BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Nasze dwa szczęścia już na świecie:)

Autor: futuremama
25 sierpnia 2015, 12:32

Jestem w końcu. Spisuję to wszystko na raty bo inaczej nie da rady :D Ale chcę to wszystko gdzieś mieć, bo choć nie było łatwo to chcę to pamiętać.
Dzięki temu przecież ten maleńki (4 kg żywej wagi:D) cud buja się obok mnie w swojej huśtawce :) O dziwo nawet śpi i o jeśc nie woła :D
Ogólnie jak to było?
W sb mnie nie przyjęli jak już pisałam. W nd od 10 miałam delikatne skurcze od 11 bolało i regularnie ściaskało. Pojechaliśmy sobie jeszcze do pałacyku na wodzie, wypiliśmy dobra kawę mrożoną i stwierdziłam że wolę wrócić do wro.
Jako niedoświadczona przyszła mama jakoś po 18 stwierdziłam że jedziemy. Pobadali, przyjęli, dali na porodówkę, podali antybiotyk na GBS i dopiero podłączyli pod KTG. No i sobie poleżałam, bo moje skurcze to ponoć nie skurcze bo podbrzusze się nie liczy tylko cały brzuch. rozwarcie 1-1,5 cm nie postępowało i nie wiadomo co robić. Poleżałam sobie dalej w boksie słuchając jak dziewczyna z boku szaleje i krzyczy z bólu, bo skurcze miała a szyjka twarda i nie chciała puścić. Ok 23:30 decyzja że jej robią cc a mnie przeniosą na salę. Oczywiście się tam poryczałam jak usłyszałam płacz dziecka :D
W pn rano na obchodzie lekarz stwierdził że po terminie to czekamy, dzisiaj mi nic nie będzie robił a jutro mnie zbada. No i nic się nie działo prócz tego czopa o którym pisałam. Wieczorem dziewczyny sisę ze mnie śmiały bo dostałam głupawki i stwierdziłam, że już nigdy nie urodzę. Z resztą moje dziecko na wieczornym KTG też spało i wcale nie wykazywało chęci wyjścia.
Jak zabita przespałam noc (jedynie z przerwami na "brzuchy do badania") i nadszedł TEN poranek. Wstałam wyspana, nic sie nie działo i nagle ok. 8:30 przyszło śniadanie a mnie znów zaczęło boleć podbrzusze. Doszedł do tego krzyż. Mówię - nic się nie dzieje, tak już bolało i mówili że to nic. Ale bóle/ skurcze łapały dosyć mocno i leciało coś ze mnie. Stwierdziłam, że poczekam do 9 na obchód. Oczywiście lekarz nie przychodził i się zastanawiałam czy do położnych zgłaszać że coś leci. No ale w głowie miałam, że pewnie znów mnie odeślą. O9:45 w końcu przyszedł lekarz, mówię mu że chyba coś się dzieje, a on "dobrze dobrze i tak Pani obiecałem badanie". Poszłam za chwilę i mówię, że jak mi powie że nie rodzę to się wkurzę :D Zbadał - prawie 4cm i "to ja zrobię Pani więcej". Aż mnie w fotel wbiło :D
No i co... same przyjemności. Lewatywa znów, pani kazała mi się w sali przebrać w ich koszulę i przejść na porodówkę. Wiece taka seksi, wiązana z przodu po całej długości tylko szkoda że mi do pół tyłka tylko sięgała. Szlafroka nie miałam więc ręcznikiem tyłek zakryłam i heja.
Położyli mnie na sali rodzinnej, podpięli pod KTG. Leżenie było najgorszą opcja gdy łapały skurcze ale nie było wyjścia. Poczyściło mnie z jednej i drugiej strony.
Mąż dotarł. Chwilę po 11 było 5cm. Ból znośny, myślę sobie spoko - nie jest źle, bo ponoć od 7cm już z górki.
O jakże błędne było me myślenie.
W szczegóły nie ma co się zgłebiać. Ogólnie prysznic to zbawienie wg mnie przy skurczach. Ja mnie łapały to szalałam, w przerwach odpływałam. Było gorąco, ja zmęczona. w pewnym momencie błagam o znieczulenie jakiekolwiek. Dostałam paracetamol :D
No i przyszedł moment pod prysznicem kiedy poczułam, że ciśnie :D Akurat położna się nawinęła (bo tak to miała w nosie, przychodziła tylko, przynosiła rzeczy itd. szykowała wszystko), więc jej to mówię. Zabrała mnie do badania i mówi, że jest pełne rozwarcie, mam robić co chcę. Wody nie odeszły jeszcze ale twierdziła że są czyste więc niech mały z pęcherzem wejdzie w kanał. Kilka partych wymęczyłam i pęcherz pękł. Jak się okazało – wody zielone. Tu już kazała mi się położyć, nóżkami i rekami zaprzeć no i się działo. Przyszło ileś osób, nie ogarniałam. Coś mi tłumaczyła że padiatra i ktoś tam ale mało mnie to obchodziło. Ogólnie ciężko, dawali mi tlen żebym oddychała między skurczami „brzuszkiem dla maluszka”, bo naprawdę było duszno. Wiem, że mały nie mógł wyjść. Nacięła mnie (szczypało), a potem jakiś lekarz jakby od góry przyciskał mi brzuch żeby pomóc małemu się wysunąć. Główka, potem barki jeszcze nie chciały wyjść, no ale co się dziwić. Godzina 14:22 i jest nasz mały wielkolud :D
I wtedy nagle to wszystko co się działo wcześniej straciło znaczenie. Położyli mi płaczącego małego, obok mąż ze szczęścia płakał :) Coś niesamowitego. Potem łożysko to pikuś. Ja tylko obracałam głowę na boki, patrząc to na męża to na synka.
Niestety dostał 7pkt, a zaraz 8 i tak już zostało. Zabrali mu pkt za napięcie mięśniowe i jeden za kolor skóry.
Później mąż go trzymał zawiniętego w kokonik a mnie babeczka zszywała. Tak się wcześniej tym stresowałam, a tu naprawdę – po porodzie to wszystko to było nic. Najważniejsze że mały był z nami :)
Potem leżałam jakąś godzinę, może niecałą na łóżku na porodówce jeszcze. Kazali mi zjeść, a mały był obok w „jeździku”. Teraz sobie pluję w brodę, że go wtedy nie próbowałam karmić ale w ogóle mi to do głowy nie przyszło a położna też się nie interesowała. Przyszła tylko przed 16 że z pomocą męża mogę iśc pod prysznic a maluszka zabierają do maluchów.
Przedziwne uczucie pierwsze kroki. Taki „pusty” brzuch :D Śmiałam się że tak mi dziwnie jakby kręgosłup wsparcie stracił :D Ale dzielnie starałam się chodzić.
Przed 20 mogliśmy zabrać Kubusia do nas.
Pierwsza próba przystawienia do piersi – porażka. Później coś próbowałam ale płakał, więc dałam mu mm. Byłam zmęczona, więc stwierdziłam że dopiero rano będę próbować. Oczywiście i tak jednak walczyłam w nocy, ale dokarmiałam mm żeby nie był głodny.
Na drugi dzień rano przy badaniu pediatra stwierdziła że ma zółtaczke. W pierwszej dobie to nie jest normalne. Zbadali mu krew, za wysoka bilirubina jak na pierwszy dzień i decyzja – naświetlamy. No i zabrali go na 16h :( Wieczorem próbowałam ściągać pokarm ale poszło może kilka ml. Byłam załamana. Zaglądałam do niego ale karmili go mm. Ogólnie był niespokojny, potrzebował przytulania. Ale co tu dużo mówić jak z matki nie chciał wyjść, dopiero 5 dni po terminie a potem mu przy mamie nie pozwalali być. Rano udało mi się ściągnąć 10ml ale pozwolili mi o 7 go zabrać, więc próbowałam go karmić normalnie. Na wizycie lekarka stwierdziła że bilirubina mało przyrosła wic nie naświetlamy tylko obserwujemy. Byłam szczęśliwa że mam go przy sobie ale to był błąd. Następnego dnia skoczyła wysoko i znów naświetlanie, tym razem 14 h od 16tej. Z laktacją lepiej bo prawie 30 ml za jednym razem ale dla mojego głodomorka to mało było więc dokarmiali.
Łudziłam się że nastepnego dnia nas puszczą do domu. Miałam dość duchoty w szpitalu, braku dziecka przy sobie, braku prywatności, jakiegoś przedmiotowego traktowania, jedzenia... Jak w sb lekarka stwierdziła, że musimy zostać i znów 14h pod lampami to wyszłam ze łzami w oczach. Mąż pocieszał, ja jak mantrę powtarzałam że już niedługo. Ale jak wzięli Kubę na naświetlanie przyszedł kryzys. Mały wciąż płakał. One chciały żebym go uspokoiła, ale co go brałam na rece, karmiłam to było ok, jak chciałam odłozyć – płacz, Byłam bezradna. W końcu spadły mu okularki, zobaczył mnie i się wyciszył. Potrzymałam go tak trochę, pokarmiłam, dopiero wtedy założyłam okularki i odłożyłam pod lampy, bo zasnął. Wyszłam i wtedy się rozkleiłam. Ta sytuacja nie miała dobrego wyjścia. Siedzieć tam – bez sensu, bo nic nie mogę zrobić, on musiał leżeć jeszcze pod lampami. Siedzenie w pokoju, dramat bo nie wiem co się dzieje i zostawiłam tam dziecko. O 20 beczałam jak głupia i odliczałam godziny do 4, żeby go zabrać.
Rano badanie, mój błagalny głos że mam nadzieję że nas wypuszczą. Lekarka sprawdziła blilirubinę – 11,6 i nas pusciła. Co prawda na wypisy musieliśmy długo czekać, ale to już było nie ważne. Liczyło się tylko to że idziemy do domu.
A tu już się zaczął zupełnie inny rozdział :)
Wypracowanie napisane, tu jeszcze tyle do opisania.
W końcu nasz skarb kończy dziś 2 tygodnie :) A ciekawski jest od samego początku :) Nie chciałam żeby spał w tym bujaczku ale cóż... 2h przespane, Wow :) Ale kupa poszła, to już niewygodnie i się budzi. No i standard - na pewno już zgłodniał ssak jeden :D
A niestety mój brzuch bardziej pokiereszowany niż myślałam. Wcześniej nie widziałam tego. Trochę ciastowaty. Za to waga - 2kg mniej niż jak w ciąże zaszłam;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2015, 12:35

