BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
21 lutego, 12:32

Kończy mi się pamięć w smartfonie. Od kilku tygodni wyskakuje komunikat że android ledwo ciągnie. Zapchalam cały telefon zdjęciami i filmikami i jeszcze print screenami z przydatnymi info (choć to najmniej). Ponad 32giga. Mąż mówi żebym część usunęła bo przecież mam skopiowane wszystko na komputer i wydrukowaną fotoksiazke.... Phi chyba oszalał.... No jak bym mogła skasować zdjęcia żabulka!.

Narazie odinstalowuje niektóre apki Eby zrobić miejsce ale już niewiele mogę wykasować bo całą resztę używam. W końcu będę musieć zacząć kasowac zdjęcia żeby móc robić nowe. No nie mogę się przemóc żeby cokolwiek usunąć.
A gdy żabcia śpi porobie chwilę swoje rzeczy i zamiast całkiem wykorzystać wieczór to leżę i oglądam jego zdjęcia. zapominam o bolących rękach i plecach , o marudzeniu, jęczeniu , o wiciu się przy zmianie pieluchy o tym że mnie znowu podrapał itd. I widzę że na wszystkich się śmieje , albo groźnie usiłuje pożreć zabawkę.
Matki to jednak mają trochę nie pokolei ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego, 12:36

5 komentarzy (pokaż)
23 lutego, 10:58

21 tydzień żabki

Rano słodziak dostał swoją pierwszą marcheweczke. Padło na pół słoiczka humany bo jest najmniejszy. Początkowo się skrzywił ale połknął. Potem chwilę zastanawiał się czy otworzyć buzię czy nie. ( Żabka zna łyżeczkę bo już od dawna dostaje na niej lekarstwo więc wie do czego służy ). Pod koniec otwierał buzię szeeeerrrrooooko, wylizywał łyżeczkę i domagał się szybciej następnej.

Spróbowałam sama tej marchewki. Dobre to.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego, 11:02

8 komentarzy (pokaż)
4 marca, 19:36

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca, 19:37

0 komentarzy (pokaż)
4 marca, 19:36

Minął kolejny, piąty już miesiąc. Mąż znowu na poligonie.

Zdecydowanie jest już trudniej młodego nakarmić i przewinąć. w trakcie karmienia rozgląda się na wszystkie strony,wygina ,usiłuję siadać ,.łapie butelkę....
W trakcie przewijania chcę się przekręcać na brzuch.,łapie różne przedmioty dookoła - ubranka pieluchy waciki - i usiłuję się nimi bawić lub je zjeść, zrzuca mi koszyk z podręcznymi rzeczami na podłogę itd.

Pod koniec miesiąca zaczęliśmy rozszerzanie diety. Poznał już smak marchewki., dyni i ziemniaka. Mieliśmy smakować po kilka łyżeczek ale ma taki apetyt że wcina cały słoiczek i w zasadzie zastąpiliśmy jedno mleko. Narazie marchewka wymiata.

- ulubiona zabawką : na początku miesiąca super hitem była karuzelka, Ale obecnie już w ogóle go nie interesuje.
Inne ulubione zabawki to:karta kontrastowa z żabką,słonik z lusterkiem w pupie , plastikowa gwiazdka z lusterkiem, grzechotka o metalicznym dźwięku
- bawi się zabawkami leżąc na brzuszku. potrafi tak spędzić cały okres swojej aktywności czyli nawet ponad dwie godziny. leżenie na plecach nie wchodzi w grę. A mógłby w sumie jeszcze trochę na plecach poleżeć bo nie zdążył odkryć swoich stóp.
- śmieję się głośno kiedy jego rączką dotykam jego stóp. Jednak sam nie potrafi tego zrobić.
- wykonuje wysoki podpór
- w ostatnich dniach zaczął próbować wspinać się na kolanka jak do pozycji raczkowania. Wytrzymuje jakaś sekundę ;)
- próbuje sam trzymać butelkę
- podnosi główkę i barki do siadu, a raz nawet całkiem usiadł, ale nie leżąc na plecach a w trakcie karmienia, kiedy jest w pozycji półleżącej. Ewentualnie w bujaczku.
- pluska woda w kąpieli jak szalony. Kąpiel oczywiście też na brzuchu.
- obraca się na boczki
- obraca się na brzuch teraz też przez lewy bok. Choć woli prawy
- przechyla się tak jakby chciał przewrócić się z brzucha na plecki ale na razie się boi
- kręci się na macie na brzuszku o 360°
- używa wysokiego podporu aby przesuwać się nieco do tylu. Czasem chyba wcale nie ma ochoty posuwać się do tyłu i zrobi to przypadkowo więc się denerwuje
- robi samolocik (tzw. pływanie)
- śpi na boczku., Zazwyczaj na prawym
- przez sen przekręca się na brzuch. Czasem tak śpi ale jednak przewrót go najczesciej wybudza ( dodatkowe pobudki :( )

Godziny snu nocnego mamy nadal podobne. Kładzie się spać w okolicy 19:00 i wstaję koło 6:00. Je jeden do dwóch razy w nocy. Ma 3 drzemki. Około 13h snu na dobę.
Waga około 7.3kg
Ubranka 68-74. Przechodzimy wkrótce na pampersy 4.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca, 11:15

5 komentarzy (pokaż)
5 marca, 19:49

Anakin nie będę narzekać na nocki bo faktycznie są spoko. jednak to żyje jeden do dwóch razy nie oznacza że wstaję tylko 1 do dwóch razy.
Wczoraj między 20-21:00 byłam u niego 7 razy bo przekręcal się na brzuch wiercił i wybudzał. Potem kiedy ja położyłam się już spać to on dzięki Bogu usnął głębiej i spał spokojnie. Wczoraj było akurat jedno karmienie koło 3:00. po karmieniu zawsze biorę go do siebie, bo znowu zaczyna się przewracanie na brzuch i wybudzanie. więc tak śpię jednym okiem a drugim go obserwuje i gdy spada na brzuch to cofam go na boczek lub na plecy. I tak do 6:00.
Ale tak, zdarza się że nie przekręca się na brzuch przez prawie całą noc (albo że przekręci się i tak śpi) i wtedy faktycznie jest noc jak marzenie.

