BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
3 lipca 2019, 21:35

Ssss a może tylko ja odwazylam się zaprotestować s reszta potulnie pokiwała głową? Nie wiem. Byłam też tylko jeden dzień bo drugiego dnia dni otwartych mieliśmy rehabilitacje. Pierwszego dnia nie było wszystkich rodziców, może drugiego dnia przyszli inni??

Marti jest więcej rzeczy które mnie zszokowały wśród rodziców. Prowadzanie za raczki, stawianie dziecka które nawet nie przyjmuje pozycji raczkującej/nie siedzi, karmienie tylko słoiczkami (sama czasem używam ale to trzeba przeczytać skład a nie brać jak leci. W tych późniejszych miesiącach składy już bywają kiepskie).
Ta mama poczuła się nieswojo że jej dziecko najmniej umie czy zawsze tak?

Nie żebym ja była idealna. Zauważyłam że byłam pół kroku za młodym jak nadopiekuńcza wariatka.... Zwłaszcza jak pacał te inne dzieci.

Ssss to ciekawe o tych płatkach kukurydzianych. Serio nie wiedziałam i miałam kupić te z rosska bez cukru. To już nie kupię.

Nie, w żłobkach nie pracują specjaliści. Przynajmniej nie w pięciu tych które znam. Dyrektorka owszem może jest po studiach pedagogicznych, ale opiekunki bardzo często nie mają żadnego wykształcenia. Tzn. są po maturze i zrobiły jakiś kurs. urząd pracy często wysyła takie bezrobotne dziewczyny na staż do żłobków w charakterze pomocy. Jakaś część z nich już w żłobkach zostaje. Jedna z opiekunek w grupie mojego młodego wiem że ma jakieś policealna szkole medyczna. Cokolwiek to jest tak naprawdę.
Chyba również stąd popularność cateringu. Nie muszą zatrudniać specjalisty - dietetyka lub technologa żywności.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2019, 07:51

1 komentarz (pokaż)
5 lipca 2019, 08:38

Skończył 9 miesięcy

Zęby: 5
Waga: 9
Ubranka: nadal 74. Ale w końcu powoli wyciagam kolejny rozmiar.
Sen: ~12h
Coraz częściej 2 drzemki. Jeszcze czasem 3. Zależy o której ma fantazje pójść spać. Pierwsza drzemka raczej dłuższa, ponad godzinę.

w tym miesiącu osiągnięć ruchowych w zasadzie brak. Młody skupił się wreszcie na czymś innym. Poza tym miesiąc niedobry. Zaczęliśmy rehabilitacje, była choroba, uraził sobie paznokieć i walczyliśmy żeby nie zszedł, 3 zęby wychodziły na raz, mieliśmy zadławienie :(
rozszerzanie diety zaniedbane ponieważ rehabilitacja wypadała w okolicy południa więc zrobiłam szybkie i łatwe do przełknięcia obiady. Generalnie miesiac-dupa.

- zauważył że przedmioty można przesuwać a nie tylko nimi rzucać. Ogarnął koncept zabawy autkami.
- zauważył że jedne przedmioty można wrzucać w inne. Najchętniej wrzuca mój telefon i smoczki za łóżko. Ale też czasem jedną zabawkę w drugą, lub do pudła.
- gdy wskazuje na coś palcem to zazwyczaj rozumie że ma patrzeć w kierunku, a nie na palec
- stwierdził nagle ze zabawa stopami jest spoko i nawet czasem polezy na plecach aż minutę.
- kocha wszystko co ma pokrętła, także pralkę i piekarnik
- gaworzy bardzo dużo: wydaje różne dźwięki, padło już tata
- próbuje stać bez trzymania w przestrzeni. Jakieś max 5 sekund
- umie otworzyć uchylone drzwi (wcześniej próbował.zmiescic się w szczelinie. Teraz wie że trzeba pacnac drzwi i zrobi się szerzej)
- rozumie swoje imię i słowo nie. Kiedy nie mu się coś nie podoba urządza sceny dokładnie takie jak dwulatek rzucający się na podłogę w sklepie.

Ulubione zabawy: jeżdżenie autkiem, gonienie małej plastikowej piłeczki, kręcenie wszelkimi pokrętłami jakie jest w stanie znaleźć.
Aktywnie bawi się w akuku

Jedzenie : odstawia się od mleka co mnie wcale nie cieszy bo nie mam pomysłów na 4 - 5 różnych posiłków dziennie, codziennie.

3 komentarze (pokaż)
9 lipca 2019, 11:07

Często słyszy się że macierzyństwo dodaje odwagi i pewności siebie, uczy organizacji. Co rusz natykam się na przykłady kobiet które na macierzyńskim np. zdecydowały się założyć własne biznesy. Prawdę mówiąc głównie-choć nie zawsze-jakieś diy. rzeczy raczej nisko dochodowe więc faktycznie trzeba mieć jaja żeby rzucić etat na rzecz czegoś takiego.
Jeśli o mnie chodzi do mnie macierzyństwo raczej stłamsiło i zahukało. Już nie jestem pewna siebie, już nie czuję abym miała swoje życie pod kontrolą , pojawiły się kompleksy.
Nauczyłam się zaciskania zębów. Nie mam wpływu na to co się wydarzy, a to co się dzieje i tak minie - nie warto walczyć, trzeba przeczekać. Bierność.
Zorganizowana już byłam. Nauczyłam się nieróbstwa.
Z niemowlęciem które ciągle chce być w ramionach nie można wiele zrobić. Najpierw walczyłam. Próbowałam robić to co kiedyś. Potem machnęłam ręką. Po co się szarpać. Mimo starań i tak nie było nigdy nic zrobione, a jeszcze dziecko na tym cierpialo. Przestałam próbować. teraz gdy w końcu nauczyl się spać trochę dłużej niż kilka minut mogłabym coś zrobić. Już mi wszystko jedno.
Na macierzyńskim wiele kobiet odkrywa swoje pasje. Ja pasje straciłam. nadal czytam książki, nawet nie tak mało - bo prawdę mówiąc to było jedyne co mogłam robić przez te wszystkie miesiące kiedy każdy szelest budził go ze snu. Ale oprócz tego już nie robię na drutach/szydełku, już nie piekę ciast, już nie robię fajnych obiadów, już nie pływam, już nie został prawie żaden kwiatek w domu i na balkonie też pusto. Podróże pozostaja w sferze marzeń za kilka lat. I to nie te wymarzone kierunki. Tylko te oklepane które nadają się do podróżowania z dzieckiem.

