BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
9 listopada, 12:13

Dziś na spacerze Kubuś trącał rączka zabawkę zawieszkę i się do niej uśmiechnąl kilka razy. Przewiesilam na drugą stronę i znów ja trącał. To chyba nie przypadkowe? Ale za wcześnie by to było...

Strasznie obsypały go potówki. Nie wiem jakim cudem bo ubieram go tylko w pajaca po domu. Na noc zawijamy w bawełniany rożek. Bez rożka wędruje po całym łóżeczku. Kiedyś obudził się całkiem w poprzek.
Mam go tylko w body ubierać? No chyba przesada. Nie jest tak ciepło.
Przemywamy mu buzię przegotowaną woda ale kiepsko z poprawą. Jadłam ostatnio trochę czekolady i orzechów. Może to raczej reakcja alergiczna? Ale wtedy krostki byłyby wszędzie a nie tylko na buzi i szyji.

0 komentarzy (pokaż)
9 listopada, 12:18

A to mój maluszek kilka dni temu. Zdjęcie wkrótce usunę ;) siebie nie pokazuje bo okazało się że w zasadzie nie mam zdjęć z dzieckiem... Mąż też. Musimy się poprawić i robic zdjęcia sobie nawzajem a nie tylko dziecku.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada, 11:52

9 komentarzy (pokaż)
11 listopada, 20:58

Dziś był zły dzień. Maluch marudził niemal non stop. Główna opiekę sprawował mąż a ja tylko pomagałam. Mąż musi nadrobić to że w tygodniu jest w pracy dlatego w dni wolne i weekendy przyjmujemy taka taktykę.
I ten mój anielskiej cierpliwości mąż kilka razy zaklął pod nosem dość siarczyście kiedy nic małemu znowu nie pasowało.

Pije piwo 0%. I niech idzie bw cycki bo mleka coraz mniej.

2 komentarze (pokaż)
12 listopada, 08:12

Anemic kiedyś odciągalam po 100-150ml i to z jednego cycka w 10min(tego lepszego) teraz 50-70.

2 komentarze (pokaż)
14 listopada, 10:37

Bylam ba waszych pamiętnikach ale nie mam siły komentować
Jest źle. Jest bardzo źle. Mały krzyczy niemal non stop. Kiedy się prężył i puszczał śmierdzące bąki wiedziałam że chodzi o kupę. Zrobił a kolejne dni już się drze. Chciałam debridad od pediatry ale nie dała.
No tak. Kupa nie jest twarda i przy karmieniu mieszanym co drugi dzień jest ok. No tak tylko że on non stop te bąki puszcza i co z tego że wycisnął kupę jak dalej ciśnie. Czasem po bąku krzyczy. Chyba z bólu. tak przeraźliwie krzyczy. Espumisan/dąb simplex delikol dikoflor... To nic nie pomaga aż tak aby było dobrze. Windi nawet próbowaliśmy ale wpadł w szał. Gazy nie wyszły za to trochę kupy poszło (dlatego myślę że nie załatwia się do końca!)
Czasem krzyczy tak bardzo że traci oddech. Ma wiecznie nieszczęśliwa minę. Uśmiecha się może przez kilka minut na dobę.
A czasem nie płacze przez brzuch. Tylko nie wiem przez co. Po prostu wrzeszczy. Uciszyć go może tylko butelka ale nie na długo. Pociągnie trochę i wypluwa że tyle a krzyczy dalej. Szum noszenie tulenie stanie na rzęsach zadziała tylko na moment.vzasem jak go wziąć pionowo jak do odbicia jest chwilę spokoju.

O dziwo noce są ok. Lub były bo dziś nie usnął o swojej zwyczajowej porze.

