BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
4 maja, 22:06


Minął siódmy miesiąc razem. Maluch nadal nie umie gryźć swojej stopy ani przewrócić się z brzucha na plecy i pewnie już tych umiejętności "oficjalnie" nie zdobędzie.
Przede wszystkim leżenie na plecach to najstraszniejsza tortura, a poza tym który maluch by się tym zajmował skoro jest zajęty trenowaniem ciekawszych dla niego umiejętności:

-stoi przy meblach. Podciąga się rękami lub wybija z nogi. Czasem wstanie w pewnej odległości od mebla i potrafi wtedy zrobic kroczek aby byc bliżej mebla. Co więcej stoi na tyle stabilnie że potrafi się bawić na stojąco i obiema rękami czymś co znalazł na sofie.

- Przy ścianie potrafi wstać do pozycji klęczącej.

-pojawił się ruch wspinający kolanem. Gdybyśmy mieli schody to na pewno próbował by się na nie wspinac. czasem wstanie a potem wspina się wyżej zarzucając kolanko na moje udo.

- jeśli stanie w rogu łóżeczka czy kanapy (mamy sofę w kształcie litery L) potrafi przejsc/obrócić się do sąsiedniej ścianki. To pewnie wstęp do chodzenia przy meblach.

- uczy się bezpiecznie robić "bam"na pupę. I już prawie zawsze się udaje.

- Usiadł i siedzi stabilnie

-uczy się przewracać strony w kartonowych książeczkach

- stał się małym śmieszkiem. Chichra się cały dzień.

-Potrafi głaskać całą dłonią. już wcześniej głaskał ale wtedy to głaskanie polegało na wbijaniu pazurków szczypaniu i drapaniu. Teraz umie to zrobić delikatnie.

-Być może rozponaje już swoje imię. Nie jestem pewna

- Mówi ammmm kiedy je zupkę która mu bardzo smakuje

- Mówi Aaaaaa z różną intonacją, wyrywają mu się różne sylaby głównie z literką M : me mi ma

-Potrafi przekładać przedmiot z ręki do ręki

- potrafi bawić się na siedząco i ostatnio to bardzo polubił

Czy miesiąc temu mówiłam że ciężko zmienić pieluchę? Myliłam sie. Zmiana pieluchy stała się niezłym wyzwaniem. Nie wygłupiam się nawet z kładzeniem na plecy bo nie udaje się a ten wrzask słyszy wtedy cały blok. Opanowałam już zmianę gdy dziecko jest w pozycji czworaczej, nawet gdy ucieka oraz w pozycji stojącej. Obecnie wyzwaniem jest nieprzewidziane przejście do siadu. Siku to pikuś , ale dwojeczka wymaga niemalego sprytu żeby uniknac wsmarowania wszystkiego w dywan.

Ulubione zabawy:
Ganianie piłki lub innego przedmiotu po całym mieszkaniu rzucanie go przed siebie
Uwielbia kręcące się kulki i koła
Wyciąganie przedmiotów z pudełka na zabawki
O dziwo grzechotki przeżywają renesans. Lubi wydawać nimi dźwięki i bada je dużo dokładniej niż wcześniej
Zabawa w konika (na kolankach) i samolot(udajemy że lata) , akuku
Uderzanie przedmiotem w podłogę
Upuszczanie przedmiotów
burzenie wieży z gumowych klocków
wyciąganie kształtów Z układanki o dopasowywaniu kształtów ;)
Materiałowe książeczki z wystającymi ogonami o różnych fakturach
Książeczki wydające różne odgłosy z serii Poznajemy dźwięki


Zeby: nadal 2

Ubranka: 74

Waga i wzrost: 8.3kg 73cm

Sen: 3 drzemki z czego pierwsza najczęściej dłuższa - tak max 1.5h, pozostałe drzemki około 30-40 min.
Czasem 2 drzemki.
Sen nocny uległ ..... skróceniu o godzinę
Śpi 20 - 6 (9h-bo karmienie)
1 karmienie - choć było kilka nocy bez karmienia, ale wtedy pobudka po 5 :/
Na dobę już tylko ~12h

Jedzenie: bez zmian. Śniadanie kaszka z owocem, obiad zupka z mięsem lub jajkiem z grudkami. Spróbował jogurtu, naleśnika, chleba.
Wprowadzam podwieczorek. Narazie jogurt z owocem i płatkami jaglanymi/otrębami/musli?/biszkoptem? I nie codziennie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja, 22:07

2 komentarze (pokaż)
13 maja, 12:40

Maj w tym roku nie rozpieszcza pogodą. Połowa miesiąca a słonecznych dni było może 4. Rok temu o tej porze już była pełnia lata. Kwitły mi pomidory, cały balkon miałam w kwiatach. Chodziliśmy z mężem na spacery - rzadko bo oboje nie lubimy, ale jednak. Byliśmy kilka razy w Krakowie na wycieczkach. Oprócz tego chodziliśmy do teściowej na działkę zrobić sobie grilla, mąż podlewal jej kwiatki, robil taką instalację żeby zbierać deszczówkę do podlewania, kosił trawę .
W tym roku przez pogodę cała majówkę spędziliśmy w domu. Balkon jest pusty, nie ma kwiatów, nie ma pomidorów.
Z to jest mały bąbel który wędruje sobie wzdłuż kanapy i próbuję wydrzeć mi telefon kiedy to pisze. ;)
Staraliśmy się wykorzystać wszystkie słoneczne dni maja. To znaczy że byliśmy na dwóch spacerach, jeden raz u teściowej i jeden raz na działce. Biednie. Ale co zrobić jak albo leje albo wichura.
Ostatnio młody nie reaguje już płaczem na widok nowych twarzy, w tym babć. Nie wiem jak długo ten stan potrwa. Oby już na zawsze ;) na działce nawet bawił się ze swoimi kuzynami 2,5 i 6 lat. Bawił to może za dużo powiedziane. No ale siedzieli razem na kocyku. Dość długo był nieśmiały, tylko siedział cichutko i obserwował. Dopiero później zaczął wydawać pierdzące odgłosy buzią i śmiać się na huśtawce. Czyli się zaaklimatyzował.

Młody nie chce pić mleka na drugie śniadanie. Do tej pory zjadał 150. Teraz ledwo wciska 100. Obserwuję. Albo drugie śniadanie będziemy dawać później albo zmniejszymy mleko do 100 (w zasadzie do 120 , najwyżej będzie zostawiał) i obiad będzie wcześniej.
Oprócz tego coraz częściej nie śpi już trzeci raz po południu.
Dziś przy śniadaniu młody capnał mi kanapkę. Ale mu ten chleb z masłem smakował! Wziął przy tym tak dużego gryza że spanikowałam, ale on dał sobie radę niemal koncertowo.

Na dzień dziecka kupiłam mu kostkę edukacyjna. Przeszukałam oferty i pokazałam kilka modeli mężowi. Ostatecznie wybraliśmy taką samą jak Marti. dostanie prezent troszkę wcześniej bo widzę że to co ma już go zaczyna nudzić, a zresztą jak go zasypia prezenty na pierwszego czerwca to będzie miał za dużo na raz. Muszę mu jeszcze coś do wózka kupić bo to co ma teraz średnio się nadaje. Uparłam się na taką poprzeczkę/sznurek z zabawkami rozwieszony między rączkami. Cos znalazłam ale jest mały wybór tego typu zabawek, teraz widzę Albo zawieszki albo łuki z zabawkami.