Mimo to nie żałuję. Wiem że to minie. Wiem że nie zawsze będzie niemowlęciem non stop wymagającym uwagi. Jeszcze pojedziemy w wiele miejsc razem. Jeszcze przyjdą czasy kiedy będę mogła sobie dziergać a on nie będzie szarpał nitki. (Tylko czy będę jeszcze chciała? czy może już zadowolę się rozrywka w postaci telenoweli ;) ) Na razie trzeba przeczekać. Bierność.

Często mówi się że to najpiękniejszy rok. Dla mnie nie jest najpiękniejszy. Są cudowne momenty ale poza tym to jest orka. Orka, jęczenie, noszenie, bujanie, patrzenie przez okno/obserwowanie ludzi, tęsknota za rozmową, czas (życie!) przeciekające przez palce. Frustracja.
A kiedy pomyślę sobie że tą orkę za kilka miesięcy mam łączyć z pracą to mi słabo.
A on nawet nie jest hajnidem, więc jakie mam prawo w ogóle do narzekania.

Za to mam w dupie co myślą sobie ludzie kiedy idę z wózkiem i śpiewam kretyńska piosenke na pół osiedla robiąc przy tym durne miny i gaworząc. Ważne że młody wytrzyma w wózku trochę dłużej I mam w dupie pryszcza na czole i to że włożyłam bluzkę która zaraz strzeli w cyckach - Dobrze że w ogóle się zmieściłam.

i tylko wieczorem patrzę w lustro i w ogóle się nie poznaję.

Nie żałuję, ale Czy zrobiłabym to kolejny raz? To pytanie dzwoni mi w uszach już przynajmniej 3 miesiące. Nie znam odpowiedzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2019, 11:26

11 komentarzy (pokaż)
16 lipca 2019, 10:53

Poprzedni wpis był tak naprawdę przydługim wstępem do rozważań nad drugim dzieckiem.

Nigdy nie widziałam siebie jako matki jednego dziecka. W mojej głowie został wdrukowany obraz samej siebie jako kobiety bezdzietnej lub z dwójką dzieci.

Coraz mniej pamiętam jak bardzo byłam zmęczona. Powoli zacierają się nocne karmienia co półtorej godziny, poczucie ubezwłasnowolnienia, kolkowe krzyki przez kilka godzin non stop.
Chodc pamiętam jeszcze jak spadłam z łóżka trzymając go na rękach i jak zrobiłam sobie kawę w butelce, jak w zimie skończył się chleb a mąż był na poligonie a młody jak tylko wyczul wózek to wrzeszczał. Pamiętam jak przez 2 tygodnie nie miałam do kogo otworzyć buzi, tylko stałam w oknie patrząc jak życie płynie obok mnie.

Nigdy nie ukrywałam że często czuję się samotna. Dlatego nie chciałabym aby pewnego dnia syn został sam na świecie.

Nie wiem jednak czy dałabym radę przejść przez to wszystko raz jeszcze. A przecież moje dziecko śpi - ma jedno karmienie nocne, usypiam go max 15 minut, je dużo i chętnie, jest zdrowe. Jojczy i marudzi pewnie jak większość dzieci. Ma fazy na nienawiść i milosc do wózka - co ponoć też jest norma. A mimo to macierzyństwo przychodzi mi z trudem.
A co jeśli drugie będzie "gorsze"?

Zresztą na myśl o byciu w domu z dwójką aż mi ciarki po plecach idą.
Nie ogarniam przy jednym więc jak miałabym ogarnąć dwójkę. Zgranie drzemek i karmienia niemowlaka z odprowadzeniem do przedszkola starszego napawa mnie paraliżującym przerażeniem.

Mała różnica wieku nie wchodzi w grę. Opcja "survivalu" jest w prawdzie kusząca - zanurzyć się w pieluchach raz a dobrze a potem już mieć to z głowy.
Ale nie jestem masochista aby fundować sobie niemowlaka i np. dwu/trzylatka. są kobiety które w takich sytuacjach radzą sobie dobrze, ja jednak zdecydowanie nie nadaje się do opieki nad niemowlakiem. A jeszcze dwójka maluchów... Jedno budzi drugie, obydwoje niesamodzielni... Ja bym się wykończyła.

Najlepsza różnica wieku dla mnie to byłoby około 6 lat. Starsze byłoby w stanie zrobić sobie samemu chociażby kanapkę, pobawić się, wyjsc na podwórko samemu. Pewnie całkiem chętnie pojechałby z dziadkami na tydzień wakacji, na weekend w góry, przezimował tydzień u babci itp. (o ile dziadki raczyłyby się w końcu zainteresować) Byłoby łatwiej.
Tyle że za stara jestem by móc sobie pozwolić na taką różnicę wieku.

No i czy odzyskawszy wolność będę chciała jeszcze raz znów zamknąć się w domu, w pieluchach? Energii i siły byłoby mniej w późniejszych latach.
Czy będziemy w stanie pomoc finansowo dziecku np na studiach jeśli jedno z nas byłoby już na emeryturze?

