BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
18 listopada 2019, 12:49

Macierzyństwo po roku to zupełnie inna bajka. Jest fajnie, fajniej coraz fajniej. Dziecko jest bardziej przewidywalne i komunikatywne. Powoli nawet odpowiada na pytania uruchem głowy tak lub nie. Na razie średnio logicznie, ale to tylko kwestia czasu. Zabawy są coraz bardziej różnorodne, chociaż teraz dużo mniej bawi się sam. Ale to właśnie dlatego że jest bardziej kreatywny. Żeby zabawa była fajna trzeba usadzić misie na pchaczu, zbudować i rozwalić coś z klocków, rzucać piłki, pokazywać w książce i wszystko jest fajniejsze kiedy ma się kompana do zabawy. Albo sługusa od biegania za piłkami..... Tak czy siak zabawa z kimś jest fajniejsza. Ostatnio nawet tworzę swoją pierwszą pracę plastyczną. Dziesiątki kresek ;)
Robi się z niego mały pomocnik. I bardzo dużo poleceń rozumie. Pranie do pralki ładuje już od dawna, ale teraz zanosi (pcha) kosz z praniem do pokoju i pusty spowrotem do łazienki, podaje pranie a nawet próbuję sam wieszać. Zanosi zakupy do kuchni i pomaga je rozpakować.
Jest przesłodki. Ma mega poczucie humoru i rozbrajająco puszcza całuski.
Uczy się nawet jeść łyżeczką, choć jeszcze chwilę nam to zajmie. Choć jak się wkurzy to potrafi dać do wiwatu... Ale to chyba jak wszystkie dzieci ;)

Jedynie co nas męczy to choroby. Niestety jak raz miał antybiotyk to minie wiele wiele tygodni aż porządnie odbuduje sobie odporność. a ponieważ mamy zimę to potrwa to do wiosny na pewno. Niestety. Ale anginy bez antybiotyku wyleczyć się nie da niestety.
Już dwukrotnie miał zapalenie oskrzeli. Przez głupi katarek. A ta choroba przebiega u niego tak, ze bardzo boję się że mogę ją przegapić :( nie ma żadnych objawów, tylko lekki świst w oddechu. A później zaczyna się duszność, trudności w złapaniu oddechu. Teraz mi lekarz wiem że on tak ma i od razu dostaję mocniejsze leki.

Teraz też siedzimy w domu bo wyzdrowiał, a ja chcę go zaszczepić. Musi być zdrowy przez przynajmniej 2 tygodnia. 2 tygodnie miną w czwartek. I dopiero po szczepieniu pójdzie znowu do żłobka.

No wiec dni mijają nam leniwie w domu i są do siebie podobne. Próbując zabić nudę wyciągnęłam ostatnio wory z ubraniami dla Kubusia. Chłopak miał atrakcje haha. Tarzał się w tych szmatach. A ja zrobiłam przegląd przed Black friday ;)
Wyciągnęłam kilka rzeczy które są dobre na już. Dodatkowo okazuje się że dziecko mam odkupione na następny rok albo i półtorej do przodu.... A jeszcze paczka ze Stanów leci. Zostały tylko drobiazgi. Jakiś podkoszulek, jakaś czapka, kolorowe spodnie - bo ma same szare i granatowe, jeszcze trochę body na 86. Ja jednak wolę body jeszcze teraz w zimie,a Kubuś w tym rozmiarze ma już same t-shirty. No to zamiast młodego to obkupie siebie i dzieciątko przyjaciółki. Już wiadomo że będzie mieć drugiego synka.

A poza tym wysiadł mi czytnik ebooków i potrzebuję nowy a to nie taka tania zabawka nawet w wersji podstawowej ;) więc może i na to budżet się znajdzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 12:52

4 komentarze (pokaż)
20 grudnia 2019, 11:41

U nas w zasadzie bez większych zmian. Nadal więcej chorujemy niż jesteśmy zdrowi (dotyczy wszystkich domowników) . Obecnie tylko paskudny katar i kaszel gruźlika. W zasadzie samodzielnie używa już katarka do odkurzacza.
Wypisałam urlop wychowawczy. Tak będzie lepiej. Nie będę musieć prowadzić do żłobka dziecka zaraz po chorobie tylko jeszcze pozwolę mu dojść do siebie kilka dni dłużej. A że inni tak prowadząca nie całkiem doleczone dzieci... To za kilka dni znów będzie chory bo się zarazi. Wiem. Cóż skupisko dzieci wiąże się z chorobami. Z roku na rok będzie lepiej. Z rozmów widzę że koło 6 roku życia dzieci zaczynają chorować znacznie mniej.

Z nowości to mamy powoli czwórki. Dwie już wyszły do połowy i trzecia się lekko przebija. Boli go potwornie więc dostawał ibum lub paracetamol w zasadzie już profilaktycznie na noc lub w nocy. W dzień staram się nie dawać ale czasem trzeba.

Nie mówi (Poza auto -bu, kaczka -kaka I tata) ale rozumie wszystkie codziennie wyrażenia. Od "patrz lecą ptaszki" po "idź po zakupy do korytarza i zanieść je do kuchni" (pcha torbę). Wogole chciałby wszystko w domu robić. Zanosi ubrania do kosza, pakuje pralkę, pcha kosz pod suszarkę, wiesza (jako tako), wypajowuje zakupy, pcha odkurzacz i próbował trzymać rurę, odkłada rzeczy do szuflad, wyciąga rzeczy że zmywarki itd.
Denerwuje się jeśli się mu nie pozwala coś zrobić.
Ogólnie to jest porządniś. "krzyczy" na nas jeśli Gary stoją w zlewie, albo jeśli nie zapniemy zabezpieczenia na szafkach. Pamiętam że więcej osób pisało o byciu porządnickim. To pewnie klasyczny etap. Zadziwiające że dzieci są jednocześnie tak bardzo różne i tak bardzo takie same.

Pokazuje standardowe rzeczy jak oko nos lampę itd a także wywrotke koparke straż i inne pojazdy.
Przesyła ślicznie caluski, biega, lubi auta i znikopis, strażaka sama, Sygnalizuje że zrobił kupke lub rzadziej że dużo nasikal i potrzeba zmiany pieluszki. Potrafi zjeść gęsty jogurt grecki łyżeczka, choć wycina ja na takie różne sposoby że śmiać mi się chce. Widelec pięknie ogarnia ale mam taki ze skip hopa i nie jest on szczególnie bezpieczny więc rzadko daje.