Gdyby nie to przekręcanie przeniosłabym go do jego pokoiku a ja wróciłabym do wygodnego materaca w sypialni zamiast spać na kanapie. Niestety wiem że tylko dzięki temu, że śpię zaraz obok niego jestem w stanie zareagować szybko zanim się wybudzi kiedy zaczyna się wiercić. Jeśli byłabym w oddzielnym pokoju to wybudzalby się całkowicie kilka razy w nocy.

Kąpiemy go pod prysznicem, mamy głęboki Brodzik. Poziom wody sprawdzam tak że wkładam pionowo dłoń i maksymalnie może zakryć wszystkie palce na wysokość, myślę że to będzie jakieś 7 cm. Jest puszczony dość wolno (trzymam rękę w pogotowiu na wysokości klatki - aby złapać gdyby przypadkiem miał zanurkować, ale nie dotykam go) może się chlapać, kręcić itd trzyma głowę stabilnie i mamy matę antypoślizgową żeby nie rozjeżdżały mu się ręce

Znalazłam na telefonie zdjęcie z kąpieli. Ale to jedna z jego pierwszych kąpieli na brzuchu, jeszcze nie mamy tutaj maty antypoślizgowej. Teraz wlewam trochę więcej wody.
6d04ff77d13f.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca, 21:39

5 komentarzy (pokaż)
9 marca, 08:24

Najsłodszy jest kiedy budzimy się rano. Zazwyczaj on najpierw. Uśmiecha się do mnie szeroko, leżąc na boczku wyciąga do mnie rączki i chce głaskać moja twarz.... Awww przytulamy się i miziamy.
Tak naprawdę to szczypie mnie i drapie, ale co tam :D

Dziś była dobra noc. Obudziłam się o 1 - on śpi, obudziłam się o 2 - on spi, obudziłam się o 3 - on śpi.... Myślałam że prześpi całą noc i aż mi się smutno zrobiło że nie wezmę go do siebie. Na szczęście ;) obudził się na jedzenie o 3.30 i mogliśmy się rano tulić jak zawsze.

3 komentarze (pokaż)
11 marca, 12:34

Nocka zarwana. Mały spał ale ja nie. Strasznie wiało w nocy i chwilkę po nocnym karmieniu gdy odłożyłam go do mojego łóżka zerwało prąd. Nie mogłam spać. Zastanawiałam się jak ja mu dam rano jeść bez prądu (nie mamy gazu). czy będzie chciał wypić mleko w temperaturze pokojowej zrobionej na wodzie butelkowej? Czy proszek się dobrze rozpuści? Czy popłynie mi zamrażarka? Gdzie mam kluczy do drzwi z domofonem? robiłam w głowie lista rzeczy które muszę spakować na wypadek gdybym musiała przenieść się do mamy. O 4:00 w nocy ustaliliśmy że u niej jest narazie prąd. Nie, nie dzwoniłam. Napisałam sms ale widać że też nie mogła spać przez to wycie wiatru.
potem przypomniałam sobie że u nas w bloku ogrzewanie jest jakoś dziwnie podpięte pod prąd. I faktycznie zaczęło robić się zimno. Maluszek zaczął się wiercić. Musiałam zarzucić na niego dodatkowe koce. Na szczęście się nie wybudził.
Rano zjadł mleko na wodzie butelkowej bez żadnego problemu. Trochę później włączyli prąd. Rozkręciłam kaloryfery na maksa żeby szybko nagrzać. Wszystko dobrze.
Trzeba było spać....

Zastanawiam się czy idą dolne zęby. Zjada mniej mililitrów mleka na porcje tak jakby zaspokajają tylko największy głód. Resztę dojada później. Pod palcem na dziąśle czuję jakby górkę dolinke i górke - jeśli ten opis ma jakiś sens ;) czasem gryzie swoje piąstki ale tylko odrobinę bardziej zapalczywie niż zawsze.

Mąż wraca wreszcie z poligonu. Ciekawe czy będziemy mieć radość czy ryk na widok taty. Codziennie z maluszkiem oglądaliśmy zdjęcia męża.
Mieliśmy też w ostatnim tygodniu dużo odwiedzin. Były obie babcie, dziadek i kuzynka. Kubuś troszkę się bał, poczatkowo wtulał się we mnie i broń boże żeby go ktoś próbował dotknąć bo zaczybal skomleć ale ryku nie było. A po chwili nawet bawił się z gośćmi. Mam nadzieję że to oznacza że etap płaczu na widok "obcych" za nami.

2 komentarze (pokaż)
13 marca, 10:58

Mąż wrócił z poligonu, nie było płaczu, a nawet maluszek się cieszył. Super! Mniej super że miał być urlop po poligonie a jednak nie dość że nie będzie urlopu to za kilka dni będzie kolejny poligon. Eh. poligon będzie się kończył jakoś przed Wielkanocą i ponoć na razie ma być już spokój z wyjazdami. Oby.