5 komentarzy (pokaż)
24 października 2017, 01:20

Ciąża rozpoczęta 9 marca 2018 roku


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2018, 10:48

0 komentarzy (pokaż)
16 kwietnia 2018, 10:47

5 + 3
Początek bardzo podobny jak z Kubuśkiem. Zmęczenie i mdłości masakra.
Tym razem nie robiłam bety, do gina dopiero za 2 tyg idę. Nie chcę pustych pęcherzyków i innych takich.
Niepewność wciąż ogromna, ale co ma być to będzie.
Łatwo nie jest. Praca bardziej wymagająca, w domu wymagający szkrab więc mało czasu na leniuchowanie. Na mdłości nie mam jeszcze sposobu.
To co jest inne to waga. Nie dość że startowa wyższa o 2 kg, to jeszcze dziwnie do góry wczoraj skoczyła. Nie wiem czy woda czy zaczynam tyć na potęgę.
Zobaczymy.
Jakoś tak z ogromnym dystansem póki co. Nie do końca potrafię się póki co cieszyć. Przez niepewność i parszywe zmęczenie które przysłania mi wszystko i głupie huśtawki nastrojów. No nic trzeba przeżyć pierwszy trymestr.
Groszku nasz kochany rośnij zdrowo.
Głupi strach, że coś pójdzie nie tak. Że to zbyt piękne, żeby znów od razu się udało i było dobrze. Bardzo chcę, żeby Groszek na Święta był już z nami <3

