BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
19 lipca, 10:19

Młody w końcu ruszył z motoryką małą. W końcu bo już naprawdę zaczynałam się martwić. Tak wystrzelił z motoryką dużą że zapomniał o całej reszcie. Kilka dni temu nauczył się w końcu sam sobie wkładać smoczek i w końcu zainteresował się mniejszymi elementami na zabawkach.

Siedziałam też właśnie teraz i cała my bałam się nad jego jedzeniem, a dokładnie to nad moim strachem żeby mu dać do jedzenia coś normalnego. I nagle mnie olśniło. Przecież są takie potrawy jak kotlet jajeczny, krokiet ziemniaczany, kotlet ruski, gołąbki bez zawijania (mało, bo kapusta). To chyba w miarę "normalne" jedzenie i całkiem bezpieczne. Ostatnio jak próbowałam mu dać pulpeta to ledwo dałam mu zjeść połowę bo myślałam że się przy tym nerwowo wykończe. Na razie w ramach drugiego dania dawałam mu kasę na gęsto pokrojone w paseczki/kosteczki z alaantkowych.
z jednej strony nie głupie pomysły ale z drugiej strony jak sobie napchał buzię tą kleistą mazią to aż mi serce stanęło z przerażenia.
A właśnie na tym polu też jest mały sukces. młody w końcu po czterech miesiącach układania przed nim jedzenia w końcu zrobił coś innego niż wcieranie go w krzesełko. W końcu klikło w główce że można oblizać troszkę piąstki (tak próbowałam kierować jego rękę do buzi ale wyrywa się , on musi sam, nie lubi jak ktoś kieruje jego rękami) , próbował nawet wziąść w piąstkę ten wałeczek z kaszy i przybliżał już buźkę. Musi jednak dostosować siłę nacisku bo wszystko się rozpadło w rączce. Ale idea mu się w główce pojawiła.

Młody szybko spadł wieczorem. Przeglądałam jeszcze raz zdjęcia na Facebooku żłobka. Faktycznie rzadko kiedy było więcej niż 6 dzieci na raz. Zwłaszcza w zimie. dopiero końcem wiosny więcej dzieci było w grupie. Chyba faktycznie tak jest że grupa ma niby 11 dzieci a często połowy nie ma.

Widziałam też że na zdjęciach byly też inne zabawki niż te co wtedy w sali. Czyli jednak jest więcej zabawek tylko panie pewnie wymieniają je co jakiś czas żeby się nie opatrzyły.

Widziałam też że dzieci miały różne zabawy, czas z książeczkami, pani czytała (dzieci różnie zainteresowane ;) ) była nauka zwierzątek i dźwięków, były jakieś proste instrumenty. Chyba nie jest tak najgorzej...

A i jeszcze w zeszłym roku w grupie było chyba więcej małych dzieci. na pierwszych zdjęciach wszystkie, oprócz jednego, dzieci były leżące. I faktycznie na zdjęciach z miesięcy jesiennych i zimowych te zajęcia w żłobku są takie sobie, a potem robią się już całkiem okej. widać było też że pojawiła się interakcja między dziećmi. W tym roku najmłodsze dziecko w grupie będzie miało 8/9 miesięcy. A większość mniej więcej roczek, więc też inaczej. To już nie będą leżące dzieci więc i zabawy inne.

A dziś maz zaczyna długi urlop. Bardzo się cieszę na te kilka tygodni razem.
Tymczasem lecimy na spacer póki słońce jeszcze mocno nie grzeje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca, 10:23

1 komentarz (pokaż)
21 lipca, 15:44

9 miesięcy i 16 dni

Maluszek zrobił dziś swoje dwa pierwsze kroczki. Dokładnie dwa razy po dwa kroczki. Całkiem sam, nie podtrzymywany. Pół dnia biegamy już z telefonami bo może trzeci raz się odważy i chcemy to nagrać ;)

4 komentarze (pokaż)
26 lipca, 15:21

~42tyg spędził w brzuchu i 42 tyg jest na świecie. Taka mała rocznica.

Dziś z pytaniem o dietę. Prosiłabym was dziewczyny z dziećmi około roczku o napisanie jak u was wyglądają pory karmienia. Ewentualnie orientacyjny rozmiar porcji i rodzaj posiłku.

Chciałabym w okolicy roku mieć podmienione wszystkie posiłki a mleko jako napój. Na razie jest tak:

~7;00 śniadanie kaszka.

Chciałam już jajecznicę/omlet/kanapke ale jest dziki protest i tarzanie się buzią po blacie krzesełka :/
Jest głodny po nocy i chce maluszek na szybko zjeść coś znajomego. W sumie rozumiem ;)
Będę próbować robic pół porcji kaszki i potem np. jajecznicę

~11:00 mleko 150. Często zostawia. czasem pół kanapki żeby się przyzwyczaił do chleba.

~13.00 zupa rzadka 150-200g
Druga drzemka
~15:30 drugie danie (gdy jadał tylko gęstą zupę porcja była ponad 250g) zazwyczaj zjada mały pulpecik+ziemniak+warzywa // risotto, kaszotto

~17.00 jogurt z owocem i płatkami

~19.00-30 mleko 230ml. Tu chciałam już kaszkę.


