BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Nasze dwa szczęścia już na świecie:)

Autor: futuremama
22 kwietnia 2015, 11:53

Tak się zbieram żeby coś napisać i się zebrać nie mogłam
24+6 a więc kończymy 25 tydzień.
W tamtym tyg było trochę ciężko, w pracy same wiecie i do tego fatalne samopoczucie.
Dopóki nie dam im w końcu zwolnienia będzie mnie to trochę denerwować, ale cóż jeszcze trochę.
Przyszedł weekend i w pt zasnęłam chwilkę po 19. W sobotę odbijałam sobie wszystko. Pojechaliśmy do magnolii bo miało byc darmowe USG 4D i spotkania z połozną itd. Oczywiście na USG taka kolejka że szkoda gadać, więc sobie darowalismy. Wieczorem byliśmy u dziewczynek naszych kochanych - wciąż uwielbiam patrzeć jak mój mąż się z nimi dogaduje. Wrócilismy do domu jeszcze bardziej szczęśliwi, z powodu zawartości naszego bagażnika:
fc6b09a7b559935emed.jpg
Huśtawka stoi a ja każdego dnia na nią patrzę z uśmiechem.

Za to nasz mały szkrab nieźle nas przestraszył.
W sobotę był mało ruchliwy, ale stwierdziłam że odpoczywa po stresującym tygodniu. W niedzielę na dodatek czułam sie tragicznie a brzuch zrobił się jak kamień. Zdesperowana, gdy wieczorem nadal był spokojny spoiłam go colą i dał piękny popis tuz przed zaśnięciem.
Za to w poniedziałek dalej brzuch twardy, ruchów mało ale współpracował z tatusiem - jak przyłożył głowę mały sprzedał delikatnie ze 3 kopniaki. Wczoraj to samo i szczerze zaczęłam trochę panikować, bo nawet na gadanie, cmokanie i głaskanie męża była cisza. Ale kupiłam w końcu żelazo (jak lekarz kazał), wróciłam do magnezu (biorę trochę więcej) i duuuużo piję - o 6 rano obudziły mnie delikatne kopniaczki.
Do tej pory opierałam się nospie, ale chyba czas ją kupić żeby na takie nagłe przypadki była.
Także grzecznie pilnuję tabletek i wody a Ty maluszku już nas nie strasz :)
Pogoda piękna, więc więcej będziemy się dotleniać w miarę możliwości:)
A moja mam o dziwo zdeklarowała się, że da nam kasę na łóżeczko.
Także damy radę. Najbardziej kosztowny wózek możemy kupić nawet w lipcu, jak w końcu zacznę sie dokładać do naszego małego gospodarstwa domowego :D

2 komentarze (pokaż)
28 kwietnia 2015, 11:29

an-StudniFc3Fb3wka-000000ffffffxxxxxx20022-1-2-200-DCglit123.gif
Tyle dni do spotkania z naszym Szkrabem :)
A w pracy się dzieje. Od kilku dni myślałam żeby napisać do dziewczyn maila odnośnie terminów, żeby potem znów nie było zdziwienia i niejasności. A dziś przychodzę i kolega mi mówi że od maja ich grupka (7 osób) będą wynajmowali miejsca gdzie indziej. Czyli wszyscy którzy rano przychodzą, z którymi gadam najwięcej, z którymi jest śmiesznie. Czyli będę przychodziła i nawet nie będę miała sie do kogo odezwać.
A dziewczyny stracą kupę kasy.
Chcę pracować do końca maja i jakoś będę musiała z nimi o tym pogadać. Jeżeli oni powiedzieli wczoraj dziewczynom to ja poczekam do przyszłego tygodnia.
Z dobrych wieści, teściowi udało się znaleźć ludzi którzy mogliby z końcem maja/ początkiem czerwca zacząć remont. Na czas kiedy nie będzie nawet toalety chcemy się przenieść do mojej mamy poza miasto, wtedy na pewno nie będę dojeżdżać do pracy (a mam nadzieje że będę już wtedy miała wolne). Ogólnie remont ma trwać miesiąc - czyli czerwiec z głowy. W związku z tym nasz pokój musimy skończyć w maju. W sumie dobrze, przynajmniej będziemy przygotowani na wstawienie łóżeczka itd.

2 komentarze (pokaż)
30 kwietnia 2015, 12:47

an-27F20tydzieFc5F84F20F3aF29-0000ffffffffxxxxxx28002-2-1-200-blue003.gif

Dziś przeżyłam glukozę i chyba była jakaś smakowa bo odbijało mi sie ę la cytryna ale taką sztuczna :D
Generalnie wyipiłam mega szybko - jak wszystko co mi nie smakuje. Pierwsza godzina minęła na tym że było mi słabo i modliłam sie żeby nie zwrócić (na szczęście towarzyszył mi mąż) po godzinie pomalutku było coraz lepiej, przed pobraniem bo 2h czułam się już prawie normalnie.
Przeżyłam, ale mam nadzieję że wyniki będą ok i do następnej ciązy nie będę musiała znów przeżywać tej wątpliwej przyjemności :D

Ogólnie nasze dziecko lepiej to zniosło - chyba dostało zastrzyk energii bo trochę czasu bo wypiciu tego paskudztwa i zaczął fikać :D

Musze w końcu zrobić zdjęcie i tu wrzucić bo rośniemy w oczach.

W pracy kolega powiedział reszcie o ciąży i teraz zgadują, ale dziś ostatni dzień i wielu z nich od pn nie będzie.

Ja już się dogadałam, pracuję do końca maja - max do bożego ciała (4.06). Od czerwca ma ruszyć remont, więc mam nadzieję że będę już wolna. Mąż powiedział, że spokojnie da radę dojeżdżać od mojej mamy a ja mogłabym odpoczywać poza zgiełkiem miasta.

Mąż zwrot podatku już dostał, teraz ja czekam na swój. Rozliczaliśmy się w tym samym momencie przez neta tylko ja w tym urzędzie nie miałam podanego nr konta więc póki co pieniążków ani widu. Wiadomo - poczta, ale skoro on dostał w pn to ja już też bym mogła :) I czas zabierać się za malowanie - takie przeznaczenie wymyśliłam dla mojego zwrotu :) Plus wyprawka dla malucha :)

Ogólnie zgaga nie odpuszcza (szczególnie po grillach w weekend), kręgosłup daje w kość ale jestem zadowolona. Cieszy mnie każdy ruch naszego szkraba, 11 maja wizyta, a za 4 tygodnie będę wolna :)
A taki artykuł znalazłam na stronie: http://www.mamazone.pl/artykuly/ciaza-i-porod/ciaza/przebieg-ciazy/2009/co-lubi-maluch-w-brzuchu.aspx

Czy wiesz, że możesz zacząć rozweselać maluszka już teraz, kiedy jest jeszcze w twoim brzuchu? Przeczytaj, a dowiesz się, o co prosi cię twoje dziecko!
W twoim brzuchu mieszka sobie mały człowiek, który już teraz oprócz jedzenia i spania chce także miło spędzać czas. Warunki ma już niezłe - siedzi sobie w podgrzewanym basenie, przez słomkę sączy pożywny napój… Potrzebuje jeszcze jakiejś rozrywki. Możesz mu ją zapewnić. Przeczytaj, o co spragnione zabawy dziecko chciałoby cię poprosić, gdyby tylko mogło.


Lubię muzykę!
Mógłbym jej słuchać godzinami! Najbardziej odpowiadają mi spokojne, delikatne rytmy. Zresztą wiesz o tym przecież, mamo - daję ci to wyraźnie odczuć. Jeśli włączysz coś, co nie przypadło mi do gustu, zaczynam wierzgać nóżkami i machać rączkami. Chcę ci w ten sposób powiedzieć, żebyś koniecznie zmieniła płytę. Jeśli usłyszę w końcu moją ukochaną melodię natychmiast się uspokoję, obiecuję!