1 komentarz (pokaż)
10 maja 2018, 14:55

8 + 6

Wizyta za nami już w sumie sporo czasu temu, bo 30.04 była. Maleństwo ma się dobrze, a przynajmniej wtedy - bo oczywiście dawno i znów się schizy wkręcają. Miało 1,82 cm i pulsujące serduszko. Wg USG 5 dni do przodu. Dla odmiany bo Kubi na podobnym etapie miał 2 dni w plecy, ale na prenatalnych już też 5 dni do przodu.
Zrobiłam badania, musze grupę krwi znaleźć bo gdzieś mi się zapodziała i z wszystkim iść do położnej żeby kartę ciąży założyła.
Na 4.06 zapisałam się do Michalika na prenatalne. W pierwszej ciąży na te badania złego słowa nie mogę powiedzieć, a na płytę do tej pory zerkam :D Także teraz też u niego będę robić.
Zmęczenie nadal męczy, mdłości minimalnie... ale to minimalnie mniejsze, ale z apetytem nadal problem. Waga w dół, tak jak za pierwszym razem. Może i tym razem z jakimś sensownym wynikiem przejdę tą ciążę :D
Jedyne co to cukier, wyszedł 90 a zawsze miałam dolną granicę więc trochę mnie to niepokoi. Wtedy słodycze żarłam jak szalona i było ok, a teraz mam fazę na owoce i chyba musze trochę zbastować.
Groszek <3
aff666f5f176.jpg

2 komentarze (pokaż)
12 czerwca 2018, 14:33

13+4
Miała wcześniej pisać ale jak zwykle mi nie wyszło. Jak zwykle za dużo się dzieje dookoła, jak zwykle...
Na każdej płaszczyźnie właściwie, poza naszym azylem kiedy w sumie wylegujemy się w trójkę, licząc futrzaka czwórkę, ale liczą jeszcze groszka to nawet piątkę :D
W pracy sajgon, ze sprawą sajgon, kredyt nadal się toczy, niedobitki starej pracy lubego również... Krótko mówiąc dużo tego wszystkiego.
Tydzień temu miałam prenatalne. w sumie póki co największy stres. Lekarz jednak ma inne podejście jak przychodzę tylko na prentalne, trochę też wyszło jego ciśnienia na kasę, które było już widoczne te 3 lata temu. Ale widać jak jestem "spoza" jeszcze bardziej. Więc mam zagwostkę czy wróce do niego na połówkowe. Znowóż jakbym szła do tego co mi ciążę prowadzi to nie wiem jak będzie i 400zł a nie 250zł także nie wiem póki co nic.
Co do samego badania, w ciszy mierzył długo, naciskał i majtał tą głowicą po moim brzuchu. NT mu wyszło 1,4 i potem mierzył dalej i milczał. W końcu wyszedł na chwilę, wrócił, dalej cudował z tą głowicą. Ja zawał. Widzę bijące serducho, nawet słyszałam przez chwilę ale ten milczy. W końcu kazał wyjść i wrócić za 15 min bo nie może pomierzyć. Już miałam wszystko w głowie. Oczywiście stwierdziłąm że Kubi był bardziej żwawy na tym badaniu. Tutaj jeszcze dzidzia tak do tyłu główkę odchylała jakby miała czkawkę, ale to raczej za szybko.
Poszliśmy po colę, no i czekaliśmy. Za chwilę nas zawołał. Maluch nieco żywszy - nie am to jak szybko zastrzyk cukru. Kość nosowa spoko, mierzył wszystko, pęcherz niewidoczny ale w pierwszej ciąży na tym etapie też nie był. No i zonk bo tym razem NT wyszła mu 2,7. Czyli prawie dwa razy taka jak wcześniej. No i powiedział, że chłopaka on tu nie widzi no ale jeszcze zobaczymy ;)
Poinstruował o PAPPA bo to NT takie... ja mu na to że do przemyślenia a on że to trzeba szybko bo oni do 18 pracują. No i generalnie zawał, porównywanie obu zdjęć z przeziernością. Ułożenie główki, analizowanie wykresów, zależności... Stres niemały. Ale stwierdziła, że nie robię PAPPA. Nie chciałam wcześniej chyba że USG by było bardzo złe. A tu jeden wynik i to też tak dziwnie, bo dwa skrajane pomiary. Na dodatek ryzyko takie, że nawet gdyby to nie zdecydowałabym się na amniopunkcję bo mam mniejsze ryzyko że dzidzi coś jest niż by było ryzyko straty. A USG czy krew to wciąż statystyka tylko.
Także mam nadzieję, że dzidzi zdrowe :) Jeśli dziewczynka to już w ogóle byłaby radość :) Delikatnie czuć, że ktoś tam się wierci ale wciąż czekam na takie wyraźne a w szczególności, żeby Kubi poczuł - ale się zdziwi :D
Niby rozumie że dzidzia tam jest, ale wciąż to jest takie abstrakcyjne. Nie mniej urocze. Mówi o dzidzi, pokazuje rączkami, że taka mała jest :D Albo jak przychodzi, chce skakać pokazuje np. na nogi i pyta "tutaj mogę?", albo gdzieś obok szaleje po czym pokazuje na brzuch i mówi "mama uważam dzidzię" :D Także czekam na moment kiedy będzie głaskał brzuszek a brzuszek mu odpowie :D
Za niecały tydzień wizyta u mojego gina i zobaczymy co on powie i czy na jego sprzęcie będzie coś widać odnośnie tego kto tam rośnie. Najważniejsze żeby zdrowo.
Segregowałam trochę te najmniejsze ciuszki i serio trudno w to uwierzyć, że dzieci sa takie małe :D Zwłaszcza jak nasz rozbójnik teraz w 104 biega :D
A to Groszek (lub fasolinka :D )
02323fc99eb6.jpg

1 komentarz (pokaż)
23 lipca 2018, 10:44

19+3

Czas leci, ja często wariuję. W sumie ostatnio atak paniki miałam tydzień temu :D Bo niby coś smyrało ale mąz nic nie czuł i mi się we łbie motało że może mam omamy. Jak poczułam to wiedziałam, że to malauch ale później myśli, że to za delikatne, że za rzadko, że może nie to. Zaczęłam patrzeć za szybszym terminem połówkowych, ale do mojego lekarza na ten sam dzień co mam i to na 21:20 tylko wizyta...
Przetłumaczyłam sobie co nie co. A dzidzia? Grzecznie zaczęła szaleć bardziej. Dosłownie od tygodnia czuć ewidentnie. W końcu nieśmiało zaczęłąm mówić mężowi. Nie czuł. Aż raz w piątek delikatnie poczuł, a weekend już oberwał nie raz :) W sb złapałam jednego kopniaka na nagraniu :) Trochę jestem spokojniejsza. Mimo to zawał przed badaniami w czwartek.
Kupiłam parę ciuszków dla dziewczynki, bo jedna mamusia w spoko cenie sprzedawała. Z ogromnym dystansem. Najwyżej sprzedam dalej. Strach czy dzidzia ma się dobrze, czy jest zdrowa i czy dobrze jej śię tam rośnie. Mąż mówi, że jak tak szaleje to na pewno jest zdrowa. Zobaczymy. No i czy rośnie mała księżniczka czy kumpel do rozrabiania dla naszego starszaka.
Kubi ostatnio chyba wszedł w fazę jakiegoś buntu bo znów zaczęły się histerie jakich już baaaaardzo dawno nie było a nawet nie wiem czy kiedykolwiek było aż tak.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2018, 11:34

