BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
7 stycznia, 10:34

Oooo szok....

Gość przekroczył właśnie linia środkową ciała. Prawą ręką złapał zabawkę wiszącą nad lewym barkiem. Ciekawe czy to jednorazowe czy będzie już teraz tak robił częściej.


A ja jeszcze tutaj przychodzę z pytaniem które kręci mi się w głowie od kilku dni. W zasadzie odkąd marti wrzuciła zdjęcie z kawusią i dzieciątkiem bawiącym się same w łóżeczku.
A więc. Ile czasu dziewczyny spędzacie na zabawie z dzieckiem. ja mam poczucie że powinnam siedzieć przy nim 100% czasu jeśli tylko on nie śpi. i pewnie właśnie dlatego nie mam za bardzo czasu cokolwiek zrobić w domu ugotować posprzątać poczytać gazetę itd.
jeśli dziecko nie śpi a bawi się samo na macie kocyku w łóżeczku to czy wy robicie swoje rzeczy czy siedzicie przy nim? Kiedy zobaczyłam zdjęcie Marti naszła mnie refleksja że może źle robię.

O drugi raz złapał zabawkę przekraczając linie środkową no no no


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia, 10:36

9 komentarzy (pokaż)
10 stycznia, 12:51

Środa minie tydzień zginie jak mówi powiedzonko.
To niech już zginie bo mam dość. Non stop marudzenie od poniedziałku. Skok? Bo ja wiem. Apka mówi że czwarty skok może trwać do 5 tygodni. No wykituje do tego czasu.

Uspokaja go jedynie jedzenie Ale przecież nie mogę mu dawać butelki co godzinę. Przy kp by chociaż na cycku wisiał a tak to cholera wie co mu zrobić żeby uciszyć to marudzenie. I właśnie w takich sytuacjach mm jest do dupy. A jeszcze na rękach w miarę cichnie to kwękanie.

A już abstrahując od skoku- wczoraj obudził się z ostatniej drzemki z krzykiem i krzyczał przez 2 godziny non stop a potem nie chciał usnąć. Aż był cały spocony z tego płaczu. Akurat teściowa była i aż zastanawiała się czy go na dyżur nie wieźć. Akurat dyżur miała nasza pediatra. Ale stwierdziliśmy że co niby mu zrobi. Gorączki nie miał, kupka była, kataru nie ma, gardło normalny kolor.... Dziś i tak się z nią pewnie skonsultuje w pracy. Bączków dużo szło i zwymiotował trochę więc prawie na pewno brzuch. Oby się nie powtórzyło.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia, 13:19

6 komentarzy (pokaż)
12 stycznia, 16:45

Co robi grupa chłopów na poligonie przez tydzień?
.....
Może trafiłyście. Ja akurat byłam zaskoczona. Okazuje się że gadają o dzieciach i pokazują sobie nawzajem fotki maluchów. Haha!! ;)

Mąż wrócił z całą masą informacji co które dziecko umie, je, jak śpi itp.
Wychodzi na to że mój malutki wypada całkiem nieźle na tle rówieśników. Jest zdecydowanie bardziej marudny w dzień niż inne dzieciaczki ale spokojny w nocy kiedy to dzieci kolegów szaleją. Umie też sporo.
Moj zły humor gdy Kubuś konczyl 3 miesiące był spowodowany zapisaniem się do grupy październikówek na fb gdzie to laski wymieniały się umiejętnościami jak przekładanie zabawki z rączki do rączki i pisaniem o 10:00 że dopiero wstają a dziecko spalo od 20 bez przerwy a na obiad ulepily pierogi i machnely Chodakowska i szkoda że dziecko takie wymagające bo zrobiłyby sto razy tyle....

Masakra. Dlaczego kobiety tak kłamią.

Niby wiedziałam że jest to lekko naciągane ale i tak podminowało mnie wtedy że ja tak niewiele robię a Kubuś jeszcze nie łapie się za stopy.... (Choć wiem że na 3miesiace to za wcześnie)

A w ogóle to stwierdziłam że chyba im coś dosypują do herbaty na tych poligonach bo wszyscy koledzy mają chłopców ;) ani jednej dziewczynki.

8 komentarzy (pokaż)
14 stycznia, 12:32

Oj tak ja niby wiedziałam że to jest naciągane co one wypisują ale wiecie jak się przeczyta 100 wypowiedzi że ktoś cię w domu nuuuudzi bo dziecko przecież sobie samo leży nic koło niego nie trzeba robić i inne bzdety co to niby już dzieci umieją, to jakoś to siada to na głowę.