Zastanawiam się po roku nad:

7.00 Snuadanie
12.00 zupa
14.00 drugie
19.00 kolacja (+małe przekąski) (lub bez zupy)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca, 15:22

5 komentarzy (pokaż)
1 sierpnia, 11:40

Jestem sobie świeżo po lekturze "Smart shopping". Lepszym odżywianiem się interesuje się nie od dziś więc coś tam już wiedziałam ale książka zwróciła mi uwagę na trochę inne aspekty. Jasne, miałam też etapy żywienia się głównie lepszymi czy gorszymi gotowcami, co wynikało z różnych przyczyn, ale przez większość czasu jednak gotuje sama i sprawdzałam czy w produkcie nie ma syropu glukozowo fruktizowego, benzoesanu sodu, czy masło ma 82% tłuszczu, czy w śmietanie nie ma stabilizatorów i takie tam. O azotynach też wiedziałam ale do niedawna nie było u mnie żadnego zdrowego mięsa więc brałam co było. Teraz są parówki bez azotynów i takie czasem kupuje (dla siebie).
I tak w trakcie lektury zaglądałam czasem do kuchni i sprawdzałam co mam w szafkach.
Kaszki kupowałam tylko bez cukru, smakowe i zwykłe. Biorę więc kaszke smakową z półki w kuchni. Skład spoko, napis ohne zuckrersatz no i cukru nie ma w składzie. Patrzę w tabele (tego nie robiłam wcześniej skoro w składzie nie było cukru) a tu 35g cukrów/100g. Ma-sa-kra! Malinowa Bobovita z cukrem która mam, bo mi przysłali w gratisie ma jakieś 9/100.

Moje "zdrowe" musli bez cukru - 22/100.

Keczup - zrobiony z dużej ilości pomidorów (na to patrzyłam zawsze przy zakupie) a cukrów 30/100...

Jogurt bio - 14/100



Mam też całkiem spoko produkty w kuchni, nie tylko same buble.
jednak przeżywam zalamkę. Mam gula że dawałam tą kaszkę. Już lepiej było Bobovite z cukrem dać. Jestem zła że tak uważać na każdym kroku. I czuję się zrezygnowana, że tak się starałam a wyszło gówno.
.......
To napisałam wczoraj wieczorem a dziś widzę ssss że napisałaś o jedzeniu (to z powodu tej książki podpytywalam ciebie - zazdroszczę ci wiedzy ) wiec lecę do ciebie komentować.

6 komentarzy (pokaż)
5 sierpnia, 10:17

10

Zęby : 6 (+1)
Ubranka: 80
Sen: dwie drzemki. Przynajmniej jedna dłuższą (godzinna) czasem dwie długie <3 . Noc 20-6.30. na dobę ~12h
Nadal 1 pobudka. 2 gdy są upały.
Wzrost ~74
Waga: 9.5

Po poprzednim nijakim miesiacu ten obecny przyniósł sporo zmian.


- nie boi się "zimnej" wody w basenie, raczkowania po trawie i piasku. Podrywa kobiety w kolejce do lekarza - również zakonnice ;)
- uwielbia auta. Jak spacer to najlepiej przy drodze lub po parkingu
- umie turlać piłeczką i rozumie tą zabawę. choć piłka ne zawsze leci tam gdzie chce.
- umie sam sobie włożyć smoczka, również w nocy przez sen
- wskazuje ręką na/w stronę interesującej go rzeczy
- udaje mlaskanie
- macha z radości jak mały motylek
- wkłada mniejszy przedmiot do większego otworu. A czasem większy w mniejszy ;) w końcu zabawka-wąż / banan wejdzie w okrągly otwór jak się odpowiednio wsadzi ;)
- sprawnie otwiera i grzebie w szafkach. Musieliśmy odkręcić uchwyty bo żadne zabezpieczenia go nie powstrzymają. Tv wylądował na ścianie bo próbował go na siebie ściągać i nawet nieźle mu to szło :(
- układa jeden przedmiot na drugim. Również klocki. Próbował nawet ułożyć 3 elementy.
- chodzi trzymany za/pod rączki. Tzn. potrafi tak iść ale rzadko pozwala. Nie lubi tego. Jak iść to sam.
- robi lub usiłuje zrobić pchacz ze wszystkiego. Najczęściej zasuwa za kolankach a nie na stopach (to dlatego że wybiera sobie niskie "pchacze")
- przybija piątkę
- macha papa. Kiedy mu się chce i często już za późno tzn. do zamkniętych już drzwi. Okazuje smutek gdy ktoś wychodzi.
- trzyma butelkę ale jeszcze nie ogarnia żeby ją przechylić
- stoi długo
- zrobił swoje pierwsze kroczki. Zazwyczaj robi trzy, od święta pięć kroczków.
- wspina się na kanapę i wszystko wrzuca za nią
- daje i bierze przedmioty
- włącza światło (gdy trzymany na rękach)
- Probowal jeść sam i na próbie się skończyło. Mnie już na tym nie zależy a w zasadzie wolę go karmić żeby znowu sobie buzi nie zakleił jakimś mega kęsem. Jedzenie kładę mu na tacce jako zabawę sensoryczną
- wie że wyciągnięte rączki oznaczają chodź do mnie
- wyciąga rączki gdy chce być podiesiony
- daje niby całuski (otwarta buzia w czubek nosa ;) ) jeśli sam chce. Nie reaguje na prośbę o całuska.
- choć ostatnio mowilam że nic z tego to jednak ogarnął bidon. Pomógł bidon-kapek i słodki soczek jabłkowy na zachętę. Jednak dalej pije jak ptaszek.
- dużo mówi po swojemu, używa najróżniejszej intonacji. Brak konkretnych słów. Nadal przeważa tata i bliżej nieokreślony bełkot. Wczoraj powiedział mama pierwszy raz.

