BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: pamietnik Jezyka

Autor: Hedgehog
5 października, 12:42

Nie jestem po. Niestety nie jestem nawet tuż przed. Robią pilne cesarki a ja leżę i czekam. Mam wkurwa więc może nie będę narazie pisać.

3 komentarze (pokaż)
7 października, 07:47

Hej. Kubuś urodził się 5.10 z waga 3400. Ledwo zdążył na piątek bo było już bardzo późno. W niedługim czasie pewnie opiszę poród ale był raczej zwykły... Wywoływane sn ze znieczuleniem i nacięciem.
W poniedziałek mam nadzieję wyjść do domu.
Minęła nam pierwsza doba.jest trudno. Pokarmu czy siary zero, daje mu pierś do ciumkania a potem mm. Szkoda straszna bo od razu ładnie łapie. Wczoraj po femaltikerze może że dwie kropelki były to dałam.mu do zliania. Nie ma nawet kiedy spać. W domu przynajmniej pomógłby mi jakoś mąż a tak to ciężko nawet wyjść do kibelka. Wczoraj wieczorem tak strasznie rozdzierająco zaczął płakać a ja byłam bezradna. Myślałam że zaraz sama zacznę wyć. Dopchalam go tym mm i przeszło. A potem przy wizycie kontrolnej w pokojach zafajdal mi wszystko co miałam. Rożek, ubranka, pieluszki.. i jak tu biec na drugi koniec korytarza po wymiane z taką syrena. Inne dziecu tu tak nie płaczą przez co czuje się jeszcze gorzej. W dodatku spadł z wagi do 3200. Każą mi go karmić co 2 godzin.
Bałam się nocy ale minęła ok. Wypiłam teraz kolekny femaltiker i zobaczymy. A i do spania w nocy kazali na boczku układać. Sama nie wiem. Będzie też problem z główką. Układa ciągle na jedną stronę. Podkładam tetre żeby miał głowę w różnej pozycji.
Przerasta mnie to. Chce do do domu. Tam sobie chociaż porycze.

16 komentarzy (pokaż)
8 października, 00:38

Przepraszam kiedyś nadrobię wasze pamiętniki..

V
Wpisy moje z forum

1.
Je od 18 non stop ;( tzn z przerwą na ważenie (znowu spadek) i badanie słuchu. Cały czas ssie cyca. Mleko leci. Gdy odkładam pręży się i krzyczy w niebo głosy. Rozpłakałam się jak bóbr w szpitalu gdy znów płakał w łóżeczku. Położna kazała jeszcze przystawić. Godzinę temu... Nie mam siły. Chce siku, jestem głodna i spragniona. Płacze i smarkam w tetre bo nie mam nic innego pod ręką

2
Dałam w końcu mm. Zjadl 40ml ! Nie na raz ale tyle zjadł. Taki głodny. Położne tylko cyc i cyc. Próbuje go wyciszyć i uśpić. Po takiej męczarni jest chyba zbyt zmęczony na sen. Wiem głupio brzmi ale wiem że wiecie o co chodzi. Nie wiem czy próbować kpi czy już mm i spokój. Przecież dziecko nie może tyle ciągnąć i być głodne. Coś musi nie lecieć tak jak powinno.

3
Boje się jutro o swoje piersi po takim cycowaniu

4
Metoda 5s wersja szpitalna. Opatulilam w becik zgasilam światła włączyłam apke z szumem i kiwam się miarowo. Nie płacze ale. Nie śpi. Ja muszę coś robić bona mnie szum działa...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października, 00:42

7 komentarzy (pokaż)
8 października, 05:12

Usnął o 1 w nocy. Od 18! Teraz wybudzam i znów kp. Drugi raz w tej nocy.

4 komentarze (pokaż)
8 października, 20:39

Waga przestała spadać. Jest 3180. Nie wiem czy nie będzie powtórki z wczoraj. Leci szum i karmimy się na leżąco. Zamknął oczy czekam. Na sen. Jutro już raczej do domu. Mam problem z dwójką. Chciałam już na drugi dzień po sn - pomimo lewatywy - ale jakoś się cofnęło. Potem w nocy użyłam czopka. Wyszło ale nie wszystko. Kilka godzin później znów czopek - tj. dziś po południu. Znów nam uczucie że sporo zostało. Zmieniły się pielęgniarki. Może znów czopek bo coś czuję.... Ale jak się ruszę to będzie pisk. Dziś przynajmniej nie tyczek nie smarkam w tetre. Oby tak dalej. Tylko Kubusiu weź usnij!

5 komentarzy (pokaż)
9 października, 18:55

Jesteśmy w domu. Mąż siedział nad łóżeczkiem a mnie wysłał spać. Spałam godzinę ale to był głęboki sen. Mówił że nie mógł mnie dobudzić. No jasne. Nie ma pojęcia jak wykończona jestem. Teraz pojechał po monitor oddechu do siostry. Kubuś tak cicho oddycha.... Boje się. Nie wiem jak śpimy. Łóżeczko jest w oddzielnym pokoju. Nie ma szans! Nie zostawię dziecka samego. Nawet jesli raz po raz myślę że "po co mi to było".

