa tygodnie zdrowia i znów katar. Nie wiem jak ta zima będzie wyglądać. Koleżanka pocieszyła że jej dzieci przestawały chorować tak dużo koło 6 roku życia. A tak to właśnie dwa tygodnie zdrowe a potem 2-3 w domu. Żadne specyfiki nie pomagały. Trzeba było czasu i nabrania odporności.

Inna koleżanka ostatnio powiadomiła o czwartej ciąży. 500+ ani 4+ ja nie dotyczy bo jest emigrantka spoza unii więc ona chyba to lubi. Pracę też ma i zamierza wrócić przynajmniej na część etatu jak do tej pory. Inne dwie laski z pracy w drugiej ciąży. I przyjaciółka po 12 latach też w drugiej ciąży. Ciążowe wiruski. Cóż.... Wszystkim pogratulowalam ale zauważyłam że w głębi duszy oprócz radości gdy słyszę o czyjejś ciąży zaczynam tez tym kobietom współczuć.



Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2019, 14:30

3 komentarze (pokaż)
3 listopada 2019, 23:14

Wkrótce 13 miesięcy.

Mieliśmy dzis trzy razy zonka ( młodsze pokolenie pewnie nie wie co to "zonk" ani nie słyszała o tym teleturnieju z lat 90. My z mężem stare dupy jesteśmy i jednak często używamy tego określenia)

Po pierwsze i najbardziej spektakularne: mąż rzucił w eter " Kubuś nie widziałeś mojego telefonu?". Na co Kubuś podszedł do swojego pudła z zabawkami. Pogrzebał
Wyjął telefon i przyniósł ojcu....

Po drugie kichnął w trakcie picia. Szybko podbiegł do kanapy, capnał tetre i wrócił wytrzec podłogę.

Po trzecie kilka razy dziś powtórzył słowo tatuś. Od kilku dni też mówi bam lub rzadziej bach kiedy coś spada. Mamy kolejne świadome słowa.
Bam/bach pewnie ze żłobka bo my tak nie mówimy.
Mama niestety nadal nie mówi.

6 komentarzy (pokaż)
18 listopada 2019, 12:49

Macierzyństwo po roku to zupełnie inna bajka. Jest fajnie, fajniej coraz fajniej. Dziecko jest bardziej przewidywalne i komunikatywne. Powoli nawet odpowiada na pytania uruchem głowy tak lub nie. Na razie średnio logicznie, ale to tylko kwestia czasu. Zabawy są coraz bardziej różnorodne, chociaż teraz dużo mniej bawi się sam. Ale to właśnie dlatego że jest bardziej kreatywny. Żeby zabawa była fajna trzeba usadzić misie na pchaczu, zbudować i rozwalić coś z klocków, rzucać piłki, pokazywać w książce i wszystko jest fajniejsze kiedy ma się kompana do zabawy. Albo sługusa od biegania za piłkami..... Tak czy siak zabawa z kimś jest fajniejsza. Ostatnio nawet tworzę swoją pierwszą pracę plastyczną. Dziesiątki kresek ;)
Robi się z niego mały pomocnik. I bardzo dużo poleceń rozumie. Pranie do pralki ładuje już od dawna, ale teraz zanosi (pcha) kosz z praniem do pokoju i pusty spowrotem do łazienki, podaje pranie a nawet próbuję sam wieszać. Zanosi zakupy do kuchni i pomaga je rozpakować.
Jest przesłodki. Ma mega poczucie humoru i rozbrajająco puszcza całuski.
Uczy się nawet jeść łyżeczką, choć jeszcze chwilę nam to zajmie. Choć jak się wkurzy to potrafi dać do wiwatu... Ale to chyba jak wszystkie dzieci ;)

Jedynie co nas męczy to choroby. Niestety jak raz miał antybiotyk to minie wiele wiele tygodni aż porządnie odbuduje sobie odporność. a ponieważ mamy zimę to potrwa to do wiosny na pewno. Niestety. Ale anginy bez antybiotyku wyleczyć się nie da niestety.
Już dwukrotnie miał zapalenie oskrzeli. Przez głupi katarek. A ta choroba przebiega u niego tak, ze bardzo boję się że mogę ją przegapić :( nie ma żadnych objawów, tylko lekki świst w oddechu. A później zaczyna się duszność, trudności w złapaniu oddechu. Teraz mi lekarz wiem że on tak ma i od razu dostaję mocniejsze leki.