Ulubione zabawy:
- książeczka sensoryczna
- piłki
- zabawa autkiem
- wkładanie i wyciąganie przedmiotów
- uderzanie rączka w lustro
- patrzenie jak bulgoczą gary
- targanie zasłon

W jedzeniu jesteśmy głównie na etapie risotto/kaszotto. Choć był i pulpet i ryba po grecku. Kanapki narazie są ok na 2-3 gryzy. Dostaje głównie z masłem, twarożkiem domowym, domowym dżemem. Nie lubi cynamonu i jajecznicy na pomidorach. Są dni kiedy wogole nie pije mleka :/ nawet na kolację muszę mu coraz częściej robić kasze (na mleku). Dobrze więc że jeszcze budzi się w nocy bo wtedy coś mleka wypije, ale.... Coraz mniej.

3 komentarze (pokaż)
8 sierpnia, 20:11

Mąż usypia A ja czekam na odbiór kebaba ;) więc mam czas z skrobnąć odrobine. Swoją drogą strasznie dużo wuzków na mieście o tej porze..... Dużo to znaczy że widziałam 4 ;)

Dziadki niedawno wrócili z wakacji nad morzem, byli w okolicy zatoki. O matko!!! Raj!! Ile atrakcji, ile ciekawych rzeczy na ulicy. No i plaża. Już rozumiem dlaczego niektórzy potrafią spędzić cały dzień na spacerze. Zabierzemy młodego nad morze na pewno. Może już za rok. Choć mąż woli góry ;)

Po 10 miesiącach niedosypiania osiagnelam chyba jakiś limit ( nie potrafię spać w dzień). Ostatnio dziecko się w nocy , klepało rączka w szczebelki a ja nic. Spałam. A zawsze budził mnie najmniejszy szelest z jego łóżeczka.

Mieliśmy ostatnio pod opieką jeszcze sześciolatkę. Bajka. Taka różnica wieku to bajka!. Jasne, nie było czasu na chill out , ale poza tym luz. Dłuższą chwilę się razem bawili, rozumie że trzeba być trochę ciszej kiedy mały spi i takie tam. Wiem że to co innego niż własne ale było naprawdę spoko.

Ostatnio zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do miejscowości uzdrowiskowej. Ilość rzeczy jakie trzeba zabrać to jakiś kosmos haha a jeszcze musiała zmiescic się teściowa z walizkami która stamtąd odbieraliśmy. Ogólnie wyprawa super. Młody zadowolony, wszystko oglądał i wszystkiego chciał dotknąć, dużo gugał, zadowolony bardzo. Tylko glosno domagał się wsadzenia do każdej fontanny jaka widział (a kilka ich było) i jeszcze głośniej wyrażał swoje niezadowolenie że nie może się tam pluskać. W drodze powrotnej w aucie płacz bo nie mógł usnąć. Poza tym było fajnie.

Ostatnio na grupie mamusiowej mojej okolicy jedną babeczka zapytała o żłobek w mieście wojewódzkim. Była na spotkaniu, przyjęli 40 dzieci na nowy rok szkolny tylko nie zrozumiała na ile grup będą podzieleni. Mamy uświadomiły że to jest jedna grupa. Grupa 40 roczniaków + panie w jednej sali.... Jakaś paranoja. Kolejny plus dla mieszkania w pipidówie.



2 komentarze (pokaż)
13 sierpnia, 15:27

Ile uwagi poświęca się matce?? Po porodzie mąż był jedyną osobą która zapytała jak ja się czuję i w czym mi pomóc.
Można by pomyśleć że z czasem to się zmienia. W końcu mijają kolejne miesiące i ta czy inna osoba zauważy wszystko co robimy "źle". (Ja akurat słyszałam mało takich mądrości i rad, ale wiele kobiet się przecież na nie strasznie skarży).
No więc ile uwagi poświęca się matce? Obcięłam ponad 30cm włosów 2 miesiące temu. Pierwsza osoba zauważyła 2 tygodnie temu, kolejna przedwczoraj. I tak, widywałam te osoby już wcześniej, około raz w tygodniu lub częściej.
No więc tyle uwagi poświęca się matce.

A matka waży już 65 kg i choc cieszy się że 5 kg spadło to nadal nie jest zadowolona. Tak tak jadłam ostatnio kebab ;) No ale czasem trzeba mieć coś z życia. Coś niezdrowego albo drinka na koniec jeczacego dnia, przed niespokojną nocą (nie zliczę ile razy dostałam kopniaki i tyłek prosto na twarz - pieprzone zęby). Staram się mieć swój cheat evening nie częściej niż raz w tygodniu. No ale czasem sie po prostu kurcze nie da...

Anemic rehabilitacja idzie dobrze. Jesteśmy już na NFZ. Byliśmy na kwalifikacji u lekarza specjalisty. Ogólnie jest zdrowy natomiast ma pewien przykurcz lewej strony ciała. Ciężko ocenić powód ale po zebranym wywiadzie lekarz stwierdziła że może to być efekt jakiejś kontuzji. Mógł się przewrócić i uderzyć, bolało więc odczuwał niechęć do wykonywania ruchów lewą stroną i schemat sie utrwalił. Ale to tylko przypuszczenie. Każdą nową czynność zaczyna wykonywać prawą nogą i w trakcie rehabilitacji fizjo pokazuje mu że lewą stroną też można. Według jej opinii młody dość plastycznie i ładnie reaguje na ćwiczenia. Byliśmy też u neurologopedy i w tej kwestii wszystko jest jak narazie okej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia, 15:29