Eh kolejny deszczowy dzień w domu ze wstającym maluchem. Co tu robić....



Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja, 12:40

2 komentarze (pokaż)
13 maja, 17:05

E tam ja i tak jestem drugą najczęściej spacerującą osobą na osiedlu w kategorii "dzieci za małe na plac zabaw". częściej wychodzi tylko sąsiadka z parteru ale to tylko dlatego że musi odprowadzić starsze do szkoły. Większość wychodzi tylko w niedzielę i to często nawet nie na uczciwy spacer a po prostu do rodziców i z powrotem.
Ja nie lubię spacerów ale jak tylko pogoda sprzyja to idę bo wolę spacer niż wymyślanie milion zabaw na minutę. Tak poza tym to w domu się nie nudzę, nigdy się nie nudziłam ;) no i trochę jednak zawsze mam nadzieję że spotkam jakąś dorosłą osobę do rozmowy. Zazwyczaj nie ;)

Fajnie masz ze śniadaniem Anemic. Jaśnie panicz Kuba wszystkim co dostanie do ręki rzuca. "Pani matko co pani wyrabia, rączki są od zabawy a jedzonko proszę wkładać tu aaaaa(otwarta buzia)" ;)
Owoc nie, bo był za mało mleka pil. Zależy mi żeby było mleko, nawet jeśli mała porcja. Jemu by to nie przeszkadzało. Ostatnio całkiem przypadkiem nie dostał mleka przez cały dzień i wcale za nim nie płakal.

Coś czuję że wszystkie będziemy mieć tą samą kostkę haha :D

1 komentarz (pokaż)
15 maja, 12:39

Młody robi się coraz bardziej świadomy. Nigdy nie ukrywałam się kiedy wychodziłam z domu. Widział że się ubieram i znikan za drzwiami. Wczoraj gdy zakładam apaszkę młody doraczkował do korytarza I zaskomlał smutno. Wiem że tak nie powinno się robić ale odniosłam go mężowi i kazałam przypilnować. Bałam się że zrobi histerie jak zaczne wychodzić.
Mąż mówił że histerii nie było, nawet przy usypianiu ale młody mnie szukał. Doraczkował po ciemku aż do sypialni (jeszcze nigdy tam się nie zapuścił sam/sypialnie mamy zaraz obok drzwi wejściowych) i patrzył czy może tam jestem.

Przytula się. Zaciska rączki na moich ramionach mocniej w sytuacji stresowej lub kiedy odchyla się i boi się że spadnie.

Czasem podchodzi do nas tylko po to żeby zrobić nam cacy. A potem wraca do swojej zabawy lub do chodzenia wzdłuż sofy.

Kiedy mąż wraca z pracy młody piszcxy i cały się trzęsie z radości.
A będzie tylko fajniej, prawda?


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja, 12:40

1 komentarz (pokaż)
20 maja, 10:37

Czasem próbuję sobie wyobrazić jak by to było gdybym oprócz mojego malucha miała jeszcze drugie dziecko. Zazwyczaj wyobrażam sobie że mam mojego 7.5 miesięcznego i drugie starsze, tak 3-4 letnie.
No byłaby masakra. Dziś młody płakał w środku nocy - chyba zęby- obudziłby rodzeństwo. Zamiast spokojnego (no dobra nie jest takie spokojne ale przynajmniej nie jest "na czas") śniadania - bieg do przedszkola. Zamiast odpoczynku - zabawa ze starszym które już nie śpi w dzień. Starszy a jednak mały... Który nie zawsze rozumie, że musi być cicho i budzi niemowlaka. I to wszystko na kilku metrach kwadratowych w bloku. Pewnie większość kiedyś spotkała się z opinią że mieć jedno dziecko to plaża i wygodnictwo. Może (w sumie prawie na pewno)to prawda. Ale też dziecko dziecku nierówne.

Weszłam na grupę mamy z miasta x i okolic. Jestem w tej grupie od dawna. Kobiety raczej dyskutują o konkretach. Który lekarz ma jakie terminy, gdzie coś szybko załatwić, dlatego grupa jest przydatna. Jedna z pań zadała nietypowe pytanie jak na tę grupę, ponieważ napisała że jej mąż wkrótce wyjeżdża do pracy i zostanie sama z 3 miesięcznym dzieckiem. Pisała, że się boi jak sobie poradzi i jakie rady mogłyby jej dać inne mamuśki.

Oczywiście zasypało ją mnóstwo komentarzy, że chyba zwariowała jeśli uważa że nie da sobie rady, bo one dają sobie radę z dwójką, trójką..... A babcia to w ogóle miała siódemkę na wsi i całą gospodarkę na głowie, a ona panikuję że nie da rady zrobić obiadu przy jednym 3 miesięcznym dziecku który tylko śpi cały dzień. Idealne matki z idealnymi dziecmi które "przecież można położyć gdzieś tam i zająć się swoimi sprawami".

Co do tego czy kobiety kiedyś aż tyle ogarnialy. Jak ktoś ma np babcie która nie boi się powiedzieć prawdy to warto posłuchać. Ewentualnie przeczytać stare książki. Tyle że można się nieco zdziwić co to za metody miały.....

Że z dwójką jest trudniej jak z jednym? Pewnie tak. Że z trójką jest trudniej jak z dwójką? Pewnie tak. Że z czwórką jest trudniej jak z trójką? Może tak, A może najstarsze już jest na tyle duże że zabawi, zmieni pieluchę, nakarmi... W każdym razie po co się licytować

A że 3 miesięczne dziecko śpi cały dzień.... Cóż... Mój mając 3 miesiące i mniej czasem spal ładnie. Czasem. Bo przeważnie spał 9 - 10 godzin na dobę. Nie nie pomyliłam się. 9 - 10 na dobę. A czasem tylko 6. A czasem aż 13. Bardzo rzadko aż 13. Mam wszystko w apce. Ku pamięci.

Czytałam kiedyś wywiad. Nie pamiętam gdzie i z kim. Pamiętam że padło pytanie co cie najbardziej rozczarowało w macierzyństwie. Odpowiedź była bardzo wymowna : inne matki.

8 komentarzy (pokaż)
22 maja, 10:22

Ja pierdzielę. Ostaty narzekałam że maj jest okropny. Dzisiaj to już mamy stan przedpowodziowy. Woda ponoć sięga już samego mostu pomimo że koryto u nas jest bardzo głębokie. Mieszkam na gorce więc mnie osobiście problem nie dotknie Ale jedną powódź już tu widziałam. Wolałabym żeby się nie powtórzyła. A nadal leje i zapowiadają deszcz jeszcze na przynajmniej kolejne 2 dni.
Dla nas oznacza to tyle że jesteśmy nadal uziemieni w mieszkaniu.