Ukojenie przynosi mi głos…
I twój, i taty. Uwielbiam, kiedy mówicie do mnie, śpiewacie i czytacie bajki. Choć nie rozumiem jeszcze waszych słów, sam tembr waszego głosu działa na mnie jak najlepsza muzyka. Czuję wasze emocje i uspokajam się. Poza tym już przygotowuję się do mówienia w języku ojczystym - przyzwyczajam się do melodii języka, jego rytmu. Potem będzie jak znalazł! Uwielbiam, kiedy mnie zagadujecie - stukacie w brzuszek, mówicie do mnie i czekacie na odpowiedź. Zawsze (o ile nie śpię) możecie liczyć na moją reakcję.

Widzę! Widzę!
Naprawdę! Tutaj wcale nie jest tak całkiem ciemno. Od około 28. tygodnia ciąży umiem otwierać oczy i od tamtego czasu mogę obserwować lekki półmrok. Najbardziej lubię, kiedy nakładasz na siebie coś cienkiego (np. koszulę nocną) lub bardzo kolorowego. Wtedy dociera do mnie więcej przyjemnego światła. Zabawa zaczyna się na dobre, gdy wkracza do niej latarka. Lubię, kiedy świecisz nią na brzuch, a potem zaraz ją chowasz. Mam wtedy wrażenie, że jestem na dyskotece. Impreza na całego - na pewno poczujesz, jak zastukam do ciebie - szczęśliwy.

Jestem smakoszem
I najbardziej lubię słodkości. Kosztuję płynu owodniowego już od 12. tygodnia, ale dopiero koło 19. zacząłem odczuwać delikatne smaki. Niespecjalnie lubię gorzki i kwaśny. Natomiast gdy tylko poczuję smak słodki, zaczynam się w nim rozsmakowywać. Niekiedy piję tak łapczywie, że dostaję czkawki! Czujesz to, prawda? Pewnie czasem trochę cię denerwuje ten "skaczący brzuszek", ale nie odbieraj mi tej przyjemności, mamo! Zjedz od czasu do czasu coś słodkiego, wtedy i ja z tego skorzystam. Mniam! Najlepiej, by było to coś zdrowego, np. owoce.

Kocham cię i cieszę się...
Kiedy i ty jesteś zadowolona! Gdy masz dobry dzień, jesteś wypoczęta i szczęśliwa, czuję się najlepiej! Pytasz, dlaczego? Przecież jesteśmy połączeni pępowiną i to, co dotyczy ciebie, to i mnie! A kiedy się cieszysz, mózg wydziela hormony szczęścia, które właśnie przez pępowinę docierają i do mnie. Proste, prawda! Nie przepracowuj się więc i spędzaj miło czas. Tato, zadbaj o mamę, a wszyscy będziemy zadowoleni.

Choć trochę się wstydzę...
To i tak cię o to poproszę… Pewnie już wiesz, że potrafię doskonale wyczuwać dotyk (od około 7.-8. tygodnia). A kiedy jesteś z tatą bardzo blisko, macica, czyli moje mieszkanie, delikatnie się kołysze i masuje moje ciało. To cudowne uczucie! Nie martw się, nic mi nie grozi. A jeśli chcesz mieć pewność, lepiej zapytaj lekarza. Na pewno powie ci, ze jestem zdrowy i zupełnie bezpieczny.

Uwielbiam tańce!
I ty mamo pewnie też! W końcu po kimś to mam. Wiem, że kiedy tańczysz, czujesz się dobrze, uspokaja cię muzyka i ciało samo zaczyna rytmicznie się poruszać. Cały męczący dzień jest już za tobą i wszystkie problemy odeszły w zapomnienie. Dzięki temu ja też czuję się dobrze. Bo kiedy ty pozbywasz się stresu, ja staję się spokojniejszy. I to kołysanie! Uwielbiam je! Kiedy będę już po drugiej stronie brzucha, nadal będę to lubił. Wiem, że czasem jesteś już bardzo zmęczona. Bolą cię spuchnięte nogi i wolisz posiedzieć w fotelu. Powinnaś w końcu dużo odpoczywać. A może wybierzesz fotel bujany? Wtedy także ja przyjemnie się zrelaksuję…

Wiem, ze jesteście moimi rodzicami
I kochacie mnie nad życie! Naprawdę to czuję! Słyszę wasze spokojne rozmowy, czuję, kiedy tata dotyka brzucha i czule przemawia do mnie. Wiem, że jestem wyczekiwanym dzieckiem. Czuję waszą miłość, spokój i to właśnie dzięki temu tak dobrze się czuję i zdrowo rosnę!

Bawię się sam!
Choć nie mam tu wielu zabawek i tak umiem sobie poradzić! Lubię ssać paluszki i bawić się pępowiną - wyginam ją we wszystkie strony i zaciskam na niej rączki. Chwytam ją także zawsze wtedy, gdy się czegoś wystraszę.

Mnie rozczulił :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 12:58

2 komentarze (pokaż)
12 maja 2015, 10:17

animaatjes-8-b3d6f9f1131011b0217a3de70c09bbd462efcab5.gif
Aż się wierzyć nie chce :D
Ile to czasu już minęło od tego pierwszego cienia kreski, niespełna centymetrowego okruszka z bijącym serduszkiem, który teraz jest olbrzymem ważącym 1109g <3 który bombarduje mnie kopniakami po żołądku :D
Miałam rację z tym że nogi ma na górze, ułożony jest prawidłowo - główka na dole. Lekarz mówi, że nie powinien się już przekręcić. Że tym dzieciaczkom tak wygodnie, do góry nogami :D I to tyle tygodni :D
Wszystko prawidłowo. Lekarz włączył nam na chwilę 3D i niesamowite jak było widać jak mały sobie ciamka, że tak powiem i trzymał piąstki przy buzi - zapowiada się na żarłoczka :D
I w ogóle mrugał powiekami, albo ja mam schizy ale tak to wygląda na tym USG :)
No i kolejny raz wg USG termin na 1 sierpnia. Zobaczymy co nasz Szkrab wymyśli.
Chciałam Wam Maluszka pokazać ale niestety jak z printscreena zapisze w jpg to sie robi czarne i tyle, a mapy bitowej nie moge wgrać coś na neta;/
A tak prezentuje sie mamusia z +7kg (27+3)
8032b63e16401ac2med.jpg
Mój niegdyś spory biust zlewa się w jakąś jedna całość z brzuchem :D Masakra. Przez to wydaje mi isę że jestem jedną wielką kulką, a nie że mam spory brzuszek.
Więc jak najbardziej ok, jedyne gin mnie wkurzył. Normalnie za genetyczne płaciliśmy 200zł a on nagle 250zł sobie zażyczył, bo "robił też inne czynności". Nosz kuźwa ciekawe jakie. Zwłaszcza, że to badanie było krótkie (o wiele krótsze niż USG I czy II trymestru) Posprawdzał czy wszystko jest na swoim miejscu i tyle. I co mam się z nim kłócić? Na tym etapie nie chciałabym już lekarza zmieniać, ale wraz z końcem ciąży skończy się nasza znajomość. No i wizyta tym razem za 3 tyg już.
Ale to wszystko jest nieważne. Najważniejsze, że już za jakiś czas nasz synek będzie z nami. Naprawdę jak na niego wczoraj patrzyłam, to łatwo było sobie go wyobrazić z nami, jak będzie próbował pożreć swoje rączki :D Już się przyzwyczaiłam do zgagi, śpię na plecach przez to - choć zalecaja na boku, ale ja mam problem żeby tak zasnąć. Zazwyczaj rennie na dobranoc :D Żelazo na śniadanie, magnez na przekąski :D Takie życie kobiety w ciąży :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2015, 10:21