2 komentarze (pokaż)
18 sierpnia, 14:13

Przyjaciółka jest w ciąży. Pierwsze dziecko urodziła 12 lat temu jako wpadkę. A dokładnie lekarze zapewniali że nie będzie mieć nigdy dzieci. No może przy intensywnym leczeniu, ale to miało trwać długo.
No i po jakimś czasie wpadła. Nawet się chyba za szybko nie zorientowała bo raczej nie miewala okresów.
Dziecko dało im w dupę oj dało.... O drugim zaczęli myśleć gdy syn miał 4-5 lat ale po pierwsze w sumie nie miała ciśnienia a po drugie jej emigracja jest średnio udana więc kasy na lekarzy i leczenie nie zbywało.
No i jakoś tak samo się udało.
Trochę się cieszy a trochę boi.
A ja będę mieć komu podarować ciuszki. Nawet gdyby była dziewczynka to coś neutralnego u siebie wygrzebie. I zakupy będzie można porobic :D
Cieszę się że jej się udało. Nawet jeśli 12 lat różnicy to sporo. Przynajmniej starszy jest tak samodzielny ze będzie miała tylko jednego malucha do opieki.

Eh ekscytuje się jej ciąża jak swoją :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia, 14:16

0 komentarzy (pokaż)
22 sierpnia, 11:53

Ostatnio Kubuś całkowicie zmienił sobie model zasypiania. Zmiany były szybkie ale stopniowe. Obecnie lulanie na fasolkę nie ma sensu. Wygina się i wyrywa. Z jednej strony szkoda bo w ten sposób zazwyczaj usypiał poniżej 5min. Czasem 10. Jeśli trwało to dłużej to było pewne że nie usnie i trzeba spróbować za chwilę.
U mnie usypia wyłącznie na biodrze tuląc się do obojczyka. Czyli muszę stać, jeśli usiądę jego nóżki dotkną materaca i zacznie się wyrywanie. Przy mężu zasypia na naszym łóżku. Rzucając się po nim. To się kładzie, to wstaje, to przekręca, to kawałek raczkuje itd.
Jest to postęp ponieważ zaczyna zasypiać świadomie. Niestety trwa to dużo dłużej. Średnio 30-45min.
Problematyczne zrobiło się nocne karmienie. Dziś tłukł się po naszym łóżku półtorej godziny aż usnął :(
Chyba będę musieć pomyśleć o oduczaniu mleka w nocy bo długo tak nie pociagniemy - a chciałam czekać aż sam do tego dorośnie. Poza tym średnio wiem jak się za to zabrać. Tzn teorie znam ale w praktyce to nie wiem....

7 komentarzy (pokaż)
30 sierpnia, 13:50

‌byłam w pracy wypisać urlopy. Po wizycie w kadrach zajrzałam do mojego działu.

Jeszcze w ciąży,a nawet 5 miesięcy temu jak wpadłam z wizytą, gdy przychodziłam do pracy zawsze gadałam z mnóstwem koleżanek, zatrzymywałam się przy prawie każdym biurku. Taka wizyta by tylko donieść L4 potrafiła trwac ze dwie godziny. Będąc na l4 i na początku macierzyńskiego nawet trochę za nimi tęskniłam. nie byliśmy jakimiś super przyjaciółmi z ludźmi z pracy. Wielu z nas mieszka w trochę innym miasteczku, więc nigdy nie wychodziliśmy na żadne piwa po pracy, tylko każdy z nas wsiadał w samochód i wracał do domu. niemniej jednak nieobce nam były różne tematy, również te bardziej intymne.

Tym razem weszłam do mojego english działu, rozglądałam się.... nikogo nie znam. Rozpoznałam tylko dwie twarze. Cała reszta to jakieś młode "śpiki" ledwo 20+. Później dowiedziałam się że bardzo wiele osób przeszło do innych działów, chcieli więcej zarabiać więc zgodzili się na pracę w weekendy i w nocy, były też awanse. Inna grupa osób zdecydowała się na pracę z domu, jeszcze inna grupa osób calkiem odeszła z firmy.
Poszłam więc dalej do german teamu. Z tymi osobami też dużo przebywałam gdy pracowałam. Z częścią tych osób dojeżdżałam do pracy. Nie było większych zmian to przynajmniej tam sobie troszeczkę z dziewczynami porozmawiałam. Natomiast prawdę mówiąc to rozmowy były jakieś puste, trwały kilka minut skupiały się na dziecku, a potem wyczerpały się tematy.
Każdy w sumie pytał o to samo. Jak dziecko i kiedy wracam. Ewentualnie czy śpi. Ja zresztą podobnie. Dużo dziewczyn tam powracało z macierzyńskiego to pytałam czy zadowolone ze żłobka (tak) i jak jest łączyć pracę z dzieckiem (przewalone)

Krok dalej dalej w głębi naszego open space jest zespół VIP. Patrzę a tam siedzi z S. Ja ją szkoliłam. Stresowała się praca z klientem tak bardzo że była dosłownie zielona na twarzy i zapominała języka w gębie. musiałam jej dyktować co ma mówić a ona powtarzała jak papuga. Potem poprowadziłam ją za rączkę aby przyjęli ją do podzespołu sprawdzającego zgodność procedur... Przyznaję że jej awans mnie ubódł. Nie wiem dlaczego. Nawet raczej nie chciałabym byc na jej miejscu i spełniać tych porypanych próśb od klientów vip... Wiec nie wiem o co mi chodzi, ale trochę skoczyła mi gula.

ostatni krok w głąb open space doprowadził mnie w końcu do dyrektorki. Nie obawiałam się żadnych przykrości, wywracania oczami ani nic z tych rzeczy. urlop wychowawczy to u nas nic dziwnego. Liczyłam na jakąś rozmowę, nawet pięć minut. Jakieś wytyczne ile wcześniej zgłosić wymiar etatu, grafik urlopowy, grafik miesięczny,
ustalenie powrotu i takie tam organizacyjne pierdoły. A miałam wrażenie że ona jest zdziwiona że w ogóle do niej przyszłam, przecież mogłam pisać maila i wszystko tak załatwic. Może ja jestem trochę starej daty... Powiedzialam tylko że wrócę w maju a ona że spoko i żeby napisać wnioski urlopowe to zatwierdzi i podzekowala za wizytę.