Szykujemy się do chrztu. Proboszcz skądś powiedział że mój brat który miał być chrzestnym mieszka zagranica. Chociaż zameldowany jest tutaj. Zażyczył sobie więc zaświadczenie z zagranicy że brat jest praktykującym chrześcijaninem.
Facepalm
Nie będę ściemniać brat do kościoła nie chodzi. Zresztą my też nie. No ale nie o samo chodzenie chodzi, bo nie to czyni katolika tylko o wartości. Zresztą nie będę się rozwijać na ten temat.
Nie mieszka też w UK gdzie lokalni księża przyzwyczaili się do tych głupich wymogów u nas. Jestem pewna że lokalny ksiądz będzie miał go za wariata I nie będzie wiedział o jaki rodzaj papierka mu chodzi i po kij mu w ogóle coś takiego. Oni nie mają tam nawet czegoś takiego jak rejestr wiernych w parafii a z twarzy nie dawno stanie ludzi kojarzyć. To ogromne miasto. Zresztą na jakiej niby podstawie mieliby mu coś takiego wystawiać jak wszystkie sakramenty mial tutaj.
na jego miejscu chyba nawet nie chciałabym z siebie robić wariata i iść pytać.
Polski kościół o dziwo prawie nie istnieje - to znaczy jest jakieś miejsce gdzie są msze dla Polonii ale w ciul daleko. No i tam też go nie znają.
No i na krótko przed chrztem zostaliśmy bez chrzestnego. U mnie w rodzinie Nie ma nikogo kogo mogłabym prosić. Zresztą przyjęcie miało być w domu i teraz zaproszenie dodatkowych osób oznaczałoby konieczność szukania lokalu i cateringu (ja gotuję obiad według teraźniejszego planu) na kilka dni przed chrztem. W dodatku zaprasza na osobę od razu zorientowała by się że jest zaproszona na ostatnią chwilę z braku laku. Nieładnie.
Chrzestna będzie szwagierka moglibyśmy poprosić jej męża żeby był też chrzestnym i wtedy oboje chrześni będą od strony męża. W dodatku liczba gości się nie zmieni.
Jest rozwiązanie, wiem. Ale nie tak to sobie wyobrażałam. prawdę mówiąc wszystkiego mi się odechciało już robić.
Nawet nie mam młodego w co ubrać. Wyprzedali mi komplet który miałam upatrzony w hm i nie mam siły szukać nowego. Siebie też nie mam w co ubrać bo sie w cyckach nie mieszczę w żadną sukienkę ani koszulę.

Ogarniemy. Wiem że ogarniemy wszystko. Ale ręce opadają. Jeszcze ta pogoda....


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja, 10:45

8 komentarzy (pokaż)
31 maja, 09:59

Lentilko czy praktykowanie oznacza tylko chodzenie do kościoła? ;) Bo ja myślę że nie tylko. Myślę że to coś więcej. A nawet uważam że można nie chodzić do kościoła i być praktykującym. ;)


No ogarnęliśmy. Potrzebowałam tylko jeden dzień sobie poleżeć pod kocem, a potem wzięłam się w garść (przygbiotlo mnie troszkę więcej niż sam chrzest, ale już ok;) ) Chrzest się odbędzie z jednym chrzestnym. Ubranko dla młodego znalazłam w smyku, na przymierzone milion sukienek w szafie znalazłam jedną którą się mieszcze. Ewentualnie spódnica plus bluzka.

Muszę się tylko poradzić w sprawie menu. Potrzebuję opcje wegańska. Zupa i drugie danie to nie problem. Z tortem mam się nie bawić tylko zrobić normalny. Oprócz tego z ciast będzie sernik a'la rees i znalazłam na kwestia smaku wegańskie muffinki jabłkowe. Brakuje mi jeszcze jednego ciasta najlepiej wegańskiego (lubię żeby były trzy opcje do wyboru). Oprócz tego sałatka gyros , standardowe przekąski typu szynka ,ogóreczki itd.

No i tu pojawia się największy problem. Nie wiem jaką mogę zrobić drugą sałatkę, wegańską.
Drugi problem ciasto wegańskie do kawy (musi być takie żeby mogło stać na stole i nie popłynęło)
No i trzeci, najmniejszy ;) nie mogę się zdecydować na smak tortu. Po głowie chodzi mi kokos plus truskawka. (to znaczy chętnie zrobiłbym czekoladowo-kawowy z wiśniami w likierze ale dzieci nie zjedzą;) )

No chyba że jako sałatkę wegańską zrobić po prostu zwykłą grecką minus feta....

No nie wiem. Potrzebuję coś z"normalnych" składników i nieskomplikowane do zrobienia bo jak wiecie czas na gotowanie przy dziecku (nawet jak mąż je przejmie) nie jest zbyt duży.
Znacie jakieś prostu przepisy wegańskie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja, 10:02

10 komentarzy (pokaż)
3 czerwca, 09:34

Byliśmy wczoraj u teściowej na obiedzie. Oprócz nas wpadła szwagierka z rodziną i niezapowiedziana na chwilę taka daleka kuzynka. Łącznie było 6 "obcych" ludzi A Kubuś nawet nie pisknął. Siedział dość długo nieruchomo, najpierw na rękach potem na dywanie, a potem zadomowił się tak bardzo że zaczął szaleć, piszczeć, wspinać się, gryźć meble, rozrzucać zabawki.
Nie chcę jeszcze odtrąbić sukcesu ale nadzieja w sercu rośnie.

Marti znam leśny mech :) to moje sztampowe ciasto na Wielkanoc :)

Sugar to dla mnie żadne poświęcenia. Ja uwielbiam gotować i bardzo mi tego brakuje. Zdarzały się weekend w zamykałam się na całej godziny w kuchni. Ach to były czasy. Zwłaszcza w porównaniu to z tym "gównem" które teraz jadam. Byle co byle szybko. ugotować. To nawet nie chodzi o gotowce tylko
bardziej o brak finezji ;)

2 komentarze (pokaż)
6 czerwca, 17:18

Maleństwo kończy 8 miesięcy.
Z podsumowaniami.mam taki problem od kilku miesięcy, że Kubuś zasiedział się jakieś 1.5 tyg w brzuchu i prawdę mówiąc to widać. Około tygodnia przed skończeniem miesiąca zawsze zmienia pewne istotne rzeczy. W tym miesiącu np. Spanie. Ale jakoś to uśrednie, jak zawsze.