Z jednym dzieckiem udało mi się zachować niewielki procent osoby która byłam. Z dwójką trzeba będzie się pożegnać z resztka czasu dla siebie. Teraz mogę pozwolić sobie aby pół drzemki przeznaczyć chociażby na kawałek książki a wieczorem czasem ogladnac serial . Przy dwójce nic z tego. Wszelkie zainteresowania trzeba będzie odstawić. A ja potrzebuję tego minimum czasu dla siebie. Choćby godzinki. Dla zdrowia psychicznego.

A mówiąc o zdrowiu. Maz ma problemy z nogą, ja mam kiepskie kolana i kręgosłup - na razie funkcjonuje ale nie mogę ich przeciążać.

Już teraz rozmawiamy w dużej części o dziecku. Czy przy dwójce będziemy mieć jeszcze inne tematy niż dzieci, zakupy, organizacja następnego dnia?

A może rozsądnie byłoby już w tym wieku poprzestać na jednym dziecku?

A jednak mi smutno że miałby być jedynakiem. Zwłaszcza jak patrzę na kuzynów męża. Troje rodzeństwa, teraz już wszyscy po ślubie i mają swoje dzieci. Super grupka przyjaciół. Ich dzieci mają się z kim bawić, spotykają się w weekendy, śmieją, rozmawiają. Zazdroszczę. chciałabym takich relacji dla syna i jest mi przykro kiedy pomyślę że mógłby być tak sam jak ja.
Tylko czy warto skoro miałabym spędzać zagryzionymi zębami i myślą w głowie "przetrwaj"? Przecież to powinna być radość.



6 komentarzy (pokaż)
19 lipca 2019, 10:19

Młody w końcu ruszył z motoryką małą. W końcu bo już naprawdę zaczynałam się martwić. Tak wystrzelił z motoryką dużą że zapomniał o całej reszcie. Kilka dni temu nauczył się w końcu sam sobie wkładać smoczek i w końcu zainteresował się mniejszymi elementami na zabawkach.

Siedziałam też właśnie teraz i cała my bałam się nad jego jedzeniem, a dokładnie to nad moim strachem żeby mu dać do jedzenia coś normalnego. I nagle mnie olśniło. Przecież są takie potrawy jak kotlet jajeczny, krokiet ziemniaczany, kotlet ruski, gołąbki bez zawijania (mało, bo kapusta). To chyba w miarę "normalne" jedzenie i całkiem bezpieczne. Ostatnio jak próbowałam mu dać pulpeta to ledwo dałam mu zjeść połowę bo myślałam że się przy tym nerwowo wykończe. Na razie w ramach drugiego dania dawałam mu kasę na gęsto pokrojone w paseczki/kosteczki z alaantkowych.
z jednej strony nie głupie pomysły ale z drugiej strony jak sobie napchał buzię tą kleistą mazią to aż mi serce stanęło z przerażenia.
A właśnie na tym polu też jest mały sukces. młody w końcu po czterech miesiącach układania przed nim jedzenia w końcu zrobił coś innego niż wcieranie go w krzesełko. W końcu klikło w główce że można oblizać troszkę piąstki (tak próbowałam kierować jego rękę do buzi ale wyrywa się , on musi sam, nie lubi jak ktoś kieruje jego rękami) , próbował nawet wziąść w piąstkę ten wałeczek z kaszy i przybliżał już buźkę. Musi jednak dostosować siłę nacisku bo wszystko się rozpadło w rączce. Ale idea mu się w główce pojawiła.

Młody szybko spadł wieczorem. Przeglądałam jeszcze raz zdjęcia na Facebooku żłobka. Faktycznie rzadko kiedy było więcej niż 6 dzieci na raz. Zwłaszcza w zimie. dopiero końcem wiosny więcej dzieci było w grupie. Chyba faktycznie tak jest że grupa ma niby 11 dzieci a często połowy nie ma.

Widziałam też że na zdjęciach byly też inne zabawki niż te co wtedy w sali. Czyli jednak jest więcej zabawek tylko panie pewnie wymieniają je co jakiś czas żeby się nie opatrzyły.

Widziałam też że dzieci miały różne zabawy, czas z książeczkami, pani czytała (dzieci różnie zainteresowane ;) ) była nauka zwierzątek i dźwięków, były jakieś proste instrumenty. Chyba nie jest tak najgorzej...

A i jeszcze w zeszłym roku w grupie było chyba więcej małych dzieci. na pierwszych zdjęciach wszystkie, oprócz jednego, dzieci były leżące. I faktycznie na zdjęciach z miesięcy jesiennych i zimowych te zajęcia w żłobku są takie sobie, a potem robią się już całkiem okej. widać było też że pojawiła się interakcja między dziećmi. W tym roku najmłodsze dziecko w grupie będzie miało 8/9 miesięcy. A większość mniej więcej roczek, więc też inaczej. To już nie będą leżące dzieci więc i zabawy inne.

A dziś maz zaczyna długi urlop. Bardzo się cieszę na te kilka tygodni razem.
Tymczasem lecimy na spacer póki słońce jeszcze mocno nie grzeje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2019, 10:23

1 komentarz (pokaż)
21 lipca 2019, 15:44

9 miesięcy i 16 dni

Maluszek zrobił dziś swoje dwa pierwsze kroczki. Dokładnie dwa razy po dwa kroczki. Całkiem sam, nie podtrzymywany. Pół dnia biegamy już z telefonami bo może trzeci raz się odważy i chcemy to nagrać ;)

4 komentarze (pokaż)
26 lipca 2019, 15:21

~42tyg spędził w brzuchu i 42 tyg jest na świecie. Taka mała rocznica.

Dziś z pytaniem o dietę. Prosiłabym was dziewczyny z dziećmi około roczku o napisanie jak u was wyglądają pory karmienia. Ewentualnie orientacyjny rozmiar porcji i rodzaj posiłku.

