BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Niecierpliwa nadzieja

Autor: abbigal
Przejdź do OvuFriend i przeczytaj moją historię starania się o dziecko
Wstęp

Moja ciąża: jeszcze nie wiem, czy jest moja na 9 miesięcy czy tylko na chwilę

30 maja, 16:51

Chciałam zobaczyć co się stanie jak zaznaczę pozytywny test na OF, a czekałam na to prawie 6 lat... no to jestem. Zresztą za mną już 5 rosnących wyników beta HCG, więc znak, że tym razem coś się dzieje. Ale na razie napiszę tylko tyle:

- wg. OM jestem w 6 tc.

- ostatnie badania Beta HCG 15.547 mIU/ml a po dwóch dniach 25.775 mIU/ml - przyrost ok 66%, więc niby w normie. Jak to mówi mój mąż - jeszcze tak bardzo w ciąży nigdy nie byłam.

- poza sennością po godzinie 21. i delikatnie tkliwymi piersiami nie mam żadnych nadzwyczajnych objawów. Nie czuję się w ciąży.

- W 5t i 4d., czyli dwa dni temu na USG zobaczyłam tylko czarna plamę w postaci pęcherzyka ciążowego. Tylko czarna mała plama. Nic więcej. Ani śladu zarodka :(

Doktorek powiedział, że może być za wcześnie, ale też może się okazać puste jajo płodowe (tak wiem, już przerabiałam 4 lata temu).

Podobno nic dwa razy się nie zdarza, podobno puste jajo zdarza się tylko raz, ale przecież życie nie musi być usłane różami.

Następne USG 7 czerwca... pozostaje tylko się modlić, a może takie zaklinanie rzeczywistości przez przejście na fioletową stronę też nie zaszkodzi...

3 komentarze (pokaż)
5 czerwca, 10:00

Doktorek mówił, że te 10 dni będzie trudne. Myślałam, że jesteśmy twardzi. Oboje. Już tyle przeszliśmy.
Do dzisiaj było jako tako. Ja codziennie informowałam męża, że nie mam ŻADNYCH objawów. Brzuch nie boli, piersi miękkie, nietkliwe, nie bolą. Żadnych złych zapachów. Nadal nie wiem co to są nudności. Apetyt jak zawsze spory. Częstotliwość w wc w normie. NIC. On mi czytał za to komentarze z Internetu, że wiele kobiet nie ma żadnych objawów nawet w bardziej zaawansowanej ciąży. I tak jakoś te dni mijały.
Dzisiaj rano m. wstał i stwierdził, że no on tak wierzy już 50/50. No to prawie jak ja od początku. Ja bardziej wierzę w Boski cud niż w medycynę, bo statystyki, że puste jajo zdarza się raz to można sobie włożyć w bajki...

Jak dojechaliśmy dziś oboje do swojej pracy to oczywiście zdzwoniliśmy się i m. zaczyna dywagować, że może owulacja była później, że może zaszłam w ciąże przed samym spodziewanym terminem @ i takie tam baju baj. No to zaczęłam zbijać jego argumenty, że po pierwsze mam wykres temperatury i wiem kiedy owulacja była, po drugie serduszkowanie było PRZED owulacją a nie w jej dniu ani dzień-dwa dni później, więc odpada. No to powiedział, że to ja tylko od miesiąca gadam, że nie mam objawów, że tylko prorokuję, że się nie uda i że ma dość i się rozłączył. Oddzwaniałam do niego chyba ze dwadzieścia razy non stop w końcu odebrał i powiedział do widzenia.
Chce mi się ryczeć, a siedzę w pokoju z ludźmi, którzy kompletnie nie wiedzą co się u mnie dzieje. Z nikim nie mogę pogadać, bo jesteśmy tylko MY sami ze swoimi obawami i marzeniami.
M. oddzwaniał przed chwilą całe dwa razy, ale nie odebrałam. Nawet napisał sms, że przeprasza i że nie będzie już myślał nic tylko postara się mnie wspierać, ale teraz to niech się buja. Ja sama ze swoimi czarnymi myślami jestem zaadaptowana, ale jak on zrzuca jeszcze na mnie swoje negatywne emocje to nie daję rady :(

Nie wiem jak przetrwamy do piątku. I jak w ogóle przetrwamy ten piątek, wyrok. Jasne, że w głębi serca mam nadzieję, że coś się pojawi na tym cholernym monitorze poza czarnym pustym pęcherzykiem, ale nawet nie mam przesłanek, które podtrzymywałyby tą nadzieję :(
Przeraża mnie perspektywa ponownego łyżeczkowania, szpitale, zwolnienia lekarskie, tłumaczenie w pracy. Masakra i beznadzieja.