- chodzi wzdłuż mebli i to szybko
- potrafi wstać przy gładkiej powierzchni na przykład przy ścianie lub drzwiach balkonowych
- potrafi chodzić przy ścianie, choć powoli
- czasem używa pojemnika na zabawki jako pchacza. Narazie raczej nie pozwalam, chyba że tylko chwileczkę
- potrafi się wspiąć na coś np. na pojemnik z zabawkami lub wykorzystać moja nogę żeby wejść na sofę
- trenuje kucanie przy meblach. Wygląda to trochę jak ćwiczenia baleriny.
- koncentruje się chwilkę na bajce
- zaczyna się przytulać. Na razie tylko gdy mu źle lub się uderzy, ale to już jakiś początek
- cieszy się, cały trzęsie i piszczy kiedy maz wraca z pracy
- jak tylko się ruszymy to biega za nami od pokoju do pokoju. Najbardziej kocha łazienkę i pralkę. Wiesza się na drzwiach :/ muszę trzymać zamknięte :/
- dużo się śmieje i piszczy radośnie (a czasem jęcząco) aż uszy bolą
- zaczyna protestować krzykiem lub płaczem gdy coś jest nie tak jakby chciał, zaczyna się wymuszanie.
- jeśli zabawka wpada w zakamarek to pamięta że ona tam jest i próbuje ja wyciągnąć zamiast brać kolejna.
- sam je chrupka kukurydzianego. Gryzie piętkę chleba - dla mnie to sukces że coś sam wkłada do buzi
- dotyka jedzenia położonego przed nim. Ale nie ma mowy o próbie zjedzenia czy włożenia do piąstki. Nadal łyżeczka lub ja trzymam kawałek np. arbuza a on przybliża głowę i odgryza.
- wszystko jest interesujące wszystkiego trzeba dotknąć pomacać spróbować ugryźc. Nawet jeśli to szczotka do butelek ;) a bulgoczące gary to jest szał :D
- jeśli widzi że ktoś je to zaraz jest przy nodze i otwiera buzię "ja też chcę" .
- mówi ti ,pu, bu, me czasem powtarza dźwięki - zwłaszcza ti - na zawołanie.
- zdarzyło mu się skleić dźwięki w takie wyrazy jak hejka mame tate cycy baboon (ang. Pawian) oczywiście przypadkowo.

Ulubione zabawy:
W zasadzie bez zmian. Rzucanie, wyciąganie rzeczy z pojemnika, kręcenie różnymi kółkami (na dzień dziecka dostał od dziadków 2 betoniarki bo oprócz kółek kręci się jeszcze gruszka (?) ) jest zachwycony. Oprócz tego lubi lizać szyby w drzwiach balkonowych i patrzeć na kolorowy wiatraczek (wbiłam w doniczkę z kwiatkami na balkonie)

Zęby: 2.5 dopiero co przebiła się górna dwójka. Jeszcze trochę zanim całkiem wyjdzie

Jedzenie (godziny w przybliżeniu):
7.00 kaszka (pół kaszka dla niemowląt a pół zwykłe płatki owsiane błyskawiczne- nauka gryzienia) z owocem najczęściej ze słoiczka. w soboty wprowadziłam jajecznice z drobno krojonym pomidorem i małą kanapkę z masłem.

10.30 -11 mleko 150

13-14 obiad zupka około 250 g, połowa warzyw gnieciona. Dodatek kasz, ryżu, drobnego makaronu. Wprowadzam trudniejsza pokarmy jak np. kuskus z gniecionymi warzywami

16-17 w drugiej połowie miesiąca zastąpiliśmy ten posiłek i teraz dostaje tutaj najczęściej jogurt z owocami świeżymi i płatkami jaglanymi. Oraz gdy maz jest w domu/ma drzemkę o odpowiedniej porze , to dostaje na przykład kisiel z tartego jabłka, ryż z jabłkami, kasza jaglana z jabłkami (lub gruszka), jeden raz był budyń. Tak wiem dużo jabłka... Ale już jest sezon więc będzie np.ryż z truskawkami ;) albo kisiel z innych owoców. Około 150g. Planuję tu ambitniejsze dania np. placuszki. Niech chłopak gryzie :)

19.30 mleko 230

Picie
W końcu potrafi ładnie pić z doidy.... Jeśli chce. Bo jeśli nie chce to teatralnie odtrąca moją rękę. Uczy się bidonu.

Sen
No powiedzmy że około 12 godzin na dobę. Zasypia około 20:30 i budzi się przed 6:00. Jedna karmienie nocne. W ciągu dnia nadal często utrzymuje trzy drzemki po 30min. Ale zdarzają się też dni z 2 drzemkami. A już było tak ładnie.... Cały poprzedni miesiąc spał przynajmniej 1h15 przynajmniej raz. No i wrócił do 3x30.

Waga prawie 9kg
Wzrost 74cm

1 komentarz (pokaż)
6 czerwca, 17:18

Maleństwo kończy 8 miesięcy.
Z podsumowaniami.mam taki problem od kilku miesięcy, że Kubuś zasiedział się jakieś 1.5 tyg w brzuchu i prawdę mówiąc to widać. Około tygodnia przed skończeniem miesiąca zawsze zmienia pewne istotne rzeczy. W tym miesiącu np. Spanie. Ale jakoś to uśrednie, jak zawsze.

- chodzi wzdłuż mebli i to szybko
- potrafi wstać przy gładkiej powierzchni na przykład przy ścianie lub drzwiach balkonowych
- potrafi chodzić przy ścianie, choć powoli
- czasem używa pojemnika na zabawki jako pchacza. Narazie raczej nie pozwalam, chyba że tylko chwileczkę
- potrafi się wspiąć na coś np. na pojemnik z zabawkami lub wykorzystać moja nogę żeby wejść na sofę
- trenuje kucanie przy meblach. Wygląda to trochę jak ćwiczenia baleriny.
- koncentruje się chwilkę na bajce
- zaczyna się przytulać. Na razie tylko gdy mu źle lub się uderzy, ale to już jakiś początek
- cieszy się, cały trzęsie i piszczy kiedy maz wraca z pracy
- jak tylko się ruszymy to biega za nami od pokoju do pokoju. Najbardziej kocha łazienkę i pralkę. Wiesza się na drzwiach :/ muszę trzymać zamknięte :/
- dużo się śmieje i piszczy radośnie (a czasem jęcząco) aż uszy bolą
- zaczyna protestować krzykiem lub płaczem gdy coś jest nie tak jakby chciał, zaczyna się wymuszanie.
- jeśli zabawka wpada w zakamarek to pamięta że ona tam jest i próbuje ja wyciągnąć zamiast brać kolejna.
- sam je chrupka kukurydzianego. Gryzie piętkę chleba - dla mnie to sukces że coś sam wkłada do buzi
- dotyka jedzenia położonego przed nim. Ale nie ma mowy o próbie zjedzenia czy włożenia do piąstki. Nadal łyżeczka lub ja trzymam kawałek np. arbuza a on przybliża głowę i odgryza.
- wszystko jest interesujące wszystkiego trzeba dotknąć pomacać spróbować ugryźc. Nawet jeśli to szczotka do butelek ;) a bulgoczące gary to jest szał :D
- jeśli widzi że ktoś je to zaraz jest przy nodze i otwiera buzię "ja też chcę" .
- mówi ti ,pu, bu, me czasem powtarza dźwięki - zwłaszcza ti - na zawołanie.
- zdarzyło mu się skleić dźwięki w takie wyrazy jak hejka mame tate cycy baboon (ang. Pawian) oczywiście przypadkowo.

Ulubione zabawy:
W zasadzie bez zmian. Rzucanie, wyciąganie rzeczy z pojemnika, kręcenie różnymi kółkami (na dzień dziecka dostał od dziadków 2 betoniarki bo oprócz kółek kręci się jeszcze gruszka (?) ) jest zachwycony. Oprócz tego lubi lizać szyby w drzwiach balkonowych i patrzeć na kolorowy wiatraczek (wbiłam w doniczkę z kwiatkami na balkonie)

Zęby: 2.5 dopiero co przebiła się górna dwójka. Jeszcze trochę zanim całkiem wyjdzie

Jedzenie (godziny w przybliżeniu):
7.00 kaszka (pół kaszka dla niemowląt a pół zwykłe płatki owsiane błyskawiczne- nauka gryzienia) z owocem najczęściej ze słoiczka. w soboty wprowadziłam jajecznice z drobno krojonym pomidorem i małą kanapkę z masłem.