Chciałabym w okolicy roku mieć podmienione wszystkie posiłki a mleko jako napój. Na razie jest tak:

~7;00 śniadanie kaszka.

Chciałam już jajecznicę/omlet/kanapke ale jest dziki protest i tarzanie się buzią po blacie krzesełka :/
Jest głodny po nocy i chce maluszek na szybko zjeść coś znajomego. W sumie rozumiem ;)
Będę próbować robic pół porcji kaszki i potem np. jajecznicę

~11:00 mleko 150. Często zostawia. czasem pół kanapki żeby się przyzwyczaił do chleba.

~13.00 zupa rzadka 150-200g
Druga drzemka
~15:30 drugie danie (gdy jadał tylko gęstą zupę porcja była ponad 250g) zazwyczaj zjada mały pulpecik+ziemniak+warzywa // risotto, kaszotto

~17.00 jogurt z owocem i płatkami

~19.00-30 mleko 230ml. Tu chciałam już kaszkę.


Zastanawiam się po roku nad:

7.00 Snuadanie
12.00 zupa
14.00 drugie
19.00 kolacja (+małe przekąski) (lub bez zupy)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2019, 15:22

5 komentarzy (pokaż)
5 sierpnia 2019, 10:17

10

Zęby : 6 (+1)
Ubranka: 80
Sen: dwie drzemki. Przynajmniej jedna dłuższą (godzinna) czasem dwie długie <3 . Noc 20-6.30. na dobę ~12h
Nadal 1 pobudka. 2 gdy są upały.
Wzrost ~74
Waga: 9.5

Po poprzednim nijakim miesiacu ten obecny przyniósł sporo zmian.


- nie boi się "zimnej" wody w basenie, raczkowania po trawie i piasku. Podrywa kobiety w kolejce do lekarza - również zakonnice ;)
- uwielbia auta. Jak spacer to najlepiej przy drodze lub po parkingu
- umie turlać piłeczką i rozumie tą zabawę. choć piłka ne zawsze leci tam gdzie chce.
- umie sam sobie włożyć smoczka, również w nocy przez sen
- wskazuje ręką na/w stronę interesującej go rzeczy
- udaje mlaskanie
- macha z radości jak mały motylek
- wkłada mniejszy przedmiot do większego otworu. A czasem większy w mniejszy ;) w końcu zabawka-wąż / banan wejdzie w okrągly otwór jak się odpowiednio wsadzi ;)
- sprawnie otwiera i grzebie w szafkach. Musieliśmy odkręcić uchwyty bo żadne zabezpieczenia go nie powstrzymają. Tv wylądował na ścianie bo próbował go na siebie ściągać i nawet nieźle mu to szło :(
- układa jeden przedmiot na drugim. Również klocki. Próbował nawet ułożyć 3 elementy.
- chodzi trzymany za/pod rączki. Tzn. potrafi tak iść ale rzadko pozwala. Nie lubi tego. Jak iść to sam.
- robi lub usiłuje zrobić pchacz ze wszystkiego. Najczęściej zasuwa za kolankach a nie na stopach (to dlatego że wybiera sobie niskie "pchacze")
- przybija piątkę
- macha papa. Kiedy mu się chce i często już za późno tzn. do zamkniętych już drzwi. Okazuje smutek gdy ktoś wychodzi.
- trzyma butelkę ale jeszcze nie ogarnia żeby ją przechylić
- stoi długo
- zrobił swoje pierwsze kroczki. Zazwyczaj robi trzy, od święta pięć kroczków.
- wspina się na kanapę i wszystko wrzuca za nią
- daje i bierze przedmioty
- włącza światło (gdy trzymany na rękach)
- Probowal jeść sam i na próbie się skończyło. Mnie już na tym nie zależy a w zasadzie wolę go karmić żeby znowu sobie buzi nie zakleił jakimś mega kęsem. Jedzenie kładę mu na tacce jako zabawę sensoryczną
- wie że wyciągnięte rączki oznaczają chodź do mnie
- wyciąga rączki gdy chce być podiesiony
- daje niby całuski (otwarta buzia w czubek nosa ;) ) jeśli sam chce. Nie reaguje na prośbę o całuska.
- choć ostatnio mowilam że nic z tego to jednak ogarnął bidon. Pomógł bidon-kapek i słodki soczek jabłkowy na zachętę. Jednak dalej pije jak ptaszek.
- dużo mówi po swojemu, używa najróżniejszej intonacji. Brak konkretnych słów. Nadal przeważa tata i bliżej nieokreślony bełkot. Wczoraj powiedział mama pierwszy raz.

Ulubione zabawy:
- książeczka sensoryczna
- piłki
- zabawa autkiem
- wkładanie i wyciąganie przedmiotów
- uderzanie rączka w lustro
- patrzenie jak bulgoczą gary
- targanie zasłon

W jedzeniu jesteśmy głównie na etapie risotto/kaszotto. Choć był i pulpet i ryba po grecku. Kanapki narazie są ok na 2-3 gryzy. Dostaje głównie z masłem, twarożkiem domowym, domowym dżemem. Nie lubi cynamonu i jajecznicy na pomidorach. Są dni kiedy wogole nie pije mleka :/ nawet na kolację muszę mu coraz częściej robić kasze (na mleku). Dobrze więc że jeszcze budzi się w nocy bo wtedy coś mleka wypije, ale.... Coraz mniej.