Nie rozumiem, co my takiego światu zrobiliśmy, że los gra z nami w kotka i myszkę.
Ja na prawdę mam cichą nadzieję, że to tylko moje czarnowidztwo, ale kurczę, tak ciężko mi uwierzyć, że będzie dobrze.

4 komentarze (pokaż)
8 czerwca, 08:31

Dziewczyny! Bardzo Wam dziękuję za wsparcie :* Naprawdę potrzebowałam dobrego słowa, bo ostatnie 48 godzin przed badaniem usg, to myślałam, że zejdę na zawał.
I wiecie co? Stał się cud :)
Nasz Mały Cud ma 6,87 mm i ma głośne bijące serduszko <3 !!! :D
Wg doktora i OF 6t.6d. Wg usg 6t.4d. Mały poślizg, ale doktor powiedział, że w normie.

6 lat oczekiwany cud, z 0% morfologią męża, bez stymulacji, bez procedur, normalnie cud, o ile cud może być normalny :) Aaa, co najważniejsze - cud nowenny pompejańskiej ;)

Byliśmy u nie naszego doktora w Klinice. Doktor bardzo sympatyczny. Ja oczywiście sceptycznie nastawiona, a mąż chociaż zgrywał twardziela, to też nie był sobą.
Jak doktor uruchomił usg, to prawie od razu powiedział - no to już mogę państwu powiedzieć, że wszystko dobrze. Ja sobie wtedy pomyślałam - Nie, no kretyn nam się trafił. Jeszcze nic nie widać, jeszcze nie wie, że nic nie znajdzie a już nam nadzieję robi. A doktor w najlepsze gada dalej - no to teraz tylko powoli szukamy Małego Człowieka... Ja - pffff, a doktor - o tutaj jest! :) :) :)
Włączył nam serduszko, całkiem normalnie biło ;) a m. później mówił, że szkoda, że tak krótko, bo on to był chciał ciągle tego słuchać <3 <3 <3

Doktor powiedział, żebym pamiętała, że nie mam wpływu na przeszłość, ani na przyszłość, żebym nic nie planowała i cieszyła się chwilą. Takie tam carpe diem Horacego.
Cieszę się, no cieszę, ale tak bardzo się boję. Brrr. Wiem, że jeszcze wszystko przed nami, że mój zespół siogrena może źle (tfu tfu) wpływać na serduszko Małego Ludka, że może zdarzyć się wszystko...
Ale tak jakoś bardziej ufam teraz, że Matka Boża będzie nadal czuwać nad nami. W sumie tylko ufność w Boga nam została, bo teraz nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej.

A ja nadal nie czuję się w ciąży, nie mam żadnych objawów poza wieczorną sennością i brakiem @. Nawet piersi nadal nie spełniają moich oczekiwań :P
Zaraz dzwonię i umawiam się do naszego doktorka, bo tak naprawdę to nie wiem nawet co mam zażywać i ile i jakie badania, no nie wiem nic. Chyba nadal jestem w szoku. :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca, 08:38

6 komentarzy (pokaż)
13 czerwca, 08:57

I
W związku z moim zespołem sjogrena reumatolodzy z Instytutu mówili, że jak tylko zajdę w ciążę, to mam zgłosić się do dr T-Cz, bo to specjalistka od ciąż z sjogrenem. Nie udało mi się jeszcze ustalić czy przyjmuje prywatnie. W szpitalu na Karowej termin na połowę sierpnia (hahaha) Panie w rejestracji powiedziały żebym przyszła we wtorek, bo dr przyjmuje 9-15, to może mnie pod koniec dyżuru przyjmie. Zwolniłam się z pracy, przyjechałam przed 14, a tam już od dłuższego czasu pani dr nie było, bo skończyła przyjmować. Płacą jej za dyżur w przychodni za 6 h., nie ma wolnych terminów, a babeczka kończy z 1,5h przed upływem dyżuru. WTF?
No nic, spróbuję za tydzień we wtorek. Pojadę tam chyba w samo południe.