10.30 -11 mleko 150

13-14 obiad zupka około 250 g, połowa warzyw gnieciona. Dodatek kasz, ryżu, drobnego makaronu. Wprowadzam trudniejsza pokarmy jak np. kuskus z gniecionymi warzywami

16-17 w drugiej połowie miesiąca zastąpiliśmy ten posiłek i teraz dostaje tutaj najczęściej jogurt z owocami świeżymi i płatkami jaglanymi. Oraz gdy maz jest w domu/ma drzemkę o odpowiedniej porze , to dostaje na przykład kisiel z tartego jabłka, ryż z jabłkami, kasza jaglana z jabłkami (lub gruszka), jeden raz był budyń. Tak wiem dużo jabłka... Ale już jest sezon więc będzie np.ryż z truskawkami ;) albo kisiel z innych owoców. Około 150g. Planuję tu ambitniejsze dania np. placuszki. Niech chłopak gryzie :)

19.30 mleko 230

Picie
W końcu potrafi ładnie pić z doidy.... Jeśli chce. Bo jeśli nie chce to teatralnie odtrąca moją rękę. Uczy się bidonu.

Sen
No powiedzmy że około 12 godzin na dobę. Zasypia około 20:30 i budzi się przed 6:00. Jedna karmienie nocne. W ciągu dnia nadal często utrzymuje trzy drzemki po 30min. Ale zdarzają się też dni z 2 drzemkami. A już było tak ładnie.... Cały poprzedni miesiąc spał przynajmniej 1h15 przynajmniej raz. No i wrócił do 3x30.

Waga prawie 9kg
Wzrost 74cm

2 komentarze (pokaż)
12 czerwca, 16:12

Upały po 36 stopni i wyżynające się 3 zęby na raz to nie jest fajne combo. Ehhh

2 komentarze (pokaż)
16 czerwca, 10:41

Na szybko. Dzieje się dużo a zęby chyba jednak idą 4. Dziecko dostaje "wsciku dupy".
Dzieje się źle i bardzo se martwię :(

Ale nadróbmy chrzciny. Udały się wyśmienicie. Cała sobotę spędziłam w kuchni. Nie obyło się oczywiście bez momentu grozy. A dokładnie nie chciała mi siąść masa w torcie. Musiałam bja dwa razy ściągać i ratować. Drugi raz już koło 20:00 :/. Krojenie tortu było później mega stresem ale na szczęście tort nie popłynął, uffff. A mimo ratowania masy i tak była "leciutka". Z pozostałymi potrawami nie było problemu, ale też nie robiłam żadnych nowości tylko rzeczy które raczej od czasu do czasu robię na obiad, tylko podane w bardziej wyjwintnej formie.
W kościele młody zachowywał się wzorowo. Siedział na kolankach, uważnie przyglądał się ludziom i wszystkiemu co się dzieje. Wyglądał nawet tak jakby z pełną powagą słuchał kazania :D
Zauważyłam że rozpoznaje ludzi. Dziadek stał za nami. Dziecko wypatrzyło go w tym tłumie, przyglądało się chwilkę "to ty czy nie ty?" , A potem szeroko się uśmiechnął gdy stwierdził że to jednak dziadek.
W domu nie przeszkadzało mu że jest dużo gości i bardzo głośno. Bawił się, przyglądał i piszczał radośnie. A kiedy się zmęczyl poszedł spać do swojego łóżeczka i usnął raz dwa i spał pomimo hałasu. No bo jednak trzylatkowi ciężko wytłumaczyć że ma aż pół godziny próbować bawić się ciszej ;) więc hałas w postaci ryczenia jak dinozaur był. O 19:00 jednak wszystkim oznajmil że już dość tej zabawy i może by tak go wreszcie wykąpać. W każdym razie impreza udała się super i cieszę się że chrzciliśmy młodego "tak późno".
Zastanawialiśmy się czy odreaguje impreze w nocy ale na szczęście noc nie różniła się od innych.

O reszcie już nie zdążę dzisiaj napisać więc jeszcze wrócę z moim zmartwieniami Jak tylko znajdę trochę czasu. Napiszę tylko na szybko niestety chodzimy na rehabilitację ;(

3 komentarze (pokaż)
18 czerwca, 08:07

Dzidziuś obudził się dzisiaj o 6:00 (co w sumie jest norma) w wyśmienitym humorze usiadł sobie i machał radośnie nóżkami. Obok leżałam ja i ledwo otwieralm jedno oko. Dzidziuś popatrzył, zmarszczył czoło i.... Lłynnym szybkim ruchem wpakował mi smoczek do buzi, tak jak ja to robię nad ranem kiedy młody się prawie wybudza a chcę żeby jeszcze sobie pospał.
Po pierwszym momencie szoku po ruszała ustami tak jakbym ssala smoczka co wywołało u dzidziusia radośc i głośny śmiech.
Ale to dziecko już jest kumate.... Słodziak.

A wczoraj byłam na spotkaniu organizacyjnym do żłobka. Wyszłam trochę podkurwiona. spotkałam tam dziewczynę z którą chodziłam do szkoły podstawowej i liceum. Ona akurat była zachwycona... No cóż, każdy z nas ma różne oczekiwania. Jednak bardziej zaskoczyło mnie to że obecnie mieszka na moim dawnym osiedlu, gdzie przychodze spacerować prawie codziennie, a nigdy jej nie spotkałam.
A ze żłobkiem zobaczymy jak to będzie na dniach otwartych wkrótce.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca, 08:09

2 komentarze (pokaż)
23 czerwca, 22:57

....


Niestety znowu na szybko. Dni zapierdzielaja, zwłaszcza że czasem wypadnie rehabilitacja dwa razy dziennie.
Jakiś czas temu teściowa zauważyła że jeden policzek młodego jest nieco inny. Chwilę potem miałam kilka spraw do lekarza. A to receptę, a to jakieś plamki na klatce, a to pępek zrobił się wystający i jeszcze ten policzek. Wszystko prawie na raz. Nazbierało się więc poszlam.
Ledwo powiedziałam dzień dobry a babka wykrzyknęła "o boże on krzywi głowę!". Pilne skierowanie na rehabilitację. Przyjęli nas na terapię manualna w chyba mniej niż tydzień. Fizjo już od pierwszego dotknięcia mięśnia czuł że jest mocno spięty. Zapytałam o konsekwencje. No to oprócz asymetri twarzy może to mieć wpływ na słuch wzrok i kręgosłup. Chyba miałam kiepska minę bo zaczął rozluźniać atmosferę i zapewniać że można to z moim wyprowadzic jeszcze w tym wieku.
Wogole to spięły się mocno przynajmniej dwa miesnie, ale dowiedziałam się o tym przypadkiem. Myślałam że jeden. Teściowa, szwagierka, lekarka, fizjo - wszyscy się znają i wszyscy zapewniali że da się to wyprowadzić, jednocześnie nie do końca mówiąc mi wszystko żeby mnie aż tak nie martwić. Czułam że coś jest nie tak.bo niby mowili że to "tylko' spięty mięsień a jednak kazali.dzialac jak najszybciej. Nawet chyba nie mam tego za złe. Mniej wiesz, lepiej śpisz. A jakbym dowiedziała się dokładnie o wszystkim to bym się wykończyła z nerwów i wyrzutów sumienia.