Nie mam już nawet siły kombinować z odciaganiem. Dałam mu w końcu cycka dziś bo już nie miałam pomysłu. Po cycku butla i oczywiście 70ml zjadł. Czyli z piersi niemal nic nie uciagnął eh

Nie mam pomysłu ani siły. Leżę i ryczę że zrobiłam życiowy błąd. Inne kobiety jakoś potrafią nawet z kilkoma dziećmi normalnie funkcjonować. Wychodzą z domu, gotują, odrabiają że starszymi zadania ćwiczą czy po prostu czeszą włosy i kremuja twarz. Ja nie jestem w stanie zrobić nic. Mogę tylko klikać w telefon gdy on na mnie leży. Nie nadaje sie, nie umiem. Po co mi to było. On tylko płacze. Nawet jak leży obok mnie. Tylko płacze. I płacze ja. Z rozczarowania i bezradności i z tej jego żałosnej nieszczęśliwej miny. Serce się kraje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada, 11:14

10 komentarzy (pokaż)
16 listopada, 13:22

Anemic znam temat high need ale czytanie o nich mi nie pomaga. Wolałabym cudowna receptę dzięki której spokojnie polezy a ja po raz pierwszy od 6 tyg ugotuje cokolwiek. Na zrozumienie akceptację i dostosowanie się mnie aktualnie nie stać.

Nie jestem dobra matka tak jak piszecie. Marzę o wyprawie do sklepu - Tesco nie do galerii - marzę o rzuceniu się na kanapę i robieniu nic konkretnego, o pójściu ba basen i sauny. Marzę o świętym spokoju i wiem że w kolejnych latach go nie będzie. Obawiam się że moja opieka jest zbyt mechaniczna.
Marzę o braku ograniczeń. Lebtilka dobrze gdzieś napisała że te ograniczenia to najczęściej sami sobie stwarzamy w swoich głowach. Cóż moja głowa nie ogarnia że z dzieckiem można wszystko. A skoro nie jestem w stanie nawet ugotować dania ze słoika dla siebie to wizja rozszerzanie diety, wychodzenia zębów itd mnie paraliżuje. Nie jestem w stanie ogarnąć podstawy to jak niby ogarnę inne sprawy.
Na "stare lata" chyba trudniej o akceptację zmiany życia.


I coś z czego się usmiejecie. Znów jestem kp.

....
A teraz mniej śmieszny powód.
Nie to nie mój wybór. Mamy obok budowę nowego bloku. Właśnie przyłączają im prąd. Wywiesili kartkę że w przyszłym tygodniu będą długie przerwy w dostawie prądu. A nie ma w bloku gazu. Jeśli nie kp to nie będę w stanie dać dziecku jeść. Ani płyta indukcyjna, ani czajnik ani laktator... Więc muszę jakoś kp przez ten czas. Zaczęłam już. Testowałam termos. Nieźle trzyma temperature ale objętość taka sobie. Wlalam wrzątek o 21 i po 12h woda miała 65 stopni. Będzie do mm w czasie bez prądu.awaryjnie.
Jakos ogarnę ale ciekawe co zrobią 3 sąsiadki z dziećmi ponad 5-6miesiecy które są już dawno na mm w 100%. Współczuję.
Jak mi znów z kp?
Cóż z plusów to łatwiej czyta się internet i ebooka przy kp.
Poza tym do dupy. Mąż nie weźmie jednego nocbego ani wieczornego karmienia skoro kp a dziś grafik karmienia wygląda tak
7.30-7.50
8.50-9.30
11.00-11.20
12.0-12.05
12.40 13.05 - właśnie skończył

Chyba se dupe przykleje do kanapy. Miejsce po nacieciu mnie zaczyna szczypać od tego siedzenia. Na leżąco cycek mu nos zakrywa to się boje. Mm też dałam trochę. Za każdym razem rzuca się wygłodniały i wrzeszczy jakby tydzień nie jadł i kończy gdy już mleko wylewa się po brodzie.
Jak ja mam kuźwa cokolwiek zrobić w tak zajebistych przerwach między kp....
Nie ma mowy o zebraniu się i wyjściu gdziekolwiek.
Czy on nie może normalnie jeść co te 3 godziny? Na butli zresztą też podobnie jadł. Może tylko trochę rzadziej.
W nocy jakoś daje radę nie jeść przez 4-5h to czemu w dzień nie.
Już widzę jak jadę z nim na USG bioder w poniedziałek na konkretną godzinę.
Ja się kuźwa pochlastam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada, 15:18