A teraz obiecane rozszerzanie diety.

Rozszerzanie diety idzie sobie bardzo powolutku. Skończyłam słoiczki jednoskładnikowe i powoli zaczynam mixy. Doszły też owocki - na razie tylko jabłuszko. Jeśli chodzi o warzywa marchewkę je jak złoto, dynia tak sobie, mix z ziemniakiem nie bardzo wchodzi, brokuł raz smakował raz nie.

Kiedy podaje mu kropelki na łyżeczce - bo ciągle często ma problemy z gazami- ładnie otwiera buzię. Z jedzeniem jest nieufny. Nie otwiera buzi. Nawet jeśli to coś co lubi to najpierw muszę mu pomaziać wargi żeby poczuł troszkę smak. Potem pierwsze parę łyżeczek idzie bardzo opornie. I dopiero około połowy porcji decyduje czy mu dana rzecz smakuje czy nie. Tak jakby nie rozpoznawał że już to wcześniej jadł i musiał za każdym razem od nowa przekonywać się do smaku lub zastanawiał się czy to na pewno to samo co kiedyś. Dlatego długo dawałam tylko słoiki jednoskładnikowe. teraz na swoją ulubioną marchewkę i jabłko reaguje już szybciej niż dopiero w połowie porcji.
W ten weekend spróbuję w ugotować własną zupkę bo udało mi się kupić marchewki bio. Nie wiem czy to faktycznie takie dużo lepsze od zwykłej ale sumienie mam spokojniejsze ;) chcę też obkupić się w mrożonki np. brokuły kalafior itp.

muszę też w miarę szybko kupić krzesełko do karmienia bo widzę że na razie jest troszkę zdezorientowany kiedy wkładam go do bujaczka, bo nie wie czy będzie się bawił czy jadł. Czasem się przez to denerwuje.

Spróbuję też wkrótce z kaszką. Może nawet w ten weekend. Mam takie jakby próbki z holle i spróbuję mu je podać na mm. Jedną saszetkę podzielę na kilka razy.

Wczoraj przyszedł mi kubek doidy, wlałam troszeczkę mleka z butelki i spróbowałam mu dać. Wypił, ale to ja musiałam trzymać kubek. Dałam mu też kubek, talerzyk, łyżeczkę do zabawy. Coś tam sobie próbował ale nic by z tego na razie nie było. Nawet nie ma mowy o podtrzymywaniu. To ja muszę trzymać, ale oczywiście jak ma ochotę położyć swoją rękę gdzieś na kubku lub miseczce pozwalam mu myśleć że trzyma ;)

Jeśli chodzi o jadłospis to chciałabym za jakiś czas osiągnąć coś w tym stylu:

6.00 pobudka
6.30 kaszka na mm ~150ml później z owocem ze słoika. ewentualnie z jakimś świeżym owocem który jest banalny do przygotowania jak banan czy maliny, albo z owocami liofilizowanymi. Chodzi o to żeby maksymalnie szybko coś przygotować bo trochę mamy ciasno z czasem do pierwszej drzemki ;)
9.30- 10.00 owoc, na razie pół słoiczka w przyszłości świeży owoc w gryzaku plus mleko do objętości ~150ml
13-14 ( zależy kiedy wypadnie nam drzemka i jak się obudzi) zupka ~150ml , jeśli nie zje całej porcji no to mleko.
16-17 mleko ~150
18.30 mleko 200ml
19 sen
Karmienie nocne 150 ml

Zazwyczaj zjada 150 ale czasem wystarczą 120 ml. Dlatego zawsze daję 150 i najwyżej zostanie. Jeśli chodzi o mleko na noc to sama jestem w szoku ale naprawdę zazwyczaj tyle zjada.

Natomiast z godzinami karmienia bywa różnie. Czasem karmienie wypada co trzy godziny, czasem to trzy i pól, a zdarza się nawet że dopiero po czterech godzinach chce coś zjeść. Coś sobie tutaj zmienia w tej chwili. nie wiem czy nie przechodzi całkiem na system 4-godzinny.

Odkad zaczęliśmy rozszerzanie diety mam wrażenie że cały dzień znowu kręci się wokół jedzenia tak jak to było z noworodkiem ;) mleka z butelki wypijał w 5 minut a teraz zupkę i je nawet poł godziny itd. ;)

no i przez to że sobie coś w tej chwili zmienia i że je stałe pokarmy dłużej mam wrażenie że non stop latam za nim z jedzeniem znowu mam logistyczny problem ze spacerem. Bo wiecznie albo ma zaraz jeść albo wiem że zaraz będzie drzemka (ja raczej nie wychodzę na drzemkę na spacer tylko w porze aktywności). Najchętniej poszłabym po drugim śniadaniu a jeszcze jest trochę za zimno o tej godzinie. Jednak w przyszłości to raczej będzie nasza godzina spacerowa.

Obawiam się że możemy mieć też problem z konsystencjami. O ile coś jest gładkie to jeszcze jako tako wejdzie, ale kiedy dałam mu słoiczek z HiPP dynia plus ziemniak była istna tragedia. Ten słoiczek jest gęstszy i trochę grubiej zmielony. Dopiero jak dodałam trochę wody i sypnęłam miarkę mm to zdecydował się cokolwiek spróbować. I ostatecznie zjadł cały słoik.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca, 12:05

5 komentarzy (pokaż)
14 marca, 10:19

0c6f0876741a.png

Niech mu ktoś powie że jest jeszcze małym dzidziusiem....
Oprócz tego że przyjął dzisiaj bardzo ładna pozycje to jeszcze wybił się z kolanka i runął do przodu nosem w dywan....