Oprócz tego mamy bobath ale narazie prywatnie, choć stoimy w kolejce na NFZ. Również z bardzo pilnym skierowaniem. Jakoś sierpień/wrzesień chyba będzie.

Asymetrii nie ma, napięcie dobre. Tylko te miesnie szyjne postanowiły nagle stwardnieć i się skrzywić :(

Jest już poprawa. Asymetria twarzy się zaciera. Kubuś jest dzielny na masażu i krzyczy na bobath, patrząc na mnie z wyrzutem że pozwalam żeby mu to robić :(

Przez to znów odnawia się lęk przed innymi ludźmi. Nie pozwala już nikomu wziąć się na ręce a jeszcze niedawno nie miał z tym problemu. Ale zdrowie ważniejsze. Z lekiem sobie poradzimy.

Upały spowodowały tez plamy na klatce. Mamy stwierdzone lekkie AZS. Bardzo drapie się przy usypianiu, aż do krwi. A to lekkie AZS,nie chce myśleć jak wygląda ciężki przypadek :(

O żłobku wkrotce. W tym tygodniu dni otwarte.

6 komentarzy (pokaż)
29 czerwca, 07:16

Od kilku nocy rzucanie się po łóżku. Nocne pobudki na imprezowanie po 3h (nie robił tak nawet jako noworodek) , nocna kupa ( też rzecz niespotykaną), płacze, histeria, wyginanie się w łuk, dla nas spanie po 2-3h. Pierwsza gorączka. Dziś było apogeum. Ząb jest. Ufff to już ostatni z pakietu kilku na raZ.

Edit: pojechaliśmy do lekarza bo zauważyłam opuchnięty palec u stopy i ropa pod paznokciem. Musiał urazić sobie paznokieć przy chodzeniu lub raczkowaniu. Gorączka niekoniecznie musiał być od zęba. Dodatkowo zaczerwienione gardło. Może po dniach otwartych w żłobku? Eh :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca, 10:51

4 komentarze (pokaż)
3 lipca, 10:38

Młody śpi więc spróbuję napisać o żłobku tyle ile zdążę.

Ogólnie to bardzo negatywne wrażenie odniosłam po spotkaniu rodziców z dyrektorką. Po dniach otwartych troszkę zmieniłam zdanie.

Adaptacji jako takiej nie ma. Dziecko może przebywać od 5 do 10 godzin w żłobku. Należy zadeklarować konkretne godziny. Ponieważ ja pracuję na zmiany a mąż często wyjeżdża lub ma jakieś specyficzne zajęcia dla swojego zawodu ciężko będzie nam ustalić stałe godziny. To problem pierwszy - ale to tylko problem organizacyjny więc aż tak się tym nie martwię. Prawdopodobnie wpiszemy 5 godzin "z dupy" a i tak będziemy odbierać wtedy kiedy będziemy mogli. Dzięki temu będziemy płacić za 5 godzin i każdą dodatkową godzinę będą nam naliczać. Będzie to upierdliwe bo będziemy musieć codziennie zgłaszać o której odbierzemy dziecko następnego dnia. Ale to tylko upierdliwość

Dyrektorka jest zwolennikiem głębokiej wody. Nóż mi się w kieszeni otworzył kiedy powiedziała że zaleca zostawić dziecko odwrócić się na pięcie i pójść na cały dzień. I niech sobie radzi. Pani opiekunki jednak nie widza problemu w tym aby przyprowadzać dziecko na początku na godzinkę lub dwie. I tak będę robić.

Młody został zakwalifikowany do grupy najmłodszej w której przebywają dzieci od czwartego miesiąca do roku. Będzie miał 11 miesięcy we wrześniu więc byłam pewna że zalicza go do grupy starszej. Zdenerwowałam się że będzie chodził z maluchami i będzie się uwsteczniał zamiast naśladować troszkę starsze dzieci. Chociaż z drugiej strony nie chciałam aby był najmłodszy w grupie. Matczyna schizofrenia: tak źle i tak niedobrze. Po dniach otwartych okazało się że w grupie nie będzie dużo takich małych dzieci a raczej większość będzie w wieku Kubusia.

W zasadzie to chciałabym zacząć żłobek może od października.... ale to będę musiała przeprowadzić rozmowę z panią dyrektor. we wrześniu dużo dzieci będzie nowych i będą płakać i nakręcać się nawzajem nie wystarczy opiekunek żeby wszystkie dzieci utulić.

Właśnie ilość opiekunek. W grupie jest 11 dzieci i dwie opiekunki. Trochę kiepsko. Do pomocy jest jeszcze pani pokojowa. Chodc jak opiekunki lekko zasugerowały rzadko są wszystkie dzieci naraz i to w tych samych godzinach. Minus te które się rozchoruja. Ale i tak średnio mi się podoba

Jedzenie. Wkurzyłam się że będzie w najmłodszej grupie i będzie dostawał przeciery podczas gdy będzie miał już rok. Po dniach otwartych pomyślałam że przy takiej ilości opiekunek na dzieci po pierwsze może to i lepiej że będzie jadł przeciery, po drugie opiekunki podały przykłady obiadów w grupie starszej i faktycznie nie sądzę aby dał sobie radę na przykład z duszonym schabem. Po trzecie martwię się czy w ogóle będzie chciał cię zjeść od obcej osoby.
Zastanawiam się też jak z jakością jedzenia. Przeglądnęłam umowę z firmą cateringową. Jeśli faktycznie stosują się do wytycznych w umowie to żywienie jest okej pod względem jakościowym.
Minusem są kaszki kupowane przez żłobek. Panie podają tylko kaszki smakowe z cukrem - żeby nie podawać nazwy firm. byłam jedynym rodzicem na dniach otwartych który zaprotestował. Reszta rodziców dziwiła się i mówiła że przecież też takie dają w domu. To naprawdę smutne :( W każdym razie mogę przynieść swoje kaszki.

a jeśli chodzi o zachowanie młodego na dniach otwartych to jak tylko weszliśmy do sali zaczął strasznie płakać. Myślę że pomylił z rehabilitacją - jest jakaś pani jest mata itd. Jednak w miarę szybko uspokoiłam go i znalazłam zabawkę która mogla mu się spodobać i młody się rozkręcił. Ale tak się rozkręcił, że zaczepiał wszystkie dziewczynki. Aż nie wiedziałam co mam robić kiedy do nich podchodził i pacał po plecach. miałam cykora żeby nie zaraz nie pociągnął za włosy albo coś. Nigdy nie miał do czynienia z innymi niemowlakami, tylko ze starszymi dziećmi i nie wiedziałam czego się spodziewać po jego zachowaniu.