3 komentarze (pokaż)
18 maja 2015, 14:51

28tc4d(pozostało 80 dni)
No i tak się zadziało że każdego dnia padam na pyszczek. Kręgosłup mi żyć nie daje, zgaga również - ale do niej się już przyzwyczaiłam. Dni mi uciekają niewiadomo gdzie, a koniec maja (i pracy) wydaje się wciąż tak odległy.
Przez ten kręgosłup, każdy dzień kiedy musze tu wysiedzieć to katorga. Ogólnie siedzenie sprawia mi ból jak tylko trwa troche dłużej.
Wczoraj widziałam się z koleżanką, przywiozła mi fotelik dla naszego szkraba (krok do przodu z wyprawką) - będzie się woził w maxi-cosi tylko muszę się do niej zgłosić po wkładke dla noworodka (bo zapomniała zabrać). Wszystko byłoby super, ale zjadłam deser lodowy z jagodami i w nocy obudziłam się po max godzinie, z mega bolącym brzuchem, zgagą i nudnosciami. Pożarłam 2 rennie (jak nigdy, ale po jednym dalej nie dawałam rady), poczyściło mnie i jakos zasnęłam. Dziś maluch mało aktywny więc chyba odsypia :D
Ogólnie nasz rytm tygodnia wyglada tak, że w tyg rano broi w brzuszku i wieczorem zazwyczaj, w sb ja wpadam w wir obowiązków domowych i gotuje to na co w tyg nie miałam siły i czasu - a mały sobie bryka też przez cały dzień, po czym przychodzi niedziela...ja jestem nieprzytomna, nie do życia i maluszek jak aniołek w brzuszku siedzi :D
Już się do tego przyzwyczaiłam i nie stresuję się jak jest grzeczny, chociaż po wczorajszej rewolucji martwiłam się gdy rano, nie wiercił się standardowo w autobusie. Teraz delikatnie od czasu do czasu kopnie uspokajająco w żołądek, ale za to bardzo wyraźnie czuję czego nam trzeba - białej czekolady :D
Tak mi się jej chce że nie macie pojęcia, byłam w dwóch sklepach i brak :(

Ostatnio byliśmy pierwszy raz na Szkole Rodzenia i okazało się, że to teoria,a np. jakies oddechowe ćwiczenia to na osobnych zajęciach na które tez można chodzić ale nie wiem kiedy i o której.

Przygotowania do remontu w trakcie. Ja czekam na pieniązki żeby ten nasz pokój pomalować i w końcu nie wiem czy doczekam się ich przed końcem maja(i początkiem generalnego remontu).


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2015, 14:52

1 komentarz (pokaż)
28 maja 2015, 08:49

86954710115e839dmed.jpg
Wygląda to całkiem nieźle :) 3/4 już za nami :)

Ostatnio cięęęęęężki czas za nami. A ostatni tydzień? Tylko tydzień a mam wrażenie że miesiąc.
W tamtym tygodniu pokłóciliśmy się strasznie. Pieniążki się spóźniały, problemy narastały, czas szybko uciekał. Zaczęły się jakieś dziwne pretensje, że ten ginekolog jest do dupy, a wizyty często i kasa w błoto... Ja wściekła, bo choć wiedziałam, że częściowo racja to jeszcze tego mi trzeba żeby teraz lekarza zmieniać. Chcę doprowadzić ciążę już spokojnie do końca i więcej do niego nie zawitam. Ale teraz już dużo nie zostało. I jeszcze padło magiczne hasło że "on tego nie czuje, bo dziecko jest we mnie". Wybuchłam. Wszystkim po prostu, co się we mnie zebrało. Oj nie pamiętam już kiedy tak było, ale w nocy nie chciałam żeby mnie nawet paluszkiem dotknął. Uciekłam spać z łóżka, wzięło mnie na płacze i żale, maluszkowi się to nie spodobało i tak od niego obrywałam jak nigdy. Mąż oczywiście jak zobaczył że mnie nie ma, to przyszedł i nie odpuścił dopóki nie wróciłam do łóżka. W sumie spałam może z 2h. Na drugi dzień wkurzona byłam ciekawa czy pamięta o SR. Oczywiście wrócił o 18, a jak mu powiedziałam że właśnie się zajęcia zaczynają zajęcia, to mówił że właśnie mu się kojarzyło że miał wrócic wcześniej ale nie pamiętał czemu, ale przyszły pieniążki i chciał już po farby jechać żeby pokój robić.
Ogólnie się zmieniło. Duuuuużo rozmów, na tematy które wcześniej nie istniały. I wiecie co? Jakby nagle dopiero go olśniło :D
W piątek przeszliśmy sami siebie. Ja w pracy siedziałam i patrzyłam na jakieś wyjazdy weekendowe. Wracam do domu, nie mówiąc nic o pomysłach mężowi, a on mi mówi że dogadał się z podwyżką i wziął zaliczkę żeby już teraz zarezerwować jakiś wyjazd na boże ciało bo później będzie się bał nas gdzieś zabierać.

W weekend zrobiliśmy remont (właściwie wczoraj wieczorem dopiero skończyliśmy) jestem wykończona ale niestety wyjazd musimy sobie odpuścić. Pierwszy problem to pies, bo mojej mamie mąż nie zgadza sie zostawić, a u teściów remont (teściowa i babcia się wynoszą na jakiś czas do szwagra). Drugi, jak to z remontami bywa - liczy się koszty jakieś, a wychodzi 2 razy tyle (a nawet więcej). Także zgodnie ustaliliśmy, że wolimy sobie to ogarnąć a pojechać po prostu na jeden dzień gdzieś - psiak to przeżyje.

Dziś teoretycznie 3. i ostatnie zajęcia z SR, ale nie wiem czy iść. Przebieranie lalki... Troche maluchów już przebierałam, a po pierwszych zajęciach mam wrażanie że z teorii wiele nowego się nie dowiem. Problem taki że zajęcia trwają do 21:00 a ja padam.

W pracy przedostatni dzień. Nowa dziewczyna jest od poniedziałku i szczerze już mi wystarczy gadania z nią. Dla mnie to jest marnowanie czasu. Co miałam jej powiedzieć to powiedziałam, w praktyce wszystko wyjdzie.

A ja muszę dzis poprasować wszystko (przed wczoraj nasze dwa prania i wczoraj dwa małego :D ). Potem wszystko zacząć pakować (bo w weekend mało czasu będe miała), a w poniedziałek wizyta i potem opuszczamy miastowe mury i uciekamy na wieś (na czas remontu w domu). Tylko jak tu sie spakować jak nawet nie wiadomo na ile dokładnie i jakie sytuacje moga sie przytrafić :D

No to historia życia opisana, wykorzystałam chwilowy czas samotności przy biurku :D