Ja dzisiaj w zasadzie z dwoma rzeczami. Może zacznę od hmm krótki recenzji książki bobas lubi wybór którą skończyłam czytać wczoraj. Prawdę mówiąc nie rozumiem dlaczego jest tak zachwalana. Każdy podrozdział zakończony jest pseudo cytatem jakiejś matki. Wszystko jest takie cukierkowe różowe idealne i wspaniałe a dzieci mają super instynkt. "moje dziecko nigdy nie chciało jeść x a potem okazało się że ma na to alergie. Dzieci to wszystko wiedzą instynktownie". Taaa jasne
Przedstawiają BLW jako rozwiązanie na wszystkie możliwe problemy.
Mocno amerykańskie i dość sekciarskie w stylu. rozwalił mnie gdzieś fragment że zdrowe odżywianie to jedzenie wysoko przetworzonej żywności co najwyżej kilka razy w tygodniu. Jeśli dla nich taka jest definicja zdrowego jedzenia no to ja jestem superfit. Ale fakt że zachodnie społeczeństwa odżywiają się zupełnie inaczej niż nasza części świata. Pamiętam że nie mogłam wyjść ze zdziwienia kiedy jeszcze mieszkałam w Anglii i Angielki mówiły że jedzą tylko home made food. A co to było home made food???? A no na przykład gotowiec - jakiś kurczak na tacce obsypany przyprawami lub mrożnka którą tylko wkłada się do piekarnika. Jak dla mnie to żadne home made tylko fast food. Kiedy widziały jak wyciągam po prostu surowego fileta z lodówki to znowu one były w szoku i pytały czy pracowałam kiedyś w dobrej restauracji że umiem tak coś przyrządzić "from scratch". Ale wracając do tematu.
Nudziłam się strasznie, miałam wrażenie że czytam ciągle to samo tylko innymi słowami. jedyne co faktycznie było dla mnie interesujące i przydatne to informacja o potrzebach żywieniowych niemowląt np. że powinny dostawać pełnotłusty nabiał a nie chudy i wyjaśnienie dlaczego tak jest. Poza paplaniem oczekiwałam konkretnych wskazówek na przykład takich jakie marki ostatnio uwzględniła w swoim pamiętniku - t.j. Przykładowa rozpiska godzin jak wprowadzać pokarmy podmieniać stopniowo mleko na stałe posiłki. Czy podawać jedzenie przed po między mlekiem? Niestety nic takiego tam nie można znaleźć.

Druga sprawa to rozmyślałam nad rozszerzaniem diety które prawdopodobnie zaczniemy za jakieś 3-4 tygodnie jednak od przecierów. I niestety nasunęła się mi smutna refleksja. Kiedy dziecko marudzi nie jestem w stanie powiedzieć czego ode mnie potrzebuje. Nie wiem czy to marudzenie ze zmęczenia głodu czy nudy. Obserwowałam go przez kilka dni wyjątkowo wnikliwie i jak dla mnie to te style marudzenia się niczym nie różnią. Dziecku leci 15 tydzień a ja nadal działam po omacku..... I jest mi wstyd.
Wiem że jego okres aktywności wynosi około dwie godziny. jeśli chciałabym go położyć na drzemkę wcześniej to nie ma szans aby usunął ale często miają dwie godziny a on wcale nie wygląda na zmęczonego. Bawi się uśmiecha.... Nie trze oczu. Nie ziewa. Nie ma powolniejszych ruchów.. . wystarczy jednak bujnąć go 2 razy i oczy się same zamykają.... Zero oznak zmęczenia jak dla mnie.
Tak samo z jedzeniem. Dostaje butelkę mniej więcej co trzy godziny. Rzuca się na nią ale wcale według mnie nie daje wcześniej żadnych wyraźnych sygnałów że zrobił się głodny.

Jeśli podążamy schematem dwie godziny aktywności, drzemka trochę ponad pół godziny i karmienie zaraz po drzemce wszystko jest super. Ale jeśli z jakiegoś powodu nam się dzień rozjeżdża a on zaczyna marudzić to w żaden sposób nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego. Pytałam męża jak z tym u niego. On też nie potrafi powiedzieć z jakiego powodu marudzi. Jak był malutki było łatwiej - piąstka w buzi czyli jedzenie, a teraz to non stop są ręce w buzi więc nie jest to żaden wyznacznik.


Pamiętam że Anakin kiedyś pisała mi że teraz to bezbłędnie rozpoznaje nastroje synka i momentalnie go pacyfikuje. Szukałam tego komentarza bo byłam ciekawa a w jakim wieku był wtedy Emilek ale nie jestem w stanie tego komentarza znaleźć.... Mam jednak dość mocne wrażenie że był w wieku lub nawet młodszy od Kubusia kiedy Anakin to pisała.

należy mi się niechlubny order najbardziej nierozgarniętej matki na świecie. I wcale nie jestem z tego dumna ale ja naprawdę nie wiem....