3 komentarze (pokaż)
8 sierpnia 2019, 20:11

Mąż usypia A ja czekam na odbiór kebaba ;) więc mam czas z skrobnąć odrobine. Swoją drogą strasznie dużo wuzków na mieście o tej porze..... Dużo to znaczy że widziałam 4 ;)

Dziadki niedawno wrócili z wakacji nad morzem, byli w okolicy zatoki. O matko!!! Raj!! Ile atrakcji, ile ciekawych rzeczy na ulicy. No i plaża. Już rozumiem dlaczego niektórzy potrafią spędzić cały dzień na spacerze. Zabierzemy młodego nad morze na pewno. Może już za rok. Choć mąż woli góry ;)

Po 10 miesiącach niedosypiania osiagnelam chyba jakiś limit ( nie potrafię spać w dzień). Ostatnio dziecko się w nocy , klepało rączka w szczebelki a ja nic. Spałam. A zawsze budził mnie najmniejszy szelest z jego łóżeczka.

Mieliśmy ostatnio pod opieką jeszcze sześciolatkę. Bajka. Taka różnica wieku to bajka!. Jasne, nie było czasu na chill out , ale poza tym luz. Dłuższą chwilę się razem bawili, rozumie że trzeba być trochę ciszej kiedy mały spi i takie tam. Wiem że to co innego niż własne ale było naprawdę spoko.

Ostatnio zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do miejscowości uzdrowiskowej. Ilość rzeczy jakie trzeba zabrać to jakiś kosmos haha a jeszcze musiała zmiescic się teściowa z walizkami która stamtąd odbieraliśmy. Ogólnie wyprawa super. Młody zadowolony, wszystko oglądał i wszystkiego chciał dotknąć, dużo gugał, zadowolony bardzo. Tylko glosno domagał się wsadzenia do każdej fontanny jaka widział (a kilka ich było) i jeszcze głośniej wyrażał swoje niezadowolenie że nie może się tam pluskać. W drodze powrotnej w aucie płacz bo nie mógł usnąć. Poza tym było fajnie.

Ostatnio na grupie mamusiowej mojej okolicy jedną babeczka zapytała o żłobek w mieście wojewódzkim. Była na spotkaniu, przyjęli 40 dzieci na nowy rok szkolny tylko nie zrozumiała na ile grup będą podzieleni. Mamy uświadomiły że to jest jedna grupa. Grupa 40 roczniaków + panie w jednej sali.... Jakaś paranoja. Kolejny plus dla mieszkania w pipidówie.



2 komentarze (pokaż)
13 sierpnia 2019, 15:27

Ile uwagi poświęca się matce?? Po porodzie mąż był jedyną osobą która zapytała jak ja się czuję i w czym mi pomóc.
Można by pomyśleć że z czasem to się zmienia. W końcu mijają kolejne miesiące i ta czy inna osoba zauważy wszystko co robimy "źle". (Ja akurat słyszałam mało takich mądrości i rad, ale wiele kobiet się przecież na nie strasznie skarży).
No więc ile uwagi poświęca się matce? Obcięłam ponad 30cm włosów 2 miesiące temu. Pierwsza osoba zauważyła 2 tygodnie temu, kolejna przedwczoraj. I tak, widywałam te osoby już wcześniej, około raz w tygodniu lub częściej.
No więc tyle uwagi poświęca się matce.

A matka waży już 65 kg i choc cieszy się że 5 kg spadło to nadal nie jest zadowolona. Tak tak jadłam ostatnio kebab ;) No ale czasem trzeba mieć coś z życia. Coś niezdrowego albo drinka na koniec jeczacego dnia, przed niespokojną nocą (nie zliczę ile razy dostałam kopniaki i tyłek prosto na twarz - pieprzone zęby). Staram się mieć swój cheat evening nie częściej niż raz w tygodniu. No ale czasem sie po prostu kurcze nie da...

Anemic rehabilitacja idzie dobrze. Jesteśmy już na NFZ. Byliśmy na kwalifikacji u lekarza specjalisty. Ogólnie jest zdrowy natomiast ma pewien przykurcz lewej strony ciała. Ciężko ocenić powód ale po zebranym wywiadzie lekarz stwierdziła że może to być efekt jakiejś kontuzji. Mógł się przewrócić i uderzyć, bolało więc odczuwał niechęć do wykonywania ruchów lewą stroną i schemat sie utrwalił. Ale to tylko przypuszczenie. Każdą nową czynność zaczyna wykonywać prawą nogą i w trakcie rehabilitacji fizjo pokazuje mu że lewą stroną też można. Według jej opinii młody dość plastycznie i ładnie reaguje na ćwiczenia. Byliśmy też u neurologopedy i w tej kwestii wszystko jest jak narazie okej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2019, 15:29

2 komentarze (pokaż)
18 sierpnia 2019, 14:13

Przyjaciółka jest w ciąży. Pierwsze dziecko urodziła 12 lat temu jako wpadkę. A dokładnie lekarze zapewniali że nie będzie mieć nigdy dzieci. No może przy intensywnym leczeniu, ale to miało trwać długo.
No i po jakimś czasie wpadła. Nawet się chyba za szybko nie zorientowała bo raczej nie miewala okresów.
Dziecko dało im w dupę oj dało.... O drugim zaczęli myśleć gdy syn miał 4-5 lat ale po pierwsze w sumie nie miała ciśnienia a po drugie jej emigracja jest średnio udana więc kasy na lekarzy i leczenie nie zbywało.
No i jakoś tak samo się udało.
Trochę się cieszy a trochę boi.
A ja będę mieć komu podarować ciuszki. Nawet gdyby była dziewczynka to coś neutralnego u siebie wygrzebie. I zakupy będzie można porobic :D
Cieszę się że jej się udało. Nawet jeśli 12 lat różnicy to sporo. Przynajmniej starszy jest tak samodzielny ze będzie miała tylko jednego malucha do opieki.