8 komentarzy (pokaż)
22 listopada, 10:28

Krótko odniose się do poprzedniego wpisu. Dziękuję bardzo za podpowiedzi. Niestety wielu nie mogę zrealizować. Nie chce mi się nad tym rozwodzić. Po prostu na wiosce nie ma psychologow ani jedzenia na wynos. Koleżanek tu nie mam. Mój mąż jest moim przyjacielem i największa pomocą. I faktycznie daje z siebie 500%. Dziś o 6 usłyszałam że wchodzi do domu. Skończył się jeden lek i pojechał do apteki! A potem od razu wyszedł do pracy. Czyżby już nie kładł się spać po karmieniu o 4.30? Zapytam jak wróci z pracy.
Nie żebym narzekała na wasze rady! Co to, to nie. One są dobre,! Po prostu zależne od realiów. Te pojemniki na mm i jakiś teemosik zamówię wkrótce. I może koleżanki też tu znajdę bliżej wiosny jak znowu wszystkie babki wyjdą z wózkami. Tak odnoście spacerów - już prawie 2 tyg nikt nie ruszał wózków w klatce na parterze. U mnie już nie spacerują.

USG biiderek było dobre. Dodatkowo zrobiła nam brzuszek. Wyszło to co podejrzewałam ,- refluks. Nie dość że gazy i brzuszek go męczą to jeszcze zgaga. Mamy inny lek na brzuszek/gazy/kupki. Taki robiony. Poczytałam o głównym składniku. Kurde to jest kobkret a nie żaden Espumisan. Nie chcę podawać nazwy ale to coś rozluźniające mięśnie i wyciszajace.mualam wątpliwości ale chyba mu lepiej po tym..
Jeszcze ten refluks. Nie chusta i super przybiera na wadze więc trzeba przeczekać aż zwieracz nabierze siły.
Jeszcze w okolicy nerek ccos wyszło ale narazie tylko do kontroli czy też z tego wyrośnie.
Tu akurat plus wiochy. Nawet jeśli nie znamy się na tyle aby kawkowac to jednak "każdy każdego zna" i ludzie są zyczliwsi i czasem robią więcej niż chociażby skierowanie USG sugeruje.

Kolejny dzień po USG byl jak narazie najgorszy ever!!! Ale ni będę opisywać...

Bywa lepiej i gorzej. Możliwe że w przyszłym tygodniu będę całkiem sama i wtedy dopiero będę mieć przeprawę. Póki jest mąż do pomocy powinnam się cieszyć zamiast narzekać. I trochę głupio mi że to robię ale zmęczenie głównie psychiczne daje w kość.

Przeczytałam jeszcze raz pamiętnik Anakina bo pamiętam że miała rowbie ciężkie i depresyjne momenty. Kurde pomogło mi trochę. Widzę że w okolicy 3go miesiaca już było u niej bardziej optymistycznie. Ktoś jeszcze pokonał czarne chmury na początku?? Dajcie znać! Czytanie o tym i odnoszenie się do tego na jakim etapie ja jestem bardzo mi pomaga. Dzięki temu widzę światełko w tunelu.

4 komentarze (pokaż)
25 listopada, 11:50

Jest weekend więc jest dobrze. Jest dobrze bo jest w domu mąż. Jak to niewiele trzeba aby być lepsza matką.

Wystarczy możliwość zmiany piżamy na dres. Ba nawet mam czas poszukać jakiś czysty dres! I wybrać w miarę pasująca górę.

Wystarczy moc zjeść gdy żołądek z głodu przyrasta do kręgosłupa

Wystarczy moc wziąć prysznic

Wystarczy móc iść do toalety gdy przyciska

Wystarczy móc odpuścić jedną odmużdżającą zabawę w agugu

Wystarczy moc powiesić pranie gdy pralka skończy chodzić zamiast kisić się w bębnie i kilka godzin aż dziecko pozwoli.