12 komentarzy (pokaż)
15 stycznia, 15:42

Ja jednak i tak mam wrażenie że powinnam już bardziej czytać z mojego dziecka niż z zegarka.... Chciałabym spojrzeć na niego i wiedzieć że "o jest gotowy do spania" zamiast. Marudzi ... Godzina 11.30 - aha minęły 2h od drzemki więc chodzi mu o spanie.chcialabym go już lepiej rozumieć - pewnie mąż ma rację że jestem strasznie niecierpliwa.
Marti to nie słabszy dzień ;) dni są po tamtym okresie marudzenia całkiem dobre. To tylko taka refleksja która siedzi mi w głowie od pewnego czasu. Mam jeszcze jedna refleksje ale chyba już nie zdążę na tej drzemce napisać.

Ps. Też znam niejadkow po blw. Albo takich co umyśla sobie tylko naleśniki i pomidorową. Albo takich co nie mają czasu jeść bo zabawa jest fajniejsza ;) i wtedy zawsze wjeżdża łyżeczka i karmienie jeśli ten stan zaczyna trwać zbyt długo.

Anakin nadal uważam że on jest taaaki malutki jak pisałam u ciebie w komentarzu kiedys. Ale zacznę koło połowy 4 miesiąca podawać inne smaki. Ciekawość mnie troszkę zżera :) chyba faktycznie niecierpliwa jestem.

Anemic - tak jestem w stanie określić porę snu nocnego. Okolo 19. Czasem marudzi już, po 18 ale nie chce żeby tak wcześnie szedł spać więc go przeciągam jak mogę.

2 komentarze (pokaż)
16 stycznia, 09:37

No i zrozum tu dziecko. Mojego małego zawsze trzeba lulać do snu. Można mu dać smoczka, głaskać, śpiewać i nic. A wystarczy kilka razy zakolysac i już senny. A tu wczoraj gdy byłam na kursie urządził mężowi histerię w trakcie bujania. Cóż, mąż odłożył go do łożeczka i poszedł po mleko - bo może głodny... Za chwilę cisza. Patrzy... A Kubuś sobie kiwa głową i sam siebie usypia. I usnął.
Jedno jest pewne - przy dziecku nie ma nic pewnego :D

Wczoraj już nie zdążyłam z tym ostatnim narazie przemyśleniem (dużo ich ostatnio. To chyba zimowa aura tak działa) a może raczej postanowieniem.

Siadłam po prostu kiedyś z kalendarzem i policzyłam kiedy wypada mi powrót do pracy. A wypada dokładnie w wigilię tego roku. Ciulowo. No i tak myślałam... Może urlop bezpłatny do końca roku i powrót od stycznia.... i na chwilę przestałam nad tym myśleć no bo w końcu mam jeszcze kilka miesięcy zanim poinformuję pracodawcę o moim pomyśle. Ale potem przyszły śniegi. Mały budzi się wcześnie i tak stałam sobie w oknie obserwując sąsiadów z dziećmi, wyjeżdżających o świcie do pracy.

I myślę sobie tak.

Normalnie aby dotrzeć na 8 do pracy to wyjeżdżałam o 7 (pieprzone korki! Na drugą zmianę dojazd zajmuje o połowę mniej czasu!). Czyli wstawałam około 6.15.
Ale z dzieckiem musiałabym być w żłobku na 6.30 a jeszcze trzeba go rano ogarnac.... to chyba o 5 musiałabym wstawać. Haha wstawalabym razem z mężem który wychodzi z domu przed 6:00.
W lecie to chociaż świta już a w zimie to środek nocy.
Wiadomo trzebaby go ubrać a potem rozebrać z tych zimowych rzeczy w żłobku. A wszystko trwa. I moze nie chcieć zostawać tam na początku.

Oczami wyobraźni zobaczyłam też jak ciągnę roczniaka do auta. On wyje w zimnym aucie w foteliku a ja odśnieżam z obłędem w oczach. Bo przecież muszę zdążyć tu i tu na konkretną godzinę.

Plus choroby żłobkowe na początku. Wiecej by mnie w tej pracy nie było jak było. A i tak na pełen etat nie wracam.

No wiec postanowiłam po macierzyńskim przejść na chwilę na wychowawczy. Z mężem jeszcze nie rozmawiałam ale też i nie ma sensu póki co poruszać tego tematu. Poza tym sądzę że przyzna mi rację.

