Promocja!

Wykup abonament z dostępem Premium do Twojego Kalendarza Ciąży od teraz do końca miesiąca, a otrzymasz od nas prezent!

Przy zakupie abonamentu Premium na:

1 miesiąc - otrzymasz 15 dni w prezencie

3 miesiące - otrzymasz 1 miesiąc w prezencie

12 miesiący - otrzymasz 2 miesiące w prezencie





Promocja trwa do 30.11.2018.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: kropku zostań z nami i rośnij / synek już z nami :) / drugi kropku rośnij! :D

Autor: Alala
4 sierpnia, 22:12

Podczas ciąży, kiedy ktoś się mnie pytał czy boję się porodu, zawsze mówiłam, że nie. Bo naprawdę się nie bałam. Nie bałam się bólu, bo jestem dosyć odporna. O porodzie myślałam jak o czysto fizycznie bolesnym przeżyciu, ale nie skupiałam się na tej stronie psychicznej. Nie jestem optymistką, myślę raczej realistycznie, ale nie przewiduję nigdy też tego najgorszego, a to mnie czasem stawia nagle pod wielką ścianą.
Nawet nie brałam pod uwagę, tego, że podczas porodu można się bać, ale nie o ból, tylko o życie dziecka.

Wracając.

Po półtorej godziny pod ktg stwierdzili, że nie jest tak źle jak przypuszczali, ale zostaję przez weekend na obserwacji.
Zrobiono mi usg, badanie na fotelu - dziecko około 3400-3700, zero rozwarcia, skurcze przepowiadające piszące się na 70-90 nawet.
W sobotę nie działo się nic, dobrze, że leżałyśmy we 3 na sali to mogłyśmy pogadać, ale gdyby nie Pani dowożąca jedzenie to nikt by nas nie odwiedzał :) No poza „moją obsługą” bo co 3 h miałam ktg.

W niedzielę na obchodzie pani doktor tak niepewnie zapowiedziała, że nie ma na co czekać - ciąża po terminie, nadciśnienie, słabe tętno dziecka - od poniedziałku wywołanie.

W poniedziałek rano na obchodzie doktor potwierdził. Wzięli mnie na badanie, rozwarcie zrobiło się na palec więc założyli balonik. Balonik wypadł pod wieczór, ale rozwarcie się nie powiększyło.

W nocy miała dyżur świetna położna. Poszłam do niej bo łapały mnie mocne skurcze, ale to niestety nie były porodowe. Zbadała mnie i stwierdziła, że rozwarcie nadal na palec, może ciasne dwa. Widziała, że jestem taka smętna, to mi trochę poopowiadała jak wszystko po kolei będzie wyglądało, każda faza porodu itd, aż zaczęłam marzyć, żeby urodzić na zmianie tej kobiety bo przy niej czułam, że wszystko będzie super.
Poszłam spać, w nocy budzili jeszcze na badanie tętna, a jak wstałam 1.05 o 6 rano to mojej ulubionej położnej już nie było.

Po obchodzie na korytarzu zrobił się jakiś gwar, dwóch lekarzy się ze sobą spierało, nazwijmy ich W. I N. Pielęgniarki wydelegowały nas na badanie, pierwsza dziewczyna weszła i zaraz wyszła. Wyszedł z gbinetu doktor W., który rano był na obchodzie i z tym drugim N. weszli do pokoju lekarskiego i zaczęli się głośno kłócić, a pielęgniarki chodziły i szeptały pod nosem. Jednego z tych lekarzy - N. znałam z opowieści mojej mamy, bo przyjmował jej poród kiedy się rodziłam. Napomknę, że urodziłam się nieprzytomna.

Lekarz W. wyszedł z pokoju w płaszczu i z teczką, i poszedł do domu, a doktor N. ubrał się w kitel, poszedł do gabinetu i zaprosił dziewczynę badaną przez poprzedniego lekarza. Myślę sobie, no super, odechciało mi się rodzić, bo w głowie miałam myśl, ze ten lekarz dał dupy przy porodzie mojej mamy.

Nadeszła moja kolej. Lekarz podczas badania stwierdził, że rozwarcie mam na 3 palce i mam iść na porodówkę. Zapytałam położnej czy mam dzwonić po męża (nie chcieliśmy rodzinnego, ale mąż chciał być na miejscu), ale stwierdziła, że nie. Wysłała mnie pod prysznic, co miało mi ulżyć (nie wiem w czym, bo skurcze, które czułam nie były strasznie bolące) i po pół godziny pod wodą miałam się stawić z dokumentami, butelką wody i telefonem na bloku porodowym…

Reszta jutro. Dzidek zasnął to i ja idę spać :)