3 komentarze (pokaż)
12 czerwca 2015, 18:16

Witam się na chwilę w 33 tygodniu:)
Jestem poza wro, tam remonty w toku oczywiście sie wydłużają a my u mojej mamy poza wro bez neta.
Mogłabym Wam dużo gadać, humor mam średni.
Najważniejsze że mały ma się (chyba) dobrze.
Ogólnie jestem zła na ginekologa. Miałam wizytę 1.06 i za chwile kolejna - choć jeszcze sie okaże czy u niego.
Już nie raz mi podpadł, swoim wyjebanym podejściem (inaczej nie mogę chyba tego okreslić) albo z tą kasą. A teraz...
Po pierwsze dwie godziny spędziłam w przychodni - choć umawia się na godziny
Po drugie... ostatnio jak mi robił USG to nie chciał zmierzyć małego bo stwierdził że rzez 3 tyg żadne nieprawidłowości nie wyjdą i nie ma sensu, bo na poprzednim USG wszystko było ok. To po co mi robi to USG? Patrzył na bijące serduszko - no kurcze jak mi mały wierci dziury w żołądku to serducho na pewno bije. Kolejna wizyta za 2 tyg bo tak trzeba, a w ostatnim miesiącu ciąży co tydzień - bo trzeba kontrolować. Tylko co skoro musze go męczyć o wszystkie info. Kolejna rzecz taka, że stwierdził wydzielinę zapalną i przepisał mi metronidazol... oczywiście zanim kupiłam patrzę w necie i średnio w ciązy go zalecają no ale dobra... starałam sie zdać na lekarza. Wsadziłam na wieczór, na drugi dzień czułam się tragicznie, i zaczeło mnie pobolewać podbrzusze. No dobra, wziełam kolejny wieczór i nastepnego dnia do pobolewań obnizył mi się brzuch i pojawiły się skurcze. Tak wiecie okresowo... ja panika - tutaj, bez nospy i magnezu (oczywiście że w tym pośpiechu nie spakowałam), brak aptek o IP nawet nie ma co mówić. Brak jakichkolwiek przydatnych rzeczy w razie czego. Olałam jego zalecenia i więcej tego nie wzięłam.
Na początku się zastanawiałam czy to przez lek czy po prostu zaawansowanie ciąży. Minęło kilka dni, brak jakichkolwiek skurczy, jeśli pobolewanie to leciutkie, więc winię lek.
A kolejna rzecz? opiero zobaczymy, ale nie podoba mi się że się w ogóle nie zainteresował tematem. Miałam kilka dni krwotoki z nosa - nie wiadomo czego to przepisał mi cos tam na naczynia krwionośne, mowiłam że znów mi niedobrze i mam dziwny posmak w ustach - żartowałam sobie że I trymestr wrócił, a on na to że nie powinnam tak mieć bo to 3 a nie 1trym. I tyle. Kazał morfologię i mocz powtórzyć. A mnie zaczął swędzeć brzuch, ale nie tak jak się rozciąga że cała skóra tylko z jednej strony przy pępku. Odcięta od cywilizacji wykupiłam pakiet neta w tel. żeby się kompem podłączyć i zaczęłam szukać info i co w oczy mi się rzuciło? Choleostaza. Do tej pory wszelkie swędzenia łączyłam z wiosną i alergią - jakąś delikatną na coś mam, ale teraz już nie wiem. Jutro idę zrobić badania to przy okazji zrobię próby wątrobowe. Nie chcę sobie nic wkręcać, ale wolę to zbadać. To kilka złotych a może dać wiele. Jeżeli wyniki będą nie takie jak powinny mam go w dupie i umawiam się do innego.
Ogólnie cała ta sytuacja uświadomił nam że tak naprawdę jest coraz bliżej i nie może być tak że ja tu nic nie mam, rzeczy małego we wro wszystkie, a moja wyprawka w lesie. Także zamawiam, jutro jadę z mężem do wro, on do szkoły, ja na badania i zakupy, no i po rzeczy małego do domu(ta podstawę) a potem podziwiać tańce chrześnicy i jej siostry:)
A no i łóżeczko wybrane, tylko zamówić. Mąż chce tam do mieszkania ale jak już tam będziemy - nie wiem kiedy to nastapi, na pewno nie w przyszłym tygodniu. Zobaczymy na ile cierpliwość mi pozwoli wytrzymać. Najwyżej zamówię niech tu przyjdzie a tam sie przewiezie. w końcu mamy kombi materacyk powinien się zmieścić.
Z tego wszystkiego tydzień tu zleciał, w koło pełno zieleni a ja jeszcze nie czuje się wypoczętą.
W boże ciało bylismy na jednodniowej wycieczce, tym razem ja planowałam i dużo nam dał ten dzień. Szkoda tylko że mam wrażenie akby od tego dnia wieki minęły. No i wrócilismy z pamiątką - 5pkt, 200zł, policjant i tak był całkiem miły.
Miałam nie pisac dużo a wyszło jak wszyło. :D
Kubuś w tym roku już dostał pierwszy prezent od babci na dzień dziecka, także jego wyprawkę uzupełnialiśmy.
Jakie to dziwne, że taką frajdę sprawia mi kupowanie mu rzeczy a na te dla mnie nawet nie chce mi się patrzeć :D
Ale muszę swoją wyprawkę domknąć a potem będę już mogła tylko dla niego.
Waga od początku ciąży +7,5kg
Kubuś 1.06 Ważył 1633g :)
Ogólnie wydaje mi sie już mega długi, nie cierpi kiedy sie garbię i go ściskam. I jest baaaardzo silny. Czasem mi takie kopniaki sprzedaje, albo tak mocno sie wypina że niekontrolowanie z mych ust wydobywa sie głośne "auł" wtedy interweniuje tatuś (jak tylko jest z boku) i puka tam do małego z czułą reprymendą żeby mamusi tak nie robił bo to boli :D
Coraz bliżej i coraz więcej myśli w głowie jak to bedzie... jak sobie poradzimy... jak zmieni się nasze życie.
A no i porodówki mi będą remontować. Jedną będe w moim terminie remontować, przy drugiej ulica ponoć zamknięta i nie wiem jak z dojazdem. Tak to niby Wrocław, niby wybór a wychodzi na to że i tak los nas bedzie kierować.

3 komentarze (pokaż)
14 czerwca 2015, 21:44

Heh, wylałam wcześniej chyba całą irytację... chociaż nie, mama mi jej dostarcza na bieżąco :D Ale szkoda nerwów, jeszcze troszkę i wracamy do wrocka.
Wątroba ok, to najważniejsze ale... okazało sie że nie mogę chodzić. Nóżki ok, le brzuch sie spina i boli. W sb po badaniach przeszłam spacerkiem dystans jednego, no troszkę długiego przystanku i masakra. Wczoraj ogólnie był długi dzień i dziś zdycham. Teraz już tylko krótkie dystanse, chyba że małego będę chciała wyganiać.
W te kilka dni nadrobiłam wyprawkowe zaległości :D Większoś pierdółek już mam:) Tych których ilość tak wcześniej mnie przerażała.
Mały dostał jakiegoś szaleństwa, wczoraj był nadpobudliwy dziś tez się wierci choć mniej. Wychodzi na to że miejsca ma mało i czuję go co chwilę praktycznie i strasznie się rozpycha we wszystkie strony :D
Krótko mówiąc coraz ciężej mi ale głośno powtarzam - Malutki jeszcze 5-6 tyg masz grzecznie siedzieć a potem rób co chcesz :D Już teraz mnie trenuje do nocnych pobudek, bo jak się zaczyna wiercić to się budzę i zdycham bo mi niedobrze i miejsca nie mogę znaleźć :D
A co do lekarza... z jednej strony zmiana na końcwce bez sensu a z drugiej... jak do niego przychodzę on i tak mnie nie pamięta, więc czy on czy inny... ale zobaczymy. Mam nadzieję, że w środę uda mi się podjechać do jednego ze szpitali, po pierwsze zobaczyć a po drugie - jeśli przyjmuje tam w poradni lekarz którego bym chciała (i na porodówce tam pracuje) to się do niego już umówię na później.
Magic dopiero co Ty zbliżałaś sie do końcówki, czekaliśmy na Lilę a teraz aż nie chce mi się wierzyć że ja jestem na tym etapie.
Do mojego męża też w końcu coraz bardziej to dociera, a jak tylko widzi takie małe szkraby to mówi że sie nie może doczekać :)