Nie żebym się tak rozkochała w byciu w domu. Co to to nie. Tęsknię za dorosłymi sprawami. Milionerami też nie jesteśmy. Moje zarobki to 50% budżetu. Jednak przez te kilka miesięcy do wiosny damy radę. No bo po co się szarpać jak nie muszę tylko mam normalnych kierowników w pracy.
Do żłobka i tak pojdzie ale przynajmniej wszystko będzie na spokojnie a nie stresie. No i będzie mógł zostawać na początku w żłobku tylko kilka godzin a nie od razu całe 9- 10 godzin. To jest w ogóle przykre z tymi żłobkami.... Ale i tak dobrze że są.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia, 09:39

5 komentarzy (pokaż)
16 stycznia, 12:12

Lentilka najbardziej to się chorób boje. Dzieci dwóch koleżanek w pracy to w ciągu miesiąca od zaczęcia żłobka wylądowały w szpitalu. Synek trzeciej co chwilę miał zapalenie ucha. Ledwo poszedł do grupy to lądował potem na 3 tyg w domu. I tak przez pół roku chyba.

101015 wychowawczy jest bezpłatny chyba że twój dochód na członka rodziny się na świadczenia rodzinne. Ja się nie łapie. U mnie będzie 0zl.


Dziecko śpi mi już 1.5 godziny. A zawsze max 30min! Nastawiłam kapusniak. Mój pierwszy obiad zrobiony po ciąży!
Przeczytałam internety ;) trochę książki. Wrzuciłam pranie. A on dalej śpi. Nawet nie staralam się już być cicho otwierając paczkę.
Aż się zaczybam martwić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia, 12:16

10 komentarzy (pokaż)
22 stycznia, 15:16

Ostatnio pisałam dużo o przemyśleniach a mało o tym co w ogóle u nas słychać.

Dziec jest coraz fajniejszy i bardziej kontaktowy. Więcej się uśmiecha i szybko zdobywa nowe umiejętności. W piatek zaczął trenować obroty na brzuch i umiał tylko dojść do obrotu na boczek. W poniedziałek rano doprowadził mnie do zawału. Zostawiłam go pod karuzelą i poszłam po kawę. Nagle słyszę jęczenie inne niż zawsze. Wracam z kuchni zobaczyć co on wyrabia..... A on nos i buzia w materacu i nie umie sobie sam pomóc. Aż mi się gorąco zrobiło. A wieczorem już umiał obracać się swobodnie na brzuch.

Mały zaczął nam ulewać jakieś 2 tygodnie temu więc stosuję zagęszczacz do mleka i rzeczywiście przestał chlustać po każdym karmieniu.
Zapomniałam zapytać czym może być spowodowane nagle ulewanie. Ale może po prostu tym że jest teraz bardziej aktywny i refluks ukryty się ujawnił. Nie wiem.

Mały strasznie charczał więc zawieźliśmy go w sobotę na dyżur do naszej pediatry. Nie dało się go zbadać bo włączył taką syrenę że postawił pół przychodni na nogi. Oczywiście pytanie czemu płacze. A skąd ja mam kuźwa wiedzieć czemu płacze. To właśnie moje marzenie wiedzieć dlaczego! W każdym razie robimy sobie inhalację dwa razy dziennie i małemu wrócił jego normalny głos.
Pzez tą syrenę zapomniałam pokazać pediatrze naczyniaka który pojawił się za uchem. Wprawdzie miejsce za uchem nie jest najczęściej fotografowane więc ciężko zweryfikować posiłkując się zdjęciami, ale jestem w zasadzie pewna że tuż po porodzie nie miał żadnego naczyniaka w tym miejscu. No nic szczepienia za jakieś 2 tygodnie to wtedy jej pokażę.

Za to pięknie otwiera buzię do łyżeczki - podaję na niej lekarstwa na kolkę. W tej chwili po 8 kropelek simplex i delicol do każdej butelki. Do tego dicoflor trzy kropelki raz dziennie i kropelka witaminy D na łyżeczce wody. W ciągu dwóch tygodni mam nadzieję całkowicie zejść z kropelek.

Do niedawna dzieć w ogóle nie widział że ja jadam. Śniadanie jadłam w biegu drugą ręką z ścieląc łóżko, obiad starałam się zjeść na jego drzemce, a kolacja już jak spał. Od kilku dni staram się jeść obiad przy nim. Po prostu sadzam w bujaczku na wprost mnie. Jem a on patrzy. To tak w ramach przygotowań do rozszerzenia diety. Ale prawdę mówiąc jedzenie go na razie w ogóle nie interesuje. Początkowo patrzy na mnie z miną "co ty robisz" a potem się nudzi. Zresztą tak myślę o tym rozszerzaniu i kuźwa skoro ja nie wiem kiedy jest głodny a kiedy syty (nie wiem czy oderwać butelkę czy jeszcze karmić. Czasem mam wrażenie że pochłonąłby każda ilość) to nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać. Z drugiej strony warto wykorzystać to otwieranie buzi do łyżeczki. Jak zejdę z kropelek i będę długo zwkekac to pewnie zapomni.