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca, 11:00

4 komentarze (pokaż)
18 marca, 15:15

A myślałam że już jest dobrze jeśli chodzi o lęk przed innymi ludźmi.....

Nie wiem o co chodzi. Otwieram drzwi kurierowi - jest spokój. Rozmawiam z sąsiadami na klatce - jest spokój. Widzi innych ludzi na spacerze - jest spokój.

Poszliśmy w niedzielę do teściowej - zaczął się ryk jeszcze zanim zamknęliśmy za sobą drzwi. a już było tak że teściowa przychodziła do nas dziecko było spokojne. nie dawał się dotykać nosić na rękach ale bawił się ładnie na dywanie.
Wzięłam ze sobą cały tobołek. miałam termos z wodą, mleko, reklamówkę zabawek, ubrania na przebranie, pieluchy no wszystko wszystko wszystko. Byłam pewna że będzie się ładnie bawił na dywanie.

I musieliśmy spieprzać do małego pokoju. Uspokoił się po bardzo długiej chwili. W międzyczasie do teściowej przyszła szwagierka z mężem i dziećmi. To już było wiadomo że nie wyjdziemy z tego pokoju, choć spróbowaliśmy, kiedy się na dłuższą chwilę uspokoił. Ledwo zobaczył innych ludzi znowu ryk.
Ostatecznie zaakceptował, aby do małego pokoju weszła kuzynka i się z nim pobawiła książeczkami. Pod koniec do pokoju mogła zajrzeć też teściowa. W końcu był już zmęczony i musieliśmy się zbierać do domu. W trakcie wychodzenia znowu płacz.

Jestem wściekła. Nie wiem na co na kogo i nie wiem co mogłam inaczej zrobić żeby mały nie był takim dzikusem.

Analizuje, analizuje i niestety chyba nie mogłam zrobić nic.

Jeszcze na święta bożego narodzenia było mu wszystko jedno jeśli chodzi o spotykanie nowych osób. Nowych miejscach rozglądał się na wszystkie strony, patrzył ciekawie....

Ten strach przed nie-domownikami zaczął się później, jeśli dobrze pamiętam to po czwartym miesiącu.

Był srodek zimy.
Teściowa jest pielęgniarką - wirusy.
Moja matka wiecznie chora - serio ona bierze antybiotyk z antybiotykiem, ma zerową odporność.(swoją drogą tymi antybiotykami odporności sobie nie poprawi) jest tez leniem i jej się po prostu nie chce przyjść dwie ulice dalej do nas ale to inna historia.
Ojciec w pracy lub opiekujący się z własną matką ponad 90 letnią... A teraz wyjechał na 3 miesiące do Niemiec.

To że Kubuś chodzi spać o 19:00 to z jednej strony dla nas super plus,ale z drugiej strony kiedy ktoś nas chciał odwiedzić to najwcześniej mógł przyjść po 17:00, raczej bliżej 18 , kiedy dziecko było już zmęczone i do kąpieli. Więc nawet jak przychodzili to te wizyty były do dupy.

Więc co ja miałam zrobić inaczej. Miałam go prowadzać do kaszlących, zasmarkanych ludzi?

Wizyta raz na ruski rok to za mało dla takiego dziecka. Przecież on raz dwa zapomina.

A z drugiej strony przecież zdarza się że mieszka się daleko od dziadków i widuję się wnuka raz na kilka miesięcy i niektóre dzieci jakoś nie histeryzują w tej sytuacji tylko ciekawie przyglądają się nowej twarzy.

Chociażby dziecko szwagierki. Urodzony na początku września, mega wcześniak. Nie wychodzili nigdzie aż do kwietnia. Żadne spacery, wizyty, nic. No dobra chrzciny były, chyba właśnie tylko dlatego że wcześniak to odchaczyli je szybko. ale jak w końcu wyszli na wiosnę z domu to jakoś kurde mały dzikusem nie był.

Po prostu ryczeć mi się chce. Z bezsilności chyba. I wściekła jestem. I nie wiem kogo mam za to winić. Siebie? Męża? Babcie? Dziadka? Zimę? No i kuźwa na widok sąsiadów jakoś nie płacze. Jak chodzi ksiądz po kolędzie to też nie ryczał. No to o co u diabła chodzi!

4 komentarze (pokaż)
19 marca, 10:47
PoradaKomentuj | Lubię (0)

Oczywiście będziemy jeszcze próbować i chodzić w gości do skutku. Nawet jeśli początkowo będziemy zawsze lądować w innym pokoju i go uspokajać. Kiedyś w końcu się przecież przyzwyczai. Przecież on musi pójść do żłobka... Jak? Skoro nawet z babciami i dziadkiem nie idzie go zostawić nawet na 5 minut :(
Będziemy próbować ale kolejna próba dopiero za jakiś czas bo chłop znowu idzie na poligon i znowu bez przyjazdu w weekendy. Ciekawe czy jak wróci to się znowu jego nie będzie też bał.

Fizycznie rozwija się cudownie ale oddałabym odrobinę jego rozwoju ruchowego za rozwój społeczny.