5 komentarzy (pokaż)
10 października, 13:23

Hej narazie jest dobrze - obym nie zapeszyla! Kubus jest słodki, je, śpi i czasem sobie patrzy. Bardzo duzo kupka i sika. Mąz sie łapie za głowe ze az tyle. Zwlaszcza jak slyszy dżwiek towarzyszacy dwojce. haha.
Ze spaniem zrobilismy tak ze mąz przytargal lozeczko do salonu i spalismy na kanapie. Pewnie kilka miesiecy tak bedzie. Jakies trzy??? Ja proponowalam spanie malego w rogalu ciazowym z nami w lozku ale maz jest stanowczo przeciwko. Mowi ze nikt sie przez sen nie kontroluje i nie chce przygniesc malego. Dodatkowo maly moze wtulic sie w poduszke i tragedia gotowa.
Monitor oddechu mamy, udalo sie od razu pozyczyc. Po pierwszej nocy maz przestal patrzc na mnie jak na wariata. Samn chodzil sprawdzac małego.
teraz pojechal zalatwiac formalnosci tzn juz ze 2 godziny temu. ja korzystajac ze spokoju gdy Kubus sie rozgladal i teraz gdy spi, zalatwilam wszystko w pracy. Tj. trezeba to jeszcze wydrukowac i zawieźc ale wszystko jest juz zgloszone. I nawet cieply rosół jem :)
Mamy zaplanowana pierwsza kapiel na dzis. Zobaczymy czy faktycznie bedzie dzis czy jednak przeliozymy ale narazie dobrze rokuje.

Dziewczyny jak ubieracie teraz dziecko po domu i do spania??Nie chce go przegrzac ale gosc ma ciagle chlodne rączki i nie wiem czy ma wystarczajaco cieplo.
Teraz sobie spi w bawelnianym pajacyku i pieluszcze tetrowej (pokoj od poludnia), w nocy ten sam pajacyk i rożek. tetra tez moze sie gdzies zawieruszyc. Pozniewaz zasypia zaraz po jedzeniu, ukladamy na boczku tak jak nam kazano w spzitalu - na wypadek ulania.

10 komentarzy (pokaż)
11 października, 16:33

Poród cz 1



W środę poszłam na kolejne ktg po terminie. Wyszło beznadziejne. Jednym z powodów było to że pielęgniarki odwalily maniane. Kończyły zmianę więc po podpięciu mnie nie kontrolowały już zapisu, zmiany pozycji, nie próbowały rozbujać brzuch itd. Podeszłam pod gabinet mojej ginki i w zasadzie przyznałam że dziś dziecko jakieś takie jest leniwe. Skierowała mnie na izbę i do szpitala. Zapis na izbie ok. Wypełniłam stos papierów i trafiłam na patologie. Szczęście że wiózł mnie na wizytę mąż i miałam torbę w bagażniku. Pierwsza noc to była obserwacja. Wykonywanie ktg itd. co chwilę zmieniano mi koleżanki w pokoju a ostatecznie zostałam sama na noc. Zmęczona byłam - budzono mnie na ktg w nocy. Zapisy ok. Na obchodach lekarze kręcili nosami. Miałam szeroki termin i co lekarz to wybierał sobie inny dzień jako ten prawidłowy na poród. Miałam dość tłumaczenia co tu robię. Następnego dnia założono mi balonik. Było to zupełnie bezbolesne. Tylko niewygodnie się siadało. Ta rurka niby szła przodem i do góry.... Ale jak się czasem chciało usiąść to było beznadziejnie. Chodziłam sobie z tym i nic. Aha już przy zakładaniu rozwarcie było około 2 palce - zalezy czy to lekarz kobieta czy facet badał. W końcu chodząc z mężem po korytarzu poczułam potrzebę dwójki. Poszłam do toalety i razem z potrzebą wyszedł też balonik. Zgłosiłam wypadnięcie. Ktg - brak skurczy. Mąż pojechał do domu gdy zapadla decyzja o oxy następnego dnia. Miałam zjeść kolację a potem już nic żeby być na czczo. Kolacja była serwowana o 17. Następnego dnia od rana miałam mieć wywoływany porod. Mąż był obecny już koło 8 rano. Niestety pojawiły się nieprzewidziane cesarki które opóźniły planowe cesarki. No i jeszcze jakieś sn po drodze. Cały czas przesuwali moja indukcję a ja coraz bardziej głodna słaba i zła miałam wszystkiego dość.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października, 18:46