Im dalej w las tym bardziej wkurza mnie mm. Nie wiem czy daje odpowiednio często, czy odpowiednią objętość. Z drugiej strony kp też by mnie irytowało swoim byciem uzależnionym od siebie i jeszcze kilkoma innymi sprawami. Szkoda że nie można sobie kp i mm zamiennie jak nam wygodnie w danej chwili :D

Noce są koszmarne. Dziś w nocy było tak źle że trochę głupio się przyznać ale spadłam z łóżka z małym na rękach. Idało mi się jakoś zneutralizować upadek także on chyba nawet nie odczul. W każdym razie dzięki Bogu nie wypadł mi z rąk. Ja natomiast obtarłam kolano o dywan a stopa jakoś dziwnie zakręciła się w pościel i chyba wybiłam sobie palca bo jest czesciowo siny. Ciul, boli ale chodzić mogę. Wniosek nie usypiać siedząc po turecku na łóżku.

Chłop znowu na poligonie. Tym razem 2 tygodnie ale powinien przyjechać na sobotę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia, 15:34

5 komentarzy (pokaż)
23 stycznia, 14:03

To mój jest mega żarłokiem. Jest w zasadzie o połowę młodszy a wypija duszkiem 130ml. A i 170 nie pogardzi (150wody plus proszek).
Kiedyś właśnie zaciskał wargi jak miał dość a teraz zawsze otwiera pyszczek na smoczek i trudno stwierdzić czy już bak ma pełen czy nie. Aż mnie korci czasem zrobić naprawdę duża porcje i zobaczyć ile wciągnie... Ale nieeee bo go jeszcze brzuszek rozboli.
W grudniu był na 50 centylu więc pulpet straszny też nie jest a już wtedy wcinał 130. Teraz to nie wiem ile waży. W tej kwestii mam totalny luz ( chyba tylko w tej kwestii). Nie ważne co chwilę, nie sprawdzam przyrostów dobowych itp. nidgy tego nie robiłam, nawet jak był noworodkiem jeszcze. Będą szczepienia to zobaczymy ile wyjdzie na wadze.

Z rozszerzaniem to jest to dla mnie mega stresujący temat. Na siłę nie będę zaczynać już zaraz bo widzę że go to nie interesuje narazie ale za bardzo zwlekać też nie chce. Chociaż kto wie... Dziś go nie Interesuje a za tydzień może mi ziemniaka porwać z talerza ;)

Wczoraj pisałam że otwiera buzię do łyżeczki a dziś złapał mnie za rękę i dopchal sobie łyżkę głębiej haha Ah te kropelki... (Słodkie są)

4 komentarze (pokaż)
1 lutego, 09:23

Już dziś mąż wraca. To dobrze. W zeszłym tygodniu przyjechał na sobotę i dziecko go nie poznało, rozpłakało się na jego widok i gdy go nosił. Mąż zastanawiał się czy go boli brzuszek... Cóż nie powiedziałam głośno że to nie przez brzuszek płacze. Zasrane poligony.

Mały nie daje się nikomu nosić oprócz mnie. Obie babcie były w odwiedzinach w tym tygodniu i u obu na rękach płakał. Buzia w podkówkę i skomlenie "mamo ratuj, mamo czemu im na to pozwalasz" eh. Co innego gdy jest u mnie na rękach. Wtedy może gości poczarować uśmiechami a nawet po dłuższej chwili może odważyć się ich zagadywać. Ale tylko pod warunkiem ze jest bezpieczny na moich rękach.
Zima. Mało wychodzimy (a i wtedy nikogo nie spotykamy),brak socjalizowania się na placu zabaw, mało gości to tak się to kończy że poza moimi ramionami nie ma świata dla maluszka. I średnio mi się to podoba.

Poza tym miesiąc mi zlecial. Z radością przekrecilam kartę w kalendarzu. Jeszcze miesiąc i będzie czuć wiosnę.

4 komentarze (pokaż)
4 lutego, 10:34

Paradoksalnie mam więcej czasu na internety kiedy męża nie ma. Ot po prostu mam w dupie obiad (jem mrożonki) i inne rzeczy koło domu ;) no i jak już jest to staram się trochę z nim posiedziec zamiast w komórce.

