BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: kropku zostań z nami i rośnij / synek już z nami :) / drugi kropku rośnij! :D

Autor: Alala
5 lutego 2018, 15:26

I zaczynam 30 tc :)

Ale ten czas śmiga! Jeszcze 10 tygodni, mam nadzieję, że mały nie wykopie się wcześniej, bo brzuch mi opadł 2 dni temu :O
Naprawdę opadł, na początku myślałam, że to mój wymysł i nic nikomu nie mówiłam, ale np mama i szwagierka same zauważyły.
Pocieszam się, ze może mały się obrócił znów poprzecznie, bo nie czuje go już tak w żebrach, chociaż to marne pocieszenie, bo będzie mu pewnie teraz trudniej wrócić główką w dół jak ma mniej miejsca.

10 tygodni, a jeszcze tyle spraw do załatwienia! Wyprawka prawie gotowa, ale torba do szpitala nie jest zapakowana. Przygotowane dla małego wszystko mam i w razie co nawet mąż by wiedział co wziąć bo mam odłożone, ale dla siebie jeszcze nawet koszuli do porodu nie mam...
Na szczęście samego porodu się nie boję, jestem realistką, wiem, że będzie ból, zmęczenie, później nieprzespane noce, ale nie panikuję, bo każdy musi to przejść, damy radę :)

Za zaleceniem p. doktor i zgodnie z wynikami testu, odstawiłam produkty, których nie toleruję i waga przestała tak szaleńczo rosnąć, no i dużo lepiej się czuję przede wszystkim, paznokcie się nie łamią, trądzik zszedł i nawet biodro przestało boleć. Takie cuda, a to tylko zmiana diety :)

Jedynie gorzej śpię... Zawsze spałam tak, że bomba atomowa by mnie nie ruszyła, a teraz każdy szmer na zewnątrz, czy kot jedzący karmę mnie budzą. A bałam się, że nie będę dziecka słyszeć - już się chyba przygotowuje organizm na to :P

2 komentarze (pokaż)
20 lutego 2018, 12:55

31t1d

jeszcze 8 tygodni, 2 miesiące i zobaczymy naszego kochanego kropka :D

Wczoraj byłam na wizycie, dostałam opr od położnej,po tym jak sama rozpoczęłam temat wizyt patronażowych po porodzie, że nie zapisałam się od 20 tyg do swojej położnej środowiskowej. A dlaczego mi nie powiedziała o tym? Myślałam, ze jak chodzę do niej od 10tc to wystarczy, a nie o wszystkim wyczyta się w internecie. Tym bardziej, że nie zależało mi na chodzeniu do szkoły rodzenia itp, jedynie na w/w wizytach po porodzie u mnie w domu. A wg internetu to można załatwić po powrocie ze szpitala po porodzie.

Co do wizyty, mały przybrał ok 0,5kg przez 4 tygodnie, ja przybrałam na szczęście tylko 1kg, wiec tycie bez sensu po zmianie diety w końcu wystopowało. Szyjka zamknięta, dzidzia głową w dół, na 300% chłopak, ale niestety znowu jakaś infekcja :( Oczywiście pitu-pitu z panią doktor i nie zapisała mi co mam brać. Pisałam do niej, ale się nie odzywa.

Kolejna wizyta w 36t, trochę dziwnie, bo wszędzie piszą, że powinny być już co max 2 tyg. Ale może to ta położna środowiskowa, której sobie jeszcze nie załatwiłam powinna do mnie przyjeżdżać :P

Dzisiaj będzie pakowanie torby do szpitala :)

3 komentarze (pokaż)
6 marca 2018, 11:50

33t1d

Ale mnie dopadło choróbsko...
Jak byłam na ostatniej wizycie u gin to mnie troche gardło pobolewało, kazała iść do lekarza.
Wieczorem już mnie tak rozłożyło, na szczęście mam znajomego lekarza i podjechał. W sumie nic nie było, tylko ogromny ból gardła i mocny kaszel. Po 2 dniach straciłam głos. Maż jaki był ucieszony, że na niego nie krzyczę :D
Pielęgniarka przyjechała pobrać krew, crp nie miałam podwyższone, więc antybiotyku na szczęście nie trzeba było brać. Więc tylko witaminki, owoce, inhalacje, smarowanie vickiem i jakieś ziołowe środki, które absolutnie nie pomniejszały bólu :( Niestety nie szło przez to wszystko jeść, jedynie lody wchodziły i trochę zjechałam z wagą... Ostatecznie wyszło jakieś zapalenie gardła/krtani.
Już lecę 3 tydzień w domu, gardło prawie nie boli, tylko jak zbyt dużo pogadam - no bo nie mów nic przez ponad tydzień i zacznij mówić :P Z mężem już na messengerze pisałam :D Ale kaszel nadal nie odpuszcza. Ciężko coś z nim zrobić, inhalacje niezbyt, bo na wieczór jest mocno duszący i suchy, a rano wszystko się odrywa.