3 komentarze (pokaż)
12 października, 09:45

W końcu wywołali mnie koło 14. było mi wtedy już wszystko jedno. Poszłam całkiem zrezygnowana.
Zaczęło się od mojego koszmaru - wenflonu. Nienawidzę dziada. Balam się ruszyć ręką i przez większość porodu trzymałam ja bezwładnie. tak, również na partych... Najpierw antybiotyk że względu na gbs i tu dotarło do mnie że to już i włączyła się panika. Zemdlilo mnie, zrobiło mi się gorąco, pojawily jakieś plany na dłoniach. Chwilę trwało zanim pielęgniarka mnie uspokoiła. Potem lewatywa - zrobiona trochę znienacka. W sumie było spoko.ani bólu. Ani nawet dyskomfortu. A całość pachniała rumiankiem ;)
Najgorzej było się umyć jedną ręką (wenflon). Następnie podłączono mi oxy i zaproszono męża. No i tak sobie leżałam na fotelu podpięta pod kroplówki. Piłki, baseny itd wszystko było a że często i tak trzeba po prostu leżeć no to trudno. Słyszałam jak pokój obok dziewczyna prze. Oj poryczalam się z jej bólu i krzyków. A potem było słychać krzyk dziecka i że głowa ma 34cm. Znów wpadłam w panikę bo u mnie głowa miała być większa. Mąż mnie jakoś uspokoił w końcu a potem przyszli lekarze na obchód. W trakcie badania poczułam zalewający mnie gęsty lepki płyn. Poczułam ogarniający mnie wstyd. Byłam pewna że to lewatywa nie wypłynęła wcześniej w całości i właśnie zafajdalam łóżko. A to były wody. Jestem pewna że to lekarz je przebił bez pytania.no ale co tam. Wszyscy mieliśmy nadzieję że w końcu coś na mnie zadziała i poród ruszy. Później dowiedzialam się że szło tak beznadziejnie że już zarezerwowali mi sale na CC.
Skurcze... Nie było żadnych. Czułam ból miesiączkowy raz mocniej raz słabiej. Żadnego skurczu. Przy 5 cm rozwarcia powiedziałam mężowi że z takim czymś to spokojnie mogłabym sama auto prowadzić bo z gorszym bólem nieraz musiałam. Serio dobrze że byłam w szpitalu bo nie zorientowała bym się że rodzę gdyby takie coś rozkręciło się naturalnie! Zwłaszcza ze bez oxy bokaloby jeszcze mniej. Przy 6 cm już zmieniłam zdanie. Już nie dałabym rady sama jechać ale ból i tak był mniejszy niż to co sobie wyobrażałam o porodzie. Mąż podawał wodę i krem - strasznie schły mi usta. Poza tym prosiłam aby patrząc na ktg mówił kiedy kończy się ból. Nie rozmawialiśmy ani dużo ani o niczym konkretnym.
Przyszli lekarze zaproponować zzo. Wzięłam póki nie było za późno choć byłam w stanie to wytrzymać. Wzielam ze strachu że zacznie tak boleć jak w mojej wyobraźni.
‌Zawołali anestezjologa. Okazało się że on i mój mąż się znają. Pracowali kiedyś w jednym miejscu tyle że mój mąż zajmował się administracja. Dostałam wklocie w kręgosłup, kolejna rurkę która szła mi po plecach i zwisała z szyji jak łańcuszek. Druga rękę podpieli mi pod ciśnieniomierz a do wenflonu podpięto dwie kroplówki. Pomyślałam wtedy że przy tylu rurkach monitorach i ktg to ma niewiele wspólnego z naturą. Od teraz cały czas siedziała z nami pielęgniarka. Po znieczuleniu była plaża. Znów nie bolało nic a nic. Miało wystarczyć na 3 godziny ale po 1.5 zaczęło puszczać. Po dwóch godzinach bolało już w zasadzie tak jakbym nie brała wogole zzo. Poprosiłam o drugą dawkę, było już 8cm.