Moje dziecko dopadła nocna wścieklizna. Wije się, trze policzki grzbietem dłoni (dobrze że nie pazurkami!) Robi świece - przez sen. Ale jak tu usnąć kolo takiej wiercipięty. O dziwo w dzień tak nie robi.
Jestem coraz bardziej zmęczona. Niby 2 pobudki na jedzenie ale snu mojego niewiele. Wsadziłam go w otulacz w końcu bo już nie dawałam rady. Wiem. Nie powinnam. Jest za duży i umie się obracać.
Ale ja nie umiem spać w dzień. Nie usne też o 19 na noc tak jak on. No nie umiem. Najwcześniej usnę koło 22 kiedy on zaczyna już Wicie. Eh.
Na wychodzeniu zębów się w prawdzie nie znam ale chyba nic nie widać narazie.
A teraz śpi już ponad godzinę eh jakby w nocy nie mógł .

Gozik dzielenie radości to jedno. To chyba bardziej mężowi jest smutno że pierwsze coś np obroty, śmiech widzi jako filmik a nie na żywo. Gorzej kiedy nie ma z nikąd pomocy. Zwłaszcza w nocy. Bo w dzień jakoś ogarnę.
Nie jest aż tak źle z tymi poligonami choć faktycznie w tym roku jest ich wyjątkowo dużo. Teraz na pewno cały luty będzie normalnie chodzić do pracy. A wtedy o 16.0 już zawsze jest. Kolejny wyjazd w marcu. Może pod koniec dopiero? Może krócej niż 3 tyg? No przynajmniej muszę sobie wmawiac że nie jest tak źle. W końcu żona np. kierowcy tira ma jeszcze gorzej,prawda?

Wiosna wiosna... Ah... w Weekend było +14 i spacer byl mega przyjemny. Poproszę jeszcze! Zwłaszcza że dziecko chyba w końcu zrobiło mi się spacerowe. Nawet nie zakwilił a wcześniej darł się przy wyjsciach jak oparzony. Wiem że luty pewnie jeszcze przywali śniegiem i mrozem ale póki co ....ah wiosna!

Widziałam jak sąsiadka piętro wyżej jeździła wózkiem po balkonie. Jej postura mówiła że ma wszystkiego dość. Może odważy się kiedyś wyjść na spacer zamiast balkonu i poznamy się kiedyś. Wiem że jej dziecko jest młodsze.

Nie tylko ja wyciągnęłam już wózek jak tylko śnieg trochę stopniał i chodniki zrobiły się przejezdne. Mój był w zasadzie trzecim wózkiem który ostatecznie zatarasował zejście do piwnicy. A tu jeszcze przynajmniej dwa wózki sąsiadów gdzieś się muszą upchnąć.... Pewnie zatarasuja skrzynki na listy.
A potem dojdą jeszcze rowery i hulajnogi. Ja nie wiem jak się pomieścimy . Jest w prawdzie wozkownia ale co z tego jak nie zrobili rampy na schodach do piwnicy. Nie wiem która babka ma siłę wnosić wózek w tę i z powrotem po schodach. Często z dzieckiem w drugiej ręce i torbą pełną potrzebnych rzeczy na szyi ;) nierzadko wracając z torbą zakupów jeszcze. Więc rozumiem i sama zostawiam wózek na parterze (choć spacerówki to dziewczyny mogłyby przynajmniej składać).
No i manewrowanie żeby wyciągnąć swój wózek z tego tetrisa to masakra. Jak już przesiądę się do spacerówki albo na spacery w foteliku (gondola będzie zbyt nudna wkrotce) to chyba będę sobie trzymać swój wózek w aucie.

4 komentarze (pokaż)
5 lutego, 08:49

No Anakin serio. Siedziała na stołku, ręką przytrzymywała czolo, fryzyra-cebula a drugą ręką machała wózek przód-tył... ;)
Cóż. Been there, done that ;)

Anemic on śpi w łóżeczku. Tak się tłucze ze dwa pokoje dalej go słychać przy włączonym tv.

U nas nie ma miejsca na wózki koło drzwi. Zresztą i tak bym nie wydarła go na piętro. Za ciężko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego, 08:55

0 komentarzy (pokaż)
5 lutego, 08:50

Podobno okres od 3-6 miesiaca to złoty czas w macierzyństwie. Przynajmniej w pierwszym roku. Dziecko jest kontaktowe a jeszcze nie trzeba mieć oczu do około głowy.... Czy to prawda i ocenie ten okres jako złoty to zobaczymy za jakiś czas. Póki co ten czwarty miesiąc był zdecydowanie lepszy niż 0-3.
Cieszę się że zaczęłam od początku wypisywać umiejętności co miesiąc. Pomyślałam że umieszczę część z nich w foyoksiazce z pierwszego roku. Będzie to fajny dodatek do samych zdjęć.