Wpadłam ostatnio na pracową wigilię. Oj dużo zmian. Z jednej strony miałam ogromną ochotę wrócić natychmiast. Mam świadomość bycia trochę control freakiem dlatego poczułam straszna potrzebę trzymania ręki na pulsie, chce znać sytuację w firmie i wydziale. Np. Wnętrzności mi się skręciły na wieść że klient przedłużył kontrakt na 2lata a nie na 5 jak zawsze, a kolejne działy nie pracujące z klientem są outsorcowane do Azji. Mam potrzebę networkingu.... W razie gdyby.... Mój strach z perspektywy dużego miasta pewnie jest śmieszny. Ale w małych miejscowościach "w razie gdyby" to ogromny problem. Bo albo nie ma w czym wybierać, albo znajomości, albo firmy Janusze. Rekrutacje też nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem. Czy w razie gdyby, to ktoś by mnie pociągnął Za sobą? Pomógł?
Pomimo że obecnie świat pracy i świat matki mi się wogole nie łączą to ta praca jest dla mnie ok. Dobrze się w niej czuje. Kierownicy są ludzcy, kodeks przestrzegany, nie ma problemu z korzystaniem że swoich praw, praca ok (może nie super ambitna ale nie to jest dla mnie juz ważne) , wiem że mogłabym się wspiąć po szczebelkach według własnej pracy a nie dzięki kawkom z odpowiednią osobą.... Nie widzę siebie gdzie indziej. I choć zaliczyłam już kilka firm to ta jest jedyną gdzie jest normalnie. I to chyba też potęguje mój strach. Byłam w tylu miejscach.... I tylko tu jest ludzko.

Oj synek wykształć się na jakiegoś nie wiem.... Dentyste czy fizjoterapia czy kogoś... Albo dobrego mechanika skoro tak kochasz auta. Byleś tylko nie musiał się bać o przyszłość i cieszyć się że masz "ludzkiego pana" tak jak ja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 11:46

3 komentarze (pokaż)
2 stycznia 2020, 22:05

Dziś powinien być mój pierwszy dzień w pracy. Nie widzę tego. Dobrze ze jest wychowawczy.

Na wizycie 23.12 dostaliśmy od lekarza pozwolenie wyjścia z domu po 2tygodniach suedzenia i pójścia na wigilię. Całkiem zdrowy nie był ale poprawa była znaczna. Tylko kazała nam się minąć z dziećmi szwagierki u teściowej bo one też chore. W dodatku młodszy na salmonelle

Świat jednak u nas nie było. Zaczęło się od rzadkiej kupy po obiedzie w wigilię. Jeszcze nie wiedzieliśmy co będzie potem. Rzadkie kupy, nawet takie wyglądające podejrzanie, przecież się zdarzają. Wigilia u teściowej ok. Byliśmy tylko my. Synek miał mało humoru. U moich rodziców tez ok biorąc pod uwagę atmosferę i takie tam. Synek jednak osowiały. Prawie zero uśmiechów. Jakis taki był cichy, kładł się, nie chciał jeść . Zachowywał jak nie on. Nawet nie chciał zabawy w samolot. Myśleliśmy że może zmęczony. Choć zmęczony też zachowuje się inaczej. No ale w nocy się wyjaśniło. Obudził się o nietypowej porze. Dostał mleko i jak rzygnął to nie wiedziałam że taki mały brzuszek może tyle pomieścić. Poszło na dywan, który przemukł aż na wylot, a był dość gruby. Wyrzuciliśmy go Do kosza. Potem kupa wyciekajaca nogawkami.
I tak kolejne dni.
Spanie - czuwanie, żeby spał na boku bo strach przed wymiotami. Zmiana pampersow na śpiocha.
Potraw lekkich, typowo "na brzuszek" nie chcial jeść. Jadl więc ziemniaki i gotowana marchewkę z groszkiem. Też w miarę zatwardzajace. Lekarzy nie było przez święta. Nawet dyżuru.
Nie wiedzielismy czy dalej podawać antybiotyk i inhalacje ale wyszło tak że nie daliśmy. Bo jak tu dać lek na pusty żołądek? Obstawiam że winowajaca jest jeden z leków (mało zjadł więc to nie kwestia wymieszania potraw itp) To ten sam co miał w szpitalu i wtedy też miał biegunkę. Choć nie aż taka jak ta.

Niestety kolejne nieudane święta, choć i tak było lepiej niż rok temu. W zeszłym roku z niespełna Trzy miesięcznym dzieckiem to był koszmar. Tym razem gdyby nie choroby byłoby całkiem spoko. Może za rok.... ?

Sylwester w sumie ok. Posiedzieliśmy w domu. Ja robiłam synkowi sweterek na drutach, mąż grał na Xboksie. Fajerwerki nie obudziły malucha, choć jak już wstał na swoje mleko to potem dobrze ponad godzinę się wiercił i nie mógł spać. Od pewnego czasu się mu tak zdarza że po mleku ciężko mu znowu usnac. Strasznie to frustrujące i nie wiem od czego zależy.

Zauważam pierwsze oznaki neofobii. Pewnie winowajca jest trochę mój styl gotowania. A dokładnie to jeśli robię jakąś potrawę dwa razy w miesiącu to uważam że to bardzo często. Choć i tak repertuar mi się uszczuplił bo nijak nie dostosuję dla małego dziecka pieczonego schabu albo gołąbkow, a dania typu risotto trudno mu zjeść. No nie lubię ciągle tego samego jeść i tyle. Uśmiecham się zawsze tylko jak słyszę klepanie kotletow w niedzielę rano. O ile prościej (z planowaniem, zakupami, resztkami, bez myślenia co by tu zjeść ) jest ludziom że stałym menu. W piątek zawsze smażona ryba, potem schabowy z muzerią, rosół i jego transformacja w pomidorowa.... :) no i dzieci też zawsze wiedzą co jest na talerzu. A mój biedak jak ostatnio dostał mizerię czy pankejka to nie chciał dotknąć bo nie wiedział co to. Ale jak się już odważył to szamał aż miło.


W tych całych chorobach zorientowałam się że od miesiąca nie rozmawiałam z przyjaciółką. Cóż dorosłe życie.... Zdarza się. Ale że kartki na święta nie było.... Napisałam zapytać czy wszystko ok. Niestety nie. Odkleiło się łożysko i miała nagle cięcie. Angielscy partacze... Już od 20tyg miała krwawienia a oni nic. Dziecko trochę ponad 650g. Już przybral na wadze ale nagle pogorszyło się oddychanie. W sumie nic więcej nie wiem, nie chciałam dręczyc pytaniami. A zdjęcie... Boże aż się poplakalam a wysłala takie z dobrego dnia. Bez rurek.




2 komentarze (pokaż)
17 stycznia 2020, 10:03

Jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Synek od pewnego czasu budzi się w nocy i nie chce usunąć czasem nawet przez ponad 2h. Czasem jest w miarę cicho, a czasem krzyczy na całe gardło a każda próba pacyfijacji kończy się rzucaniem i wyginaniem się.
Maz czasem śpi ledwo 3h a przecież jedzie autem do pracy. Martwię się o niego i szkoda mi go. Ja jeszcze trochę tego snu nad ranem złapie, a on.... Eh

Powoli kończymy chorobę. Mamy zmniejszone dawki sterydów ale nadal kategoryczny zakaz wychodzenia z dzieckiem. To już ponad miesiąc bez wychodzenia. Wolno nam tylko jechać do lekarza, nawet do dziadków nie bardzo.
Trafiliśmy z pediatra. Niestety i stety bo przynajmniej nie musimy chodzić do oddzielnego specjalisty.
Ona jest też pulmologiem, a mamy podejrzenie astmy. Martwię się strasznie. Jak ja dziecku mam przetłumaczyć że nie może wychodzić w zimne powietrze, biegać, jeździć na rowerze czy nawet się śmiać....
Tak śmiać. Ostatni śmiech spowodował ostry atak. Nie wiedziałam co robić. Nie dojechalibysmy ma pogotowie pomimo tego że mamy dosłownie dwie minuty autem. A może przesadzam... Nie wiem. Dla mnie wyglądało to bardzo źle. Dałam inhalacje z takiego jednego sterydu. Na szczęście to było dobre postępowanie.
Boję się.