Eh ekscytuje się jej ciąża jak swoją :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2019, 14:16

0 komentarzy (pokaż)
22 sierpnia 2019, 11:53

Ostatnio Kubuś całkowicie zmienił sobie model zasypiania. Zmiany były szybkie ale stopniowe. Obecnie lulanie na fasolkę nie ma sensu. Wygina się i wyrywa. Z jednej strony szkoda bo w ten sposób zazwyczaj usypiał poniżej 5min. Czasem 10. Jeśli trwało to dłużej to było pewne że nie usnie i trzeba spróbować za chwilę.
U mnie usypia wyłącznie na biodrze tuląc się do obojczyka. Czyli muszę stać, jeśli usiądę jego nóżki dotkną materaca i zacznie się wyrywanie. Przy mężu zasypia na naszym łóżku. Rzucając się po nim. To się kładzie, to wstaje, to przekręca, to kawałek raczkuje itd.
Jest to postęp ponieważ zaczyna zasypiać świadomie. Niestety trwa to dużo dłużej. Średnio 30-45min.
Problematyczne zrobiło się nocne karmienie. Dziś tłukł się po naszym łóżku półtorej godziny aż usnął :(
Chyba będę musieć pomyśleć o oduczaniu mleka w nocy bo długo tak nie pociagniemy - a chciałam czekać aż sam do tego dorośnie. Poza tym średnio wiem jak się za to zabrać. Tzn teorie znam ale w praktyce to nie wiem....

7 komentarzy (pokaż)
30 sierpnia 2019, 13:50

‌byłam w pracy wypisać urlopy. Po wizycie w kadrach zajrzałam do mojego działu.

Jeszcze w ciąży,a nawet 5 miesięcy temu jak wpadłam z wizytą, gdy przychodziłam do pracy zawsze gadałam z mnóstwem koleżanek, zatrzymywałam się przy prawie każdym biurku. Taka wizyta by tylko donieść L4 potrafiła trwac ze dwie godziny. Będąc na l4 i na początku macierzyńskiego nawet trochę za nimi tęskniłam. nie byliśmy jakimiś super przyjaciółmi z ludźmi z pracy. Wielu z nas mieszka w trochę innym miasteczku, więc nigdy nie wychodziliśmy na żadne piwa po pracy, tylko każdy z nas wsiadał w samochód i wracał do domu. niemniej jednak nieobce nam były różne tematy, również te bardziej intymne.

Tym razem weszłam do mojego english działu, rozglądałam się.... nikogo nie znam. Rozpoznałam tylko dwie twarze. Cała reszta to jakieś młode "śpiki" ledwo 20+. Później dowiedziałam się że bardzo wiele osób przeszło do innych działów, chcieli więcej zarabiać więc zgodzili się na pracę w weekendy i w nocy, były też awanse. Inna grupa osób zdecydowała się na pracę z domu, jeszcze inna grupa osób calkiem odeszła z firmy.
Poszłam więc dalej do german teamu. Z tymi osobami też dużo przebywałam gdy pracowałam. Z częścią tych osób dojeżdżałam do pracy. Nie było większych zmian to przynajmniej tam sobie troszeczkę z dziewczynami porozmawiałam. Natomiast prawdę mówiąc to rozmowy były jakieś puste, trwały kilka minut skupiały się na dziecku, a potem wyczerpały się tematy.
Każdy w sumie pytał o to samo. Jak dziecko i kiedy wracam. Ewentualnie czy śpi. Ja zresztą podobnie. Dużo dziewczyn tam powracało z macierzyńskiego to pytałam czy zadowolone ze żłobka (tak) i jak jest łączyć pracę z dzieckiem (przewalone)

Krok dalej dalej w głębi naszego open space jest zespół VIP. Patrzę a tam siedzi z S. Ja ją szkoliłam. Stresowała się praca z klientem tak bardzo że była dosłownie zielona na twarzy i zapominała języka w gębie. musiałam jej dyktować co ma mówić a ona powtarzała jak papuga. Potem poprowadziłam ją za rączkę aby przyjęli ją do podzespołu sprawdzającego zgodność procedur... Przyznaję że jej awans mnie ubódł. Nie wiem dlaczego. Nawet raczej nie chciałabym byc na jej miejscu i spełniać tych porypanych próśb od klientów vip... Wiec nie wiem o co mi chodzi, ale trochę skoczyła mi gula.

ostatni krok w głąb open space doprowadził mnie w końcu do dyrektorki. Nie obawiałam się żadnych przykrości, wywracania oczami ani nic z tych rzeczy. urlop wychowawczy to u nas nic dziwnego. Liczyłam na jakąś rozmowę, nawet pięć minut. Jakieś wytyczne ile wcześniej zgłosić wymiar etatu, grafik urlopowy, grafik miesięczny,
ustalenie powrotu i takie tam organizacyjne pierdoły. A miałam wrażenie że ona jest zdziwiona że w ogóle do niej przyszłam, przecież mogłam pisać maila i wszystko tak załatwic. Może ja jestem trochę starej daty... Powiedzialam tylko że wrócę w maju a ona że spoko i żeby napisać wnioski urlopowe to zatwierdzi i podzekowala za wizytę.

Prawdę mówiąc poczułam się zbyta,olana i obco - zwłaszcza że nie znam niemal nikogo w moim dziale. I aż mi się odechciało. Jest taka K która przez złamaną nogę, ciążę, macierzyński, wychowawczy,znowu ciążę macierzyński i wychowawczy wróciła dopiero po 5 latach. Ciekawe jak ona sie czuła....


W pisaniu i w ogóle przekazywaniu myśli jestem kiepska, ale ogólnie doświadczenie było tak niefajne że pomyślałam sobie że praca,ludzie, znajomi i to wszystko jest jednak nic nie warte. Że tylko rodzina się liczy.


Od poniedziałku żłobek. Obawiam się że nie dam rady.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2019, 14:38

6 komentarzy (pokaż)
2 września 2019, 08:10

Wszedł do sali. Snuję się dookoła żłobka i usiłuje nie płakać. W środku trójka zapłakanych dzieci.