A więc czwarty miesiąc życia dobiegł końca:

-Łapie się za kolanka a czasem nawet dotknie kostke

-Leżąc na brzuszku sięga po przedmioty i bawi się nimi. Wogole brzuszek jest najlepszy.

-Mamy pierwszy urwany głośny śmiech. czekamy na takie prawdziwe długie hahaha

-Odpowiada uśmiechem na uśmiech

-Naśladuje proste dźwięki

-bez problemu chwyta zabawki

-Bierzę zabawki w dwie rączki i nimi manipuluje w kierunku wkładania do buzi. Zabawka wypada z rąk coraz rzadziej

-Wyciąga rączki do twarzy mamy lub taty i bada ją dotykiem

- trzyma głowę

-Przewraca się w na brzuch przez prawy bok

-Zrobił się bardziej rozmowny. Zwłaszcza na przewijaku.

-Otwiera buzię gdy widzi łyżeczke

-Odkrył ślinę i potrafi bawić się nią i buzią wydając różne dźwięki

- ulubiona zabawką jest szop szeleścik.... Który już prawie nie szelesci tak go tarmosił.

- ma wystarczająco siły aby naciągnąć zawieszkę-pozytywke samodzielnie.

- ma 3-4 drzemki idzie spać o 19 i wstaje o 6. Je 2 razy w nocy


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego, 08:54

7 komentarzy (pokaż)
9 lutego, 13:39

Eh

Wczoraj wybrałam się na niewielkie zakupy do biedry. Chciałam uniknąć sobotnich kolejek na pół sklepu przed pieprzoną niechandlową.
Chwilę po wejściu był ryk. Ja już miałam część zakupów w torbie. Ani wyjść ani kontynuować... Ostatecznie musiałam trzymać go w jednej ręce - tak klocka ponad 7kg- a drugą ręką prowadzić gondole.
Dobrze że choć na rękach nie płakał.
Myślałam vze może się przestaszyl wózka który przejechał obok szybko robiąc stuk puk jak pociąg. Ale nieeee. To chyba nie to.

Z tego wszystkiego zapomniałam mleka więc zawinełam po drodze z duszą na ramieniu i cała upocona do coś typu "społem". Był spokój.

W drodze powrotnej postanowił usnąć a ja przeklinałam w głowie bo to oznaczało że muszę na raz wnieść na piętro gondole i zakupy- zamiast tylko dziecko i zakupy. Stelaż zostawiłam na parterze. Wróciłam cała mokra .zdyszana i z obolałymi rękami. W dodatku głodna a nie chciałam go budzić hałasem w kuchni. Postanowił jak nigdy spać 2h. Ani się czymś zająć.. to sobie leżałam marząc o prysznicu.

Z nowa nadzieja ( bo w społem było ok więc może tylko w biedrze coś mu nie pprzypasowalo) pojechaliśmy do Rossmanna bo tylko tam sprzedają jego mleko. Pomyślałam że powinno być ok skoro w foteliku będzie wszystko widział. Yhym. Nie minęła minuta i wrzask. Musiałam wyjść. Sekundę po przekroczeniu progu sklepu spokój. Mąż zrobił zakupy sam. Więc nawet opcja że było.mu ciepło odpada. Nie wiem o co chodzi.

Jak wy to robicie że bierzecie dziecko do sklepu. I jak radzicie sobie z wrzaskiem w sklepie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego, 13:45

5 komentarzy (pokaż)
9 lutego, 19:46

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego, 19:46

0 komentarzy (pokaż)
9 lutego, 19:46

Kurcze w Biedronce miał tą budkę od gondoli zasuniętą więc chyba nie światło. Może zapachy.... Może hałas/ szum. Nie wiem. ale coś ewidentnie musi przeszkadzać skoro mija w sekundę po wyjściu ze sklepu.

To byly jego pierwsze razy w sklepach. Ostatnio był chyba 2-3 miesiące temu w sklepie. W Biedronce. I był wtedy spokojny dopiero przy kasie zaczęło mu się nudzić i się trochę wiercił. Ale miał wtedy ledwo ponad miesiąc, ciężko to porównać z 4 miesięcznym dzieckiem.

No i dupa. Myślałam że w końcu będę bardziej samodzielna kiedy mąż znowu pojedzie wkrótce na poligon. Okazuje się że dalej będę musieć prosić innych o zakupy.

3 komentarze (pokaż)
10 lutego, 16:18


Eh czyli mój problem to raczej rzadszy przypadek. Chyba muszę pogodzić się z tym że moje dziecko jest bardzo wrażliwe i baaaardzo powoli wprowadzać je do świata.