Prawdę mówiąc poczułam się zbyta,olana i obco - zwłaszcza że nie znam niemal nikogo w moim dziale. I aż mi się odechciało. Jest taka K która przez złamaną nogę, ciążę, macierzyński, wychowawczy,znowu ciążę macierzyński i wychowawczy wróciła dopiero po 5 latach. Ciekawe jak ona sie czuła....


W pisaniu i w ogóle przekazywaniu myśli jestem kiepska, ale ogólnie doświadczenie było tak niefajne że pomyślałam sobie że praca,ludzie, znajomi i to wszystko jest jednak nic nie warte. Że tylko rodzina się liczy.


Od poniedziałku żłobek. Obawiam się że nie dam rady.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia, 14:38

6 komentarzy (pokaż)
2 września, 08:10

Wszedł do sali. Snuję się dookoła żłobka i usiłuje nie płakać. W środku trójka zapłakanych dzieci.

0 komentarzy (pokaż)
2 września, 09:26

Jesteśmy już w domu. Wybrałam go przed jego standardowa pora drzemki. Dosłownie minutę temu odłożyłam go do swojego lozeczka.

W żłobku nie płakał. Zbierało mu się ale nie płakał. Kiedy przyszłam go odebrać olewał mnie, wolał autko. Chyba się obraził.

Zobaczymy jak będzie reagował na żłobek za kilka dni kiedy zrozumie że to nie jednorazowy wybryk tylko codzienność.

4 komentarze (pokaż)
5 września, 09:08

11 miesięcy.
Aż trudno uwierzyć że to już przedostatnie podsumowanie.

Wzrost ~78
Ubranka: 80
Waga: ~9.7kg
Zęby: 6 (bez zmian, ale wkrótce powinny być kolejne)
Sen :bywa różnie ale norma to dwie drzemki po 1-1.5h

Miesiąc minął spokojnie. W końcu było lżej z młodym. Trochę dlatego że miałam męża w domu a trochę dlatego że w końcu można przy młodym coś zrobić w kuchni (wystarczy mu wręczyć magnesy na lodówkę) lubi wózek i spacery(aż za bardzo,tak skacze dupką że czasem się boję że rozwali wózek), nie boi się ludzi, a jego plan dnia był bardzo przewidywalny. oczywiście niektóre z tych rzeczy zadziały się już wcześniej a nie dopiero teraz, ale teraz to wszystko się tak skumulowało że w zasadzie mogłabym powiedzieć że ten miesiąc był nawet przyjemny.
Oprócz tego zaczął żłobek, ale to dopiero kilka dni więc narazie nie ma o czym mówić.

- bezpiecznie schodzi z kanapy
- odkrył cień i go atakuje ;)
- klaszcze
- mlaska gdy jest głodny/widzi jedzenie i ma na nie ochotę
- chrumka jak świnka
- wydaje pierdzący dźwięk na czyjeś ręce lub brzuchu
- przytula się do pluszaków
- wciska płaskie guziczki na zabawkach
- wie że po wciśnięciu guziczka coś się wydarzy np. zabawka pojedzie/zagra. Smuci sie jeśli jest inaczej (ups nie zauważyliśmy ze baterie siadły w jego ulubionym koniku i nie robił "patataj")
- szok! - wie że aby odblokować telefon trzeba przyłożyć palec z tyłu do czytnika, mazia ekran palcem, zamaszystym ruchem jakby scrollował.... przykłada mi telefon do ucha....
- myślę że mogę już napisać że CHODZI. W prawdzie tylko w domu ale zdecydowanie preferuje chodzenie od raczkowania. Idzie, zatrzymuje się, kuca, wstaje, skręca itd. Raczkuje tylko poza domem i kiedy chce "biec".
- z bełkotu wyłaniają się sylaby. Mówi wszystkie samogłoski i niektóre spółgłoski najczęściej t b m j
- bardzo dużo mówi po swojemu, odpowiada, chce się komunikować
- jego świadomym słowem jest samochód. Zawsze na auto mówi buu (bum bum).
- lubi aby z nim czytać książeczki. Czasem siada z książką i robi w moja lub męża stronę u u u co oznacza " chodź tu i czytaj/opowiadaj".
- mniej bawi się sam a więcej potrzebuje kompana do zabawy. (ostatnio dawał opaskę na głowę, musiałam zakładać a on ściągał - i tak 40 minut haha).
- podryguje do muzyki
- pokazuje jak szybko jeżdżą auta / kręci głowa
- wszystko chce umieszczać jak najwyżej np. na stole. O ile usiłuje tam wepchnąć bidon to mniejsza o to, ale jak próbuję tak wysoko położyć wywrotkę która jest niewiele mniejsza od niego i ciężką jak dla dzidziusia, to idzie szału dostać.
- chyba ani raz w tym miesiącu nie zrobiłam oddzielnego jedzenia dla niego. Nie chce mi się strasznie. Albo je to co my albo dostaje słoiczek.


Ulubione zabawy to niezmiennie oglądanie książeczek, pchanie wszystkiego co ma kółka, A nawet jeśli nie ma kółek. Rzucanie piłeczką. Dodatkowo zabawki interaktywne grajaco-jezdzacy konik i śpiewająca sowa.