Na zimna kawę nie będę narzekać bo zaczęłam robić w kubku termicznym ;)

To wystarczy by mieć siłę na kilka innych odmużdżających zabaw, na noszenie w kółko po domu, na uśmiechanie, na wstawanie w nocy, na czulszą opiekę...

Ah domy wielopokoleniowe... Chyba my kobiety trochę zrobiłyśmy same sobie krzywdę.

Mam jeszcze kilka przemyśleń ale to innym razem. muszą się ułożyć w głowie.

A jutro nie będzie już tak dobrze. Nie tylko dlatego że jest poniedziałek. Jutro mąż idzie do szpitala. W ramach treningu proszenia o pomoc i mężowego przekonywania że nikt nie jest w stanie sam wszystkiego ogarnąć przyjdzie do mnie teściowa po swojej pracy. Dzięki temu na pewno zjem choć jeden posiłek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada, 14:01

7 komentarzy (pokaż)
27 listopada, 13:07

Chciałam opisać nasza rutynę ale nie mam siły. Wkrótce jednak to zrobię bo jest coś co mnie nurtuje i muszę się skonsultować ;)



Narazie selfik. W końcu zrobiłam sobie jakieś zdjęcie z dzieckiem.

ad2f3697a7c3d60amed.jpg

9 komentarzy (pokaż)
29 listopada, 16:05

Tak wiem że mam jeszcze czas.... Ale jestem zielona w temacie i mam mało czasu na czytanie więc pytam już.

Czy są jakieś książki o tradycyjnym rozszerzaniu diety? Więcej wiem o blw niż o papkach.

O blw wiem tez jakie książki się poleca chociaż zetknęłam na spis treści "nowe alaantkowe blw" i się skrzywilam. Komosa? Chia? Mleko kokosowe? Amarantus??? Ja nie mam czasu na takie zabawy w kuchni a zresztą czy bardziej swojskie potrawy tylko zrobione pod dzieci są złe?

Chciałabym na spokojnie poczytać o obu metodach i wybrać coś dla nas ( fajnie jeśli z przepisami ale takimi bardziej przyziemnymi np pulpeciki, tradycyjne zupy zrobione po dzieciowemu itd. )

3 komentarze (pokaż)
30 listopada, 15:49

Dzięki!. Zapisałam się do tego klubu bobovity i mają wyslac upominek właśnie z tym poradnikiem i jakaś kaszką. Ściągnęłam pdf ze strony instytutu - 170stron!!! A myślałam że to broszurka będzie - ale jeszcze nie przeglądałam. Kilka książek kliknelam sobie do koszyka w Empiku i będę czytać recenzje zanim coś wybiorę.

Z tym internetem to jest tak że dużo tu info na zasadzie trochę tu trochę tam. Wolę bardziej uporządkowany system.
Ale wrzuciłam w neta hasło rozszerzanie diety i co się dowiedziałam?
Myślałam że warzywo po prostu gotuje się w wodzie i blenduje - a gdzieś wyczytałam.ze do papki należy dodać masło. Really??? Na blendowane ugotowane mięso mnie lekko zemdliło. To musi być ochydne.
Owoce - myślałam że tylko trzeba się na tarce a tu ponoć trzeba je najpierw ugotować?
Zupka to myślałam że normalnie - coś jak krem z pomidorów - a gdzieś wyczytałam że zupka to w sumie kleik z dodatkami???

Sama nie wiem. Część tych rzeczy brzmi dla mnie niewiarygodnie... a w internecie każdy może pisać co chce. Dlatego wolę książkę. Ewentualnie jedną konkretną stronę w necie.

Widzicie ja potrzebuję najlepiej coś step-by-step for dummies ;)

Nastroje bardzo dobrze. Mąż wyszedł ze szpitala, zabieg się udał, ma kilka dni L4. Super!


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada, 15:53

9 komentarzy (pokaż)
2 grudnia, 16:31

Nadeszły lepsze dni. Opieka nad maluszkiem we dwójkę jest prosta i przyjemna. Dom jako tako ogarnięty, dziecko wybawione i zaopiekowane, obiad zrobiony i zjedzony ciepły. Można prawie spontanicznie wyskoczyć do sklepu.
A ja coraz częściej patrząc na to małe stworzonko mam ochotę je zacałować na amen.