0 komentarzy (pokaż)
2 września 2019, 09:26

Jesteśmy już w domu. Wybrałam go przed jego standardowa pora drzemki. Dosłownie minutę temu odłożyłam go do swojego lozeczka.

W żłobku nie płakał. Zbierało mu się ale nie płakał. Kiedy przyszłam go odebrać olewał mnie, wolał autko. Chyba się obraził.

Zobaczymy jak będzie reagował na żłobek za kilka dni kiedy zrozumie że to nie jednorazowy wybryk tylko codzienność.

4 komentarze (pokaż)
5 września 2019, 09:08

11 miesięcy.
Aż trudno uwierzyć że to już przedostatnie podsumowanie.

Wzrost ~78
Ubranka: 80
Waga: ~9.7kg
Zęby: 6 (bez zmian, ale wkrótce powinny być kolejne)
Sen :bywa różnie ale norma to dwie drzemki po 1-1.5h

Miesiąc minął spokojnie. W końcu było lżej z młodym. Trochę dlatego że miałam męża w domu a trochę dlatego że w końcu można przy młodym coś zrobić w kuchni (wystarczy mu wręczyć magnesy na lodówkę) lubi wózek i spacery(aż za bardzo,tak skacze dupką że czasem się boję że rozwali wózek), nie boi się ludzi, a jego plan dnia był bardzo przewidywalny. oczywiście niektóre z tych rzeczy zadziały się już wcześniej a nie dopiero teraz, ale teraz to wszystko się tak skumulowało że w zasadzie mogłabym powiedzieć że ten miesiąc był nawet przyjemny.
Oprócz tego zaczął żłobek, ale to dopiero kilka dni więc narazie nie ma o czym mówić.

- bezpiecznie schodzi z kanapy
- odkrył cień i go atakuje ;)
- klaszcze
- mlaska gdy jest głodny/widzi jedzenie i ma na nie ochotę
- chrumka jak świnka
- wydaje pierdzący dźwięk na czyjeś ręce lub brzuchu
- przytula się do pluszaków
- wciska płaskie guziczki na zabawkach
- wie że po wciśnięciu guziczka coś się wydarzy np. zabawka pojedzie/zagra. Smuci sie jeśli jest inaczej (ups nie zauważyliśmy ze baterie siadły w jego ulubionym koniku i nie robił "patataj")
- szok! - wie że aby odblokować telefon trzeba przyłożyć palec z tyłu do czytnika, mazia ekran palcem, zamaszystym ruchem jakby scrollował.... przykłada mi telefon do ucha....
- myślę że mogę już napisać że CHODZI. W prawdzie tylko w domu ale zdecydowanie preferuje chodzenie od raczkowania. Idzie, zatrzymuje się, kuca, wstaje, skręca itd. Raczkuje tylko poza domem i kiedy chce "biec".
- z bełkotu wyłaniają się sylaby. Mówi wszystkie samogłoski i niektóre spółgłoski najczęściej t b m j
- bardzo dużo mówi po swojemu, odpowiada, chce się komunikować
- jego świadomym słowem jest samochód. Zawsze na auto mówi buu (bum bum).
- lubi aby z nim czytać książeczki. Czasem siada z książką i robi w moja lub męża stronę u u u co oznacza " chodź tu i czytaj/opowiadaj".
- mniej bawi się sam a więcej potrzebuje kompana do zabawy. (ostatnio dawał opaskę na głowę, musiałam zakładać a on ściągał - i tak 40 minut haha).
- podryguje do muzyki
- pokazuje jak szybko jeżdżą auta / kręci głowa
- wszystko chce umieszczać jak najwyżej np. na stole. O ile usiłuje tam wepchnąć bidon to mniejsza o to, ale jak próbuję tak wysoko położyć wywrotkę która jest niewiele mniejsza od niego i ciężką jak dla dzidziusia, to idzie szału dostać.
- chyba ani raz w tym miesiącu nie zrobiłam oddzielnego jedzenia dla niego. Nie chce mi się strasznie. Albo je to co my albo dostaje słoiczek.


Ulubione zabawy to niezmiennie oglądanie książeczek, pchanie wszystkiego co ma kółka, A nawet jeśli nie ma kółek. Rzucanie piłeczką. Dodatkowo zabawki interaktywne grajaco-jezdzacy konik i śpiewająca sowa.

6 komentarzy (pokaż)
18 września 2019, 11:12

Dziecko w żłobku a matka w niedoczasie. Jak to możliwe? ;)
Pon. Żłobek 8-11
Szybkie zakupy.
Ogarniam chatę co trwa codziennie około godziny- zbieram pampersa z nocy rzuconego szybko koło łóżka w porannym pośpiechu, puste rolki po papierze toaletowym,butelkę z nocy, piżame do prania, przejść cała chatę i pozbierać kubki, wyladować zmywarkę, wsadzić gary do zmywarki, gary z suszarki do szafek, co nie weszło do zmywarki umyć ręcznie i odłożyć na suszarkę, zetrzeć blaty. Po drodze ułożyć spodnie wyrozwalane na podłodze na półce - cena za możliwość ubrania się i pozbierać gumowe zwierzątka w łazience - cena za uczesanie się. Przy okazji znajdzie się smoczek w bucie i but w koszu na pranie. Oj tam oj tam. Syzyfowe prace ;)

Rozwiesić pranie, puścić nowe pranie. Ustawić deskę przed tv , włączyć serial (odcinek 1h) i jedziemy z prasowaniem.
Uff złożyć wszystko i bieg do żłobka.