6 komentarzy (pokaż)
18 września, 11:12

Dziecko w żłobku a matka w niedoczasie. Jak to możliwe? ;)
Pon. Żłobek 8-11
Szybkie zakupy.
Ogarniam chatę co trwa codziennie około godziny- zbieram pampersa z nocy rzuconego szybko koło łóżka w porannym pośpiechu, puste rolki po papierze toaletowym,butelkę z nocy, piżame do prania, przejść cała chatę i pozbierać kubki, wyladować zmywarkę, wsadzić gary do zmywarki, gary z suszarki do szafek, co nie weszło do zmywarki umyć ręcznie i odłożyć na suszarkę, zetrzeć blaty. Po drodze ułożyć spodnie wyrozwalane na podłodze na półce - cena za możliwość ubrania się i pozbierać gumowe zwierzątka w łazience - cena za uczesanie się. Przy okazji znajdzie się smoczek w bucie i but w koszu na pranie. Oj tam oj tam. Syzyfowe prace ;)

Rozwiesić pranie, puścić nowe pranie. Ustawić deskę przed tv , włączyć serial (odcinek 1h) i jedziemy z prasowaniem.
Uff złożyć wszystko i bieg do żłobka.

Wtorek (od dziś zostaje na spanie 8-12.30)
Bez zakupów. Od razu do domu ogarniac. Potem gotowanie obiadu. Dziś leczo. Kroje warzywa drobniutko, trwa to wieki wiec klnę pod nosem co mnie naszło na taką potrawę. Pora skończyć prasowanie - jeszcze 2 odcinki pykły. W weekend zrobiłam powidła, dopiero teraz zanoszę do piwnicy. Przy okazji oczywiście zaczęłam porządkować tam regał :/

Środa
Szybkie zakupy. Spotkałam znajomą - pół godziny plot. Mój czas - godzina basenu. W domu ogarnianie, mycie balkonu i porządkowanie meblościanki. Zrobiłam pół. Puściłam kolejne dwa prania.

Czwartek
Większe zakupy. Trzy różne sklepy. Ogarnianie. Skończyłam porządkować meblościankę. Umyłam okna. Machnęłam 15 min ćwiczeń. Zrobić obiad. Dziś placuszki z cukinii. Mało stania przy garach.

Piątek
Ogarnianie. Młody zasikal dwa prześcieradła. Swoje i nasze. A wogole to trzeci raz w tygodniu aaaaa znowu pranie. Sni mu się że pożary gasi czy co.... Obiad - pulpeciki z dorsza. Będzie na dwa dni, ale do tego ziemniaczki i buraczki (nie znoszę robić sałatek obiadowych, pewnego dnia po prostu dam buraczki że słoika albo surówkę sklepową ale jeszcze się zmuszam...) Umyłam łazienkę.

I tak mi zleciał poprzedni tydzień. "Nic" nie robiłam a czasu dla siebie czy na odpoczynek w zasadzie brak. Nawet kawy nie pije spokojnie tylko łykam ją pomiędzy marznięciami szmatą.
Mam nadzieję że kiedy odgruzuje mieszkanie po tym rocznym zaniedbaniu jednak znajdę trochę czasu na książkę albo druty.

Jeszcze muszę kuchnię porządnie przetrzasnąć i szafę przygotować na sezon zimowy. Jeszcze jeszcze i zawsze znajdzie się jakieś i jeszcze tylko ;)

4 komentarze (pokaż)
21 września, 11:53

Nie wiem o co mu chodzi z jedzeniem. Z dwa tygodnie temu - mniej więcej - zechciał wreszcie używać rąk w trakcie jedzenia i wkładać sobie sam do buzi coś innego niż chrupek . Obecnie krzesełko go parzy w większości przypadków kiedy mamy jeść. Nie chce jeść łyżeczka, nie chce rękoma. Nie chce siedząc na kolanie, nie chce ganiany z talerzykiem po domu. Najprędzej zje z podłogi. Ale nie z talerza z podłogi, tylko całkiem z podłogi, to co rozrzucil wcześniej. Tragikomedia.

2 komentarze (pokaż)
28 września, 10:09

Specjalnie nie puszczałam przez tydzień do żłobka żeby się czasem nie rozchorował na roczek - miał lejący katar. To mnie zaczęło rozkładać i zaraził się ode mnie. Ja angina on migdałki, mąż na wyjeździe służbowym. Wrócil na weekend dzięki czemu mogłam dziś spać w innym pokoju sama. Dobrze bo miałam dziś apogeum, trzy razy się przebierałam bo przemaczalam piżamę. Dreszcze i poty na zmianę. A jak mnie dreszcze wzięły to spałam w polarowych spodniach,szlafroku frotte, dwóch kocach, dwóch kołdrach i czapce wełnianej. I jeszcze bym coś zarzuciła ale nie było już co. Od poniedziałku znowu coś ma w pracy i go nie będzie po 12 do 14 godzin. Jestem wykończona.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września, 10:12

3 komentarze (pokaż)
2 października, 10:58

Masakra, ręce mi opadają. Dziękuję dziewczyny za życzenia zdrowia. Było fatalnie. W ciągu dwóch dni byłam na poz na pewno 5 razy jak nie więcej. Ledwo się młodemu antybiotyk skończył dostał mega wysokiej gorączki w nocy i nic nie pomagało. Gorączka spadała Max o pół stopnia. Kolejny antybiotyk. A teraz jeszcze pleśniawki mu się w buzi zrobiły. Całymi dniami Krzyki. Ja chyba ogłuchnę od tego. Trójki i czwórki idą agresywnie.
Sama dostałam antybiotyk po którym mdliło mnie kilka razy mocniej niż w ciąży. Dostałam zmianę ale działa gorzej bo cały czas boli mnie jeszcze gardło. Mąż wychodzi z domu o 5:00 i wraca o 21:00. Tak naprawdę nie ma kiedy pójść nawet na zakupy, bo przecież chorego dziecka nie wezmę do marketu. A mąż jest teraz tak długo w pracy ze wszystko jest już pozamykane. Dobrze że zawsze dbałam o zapasy.