4 komentarze (pokaż)
5 sierpnia, 20:20

Po prysznicu o 10 poszłam na porodówkę. Położna kazała się położyć, podpięła pod ktg, zbadała mnie - stwierdziła rozwarcie tylko na 2 palce (wtf?), zawołała lekarza.
Pomimo tego lekarz kazał podłączyć oksytocynę. Po chwili zaczęłam odczuwać mocniejsze skurcze, ale po 10 minutach słyszałam, że tętno małego bije coraz wolniej, a ja już panika. Zawołałam położną, a ta szybko zamknęła kroplówkę. Kazała się poprzewracać z boku na bok i powoli tętno wróciło, a w międzyczasie przyszedł lekarz. Otworzył kroplówkę jeszcze raz, delikatniej, ale znowu tętno zaczęło spadać, więc kazał odłączyć zupełnie, a ja miałam dalej leżeć. Leżałam do 12, skurcze były dosyć mocne, cały czas co 4-5 minut. Położna siedziała w dyżurce, jadła słonecznik i przeglądała fejsa. Marzyłam, żeby skończył się jej dyżur i wróciła ta co była w nocy, ale niestety nie było mi to dane.
Przed 13 podłączyli kroplówkę znowu, tym razem tętno małego było stabilne, ale o 14:30 lekarz podjął decyzję, że odpuszczamy, bo nawet na kroplówce akcja nie postępowała. Myślałam, że już tego dnia nie urodzę.
Wróciłam na salę, obiad mnie ominął, próbowałam spać, ale nie szło bo skurcze trochę dokuczały.
Po 15 przyjechał do mnie mąż, chwilę rozmawialiśmy, ale zawołali mnie na badanie,
Okazało się, że rozwarcie mam na 4 palce, więc wypad na porodówkę. Najpierw jednak miałam iść na pół godziny pod prysznic - znowu… -.-
Wyszłam spod prysznica, dostałam buziaka od męża i pomaszerowałam o 17 ponownie na porodówkę. Położna powiedziała, że kazała mojemu mężowi jechać do domu, bo ciekawe czy uda się urodzić.
Mówiła, ze podłączy oksy, a wtedy będę miała iść fikać na piłce, bo główka nie była jeszcze wstawiona i była bardzo wysoko. Kazała się położyć, podłączyła kroplówkę i ktg, zbadała mnie i stwierdziła, że jest pełne rozwarcie.
Wtedy zaczęła mi gmerać i po kilku próbach przebiła pęcherz płodowy :o
Przestraszyłam się po raz 1 tak porządnie. Z jednej strony odsyła męża do domu, bo raczej dzisiaj nie urodzę, dziecko jeszcze wysoko i niewstawione, a ona mi pęcherz przebija. Ze skakania na piłce już więc były nici.
Wezwała lekarza i powiedziała mu, ze wody odeszły(a nie, że ona je upuściła), a lekarz uradowany zatarł ręcę i mówi, ze rodzimy.
Myśle sobie, ze go ostro powaliło.
Moje skurcze? Prawie żadne, pisały się słabsze niż wcześniej, myślę sobie z czego tu rodzić. I gdzie jest mój mąż?