3 komentarze (pokaż)
24 czerwca 2015, 11:40

Hej hej:) Kończymy własnie 34 tydzień - tak więc bliżej niż dalej. I dobrze :)
Dolegliwości żołądkowe - dramat. Cudowne jest uczucie gdy mały się kręci, ale wtedy często mnie cofa. Brzuszek jak dla mnie mam duży - dla innych mały. I dla naszego szkraba chyba też mały, bo często się przeciąga, rozciąga. Nie raz boleśnie, ale i tak to kocham :D
Najczęściej wypina swój słodki tyłeczek, albo nogę gdzieś wypycha bądź boksuje łapkami (a właściwie nie wiem co robi ale to jest takie uczucie).
ZUS ostatnio przyprawił mnie o zawał serca, bo przed wczoraj teściu zadzwonił że jest list z ZUSu (a teoretycznie od 13 czerwca moje l4 powinien przejąć) więc panika, że mnie na jakąś kontrolę wezwą czy coś będą sprawdzać. Wczoraj mąż zahaczył o dom wracając z pracy i co sie okazało, że akurat teraz mi jakąs bzdurną info o składkach mi przesłali - stan na koniec 2014r.
Także z jednej strony ulga, a z drugiej nic nie wiadomo. Nie wiem kiedy powinni wypłacic kasę, l4 dałam 3.06 ale kiedy dziewczyny je przekazały nie wiem, kiedy mija 30 dni tez nie. No i z tamtego zwolnienia 4 dni sa tylko ZUSu a to od 17.06 juz całe. Nie chce mi się nawet do nich dzwonić. Przy tym pierwszym l4 pisałam im maila, nie odpisały. Miały ie kontaktować zemną jak ta druga będzie we wro - też nic nie piszą. Ta pierwsza jakoś teraz powinna mieć cesarkę.
Nadszedł chyba czas żeby to konto w ZUSie założyć, tylko to trzeba osobiście potwierdzić we wro będę... no właśnie! Prawdopodobnie w sb wracamy do naszego miejskiego życia :D
Niesamowite że mieszkam tam 7 lat, wcześniej 3 lata codziennie do liceum dojeżdżałam i tak się przyzwyczaiłam. No cóż tu mogę być jedynie wakacyjnie - niestety z moją mamą mieszkać bym nie mogła (po 3 tyg się gotuję:D ) a wyjście do sklepu i spotykanie ludzi którzy dawno mnie nie widzieli i komentarze "jak Ty wyrosłaś, nie poznałam Cię" i zaraz cały wywiad o życiu... nie to nie dla mnie. :D Także mieszkanie do remontu stoi puste po dziadkach i choć kiedyś coś może myślałam, ale mój mąż mówił że to za blisko mojej mamy (5 min na pieszo) to teraz wiem że miał rację :D
A jeszcze a propos moich doleliwości, ostatnio mąż tak na mnie męcząca się patrzył i nagle wypalił, że tak mówi o drugim dziecko (jakośc często się temat przewija), a w sumie to nie wie czy nie będę miała dość i czy w ogólę będe chciała. A ja co? Ach te hormony, zaczęłam się rozczulać że ok nie jest zbyt różowo ale to nasz synek, że jemu po prostu niewygodnie i nie wie że mamusi jest źle, że jeszcze trochę i będzie z nami i bla bla bla. Rozczuliłam się że ho ho :D I od razu mi sie przypomniało jak rozmawialiśmy zanim podjęliśmy próbę, jak chciałam zycie układać a czytałam o kolejnych ciążach i mówiłam że też już chciałabym się wkurzać że wcale nie jest tak cudownie a przecież ciąża to miał być taki wspaniały czas :D A teraz nie wierzę że zostało tylko 6 tygodni do końca :D


Powiem tak... mega szok, banan na twarzy - ZUS się wypłacił :D Co prawda póki co za te 4 dni wcześniejszego l4 ale to i tak szybko (przynajmniej mi się wydaje) :) Koniec zastanawiania się co jak i kiedy i czy w ogóle, czy nie będa robili jakichs problemów :) No dobra, przed wypłata macierzyńskiego mogą się znów nad tym zastanowić ale... grunt że na czas "wyprawkowania" powinien być spokój. :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2015, 12:20

5 komentarzy (pokaż)
29 czerwca 2015, 14:47

Kolejny wpis, pt. FRUSTRACJA :D Ja wiem, że z dziećmi trzeba mieć sporo cierpliwości ale dlaczego ludzie dookoła tak ja testują?
Krótko mówiąc w sobotę pojechaliśmy do mieszkania zawieźć trochę rzeczy, remont się przesunął więc jeszcze się nie przeprowadziliśmy. W każdym bądź razie wchodzę do pokoju i szlag mnie trafia - cały pokój w ukochanym remontowym pyle. Debile jednak zwężali futrynę przy wymianie drzwi, nie zabezpieczyli nic - a mogli wystarczyło trochę folii i taśmy, żeby wnękę z drzwiami zakleić, ale po co. Miesiąc temu robiłam generalne porządki, po naszym remoncie wszystko z szafek wyciągałam. A teraz? Wyprane i wyprasowane rzeczy małego znów do pralki muszę wrzucić, bo nie ma opcji. Kanapa w pyle. Ukochany Stefan (Miś 1,5m wzrostu) w pyle - ciekawe jaka pralnia mi go wyczyści. Mata masująca której się nie da wyprać, fotel... no po prostu brak słów. Znów całe szkło, półki, szafki... wszystko do czyszczenia;/
A chciałam łóżeczko zamówić żeby w końcu je wstawić do pokoju i co? Jutro jadę rano z mężem - on do pracy a ja będę sprzątać. Nie ma innej opcji. Dopóki nie ogarnę tego to nie ma do czego wracać;/
Ci ludzie biorą gruba kasę, naprawdę za ten remont a mają w dupie tak wiele rzeczy. Lepiej żeby jutro żaden się do mnie nie odezwał bo wybuchnę :D
W piątek wizyta. To będzie początek 36 tygodnia, zobaczymy szkrabie ile urosłeś - bo że urósł to wiem na pewno. Musze w końcu więcej zdjęć brzuszka porobić i przede wszystkim nagrać jego harce :D
Dzisiaj miałam głupi sen że urodziłam jakoś wcześniej i mały był naprawdę mały, ale jaki cudowny :D I w ogóle że byłam na jakiejś SR ale już dziecko miałam i musiałam się coś tłumaczyć. W ogóle nie wiedziałam w sumie jak i kiedy urodziłam ale miałam go na rękach i nie miałam brzucha :D A on był taki słodki, coś się wygłupiałam a on się uśmiechał, bezgłośnie jak to malutkie dzieci :D
Już się nie mogę doczekać. Chcę w końcu wszystko podomykać i mieć małego z nami.
Tak się wypina w brzuchu, tu jakieś nóżki tu dupka że jest taki już... namacalny i naprawdę nie mogę się doczekać :D
Jakoś nie myślę o porodzie, jakby to mało ważne było. Może dobrze, bo się tym nie stresuję jakoś póki co. Traktuję to jako jakiś dzień, który będzie ciężki ale to tylko dzień który jak szybko przyjdzie tak szybko minie a liczy się to co dalej. Chociaż czasem jak mnie skurcze złapią i zwijam sie w kuleczkę z bólu to się zastanawiam jak to będzie. Póki co nic prócz właśnie skurczy się nie dzieje. Ale takie "silne" akcje sporadycznie sie zdarzają, więc malutki jeszcze do nas się nie wybiera. Trochę musi jeszcze podrosnąć :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2015, 14:48