Reasumując. Jeśli chodzi o warunki to nie jest tak źle jak myślałam a jeśli chodzi o samo oddanie młodego do żłobka to nadal jestem obsrana. Co innego być z mamą na sali a co innego zostawić dziecko i "sobie pójść". Nie wiem jak to oboje przeżyjemy.

Aha jeszcze zabawki. na zdjęciach widziałam chodzik i skoczek. Ale paniami można się dogadać żeby nie wkładac dziecka do chodzika. Jak dowiedziałam się od rodziców którzy przyprowadzili kolejne dziecko do żłobka - panie raczej stosują się do zaleceń rodziców. A jeśli chodzi o inne zabawki to szczerze mówiąc wydaje mi się że jest ich troszkę za mało może troszkę zbyt dzidziusiowate. Ale w sumie i tak każde dziecko przynosi swoją zabawkę-pocieszycielke.

Aha jeszcze na spotkaniu dyrektorka powiedziała że dzieci mogą pić tylko z niekapka ze względu na łatwość czyszczenia i kontrolę sanepidu. Mój z niekapka nie piję i nie zamierzam go uczyć. Nie dam doidy do żłobka ale pomyślę o jakieś alternatywie. zresztą w tej kwestii z paniami też można się dogadać. Dziecko musi pić z tego z czego lubi.
Sama nie wiem czy wyczerpałam temat...

6 komentarzy (pokaż)
3 lipca, 21:35

Ssss a może tylko ja odwazylam się zaprotestować s reszta potulnie pokiwała głową? Nie wiem. Byłam też tylko jeden dzień bo drugiego dnia dni otwartych mieliśmy rehabilitacje. Pierwszego dnia nie było wszystkich rodziców, może drugiego dnia przyszli inni??

Marti jest więcej rzeczy które mnie zszokowały wśród rodziców. Prowadzanie za raczki, stawianie dziecka które nawet nie przyjmuje pozycji raczkującej/nie siedzi, karmienie tylko słoiczkami (sama czasem używam ale to trzeba przeczytać skład a nie brać jak leci. W tych późniejszych miesiącach składy już bywają kiepskie).
Ta mama poczuła się nieswojo że jej dziecko najmniej umie czy zawsze tak?

Nie żebym ja była idealna. Zauważyłam że byłam pół kroku za młodym jak nadopiekuńcza wariatka.... Zwłaszcza jak pacał te inne dzieci.

Ssss to ciekawe o tych płatkach kukurydzianych. Serio nie wiedziałam i miałam kupić te z rosska bez cukru. To już nie kupię.

Nie, w żłobkach nie pracują specjaliści. Przynajmniej nie w pięciu tych które znam. Dyrektorka owszem może jest po studiach pedagogicznych, ale opiekunki bardzo często nie mają żadnego wykształcenia. Tzn. są po maturze i zrobiły jakiś kurs. urząd pracy często wysyła takie bezrobotne dziewczyny na staż do żłobków w charakterze pomocy. Jakaś część z nich już w żłobkach zostaje. Jedna z opiekunek w grupie mojego młodego wiem że ma jakieś policealna szkole medyczna. Cokolwiek to jest tak naprawdę.
Chyba również stąd popularność cateringu. Nie muszą zatrudniać specjalisty - dietetyka lub technologa żywności.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca, 07:51

1 komentarz (pokaż)
5 lipca, 08:38

Skończył 9 miesięcy

Zęby: 5
Waga: 9
Ubranka: nadal 74. Ale w końcu powoli wyciagam kolejny rozmiar.
Sen: ~12h
Coraz częściej 2 drzemki. Jeszcze czasem 3. Zależy o której ma fantazje pójść spać. Pierwsza drzemka raczej dłuższa, ponad godzinę.

w tym miesiącu osiągnięć ruchowych w zasadzie brak. Młody skupił się wreszcie na czymś innym. Poza tym miesiąc niedobry. Zaczęliśmy rehabilitacje, była choroba, uraził sobie paznokieć i walczyliśmy żeby nie zszedł, 3 zęby wychodziły na raz, mieliśmy zadławienie :(
rozszerzanie diety zaniedbane ponieważ rehabilitacja wypadała w okolicy południa więc zrobiłam szybkie i łatwe do przełknięcia obiady. Generalnie miesiac-dupa.

- zauważył że przedmioty można przesuwać a nie tylko nimi rzucać. Ogarnął koncept zabawy autkami.
- zauważył że jedne przedmioty można wrzucać w inne. Najchętniej wrzuca mój telefon i smoczki za łóżko. Ale też czasem jedną zabawkę w drugą, lub do pudła.
- gdy wskazuje na coś palcem to zazwyczaj rozumie że ma patrzeć w kierunku, a nie na palec
- stwierdził nagle ze zabawa stopami jest spoko i nawet czasem polezy na plecach aż minutę.
- kocha wszystko co ma pokrętła, także pralkę i piekarnik
- gaworzy bardzo dużo: wydaje różne dźwięki, padło już tata
- próbuje stać bez trzymania w przestrzeni. Jakieś max 5 sekund
- umie otworzyć uchylone drzwi (wcześniej próbował.zmiescic się w szczelinie. Teraz wie że trzeba pacnac drzwi i zrobi się szerzej)
- rozumie swoje imię i słowo nie. Kiedy nie mu się coś nie podoba urządza sceny dokładnie takie jak dwulatek rzucający się na podłogę w sklepie.

Ulubione zabawy: jeżdżenie autkiem, gonienie małej plastikowej piłeczki, kręcenie wszelkimi pokrętłami jakie jest w stanie znaleźć.
Aktywnie bawi się w akuku

Jedzenie : odstawia się od mleka co mnie wcale nie cieszy bo nie mam pomysłów na 4 - 5 różnych posiłków dziennie, codziennie.

3 komentarze (pokaż)
9 lipca, 11:07

Często słyszy się że macierzyństwo dodaje odwagi i pewności siebie, uczy organizacji. Co rusz natykam się na przykłady kobiet które na macierzyńskim np. zdecydowały się założyć własne biznesy. Prawdę mówiąc głównie-choć nie zawsze-jakieś diy. rzeczy raczej nisko dochodowe więc faktycznie trzeba mieć jaja żeby rzucić etat na rzecz czegoś takiego.
Jeśli o mnie chodzi do mnie macierzyństwo raczej stłamsiło i zahukało. Już nie jestem pewna siebie, już nie czuję abym miała swoje życie pod kontrolą , pojawiły się kompleksy.
Nauczyłam się zaciskania zębów. Nie mam wpływu na to co się wydarzy, a to co się dzieje i tak minie - nie warto walczyć, trzeba przeczekać. Bierność.
Zorganizowana już byłam. Nauczyłam się nieróbstwa.
Z niemowlęciem które ciągle chce być w ramionach nie można wiele zrobić. Najpierw walczyłam. Próbowałam robić to co kiedyś. Potem machnęłam ręką. Po co się szarpać. Mimo starań i tak nie było nigdy nic zrobione, a jeszcze dziecko na tym cierpialo. Przestałam próbować. teraz gdy w końcu nauczyl się spać trochę dłużej niż kilka minut mogłabym coś zrobić. Już mi wszystko jedno.
Na macierzyńskim wiele kobiet odkrywa swoje pasje. Ja pasje straciłam. nadal czytam książki, nawet nie tak mało - bo prawdę mówiąc to było jedyne co mogłam robić przez te wszystkie miesiące kiedy każdy szelest budził go ze snu. Ale oprócz tego już nie robię na drutach/szydełku, już nie piekę ciast, już nie robię fajnych obiadów, już nie pływam, już nie został prawie żaden kwiatek w domu i na balkonie też pusto. Podróże pozostaja w sferze marzeń za kilka lat. I to nie te wymarzone kierunki. Tylko te oklepane które nadają się do podróżowania z dzieckiem.