Wiecie co mnie boli.
Boli mnie że ludzie mają go za dziecko które wiecznie płacze krzyczy marudzi..... Kuzynka (ma 6 lat więc ją to usprawiedliwia) pytała babci czy on jest chory że tak ciągle płacze. Przykro mi się zrobiło jak to usłyszałam.
Albo : czemu on jest taki niespokojny może zróbcie mu badanie moczu. Kurwa on nie jest chory on się po prostu boi.I wcale taki nie jest. W domu jest wesoły, dużo się bawi, może rzadko śmieję się na głos ale non stop się uśmiecha,rozmawia z zabawkami, ślicznie je zwłaszcza odkąd zaczęłam sama gotować.... A ludzie mają go za takiego...
I zagadką jest dlaczego na ich widok płacze a na widok sąsiada albo kuriera nie reaguje. Nawet jeśli np. Kurier wchodził do mieszkania ( ciężka paczka) a sąsiad przyglądal się Z zaciekawieniem z bardzo bliska.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca, 14:07

10 komentarzy (pokaż)
21 marca, 07:47

Idzie pierwszy ząbek! Jest krwiaczek i kłuje jak igiełka kaktusa!

Posmarowałam na noc dentinoxem ale nocka i tak do dupy. Może zlizał maść zanim zaczęła działać a może to pelnia?

Kawy!

3 komentarze (pokaż)
25 marca, 14:55

Piąty skok trwa w najlepsze. Jak to mąż podsumował wygląda to tak jakby gość zdobywał kilka leveli jednego dnia. Rozgląda się po domu jakby go widział po raz pierwszy. Musieliśmy obniżyć łóżeczko bo zaczęło robić się niebezpiecznie tak wieszał się na barierce. W dodatku przebranie pieluchy graniczy z cudem. Zrezygnowaliśmy z przewijaka i przebieramy go na podłodze. Kręci się, wierci, wierzga, ciągnie za róg podkładu próbuję go zjeść albo się nim nakryć...... Eh.... zabawka w ręce nie uspokaja go na tyle długo aby spokojnie zmienić przynajmniej pieluchę zwłaszcza z dwojeczka. A to trzeba jeszcze go ubrać body spodnie skarpetki. Idzie się przy tym spocić. Najchętniej przestała bym go przebierać po zmianie pieluchy ale niestety nie jest jeszcze tak ciepło żeby biegał bez ubranek.
Czasem jak czytałam u innych dziewczyn że codziennie jest coś nowego myślałam że trochę przesadzają. A jednak nie. Dokładnie jesteśmy teraz na tym etapie. Codziennie coś nowego :) coś innego :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca, 15:18

4 komentarze (pokaż)
28 marca, 17:10

Drogie koleżanki po fachu - filolożki. I nie filolożki też :)

Czy mówicie do swoich dzieci w języku obcym? Jeśli tak to jak to wygląda na co dzień, a jeśli nie to czy zamierzacie w przyszłości?

6 komentarzy (pokaż)
4 kwietnia, 12:09

Pół roku. Niby tak długo a tak szybko minęło. Mąż oczywiście znowu na poligonie. Podobno to już ostatni aż do jesieni. Oby.

Kubuś z małego noworodka stał się małym szogunem którego wszędzie pełno - a to na pewno dopiero początek. Potrafi długo zająć się sobą i bawić się na dywanie. czekałam na to od dawna, chciałam żeby się umiał zająć sobą a ja żebym w tym czasie mogła na przykład zrobić obiad czy powiesić pranie normalnie dwoma rękami ;). Jednak nadal muszę siedzieć przy jego boku. Zaczęło się przemieszczanie i co rusz muszę go odganiać od przedłużacza czy innych niebezpiecznych miejsc. Niby wszystko jest zabezpieczone ale wiecie jak jest. No więc on się bawi sam a ja dalej przy nim siędze. I prawdę mówiąc przestało mi to przeszkadzać. Jeśli muszę wyjść z pokoju i zostawić go samego to tylko na krótko ( na przykład do kibelka czy zalać kawę) bo w ciągu chwili szogun potrafi znaleźć się w naprawdę dziwnym miejscu w pokoju.

Wyluzowalam. Tak w końcu. Jeszcze nie całkiem ale w porównaniu do początku to jestem bardzo wyluzowana.
Pół roku zajęło mi osiągnięcia tego co niektórzy osiągają w 2 miesiące, a nawet szybciej. Tzn. bezproblemowe wyjście na spacer, mniejszy lub większy luz kiedy dziecko na spacerze zaczyna marudzić, jem obiad, kąpię się, zaczęłam wykonywać ćwiczenia - choć trochę ciężko wziąć prysznic zaraz po ćwiczeniach. Cóż te pierwsze miesiące były dla mnie trudne, cholernie trudne. Ale o tym pewnie nie pisze oddzielnie. Teraz comiesięczne podsumowanie umiejętności małego:

- zasypiał przez dłuższy czas sam na sen nocny ( w zasadzie mogłam ten punkt napisać już miesiąc temu) ale mu się ostatnio odwidziało i teraz znowu zasypia na rękach. A jak wcześniej osiągnęłam że zaczął zasypiać sam? Nijak. Pewnego razu strasznie krzyczał przy usypianiu, mąż położył go na łóżku aby chwilę odetchnąć i Kubuś usnął. I od tamtej pory tak sobie sam zasypiał aż ząbkowanie to zepsuło. Nie mam juz spiny na samodzielne usypianie. Kiedyś to się znowu powtórzy.

- pojawiły się pierwsze kupy po pachy ;) Niektórzy znają tą dawna, u mnie to nowość.

- powiedział mama. Oczywiście totalnie nieświadomie w czasie zabawy klockiem. Nie jaram się samym słowem ale ciekawa jestem kiedy zacznie gaworzyć.