Najgorsze że przez te choroby przepadają nam terminy na rehabilitację.

Wpis o żłobku miał być oddzielny. Ale już nie będzie. Napiszę tylko tak pokrótce. Adaptacja przeszła super gładko. Pierwsze 2 dni wydawało się że młody jest na mnie trochę obrażony, ale w żłobku ładnie się bawił i jadł. Po południu zdarzało mu się więcej krzyczeć jakby odreagowywał. W drugim tygodniu miał 2 dni strajku głodowego. Jadł tylko chrupki kukurydziane. Ale poza tym super. Myślę że lubił żłobek. Na zdjęciach wrzucanych przez panie na Facebook widać że był uśmiechnięty. Panie wymyślają różne zabawy i na pewno nie nudzi się tam tak jak w domu. Mają duży basen z kuleczkami, chodzą na spacery, mają mini plac zabaw z mini urządzeniami w budynku, maszyne do puszczania baniek i takie tam. Ja mu takich atrakcji nie jestem w stanie zapewnić. Jedyne zastrzeżenia mogę trochę mieć to wyżywienia - ale to pewnie jak w większości placówek.

0 komentarzy (pokaż)
4 października, 14:32

ROK

To już ostatni wpis z podsumowaniem. Rok zleciał. Rok temu był małym zawiniątkiem a teraz biega po całym mieszkaniu. Trudny rok który zmienil mnie bezpowrotnie. A nasze małżeństwo z jednej strony umocnił a z drugiej oddalił nas od siebie. Taki paradoks.


Ten miesiąc to byl koszmar. Głównie przez choroby ale nie tylko. Kubuś na zmianę daje w dupę albo jest małym kochanym słodziakiem. a jak daje w dupę to na calego. Bardzo chce postawic zawsze na swoim. Źle reaguje jeśli coś nie jest tak jakby chciał. A czasem chce chociażby przesunąć ścianę.... Reaguje głównie wrzaskiem. Niestety obawiam się jak będzie sobie radzil ze złością w przyszłości. A także o mój słuch. I to nie jest przenośnia. Od "nowości" bardziej krzyczy niż placze, a zakres decybeli ma taki że potrafi w uszach dzwonić.
Ale kiedy wszystko jest dobrze to jest rozkosznym małym wesołym chłopaczkiem. Potrafi się w szeroko uśmiechać na nasz widok pomimo wysokiej gorączki, a nawet macha tacie papa przez sen kiedy ten wychodzi do pracy przed świtem. W takich momentach mam wyrzuty sumienia że mi puszczają nerwy w chwilach kiedy krzyczy. A jeśli przyczyną nasilenia krzyków są zęby to Boże drogi niech one w wyjdą zanim ktoś wystawi mi żółte papiery.....

Waga 10kg
Wzrost około 80cm
Sen: nadal dwie drzemki
Zęby : trójki i czwórki mnie wykończą

-nie wiem co zrobić z jedzeniem. Nadal najchętniej jadłby z podłogi. gdybym przygotowany obiad po prostu rzuciła na płytki to pewnie byłby zjedzony w całości i jeszcze wylizana podłoga... walka toczy się o pierwszą łyżeczkę. Jak już spróbuje to zawsze coś zje, ale żeby spróbował to rany boskie ile się trzeba namęczyć
- wsuwa wszystko pod meble, a meble mam takie że jak coś tam wpadnie to przepadło aż do "porządków świątecznych"
- ściąga mi okulary :/ długo je ignorował i myślałam że tak już zostanie. Niestety.
- śmieje się ze swoich pierdów ;)
- tańczy i śpiewa. Ulubiona piosenka to pan tik tak, a najchętniej śpiewa hymn....
- podaje pranie do powieszenia ;) wrzuca swoje ubranka do kosza na pranie (po kąpieli), wkłada ubrania do pralki, podaje zakupy do odłożenia
- współpracuje przy rozbieraniu na przykład podnosi nóżkę kiedy ściągam mu spodenki
- kręci główką na nie, ale na razie to nic nie oznacza
- układa wieżę z trzech klocków
- denerwuja się gdy coś mu się nie uda np. wieża się przewróci
- kuca. Robi przysiady.
- wskazuje ręką na przedmioty i oczekuję że poda się mu nazwę tego przedmiotu
- logopeda i pediatra twierdzą że szybko zacznie mówić bo komunikuje się w swoim języku ponadprzeciętnie jak na roczne dziecko. Ja jestem sceptyczna bo mówi tylko bu na auto i la na lampę. Nawet tata jest raczej bez zrozumienia. Mama w zasadzie nie mówi. Czasem tylko powie mammm
- wiesza się na szyi i dużo tuli
- chodzi a nawet trochę biega. Ale tylko w budynkach na zewnątrz się boi.
- dotyka się że mną noskami i mizia noskami
- wybiera najcięższe i największe przedmioty i je nosi stękając i krzycząc przy tym z wysiłku.
- przesuwa koraliki po druciku.... pzynajmniej częściowo, bo ogólnie tego typu zabawy go nie interesują. Wzrusza ramionami i prycha kiedy mu pokazuje takie zabawki.
- rano jak ma dość kokoszenia się na łóżku po prostu schodzi z niego i sobie idzie... Gdzieś.... Pierwszym razem przeżyłam szok. Jak to? Poszedł sobie?
- ubrać go to masakra. Ucieka
- nie chce siedzieć w krzesełku. Wstaje, ucieka, krzyczy, wygina się
- je rękoma
- Nie lubi butów, skarpetek i długich rękawów :/ - ahoj zimo....
- lubi pchacza, autka, zabawki gniotki, kąpiel, piłeczki, książeczki i przytulać misie.