Teraz też siedzimy w domu bo wyzdrowiał, a ja chcę go zaszczepić. Musi być zdrowy przez przynajmniej 2 tygodnia. 2 tygodnie miną w czwartek. I dopiero po szczepieniu pójdzie znowu do żłobka.

No wiec dni mijają nam leniwie w domu i są do siebie podobne. Próbując zabić nudę wyciągnęłam ostatnio wory z ubraniami dla Kubusia. Chłopak miał atrakcje haha. Tarzał się w tych szmatach. A ja zrobiłam przegląd przed Black friday ;)
Wyciągnęłam kilka rzeczy które są dobre na już. Dodatkowo okazuje się że dziecko mam odkupione na następny rok albo i półtorej do przodu.... A jeszcze paczka ze Stanów leci. Zostały tylko drobiazgi. Jakiś podkoszulek, jakaś czapka, kolorowe spodnie - bo ma same szare i granatowe, jeszcze trochę body na 86. Ja jednak wolę body jeszcze teraz w zimie,a Kubuś w tym rozmiarze ma już same t-shirty. No to zamiast młodego to obkupie siebie i dzieciątko przyjaciółki. Już wiadomo że będzie mieć drugiego synka.

A poza tym wysiadł mi czytnik ebooków i potrzebuję nowy a to nie taka tania zabawka nawet w wersji podstawowej ;) więc może i na to budżet się znajdzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 12:52

4 komentarze (pokaż)
20 grudnia 2019, 11:41

U nas w zasadzie bez większych zmian. Nadal więcej chorujemy niż jesteśmy zdrowi (dotyczy wszystkich domowników) . Obecnie tylko paskudny katar i kaszel gruźlika. W zasadzie samodzielnie używa już katarka do odkurzacza.
Wypisałam urlop wychowawczy. Tak będzie lepiej. Nie będę musieć prowadzić do żłobka dziecka zaraz po chorobie tylko jeszcze pozwolę mu dojść do siebie kilka dni dłużej. A że inni tak prowadząca nie całkiem doleczone dzieci... To za kilka dni znów będzie chory bo się zarazi. Wiem. Cóż skupisko dzieci wiąże się z chorobami. Z roku na rok będzie lepiej. Z rozmów widzę że koło 6 roku życia dzieci zaczynają chorować znacznie mniej.

Z nowości to mamy powoli czwórki. Dwie już wyszły do połowy i trzecia się lekko przebija. Boli go potwornie więc dostawał ibum lub paracetamol w zasadzie już profilaktycznie na noc lub w nocy. W dzień staram się nie dawać ale czasem trzeba.

Nie mówi (Poza auto -bu, kaczka -kaka I tata) ale rozumie wszystkie codziennie wyrażenia. Od "patrz lecą ptaszki" po "idź po zakupy do korytarza i zanieść je do kuchni" (pcha torbę). Wogole chciałby wszystko w domu robić. Zanosi ubrania do kosza, pakuje pralkę, pcha kosz pod suszarkę, wiesza (jako tako), wypajowuje zakupy, pcha odkurzacz i próbował trzymać rurę, odkłada rzeczy do szuflad, wyciąga rzeczy że zmywarki itd.
Denerwuje się jeśli się mu nie pozwala coś zrobić.
Ogólnie to jest porządniś. "krzyczy" na nas jeśli Gary stoją w zlewie, albo jeśli nie zapniemy zabezpieczenia na szafkach. Pamiętam że więcej osób pisało o byciu porządnickim. To pewnie klasyczny etap. Zadziwiające że dzieci są jednocześnie tak bardzo różne i tak bardzo takie same.

Pokazuje standardowe rzeczy jak oko nos lampę itd a także wywrotke koparke straż i inne pojazdy.
Przesyła ślicznie caluski, biega, lubi auta i znikopis, strażaka sama, Sygnalizuje że zrobił kupke lub rzadziej że dużo nasikal i potrzeba zmiany pieluszki. Potrafi zjeść gęsty jogurt grecki łyżeczka, choć wycina ja na takie różne sposoby że śmiać mi się chce. Widelec pięknie ogarnia ale mam taki ze skip hopa i nie jest on szczególnie bezpieczny więc rzadko daje.