2 komentarze (pokaż)
13 lipca 2015, 10:16

37 TYDZIEŃ leci
7bb5571958bcfa1emed.jpg

Teoretycznie do dnia porodu pozostało 24 dni. intuicja mówi, że załapie się jeszcze na lipiec, ale może to być spowodowane po prostu moim rosnącym zmęczeniem.
Objawów nie ma jakoś za wiele, ale czuć że coś się dzieje. Szyjka mięciutka coś tam się rozwiera, skurcze się pojawiają, ogólnie mnie trochę czyści. Szczerze to się czuję jak w pierwszym trymestrze tylko z dodatkowym obciążeniem :D Mdłości mam strasznie, w nocy pobudki.
W tamtym tygodniu przyszło łóżeczko i oczywiście nie wytrzymałam do powrotu męża - musiałam sama poskładać :D Nie wiem na ile to miało wpływ, ale mały na następny dzień już był niżej.
Niestety... z racji mojej zgagi i wręcz bólu (jak leżę na płasko) z tego tytułu zaczęłam spać "wysoko" i jeśli już to na lewym boku. I co? Umieram, mam tak obolałe żebra z lewej strony. Z jednej strony dziwne, bo normalnie mały już tam nogami raczej nie gmera, ale wychodzi na to że jak spałam pół-siedząco to moje żebra narażone sa na obijanie :D W czwartek mam wizytę to zapytam gina, bo boli strasznie - nie mogę się ruszyć. Najlepiej żebym leżała na płasko, z poduszką pod plecami i rękami wyciągniętymi nad głowę :D Ale poleżę tak 2 min i już mnie coś trafia, albo zgaga zaczyna mega męczyć i mi niedobrze :D
Na chwilę obecną nasz kącik wygląda tak:
3bea7379b2489ea0med.jpg
Jeszcze nie ubrany, muszę zamówić jakiś materiał i uszyć inne pokrowce na te koszyki :) No i myślałam żeby też taką samą falbankę zrobić do łóżeczka, żeby zasłonić dół - nasz szuflada niestety nie jest zamykana (niedopatrzenie z mojej strony).
Mój brzuszek wystrzelił nie wiadomo kiedy. W sumie od jakiegoś czasu się czuję jak słoń ale dopiero na zdjęciu to widać :D
a10cbce9f9be6a63med.jpg
Ogólnie wyprawka się domyka. Oprócz wózka :D Wybrany już jest, tylko z zamówieniem czekam bo... szczerze nie miałabym go gdzie dać. Czekam jeszcze chwilę żeby teściu się ogarnął z całym sajgonem :D Kuchnia jest w trakcie więc reszta mieszkania jeszcze zagracona, w korytarzu farby nie farby, resztki po remoncie. On swoich gratów jeszcze nie ulokował w szafie bo walczy żeby skońzyć te meble do kuchni. Na balkonie co chwilę coś wierci i szlifuje.
a nasze auto też się naprawia. Tzn. mąż je robi, zostaje dłużej w pracy i walczy z silnikiem. Jeździło co prawda ale wiadomo było że coś tam sie dzieje i prędzej czy później trzeba będzie to zrobić. A teraz póki ma czas (choć ubolewał bo mało w domu jest) to chcemy żeby to zrobił, a nie że np. gdzieś z dzieckiem będę jechać i mi się auto rozkraczy i z małym będę potrzebowała go w domu a nie że po godzinach będzie zostawał.
No to chyba tyle :)
W poprzedni piątek mały ważył 2860g, przepływy i wszystko ok. Czekam na wynik GBS. W czwartek następna wizyta :) Ostatnia? Przedostatnia? Zobaczymy :)

4 komentarze (pokaż)
20 lipca 2015, 13:30


Jesteś w 38 tygodniu ciąży
(37 tyg. i 4 dni)
Miesiąc: 9
Trymestr: 3
Data porodu:
6 sierpnia 2015
(pozostało 17 dni)


3a74baabd0e7f57amed.jpg
Zdjęcie sprzed wizyty 37+0
Apartament Kubusia ważącego 3422g :)
Jakaż to była dziwna wizyta :D Pytam się o szyjkę o coś tam zestresowana a ginekolog do mnie: "Teraz to proszę się już tym nie martwić. Mały jest duzy, gotowy do wyjścia - może Pani rodzić. Na spokojnie nie stresować się. " L4 mi wypisał do 6 sierpnia (dzień porodu) jak nie urodzę to wtedy się umawiać na wizytę (ale wątpi że dotrwam - zobaczymy) :D Kazał mi dziś zadzwonić do położnej w szpitalu i umówić się pod koniec tygodnia na KTG. Z panią Mariolą już gadałam, w sobotę rano jeszcze mam zadzwonić bo ma dyżur, zobaczymy jaka będzie sytuacja w szpitalu i mam podjechać. Ciesze się że to sobota bo z mężem będę mogła jechać. Zobaczymy szpital przy okazji i jaka jest sytuacja. Tak jak plotki krążyły Brochów zamknięty więc na pozostałych porodówkach ponoć sajgon.
GBS niestety wyszedł dodatni, więc będę musiała dostać antybiotyk.
Nie wierzę że to już tak blisko.
Po tym jak mój mąż panikował, że auto nie gotowe że coś tam a ja w każdej chwili mogę urodzić nie mówiłam mu co tak się dzieje konkretnie. No i wczoraj stwierdził, że u mnie nic się nie dzieje więc pewnie jestem z tych kobiet co niby nic a nagle się urodzi. Skoro auto skończone, on się uspokoił to go zaczęłam pomalutku uświadamiać o skurczach, bólach i takich tam, to się wielce oburzylł że mu nic nie mówię :D
Ech faceci :D
Nie skupiam się na tym, nie liczę. Fioła bym dostała, a poza tym chyba nie umiem :D
Dopóki nie będzie konkretnych, silnych skurczy to chyba tego nie ogarnę :D To że jestem beznadziejna w ocenianiu "czy coś jest poważne" jeśli chodzi o moje ciało wiadomo nie od dziś. A ciąża nauczyła mnie jeszcze większego spokoju :D Wczoraj mały miał leniwy dzień, nie dał koncertu wieczorem więc rano byłam trochę niespokojna "bo przecież powinien" a po jakimś czasie leniwie się pogibał. Upały tez mu pewnie dają w kość.
Cieszyłam się z tej burzy bo było o niebo lepiej, ale dopiero teraz zobaczyłam co się działo we Wrocławiu. U nas na osiedlu nie ma aż tak tragicznych skutków, jednie w parku rano było pełno gałęzi. Mam potrzebę chodzenia, więc rano z psiakiem pognałam do parku a teraz czytam że proszą żeby do parków nie wchodzić bo musza ocenić stan drzew :D
W sumie to tyle :) Korci mnie od kilku dni żeby ochraniacz na łóżeczko dać, prześcieradełko itd. ale się powstrzymywałam. Zobaczymy czy dzisiaj mi się uda. :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2015, 13:33

3 komentarze (pokaż)
23 lipca 2015, 12:32

Jak to jest że przy końcu wraca się do początku? :D
Masakra :D
Jak mi się włączała racjonalizacja żeby przy objawach "ciążowych" się nie nakręcać tak wczoraj racjonalizacja się włączyła żeby "porodowych" sobie nie wkręcać.
Ogólnie jestem spokojna i opanowana, nie wariuję z każdym napinaniem się brzucha. Wczoraj wieczorem jednak działo się oj działo że miejsca nie mogłam sobie znaleźć i panika mnie dopadła. Rozsądek wziął jednak górę, stwierdziłam że czop całkiem nie wyleciał, skurcze jestem w stanie znieść więc nie jest tak źle. Ale piłka się przydała i bujanie w ikeiowskim fotelu też :D Mąż chciał mi kąpiel przyszykować i super, tylko się okazało że ciepłe wody nie ma :D Zero jakichś ogłoszeń czy coś, po prostu jej nie było nie wiadomo czemu. Spacery po pokoju, wędrówki do kibelka, mdliło strasznie a w głowie mętlik no bo przecież jak coś by sie działo to powinnam zjeść coś a było mi tak niedobrze że myślałam że zejdę tu :D
Młody nie wiem właściwie co wyprawiał w brzuszku ale dawał czadu. Niektórzy piszą że może się układa gdzieś tam w dół.
Ogólnie upały cięzko znoszę a wczoraj to myślałam że gorączkę mam bo płonęłam :D
Najlepsze rozwiązanie? Idź spać i zobacz co się będzie działo :D
Jeszcze w nocy mąż mnie obudził z apetytem na <3 ale dla mnie to już żadna frajda. Już sama nie wiem co tam boli. Na pewno mały usadowił się już nisko, nie wiem czy szyjka się otwiera czy co. W każdym bądź razie się dzieje. Wiem tylko że nic nie wiadomo. To wszystko może świadczyć że zaraz mały postanowi do nas zawitać a możliwe że do terminu dotrzyma.
No właśnie! Dziś jest 38+0 Czyli tak prawdziwie ciąża donoszona. No i ludzie zaczynają mnie irytować. w sumie bardziej bawić bo denerwować mi się nie chce. Niektórzy gadają że to pierwsza ciąża, że chłopiec to zapewne jeszcze po terminie urodzę ale nie zmienia to faktu że co chwilę słyszę/ czytam: jak się czujesz? Jak Kubuś? A kiedy właściwie termin? Brzuch Ci opadł? a jak ni odpiszę od razu, alb nie oddzwonię to oczywiście czy już urodziłam. Bo im się "dłuży" jakby ta informacja miała jakiekolwiek znaczenie i wpływ na ich życie :D
A najlepszy teściu, w sobotę o 20 dał na mszę za mnie i szczęśliwe rozwiązanie. Tak na pewno pobiegnę wieczorem do kościoła, kiedy już od dawna nie umiem tam wysiedzieć :D I co mam im powiedzieć że nie pójdę? A mąż możliwe że będzie na kawalerskim. Chyba że położna stwierdzi że zostaję, bo w sb też idę na KTG do szpitala :D
A na męża słowo "skurcz" działa strasznie. Jakby to znaczyło że już rodzę :D Ogólnie jest bardzo kochany ostatnio stwierdził że chciałby żeby mały już sie urodził a teraz już wiem, że chłopak biedny się stresuje bo cały czas w gotowości żeby mnie do szpitala wieźć :D
Ogólnie dzisiaj spoko. Dalej sie różne rzeczy dzieją ale myślę że to przygotowania. Liczę na to że przez 2 tyg (albo więcej) nie będzie mnie tak męczyć :D No ale cóż, nie znam ani dnia ani godziny trzeba się zając normalnymi czynnościami bo inaczej zwariować by można :D