Ja swojego podsumowania roku macierzyństwa robić nie będę bo już kilka razy o tym doświadczeniu pisałam i zdania nie zmieniłam. Cieszę się że ten rok jest za mną. Nie chciałabym przechodzić przez to jeszcze raz. Jednocześnie rozumiem że pod wieloma względami będzie łatwiej z każdym miesiącem, ale w tym samym czasie boję się o nadchodzące wyzwania z jakim przyjdzie stawić mi czoło w kolejnym roku/latach. Boję się czy im podołam.

1 komentarz (pokaż)
15 października, 15:36

Siedzę w szpitalu. Będzie czwarta noc. Duszności. Leki od pediatry nie zadziałały a dokładnie lek wykrztuśny. Pomimo leku nie kaszlał więc zalalo mu całe pałucka. Trafiliśmy na sor z dusznościami. I tak sobie kwitniemy w szpitalu i bierzemy sterydy. Prawdę mówiąc nadal mało kaszle ale oskrzela powoli się rozkurczaja. Mówią że może jutro do domu ale już wczoraj tak mówili i nic. Zmniejszyli steryd a teraz znowu zwiększyli. Ważne że zapalenie płuc wykluczone.

Szpital to masakra. Trójka dzieci w pokoju. Zmiany, przeprowadzki z pokoju to pokoju, mieliśmy nawet ostra rotę w pokoju. Dziecko aż się zachlystiwało wymiotami. Dobrze że mój szczepiony.
Oczywiście dziecko nie chce spać a jak tylko usnie to idzie obchód albo zastrzyki albo coś. Norma.
Masakra dla mnie bo jemu się podoba. Są dzieci, są zabawki, kolorowe sciany itp. dla niego jest fajnie.
Tak sobie obserwuje. Mój śpi skrajnie mało jak inne dzieci w tym wieku. W domu śpi więcej ale i tak mniej niż inne dzieci w tym wieku. Za to faktycznie więcej kuma i się komunikuje z innymi. Zjada też więcej i radzi sobie lepiej z normalnymi obiadami. A myślałam że jest z tym w tyle. Bardziej nie lubi zabiegów a ruchowo w zasadzie wpada w średnią. Wcale nie aż tak do przodu. Wiele tu roczniakow i młodszych które chodzą.
Ciekawe jest jak kobiety kastrują tatusiów a potem przewracają oczami że ci nic przy dziecku nie wiedzą. Nie spotkałam tu tatusia który by nie był zainteresowany dzieckiem, ale kobiety najczęściej traktują mężów jak donosicieli potrzebnych rzeczy a potem ich wyganiają. I krytykują i karcą cokolwiek by przy dziecku robili. Mało która wykorzystuje wizytę ojca jako swój czas i idzie chociażby się wykąpać.
Tylko jeden tatuś zostaje na noc z dzieckiem.

7 komentarzy (pokaż)
Dzisiaj, 11:47

Jest przepełnienie na oddziałach więc zasady poszły w kąt. Można chodzić wszędzie i na salę zabaw też. Jeśli się nie boisz ostrego rotawirusa......
W praktyce zostaje lozeczko i noszenie na rękach po korytarzu.
Najgorsze były kroplówki. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego to niech spróbuje zawiązać dziecku sznurek na rece i nie pozwolić go szarpać ani ruszyć się na więcej niż dwa kroki przez 2-5h.
Dobrze że już nie mamy kroplówek.... oczywiście kroplówka przychodzi kilka minut po tym jak dziecko się obudzi. No bo przecież że nie przed pora spania. Za łatwo by było.

Mam dziś mega wkurwa na szpital.jux od kilku dni słyszę że może jutro wyjdzie a potem że nie. Nowa babka na sali to rozdarciuch z rozdartym dzieckiem. Babka 40+ - mam okazję zobaczyć jak wyglądało babciowe wychowanie. Wszystko na siłę - mówię że nasz robić x tomzrobisz x choćbyś byl fiotelowy z darcia. Kasze z butelki, bujanie na kolanach cały dzień nieważne że dziecko wyje ze chce coś robić. Smok w buzi cały czas. Mówi tylko mama. 16 miesięcy. Jedzenie biszkopty, draże, skitellsy , grysik, Kubusie, Danonki, spanie z bujaniem lub włożenie do łóżeczka i w dupie manie krzyki. Skisne z tym krzykiem. I z noszeniem mojego młodego całymi dniami. Ręce mi odpadają. Dupa , biodro, głową bolą od spania na podłodze. Chłop znowu w krzakach siedział. Wszystko mam brudne, głodna jestem bo żadnego żarcia dla mnie nie ma a do baru nie wolno i marzę o kąpieli.
Młody mi się rozbestwił. Muszę go faszerować chriupkami żeby jakoś zrobić inhalacje a i tak się wyrywa. A potem normalnego jedzenia nie chce. Aż żałuję że nie nauczyłam go telefonu i bajek. W łóżeczku krzyczy, zabawki wyrzuca, brakuje mu ruchu wiec nie śpi, muszę go nosić po nawet 10h dziennie. 10tys kroków po korytarzu lekko.

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)