0 komentarzy (pokaż)
24 lipca 2018, 07:01

Tak ku pamięci gdybym jeszcze kiedyś była w ciąży :D Zupełnie inaczej przechodzę tą ciążę. Myślałam, że druga to spokojniejsza i w sumie trochę jest. Z jednej strony nie przejmuję się każdą pięrdołą, każdym zakłuciem ale z drugiej też mniej radości jest z pozytywów. Z większym dystansem do negatywnych rzeczy ale też do pozytywnych. Jakoś nie ma tej radości z każdego kolejnego tygodnia, z tego że brzuszek rośnie :D Może też przez to że w pracy dużo się dzieje i jednak z maluchem w domu też inaczej. Sprawy z mieszkaniem dały nam też w kość. Trzeba to ogarnąć do końca wszystko. Chyba też przez to że mimo iż to jest nasze, dopóki teście będą tu mieszkać takie nasze jest nie do końca.
Kiedyś cieszyłam się tym bardziej, planowałam wszystko. Teraz tylko pokój małego wykańczam i u nas też trochę zmian, trzeba przygotować pod maluszka. Ale wiem że to na rok tylko, bo potem i tak trzeba będzie gładzie i podłogę zrobić. Zaplanowaliśmy kuchnię, a właściwie sprzedałam mężowi projekt na który poświęciłam z kilka dni w tamtym roku :D Na szczęście wszystko się ułożyło jak chciałam i mąż zadowolony ale to i tak najwcześniej wrzesień przyszłego roku.
Może właśnie o to chodzi, że cały czas na coś czekamy. Niby super ale ten stan oczekiwania ciągnie się 1,5 roku. Więc teraz niby połówka ale wciąż grudzień tak odległy :D
Dzisiaj maluch zgrał się ze starszym bratem :) Spałam sobie spokojnie, po czym usłyszałam jak starszak mnie woła. I co? W brzuszku taka impreza była, że aż rzadko w dzień można coś takiego uchwycić :D Także dobrze :)
Czekam na ten czwartek niecierpliwie strasznie. Dzięki pracy jakoś szybciej ten czas leci na szczęście. Do końca tygodnia powinnam się z grubszych rzeczy w pracy. A potem... już niecały miesiąc do urlopu :)
No i wbiło mi się do głowy że jeśli by rzeczywiście byłą dziewczynka to Hania. Chociaż tak narazie z czapy że tak powiem :D Nie patrzyłam nawet na imiona, poza tym mój brat ma córkę ze stycznia i jest Ania więc trochę średnio. Ale z nimi i tak się raz na rok widzimy i nazwisko inne. Ale pewnie jeszcze mi się zmieni i bardzo możliwe że po wizycie się zmieni na jakiegoś Mikołaja czy coś :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2018, 07:24

0 komentarzy (pokaż)
27 lipca 2018, 07:33

BabyGirl2018_tittle.png?v=1522959985
Całe 360g zdrowego szczęścia
Generalnie nie nadaję się do bycia z ludźmi :D Stres puścił i beczałabym z byle powodu.
Wszystko jest dobrze, badanie super. Nie mam co prawda nagrania i jakiegoś super zdjęcia ale to nieważne. Widziałam wszystko. Pokazywał, tłumaczył, krok po kroczku, wszystkie narządy, układy, słuchaliśmy serducha. Brzuszek pełny, zaczątki moczu więc nerki pracują prawidłowo. No naprawdę chyba wszystko ;) Przeponę, aortę... Mała zaciskała piąstki i boksowała w głowicę :D I najlepiej, doszliśmy do stópek...
Ja: No to jeszcze dobrze by było jakbyśmy się dowiedzieli co ma między nimi.
Dr: A jakie ma Pani przeczucia?
Ja: Pewnie chłopak, bo u nas większość chłopaków. Chociaż na I USG ponoć raczej dziewczynka ale się nie nastawiam co będzie.
Dr: To dobrze się Pani nie nastawia, bo w drugą stronę może jakoś by się dało ale chłopaka to ja tutaj nie zrobię. Proszę zobaczyć, to są wargi sromowe.
:D :D
Pytałam o CRL czy jeszcze się mierzy czy tylko waga ale już mała się nie mieściła już na jednym obrazie. Ale co? Mówi nie ma problemu, spróbujemy na raty, żeby Pani mniej więcej wiedziała. Także wyszło ok 16cm, także z nóżkami trochę już będzie :D
Także chyba nie ma już wątpliwości. Szyjka 4cm. Sprawdził przez to że mnie brzuch pobolewa. Skasował jak swoją pacjentkę, mimo że tylko na nfz do niego chodzę a nie tu prywatnie.
Ogólnie cudownie. Szkoda tylko, że pracuje w szpitalu daleko. Ale w tej kwestii decyzja jeszcze nie zapadła.
Za to auto zdechło wczoraj - nie może być przecież zbyt pięknie. Ale to już przerabialiśmy za pierwszym razem.
I tak jestem szczęśliwa :)

1 komentarz (pokaż)
2 sierpnia 2018, 14:23

Wczoraj z małym spędziliśmy fajne popołudnie. Potem poszliśmy na zakupy, mały szalał z wózkiem ja się czaiłam na ubranka dla małej w fajnej cenie. Kupiłam tylko cipłe papucie bo kombinezon jest bez stópek. Potem mały pokazuje to i mówi "To dla dzidzi, tak?". A wieczorem przyszedł na tulaska i jak to on "Mogę do dzidzi tuli?" Oczywiście że się przytulił po czym się podnosi, pokazuje na brzuch i mów "Ja kocham dzidzię". A dziś rano przyszedł do nas, w pewnym momencie przytulił się do brzuszka, potem pokazuje na brzuch i mówi do taty "To moja dzidzia" <3 Takie chwile chcę zapamiętać <3