Kazali zadrzeć nogi na te uchwyty, lekarz mnie zbadał, główka sie wstawiła, ale nadal była bardzo wysoko.
Położna kazała zacząć przeć w momencie kiedy będzie mnie najbardziej boleć. Tylko, że ja nie miałam takiego momentu. Skurcze były raczej mocnym dyskomfortem niż bólem. Skurczy partych nie miałam w ogóle. Po kilku próbach parcia, znowu badanie, ale dziecko nic nie zeszło, natomiast od parcia kroplówka się zatrzymała.
Było już koło 18, zero postępu, skurcze co 4 minuty takie nijakie. Małemu drugi raz zaczęło zanikać tętno, kazali położyć się na bok. Położna zaproponowała lekarzowi żeby zrobić cc, ale on się nie zgodził. Stwierdził, ze mam predyspozycje (czyli?) i urodzę naturalnie.
Na porodówce pojawiły się jeszcze 2 położne, a z dyżurki co jakis czas zaglądała pani sprzątająca - trochę mnie to irytowało. Znowu kazali przeć, a jednocześnie druga położna uciskała mi brzuch z góry. Przy badaniu lekarz stwierdził, że główka trochę się obniżyła, ale nadal jest zbyt wysoko żeby przy takich skurczach urodzić.
Położna drugi raz zaproponowała cc, ale lekarz ocenił, że już poszło za daleko i muszę urodzić naturalnie - super.
Odpięli ktg, bo skurcze i tak się nie nasilały, a kroplówka się blokowała podczas parcia. Jedna położna tylko cały czas wyszukiwała głowicą tętno małego.
Po 18:40 położna od tętna, drugą ręką zaczęła mierzyć moje tętno na nadgarstku i krzykneła, ze nie może znaleźć tętna dziecka, a głowica sczytuje moje. Byłam ogromnie przerażona, w głowie miałam tylko myśl, ze ja sama urodziłam się nieprzytomna.
Wtedy zrobił się wielki zamęt. Zleciało się jeszcze kilka osób, lekarz kazał żeby „coś” ( nie mogłam zrozumieć w tym zamieszaniu) przygotować, oraz zawołać obsługę z noworodkowego, wszyscy poubierali się w foliowe fartuchy, naliczyłam wtedy 9 osób. Położna odbierająca poród na znak kazała mi przeć z całych sił obojętnie czy jest skurcz czy nie, ale podczas tego parcia „odleciałam”. Chyba zaczęli mnie cucić, bo jak wróciłam to położne szarpały mnie za ręce i klepaly po plecach. Lekarz dał mi zastrzyk (chyba miało to być znieczulenie miejscowe) i zaraz potem naciął mi krocze. Znieczulenie jeszcze nie działało, ani nie było skurczu. Uruchomili jakąś dudniącą maszynę i zobaczyłam tylko, że wsadza mi taką dużą odsysarkę. Dwie położne złapały mnie pod plecy, kazały przeć, a one cisnęły mnie do przodu. Po chwili wyjęli dziecko, a ja czekałam z otwartymi ustami na to czy zapłacze. Miał sine rączki i nóżki. Po chwili zaczął delikatnie krzyczeć, a ja wiedziałam, że się udało. Była 18:45. Odcięli pępowinę, dali mi go na chwile przytulić i wzięli do badania na stanowisko obok. Ale nikt nic nie mówił. Wołałam do nich czy wszystko jest z nim w porządku to mówili, że tak. Po chwili wyjechali z nim z porodówki.
Został lekarz i pojawiła się położna, ta która była w nocy. Powiedziała, że zaraz przywiozą dziecko spowrotem, a oni mnie teraz zszyją. Zapytałam, czy mój mąż jest na miejscu, powiedziała, że tak. Poprosiłam ją żeby poszła powiedzieć, że mają dziecko dać tacie.
Szyli mnie prawie do godziny 20. Potem położna mnie ogarnęła, zakryła kołdrą (dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak mi było zimno) i powiedziała, ze przyprowadzi mojego męża i dziecko. Przywiozła mi małego i położyła na piersi, pokazała jak dobrze przystawić, a męża w tym czasie wysłała żeby przeniósł moje rzeczy na salę na położniczym. Potem mąż przyszedł i pozwoliła nam być razem do 21. Mały początkowo nie mógł załapać piersi i płakał, ale w końcu się udało i się uspokoił.
Wtedy przewiozła mnie na salę , mąż przywiózł małego i mógł jeszcze chwilę zostać. Dali mi jedyną pojedynczą salę z toaletą zaraz przy dyżurce położnych. Męża musieli już wyprosić z oddziału.
Koło 23 zabrali mi małego na oddział noworodkowy, bo miałam zakaz wstawania przez noc. Przywieźli mi go koło godziny 6 rano.
Przez to, że poród był jaki był to non stop ktoś do nas zaglądał, nie było chwili prywatności. Personel trochę czuł, że ktoś dał dupy i nie tak powinno się to potoczyć i obchodzili się z nami jak z jajkiem.
Było ciężko, ale psychicznie. Pomimo tego, że mały ładnie ssał, to coś było nie tak. Ciagle płakał, dzień i noc. Ja prawie nic nie spałam, płakałam razem z nim, pielęgniarki z oddziału rozkladaly ręce, nikt nie umiał nam pomoc, dokarmiały mi go mm, to wtedy zasypiał na trochę. Nie czułam bólu, pomimo sporych ran naprawdę dobrze się czułam, tylko dzwoniło mi w uszach (ale to jeszcze przez kilka dni) i miałam mroczki w oczach. Myślałam, ze wyjdziemy w 3 dobie w czwartek, ale lekarz się nie zgodził. Ta wiadomość była dla mnie okropna, w piątek rano już płakałam w poduszkę, bojąc się, że znowu nas nie wypuszczą, a nie zniosłabym już tego psychicznie. Kłamałam, że czuję się świetnie, całą kolejną noc z czwartku na piątek nie spałam, żeby przystawiać małego co chwilę do piersi, bo powiedzieli, że jeśli przybierze na wadze, to wyjdziemy do domu. Daliśmy radę i wypuścili nas w piątek rano, a ja pękałam z radości. Wiedziałam, ze pomimo tego, ze w domu nie będzie lżej, to będę w domu, obok męża, nie będę czuła tych oceniających spojrzeń pielęgniarek i lekarzy, a z małym w końcu się jakoś zgramy.

Fizycznie doszłam do siebie bardzo szybko, ale psychicznie mi to trochę zajęło. Początkowo bardzo się bałam co będzie przy kolejnym porodzie. Planujemy więcej dzieci i zaraz po porodzie zakładałam, ze tylko i wyłącznie cc następnym razem. Stanęłabym na głowie, zapłaciła kupę kasy, żeby znowu się tak nie bać. Cały poród miałam wrażenie, ze mogę stracić coś czego jeszcze właściwie nie mam, a wtedy bym się nie podniosła.

Teraz już jest dobrze, nie mogę się doczekać kiedy znowu zajdę w ciążę i staram się myśleć pozytywnie.
Może wybiorę inny szpital, a może poród zacznie się sam i nie trzeba będzie wywoływac i obejdzie się bez takich przygód. Może trafię na lepszy personel?
Bo na taką historię złożyło się pewnie kilka nieszczęśliwych przypadków.
Lekarz tradycjonalista, który nie pracuje na stałe w tym szpitalu, nagle zarządał w nim dyżuru i nie chciał zgodzić się na cc?
Położna, która nie umiała postawić na swoim, a mnie wyświadczyła niedźwiedzią przysługę przebijając pęcherz płodowy bo jej się dyżur kończył i spieszyła się do domu, a o pacjentkach ma chyba mniemanie, że każda rodziła już 5 razy i wie co powinna jak robić?
A może gdyby tego nie zrobiła, to czekano by z zakończeniem porodu zbyt długo i dziecko byłoby niedotlenione?
A gdyby zrobili cc nie mogłabym tak szybko planować drugiej ciąży, a może dochodziłabym do siebie dużo gorzej i nie mogła się w pełni zająć dzieckiem?