4 komentarze (pokaż)
14 października, 12:29

Pielęgniarka trochę się pozastanawiala i ostatecznie zdecydowano że w sumie można już mi dać drugą dawkę. Zaproponowała przy tym jakis zastrzyk w tyłek żeby rozluźnić szyjkę. Wzięłam. Nieśmiało zaczęli mówić o CC a ja sobie pomyślałam że jak po tylu godzinach męczenia - nie bolu a po prostu ostrzykiwania mnie czym popadnie - mieliby mnie jeszcze ciąć to ja dziękuję. Trzeba było ciąć od razu.
Druga dawka znieczulenia poszła jakoś bokiem. Lewą część ciała mi nie znieczulilo. Śmieszne uczucie mieć ból miesiączkowy tylko w połowie podbrzusza. Ostatecznie w końcu po 7godzinach oxy szyjka rozwarła się całkowicie i mogliśmy przystąpić do parcia. I dopiero tu miałam pierwszy skurcz. Znów nie był jakiś bardzo bardzo bolesny. No bolało w tej połowie brzucha ale do wytrzymania. Parcie zreszta też szło kiepsko. Skurcze były krótkie, szybko osiągały max i momentalnie się wyciszaly. Nie było szans na trzy efektywne parcia w ciągu skurczu. Czasem tylko jedno się udało. Dziecko co zrobiło krok do przodu to zaraz się cofało. Szło powolutku cm po cm. A czasem i tak kończyłam przeć już poza skurczem. W pewnym momencie pielęgniarka wzięła moją rękę i poprowadziła do krocza. Później tłumaczyła że kobiety tak zazwyczaj lubia, że czują glowke pod ręką i mobilizuje ich że tak niewiele zostało do końca. No nie ja... Ja zaczęłam wierzgać wyginac się i wrzeszczeć jak opętana. Dla mnie to było obrzydliwe. Miałam wrażenie że trzymam rękę w jakichś flakach. Kilka minut zajęło uspokojenie mnie. Dalej znów nuda. Kiepskie skurcze w połowie brzucha i parcie. Byłam zmęczona i tylko strach przed vacum mobilizował mnie żeby przeć nadal, bo na CC już było za późno. Kobiety czasem mówią że ból porodowy jest mobilizujący bo jest po cos a dokładnie po to by spotkać maluszka. Prawdę mówiąc miałam to gdzieś. Mobilizowało mnie to że im bardziej się postaram tym szybciej się to skończy. Bolało już mocno. Znieczulenie schodziło również z prawej strony brzucha. Zaczęłam marzyć o nacięciu - byle szybciej mieć to za sobą. I faktycznie wkrótce potem mnie nacieto. Inny gin który dołączył do porodu po chwili obserwacji ocenił że samo nie ma szans pójść. Nacięcie przy krótkich kiepskich skurczach? Na żywca. I na dwa razy bo odstawiłam taki wrzask że pielęgniarce zadrżała ręką. Ale potem dziecko wyszło kilkoma pchnięciami. Pieklo i szczypalo przeokrutnie. Położono mi go na piersiach. A ja dalej wrzeszczałam. Byłam w amoku nie widziałam nic do okoła. Na czas szycia vwyproszobo męża. Zastrzyk w ranę i zaczęli. Nawet aż tak nie bolało ale darłam się cały czas. Chyba z emocji. Nogi trzęsły mi się jak galaretki. Powoli odpinano kolejne rurki a ginki dyskutowały o tym jak zmieniały się zalecenia szycia krocza przez kolejne dekady oraz o tym że czasem przeszywają od razu błony dziewicze bo u niektórych kobiet wiszą śmieszne farfocle więc od razu robią im ładnie. Po wszystkim zaproszono znów męża i mieliśmy czas dla siebie i maluszka. Nie mam pojęcia co się działo. Czy rozmawialiśmy? Czy dziecko płakało? Wyparlam te momenty już z głowy. Potem już tylko wózek i transport do sali. Było około 1-2 w nocy. Zjadłam kolację która dla mnie zostawiono. Pożegnałam męża i usiłowałam odpocząć. Dzieckiem zajmowały się pielęgniarki. Druga kobieta z sali uniosła się honorem że sama zajmie się dzieckiem - urodziła z pół godziny przede mną. Pielęgniarka była że trzy razy żeby zmieniła zdanie - w sali byl monitoring, musiały widzieć jak beznadziejnie to idzie. W końcu zgodziła się na zabranie dziecka. Chwilę później pielęgniarki znowu u niej były - musiała kiepsko w tej kamerce wyglądać. Zawołano lekarza. Próbując zajmować się dzieckiem rozerwała szycie. Wzięto ją pod narkozę i wywieziono na operację. Taka przestroga przed bohaterstwem. Miałam troszkę snu a rano po 7.0 przywieziono już dziecko do mnie. Miałam obawy czy je rozpoznam. W końcu wszystkie noworodki są podobne ale zobaczyłam dzieciaki i wiedziałam od razu które jest moje.
Rano odwiedzili mnie rodzice a po południu mąż. kiedyś mówiłam że nie chcę odwiedzin w szpitalu ale zmieniłam zdanie. Dzięki temu że byli mogłam coś zjeść iść do toalety czy nawet wziąć prysznic.

Czy było strasznie? Nie.
Czy bolało? Tak,ale oczekiwałam czegoś okropniejszego po przeróżnych opisach od innych kobiet.
Czy jeśli zdecydujemy się na drugie to chciałbym sn? Nie wiem. Chyba nie bo.... Obawiam się że bez oxy to już całkiem przegapikabym poród i zorientowała się dopiero przy partych co się dzieje.

7 komentarzy (pokaż)
15 października, 15:28

Anakin tak myślę i myślę dłuższą chwilę co ci napisać o kp. Chyba ogólnie nienajgorzej idzie. mały nie ma problemu z przyssaniem się. Od początku ładnie układa usta, a po drobnej korekcie przez położna jeszcze w szpitalu jest mi nawet wygodnie. Myślałam że kp będzie mnie brzydzić albo że będę się czuła uwiazana. Ale nie. Żeby nie było za idealnie rzadko je dłużej niz 10 min przez co pewnie łapie mało tlistszego mleka i budzi się zazwyczaj co 1.5godziny. czasem rzadziej ale nieczęsto niestety. Jestem przez to bardzo zmęczona. Jedna pierś mocno tryska i mały się dławi. Wtedy kp trwaaa i trwaaa choć samego połykania to właśnie jakieś 10min. W dodatku w połowie tak się ekscytuje piersią że się zapowietrza. To może nie kolki bo aż tak nie płacze ale ból brzuszka, problem z dwójką i czkawki. Ogólnie to ledwo zaczęłam a już wypatruje końca kp
Boje się czasu gdy mąż po opiece wróci do pracy, a jeszcze gorzej Z poligonami. Wstaje wtedy do pracy skoro świt i nie będę mogła liczyć na pomoc a gdy ma poligon to wogole go nie ma przez dłuższy czas.