Wpadłam ostatnio na pracową wigilię. Oj dużo zmian. Z jednej strony miałam ogromną ochotę wrócić natychmiast. Mam świadomość bycia trochę control freakiem dlatego poczułam straszna potrzebę trzymania ręki na pulsie, chce znać sytuację w firmie i wydziale. Np. Wnętrzności mi się skręciły na wieść że klient przedłużył kontrakt na 2lata a nie na 5 jak zawsze, a kolejne działy nie pracujące z klientem są outsorcowane do Azji. Mam potrzebę networkingu.... W razie gdyby.... Mój strach z perspektywy dużego miasta pewnie jest śmieszny. Ale w małych miejscowościach "w razie gdyby" to ogromny problem. Bo albo nie ma w czym wybierać, albo znajomości, albo firmy Janusze. Rekrutacje też nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem. Czy w razie gdyby, to ktoś by mnie pociągnął Za sobą? Pomógł?
Pomimo że obecnie świat pracy i świat matki mi się wogole nie łączą to ta praca jest dla mnie ok. Dobrze się w niej czuje. Kierownicy są ludzcy, kodeks przestrzegany, nie ma problemu z korzystaniem że swoich praw, praca ok (może nie super ambitna ale nie to jest dla mnie juz ważne) , wiem że mogłabym się wspiąć po szczebelkach według własnej pracy a nie dzięki kawkom z odpowiednią osobą.... Nie widzę siebie gdzie indziej. I choć zaliczyłam już kilka firm to ta jest jedyną gdzie jest normalnie. I to chyba też potęguje mój strach. Byłam w tylu miejscach.... I tylko tu jest ludzko.

Oj synek wykształć się na jakiegoś nie wiem.... Dentyste czy fizjoterapia czy kogoś... Albo dobrego mechanika skoro tak kochasz auta. Byleś tylko nie musiał się bać o przyszłość i cieszyć się że masz "ludzkiego pana" tak jak ja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 11:46

3 komentarze (pokaż)
2 stycznia, 22:05

Dziś powinien być mój pierwszy dzień w pracy. Nie widzę tego. Dobrze ze jest wychowawczy.

Na wizycie 23.12 dostaliśmy od lekarza pozwolenie wyjścia z domu po 2tygodniach suedzenia i pójścia na wigilię. Całkiem zdrowy nie był ale poprawa była znaczna. Tylko kazała nam się minąć z dziećmi szwagierki u teściowej bo one też chore. W dodatku młodszy na salmonelle

Świat jednak u nas nie było. Zaczęło się od rzadkiej kupy po obiedzie w wigilię. Jeszcze nie wiedzieliśmy co będzie potem. Rzadkie kupy, nawet takie wyglądające podejrzanie, przecież się zdarzają. Wigilia u teściowej ok. Byliśmy tylko my. Synek miał mało humoru. U moich rodziców tez ok biorąc pod uwagę atmosferę i takie tam. Synek jednak osowiały. Prawie zero uśmiechów. Jakis taki był cichy, kładł się, nie chciał jeść . Zachowywał jak nie on. Nawet nie chciał zabawy w samolot. Myśleliśmy że może zmęczony. Choć zmęczony też zachowuje się inaczej. No ale w nocy się wyjaśniło. Obudził się o nietypowej porze. Dostał mleko i jak rzygnął to nie wiedziałam że taki mały brzuszek może tyle pomieścić. Poszło na dywan, który przemukł aż na wylot, a był dość gruby. Wyrzuciliśmy go Do kosza. Potem kupa wyciekajaca nogawkami.
I tak kolejne dni.
Spanie - czuwanie, żeby spał na boku bo strach przed wymiotami. Zmiana pampersow na śpiocha.
Potraw lekkich, typowo "na brzuszek" nie chcial jeść. Jadl więc ziemniaki i gotowana marchewkę z groszkiem. Też w miarę zatwardzajace. Lekarzy nie było przez święta. Nawet dyżuru.
Nie wiedzielismy czy dalej podawać antybiotyk i inhalacje ale wyszło tak że nie daliśmy. Bo jak tu dać lek na pusty żołądek? Obstawiam że winowajaca jest jeden z leków (mało zjadł więc to nie kwestia wymieszania potraw itp) To ten sam co miał w szpitalu i wtedy też miał biegunkę. Choć nie aż taka jak ta.