1 komentarz (pokaż)
24 lipca 2015, 12:55

Gdzie jest boooooobas...? Tu jest!
d9114ab70f0036e9med.jpg
Serio? Tak patrze na siebie w lustrze i w sumie nie wierzę że do TP zostało 13 dni a nasz maluch jest taki duży. Wiecie... chyba jak każda kobieta zastanawiałam się ile przytyję, bałam sie że będę jak wieloryb, że brzuch ogromny... A w sumie nie jest źle. Co prawda mam chwile załamki że jestem słoniem itd. Ale chyba bardziej chodzi o to jak się poruszam :D

Nasze dziecko przestało tak szaleć w brzuszku. Może te upały tez go wkurzały dlatego tak wariował a może jakoś tam się ułożył, bo czuć że bardziej napiera na... szyjkę? Nie wiem na co, ww każdym bądź razie na dole :D

Skurcze dalej są, wszystko wciąż do przeżycia. Porównywalnie naprawde do okresu, tak że całą miednicę ściska i kręgosłup boli.

Piłka pomaga, także się na niej bujam po trochę. No i kupiłam ta herbatkę z liści malin (ludzie w aptekach patrzyli na mnie jak na wariatkę, bo nie wiedzieli o co chodzi ale w końcu się udało). Czytałam, że ogólnie może usprawnić akcję jak sie tam pije ileś czasu. Skoro nie zaszkodzi a pomóc może to czemu nie :)

Cesarka mnie przeraża więc mam nadzieję, że uda się tgo uniknąć.
Jutro KTG. Jestem strasznie ciekawa :)

3 komentarze (pokaż)
25 lipca 2015, 21:05

No i po KTG :)
Wizyta w szpitalu - super. Miałam najczarniejsze scenariusze w głowie, bo słyszałam o kiepskich warunkach i straaaasznym tłoku. A tymczasem... No ok szpital nie najpiękniejszy ale też nie aż tak tragiczny. Dziś cisza i spokoju. na korytarzu nie było rodzących tylko tatusiowie z maluszkami - mamy chyba odpoczywały :D Położna bardzo sympatyczna. Byłam z mężem więc zabrała nas na salę do porodów rodzinnych :) Koło łóżka dla mamy, fotel dla tatusia :D Na dworze upał a tam chłodniutko na sali. Uspokoiła mnie ta wizyta strasznie. Wiecie, poleżałam sobie pół godziny na sali, trochę się oswoiłam:) Jedyny strach - jak ja mam noce w szpitalu bez męża znieść? Uświadomiliśmy sobie dziś że ostatni raz osobno chyba rok temu spaliśmy (2 noce) wcześniej to nawet nie pamietam kiedy taka sytuacja była i ciężko to znosimy :D
Minus KTG - ból kręgosłupa (za długo w jednej pozycji) i lewa noga mi strasznie ścierpła :D
Taka cisza i spokój. Ponoć ogólnie mają komplet, ale nie bylo żadnego porodu i tylko jedna kobieta na obserwacji a tak tylko "już po".
Szkoda mi tylko, że w tym czasie nie miałam żadnego takiego mocniejszego skurczu, bo chciałabym wiedzieć na jakim poziomie są te skurcze. Zapisały się tylko na poziomie 30-40 więc słabizna, ale dla mnie też były prawie nie wyczuwalne.
Tętno maluszka ok, przy skurczu trochę spadało ale chyba tak ma być. Ogólnie fantastyczna sprawa, tak sobie leżeć i słuchac tego bijącego serducha :) Jak się kręcił to nie raz tak waliło że ho ho :D
Jak widać ekscytacja rośnie z każdym dniem. Ale jestem też mega rozdrażniona, łatwo mnie z równowagi wyprowadzić. No i wystraszyły mnie trochę wymioty później, bo takich rzeczy to już dawno nie było i nie mogłam z toalety wyjść, bo męczyło strasznie. A mój mąż dziś na kawalerski wyruszył...
Najpierw miał nie pić, żeby być "dostępny" w razie czego, ale jakoś tak na spokojnie. Stwierdziłam że tragedii nie ma, tatuś przeprowadził "męską rozmowę" z synkiem żeby dziś grzecznie siedział w brzuszku:D Złego nic się nie dzieje, a jak się zacznie dziać to zanim się rozwinie to mu zdąży alko wyparować :D Chociaż jakby usłyszał że mi wody odeszły to pewnie od razu by wytrzeźwiał :D
Zawiozłam go na ten kawalerski, sto lat nie jeździłam - jeszcze z nim trzeźwym to stres. A wracałam... ach cudowne uczucie, poszalałam trochę ale policji na szczęście nie było bo nie dość że prędkość (jak o 50 się przekroczy to zabierają prawko na 3 mies? :D ) to jeszcze oczywiście prawka nie miałam przy sobie :D Maluch fikał - mam nadzieję że z radości, bo zadowolona mama to szczęśliwe dziecko. A tatuś już planuje jakie autko dla synka wykombinować. Jak się wda w rodzinę tatusia to też będzie miał bzika na punkcie aut. W sumie po mamusi też :D Czas chyba w Need for speeda zagrać - męża nie ma więc nie będę musiała się wyścigami dzielić :D
Ale pierdoły piszę :D No cóż, prędko znów w ciąży nie będę, a lubię czasem powspominać :) Śmiesznie się teraz czyta pamiętnik z ovu a za jakiś czas z takim sentymentem będę czytać ten z belly :)

2 komentarze (pokaż)
30 lipca 2015, 14:55

Zaczynamy 40 tydzień, czyli 39+0 - tydzień do TP
A wg pierwszego USG prenatalnego - 2 dni :D
Ale nuuuuuuudy <ziew>
Skurcze są jak były, trochę więcej, trochę mocniejsze ale już na mnie wrażenia nie robią :D Jakieś tam inne symptomy też, Twardnienie brzucha to już w ogóle mnie nie obchodzi bo mam wrażenie, że prawie cały czas się spina :D Także nie wiem naprawdę. Intuicja mnie zawiodła i mały na pewno lipcowym dzieckiem nie będzie :D
Zrobiłam sobie konkretny spacer, kupiłam laktator ręczny z canpola (w razie czego niech będzie) i nie powiem, podbrzusze boli. Jeszcze rano męża zmolestowałam :D Ostatnio już trochę nerwówka była bo (cytuję) "ja nie wiem jaka odpowiedzialność na nim spoczywa" :D Ja huśtawki nastrojów, miałam kilka gorszych dni, ale już energia wróciła i luz. Może mi <3 brakowało :D :D
No i co... jeszcze jedną paczkę pampersów kupiłam, żeby zaraz po porodzie nie latać.
I najważniejsze. Łaskawie, w końcu kupiliśmy wózek. Tzn. już zaklepany i dzisiaj po niego jedziemy. Stanęło na używanym, bo tak oglądałam i oglądałam i nie mogłam się zdecydować no i pojawił się ten - camarelo carmela, zaraz pod Wrocławiem. Kupiony w grudniu, więc jeszcze na gwarancji. Jutro sobie wszystko wypiorę i będzie git :) Dziwnie, że tak już właściwie wszystko gotowe :D
Ale nasz synek jak widać się nie spieszy - w tej kwestii nie wdał się w mamusię. Ja to za wcześnie się urodziłam, do szkoły też wcześniej poszłam i ponoć też za szybko dorosłam :D
Za to się rozpycha, czasami jakby nogą chciał dziurę w brzuchu zrobić :D