Wogole to tęsknię Za mężem. Mijamy sie, niby jesteśmy w domu a ciągle wymieniamy tylko komunikaty np. posiedz z nim a ja wezmę prysznic, daj nakarmię a ty Zrób obiad. Brak mi normalnej rozmowy z nim. Ukradkowy pezytulas i całus to wszystko.
Cóż mnie fala oksytocyny do dziecka jak narazie nie zalała.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października, 15:30

4 komentarze (pokaż)
16 października, 10:57

Tak odbijam go. Trochę zawsze sobie beknie. Próbowałam też kp pod górkę ale mały narazie sobie z tym nie radzi.
Też staram się kraść chwile z mężem ale przy takim maluszku ciężko. Narazie prawie nic. Choć wczoraj obejrzeliśmy odcinek serialu+ herbatka+ szarlotka. Pół godziny nasze. Aż się popłakałam że szczęścia.

6 komentarzy (pokaż)
19 października, 15:41

5.10 waga urodzeniowa 3400
9.10 waga wypisowa ze szpitala dziecka 3180 (nago)
16.10 waga dziecka po tygodniu w domu. 3640 (w suchej pieluszce)

I to na samej piersi.... Tak się kończy jedzenie co 1.5 - 3 godziny. A czasem co pół godziny. Kurde chyba za dużo aż przybrał ale co mu zrobię. Przecież nie będzie głodny a piąstki co chwilę do buzi ida. I tak czasem zapycham go smoczkiem.

Moja waga w dniu porodu 79kg to jest +16kg od wagi startowej.
Po przyjeździe do domu waga wskazywała 71.5 i byłam załamana ze aż tyle muszę zrzucić. Obecnie 14 dni po porodzie waga wskazuje 67. A więc do zrzucenia 4kg.... Z czego część to w sumie piersi. Więc.... Nie jest tak źle.

Apropo piersi. Czy one będą takie duże do końca kp czy zaczną trochę maleć? Znam jedną dziewczynę która 2lata kp i biust chyba ma już dłuższy czas taki jak przed ciążą.
A pytanie stąd że nie jestem w stanie zapiąć się w biuście w żadną kurtkę. O ile jesienią można chodzić nonszalancko rozpiętym i zamotanym w szal w okół szyi o tyle w zimie będzie kłopot.

I jeszcze jedna sprawa. 2 tygodnie połogu a ja krwawię jak przy obfitej miesiączce. Dziś kichnelam i poczułam że coś że mnie chce wylecieć. Poszłam do łazienki a tam trzy skrzepy. Jeden malutki, drugi taki sobie i trzeci gigant. Sama nie wiem :/

A kurier przywiózł duży bukiet kwiatów od moich dyrektorów :) drzwi akurat otworzył mąż. Ależ miał minę :D

4 komentarze (pokaż)
21 października, 13:40

Mój malutki miał wczoraj ciężki dzień i nam wszystkim napędził stracha. Od kilku dni charczal noskiem dlatego dostał inhalacje mukosolvanem i kupiliśmy jeszcze nawilżacz powietrza choć w miarę wilgoć mamy ok w mieszkaniu. Dodatkowo poduszka klin zeby wydzielina spływała.

Natomiast wczoraj od 10 rano robił się coraz to bardziej nie spokojny w zasadzie już w nocy spał.dosc glosno, wiercił się, kopał, kwilił. Najpierw to wyglądało na marudzenie ale niestety z czasem przybierało na sile. Koło 15 było już bardzo zle. Nie spał wogole od 7 rano. Prężył się i płakał. Czasem cały sztywnial i robił się purpurowy. Zrobiliśmy mu szybko badanie moczu. Wyszło dobrze. Dostał dicoflor i delicol ale nic nie pomogło. Na espumisanie pisało że można podawać powyżej miesiąca więc nie daliśmy a potem lekarka nam powiedziała że jednak można.
Nie chciał też jeść. Pociągnął dwa trzy lyki i krzyczał jak poparzony. W końcu padł - bo nie powiem że usnął - na max pół godzinki. Odciągnęłam mleko i gdy się obudził podałam mu z butelki. Nawet ładnie zjadł. A potem znowu wrzask aż był purpurowy. Po czym w krótkim czasie (chyba 2godz) zrobił 4 mega kupki. Aż mu się ciemiączko zapadło. Mąż znowu leciał do apteki po elektrolity. Polezal chwilę niespokojny, znow na chwilę przysnął. Też około pół.godzinki ale spał niespokojnie. Krzywił się i poplakiwal przez sen. Wstał i zjadł - znów wrzask i kolejna mega kupa.
Postanowiliśmy dać koło 19 mm. Dziecko zadowolone i skrajnie zmęczone usnelo przed 21 Usbelo spokojnie i spało do 24. Kiedy to postanowiłam go obudzić bo to za długo bez jedzenia dla takiego maluszka. Wsunął kolejna porcję mm i spał do prawie 6 i kolejna porcja kolo 9.
Jakby mi dziecko podmienili! Cichutkie, uśmiechnięte! Patrzył sobie na karty kontrastowe, podnosił główkę i fakt trochę postekal ale jak się po prostu znudził.