Wtorek (od dziś zostaje na spanie 8-12.30)
Bez zakupów. Od razu do domu ogarniac. Potem gotowanie obiadu. Dziś leczo. Kroje warzywa drobniutko, trwa to wieki wiec klnę pod nosem co mnie naszło na taką potrawę. Pora skończyć prasowanie - jeszcze 2 odcinki pykły. W weekend zrobiłam powidła, dopiero teraz zanoszę do piwnicy. Przy okazji oczywiście zaczęłam porządkować tam regał :/

Środa
Szybkie zakupy. Spotkałam znajomą - pół godziny plot. Mój czas - godzina basenu. W domu ogarnianie, mycie balkonu i porządkowanie meblościanki. Zrobiłam pół. Puściłam kolejne dwa prania.

Czwartek
Większe zakupy. Trzy różne sklepy. Ogarnianie. Skończyłam porządkować meblościankę. Umyłam okna. Machnęłam 15 min ćwiczeń. Zrobić obiad. Dziś placuszki z cukinii. Mało stania przy garach.

Piątek
Ogarnianie. Młody zasikal dwa prześcieradła. Swoje i nasze. A wogole to trzeci raz w tygodniu aaaaa znowu pranie. Sni mu się że pożary gasi czy co.... Obiad - pulpeciki z dorsza. Będzie na dwa dni, ale do tego ziemniaczki i buraczki (nie znoszę robić sałatek obiadowych, pewnego dnia po prostu dam buraczki że słoika albo surówkę sklepową ale jeszcze się zmuszam...) Umyłam łazienkę.

I tak mi zleciał poprzedni tydzień. "Nic" nie robiłam a czasu dla siebie czy na odpoczynek w zasadzie brak. Nawet kawy nie pije spokojnie tylko łykam ją pomiędzy marznięciami szmatą.
Mam nadzieję że kiedy odgruzuje mieszkanie po tym rocznym zaniedbaniu jednak znajdę trochę czasu na książkę albo druty.

Jeszcze muszę kuchnię porządnie przetrzasnąć i szafę przygotować na sezon zimowy. Jeszcze jeszcze i zawsze znajdzie się jakieś i jeszcze tylko ;)

4 komentarze (pokaż)
21 września 2019, 11:53

Nie wiem o co mu chodzi z jedzeniem. Z dwa tygodnie temu - mniej więcej - zechciał wreszcie używać rąk w trakcie jedzenia i wkładać sobie sam do buzi coś innego niż chrupek . Obecnie krzesełko go parzy w większości przypadków kiedy mamy jeść. Nie chce jeść łyżeczka, nie chce rękoma. Nie chce siedząc na kolanie, nie chce ganiany z talerzykiem po domu. Najprędzej zje z podłogi. Ale nie z talerza z podłogi, tylko całkiem z podłogi, to co rozrzucil wcześniej. Tragikomedia.

2 komentarze (pokaż)
28 września 2019, 10:09

Specjalnie nie puszczałam przez tydzień do żłobka żeby się czasem nie rozchorował na roczek - miał lejący katar. To mnie zaczęło rozkładać i zaraził się ode mnie. Ja angina on migdałki, mąż na wyjeździe służbowym. Wrócil na weekend dzięki czemu mogłam dziś spać w innym pokoju sama. Dobrze bo miałam dziś apogeum, trzy razy się przebierałam bo przemaczalam piżamę. Dreszcze i poty na zmianę. A jak mnie dreszcze wzięły to spałam w polarowych spodniach,szlafroku frotte, dwóch kocach, dwóch kołdrach i czapce wełnianej. I jeszcze bym coś zarzuciła ale nie było już co. Od poniedziałku znowu coś ma w pracy i go nie będzie po 12 do 14 godzin. Jestem wykończona.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2019, 10:12

3 komentarze (pokaż)
2 października 2019, 10:58

Masakra, ręce mi opadają. Dziękuję dziewczyny za życzenia zdrowia. Było fatalnie. W ciągu dwóch dni byłam na poz na pewno 5 razy jak nie więcej. Ledwo się młodemu antybiotyk skończył dostał mega wysokiej gorączki w nocy i nic nie pomagało. Gorączka spadała Max o pół stopnia. Kolejny antybiotyk. A teraz jeszcze pleśniawki mu się w buzi zrobiły. Całymi dniami Krzyki. Ja chyba ogłuchnę od tego. Trójki i czwórki idą agresywnie.
Sama dostałam antybiotyk po którym mdliło mnie kilka razy mocniej niż w ciąży. Dostałam zmianę ale działa gorzej bo cały czas boli mnie jeszcze gardło. Mąż wychodzi z domu o 5:00 i wraca o 21:00. Tak naprawdę nie ma kiedy pójść nawet na zakupy, bo przecież chorego dziecka nie wezmę do marketu. A mąż jest teraz tak długo w pracy ze wszystko jest już pozamykane. Dobrze że zawsze dbałam o zapasy.

Najgorsze że przez te choroby przepadają nam terminy na rehabilitację.

Wpis o żłobku miał być oddzielny. Ale już nie będzie. Napiszę tylko tak pokrótce. Adaptacja przeszła super gładko. Pierwsze 2 dni wydawało się że młody jest na mnie trochę obrażony, ale w żłobku ładnie się bawił i jadł. Po południu zdarzało mu się więcej krzyczeć jakby odreagowywał. W drugim tygodniu miał 2 dni strajku głodowego. Jadł tylko chrupki kukurydziane. Ale poza tym super. Myślę że lubił żłobek. Na zdjęciach wrzucanych przez panie na Facebook widać że był uśmiechnięty. Panie wymyślają różne zabawy i na pewno nie nudzi się tam tak jak w domu. Mają duży basen z kuleczkami, chodzą na spacery, mają mini plac zabaw z mini urządzeniami w budynku, maszyne do puszczania baniek i takie tam. Ja mu takich atrakcji nie jestem w stanie zapewnić. Jedyne zastrzeżenia mogę trochę mieć to wyżywienia - ale to pewnie jak w większości placówek.

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)