II
Wczoraj byliśmy na wizycie u doktorka. Szczerze - jesteśmy oboje rozczarowani. W ubiegły pt. ten inny doktor to i spódniczkę mi polecił ubrać i parawan zastawił, żebym się komfortowo czuła, a mąż tylko podglądał monitor. Do tego zrobił dostawkę do fotela, tak, że leżałam bez tych nóg w górze. A nasz doktorek wczoraj - bezpardonowo kazał mi siadać na fotel, nogi w górę, tak że mąż mnie w całej okazałości "podglądał" :P wiem, że wszystko "zostaje w rodzinie". Kurczaki, tak jakoś mało humanitarnie się poczułam.
Ale kit z tym. Bardziej nas rozczarował tym, że po tej wizycie to wiemy tylko, że Mały Człowiek nadal tam jest i że mu bije serduszko. Doktorek robił usg na tym samym aparacie, co w pt., więc pytam czy możemy usłyszeć to serduszko, a on nawet nie zareagował, więc nie usłyszeliśmy :( Nie powiedział nam jak duży jest Kropek, ani jak mu bije serduszko. Czy ma dobre parametry. Powiedział tylko, że na razie jest dobrze, ale nie znamy jeszcze kondycji ciąży, że jestem jak wydmuszka i mam unikać przeziębień, infekcji itd.
Nadal nie wiem czy mam brać Metypred i Plaquenil, no bo doktorek stwierdził, że to reumatolog powinien zadecydować. Taa, już czuję, że stres mnie nie opuści :|
Generalnie mamy zaufanie do doktorka, bo chociaż czasami jego metody nas zadziwiały i mieliśmy chwile zwątpienia, to jednak dzięki niemu jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Mam zrobić badania krwi i kolejna wizyta za 2 tygodnie. Mam nadzieję, że to będzie kolejne spotkanie z Kropkiem. Tak bym chciała żeby zamiast tej szarej plamki na usg były rączki, nóżki no i baaardzo mądra główka :)

III
Z ciążowego pola walki - czuję się świetnie (???). Żadnych dolegliwości, złego samopoczucia, ba, nawet na męża nie krzyczę i nie wściekam się częściej niż zwykle, a on to niezmiennie dzielnie znosi :P Nadal nie czuję się w ciąży, nadal nie mogę uwierzyć. Boję się, że mój organizm jeszcze (7t5d.!) nie zajarzył, że jest odmiennego stanu. M. mówi, że jestem wielkim niedowiarkiem. Dwa usg, a ja nadal wątpiąca. Ech.

4 komentarze (pokaż)
17 czerwca, 17:16

Jestem nienormalna. Wiem.
Zrobiłam dzisiaj zlecona przez doktorka badania. Oczywiście prywatnie, więc kazałam mężowi doliczyć naszemu dziecku do rachunku 300 zł :P Ale nie w tym rzecz co do mojej nienormalności.

TSH - 1,39 (w maju było 1,62 ; rok temu 1,38)
FT3 - 2,52 (w maju było 3,11)
FT4 - 1,22 (w maju było 1,73 ; rok temu 1,75)

Niby wyniki ok, a ja już się doszukuję, czy ciąża się nie wyłączyła, skoro mi hormony tarczycowe w ciągu miesiąca spadły? Cały czas od 2-3 lat zażywam taką samą dawkę Euthyroxu, więc to na pewno nie efekt leków. Te obawy chyba w życiu mnie nie opuszczą :|
W sumie to nie wiem, czy wyniki są ok, bo się nie znam, a wydaje mi się, że w ciąży widełki są większe (???).
Jak się jutro nie dostanę do tej lekarki na Karowej od sjogrena to chyba oszaleję przez najbliższy tydzień, bo dopiero za tydzień wizyta u doktorka :(.

Ciążowo bez zmian. Brzucha nie zauważam. Nadal płasko. Co prawda założyłam sobie na zamek w spodniach gumkę, żeby mnie nie uciskało, ale to tylko tak profilaktycznie. Puszą, że najszybciej brzuszek się rusza u szczupłych, drobnych i niewysportowanych (to ja, to ja) a tu nic takiego :| Wiem, że 9 tc to nie 29 tc, ale tak chociaż mini mini coś by mogło już wystawać, skoro piszą w "mądrych" internetach, że macica rośnie i ma wielkość małego melona o_O Gdzie ja mam ten melon???

Senność się zmniejszyła, o czym świadczy fakt, że nadal siedzę w robocie. Innych objawów brak. No bo czy objawem może być to, że wieczorem jak zjem i to nie za dużo, to czuję się jakoś niestrawnie na żołądku. Nie jest mi niedobrze w klasycznym rozumieniu, ale jakoś tak ciężko i nieprzyjemnie się czuję. Dwa to zauważyłam, że mam troszkę większe problemy z opróżniane żołądka (lekkie zaparcia?). Może już sama doszukuję się na siłę czegoś czego nie ma. Ogólnie czuję się świetnie, jak nie w ciąży.

Mały Ludku, jak ja bym chciała sprawdzić czy Ty tam jeszcze jesteś i jaki duży jesteś. Teraz! Natychmiast! Cierpliwość nie jest moją zaletą :|

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)