Swoje mleko odciągam ale chyba chwilowo będziemy na mm.
I tu pytania.
1. Zaczął jeść o 9 i skończył o 9.30 a po chwili stwierdził że jednak mało i dojadl. Ostatecznie skończył o 10. Jak długo mogę trzymać przygotowane mleko na wypadek dojadania porcji. Nie dorabiałam mleka po prostu początkowo trochę zostawił.

2 miał jeść okolo 12 (3h od 9) ale skoro dojadal to mam liczyć przerwę od momentu kiedy skończył? No i poszedł.spac o11.30 więc nie będę go budzić tak szybko.

3 jak to zrobić logistycznie żeby mleko było gotowe w miarę na czas - woda chwilę stygnie :/ a on się w nocy denerwował że jeszcze nie ma jedzenia. Po prostu wstajecie chwilę przed planowanym karmieniem? A jak mały sam się nie obudzi na daną godzinę?. Wybudzać? Czekać?

4 jak bardzo rygorystycznie należy przestrzegać godzin karmienia przy mm?

Standardowe pytanie: co jadłam. Ano nic nowego czego nie jadlabym w poprzednich dniach poza kilkoma dosłownie czipsami.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października, 13:45

12 komentarzy (pokaż)
22 października, 10:35

Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Są bardzo pomocne. Ja narazie karmie tym którym dokarmiano go w szpitalu. HiPP combiotic ekologiczne. Będę próbować moje mleko powoli podawać ale ponieważ w zasadzie nic nowego wtedy nie jadłam to możliwe ze szkodzą moje leki lub napój na laktacje więc może być pozamiatane.

3 komentarze (pokaż)
29 października, 18:12

3tyg +3dni

Siedzimy w domu. Wycieczka na kontrolę do przychodni skończyła się kolejna wycieczka do przychodni. Jest katar. Nie bardzo duży ale wystarczy żeby mały charczal noskiem, odchrzakiwal czy odkasływal spływająca wydzielinę. Robimy mu inhalacje czasem wyciągamy glutka Fridą. Na trochę pomaga.
Jednak z tego powodu nie było spaceru i raczej już go.nie będzie. Utknęłam w domu do wiosny - poza niezbędnymi wyjściami na szczepienia, USG bioder itd. patrzę na wózek który stoi w kącie pokoju i klnę w głowie na cholerę mi on był. Ciepło będzie najwcześniej w marcu (a i to może nie!). Będzie miał 5 miesięcy. Gondoli możliwe że nie użyjemy ani raz. Lekarka i położna środowiskowa też odradzają wychodzenie z nim w tym stanie. A gdy mu się poprawi pewnie będzie już za zimno. Teściowa mówiła kiedyś że z moim mężem też wyszła pierwszy raz dopiero na wiosnę. Już rozumiem. Nie żebym bardzo chciała spacerować. Nienawidzę spacerów ale ile można siedzieć w domu jak w więzieniu. Gdyby nie kurs który mam dwa popołudnia w tygodniu to chyba bym już zwariowała.
Na dobrą sprawę siedzę zamknięta w domu już chyba z 5 tygodni bo przed terminem też już nie szarzowalam. Nie brakuje mi wspomnianych spacerów bo serio ich nieznosze i w zasadzie to mogę tak zamknięta w tej mojej wieży siedzieć. Jednak brakuje mi swobody. Tego że jeśli chce to moge. A nie mogę. Nie mogę nawet śmieci wynieść jeśli jestem sama z małym. A przeważnie vjestem z nim sama. Moja matka nie przychodzi choć mieszka 10min drogi stąd. Woli sobie po wielce męczącej pracy w urzędzie - gdzie połowę czasu pracy siedzi w szmateksach - iść spać po południu. Zresztą może to i lepiej. Te jej rady przez SMS są kretyńskie. Serio moja matka to ta okropna teściowa z dowcipów. Mój ojciec był kilka razy ale on się boi dotknąć tak małe dziecko. Mąż chodzi już do pracy. Większość dnia jestem sama. Boli mnie kręgosłup od lulania i noszenia. Jedyne co robię to karmie i lulam. A potem karmie siebie tym co znajdę w zamrażarce. Nie gotuje, nie sprzątam. Jedynie pranie puszczę. Gdy lulam trochę czytam eboki. Moja jedyna rozrywka. Nie mam kiedy robić cokolwiek innego. Przestał spać, odłożony do łóżeczka od razu otwiera oczy. Ma tylko jedną dłuższą drzemkę w dzień.