Wczesniaczek przyjaciółki ma się bardzo źle. Było lepiej, było gorzej.... Wczoraj już prosiła tylko o modlitwę.

Nie mam siły. Chyba już nie będę tu pisać.

Z pozytywów w końcu nauczył się mówić mama jakoś krótko po 15 miesiącu.

6 komentarzy (pokaż)
24 lutego 2020, 21:49

Dwa lata w domu.

Mam galaretkę zamiast mózgu.
Nie jestem w stanie zapamiętać nic.

Rozmawiam tylko o glutach, chorobach i dzieciach.

Zaniedbanie. Bo ciągle coś jest ważniejsze niż nakremowanie twarzy. Maseczka hahaha
Podomowe dresy są niezniszczalne. Chodzę w trzech parach na zmianę non stop od tych dwóch lat. Już patrzeć na nie nie mogę a dziady się zeszmacić do reszty nie chcą.

Niewyspanie. Bo zamiast polozyc się wcześniej chce korzystać z tych krótkich chwil dorosłego życia. A noce bywają różne. Czasem.spi do rana bez pobudki a czasem Bajlando.

Pewność siebie zerowa. Raczej jestem przekonana że do niczego się nie nadaje.

Nadal dużo czytam i robię na drutach.

Synek z dnia na dzień staje się coraz fajniejszym chłopcem.
Ostatnio bawi się w udawanie. Daje misiowi pić, robi psik sprejem do noska. Miesza w garach i daje mi ta wirtualna potrawę do spróbowania.
Umie pić z normalnego kubeczka. Sam sobie włącza odkurzacz, wkłada katarekdo rury i odciąga katar.
Mowa w zasadzie stoi.
A przy tym jest jeszcze nadal małym słodkim nieporadnym bobasem. Taki wiek przejściowy.

Wczesniaczek przyjaciółki walczy już dwa miesiące a jeszcze powinien być w brzuchu. Jedna infekcje zwalcza to pojawia się kolejna. Jest dość stabilny ale niestety dziecko wcale nie oddycha i nie wiadomo dlaczego :( a było już tak że miał wspomaganie. Niestety od długiego czasu jest całkowicie na respiratorze :(

1 komentarz (pokaż)
6 marca 2020, 12:44

Anemic jeszcze do wakacji w domu. Zleci... Choć wydaje się tak długo, a pewność siebie przez to siedzenie tak leży że nie wiem jak sobie poradzę. Już dwa lata nie mówię po ang.... A ang to moje narzędzie pracy. Chodzi do żłobka około tygodnia w miesiącu. Reszta to choroba i okres zdrowienia. Niestety to taka trochę norma. Większość dzieci ma podobną frekwencję z tego co pytałam sasiadek i opiekunek w żłobku. Choć zdarzają się wyjątki.

Myślę że już wkrótce będzie sezon na rowerki i grabki do piasku :) oraz na przelewanie wody na balkonie . Trzeba przeczekać ten okres i jakoś zająć dziecko garnkiem i trzepaczką. A po lecie to już całe spektrum nowości Duplo, puzzle, tory wyścigowe


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 12:48

2 komentarze (pokaż)
6 marca 2020, 13:54

Moll widzę już poprawę w chorowaniu. Wirusy już nie łapią go tak mocno. Już lżej przechodzi oskrzela. Ostatnie dwa razy to nawet bez obturacji. Uff bo obturacja jest okropna!!! Szybciej dochodzi do siebie. No i idzie ciepełko więc powinno być lepiej. Nawet jeśli pracując nie będę mogła z każdym katarkiem zatrzymać go w domu. Ale tak, będę jedyna osoba biorąca L4. Między innymi dlatego uparłam się na ten żłobek. Wiedziałam że tak może być w pierwszym roku. i wiedziałam że pierwszy rok w żłobku plus praca plus tylko ja biorę zwolnienie to bardzo trudna sytuacja. Mam nadzieję że dzięki temu kolejna jesień zima będa lepsza. Chodź z reguły to pierwsze 2 lata są najgorsze.

Anemic ja nie płacę kiedy dziecko jest nieobecne. Płace tylko za dni (godziny) która faktycznie był w żłobku. No chyba że zapomnę zgłosić nieobecnośći do 7:00 ;) to wtedy i tak muszę zapłacić za wyżywienie bo nie zdążą odwołać cateringu.
Poza tym tak jak pisałam wyżej idzie ciepełko. Będzie mniej wirusów to ci może córa nie będzie chorować :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 13:55

0 komentarzy (pokaż)
19 marca 2020, 12:12

Się porobiło.... O wirusie mówią media chyba od dawna. Ja dowiedziałam się o jakieś 2-3 dni zanim zamknięto żłobki. Cóż, nie oglądam wiadomości bo godziny 19-20 to dla nas pora usypiania. Zresztą przed ciążą też nie oglądałam bo to jeszcze pora kiedy się pracuje w biurze lub koło domu. Dopiero mąż mnie poinformował że coś się w Chinach dzieje.
No a potem zamknięcie placówek i reszta. Podglądałam kanały 24 przez 3 dni i już nie oglądam. Ani wirus ani kwarantanna nic nie zmienia w moim życiu. Moje życie od dawna tak wygląda. Od półtora roku a nawet dłużej. Ah można pójść na spacer? Pfff nie raz było kilka tyg (chby najwięcej 7) ciurkiem kiedy wogole dziecko nie mogło wystawić nosa za okno więc jak słyszę te lamenty że ojojoj jak ciężko z dzieckiem w domu to przewracam oczami.

Astma niestety może się potwierdzać. Po każdym spacerze jak na razie dziecko wraca ze splyconym świszczącym oddechem. Setoskopu nie trzeba. Słychać i to z daleka. Powierze nadal jest widać zbyt zimne. (15 stopni to zbyt zimne?) Martwi mnie to sto razy bardziej niż wirus. Teraz za zimno a zaraz zrobi się za gorąco dla astmatyków. Ja nie wiem co to będzie.

Wirus to jeszcze inny problem. Martwię się żeby meza nie wezwali na służbę. I ostatni , ale nie mniej ważny aspekt. Praca. Związana z samolotami. Jak to dłużej potrwa to nie będę miała do czego wracać. Narazie nie dopytuje bo wiem że mają tam ból głowy ale wiem że miały być obniżki wypłat, cięcia etatów lub przymusowe urlopy bezpłatne. Możliwe że " każą" mi przedłużyć wychowawczy z powodu braku pracy. ogólnie przeraża mnie wizja tego jaki to będzie miał wpływ na całą gospodarkę.