Jednego jestem pewna, dobrze, że nie mieliśmy porodu rodzinnego. Nie będę wam kłamać, tylko tutaj opisałam wszystko w pełni, mężowi oszczędziłam niektórych szczegółów, bo nie wiem czy poradziłby sobie z tym, czy zgodziłby się na kolejne dziecko mając przed oczami taki obraz…

Bałam się, ze nie ma go w szpitalu, ale on na przekór położnej na szczęście został, chociaż też się strachu najadł bo widział tylko pielęgniarki biegające po korytarzu, a nikt nie miał czasu go informować. Mówi, że słyszał jak mały się urodził i płakał, chociaż mi się wydawało, że płakał tak cichutko.
Ale wiecie kto mu przemycał informacje? Pani sprzątająca, która co chwilę przez dyżurkę zaglądała na blok - a mnie to wtedy irytowało ;)


Ryczę jak bóbr pisząc to, mam nadzieje, że was do takiego stanu nie doprowadziłam.

Cokolwiek się stało i jakkolwiek wyglądał poród i pierwsze tygodnie macierzyństwa, wiem ze teraz jestem szczęśliwa.
I troche odchodząc od tematu- w pewien sposób rozumiem osoby, które decydują się tylko na jedno dziecko ( ale nie z powodu złych doświadczeń przy porodzie)- po prostu to dziecko kocha się tak mocno, ze nie wiem czy drugie tez będę umiała tak kochać. Nie chciałabym tej miłości dzielić, ale każde które będziemy mieć chciałabym kochać tak samo mocno i mam nadzieje ze to będzie możliwe.

3 komentarze (pokaż)
6 sierpnia, 06:48

Masz racje Marti, zapomniałam dopisać ze ja się nie potrafiłam tam odezwać, wykłócać, ale z tego strachu dosłownie weszła w takie lekkie otępienie, bo myślałam ze nie skończy się to wszystko dobrze.

2 komentarze (pokaż)
21 sierpnia, 07:55

Mamy skończone 16 tygodni :D
Zrobilam próbę przejścia na zwykle mleko, zakończyła się niepowodzeniem... Od soboty zaczęłam mieszać mleko zastępując jedna miarkę zwykłym, zauważyłam, że przestał bąkać no i w niedziele wieczorem była straszna akcja z brzuszkiem, pomogła dopiero kąpiel z masażem. Także z mlekiem jeszcze czekamy. Tak samo muszę walczyć z moja mama bo ona twierdzi, że już powinnam rozszerzać dietę. Bo ona nam już w 3 miesiącu dawała poszturane ziemniaczki z masełkiem. No trudno, ja nie dam nawet w 5. A już w ogóle przez delikatny brzuszek małego będę czekać jak najdłużej.

Ząbki nadal idą i idą, od 5 dni co wieczór na paracetamolu bo ryk nie do opisania - chociaz o dziwo wczoraj był spokój :D Czuć już je przez dziąsło i jak nie są obrzmiałe to widać wybrzuszenie, wiec mam nadzieje ze już lada dzień... Śmiesznie będzie wyglądał z 2 dwójkami dolnymi, dziurkacz :D
W dzień jeszcze jakoś się da, działa masaż dziąseł i anaftin, ale na wieczór jak zaczyna się wyciszać to go mocniej bierze. Na szczęście noc przesypia.

Odkąd przesypia cała noc, odstawił jedną butle, przez co je 4x170 gotowej mieszanki.
Początkowo nadal przybierał, a od 8.08 nie przybrał nic. Ale urósł 1-2 cm. Ma już 70cm i nie mieści się w siatce centylowej :o
Z wagą nie podnoszę alarmu bo ma chłopak duży zapas (obecnie spadł z 90 na 85 centyl), a poza tym będziemy za tydzień na szczepieniu to zapytam pediatry czy jest ok.
Chociaz nie wiem jak miałabym coś zrobić, na śpiocha butli nie idzie mu wcisnąć za żadne skarby.
A może to i od zębów trochę, bo potrafi zostawić czasami 20-30ml mleka i jest ryk jak próbuje mu to podać jeszcze.

W sobotę się bawimy na weselu :D
I gdzies w sobotę się okaże czy będzie druga dzidzia czy nie, walczymy dzielnie, ale na razie 2 cykle się nie udało wiec nasze nadzieje trochę opadły.

A właśnie jak u was z <3 po porodzie?
Ja się bałam strasznie przed porodem, myślałam, ze pewnie będzie gorzej, że będzie bolało albo w ogóle stres itd.
Na początku trochę blizna pobolewała pod koniec, ale z tymi bliznami to już chyba tak jest. Ponoć na zmianę pogody niektórych bolą.
A ogólnie szczerze mówiąc jest lepiej niż było, pomimo tego, że wiem, że moje ciało pewnie wyglada gorzej, to ja się czuje lepiej i łatwiej mi „dojść”. Ale to taka typowo zmiana w głowie, takie zwiększenie pewności siębie, z którego bardzo się cieszę.

1 komentarz (pokaż)
29 sierpnia, 14:02

No to 2 dzidzi nie będzie na razie, okres terminowo jak się patrzy.
A wesele super! Wytrwaliśmy do rana, mały od 21 już sobie smacznie spał, gorzej ze mną po powrocie do hotelu bo mały wtedy wyspany. Dobrze, ze odzalowalam dla niego na te słuchawki wygłuszające, dzięki temu miał ochroniony uszy od ciągłego hałasu, a jak na początku był bez to widać ze się stresował.