1 komentarz (pokaż)
3 września 2018, 13:45

Czas leci, urlop już za nami. Nad morzem super ale w domu już zaczęłam się nudzić. Na kompletowanie wyprawki trochę za szybko, a przez siedzenie w domu o niczym innym za bardzo nie mogłam myśleć i tak dni się wlekły.
Pokój ogarnięty, przemeblowanie, nowa komoda, stare poszły do mojej mamy i wujka. Także sama nie wiem jakim cudem ale udało się ogarnąć, jest miejsce na łóżeczko i fotel do karmienia.
Pewnie w listopadzie rozłożymy łóżeczko i zamówimy nowy materac. No i fotelik do auta. Wcześniej bez sensu żeby się nie kurzyło i nie ma gdzie trzymać tego wszystkiego. Z ciuszków większość raczej już mam. Trochę nakupowałam, przejrzałam po synku. Na początku takie neutralne kupowałam więc będą ok. Musze przeprać wszystko bo od leżenia nie wiem czemu gdzie niegdzie plamy się porobiły. Także ostateczna selekcja będzie po praniu. Ale na to też jeszcze czas.
Także się ciesze że do pracy wróciłam, chociaż ciężko się wdrożyć w ten rytm.
Malutka już mi buszuje po żołądku i wątrobie. Nie wiem czemu tą prawą stronę preferuje - Kubi wolał lewą, żebra bolały ale chyba wolałam to niż wątrobę :D Także stara przyjaciółka zgaga wróciła. Jeszcze próbuję domowymi sposobami ale powoli chyba będzie znów zaprzyjaźnić się z rennie.
Wizyta za tydzień, zobaczymy co tam się dzieje :)
Chciałabym jeszcze trochę ponad miesiąc w pracy pociągnąć, co by nie oszaleć w domu no i skorzystać z awansu i podwyżki :D

1 komentarz (pokaż)
13 września 2018, 13:14

Groszek już nie jest takim gorszkiem, w pn na wizycie (26+4) miała 1kg. Nie znam dokładnych wymiarów ale lekarz cały zadowolony, że wszystkie pomiary symetryczne więc prawidłowo.
Moja morfologia poleciała na łeb na szyję, ale mocz ok. No cóż - ciąża. Zmierzył ciśnienie 100/60 czyli podobnie jak w domu, o kilka kresek więcej.
Uparta znów na tyłeczku siedzi niestety i to mnie trochę stresuje. Nie chcę cc ale rodzić jeśli w takiej pozycji zostanie tym bardziej nie.
Ma jeszcze chwilę.
Moja waga skoczyła do góry, w sumie jest +2,5kg. Niby nie dużo ale startowałam prawie z 3kg więcej niż małym. No ale na tym etapie ważę praktycznie tyle samo co wtedy. Ubranka w większości wyprane, koszule czekają do do odbioru, apteczna wyprawka zapisana w koszyku, czeka na zamówienie. Jeszcze tylko przeglądam czy czegoś nie zapomniałam albo czy nie za dużo, bo suma przeraża. No ale doliczając teraz rzeczy na sezon przeziębień to cóż. Mały podłapał baaaardzo delikatny katarek no ale nie oszukujmy się - przedszkole. Chociaż w tamtym roku chyba z pół roku takie coś się ciągnęło, że nie chory a jakiś pseudo mini katar się utrzymywał.
Takze ogarnę sobie i będe spokojniejsza. Bo listopad to już będe sobie do świąt ogarniać i mały ma pasowanie na przedszkolaka. A patrząc na to ile mi teraz już ciężej to tym bardziej nie chcę tego zostawiać na później.

1 komentarz (pokaż)
26 września 2018, 14:15

28+5
Chcąc nie chcąc jednak porównuję wiele do poprzedniej ciąży i tak patrząc na wpis z tego etapu dolegliwości są podobne :D
Kręgosłup masakra, źle się siedzi, źle się leży. Brzuszek się spina trochę za często niestety. Skórcze mięśni makra - dzisiaj w nocy mnie złapał taki mega mocny, jeden z tych najgorszych po którym później jeszcze mięśnie bolą. Puściłam w końcu zamówienie także mam nadzieję że w pt magnez przyjdzie i pomoże na brzuszek i resztę.
Zgaga... nie jest taka tragiczna jak w pierwszej ciąży albo ja lepiej sobie z nią radzę. Wiem jak mam się kłaść, jakie pozycje itd. Także śpię praktycznie w pozycji półsiedzącej. Głównie na plecach - i oczywiście mam wyrzuty że wyrodna matka bo wszędzie tłuką że ma być na lewym boku... Ale nie daję rady, a jak się uda to i tak z milionem poduszek i wszystkiego żeby głowa wysoko była i też tak żeby mała miała wystarczająco miejsca.
W pracy mi 2 tygodnie jeszcze zostały. Nie powiem... odliczam każda godzinę praktycznie :D
Za pierwszym razem było ciężko a teraz nie oszukujmy się, z 3letnim żywiołem w domu jest jeszcze ciężej. Zmęczenie doskwiera, mały jak zwykle chwilę po 5 wstaje, plus czasem kilka pobudek, po pracy go odbieram, nie ma spokojnego leżenia, liczę czas kiedy pójdzie spać bo choćbym chciała wcześniej się położyć to zazwyczaj ciężko.
Hormony swoje robią. Włączają się żale, poczucie osamotnienia i za małej ilości tulania :D
Kupiłam mężowi PS$ z okazji rocznicy i jego urodzin także cóż... będę na zwolnieniu, odpocznę i muszę sobie grę kupić :D Wszystko już jest zaplanowane :D Tylko wytrwać ten czas :D

Większość rzeczy już mam, jeszcze fotelik, materac i biustonosze. Reszta zależy co mi do głowy wpadnie. Chciałabym już grudzień. Niby czas szybko ucieka a z drugiej strony jeszcze tyle trzeba czekać. Chciałabym żeby już był czas że mała jest praktycznie gotowa i tylko czekać aż się urodzi. A tak... niby już jest spora ale wciąż tak bardzo mała i niegotowa na ten świat. Wiem, że będę jeszcze przeklinać te słowa gdy totalne zmęczenie da w kość ale cóż. Odliczam dni :D Oficjalnie 2.12 będzie 38 skończonych tygodni i mam nadzieję że po tym terminie długo mała nie będzie czekać z wyjściem :D
Jakby nie było - rośniemy:
dcd6bbece3fa.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2018, 14:21