Już nie kp. Tzn jak bardzo płacze i chce go na szybko uciszyć to podam piers do zaspokojenia największego głodu. Ale przeszłam na kpi + mm w nocy. Jestem bardzo zadowolona. Już nie wisi godzinami na mnie po czym nadal jest głodny. Je z butli i wiem ile. Karmiąc patrzymy sobie w oczy, obserwujemy twarz. To milion razy lepsze od kp. W końcu czuje coś pozytywnego do dziecka w trakcie karmienia zamiast myśleć "no kuźwa znowu chcesz jeść?". Moze mnie też wyręczyć mąż. Odciąganie jest upierdliwe to fakt i nie odciągam w nocy. Mam w nosie zaburzanie laktacji. W nocy karmimy mm. Dzięki kpi i mm w końcu pojawił się nam luźny plan dnia i nocy zamiast chaosu. Problem był w tym że w lewej piersi prawie nie ma mleka a w prawej tryska fontanna. Albo był głodny albo się dławił dlatego wiecznie był głodny. A teraz zje z butli i zadowolony.
Kiedy pokarm się skończy przejdziemy na mm i super. Zresztą bez moich napojów na laktacje i z tym chronicznym zmęczeniem już jest go coraz mniej.

Mały zasypia zazwyczaj koło 20. Ja idę spać okolo 22. Próbowałam wcześniej ale nie ma szans żebym usnęła. Czasem i o 22 ciężko mi idzie. Próbowałam mu przesunąć godzinę spania ale na próżno. Gość jakby miał zegarek wbudowany. No więc od 22 do 24 śpię jeśli usnę od razu. Potem karmienie i pielucha i kolo 1 znowu usypia. Śpi tak max do 3.30 kiedy to robi kupę dnia. Ja wtedy mam już 4h snu. I zazwyczaj to wszystko.

Po dwóch blokach snu pod rząd włącza mu się aktywność. Zazwyczaj do 6 kiedy to robi się jasno i już nie mogę usunąć lub maluch zasypia na tyle płytko że stęka przez sen, więc ja znów nie usnę tylko leże i nasłuchuje czy jeszcze śpi czy już się wybudził. Wstajemy po 7. Czasem uda mi się dospac ta godzinę. Zazwyczaj nie. W dzień też nie potrafię usnąć choć ciągle próbuje bsie nauczyć. W weekend mąż bierze jedno karmienie nocne. Wtedy mogę więcej pospać. Są też złe noce kiedy śpię poniżej 4h. Niestety. Wogole mąż tak dużo robi i sam z siebie czyta o dzieciach że aż jestem w szoku czasem. Jest dla mnie ogromną pomocą czy to w weekend czy po południu po pracy. W tygodniu wysyłam go spać do innego pokoju. Prowadzi auto, czasem strzela w pracy więc nie ma mowy o wstawaniu w nocy do małego w tygodniu. Chce żeby mąż bezpiecznie dojechał i wrócił z pracy. Nie będę ryzykować że z powodu niewyspania przydarzy się wypadek.
Tylko z pracami domowymi zaczął się obijać i czasem warkne na niego że sterta prasowania urosła albo że rondelki się skończyły i nie ma w czym obiadu podgrzać a on siedział w komórce kiedy ją usypialam. Ale to że zmęczenia tak zrzędze, bo na prawdę mam w nim ogromną pomoc. Pierwsze co robi po powrocie to bierze małego i robi co trzeba koło niego akurat. Karmienie czy pieluchę czy ponosi go chwilę. Każe mu iść jeść obiad ale jedzenie może dla niego poczekać. Chyba byłby lepszym opiekunem małego niż ja. Ja nie potrafię zrezygnować z siebie, a on tak. Ma też wiecej cierpliwości i cieszy się maluchem. Ja marzę aby był starszy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października, 18:13

11 komentarzy (pokaż)
30 października, 10:51

Wiem wiem z tym hartowaniem i trochę właśnie boli mnie że siedzimy w domu bo wiem że zaowocuje to chorubskami jeśli posiedzimy tak dłużej.zapowiadaja ciepło w weekend. Może wyjdziemy...???



Pytanie blondynki... Jak robicie te zakupy logistycznie? Pod koniec ciąży dzukalam w sklepach babek z gondolami ale nie widziałam ani raz. Ze dwa razy tylko widziałam mamę z dzieckiem w foteliku samochodowym wsadzoym do wózka sklepowego- dziecko 7 i 9miesiecy (znam je ;)) ale i tak zakupy były z mężem, nie samemu. W nie spożywczym np Pepco widywałam kobiety z dziećmi nawet dość małymi ale znów już w spacerowkach.


Najbliżej mam biedronkę. No to wjeżdżam tam tym wózkiem i co dalej? Co z koszykiem? Nie ogarnę koszyka w jednej ręce i prowadzenia wózka drugą ręką. Na wózku nie mam jak zawiesić plastikowego kosza. Hmm no wiem że głupie pytanie ale nie mam pojęcia jak to logistycznie rozegrac.

Każdy inny sklep to już wycieczka autem - mieszkam na nowym osiedlu czyli na odludziu.

Boje się że mi zgłodnieje albo się rozedrze na cały sklep...muszę jeszcze karmienie poza domem bjakos rozpracować. Jakiś termos kupić?