Złapałam podlamke przez ten okres. Chodzi o to, ze będę musiała wrócić do pracy od października. I jak o tym pomyśle, ze mały zostanie z babcia, tyle mnie ominie, będzie mnie widział tyle co nic ( nieregularne godziny pracy, delegacje) to momentalnie rycze. Nie wiem czy dam radę. Wiecie, nie chodzi o kasę, bo mam rok macierzyńskiego i to nie małego. I dopiero po roku myślałam wrócić do pracy, chociaz to tez szybko :( pierwotnie myślałam po 3 latach, ale mamy kredyt na dom i aż na to pozwolić sobie nie mozemy.
Ale mam umowę do listopada, jak nie wrócę to mi pewnie nie przedłuża. Gdybym była na koniec umowy w 3msc to musza mi przedłużyć ale to już się nie uda. Zaryzykowalabym i nie wróciła, żeby w tym czasie zajść w ciąże, ale boje się, ze będzie jak z pierwsza ciąża. W sumie dopiero po prawie 3 latach sie udało. A teraz do tego ciśnienie o to żeby się udało to w ogóle lipa. Siedzę i rycze. Nie wiem co robić, a mąż niewiele pomaga.

2 komentarze (pokaż)
29 września, 21:03

Hej :) Kurcze, byłam pewna, że pisałam ostatnio tak ze 2 tygodnie temu, a tu miesiąc :o sorki, jeśli komuś zależało na info :P

Najważniejsza wiadomość, z której z jednej strony się bardzo cieszę, a z drugiej cholernie boję - nie wracam na razie do pracy :D
Po wielu rozmowach z męzem, wielu wylanych łzach, jednak nie wracam. Nie wyobrażałam sobie zostawić małego bez konkretnej stałej opieki.

Babcia? - fajnie się nim zajmuje, ale tylko jeśli jest pod kontrolą, sama chętnie robiłaby wiele rzeczy inaczej i jeśli za bardzo "odpuszczę" rosną jej rogi. Wykończyłabym się nerwowo, no i trochę się po prostu bałam, bo moja mama jest jeszcze młoda i mam często wrażenie, że tym wnukiem wynagradza sobie trochę 3 dziecko, którego nie mogła mieć. Trochę chore.
Opiekunka na etat - przy moich i męza godzinach pracy, plus studiach, które chcę kontynuować chyba miałaby 200 godzin miesięcznie, a jej wynagrodzenie zeżarłoby 3/4 mojej wypłaty, choć nie jest mała.
Jedyna znajoma, którą brałam pod uwagę do opieki za gorsze, jak na złość po 6 latach siedzenia z dziećmi w domu w lipcu podjęła pracę i chyba w niej osiądzie.
Teściów nie mam, rodzeństwo męża i moje pracujące/mieszkajace daleko.

Tak więc zostaję z małym. Wiem, że ten czas się już nigdy nie powtórzy, nawet z kolejnym dzieckiem będzie to niby to samo ale zupełnie inne, nie chcę tego stracić. Finansowo zaciśniemy mocno dupy i damy radę, boję się tylko trochę o kredyt, ale lepiej teraz póki spłacamy same odsetki w niższej kwocie, niż pełną ratę za 2 lata.
Do tego łapię się każdej pracy chałupniczej, złapałam 2 kilkudniowe zlecenia. Wiecie, ja się żadnej pracy nie boję ani nie wstydzę, fizyczna praca z wielką chęcią. A kaska jakaś zawsze wpadnie. Jeśli same macie jakieś patenty za zarabianie przy dziecku to z chęcią przyjmę dobre rady :)

Z podsumowania w poniedziałek będzie 5 miesięcy z naszym szkrabem :)

- to co ostatnio działo się z jego spaniem to jak potem gdzieś przypadkiem doczytałam był regres snu (około 4 miesiąca), teraz śpi nadal ładnie. Sporadycznie przez zęby bywają noce, gdzie muszę go wziąć do siebie albo trochę potulić.

-mieliśmy też ostatnio jakiś skok rozwojowy, objawiał się wielkim obżarstwem i non stop było mu mało mleka. Myślałam, ze bedzie potrzebował już większej porcji ( bo cały czas od 2 miesiąca życia pije 4/5 x 150ml - mniej niż powinien wg tabelki), ale minęło po 2 tygodniach.

-właśnie, klopsik je mniej niż powinien, a i tak jest klopsik :P chwilę przystopował z wagą i zakręcił się koło 80 centyla, ale w tym tygodniu na szczepieniu dobił do 8,5 kg i 90 centyla znowu :O taka natura jego

- ząbki nadal idą.... nic nie mówcie. Z drugiej strony dobrze, ze jeszcze nie wyszły, bo niby jak wyjdą bardzo wcześnie to są słabsze. W ostatnim tygodniu zaczęły się niespokojne noce. 3 noce kiedy się wybudzał z takim piskiem co jakiś czas i musiałam go brać na ręce, albo nawet do siebie do łóżka, bo nie mógł długo zasnąć. No i też mniej przez to je, są dni kiedy je tylko po 120, jak próbuję mu dać dopić to wypluwa albo gryzie smoka.