Kolki powoli - odpukac - przechodzą. Pomogły leki i odstawienie witaminy d. Przy najbliższej okazji na szczepieniu poproszę o witaminę na recepte. Pomogło też odrzucenie reguły follow the child, głównie karmienia na żądanie.
Takie karmienie powodowało że malutki jadł często a mało. Poprzednie porcje zalegały w brzuszku i pojawiały się bóle. Cóż to jednak nie prawda że dziecko samo sobie dobrze reguluje swoje potrzeby. Przynajmniej nie moje i nie na mm/kpi.
Do tego ten refluks/zgaga. Wszystko na raz.

Cieszę się że z tego kolkowego chaosu w końcu udało mi się wyjść. Rytm narzuciłam trochę sztucznie wprowadzając system 3-godzinny ale dziecko szybko podlapało i dzięki temu też jest spokojniejszy - wie co będzie się działo później.

Pierwszy nocny sen trwa już nawet do 7 godzin!! Pada po 19.0 i budzi się między 00.30 a 2.00. Jedzonko i śpi jeszcze do 4.30 - 5.00. znów jedzonko i drzemka do 6.30-7.00. czasem opuszcza ta ostatnią drzemkę.. niestety. A więc wstajemy wcześnie. Tzn całe życie wstawałam około 6 rano ale teraz jakoś chciałabym jeszcze poleżeć ;) więc trochę ubolewam. I staram się przesunąć godzinę spania na 20.00 ale kiepsko idzie. On wieczorem jest już taka małą marudką że najchętniej spalby już o 17. Ale nie ma mowy ! ;) Bo wtedy dzień zaczynalibyśmy chyba koło 3 w nocy.

Następnie przez cały dzień w kółko : karmienie, zabawa, drzemka. I tak aż do wieczora, w południe w ramach drzemki wietrze małego na balkonie minimum 20minut, potem dosypia w domu. Specjalnie rozdzielilam tez jedzenie od zasypiania. Dzieki temu unikam podawania małych porcji byle tylko mógł zasnąć, unikam też sytuacji że usnie zanim się naje. Ogólnie uważam że to dobrze że oduczyłam go zasypiania przy butelce.

Po pewnym czasie reżimu 3godzinnego zaczęłam mniej patrzeć na zegarek a bardziej na dziecko. Powoli wiem kiedy maluszek chce drzemkę, jedzenie, trochę wcześniej/później niz zwykle.
Niestety część drzemek jest nadal wyłącznie na mnie przez co jestem unieruchomiona, ale i nad tym będziemy pracować.

10 komentarzy (pokaż)
4 grudnia, 21:25

Maluszek kończy jutro dwa miesiące.

-Rosną mu włoski na czubku głowy. Już nie będzie gargamelem
- mówi ;) Ly, Mly, nje i e
- trzyma główkę już nawet do 5 minut. Podnosi też cała klatę.
- zafascynowany światłem. Światełka od rutera, żyrandol itp robią furorę. Trzeba kupić migające lampki choinkowe!!!
- namiętnie ssie swoje piąstki
- leżąc na plecach coraz wyżej podnosi wyprostowane nogi
- uśmiecha się świadomie. Podjął pierwsze próby głośnego chichotu.
- przyłapałam go na obserwacji swojej piąstki. Ale chyba jeszcze nie rozumie że to jego ręka.
- choć z drugiej strony macha ręką w kierunku wiszącej zabawki. Więc sama już nie wiem.
- obrót z pleców na bok Zależy od podłoża. Udaje się na miekkim i w sumie dość rzadko jak narazie chciał się obracac.

5 komentarzy (pokaż)
7 grudnia, 09:31

Kto myślał o zakupie nosidełka niech leci na stronę tula. Okazuje się że od kilku dni codziennie mają inną promocje. Wczoraj kupiłam nosidełko aż 25% taniej. Dziś trochę słabsza promocja ale może w kolejnych dniach będzie znowu coś fajnego.