1 komentarz (pokaż)
5 października 2018, 09:50

15c0275e2f16b8f5med.png

Wyczekany :)

Teraz będzie już z górki :D Może nie do końca bo ciężko się już żyje ale jednak już w końcu ta trzydziestka.
10 tygodni do terminu, za 8 mała możesz się zbierać :)
Piątek, piąteczek, piątunio... czyli zaraz weekend i potem pn, wt i urlop.
Z jednej strony chcę bo nie wyrabiam i ciesze się z tego strasznie a z drugiej dziwnie mi pracę zostawić. I głupia ja, że może jeszcze kilka dni bym dała radę. Masochistka :D
Będę miała wolne to ogarnę sobie w domu w końcu, zastanawiam się co z chłopięcymi ubrankami zrobić. Gdzieś z tyłu głowy że może jeszcze się przydają, a z drugiej mam trochę dość i nie wiem czy będę chciała kolejne dziecko. A zostawiając je, czuję trochę presję że tak. Więc możliwe, że zacznę się po trochę pozbywać a za kilka lat jeśli stwierdzimy że jednak to będziemy myśleć. Te neutralne i tak zostawiam bo dla Hani.
No i będe miała czas, żeby ogarnąć czego jeszcze nam trzeba. Myślę żeby fotelik już kupić, a materac w przyszłym miesiącu jak będziemy łóżeczko rozkładać. Bo bez sensu teraz już żeby stało i się kurzyło. Choć Kubi często pytał jaki kolor będzie miało łóżeczko Hani.
W ogóle dużo rozmawiamy i rozbraja mnie nasz syn. Oczywiście pierwsze pytanie jaki kolor ma samochód Hani :D A potem pytania o kolor wózka, fotelika i ostatnio zapytał o kolor butów :D
Codziennie praktycznie przytula się do brzucha i mówi, że kocha Hanię. No cóż... mama zeszła na drugi tor, bo tak to przytulał się i mówił, że mnie kocha - teraz już rzadko, tylko właśnie, że kocha Hanię :D
Początki będą trudne ale mam nadzieję, że późnej będą się dogadywać :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2018, 09:50

1 komentarz (pokaż)
17 listopada 2018, 11:06

Tak się zbieram żeby coś napisać i kompletnie mi nie wychodzi. Kompa właściwie nie ruszam może dlatego, bo z tel trudniej.
18.10 był 31+6 i miałam USG III trymestru. U małej wszystko Ok, zapowiadała się wagowo podobnie do synka bo miała 2150g ale teraz byłam 12.11 na wizycie i wyszło niby 2500g więc nie tak dużo już. Sprzęt gorszy bo to na nfz więc może być większy margines błędu.
Następna wizyta 3.12. Do tego czasu niech ładnie siedzi a potem mam nadzieję że lekarz już powie, że wszystko gotowe i zaraz urodzę:D
Im bliżej tym więcej emocji. Tak się nie mogłam doczekać a teraz jakoś odsuwam wszystko od siebie i nie chce myśleć o porodzie:D Taki system obronny widocznie, bo jak myślę za dużo to głównie jak to się toczyło za pierwszym razem. Wspominam kiepsko więc mam w głowie tylko jedną myśl jak przed pierwszym. Bólu jeden dzień, trzeba jakoś przetrwać szpital a potem ż górki.
Oczywiście za łatwo być nie może. Teście mieli mieć w czerwcu mieszkanie, deweloper ma opóźnienia i nagle mówi o październiku... A mnie chyba coś trafi przez kolejny rok z nimi... jak mam cały macierzyński z nimi spędzić. No i weź się znieść z dwójką dzieci i psem w dwóch pokojach... wiem że niektórzy tak mieszkają ale nie tak miało być. Oni mieli nie mieszkanie teraz październik-grudzień a nie za rok... nie wiem :(
Póki co grunt to urodzić a potem zacznie się całe szaleństwo.
A końcówka... No cóż. Łatwo nie jest. Ciężko mi dość choć na wadze +4,5kg, siły mało. Duszno strasznie i słabo. Wyniki wszystkie ok więc to niskie ciśnienie chyba doszła i tak mi puls skoczy. Muszę wózek z piwnicy wyciągnąć i bujaczek. Bujaczek będzie musiał u małego w pokoju być bo u nas już nie zamieszczę. Jak będzie używany musi być ale tak to nie ma szans bo już w ogóle nie będzie gdzie się ruszyć.

2 komentarze (pokaż)
7 grudnia 2018, 08:59

39+0
Do terminu porodu... No właśnie. Wydawałoby się logiczne że tydzień ale w karcie mam wpisany 16.12. Nie wiem skąd im taka matematyka wyszła ale cóż. Mam nadzieję że mała nie będzie tego testowała i nie będzie czekać aż tydzień po terminie kiedy mam się zgłosić do szpitala.
Ogólnie 4 dni temu wychodziło że ma 3300g i wszystko w porządku. W sumie nie wiem jak było z szyjką ale rozwarcie brak. W sumie można powiedzieć że od 2 dni czopa odchodzi więc coś tam rusza. Dziś rano był o już więcej ale nadal nic konkretnego. W sensie żadnych nitek krwi czy coś.
Męża molestowałam ale lekką infekcja się przypałetała więc od razu wolałam to podleczyć także odpuściliśmy.
Piłka, spacer, trochę porządki - muszę chyba zwiększyć intensywność :D
Twardnienia itd. jak w pierwszej ciąży więc też niezbyt zwracam już na to uwagę. Żołądek i spółka dają czadu. Czasem mniej czasem tak że zdycham. Lekarz polecił mi gastrotuss. Paskudztwo słodkie jak dla mnie - Tak, przypomina mi się glukoza ż tym że to jest glutowate - ale pomaga.
Bóle małpowe są ale ogólnie konkretnego. Także niestety prezentu od Mikołaja takiego jak chciałam nie mam. Dziś impreza firmowa na którą myślałam że nie pójdę bo już urodzę a tu cóż... Myślałam żeby może na chwilę chociaż zajrzeć:)

1 komentarz (pokaż)
11 grudnia 2018, 15:27

Dnia 10.12.2018r. siłami natury przyszła na świat nasza piękna księżniczka Hania. Troszkę kluska bo 3680g i 51cm ale jest wspaniała.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2018, 19:14