-mały super chwyta, przekłada sobie zabawki, czasem już celnie prawidłowo smoczkiem do buzi, trzyma butelkę z mlekiem. Grubasek chwyta wreszcie swoje stopy, ale jeszcze nie da rady wsadzić ich do buzi. Ma małe furie, wie już, ze jak popłacze albo pokrzyczy to moze w ten sposób spróbować coś wymusić, denerwuje się jak nie dostanie czegoś do czego na przykład nie moze dosięgnąć, albo jak zabierze się mu coś czym nie powinien się bawić, a bardzo mu się podoba.
Zwraca na siebie uwagę udawanym kaszlem. Zaczyna powtarzać sylaby i pojedyncze literki, głównie bu-bu, albo robi u-u-u-u i brzmi jak orangutan :D Jak uda mu się usiąść - zazwyczaj w łóżeczku podciągnie się za szczebelki, albo z półleżącej pozycji na rękach to siedzi całkiem stabilnie przód-tył, nie ogarnia, że na bok może się podeprzeć rączką. Zaczyna pełzać, ale nie jest w stanie podnieść jeszcze tyłka z ziemi. Totalnie zapomniał jak się przewraca z brzucha na plecy. Z pleców przewraca się na boki, ale na brzuch tylko przypadkowo :P Leżąc na plecach obraca się wokół własnej osi w poziomie - w sensie jak zegar - podnosi nogi, przekręca się na bok, prostuje się i takim sposobem jest obrócony o 90st. i Robi tak w kółko :P

-etap mama. Jest odważny, biorę go wszedzie ze sobą więc widzi dużo ludzi, od razu się smieje i `'zagaduje". U cioć/wujków na rękach super, ale biada jak mama zejdzie z pola widzenia. Ryk i do mamy... Nawet u męża potrafi się rozpłakać. Słodkie, ale i męczące :P

-kolejna próba zmiany mleka, tym razem moze się uda? Już 6 dzień mieszania, 4 pierwsze zamieniłam 1 miarke na zwykłe, potem 2 miarki. Na razie nic się nie dzieje, kupa super, brzuch ok.

-2 dzidzi nadal nie będzie. W ogóle coś mi się poprzestawiało w cyklu po porodzie. Pierwsze 3 cykle z bolesną owulacją, do tego plamienie przez tydzień przed okresem. Myślałam - przeczekam. Ale 4 cykl pobił poprzednie - okres przyszedł 5 dni wcześniej i trwał 3 dni :D W czwartek wybrałam się więc do mojej lekarki, dała skierowanie na kilka badań, ale chyba wszytsko gut. We wtorek idę do niej skonsultować.


No to tyle, muszę nadrobić wasze pamietniki :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września, 21:06

3 komentarze (pokaż)
7 października, 01:02

Po konsultacji u gin - wyniki idealne, po prostu nie trafiliśmy albo u męża z nasieniem słabo, ale ja go wołami na badania nie zaciągnę :( - wałkowałam temat jak staraliśmy się o pierwszą ciążę. Gin zaleciła testy owulacyjne i celować z seksem tylko raz w owulację, żeby nasienie było jak najmocniejsze. Nie wiem, czy to prawidłowa droga?

W sumie jak dowiedzieliśmy się o ciąży w zeszłym roku, to laliśmy ze śmiechu, bo przez mają pracę, awans, wyjazdy i zabieganie kochaliśmy się tylko raz przez ponad miesiąc :O i jeszcze trafiliśmy :D może coś w tym jest... Ogólnie nie mamy wielkich temperamentów, ale te 1-2 razy w tygodniu wychodzi nam zazwyczaj.

No nic, w tym cyklu już za późno na testy, bo jak byłam u gin to był 13dc, więc celowaliśmy wg jej zaleceń, zaopatrzę się na następny cykl.

Dostałam się na studia! :D Tak! Wraca stara baba do szkoły (zaocznie oczywiście), stwierdziłam, że szkoda "marnować" czas skoro narazie nie wracam do pracy, a wybrany kierunek pozwoli mi na zmianę pracy na bardziej dogodną godzinowo dla życia rodzinnego, bo wcześniej to nawet z męzem nie mieliśmy często chwili dla siebie. Byłam zanieść oryginały dokumentów i tak patrzyłam po tych studentach-dzieciach i liczyłam, wyliczyłam, ze w tym roku na studia poszedł rocznik 2000/2001? Dzizas, ja miałam wtedy pierwszą komunię :O

Kawałek drogi na uczelnię mam, zdecydowałam się dojeżdżać pociągiem a nie autem, żeby móc wykorzystać chociaż ten czas w podróży na naukę, bo przy dziecku to wiecie, pewnie szału nie bedzie, a muszę naprawdę zakasać rękawy.

no, jak widać spać nie mogę, netflix już mi się dziś znudził, mąż w pracy, klopsik śpi, ja też powinnam, bo mam w planie jutro gdzieś się wybrać i skorzystać z resztek ładnej pogody, tylko jeszcze nie wiem gdzie. Nie będziemy sami siedzieć w domu, zaszalejemy bez taty :) ZByt długiej trasy nie mogę obrać, bo klopsik sam na tylnej kanapie wytrzymuje ok 40km, no chyba, że śpi, ale na to bym nie liczyła ;) A moje mądre auto nie ma opcji wyłączenia poduszki pasażera (tzn tylko w serwisie), żeby go przełożyć do przodu :( Korci mnie morze, może Gdańsk/Sopot - ale to 70/90km, zobaczymy.
Założę mu wygodne spodnie i może damy radę :D Właśnie, klopsik zrobił dziś awanturę o spodnie. Które nosił juz 5 razy. Chciałam go ładnie ubrać to nie. Był ryk nie wiem czemu. Paradował więc w za dużych dresach ;P


1 komentarz (pokaż)
22 października, 15:31

DZIEWCZYNY!!! :D

201810221_qwpnrrp.jpg

znowu pamiętnik wie przed mężęm :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października, 15:33