Pewnie najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby po prostu znów zajść w ciążę i mieć dochód zabezpieczony na ciążę , rok urlopu i zaległy wypoczynkowy. Prawie dwa lata. Ale nie. Nie zrobię tego sobie. Pół roku kolek, samotność taka że przez wiele dni z rzędu do nikogo buzi nie otwierałam, choroby, ciągły strach o oddech dziecka, walka o powrót do pracy cały czas przegrywana. Nieee oj nieeee

4 komentarze (pokaż)
31 marca 2020, 10:08

Lada dzień mija 18 miesięcy. Niedawno polubił i nauczył się układać puzzle z dziurką czuczu. Umiie też dopasować klasyczne puzzle z dwóch elementów ale technicznie nie potrafi ich połączyć, więc tylko wskazuje a ja łącze lub pomagam mu manipulować puzzlem.
Dużo bawi się w chowanego. Dokładniej mówiąc chowa przedmioty i pokazuje gest nie ma. A ja muszę szukać. Śmieszy go gdy "nie umiem"i znaleźć. Zazwyczaj chowa coś kilka razy pod rząd w tym samym miejscu. Prawdę mówiąc już mi bokiem wyszła ta zabawa.

Kocha kaczuszki, pieski i ptaszki. Oraz niezmiennie auta. Zwłaszcza koła.
Głaszcze mnie kiedy płaczę. Nie żebym jakoś regularnie płakała przy dziecku ale czasem ogarnia mnie taka bezsilność że....
Coraz fajniej bawi się autkami, trzeba będzie pomyśleć o wykładzinie w drogi. Książeczki poszły w odstawkę. Coś tam czasem oglądnie ale ogólnie to ma je w nosie. Spodobało mu się Duplo ale na razie bardziej figurki i zwierzątka niż budowanie. Rozumie że klocki można łączyć ( w końcu uklada megablocks) ale sprawia mu to trudność.

Hitem jest przelewanie wody. Jeśli fascynacja utrzyma się do wakacji to chyba bedzie mi się aż nudzić tak siedzieć obok i nic nie robic haha

AZS ostatnio nasilone. Obstawiam reakcje alergiczna na kakao/czekoladę. Oprócz tego klasyczne kurz i roztocza chyba go podrażniają. No tak AZS i alergia lubi iść z astma w parze eh . Dostaliśmy lek na alergię i ściągnęłam zasłony . Myślę jak tu zaaranżować podwójne okno balkonowe żeby nie było "łyso" ale nie zestaw firanka i zasłona. Narazie jest pusto i znając trwałość prowizorki to pewnie długo tak zostanie zwłaszcza że krawcowe nie szyją teraz.

Ostatnio słabiej je. Nie wiem czy to kwestia rozwojowa czy po prostu chodzi o trzy zęby które właśnie się przebily i brną dciągnieo przodu.

Często podchodzi do mnie bierze moją rękę i ciągnie kiedy mam mu towarzyszyć w zabawie lub iść z nim do drugiego pokoju. Czyli przez większość dnia. Ciężko usiąść sobie nawet na 5 min.

Z okna w kuchni widać budowę nowej drogi. Tak, spędzam w tym oknie dluuuugie chwile z młodym na rękach żeby lepiej widział.

Za to na spacerze nie ma szans aby podał rękę. Póki co są kaptury za które mogę go trzymać żeby nie uciekł ale boje się lata . Serio. Boję się. Bo on strasznie ucieka a chodzić chce tylko po drodze a za Chiny po chodniku. Wózek oczywiście coraz mniej atrakcyjny.

Spać nie chce niezależnie od poziomu zneczenia. Jęczy, ledwo na oczy patrzy ale zapytany czy idziemy aaaaa kręci głową. Usypianiu towarzyszy nam początkowo wrzask, pisk, placz, wyrywanie się. Potem się wycisza i usypia.

Ogólnie był bardzo wymagającym niemowlakiem, potem był okres lepszy a nawet dobry, a teraz znowu robi się mega ciężko.

Mowa idzie do przodu w bardzo żółwim tempie jeżeli dalej tak to będzie wyglądało to pewnie czeka nas logopeda. W tym miesiącu w zasadzie żadnego nowego słowa. W prawdzie już ucieszyłam się na jedzie i liść. Ale to był chyba przypadek,.bo więcej nie powtórzył.

Zakupiłam ostatnio różową książka jak mówić do maluchów i będę chciała do niej przysiąść bo są rzeczy z którymi nie potrafię sobie poradzić na przykład uciekanie na spacerze. Przeraźliwy pisk wrzask jako wyraz nawet najmniejszego sprzeciwu. Choć nie wiem czy mi pomoże bo myślę że sedno problemu leży w niskim poziomie komunikacji. A to powoduje frustracje.

kiedyś mówiłam że na 18 miesięcy zacznę odpieluchowanie a nawet nie mam nocnika i nie wiem czy w ogóle podejmę próbę w to lato. Pielucha to jednak wygoda. Zresztą ja nie widzę u niego gotowości - ponownie komunikacja.

Nadal nie ma swojego pokoiku. Śpi kątem u nas nadal z barierkami bo rzuca się po łóżeczku strasznie. Jedna pobudka na mleko. Zabawki w salonie przyprawiają o ból głowy. Niestety mój kamikaze nie jest gotowy na własną przestrzeń. Ma szalone pomysły i muszę go mieć na oku cały czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2020, 10:18

2 komentarze (pokaż)
20 maja 2020, 08:18

Panietam jak dzis rozmowę z Iwoną sprzed czterech lat. To były jej pierwsze dni po powrocie do pracy po pierwszym dziecku.

- a tobie się tak opłaca jeździć codziennie do pracy? Skoro masz pół etatu to mniej wydasz na paliwo pracując 2-3 pełne dni w tygodniu.

- wiem, ale wtedy nie miałby kto odebrać dziecka ze żłobka

- no tak. Godziny żłobków i przedszkoli są do dupy.

- nooo

- a co z drugą zmianą?

- mąż też pracuje na zmiany. Ustalamy sobie grafik na zmianę.

- widujecie się wogole?

- rano. Zanim jedno z nas wyjdzie do pracy . Czasem raz na 2-3 dni. No i weekend.

- to mało . Smutne

- życie....

- nie wolalas jeszcze chwilę posiedzieć w domu na wychowawczym? (Babcia miała mało do emerytury)

- ojjjj nieeeee . Jak wracam do domu widzę na placu zabaw kobiety które już dłuższy czas sa w domu. Widzę jak nieobecne bujają huśtawka patrząc się pusto przed siebie. Cieszę się że ja mogę i mam do czego wracać.


Cztery lata minęły a mnie ostatnie zdanie dźwięczy w głowie do dziś. Nie wiem co wtedy jej odpowiedziałam. Pewnie nic.

Stałam się ta kobietą o pustym wzroku.
A Iwonka urodziła już trzecie dziecko.

Dziś jestem już inna osoba. Pamiętam że wtedy patrzyłam na nią lekko pobłażliwie bo powiedziała coś o byciu specjalista od trudnych dzieci. Przecież ma dopiero jedno i już taka z niej specjalistka... Nie słyszałam wtedy o high needach. Nic nie wiedziałam. Ale kiedy jakiś czas po porodzie wpadłam do pracy coś załatwić tylko Iwona podeszła i mnie objęła mówiąc że będzie lepiej.