2 dni temu byliśmy na szczepieniach i od tej pory chodzę jak zombie. Maluszek trochę słabo śpi od tamtej pory ale przynajmniej w dzień ma dobry humor.

Korzystając z ostatniego dnia L4 męża zrobiłam porządki w ubrankach dziecka i naszły mnie takie wnioski z wyprawki przy okazji pakowania już za małych ubranek do reklamówek.

Niby miałam az za dużo ubranek - Anakin śmiała się że będę wyrzucać zamiast prac ;) - a czasem nie miałam go w ci ubrać.

1. W pierwszych 3 tygodniach gdy kupy robił co chwilę nosił tylko pajacyki. To było szybsze do przewinięcia niż body i spodenki. A przy tym było mu w nich ciepło w domu.
Wszystkie super ubranka 56 były nienoszone poza jakimś wyjściem do pediatry itp.
2. Teraz już ubieram go w body i spodnie ale większość body ma krótki rękaw a to za mało w grudniu. Mogłam kupić więcej długich rękawów. Mówili mi żeby body brać bądź jakie bo cały rok je ubierze najwyższej zarzuci się sweterek.
3. Sweterek - dla dziewczynek są sweterki a dla chłopców raczej bluzy.... Z kapturem. No mega wygoda dla leżącego dziecka. No więc bluzy sobie leżą i czekają na jakąś okazję do wystrojenia sie. Body z krótkim leżą więc nieużywane.
4. Skoro bluzy są bez sensu to mogłam kupić jakieś kaftaniki i wtedy wykorzystałabym body z krótkim ale oczywiście nie kupiłam bo podobno kaftaniki są zbędne..... Dopiero teraz je dokupiłam
5. No dobra czasem ubiorę body z krótkim pod polarkowy pajac ;)
6. Pajace z rozpinaną tylko jedną nogą. Grrrr co mnie opętało żeby je kupić! A te polarkowe wszystkie takie są ;)
7. Zupełnie zapomniałam o rękawiczkach! Takich na sznureczku. Okazuje się że ciężko takie kupić. Chyba sznureczek sobie sama doszyje.
8. Czapki z pomponem są fajne ale trudno mieszczą się pod kaptur kombinezonu. A jak nie mają "uszatków" i wiązania pod brodą to są niepraktyczne bo zaraz się skrzywia i uszy są na wierzchu.
9. Karuzelki bujaczki maty większe rozmiary ubran... Śmiali się że kupuje na wyrost ale cieszę się że miałam wszystko od razu. Z moim kolkowym przez całą dobę dzieckiem nie miałam kiedy wybierać produktów w necie a nawet o wycieczce do paczkomatu tez nie było mowy. Tak naprawdę kiedy miał przyjechać kurier to byłam od rana w stressie czy mi dziecko pozwoli drzwi otworzyć :/ co dopiero się z nim gdzieś wybierac. I dlatego dobrze że mam zapas ciuszkow na większe rozmiary. Nawet jest część jest mniej praktyczna. Lepiej mieć kilka niepraktycznych niż nie mieć żadnego większego rozmiaru i nie wiesz w co ubrać dzieciaka.
10. Choć niektóre rzeczy kupione na wszelki wypadek były niepotrzebne. Np nakładki na sutki, muszle laktacyjne czy wkładki laktacyjne. Nawet przy niby nawale nie miałam tyle mleka żeby cokolwiek wyciekalo. Troche szkoda wydanej na to kasy. Gdyby to sumować to pewnie wyszłoby kilka stówek. Jednak z drugiej strony dobrze że miałam butelkę,paczkę mm i laktator bo kiedy ich w końcu potrzebowałam to na już, a nie za dzień czy nawet za pół godziny. A potrzebowałam ich jeśli mnie pamięć nie myli w sobotę po południu tuż przed niehandlowa niedziela. Kto mieszka w miasteczku wie jaki to problem... Bo takich rzeczy (laktator)wogole u mnie nie można kupic. Tylko na zamówienie w aptece lub wycieczka do dużego miasta obok.





Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia, 10:44

6 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)