Wracam właśnie z basenu. Mąż mnie wygonił. On był wczoraj po tym jak dziecko już usnęło. Ja myślałam że może pójdę dziś też w podobnych godzinach ale mąż wygonił mnie w dzień. Jak to stwierdzil " trochę wolności się należy" . Aż się wzruszyłam gdy to powiedział. Zwłaszcza że cały marzec znowu poligon (ale może uda się że tylko 2 tygodnie).

Zrobiłam 10 długości basenu (nieźle jak na pół roku przerwy) wysiedzialam się w jacuzzi i wygrzalam w trzech saunach.

Była na basenie pani z chłopczykiem około 3 latka. Boże jaki on był słodki. Czekam na ten okres w moim życiu i mam nadzieję że uda nam się wychować równie kochane dziecko.

6 komentarzy (pokaż)
16 lutego, 21:45

Od kilku dni dziecko odmawia trzeciej drzemki. Okres aktywności przed snem nocnym to nawet aż 5 godzin. Każda próba położenia spać to Krzyki na całe gardło. Żeby się chociaż bawił ale on jest zmęczony. Oczy czerwone, jęczy i wścieka się na wszystko. Zabawki są złe, ręce źle, leżenie na plecach nie wchodzi w grę a na brzuchu się męczy i też jeczy. Ale spać to nie pójdzie. Zagryzamy żeby i wpatrujemy się z mężem w zegar kiedy pójdzie na sen nocny. A potem padamy jak zombie. Chcieliśmy coś robić wieczorem a z głową wyprutą od tego marudzenia gapimy się pusto w ścianę. I idziemy spać.

Przynajmniej pogoda ok to można wyjść bz domu.Chociaż wtedy słychać cisze zamiast jęków...
A no i kąpiel jeszcze. Odkąd wyrzuciliśmy wanienkę i włożyliśmy go do brodzika pluska się aż miło popatrzeć.

Jesteśmy po kolejnym szczepieniu. Tym razem zniósł je dużo lepiej. Bałam się znowu płaczu do bezdechu ale nic takiego się nie działo.
Na policzki dostaliśmy maść strerydowa. Wygląda na to że pomaga.

Pogadalam z lekarka o rozszerzaniu diety i zdecydowałam się zacząć za tydzień. Zobaczymy jak będzie szlo, ale byłoby super gdyby polubił słoiki. To mega wygoda poza domem.

Kehlana_myiu dziękuję bza szczegółowy opis. U mnie niestety biedra i rossek to jedyne większe sklepy a do małych ciężko wjechać wózkiem. Przyglądałam się wczoraj światłom uwaznie. Faktycznie mocne te jarzeniówki w bierze, a miejsce które wybrałam wtedy na uspokajanie go było centralnie pod jedną z nich eh. Było jeszcze Tesco ale właśnie je likwidują. Bastion PiSu i biedronki.... Teraz to żadnego innego większego sklepu nie ma w promieniu 30km. Też mam nadzieję że to etap i minie. Byl czas że wyjście z domu z moim było.nuemozluwe a teraz bez problemu. Awersja do sklepów też mu musi przejść w końcu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego, 21:45

2 komentarze (pokaż)
17 lutego, 10:20

Ojej tak szybko zrezygnowała ci z ostatniej drzemki? Myślałam że to bliżej 6 a nawet 7 miesiąca :(
Niech rezygnuje jak chce tylko niech tak nie jęczy godzinami bo idzie krećka dostać. Rano jest słodziak a po południu chcaloby się uciec gdzie pieprz rośnie.

Dziś była cudowna noc. Usnął o 18.40 i wstal o 5 rano. Tyyyyle snu że nawet 5 rano wybaczam! Tzn ja i tak obudziłam się o 2 i 4.30 na karmienie ;) a w krotce czas letni to ta 5 z automatu zamieni się na 6 ;)
Oby takich nocy jak najwięcej. Zwłaszcza Anakin tego życzę.

W dodatku nauczył się spać na brzuchu. Ciekawe... Bo do tej pory nie umiał leżeć na brzuchu bz głową w dół.

1 komentarz (pokaż)
19 lutego, 12:15

Pozdrawiam ze spaceru. nie wiem jak mam małego ubierać. ja idę w rozsuniętej kurtce, pod spodem tylko t-shirt na krótki rękaw i się gotuje. może za ciepło go uvralam... ale u mnie na tej górce tak wieje że przerzucenie się na polarowy pajac wydaje się przesadą.


A w jak ubieracie dzieci na spacer w lutym kiedy jest plus 15 stopni?

de2282ce6eb6.jpg

9 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)