- rozumie że klaskanie i mówienie brawo to pochwała

- potrafi złapać swoją stopę. Jest to duże osiągnięcie zwłaszcza że nadal nienawidzi leżeć na plecach.

- w leżeniu na brzuchu podciąga się na przykład a podłokietnik kanapy, moją nogę itp. zaczął podciągać się też o barierkę łóżeczka. Niestety nadszedł czas kiedy trzeba było opuścić materac na sam dół. Kręgosłup cierpi.

- bez problemu przyjmuje pozycje czworacza i balansuje w przód i w tył.

- z czworaków tak jakby siada na piętach ale cały czas podpierając się z przodu. Nie wiem czy to przygotowanie do siadania czy do czegoś innego czy po prostu nic ;)

- zrobił pierwsze kroczki na czworakach

- czołga się. W zasadzie to ręce ciągną resztę ciała. preferuje ten sposób przemieszczania się ponieważ jest to dla niego dużo szybsze niż próby czworakowania.

- nauczył się piszczeć i skrzeczeć.... Od wczoraj robi to niemal cały czas co dodając jęki z powodu zęba powoduje u mnie bóle głowy ;)

Zęby: dwie dolne jedynki ledwo przebite przez dziąsło. Niewielki wpływ na noce, za to dni kiedy zęby dają w kość dość marudne. Pomaga tak naprawdę tylko paracetamol.

Rozszerzanie diety: odkąd zaczęłam sama gotować zupki wszystko je a otwiera buzię już nawet momencie kiedy wyciągam śliniaczek. Aż się zastanawiam czy jest w ogóle coś czego on nie lubi. Ale może jest po prostu wszystkożerny, jak tatuś ;)

Na śniadanie je kaszkę z owocem, potem mleczko, na obiad zupka i potem już mleczka do końca dnia.
Co drugi dzień daje zupkę z mięsem, raz dostał rybkę ale ze słoiczka. Dziś dostanie kawałek jajka.

- zdecydowanie nie jest dzieckiem BLW. Na przykład daję mu gryzak do pokarmu z bananem. Chwilę ciumka sam, a następnie oddaje mi gryzak, rozkłada ręce na "poddaję się" i otwiera buzię, co oznacza że mam go karmić. Inaczej nie będzie jadł.
Więc moment i sposób rozszerzania diety w naszym wypadku dobrze wybrany. Gdybym wybrała BLW pewnie narzekałabym że jest niejadkiem. A on nie jest niejadkiem tylko królewiczem który musi być obsłużony :D

- nie chce pić :( ani wody, ani wody z sokiem domowym, ani nawet w desperacji wody z cukrem. Nie będzie pił z butelki, ani z niekapka, ani z doidy..... Czasem udaje mi się podać trochę wody na łyżeczce ale to mikroskopijne ilości bo trudno go oszukać.

- ulubione zabawki: butelka z wodą mineralną, przykrywka od pojemnika na zabawki. W zasadzie to pojemnik na zabawki, Ale nie dlatego że zawiera zabawki, po prostu fajnie jest sięgać tak wysoko i się podciągać o pojemnik, aby go przewracać. Uwielbia też ciągnąć za firankę. Klepanie podłogi otwartą ręką. Lubi oglądać klapka. Także ten.... Zabawką jest wszystko co nie jest zabawką ;)

Drzemki: 2-3 w dzień.
Bywały dni kiedy miał dwie drzemki po półtorej godziny. To był raj. Nawet jestem w stanie zrozumieć że ktoś może nie być zmęczony przy dziecku albo szybko chciec drugie jeśli jego dziecko zawsze tak śpi.

Waga: 7.8 kg
Ubranka 74
Jedno karmienie w nocy


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia, 12:11

6 komentarzy (pokaż)
9 kwietnia, 14:20

To jest szaleństwo. Istne szaleństwo. ledwo 4 dni temu robiłam podsumowanie a on w tym czasie zaczął raczkować jak szalony po całym mieszkaniu, usiadł i próbuję się wspinać. Na razie jest w stanie się wspiąć do pozycji klęczącej.

Wybieram się właśnie na spacer w nosidle. Konieczne w nosidle bo przez te zęby jest strasznym marudą. Chociaż dała mu właśnie pracetamol to powinnam mieć chwilę spokoju. korzystam z pogody póki mogę bo patrząc na prognozy wygląda na to że od jutra będziemy uziemieni na kilka dni. I nawet jeśli spacerów nie znoszę to wytrzymanie w domu z takim malym rozrabiaką jest gorsze niż spacer ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia, 14:21

4 komentarze (pokaż)
16 kwietnia, 10:00

27 tygodni

Byłam wczoraj w pracy załatwić jedną drobna rzecz i zaglądnelam do mojego działu. wszyscy myśleli że już wracam i że strasznie długo mnie już nie ma. A to dopiero pół roku macierzyńskiego, choć razem z chorobowym to już rok i miesiąc. I pewnie jeszcze rok mnie nie będzie. Miło było zobaczyć te moje mordki choć niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkich których chciałam.