2 komentarze (pokaż)
14 grudnia 2018, 14:59

Szczerze nadal do końca w to wszystko nie wierzę :)
Jak w pt coś tam jeszcze się coś działo tak w sb cisza totalna. Cały dzień latałam, że może choć tego czopa będzie coś więcej a tu jak na złość całkiem zniknęło :D
Oczywiście struło mnie jeszcze strasznie po raz koleny. Noc tragedia, spać się nie dało. Przyszła niedziela i poziom mojej frustracji wzrósł na maksa :D Przestałam sobie wkręcać objawy, stiwerdziłam że rzeczywiście może się strułam bo przecież to nie pierwszy raz i przez ostatnie tygodnie było ciężko nie raz. Tak więc z mocnym postanowieniem, żeby sobie nic nie wkręcać, że jak przyjdzie czas to przyjdzie choćby miało to być na świeta ale wiecznie trwać nie będzie - poszłam spać.
O 1:20 się obudziłam krótko mówiąc z mokrymi spodniami od piżamy :D Sporo tego było ale podobnie już też się zdarzyło kilka dni wcześniej. Podbrzusze bolało, oczywiście że zaczęłam o sączeniu wód czytać, bo gdyby odeszły to z pewnością by więcej tego było. Nic konkretnego nie wyczytałam więc się przebrałam tylko, wkładka i poszłam spać dalej. Nawet gdyby miało się zaczynać - w co szczerze wątpiłam - stiwerdziłam że lepiej się wyspać póki mogę. Zwłaszcza po poprzedniej nocy.
2h później znów pobudka. Wkładka przemokła, śluz podbarwiony ale lekko różowy tylko, ból podbrzusza ze stałego przeszedł w bardziej skurczowy. Stwierdziłam że jeszcze nie to. Przecież za pierwszym razem położne mnie ochrzanialy że podbrzusze to nie skurcze. No ale zasnąć już nie mogłam. Krzyż lekko się odzywał, więc zainstalowałam apkę do liczeni "nibyskurczy", wzięłam piłkę na wszelki wypadek gdyby jednak coś to pomoże. Szwędałam tak z godzinę i obudził się mąż.
Z aplikacji wychodziło że niby regularnie w miarę co 6min po 45sekund. Mąż od razu chciał jechać. Ja mu że nie, że spokojnie. Nie przybierały na sile za bardzo, czasowo wciąż podobnie. Poleżałam z nim wtulona plecami, naturalne wygrzewanie mężowym ciałem całkiem fajnie pomagało na ból. On drzemał, ja czuwałam. Zastanawiałam się czy kombinowac wcześniej jechać, czy na spokojnie o 8 małego odprowadzić i pojechać.
Synek wstał o 6, przebrałam go i chwilkę się pobawiłam. Było gorzej ale dalej wydawało mi się że jeszcze czas. Poszłam pod prysznic, przygotowałam się na porodówkę :D No i chwilę później było gorzej. Koło 7 skurcze wychodziły jakby co 4 min i tak 50-55sek trwania. Także już dogadałam się z meżem żeby wcześniej zaprowadził małego bo nie ma już co zwlekać. O 7:30 zaprowadził, poszedł dosłownie na kilka minut z psem. Jak wrócił to mu mówię, że nie jedziemy do Strzelina bo boję się że nie dojedziemy i na Kamieńskiego proszę. To już był moment kiedy od skurczy mi słabo, wyczłapałam jakoś z domu ale już w stanie "nie dotykaj mnie". I generalnie już przestałam wytrzymywać. W aucie już szaleństwo, słabo ale nie chciałam szyby otwierać żeby nikt nie słyszał od czasu do czasu się wydrę :D A skurcze co chwilę. Mąż naprawdę męga sprawnie przejechał większosć drogi. I kiedy wydawało się że jesteśmy prawie na miejscu - korek niesamowity do skrętu, a na jednym cyklu moze 2-3 auta przejechały. Mówie "dam radę" oczywiście między skurczami, bo na skurczu krzyk, że nie. Doszło ciśnienie na pęcherz ogromne, więc jeszcze to opanować.
Przed nami stała karetka ale medicover. Mąż że z nimi zagada żeby sygnał włączyli. Ja oczywiście że dam radę. Ze dwa skurcze później mówię że jednak niech gada z nimi.
Pobiegł, szybko sygnał włączyli i heja a my za nimi. Jakieś dwa buraki nam drogę zablokowali pewnie myśleli że chcemy skorzystać. Luby zaczął trąbić, a klakson ma taki którego zawsze nienawidziłam bo z pewnością pół dzielnicy go słyszało. I wiecie, jak wesele jedzie to tez tak trąbią - non stop. Ludzie się patrzą, Ci zaczęłi kumać chyba i starać się zjeżdżać, bo karetka już daleko była więc na szczęście inni też współpracowali. Czasem prawie na trzeciego. Masakra. Ja na męża żeby przestał, bo damy radę ten na mnie krzyczy że ma to gdzieś i najważniejsze żebyśmy już w szpitalu byli :D
Wpadliśmy do szpitala, ja ledwo ledwo :D Akurat Państwo z akretki stali koło takiej budki i Pani pokierowała nas na IP. Ja już wariastwo, tam Pani na spokojnie kazała się położyć. Serio najspokojniej w świecie, a ja skurcz to szaleństwo w przerwie to mogłam z nią gadać. Szybkie USG i kazała na fotel się wdrapać. Odczekałam skurcz, ta mierzy i mówi że 5-6cm jest. To ja panika że jak dopiero tyle to najgorsze dopiero będzie i w takim układzie jednak nie dam rady - chcę ZZO. Ona że to dopiero na porodówce, to ja wszystko - prysznic, toaletę... :D
Mąz pomógł mi koszulę założyć, ta mnie na wózek posadziła no i będem na poródwkę. Tylko krzyknęła do kogoś że mają położne przylecieć bo poród.
Na sali położna zbadała i mówi że mamy pełne no i rodzimy. Serio kobiety anioły a mi ulżyło trochę że widać światełko. W miezy czasie zagadywały, pytały o badania i milion innych rzeczy ale to było naprawdę ok. Próbowały mnie uspokoić, zwracały się po imieniu itd. Proponowała żebym na boku się położyła, ale dała opcję wyboru. Więc ja inaczej, te mi fotel regulowały poszczególne części żeby było ok. Zapytały czy chcę męża, bo nawet nie zarejestrowałam że został za drzwiami. Zawołały go a ja już gotowa do akcji :)
Nie powiem żeby łatwo było ale szczerze zdecydowanie łatwiej kiedy podczas skurczu coś robisz, nawet jak boli niż tak jak wcześniej jest ten stan kiedy jedyne zadanie to przetrwać i starać się oddychać. Nie wiem ile dokładnie to trwało, ale położna bardzo pomagała, jakiś żel tez miała, rozmawiała, tłumaczyła, super. Jak poszła główka, to na następnym już cała nasza Hania. I tak o 8:20 usłyszeliśmy jej pierwszy krzyk :)
Nasz mały cud <3
Łożyszko już nie problem. Potem się trochę tam babrały bo były studentki więc je uczyły. Położna chroniła krocze i się udało bez nacinania. Parę otarć i potem szycie trochę trwało. Poza tym lekarka psikała czymś znieczulającym ale mało dokładnie bo nie raz zabolało. Ale się upomniałam i psikały gdzie trzeba. No ale to było nieważne. Hania była z nami :) Leżała przez wiekszość czasu, ja podpisywałam papiery że się zgadzam na przyjęcie do szpitala :D Wzięli ją potem do mierzenia itd. Tauś poszedł do nich. Ja z fotela prosto na łóżko i mnie zawięźli cięzko powiedzieć, to jakaś salka połoznych była na tyłach porodówki, a tatuś przywiózł Hanię. Miałam 2h być tam na obserwacji. Przychodziły, monitorowały. Potem małą wzieli na obserwację na noworodki, mąż do domu a ja niesttey do prawie 16 musiałam na salę czekać.
No ale później mała już była cały czas ze mną i po 2 dniach na szczęście nas puścili. Co prawda się bałam bo widziałam że jak ta 3 doba jej jakby się zacyznała to iżółtaczka ale pani zmierzyła że na granicy normy. Coś tam kręciła nosem ale jak nie było źle to chciałam wyjść, Kubi miał podobny poziom przy wyjściu. Także tu obserwacja i karmienie ile się da. No i niestety słuch do kontroli. Ale mam nadzieję że to tylko maź.
Serio, musiałam to zapisać bo dla mnie to trochę jak film :D Nie sądziłam że w domu tyle wytrwam, ale po pierwszym porodzie chciałam być jak najkrócej na porodówce. I serio - w domu zdecydowanie lepiej to się znosi. Także jakby nie nie było - udało się, krócej na porodówce być już się nie da :D