Śmieszne bo w gruncie rzeczy prawie się nie znamy. Pracowalysmy razem raptem kilka tygodni sześć lat temu (wcale jej nie zapamiętałam) potem jej ciąża, wróciła na chwilę, znów ciąża. Potem ja w ciąży i znów ona.... Szkoda że dzieli nas jakieś 70km.

0 komentarzy (pokaż)
6 lipca 2020, 08:36

W tym tygodniu powinnam wrócić do pracy. To już kolejny raz jak miałam wrócić do pracy i nie wracam. Różnica jest tylko taka że do tej pory mówiłam że nie widzę powrotu, nie widzę jak by to miało wyglądać ,być zorganizowane. Tym razem jednak już powoli mogłabym wracać i tym bardziej boli mnie że zostaję w domu.

Przeglądnęłam kilka swoich wpisów z czasów w ciąży. O naiwności.....

Kuba ma 21 miesięcy.
Mamy bunt dwulatka, nadal lubi auta, przestał lub książeczki, jeździ na rowerku tak jak prawdziwy szogun powinien - czyli nogi w górę i zjeżdżamy z górki... Czasem trudno go dogonić. Jest bardzo kulturalny, zawsze macha wszystkim dzieciom papa kiedy wraca z podwórka. Swój protest nadal okazuje przeraźliwym piskiem. Jest bardzo nie usłuchliwy. Nie respektuje żadnego zakazu. Kocha dzieci i chciałby wszystkie przytulać. Misię też przytula. I auta i klocki. Wszystko. Ogólnie jest całuśny chłopak. Mówi już kilka wyrazów więcej ale ogólnie kiepsko mu idzie. Mamy teraz około 30 wyrazów.

A ja sobie jakoś żyję powolutku. Drzemka na prace domowe, sen nocny na książkę,serial, robótkę na drutach, gazetę, planowanie tygodniowego spisu posiłków i zakupów, gotowanie... I takie tam. Takie puste życie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2020, 08:37

3 komentarze (pokaż)
23 sierpnia 2020, 22:38

Mąż wraca do pracy po 1,5 miesiąca urlopu a ja zastanawiam się jak ogarnę opiekę nad dzieckiem w pojedynkę. Autentycznie mam pietra. Zwłaszcza że wcześniej wracał do domu już koło 13:00. Pierwszy raz od kilku miesięcy gdzie do pracy normalnie na cały dzień.
Kuba zawsze był i nadal jest wymagającym, wyczerpującym dzieckiem .
Udało mi się w czasie urlopu męża iść do dentysty i fryzjera. To dobrze bo przez kolejny rok, do kolejnego urlopu nie będę miała takiej możliwości. To była druga wizyta u fryzjera od porodu. Udało się nawet pofarbować włosy pierwszy raz od dwóch lat. Choć może niepotrzebnie skoro nie będzie kiedy robić odrostów. Boje się zimy. Żeby dziecko nie chorowało . Żebym ja nie zachorowała bo nie mam jak iść do lekarza gdyby coś. Nawet teleporady nie mogłabym odbyć przy nim bo dostaje fisia jak słyszy kogoś przez telefon. Oby męża nie wysłali na kilka tygodni Bóg wie gdzie w tą zimę...
Ostatnio został pierwszy raz z babcią. Pół godziny. Pierwszy raz ja i mąż mieliśmy pół godziny wytchnienia. Pierwszy raz byliśmy bez dziecka. chodziliśmy wtedy po chaszczach. A to dlatego że szukamy działki budowlanej już od wiosny. Ostatnio nawet pojawiła się taka spełniającą wszystkie nasze wymagania poza jednym. To nie do końca lokalizacja o jakiej myśleliśmy. Chciałbym jednak kiedyś w odległej przyszłości nie musieć posiadać auta a w tym miejscu to niemożliwe. Trochę nie wiemy co robić bo wszystko inne nam pasuje a dzięki ida u nas jak świeże bułeczki wiec nie ma co czekać i obserwować czy pojawi się jeszcze coś fajniejszego czy już nie.
W związku z chęcią kupienia ziemi dokonaliśmy przeglądu finansów. Jest dużo gorzej niż myślałam. Myślałam że spoko dajemy radę i jeszcze niemało zostaje. W końcu miałam chociażby to swoje postanowienie żeby w tym roku nic sobie nie kupić jeśli nie jest niezbędne. No i nie kupiłam. Zero zakupów bzdur, zero ubrań , raczej pozbycie się nadmiaru przez portale typu vinted. Nawet Kubie za bardzo ubrań nie kupuje. Na lato miał 20 par szortów z czego ja kupiłam tylko 1, tyle mamy tego po rodzinie. Żyjemy od 1 do 1 a wydajemy tylko na bieżące rzeczy: jedzenie paliwo leki chemia rachunki. Oszczedzam na hobby. Nie zamawiam nowych włóczek, dziergam z tego co mam.
Powinnam pracować, powinnam wrócić do biura. Tylko że nie mogę :(
I wkurza mnie kiedy ktoś macha ręką ze eee tam z tym to można żyć. Jasne że można, jak jest się już starszym. Jasne że dobrze że to nie sma na które wielu rodziców zbiera miliony. W wieku Kuby jego choroba jest dla niego bardzo poważna.
No dobra... trochę z zabawkami popłynęłam jeśli chodzi o finanse no ale to dlatego ze już wyrósł że wszystkiego co miał i potrzebował coś dla starszych dzieci.
Lubi resoraki, kredki, duplo. Nie znosi puzzli. Polubil kicie kocie, nie Interesuje pucio. Ale najfajniejsze są auta. Aktualnie tiry i śmieciarki.
lubi też literki nauczył się nawet alfabetu umie teżz rozróżniać kolory ale nie mówi ich tylko wskazuje na przykład gdzie jest żółte auto
No właśnie mówi nadal niewiele. Niby mnie to nie martwi ale czasem słyszę jak pełnymi zdaniami mówi sąsiadka młodsza o 3 miesiące i łapie doła że Kuba tylko wyrazy i to często wymyślone (np smoczek to ciuciu) albo tylko sylaby. Potem czytam normy i widzę że Kuba jest w normie i wrzucam na luz, przez chwile. Bo im jest starszy tym częściej się o to martwię jakbym i tak miała za mało zmartwień.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2020, 07:43

3 komentarze (pokaż)
9 września 2020, 13:16

Chłop na poligonie. W sumie to nie wiem kiedy wróci bo ciągle zmieniali daty. Kontakt minimalny. Brak zasięgu i bycie dostępnym dopiero w późnych godzinach. Dla dziecka zero możliwości kontaktu. Nie wiem co mam robić i jak ugryźć emocje dziecka. A takich poligonow będzie wkrótce wiecej. Prawdę mówiąc to ledwo wróci zaraz będzie jechał na kolejny jeszcze większy. Może w listopadzie będzie w domu. Może. Ciekawe czy w ogóle zrobimy urodziny Kubie? Nie no głupoty gadam, zrobimy. Najwyżej wcześniej albo później niż prawdziwa data, zależy kiedy tata będzie w domu.