Mimo to nie żałuję. Wiem że to minie. Wiem że nie zawsze będzie niemowlęciem non stop wymagającym uwagi. Jeszcze pojedziemy w wiele miejsc razem. Jeszcze przyjdą czasy kiedy będę mogła sobie dziergać a on nie będzie szarpał nitki. (Tylko czy będę jeszcze chciała? czy może już zadowolę się rozrywka w postaci telenoweli ;) ) Na razie trzeba przeczekać. Bierność.

Często mówi się że to najpiękniejszy rok. Dla mnie nie jest najpiękniejszy. Są cudowne momenty ale poza tym to jest orka. Orka, jęczenie, noszenie, bujanie, patrzenie przez okno/obserwowanie ludzi, tęsknota za rozmową, czas (życie!) przeciekające przez palce. Frustracja.
A kiedy pomyślę sobie że tą orkę za kilka miesięcy mam łączyć z pracą to mi słabo.
A on nawet nie jest hajnidem, więc jakie mam prawo w ogóle do narzekania.

Za to mam w dupie co myślą sobie ludzie kiedy idę z wózkiem i śpiewam kretyńska piosenke na pół osiedla robiąc przy tym durne miny i gaworząc. Ważne że młody wytrzyma w wózku trochę dłużej I mam w dupie pryszcza na czole i to że włożyłam bluzkę która zaraz strzeli w cyckach - Dobrze że w ogóle się zmieściłam.

i tylko wieczorem patrzę w lustro i w ogóle się nie poznaję.

Nie żałuję, ale Czy zrobiłabym to kolejny raz? To pytanie dzwoni mi w uszach już przynajmniej 3 miesiące. Nie znam odpowiedzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca, 11:26

11 komentarzy (pokaż)
16 lipca, 10:53

Poprzedni wpis był tak naprawdę przydługim wstępem do rozważań nad drugim dzieckiem.

Nigdy nie widziałam siebie jako matki jednego dziecka. W mojej głowie został wdrukowany obraz samej siebie jako kobiety bezdzietnej lub z dwójką dzieci.

Coraz mniej pamiętam jak bardzo byłam zmęczona. Powoli zacierają się nocne karmienia co półtorej godziny, poczucie ubezwłasnowolnienia, kolkowe krzyki przez kilka godzin non stop.
Chodc pamiętam jeszcze jak spadłam z łóżka trzymając go na rękach i jak zrobiłam sobie kawę w butelce, jak w zimie skończył się chleb a mąż był na poligonie a młody jak tylko wyczul wózek to wrzeszczał. Pamiętam jak przez 2 tygodnie nie miałam do kogo otworzyć buzi, tylko stałam w oknie patrząc jak życie płynie obok mnie.

Nigdy nie ukrywałam że często czuję się samotna. Dlatego nie chciałabym aby pewnego dnia syn został sam na świecie.

Nie wiem jednak czy dałabym radę przejść przez to wszystko raz jeszcze. A przecież moje dziecko śpi - ma jedno karmienie nocne, usypiam go max 15 minut, je dużo i chętnie, jest zdrowe. Jojczy i marudzi pewnie jak większość dzieci. Ma fazy na nienawiść i milosc do wózka - co ponoć też jest norma. A mimo to macierzyństwo przychodzi mi z trudem.
A co jeśli drugie będzie "gorsze"?

Zresztą na myśl o byciu w domu z dwójką aż mi ciarki po plecach idą.
Nie ogarniam przy jednym więc jak miałabym ogarnąć dwójkę. Zgranie drzemek i karmienia niemowlaka z odprowadzeniem do przedszkola starszego napawa mnie paraliżującym przerażeniem.

Mała różnica wieku nie wchodzi w grę. Opcja "survivalu" jest w prawdzie kusząca - zanurzyć się w pieluchach raz a dobrze a potem już mieć to z głowy.
Ale nie jestem masochista aby fundować sobie niemowlaka i np. dwu/trzylatka. są kobiety które w takich sytuacjach radzą sobie dobrze, ja jednak zdecydowanie nie nadaje się do opieki nad niemowlakiem. A jeszcze dwójka maluchów... Jedno budzi drugie, obydwoje niesamodzielni... Ja bym się wykończyła.

Najlepsza różnica wieku dla mnie to byłoby około 6 lat. Starsze byłoby w stanie zrobić sobie samemu chociażby kanapkę, pobawić się, wyjsc na podwórko samemu. Pewnie całkiem chętnie pojechałby z dziadkami na tydzień wakacji, na weekend w góry, przezimował tydzień u babci itp. (o ile dziadki raczyłyby się w końcu zainteresować) Byłoby łatwiej.
Tyle że za stara jestem by móc sobie pozwolić na taką różnicę wieku.

No i czy odzyskawszy wolność będę chciała jeszcze raz znów zamknąć się w domu, w pieluchach? Energii i siły byłoby mniej w późniejszych latach.
Czy będziemy w stanie pomoc finansowo dziecku np na studiach jeśli jedno z nas byłoby już na emeryturze?

Z jednym dzieckiem udało mi się zachować niewielki procent osoby która byłam. Z dwójką trzeba będzie się pożegnać z resztka czasu dla siebie. Teraz mogę pozwolić sobie aby pół drzemki przeznaczyć chociażby na kawałek książki a wieczorem czasem ogladnac serial . Przy dwójce nic z tego. Wszelkie zainteresowania trzeba będzie odstawić. A ja potrzebuję tego minimum czasu dla siebie. Choćby godzinki. Dla zdrowia psychicznego.

A mówiąc o zdrowiu. Maz ma problemy z nogą, ja mam kiepskie kolana i kręgosłup - na razie funkcjonuje ale nie mogę ich przeciążać.

Już teraz rozmawiamy w dużej części o dziecku. Czy przy dwójce będziemy mieć jeszcze inne tematy niż dzieci, zakupy, organizacja następnego dnia?

A może rozsądnie byłoby już w tym wieku poprzestać na jednym dziecku?

A jednak mi smutno że miałby być jedynakiem. Zwłaszcza jak patrzę na kuzynów męża. Troje rodzeństwa, teraz już wszyscy po ślubie i mają swoje dzieci. Super grupka przyjaciół. Ich dzieci mają się z kim bawić, spotykają się w weekendy, śmieją, rozmawiają. Zazdroszczę. chciałabym takich relacji dla syna i jest mi przykro kiedy pomyślę że mógłby być tak sam jak ja.
Tylko czy warto skoro miałabym spędzać zagryzionymi zębami i myślą w głowie "przetrwaj"? Przecież to powinna być radość.



6 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)