3 komentarze (pokaż)
22 października, 19:33

mąż wie. "powiedzieliśmy" mu z klopsikiem po prostu :D standard dla niego - bez zbędnych emocji

W sumie u mnie też zupełnie inne emocje niż rok temu, może dlatego, że bardziej spodziewane te dwie kreski? Test korcił mnie już od piątku, @ miała przyjść między czwartkiem, a niedzielą, nie było plamień jak w poprzednich cyklach, cycki napuchnięte, podbrzusze nie bolało, ale nie chciałam się nakręcać, poza tym poprzednim razem pozytyw wyszedł mi dopiero 2 tyg po terminie, tydzien po był negatyw. A teraz 2 krechy i to popołudniu :P

Ale bardziej się boję tym razem, czy dziecko zdrowe itd - bo już mam świadomość jak to po kolei przebiega i jak wiele można stracić.
Jest radość, ale z opanowaniem, na pewno zmieni się to jak zobaczę fasole na USG :D
Na pewno też ta ciąża "zleci" mi szybciej - teraz mam zajęcie 24/dobę więc nie będę się nudzić i odliczać kolejnych dni :)

Jak powiedzieć rodzicom? Zamówiłam już kiedyś body "big brother" z aliexpres na taką okazję i planowałam mu założyć jakbyśmy chcieli gdzieś wyskoczyć a babcia by sie małym opiekowała - sam by jej "powiedział" jakby go przebierała.
ALE! przyszło "little brother"... -.-
Też nie mogę za długo zwlekać, bo z rodzicami widzimy się prawie codziennie i wiecie - winko itp.

Resztę rodziny jak poprzednim razem poinformujemy gdzieś w 3 miesiącu - akurat na święta może :)

3 komentarze (pokaż)
29 października, 17:08

Dziewczyny, kto mi podmienił dziecko niech mi je natychmiast odda, już brak mi pomysłów na uspokojenie i sił, a humorki ciążowe nie pomagają...

od 3 dni i nocy obojętnie co - jest źle. W ciągu dnia ma tylko 3-4 h gdzie jest pogodny i się bawi. Tak non stop ryczy, jęczy, mruczy, chce się tulić, za 5 sekund chce leżeć, za 5 sekund chce się bawić, za 5 sekund chce spać, smoczek chce, za chwile wypluwa itd.... usypiam go na noc od 20 do 21-22, pośpi do 1 i zaczyna się akcja nocna - do 5 - dostaje butle i wtedy pośpi godzinkę i dalej...
Raz nosiłam go już chyba 2h i ciągle sie wybudzał, ryczał, położyłam go w końcu na łóżko i zasnął w 3 sekundy - sam.
Zęby raczej nie, nie ma nic zaczerwienione ani opuchnięte, ani śladu "kreski". Od środy do piątku miał stan podgorączkowy i lekko zaczerwienione gardło, ale był bardzo pogodny, jak zwykle, u lekarza wszystko ok. Nie ma apetytu, tzn jak czas jedzenia to aż dziki, zje troche, zaczyna ryczeć, znowu chce itd

Skok jakiś?

Po urodzeniu z jego problemami z brzuchem nie było tak źle, bo wiedxziałam co to i jak mu pomóc. Teraz pomimo, ze jest duży, nie mam pojęcia o co mu chodzi i do dupy się z tym czuje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października, 17:18

3 komentarze (pokaż)
30 października, 12:27

Poskarżenie się wam trochę podziałało - chociaż noc na 5 razy ale w miarę przespana ;)

Ale makabra z Mdłościami... brało mnie co pare dni, ale od wczoraj trzyma non stop. Jestem głodna to mnie mdli, zjem, 15 minut jest ok i znowu mdli. Mama się już dopytuje co taka blada jestem :D oby tylko się obeszło bez heftania

2 komentarze (pokaż)
2 listopada, 15:32

Klopsik miał wczoraj pół urodzin - skończył 6 miesięcy :D o makabra...
przedwczoraj miał szczepienie, mówiłam lekarce o tej gorączce w zeszłym tygodniu, dokładnie go obalała ale wszystko ok i dostał kolejna dawkę 5w1 :)

Wazy już 9.09 kg - 90 centyl, rozmiar ostatki 74, co raz więcej 80.

Nadal je 5 x 150ml - czasem 4x150 + 1x120. Jak skończy się paczka 1 to przechodzimy na 2, pediatra zaleciła przejść od razu, bez mieszania. Drugie mleko dostaje w formie kaszki bez cukru zrobionej na jego mleku. Czasem dodaje do niej owoce, ale średnio mu to smakuje. W ogóle zauważyłam, ze nie lubi nic co słodkie. Marchewka, jabłko, banan, gruszka jest be. Najlepsza dynia i szpinak. Dostaje kilka łyżeczek obiadku około godzinę po 3 butli. Większość rzeczy zjada z ochota, ale mleko najlepsze :) i bardzo mnie to cieszy - na własne oczy niektórzy z rodziny mogą zobaczyć ze dziecko potrzebuje przede wszystkim mleka, a nie naje się kotletem. Bo wiecie- tłumaczenie czasem nie dociera.
Gotuje mu sama ( na razie bez żadnych przypraw, cukru, soli) i wcina jak szalony. Kupiłam raz słoik na próbę - otworzyłam - tak pięknie pachniał. A mały jak posmakował tak zaczął się krzywić, zacisnął buzie i się odwracał i nie chciał ruszyć dalej. Posmakowałem to... makabra. Sama mąka. No żadnego smaku. A niby super hiper bobovita. Ostatnio obraził się na grudki w jedzeniu, ale jak dostaje rybę albo mięsko w kawałeczkach, albo ryż to wsuwa jak szalony. Także musi mieć osobno podane papkę i osobno kawałki - nie mieszać! Ogarnij to :p