2-3tyg poligonu i więcej (oby nie) to dla malego wieczność. Rozumie że dziś taty nie ma bo przecież zawsze były dyżury albo służby i takie nieobecności się zdarzają. Ale kiedy mija kolejny dzień a taty nie ma..... To wystarczy książeczka o zwierzątkach żeby powiedział mama koko, titi koko ,tata koko <gest nie ma >. I płacz. Czasem działa wytłumaczenie że tata jest w pracy, czasem nie.

A mój synek jest bardzo tatusiowy. Zdecydowanie woli tatę niż mnie. Już od wielu miesięcy jeśli ma wybór kto coś koło niego ma zrobić to zawsze wybierze tatę a nie mnie. Trochę fajnie że chłopaki trzymają się razem. A trochę kolejna rzecz która mnie przybija.

Ja usiłuje schudnąć. Niby przestrzegam
Rozpisanej diety. Niby, bo przecież dojadam jak coś zostawi na talerzu. Nie jest niejadkiem ale zdarza się że zostawia. Lepiej żebym dojadala surówkę niż mięsko no ale mięska jakoś bardziej mi szkoda wyrzucić. No i ciężko z kolacjami. Bo jak już uśnie to po całym ciężkim dniu walki z tą mała rządzichą i buntem dwulatka (on to w ogóle ma chyba bunt od urodzenia haha) raczej mam ochotę nagrodzić się pizza i chipsami a nie sałatką.
Jak na razie jakieś 2 kilo mniej. Jeszcze 2 i będę zadowolona. Jeansy rozmiar 40 spadają z dupy, rozmiar 38 też się obsuwa.

Dawno nie pisałam o przyjaciółce. Po pół roku walki w szpitalu i po kilkakrotnym żegnaniu się z dzieckiem wyszli do domu. Dziecko pod tlenem cały czas. Maja fajny monitor oddechu (funkcji życiowych?) W formie skarpeki wysyłający dane do apki. Obecnie chłopczyk ma 9 miesiąca korygowane 5. Ostatnio pisała że jeszcze nie wyciąga rączek do zabawek ale już umie utrzymać zabawkę włożona w ręce. Wszystko pewnie będzie trwało dłużej . Jej stan psychiczny raczej zły, martwi się o zdrowie i przyszłość dziecka, zastanawia czy warto było fundować mu takie życie, że cena za ratunek tak małego wcześniaka może być tak ogromna że może lepiej jej nie płacić, że może lepiej było odpowiedzieć "nie" gdy lekarze pytali czy rstowac.. Choć wszystkie wiemy że i tak powiedziałybyśmy lekarzom tak.
Nie wiem jak jej pomóc, co mówić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2020, 13:18

3 komentarze (pokaż)
4 października 2020, 23:58

No i pojechał. Dałam kolację i położyłam spać. Zostaliśmy sami prawie do Mikołaja.
Trochę podpatrzyłam sąsiadkę i zrobiłam mały magazyn w piwnicy. Mleko uht, puszki pomidorów, makaron, zamroziłam mięso i takie tam. Do sklepu będę mogła chodzić tylko po warzywa. To dość istotne gdy ma się dziecko które nienawidzi sklepów i nawet szybkie zakupy są wyczynem okupionym wyrzaskami i szarpaniem.
Ale i tak jest łatwiej niż wcześniej. Kiedy miał ledwo parę tygodni i mąż pojechał na poligon Nie miałam nawet jak wynieść śmieci. Teraz to dziecko wynosi śmieci a ja tylko pomagam nieść worek ;)
Piekarnia zrobiła okienko. Nie muszę iść po chleb do marketu, wystarczy podjechać pod budynek a odległość jest taka że raczej w wózku wysiedzi. 2 lata temu nie było by szans na spacer dłuższy niż 10minut. O ile wogole dałby się położyć do wózka.

Restauracja rodzinna z dobrym jakościowo jedzeniem zaczęła dowozić. Mogę zamówić tam obiad. Drogo, ale jest to jakaś opcja i pewnie ze 2 razy się skuszę. 2 lata temu na dowóz była tylko pizza i to dopiero po 18:00. Jadłam więc suchy chleb tostowy i czekoladę. I to co przyniosła teściowa raz na kilka dni

Rossmann wprowadził opcje odbierania gotowych zamówień więc mogę kliknąć zamówienie w apce i odebrać gotowy pakiet.
Jest łatwiej, chodć samemu i tak trudno. Przede wszystkim jeszcze nigdy, nawet przed dzieckiem, nie wyjeżdżał na tak długo.

A Kuba akurat jutro kończy 2 lata. Świętowaliśmy tydzień temu.
Kiedy to minęło.... Drugi rok przeleciał mi zdecydowanie szybciej niż pierwszy. Mimo to drugi rok życia nie był przełomowy. W zasadzie był nudny jak flaki z olejem, dzień w dzień to samo. W pierwszym roku każdy tydzień to była jakaś nowa umiejętność. Z każdym miesiącem dziecko się rozwijało. W drugim roku żadnych ogromnych zmian nie widzę. Pewnie jak ktoś ma dwulatka który dobrze mówi to ma inne zdanie.
Kuba w tym miesiącu nauczył się tylko 5 słów: kickic, myju myju, am ,dym, tam. A podobno jak już dziecko Zacznie to leeeeci i codziennie jest jakieś nowe słowo. Chciałabym ale nie :( Kuba ma 4-8 słów na miesiąc (zapisuje). Niezmiennie martwię się mową choć wszyscy uspokajają że ich w tym wieku nawet tyle nie mówiło. Pod tym względem szkoda że nie chodzi do żłobka. Przebywanie tylko że mną tygodniami nie jest stymulujące.

W każdym razie myślę że ten trzeci rok będzie bardziej przełomowy.

Kuba jest śmieszkiem. Lubi robić psikusy i żartować. Lubi jeść, zwłaszcza jeśli jedzenie ma kolor zielony :D . Lubi doświadczenia ekstremalne: jak zjeżdżać z górki na rowerku to z największej z nogami w górze. Jest bardzo pomocny, odnosi kubki do kuchni rozładowuje zmywarkę robi i wiesza pranie.sam chce. Lubi to. Przy tym wszystkim jest strasznie nie usłuchliwy. Ma swoje zdanie I choćbym 100 razy mówiła,krzyczala to nie zrobi tego o co proszę. Ma być tak jak on chce i to ja mam się podporządkować, inaczej są wrzaski tarzanie po podłodze piski rzucanie przedmiotami. Żadne metody z książek nie działają.... wydaje mi się że niestety ale wszystkie te metody są dla dzieci już mówiących (nawet z tej różowej książki "jak mówić..")
Ostatnio zaczął sikać na nocnik ale tylko od czasu do czasu, kiedy on ma na to ochotę. A jak już zachce to nie wystarczy że raz zrobi siku. Siedźi siedzi i siedzi i próbuje wycisnąć jak najwięcej. Żadne prośby że może już dość i nie ma już Sisi nie dzialaja. eh takie parcie na pusto też ponoć nie za dobre.
Będę powoli ruszać z odpieluchowaniem, majteczki już, kupione. Tylko dwójki wgniecionej w dywan się boję haha . Potem zajmiemy się smoczkiem , zależy kiedy wychodzące piątki pozwolą . Choć i tak smoczek od zawsze tylko do spania



Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 08:32

5 komentarzy (pokaż)
2 listopada 2020, 16:28

Już miesiąc jak siedzimy sami w domu. Totalnie sami. Wszycy albo chorzy albo w kwarantannie.maz też chory, wywieźli go w pracy w inne miejsce na odizolowanie. Tylko my się trzymamy.
Zapasy zrobiłam wzorowo. Tylko raz potrzebowałam zakupów jak do tej pory. A tak to tylko do okienka do piekarni chodzimy.
Na podwórku zero dzieci. Przez ostatni miesiąc tylko 2razy spotkaliśmy dzieci z którymi mógł się pobawić. Serce boli kiedy wychodzimy, rozgląda się i mówi smutno "dzidzi nie". A jak już jakieś spotkany to chodzi za nim jak pies przy nodze tak pragnie się bawic :( i nawet wszystkie swoje zebrane liście odda :(

Smutno mi że jedyną gębę jaka ogląda jest moja. Jest to też obciążające dla mnie no i żadna stymulacja dla niego. Czekam niecierpliwie aż mąż wróci do domu i choć popołudniami to on będzie się z nim bawił a nie cały czas ja. No ale to jeszcze prawie miesiąc. Poza tym bunty bez zmian. Buczy bo chce pić, buczy bo dostał pić, buczy bo chce inny bidon, buczy bo przelalam do innego bidonu i takie tam. Ostatnio ledwo wstał o 5 i tak o wszystko krzyczał 2godziby. Czasem już ledwo wytrzymuje . A czesto nie wytrzymuje i potem sobie wyrzucam. Jestem w końcu introwertykiem a dwulatek żąda ciągłej interakcji. Psychicznie jestem wyżuta.... A to półmetek eh.

Ale tak bardziej poważnie to jest bardzo wesoły chłopaczkiem. I gdyby nie to wydziwianie to byłby dzieckiem idealnym. Chętnie je i dużo, śpi w nocy bez żadnej pobudki, ma przewidywalny rytm dnia. Jest pomocny , dość chętnie się dzieli (no chyba że to auto to nie), kkocha wszystkie zwierzątka i wszystkie inne dzieci, grzecznie obcina włosy itd.

W tym miesiącu 18 nowych słów ale i tak nadal się martwię. No nic na to nie poradzę. Dopóki rozmowa nie zacznie przypominać normalna to pewnie tak będzie. Czasem ciężko odróżnić te słowa np. cie chce , dzie gdzie, dje dwa, bziebzie dobrze. Ale są też normalniejsze jak mniam, tsy trzy, Daj(czasem dań) , dzidzi.
Zdania skada wielowyrazowe już dłuższy czas. Tylko ta ilość i jakość słów.a
Dużo gotujemy razem. To spora odmiana bo przez te 2 lata nie byłam w stanie przy nim zrobić zupełnie nic w kuchni a teraz na jego drzemce mogę wypoczywać a obiadem zajmiemy się jak wstanie.
Odpieluchowanie bez zmian. Czasem jest nocnik czasem nie. Nie mam siły się za to zabrać poważniej póki co.
Z nowych zabaw to lubi ostatnio memłac ciastolinę ale zabawy logiczne typu puzzle to nadal zero zainteresowania. Próbowałam ostatnio zdjęcia pociąć (taką metodę wyczytałam) ale też go nie zachęciło do tego typu zabaw. A wiadomo puzzle=lewa półkula=mowa. Choć może ja mam po prostu zbyt wysokie wymagania co do tego mówienia

Hasłem miesiąca jest zdecydowanie "ja siam". Wszystko siam :)

Edit: pierwszy wyraz 3sylabowy : kakao :)
A chłop powinien być jednak w domu trochę szybciej


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2020, 11:00

4 komentarze (pokaż)
8 grudnia 2020, 13:40

Staram się tu coś napisać przynajmniej raz w miesiącu, tak trochę na pamiątkę. Żeby nie robić sobie zbyt dużych dziur.
Po poligonie wszystko wróciło do normy, czyli znów dla dziecka istnieje tylko tata. Tylko tata może przebrać, nakarmić, uśpić, bawić się razem. Ja nie. Ja jestem odpychana. Ewentualnie wyganiana do kuchni robić am.
Zła jestem o to. I choć mam dość wiedzy psych by się bronić przed tym uczuciem i wiedzieć że to nie tak....to pomimo to, zaczyna mnie ogarniać złość na brak "wdzięczności" za wszystko co musiałam poświęcić. A tata wystarczy że się pojawi na te 3h przed snem i jest najlepszy.
Tak kiedyś się śmiałam, korzystalam i wypoczywałam po całym dniu skakania wokół dziecka. Ale po kilku miesiącach odpychania emocje się zmieniają.....
Nie żeby całkiem. Jak się uderzy czy boi to leci do mnie nawet jak jestem dalej ale tak poza tym o ile na wybór to woli tatę.

Mówi już całkiem sporo. Ostro klikło w momencie jak tata stanął w drzwiach po poligonie. Dosłownie w tej sekundzie, jakby odblokowało. Przestałam prowadzić dzienniczek słówek bo nie jestem w stanie spamiętać wszystkich nowych wyrazów. Może gdybym spisywała he bardziej regularnie.... :D a jak siądę raz na jakiś czas to już nie wiem kiedy przestał mówić bumbum a a zaczal.auto. w tym miesiącu? Czy jeszcze w listopadzie?
Odmienia też końcówki. Ma nadal sporo swoich wymyślonych wyrazów oczywiście, ale już normalnie można się z nim dogadać.

Ruszyliśmy z odpieluchowaniem i po dwóch dniach chciałam się poddać ale zagryzlam zęby. Po tygodniu jest tak że wytrzymuje dłużej bez siku. Wcześniej co 20 minut była przebierka a teraz potrafi nawet ponad godzinę nie sikać. Kupa raz poszła na nocnik a tak to w majtki. Często odpowiada że nie chce siiii a zaraz potem siada na nocnik w ubraniu. W weekend myślałam że był przełom. Wołał siku i była tą kupą na nocnik. Oczywiście tylko tata mógł mu pomóc się rozebrać i ubrać do nocnika.
Ale widzę że nie.... Po weekendzie znów nie woła. Jak trafię i zaproponuje nocnik akurat jak mu się chce to spoko- zrobi- ale ogólnie wykorzystuje każdą okazję jak tylko chwilę jest sam. biegnie na nocnik i robi siku w ubraniu. Chyba chce być samodzielny...
No i te kupy w majty. Oczywiście najlepiej minutę po puszczeniu pralki eh (bo wykorzystał moment że wyszłam z pokoju na tą chwilę)
I nie wiem co z tym fantem zrobić. Czy to wogole kontynuować.

O i łóżko dorosłe kupujemy. Tzn już dawno kupujemy haha ale w końcu wybraliśmy model. No i sprzedałam komodę i nie mam gdzie trzymać ubran młodego to łóżko z szufladą y się przydało. Więc chyba kupujemy. Nad resztą mebli pomyślimy później. Dywan bedzie na pewno w drogi ale to w naszym tempie do dnia dziecka nam zejdzie.