Anakin gdyby nie cena mm to wogole nie chciałoby mi się odciągać... ;) Wiem że można kupić jakieś tańsze mleka no ale byle czego nie chce dawać.

Anemic to kurs j. Niemieckiego. Chusta.... Chyba wolę nosidło ergonomiczne i poważnie o nim myślę tyle że na wiosnę bo w zimie i tak pod kurtkę go nie zmieszcze.

11 komentarzy (pokaż)
2 listopada, 13:40

No więc spacery się odbyły. W obliczu 20 stopni w listopadzie mąż nie miał wymówki że jest za zimno dla takiego malucha. Ja zresztą też.
Wrażenia??? Nie widzę samotnych spacerów z nim. Cały czas ryk. Possie smoczka pół minuty, wypluwa i ryk. Krótki moment kiedy udawał Że śpi był piękny... Lezal wtedy spokojnie akurat tak długo by zrobić sobie zdjęcie.
Nie wiem dlaczego inne dzieci potrafią leżeć spokojnie a ten nie.
Jeszcze w trakcie stwierdził że nie dojadl a nigdzie wokół bloku w promieniu 15 minut spaceru nie ma żadnej ławki. Dałam mu więc butle byle jak w wózku. Trzy lyki i oczywiście więcej już nie chce. Paranoja. A żeby się wogole z domu wybrać? To jakiś cyrk. Najpierw je potem kupa potem znowu dojada ta samą porcje. Potem zadowolony więc idę ja się ubrać. Ledwo odłożony uderza we wrzask. Potem znowu dojada, ubieramy w ciepły pajacyk. Wrzask. Tego się nie da opisać. Razem z mężem zbieraliśmy się dwie godziny żeby wyjść i w sumie powinnam była się już wtedy odciągać a nie wychodzić. Dwie godziny bo mąż go zajął gdy się ubierałam, przygotował wózek, torbę do wózka itd. sama nie mam szans wyjść. Nie z nim.
Nie ma mowy. Sama z nim spacerować nie będę. Musi podrosnąć i przestać krzyczeć bez powodu. Pozostaje wietrzenie na balkonie a spacer ewentualnie w weekend z mężem.

Już jestem chora na myśl że jadę z nim sama za 2 tygodnie na USG bioder... Niech się coś zmieni w tym czasie bo oszaleję.


Dziewczyny on tak zawsze je. Nie jestem w stanie zrobić karmienie i odjazd Izabellę :( on nie wsunie na raz porcji 100ml prawie nigdy. Je po 20-45ml co chwilę i nie da sobie wmusic całej porcji. Dlatego wiecznie jest wrzask. Albo dlatego że sam wypluł smoczka albo dlatego że nie jest na rękach albo dlatego że jest na rękach ale my nudno albo bo jest zmęczony a walczy ze snem. Nie mam siły go już nawet w domu ogarniać a co dopiero siebie i spacery. Nie nie nie. Musi podrosnąć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada, 13:46

10 komentarzy (pokaż)
5 listopada, 09:49

Maluszek ma już miesiąc. potrafi
- skupić wzrok na przedmiocie
- podążać wzrokiem za czymś co go zainteresuje
- odwracać głowę w stronę gdzie słychać dźwięk
- jak ma odpowiednia motywację to podnosi główkę leżąc na brzuchu
- pojawiają się pierwsze uśmiechy jeszcze nie całkiem świadome.
- przeciąga się gdy kończy drzemkę. No chyba że budzi się z krzykiem "jeeeeść"
- potrafi przekręcić się na boczek jeśli go płożyć na płasko.

3 komentarze (pokaż)
8 listopada, 09:12

Moje nieodkladalne dziecko wczoraj i dziś bawilo się na kocyku SAMO przez 20min! Zrobiła sobie śniadanie i zjadłam jak człowiek. Potem wprawdzie jedną ręką go karmiłam a druga się odciągalam bo się stęsknił ale i tak było super. Przedwczoraj odważyłam się na spacer. Było dobrze! Prawie weszłam do biedronki ale... Przypomniałam sobie że nie wzielam portfela ;)
Wczoraj nie. Wczoraj był fatalny dzień. Męczyły go gazy tak bardzo że nie mógł mieć nawet krótkiej drzemki przez co tym bardziej był marudny. Dziś zobaczymy.


Będziemy lada dzień montować karuzele. Chyba już czas. Tylko nagle zaczął preferowac główkę tylko na lewo i ciężko go zachęcić do przekręcenia na dłuższą chwilę. Jeśli dobrze powiesimy karuzele to może też pomoże.

Ah zapomniałam. Pojawiają się już katalogi świąteczne. Myślę co tu kupić pod choinkę. Będzie miał prawie 3 miesiące w święta. Sorter? Miękkie klocki? Piłki sensoryczne? Kostka manipulacyjna? Na pewno będzie jakaś książeczka. Matę edukacyjną już ma - za niedługo spróbujemy czy już się nią zainteresuje ale póki co pewnie by tylko patrzył na zabawki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada, 09:32

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)