Po wizycie w pracy wybrałam się do galerii na shopping. nie było mnie tam już prawie rok więc chciałam sobie pochodzić po sklepach ale jak przyszło co do czego to stwierdziłam że nie mam za czym chodzi i szkoda marnować czas. Przymierzyłam tylko jeansy w h&m i okazało się że noszę rozmiar 42.... nie wiem jaki miałam przed ciążą w hm bo nigdy nie nosiłam spodni z tegi sklepu ale w innych oscylowałam w okolicy 38. Naprawdę trzeba się wziąć ze swoją dupę. Ja doskonale wiem jaki błąd popełniłam. w końcu do wagi sprzed ciąży wróciłam w jakieś dwa-trzy tygodnie po porodzie, utyłam później. niestety przy trudnym noworodku nie było czasu jeść ,więc wpierdzielalam czekoladę przez cały dzień a dopiero jak mąż przyszedł zjadłam cokolwiek ciepłego. Albo i nie.
nawet koleżanki w pracy mówiły że fajnie jest dzieć jest mały i tak się tylko patrzy jak leży i śpi a potem się zaczyna.... Tyle że ja takiego momentu że leży i śpi Nie miałam nigdy. Jak czasem czytam czy słyszę że ktoś miał taki błogi początek macierzyństwa to ciężko mi uwierzyć że tak może być. I - to wyjdzie trochę brzydka cecha mojego charakteru - po cichu życzę im kilku dni takich jak ja miałam ponad 3 miesiące. Tylko po to żeby zrozumieli....

A potem pojawiły się zaburzenia snu o których tutaj nie pisałam. W każdym razie włączył mi się między innymi tryb najedzenia się na noc, bo jak się nie dopcham do granic możliwości to budzę się z wilczym głodem po kilka razy w nocy a potem następnego dnia jestem nie do życia. Liczyłam sobie kalorie przez kilka dni. Na kolację potrafie wtrynic ich nawet 2000, więc to że w miarę dobrze jem w ciągu dnia nie ma żadnego znaczenia bo wszystko psuje wieczór.

Nie było mnie w domu ponad 5 godzin. To pierwszy raz kiedy nastawiłam dziecko na tak długo. Tak naprawdę wcale nie tęskniłam. Okej miło dostać zdjęcie od męża jak się bawi i nawet przez chwilę się nad nim rozpłynęłam. Ale przez cały ten czas w zasadzie nie myślałam co oni tam robią.

dziecko znowu daje w kość. Nie chce leżeć na plecach nawet przez pół minuty. Przebranie pieluchy czy ubranie go graniczy z cudem. Wrzeszczy przy tym jak oparzony. nawet zabawka w ręce nie jest już w stanie go zainteresować. Krzyczy przy wkładaniu do bujaczka albo do wózka. tylko dlatego że przez chwilę musi być w pozycji leżącej żebym zapieła pasy. Wygina się, wyje. Strach otworzyć okno bo by sąsiedzi mops wołali jakby to usłyszeli. na spacer mogę iść tylko na drzemkę i ewentualnie jeszcze chwilkę po drzemce mogę spacerować bo nie usiedzi. On ma w nosie oglądanie drzewek i samochodów musi sam się ruszać. Próbuje się wspinać na wszystko. Na mnie, na kanapę, na meble... Czasem nawet wstaję i czasem nawet robi to poprawnie. Staram się mu na to Nie pozwalać ale na niewielkiej powierzchni mieszkania jest to trudne bo gdzie się nie obrócić tam jest jakiś mebel. Kapiel to jest w ogóle inna kategoria hardcoru. Wczoraj skończyło się na rozbitym łokciu - na szczęście męża. Poprosił mnie aby mu pomagać przy kąpieli bo choć wie że ja w tym czasie nie leżę tylko robi swoją robotę - sprzątam lub gotuje - to on nie jest już w stanie ogarnąć go w kąpieli.

Wykosztowałam sie na bidon b box i chyba w końcu coś zaskoczyło bo upija po kilka mililitrów.

Ale martwię się jedzeniem. Tyle że w drugą stronę. Martwię się że je za dużo. Ja wiem że jest ruchliwy i musi jeść więcej, może nawet więcej niż przeciętne dziecko w jego wieku ale on nigdy ale to nigdy nie odmawia jedzenia.

Na śniadanie zjada 200 gram kaszki i dalej otwiera szeroko buzię.
Drugie śniadanie 150 mleka
Obiad 250 gram zupy. Kiedys ugotowalo mi się za dużo i postanowiłam zrobić eksperyment. Zjadł ponad 300 g zupy krem - to tyle ile ja zjadam - i dalej otwierał buzię.
Podwieczorek 150 mleka
I kolacja 200 mleka
I potem jeszcze w nocy 150

Ja nie wiem czy on ma brzuch bez dna?
po świętach szczepienie muszę o tym porozmawiać z lekarzem.

A tak w ogóle to co powinnam teraz zastąpić następna rozszerzaniu diety? Chyba kolację, tak? Ale nie chciałabym dawać kaszy/owsianki na śniadanie i na kolację chociażby z tego powodu że go zatwardzi. nie wiem co innego mogę mu dawać na śniadanie Jeśli jeszcze kanapy w nie jada. Przecież nie będzie jadl codziennie jajecznicy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia, 10:41

4 komentarze (pokaż)
18 kwietnia, 11:26

Niestety to nie skok. Już jest po skoku :( tak myślę przynajmniej.

Jeśli chodzi o jedzenie to tak jak napisałam nadal otwiera buzię po takiej porcji. Gdybym czekała aż przestanie otwierać buzię to ja nie wiem ile on by w końcu zjadł. Muszę mu niestety kontrolować objętość porcji żeby go nie przekarmiac.

Sugar w ciąży przytyłam 16 albo 18 kg już nie pamiętam, natomiast to była głównie woda nie tłuszcz więc wszystko ze mnie zeszło krótka po porodzie.