A ja. Ja sporo czytałam ostatnio. W zasadzie słuchałam audiobooków. A przy tym dziubie na drutach. Ale nie za wiele bo ostatnio późno chodzi spać, jakoś po 21 a wtedy nim się ogarnę to już jest taka godzina że mi głową nie bardzo pracuje. I tak mi leci. O i latam na szmacie całymi dniami. Sama się zastanawiam co ja tak cały czas sprzątam... A i tak ciągle brud widzę. Ale to chyba dlatego że na raty robię i tak się wydaje po prostu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2020, 13:42

3 komentarze (pokaż)
21 stycznia, 09:22

minęło raptem 1.5 miesiąca od poprzedniego wpisu a u Kuby nastąpił niesamowity progres w ciągu tych zaledwie kilku tygodni.
Odpieluchowanie zaskoczyło szybko. Pieluszki mamy juz tylko do spania i tak pewnie długi czas będzie. Jeśli chodzi o dwójkę to poszło nam to w stronę zaparć, ale szybko zadziałałam czopkami i potrawami wspomagającymi ruch jelit i daliśmy sobie z tym radę.

Mowa jest już niesamowita. Potrafi lub przynajmniej proboje powtórzyć wszystko. Trzy sylabowe wyrazy to już norma. Mówi zdaniami, powtarza pierwsze wierszyki, zna niesamowite słowa. Nawet nie wiem skad. Naśladuje nas w różnych nawet drobnych gestach. to dziwne uczucie zobaczyć siebie samą w takim małym człowieczku. Kiedy mówi "jest git" , kiedy miesza w garnkach zabawkowe owoce, uderza dwa razy w kant garnka i odkłada łyżkę w charakterystyczny sposób - wszystko kropka w kropkę dokładnie tak jak ja. Lub przeciera szmatką swój zabawkowy zlew gdy skończy zmywać i sam mówi "tak jak tata".
Z zabaw lubi jeszcze krojenie plasteliny, puzzle (dopiero od niedawna więc jesteśmy "aż" na 6 kawałkach ;) ). Sanki robią niesamowita furorę. Mógłby tak pewnie cały dzień jechać. Gdyby choć w połowie tak lubił wózek jak pokochał sanki to te dwa lata byłyby znośne (bo że wspominam niemowlęctwo jako niekończący sie koszmar pisałam nie raz i nie odwołuje tego) .
Bez grymasów ubiera wszystkie zimowe warstwy . A nawet wymienia co jeszcze należy mu założyć. No w końcu idzie się z chłopaczkiem dogadać, ustalić . Jest z niego przemodel jak się okazuje. Śmieszek, psotnik, żartowniś, gwiazda parkietu i dusza towarzystwa. Nic a nic się nie wstydzi. Jak pomyślę że pierwsze 8 miesięcy zapominal oddychać ze strachu gdy ktoś na niego spojrzał.....
Święta po raz pierwszy od dawna były przyjemnością.
Najświeższa nowością jest duże łóżeczko. Plan był taki że będą tam drzemki (choć usypianie miało być w naszej sypialni) , a w nocy nadal mial spac w starym łóżeczku z nami w pokoju. Głównie po to żeby nie spadł ani nie wędrował w nocy nie wiadomo gdzie. A tu łóżeczko okazLo się tak ukochane że nigdzie indziej już nie chce spać. Przeniesienie w nocy nie ma racji bytu bo rano robi awanturę że nie jest u siebie. Nawetg w ciągu dnia idzie czasem się położyć o odpocząć na 2-3 minutki. A to się nigdy nie zdarzało żeby sam z własnej woli położył się na czymkolwiek. Już jak miał 5miesuecy to przebierałam pieluchę na brzuchu bo on nie będzie leżał na plecach i tyle....
Szkoda tylko że poza kącikiem reszta pokoju była turbo graciarnia.... Ogarniamy w trybie przyspieszonym! Mega słodkie jest jak stoi z misiem i mówi wszystkim swoim zabawkom papa. Czasem nawet trafiają się takie abstrakcje jak papa fuga :D
A jak się uda sprzedać biurko męża to i o reszcie mebli pomyślimy. I o dywanie w drogi.

Brzmi to wszystko trochę jak cukierkowa bajka. Nieeee. Jasne że nie. Nadal potrafi mnie tak wyprowadzić z równowagi że aż z tłumionej złości miewam bóle za mostkiem ale staram się nie wybuchac bo wiem że nie robi tego że złośliwości itp.

A jeszxzs jedzenie. Jako że nigdy nie mam nic naszykowane na śniadanie i kolacje to myślałam że będzie łatwiej jak już będzie mówił co chce. Cóż.... Chce tylko parówki i sporadycznie płatki lub owsiankę :D a z owoców to rujnuje się na borówki. 40-50zl za kg a u nas tygodniowo idzie tego jakieś 2kg. Z zup ukochany jest rosół a z obiadów rzeczy mączne (pierogi, kopytka) i mięsa w sosie. Chyba typowo jak dla dziecka. Kategorycznie odmawia chyba tylko ryżu i cukini, a niechętnie je wszelkie placki więc nie jest źle.



Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia, 09:25

0 komentarzy (pokaż)
22 marca, 23:49

Czas szybko leci nie wiem kiedy minęły te 2 miesiące.
Czasu brak.ciagle wszystko w biegu mając w głowie 10 innych rzeczy które trzeba dopilnować/sprawdzić/zrobić. Codziennie kładę się po północy i wstaje około 6. Nierzadko o 5 , również w weekendy bo Kuba oczywiście nie pojmuje konceptu odsypoania, a i tak nie ma kiedy się obronić że wszystkim. Również dlatego że w późnych godzinach głową już nie ta.
W telegraficznym skrócie.
Kuba dostał się do przedszkola. Chyba znalezlisny działkę budowlaną która chcemy kupić. A ja odebrałam zwolnienia grupowe z powodu covid. O i tak. Pocieszam się że nie ja jedna. W tej fali u nas poleciało 400osob. W zasadzie są chyba blisko upadłości. Wszedz6 w okolicznych firmach zresztą jest tak samo. Wszędzie kolejne fale zwonien i kolejne setki osób z wypowiedzeniem (czasem urlop bezpłatny )
Ah no tak. Tv narodowe mówiło że pandemia ogarniana jest wzorcowo i najlepiej w Europie wiec to chyba tylko u nas tak.... ;)
Jeszcze nie szukam ale już przeglądałam ogłoszenia dla rozeznania się w sytuacji. Jest fatalnie. Albo nic albo jakies pojedyncze ogłoszenia tylko zmiany nocne - współpraca z USA.

Kuba rośnie sobie, gada gada gada gada aż z mózgu robi się kisiel od tej cieplej paplaniny. Ma swoje zabawne teksty i kocha wszystkie pluszaki. Zabawy w odgrywanie ról już uszami wychodzą. Oj charakterek jaki miał od noworodka to ma i teraz. Szykuje się przedszkolny rozrabiaka eh.

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)