Dudek siedzi, nawet bardzo stabilnie. Sam siada podciągając się za szczebelki, albo leżąc na płacach podnosi nogi, przewraca się na bok i ma wtedy kat prosty i odpycha się rączkami do siedzenia. Fest patent, ale na inne tyłek za ciężki :p

Akcja z która się skarżyłam minęła, moje dziecko wróciło. Chyba skok, bo siedzi i poznaje osoby.

W końcu ustawił się z drzewkami w dzień, wiec może się i porządnie pobawić i porządnie wyspać :)
Wstaje o 6, zje i chwile się pobawi, potem śpi jeszce do 8. O 10 kaszka na jego mleku, 11-12 zasypia na 2 godziny. 14 mleko. 15 jeśli ma ochotę to obiadek. 16-17 zasypia na godzinę. 18 mleko. 19-20 zasypia na noc. 21-22 chce mleko wiec najpierw go wtedy kapiemy na pół śpiąco i śpi dalej do rana.

W dzień potrafi się bawić na macie SAM! przez godzinę :O jaka ulga w obowiązkach. Ale muszę być w okolicy i co jakiś czas się odezwać lub pokazać. Na szczęście mam malutkie mieszkanie wiec wszystko jestem w stanie ogarnąć.

Zębów nada brak. Żre - dosłownie żre - wszystko co tylko zmieści się do buzi. Non stop pbszczypana buzia oczywiście.

Smoczek już tylko do zasypiania, chociaż w dzień w wózku uda się i bez. Może uda się odstawić bezbolesnie :)

W końcu polubił pic wodę. Tzn wcześniej podawałam mu wodę tylko jak dostał czkawki, ale i wtedy często nie chciał przełknąć. Chyba odkąd dostaje stałe jedzenie zaczął się domagać tez picia i woda wchodzi idealnie :)

Chyba wszystkie wieści.

Z wieści brzuchowych - wizyta we wtorek - nie mogę się doczekać, żeby potwierdzić ciąże.
Na razie umieram wieczorami. Nie wiem kto nazwał mdłości porannnymi. Jak nie zrobię czegoście do godziny 18 to potem nie jestem w stanie. W ogóle nawet spalonym z chęcią już o 19. Później dochodzi jeszcze ból żołądka i nie idzie zasnąć.
Jak ciąża się potwierdzi we wtorek to powiemy najbliższym :)


0 komentarzy (pokaż)
6 listopada, 15:59

6t6d
Już oficjalnie - druga dzidzia w drodze :)

Pierwsza wizyta za nami - fasola 9mm, bijące serduszko, termin na 26.06.2019 :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada, 16:04

3 komentarze (pokaż)
10 listopada, 20:51

7t3d

Dziewczyny może mnie zjecie, ale zastanawiam się czy ze mną coś nie tak. Nie potrafię się cieszyć z tej ciąży tak jak z pierwszej. W pierwszej każdy tydzień dalej to była wielka ekscytacja, codziennie czekałam na powiadomienia z aplikacji ciążowej jak kropek rośnie, a teraz tak bez wielkiego wow. Widzę, ze u najbliższych którzy już wiedza podobnie z emocjami. Nie wiem, to dlatego, ze pierwsza ciąża to wszystko takie nowe i nieświadomi co dalej, a tym razem to już tylko droga, która musi po prostu „minąć” żeby był ten niesamowity dzidziuś na świecie? Czy to po prostu brak czasu przy jednym dziecku na rozczulanie się nad każdym mijającym dniem... wypowiedzcie się, bo sama się z tym dziwnie czuje. Tak chcieliśmy drugiej ciąży, tak chcemy kolejnego dziecka, ale mam wrażenie, ze to nie to samo co pierwszym razem. Czy to przez gorsze samopoczucie po prostu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada, 20:58

4 komentarze (pokaż)
13 listopada, 18:15

To pytanie zadałam tez na wątku mam czerwcowych i dziewczyny potwierdziły - tak już jest.
Chyba, ze drugie dziecko jest po dłuższym czasie - to wtedy rozczulanie i głaskanie brzucha jest na nowo, bo tęskni się za takim maluszkiem.

Pierwszy schiz ciążowy się rozpaczał - przestało mnie modlić aż tak od paru dni i już panikuje. Oczywiście wynika to raczej z odstawienia witamin ciążowych z żelazem ( wyczytałam w necie ze żelazo zwiększa mdłości) i biorę spowrotem summavit jak w pierwszej ciąży. No i chyba nadciśnienie przyjdzie szybciej tym razem, na razie mierze codziennie, ale raczej umówię się na wizytę szybciej niż aż za miesiąc, nie ma co zwlekać z ciśnieniem.

Z rzeczy weselszych:
Jedzenie klopsików rozpoczyna się tak:

54CFF743-_qwhsnsa.jpg

A kończy tak:

6D9A4F40-_qwhsnaw.jpg

Nagotowalam papek jak był sezon na świeże warzywa i owoce, a mały i tak woli kawałki :p

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)