2 komentarze (pokaż)
31 grudnia 2018, 18:21

Sylwester - 3 tygodnie za nami
Dziś koniec roku, czas rozważań i podsumowań. Szczerze to jakoś tego nie czuje. Ten rok był dość intensywny. Od samego początku, dyskusji i decyzji co z mieszkaniem, co z drugim dzieckiem. Ż mieszkaniem chyba najbardziej brurzliwie było. Potem papiery do banku i start że staraniami. Trudny to był miesiąc:D Czekanie na decyzję i na wynik testu :D
Potem walka o awans :D
Mimo nerwów i stresów wszystko się udało. Jedyne co to minus za fakt że mieszkanie teściów zamiast w tym roku dopiero na koniec października będzie. Ale jest światełko w tunelu. Szwagier kupił mieszkanie a do jego starego teściowie prawdopodobnie się przeprowadzą. Nie chce się cieszyć. Boję się cieszyć. Jeśli się rozmyślą i nie wprowadzą tam w okolicach marca tylko będą czekać na swoje to rozczarowanie byłoby nie do wytrzymania. Tak więc staram się zachować dystans.

Hania jest wspaniała. Oczywiście nie jest lekko. Ale patrzę na nią i serio nadal nie raz niedowierzam że jest z nami. A ż drugiej strony nie pamiętam czasu kiedy jej nie było:D
Nie wiem co gorsze czy jak robią aferę w tym samym czasie czy na zmianę :D
Ale Kubi jest nadal zakochany. Co prawda hasło "cichutko bo Hania śpi" działa tylko kiedy jest spokojny i niczego nie chce. Jak robi aferę to nic się nie liczy.
Brak snu robi swoje i czasem ż cierpliwością ciężko ale walczę. Albo czekam aż mąż wróci żebym mogła się wyrwać choćby na 10 min z psem albo zamknąć się w łazience:D
W ogóle małej pępek w 5 dobie odpadł, a Kubuśkowki chyba z 3 tyg się trzymał. Wagę w srode zobaczymy ale z 56 wyrażamy. 62 jest ok tylko rękawki za długie troszkę.
Ogólnie jest zarłokiem. Pierwsza część nocy ok 3h w łóżeczku a potem już częstsze pobudki i śpi z nami.
Przed świętami w przedszkolu był strajk więc Kubi w domu. Do jakiejś normy chyba dojdziemy już po 6 stycznia jak będzie normalnie do przedszkola chodził a mąż do pracy.
Ogólnie mam nadzieję że kolejny rok będzie jeszcze bardziej wspaniały i tego Wam również życzę - jak najmniej trosk, jak najwięcej szczęścia:)

1 komentarz (pokaż)
11 marca, 10:52

Nasz gwiazdka skończyła 3 miesiące:)
Czas leci jak szalony, ona rośnie i coraz bardziej kumata jest. Najbardziej jest szczęśliwa w wannie. Szaleje tak że łazienka zalana :D a przecież jest w dużej wannie gdzie wody tak 1/3 :D ale i rękami i np. obunóż tak trzaska w wodę że ta chlanie po całej łazience.
Na brzuszku, szczególnie na golasa macha rękami i nogami jakby chciała już raczkować, pływać nie wiem :D Ale cóż, brzuchol ciężki leży na macie :D
Rączki pożera, ładnie je łapie, zabawki też i np. materiałowego lisa bez problemu do buzi ładuje bez problemu.
Brat nadal zakochany. Przechodzi znów jakiś czas buntu ale teście dostali wczoraj klucze i mam nadzieję do końca marca ich nie będzie. Niestety ich obecność nie pomaga a wręcz powoduje więcej problemów wychowawczych więc czekam aż ich nie będzie. Początku będą trudne bo jednak trochę się nim zajmują i on też przyzwyczajony ale z perspektywy czasu będzie tylko lepiej.

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)