Tak do kaszy daje owoce. Porcja 200 g to już z owocem. Do zupki do tej pory dawałam mannę ale już przygotowałam sobie zupki z ryżem i kaszą jaglaną tyle że na razie poporcjawałam i zamroziłam. Jeszcze mu ich nie dawałam. Do zupki daje też już indyka, dorsza, mintaja i żółtko. Raz dałam całe jajko ale go wysypało. Nie jestem pewna czy to potówki czy reakcja na białko. Mogą być potówki bo tylko kark i troszkę buzia. Zrobię test za kilka dni jak wszystkie krostki zejdą. Cielęciny i królika niestety nie jestem w stanie mu kupić. Musiałabym brać na zamówienie większą ilość więc pewnie będziemy lecieć na samym indyku. Ewentualnie czasem kupię słoiczek z innym mięsem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia, 11:28

2 komentarze (pokaż)
Dzisiaj, 10:47

Święta. Były, minęły. Zero nastroju świątecznego u nas. Za to super kiedy mąż jest w domu. Kubuś uwielbia swojego tatę. Micha mu się cieszy i śmieje się na głos gdy tylko go widzi. Chyba powinnam być zazdrosna ;)

Pogoda była piękna i chcieliśmy dużo spacerować niestety akurat trafiło na bunt wózkowy. Spacery kończyły się wobec tego różnie. Ale byliśmy nawet na placu zabaw i Kubuś pierwszy raz się huśtał. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia - pewnie jeszcze jest za mały.

Byliśmy we trójkę poświęcić koszyczek i niestety Kubuś nie miał cierpliwość i siedzieć w wózku w kościele te dziesięć minut. Zaczął płakać i musiał wylądować na rękach. Z tej perspektywy chętnie oglądał co się dzieje, ale jeszcze bardziej interesowały go inne dzieci. Zwłaszcza te które już chodziły. Nie mógł oderwać od nich oczu.

Pierwszy dzień świąt u teściowej - tragedia. Płacz, histeria. Aż szkoda opisywać. A ostatnio jak nas odwiedzała to przecież się z nią bawił, pozwolił wziąć na ręce i się chichrali.

Drugi dzień świąt u moich rodziców. Początkowo nieśmiały, wtulał się, troszkę tylko płakał ale zaraz potem się rozszalał i zaczął eksplorować salon wspinając się na wszystko co możliwe. Bawił się, śmiał piszczał.
Ja już naprawdę nie wiem od czego to zależy że raz się panicznie boi a raz nie.
Szkoda mi kobiety bo ona naprawdę się bardzo stara i widzę że bardzo kocha wnuczkę a on na jej widok uderza od razu w płacz.

Obecnie czekam na majówkę, mąż będzie miał wolne to będziemy spotykać się z teściową trochę częściej. Planujemy też zrobić sobie piknik u niej na działce. Mam nadzieję że pogoda dopisze.


Anemic - to samo powtarza moja sąsiadka, matka trójki dzieci. Mówi że jej drugie było bardzo spokojnym niemowlakiem a teraz jej daje w kość najbardziej ze wszystkich. Sama ma teraz 11 miesięczną wymagającą córkę i ma nadzieję że jak się "wyszaleje" jako niemowlak to potem będzie łatwiej ;)

0 komentarzy (pokaż)
Dzisiaj, 10:47

Święta. Były, minęły. Zero nastroju świątecznego u nas. Za to super kiedy mąż jest w domu. Kubuś uwielbia swojego tatę. Micha mu się cieszy i śmieje się na głos gdy tylko go widzi. Chyba powinnam być zazdrosna ;)

Pogoda była piękna i chcieliśmy dużo spacerować niestety akurat trafiło na bunt wózkowy. Spacery kończyły się wobec tego różnie. Ale byliśmy nawet na placu zabaw i Kubuś pierwszy raz się huśtał. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia - pewnie jeszcze jest za mały.

Byliśmy we trójkę poświęcić koszyczek i niestety Kubuś nie miał cierpliwość i siedzieć w wózku w kościele te dziesięć minut. Zaczął płakać i musiał wylądować na rękach. Z tej perspektywy chętnie oglądał co się dzieje, ale jeszcze bardziej interesowały go inne dzieci. Zwłaszcza te które już chodziły. Nie mógł oderwać od nich oczu.

Pierwszy dzień świąt u teściowej - tragedia. Płacz, histeria. Aż szkoda opisywać. A ostatnio jak nas odwiedzała to przecież się z nią bawił, pozwolił wziąć na ręce i się chichrali.

Drugi dzień świąt u moich rodziców. Początkowo nieśmiały, wtulał się, troszkę tylko płakał ale zaraz potem się rozszalał i zaczął eksplorować salon wspinając się na wszystko co możliwe. Bawił się, śmiał piszczał.
Ja już naprawdę nie wiem od czego to zależy że raz się panicznie boi a raz nie.
Szkoda mi kobiety bo ona naprawdę się bardzo stara i widzę że bardzo kocha wnuczkę a on na jej widok uderza od razu w płacz.

Obecnie czekam na majówkę, mąż będzie miał wolne to będziemy spotykać się z teściową trochę częściej. Planujemy też zrobić sobie piknik u niej na działce. Mam nadzieję że pogoda dopisze.


Anemic - to samo powtarza moja sąsiadka, matka trójki dzieci. Mówi że jej drugie było bardzo spokojnym niemowlakiem a teraz jej daje w kość najbardziej ze wszystkich. Sama ma teraz 11 miesięczną wymagającą córkę i ma nadzieję że jak się "wyszaleje" jako niemowlak to potem będzie łatwiej ;)

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)