2 komentarze (pokaż)
8 sierpnia 2015, 07:44

Witam się 2 dni po terminie.
Ostatni tydzień zleciał szybko, z moim samopoczuciem raz lepszym raz gorszym. Ostatnie 2 dni zdecydowanie gorsze, myślę że upały miały na to spory wpływ. I ludzie, którzy bardzo często wytrącali mnie z równowagi. Choć zazwyczaj miałam wyłączony telefon to i tak im sie udawało. W stylu znajomi, którzy chcieli żebyśmy do nich wpadli, mówię mężowi że nie chcę, bo się źle czuję (a czułam się naprawdę tragicznie) żeby sam pojechał do nich odebrać tablet on że ok, po pracy pojedzie - po czym wraca i mówi że koleżanka powiedziała że i tak będą koło nas przejeżdżać to czy na spacer pójdziemy. Albo pytania / smsy w stylu "urodziłaś już?". No ku**a. Od początku było mówione że jakby co - dam znać. No ale nie, przecież każdy jest pępkiem świata i myśli że tylko on się interesuje. A jak mówię że mam kilka takich uprzejmości dziennie to się dziwią.
Mam wrażenie, że niektórzy są przyzwyczajeni w erze fb do tego że na bieżąco obserwują sobie życie innych. A ja żadnych zdjęć i info o ciąży tam nie wrzucałam a nawet fb usunęłam. Wiecie, co innego jak sobie z kimś na bieżąco gadam o tym, a co innego jak ktoś co 2-3 dni pisze/ dzwoni "I jak tam?", "co słychać", "daj znać jak się coś zacznie dziać", "urodziłaś już?" - przykład kochanej kuzynki na którą irytowałam się już wcześniej. To nawet moja kochana mama która nie ma zdecydowanie wyczucia (:D) w tej sytuacji zachowywała się super, bo od bardzo dawna nie dzwoniła, jak coś wysłała smsa że trzyma kciuki, że sobie poradzę itd. i dopiero wczoraj zadzwoniła, bo wiedziała że już po terminie. I to też nie jakoś nachalnie tylko zupełnie na luzie sobie pogadałyśmy.
No dobra tyle z irytacji :D Teraz co właściwie nasz Kuba wyprawia? Siedzi w brzuszku i się rozpycha.
Wszystkie "symptomy" się utrzymywały, problemy ze snem i mega nudności mnie bardzo męczyły. A wczoraj od rana ciągły ból podbrzusza jak na @.
Byłam u ginekologa. Na wejściu do gabinetu pytanie "co tam?", więc mu mówię że wczoraj miałam urodzić :D Standardowy wywiad, mąż sobie za parawanikiem usiadł, a ja na samolot. Komentarz gina "ale mi palec leciutko wchodzi, szyjka miękka" mnie rozbroił i tylko się zastanawiałam co mężuś sobie tam myśli :D Na USG wszystko ok, mały przez 3 tyg przybrał 200g, wód już nie tak dużo no ale przecież "to czas żeby rodzić", przepływy ok, nasz szkrab dotleniony, odżywiony itd. I już się cieszyłam, że wszystko ok aż zobaczył że na szyi ma pępowinę :( dopplerem czy jak to tam się zwie, na kolorowo pokazał że wszystko sobie tam dobrze płynie, że jest tylko zarzucona ale ja umarłam. Wypisał skierowanie do szpitala, uspokajał że dzidziusiowi nic nie jest, że mamy sie nie bać b dobrze że to wiemy i po prostu trzeba to kontrolować. Oczywiście w domu internet i o dziwo też uspokajają, że jak nie ma jakichś zaplątań, nie jest kilka razy owinięty, KTG jest ok i czuję ruchy to spokojnie. No ale same rozumiecie :(
Maluszek nasz kochany gmerał cały wieczór rekami i nogami. Rączkami chyba przy buźce, bo takie dziwne uczucie mega nisko. Nie wiem jak ale szkrabie może ściągniesz sobie ta pępowinę co? W ogóle się zastanawiam kiedy mu się zawinęła bo przecież głową w dół jest od kilkunastu tygodni.
Noc tragedia. Nawet większa niż wczoraj (a wczoraj myślałam że gorzej być nie może). Czuję się jakbym @ miała, boli i plamię na brązowo.
No nic. Wszystko gotowe. Ostatnio jeszcze kupiłam dla Kubusia trochę "męskich" ubranek. Za jakieś 2-3 godziny jedziemy do szpitala.
Patrzę na pokój i nie wierzę, że jak stąd dziś wyjdę to wrócę już z maluszkiem. Innej opcji nie ma. Strasznie nie chciałam cc, ale teraz niech decydują co chcą, grunt żeby nasz skarb był bezpieczny.
EDIT:
Właśnie padło pytanie, której jest nowym numerem 1:
"-I jak Martusiu?
-W porządku.
- Tak? Dzidziuś się rusza?"
No nie, nie rusza się a ja mam wy****ne i w ogóle się nie przejmuję, nie denerwuję ani nic.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2015, 08:02

2 komentarze (pokaż)
8 sierpnia 2015, 13:32

No to pobyłam... 3 godzinny na IP.
Zrobili KTG, USG przez brzuszek i dogłębnie :D Zbadali na samolocie, zmierzyli ciśnienie i puścili. Ogólnie sytuacja taka, że szpital pełn - nic nowego, każdy wrocławski taki jest. Mały na KTG zrobił sobie taką imprezę że ho ho, nie wiem czy dźwięk mu nie pasował czy moja pozycja ale poszalał. Miałam jeden taki bolesny skurcz, nawet położna stwierdziła że porządny, a reszta taka sobie. Czyli dobrze że tylko na takie silne zwracam uwagę bo cała reszta jest o kant d... pupy rozbić. Moje plamienie jednak jest czopem i pani stwierdziła, że w sumie w każdej chwili może się zacząć ale póki co szyjka z zew. rozwarta na palec ale w środku zamknięta, miękka i zgładzona.
A z tą pępowiną mnie trochę uspokoili, że na spokojnie jak nic się nie dzieje to można normalnie SN rodzić.
Tylko łożysko sprawdzały dokładnie bo jest dość nisko, po lewej stronie ale ponoć nie zasłania "wyjścia" także powinno być wszystko ok.
To co mały? Jak jest krwisty czop to daję Ci 48h :) No i zobaczymy :)
Myślałby kto że 3h spędzone na IP mogą poprawić humor :D

3 komentarze (pokaż)
10 sierpnia 2015, 15:39

Nudziłam się w domu to ponudzę sięi w szpitalu, a co! Myślalam że cały czop sobie poszedł a dziś sie okazało że chyba nie wiedziałam co to prawdziwy czop :D Nie no dobra, przesadzam bo nawet położne stwierdziły jego odchodzenie ale nie zmienia to faktu że dziś niczym niekończąca się opowieść leciał z normalna krwią. Może w końcu łaskawa, miękka i zgładzona szyjka ruszy z kopyta, a nie jakiś mizerny centymetr dziennie. Kuba, zacny kawalerze bądź dżentelmenem i nie naduzywaj cierpliwosci i gościnności matki :D Dziś nic mi nie robią, jak nic niw ruszy to jutro badanie i zobaczymy.

2 komentarze (pokaż)
13 sierpnia 2015, 06:26

Ciąża zakończona 11 sierpnia 2015
Kubuś przyszedł na świat o godz. 14:20, ma 58cm długości i waży 3870g :)
Nasze małe wielkie szczęście <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2015, 06:39

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)