Niestety kolejne nieudane święta, choć i tak było lepiej niż rok temu. W zeszłym roku z niespełna Trzy miesięcznym dzieckiem to był koszmar. Tym razem gdyby nie choroby byłoby całkiem spoko. Może za rok.... ?

Sylwester w sumie ok. Posiedzieliśmy w domu. Ja robiłam synkowi sweterek na drutach, mąż grał na Xboksie. Fajerwerki nie obudziły malucha, choć jak już wstał na swoje mleko to potem dobrze ponad godzinę się wiercił i nie mógł spać. Od pewnego czasu się mu tak zdarza że po mleku ciężko mu znowu usnac. Strasznie to frustrujące i nie wiem od czego zależy.

Zauważam pierwsze oznaki neofobii. Pewnie winowajca jest trochę mój styl gotowania. A dokładnie to jeśli robię jakąś potrawę dwa razy w miesiącu to uważam że to bardzo często. Choć i tak repertuar mi się uszczuplił bo nijak nie dostosuję dla małego dziecka pieczonego schabu albo gołąbkow, a dania typu risotto trudno mu zjeść. No nie lubię ciągle tego samego jeść i tyle. Uśmiecham się zawsze tylko jak słyszę klepanie kotletow w niedzielę rano. O ile prościej (z planowaniem, zakupami, resztkami, bez myślenia co by tu zjeść ) jest ludziom że stałym menu. W piątek zawsze smażona ryba, potem schabowy z muzerią, rosół i jego transformacja w pomidorowa.... :) no i dzieci też zawsze wiedzą co jest na talerzu. A mój biedak jak ostatnio dostał mizerię czy pankejka to nie chciał dotknąć bo nie wiedział co to. Ale jak się już odważył to szamał aż miło.


W tych całych chorobach zorientowałam się że od miesiąca nie rozmawiałam z przyjaciółką. Cóż dorosłe życie.... Zdarza się. Ale że kartki na święta nie było.... Napisałam zapytać czy wszystko ok. Niestety nie. Odkleiło się łożysko i miała nagle cięcie. Angielscy partacze... Już od 20tyg miała krwawienia a oni nic. Dziecko trochę ponad 650g. Już przybral na wadze ale nagle pogorszyło się oddychanie. W sumie nic więcej nie wiem, nie chciałam dręczyc pytaniami. A zdjęcie... Boże aż się poplakalam a wysłala takie z dobrego dnia. Bez rurek.




2 komentarze (pokaż)
17 stycznia, 10:03

Jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Synek od pewnego czasu budzi się w nocy i nie chce usunąć czasem nawet przez ponad 2h. Czasem jest w miarę cicho, a czasem krzyczy na całe gardło a każda próba pacyfijacji kończy się rzucaniem i wyginaniem się.
Maz czasem śpi ledwo 3h a przecież jedzie autem do pracy. Martwię się o niego i szkoda mi go. Ja jeszcze trochę tego snu nad ranem złapie, a on.... Eh

Powoli kończymy chorobę. Mamy zmniejszone dawki sterydów ale nadal kategoryczny zakaz wychodzenia z dzieckiem. To już ponad miesiąc bez wychodzenia. Wolno nam tylko jechać do lekarza, nawet do dziadków nie bardzo.
Trafiliśmy z pediatra. Niestety i stety bo przynajmniej nie musimy chodzić do oddzielnego specjalisty.
Ona jest też pulmologiem, a mamy podejrzenie astmy. Martwię się strasznie. Jak ja dziecku mam przetłumaczyć że nie może wychodzić w zimne powietrze, biegać, jeździć na rowerze czy nawet się śmiać....
Tak śmiać. Ostatni śmiech spowodował ostry atak. Nie wiedziałam co robić. Nie dojechalibysmy ma pogotowie pomimo tego że mamy dosłownie dwie minuty autem. A może przesadzam... Nie wiem. Dla mnie wyglądało to bardzo źle. Dałam inhalacje z takiego jednego sterydu. Na szczęście to było dobre postępowanie.
Boję się.

Wczesniaczek przyjaciółki ma się bardzo źle. Było lepiej, było gorzej.... Wczoraj już prosiła tylko o modlitwę.

Nie mam siły. Chyba już nie będę tu pisać.

Z pozytywów w końcu nauczył się mówić mama jakoś krótko po 15 miesiącu.

6 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)