3 dni temu się przestraszyłam, że zaczął mi odchodzić czop, bo znalazłam na wkładce takiego długiego przezroczystego gluta jak kurze jajko, z taką ciemniejszą nitką w środku :o Ale od tej pory cisza, śluz tylko taki rzadszy trochę, ale jak zawsze kremowy. Niestety w nocy i rano mam zawsze bóle miesiączkowe, ponoć to może być norma, nie wiem.
Poszłabym do gin sprawdzić czy wszystko ok, ale nie chcę ryzykować, ze spowrotem mi się coś rozkręci jak wejdę między tych wszystkich chorych ludzi, bo teraz to jakaś plaga jest. Myślę, że póki są ruchy, a są już mocno bolesne jak kopie po żebrach, nie krwawię i nie mam skurczy to nie muszę panikować...

2 komentarze (pokaż)
23 marca 2018, 10:43

35t+4d
Wczoraj miałam wizytę i pobierany wymaz z pochwy.
Niestety jak przyszłam to okazało się, ze moja pani dr jest chora i nie będzie jej przez ponad 2 tyg. Musiałam pójść do innego dr, bo kończyło mi się zwolnienie no i trzeba było zobaczyć co z maluszkiem. Pan dr bardzo fajny, rzeczowy, wszystko ładnie mi opowiedział (nawet lepiej niż moja gin). Synek zaczął rosnąć po zmianie diety, ale w ostatni miesiąc przypakował ponad kg ( ja sama nawet tyle nie przytyłam) Pan dr mnie trochę przestraszył, bo zobaczyłam jego minę jak wszystko pomierzył, wtedy tak poważnie zapytał, który to mój poród. Stwierdził, że synek będzie bardzo duży jak donoszę do 40t i lepiej żebym urodziła szybciej. Stwierdził, ze za tydzień ciąża donoszona ( u mnie wszyscy lekarze i położna liczą tak jak my w większości na forum, że 35+ to już 36 tydzień) i mogę rodzić bo dziecię konkretne. Jednak nie dał żadnych zaleceń czy skierowania, pewnie dlatego, ze nie prowadzi mojej ciąży. A ja się teraz bardzo stresuję.
I w dodatku pewnie nic nie dowiem się na 100%, dopóki moja gin nie wróci, bo jaki lekarz przejmie ciężę w 9 miesiacu...

Bardzo zależy mi na porodzie sn, bo chcemy z mężem szybko "strzelić" drugie, żeby nie narażać się na tak długie starania jak o pierwszego maluszka, a w tych miesiącach po ciąży jest łatwiej. No i nie ukrywam lepiej na tym wyjdę finansowo, a tak musiałabym wrócić do pracy i maluszka oddać do żłobka :(
Doktor mówił, ze kolejnej wizyty nie muszę już mieć, chyba że nie urodzę w ciągu miesiąca. Teraz tylko co tydzień do położnej.

Troche się pocieszam, że może faktycznie urodzę szybciej, bo termin z miesiączki mam na 10.04, a nie 24.04 jak z usg. Moze organizm poleci swoim kalendarzem a nie dzidzi. Z ostatnich 3 usg co miesiąc wychodził termin między 15-18.04.

Mały jest ułożony główkowo, wstawił sie już praktycznie. Przez to chodzę jak kaczka, tak czasami ciśnie na dół. Nieraz nawet jak leżę, mam wrażenie, że mi zaraz wyjdzie. No i zawsze w nocy i nad ranem bóle miesiaczkowe.

U mnie waga od początku +12kg.

2 komentarze (pokaż)
25 marca 2018, 10:37

35t6d
Wczoraj wieczorem byłam na IP. W dzień się dziwnie poczułam, nudności i takie rozdygotanie, zmierzyłam sobie ciśnienie i było 150/80, ale po 20 minutach przeszło. Standard u mnie to 120/60, ogólnie cała ciąża bez komplikacji.
Wieczorem sytuacja się powtórzyła 160/90, przez godzinę się trzymało to pojechałam. Tam tylko zwykły lekarz, zmierzył mi ciśnienie i było 140/90, zadzwonił na ginekologię i kazali dać dopegyt i odesłać, ze to nic takiego. A w poniedziałek mam iść do giną i tyle. Chyba, ze siki będą mi się pienić - takie metody diagnozy jeszcze istnieją?
Ruchy czuje, brzuch nie boli jakoś specjalnie, standardowo się stawia, trochę panikuje.
Wzięłam już druga tabletkę dopegytu, ciśnienie utrzymuje się ok 130/80 120/90.
No i cały czas opuchnięte stopy. Druga noc z rzędu tez bardzo mocne bóle okresowe.

2 komentarze (pokaż)
29 marca 2018, 15:07

36t+3d

Chyba dopada mnie ta mniej przyjemna strona końca ciąży. Całą ciążę czułam się naprawdę super, poza małymi epizodami oczywiście. Teraz jak czytałam posty niektórych dziewczyn na podobnym etapie o kijowym samopoczuciu i ociężałości, opuchliźnie, to tak trochę po chamsku w myślach szło "uff, dobrze, ze nie ja". No i dopadło babe :P

Opuchlizna z nóg nie schodzi.
Cały czas mam ogólnie sporo energii, szukam sobie roboty bo mi się nudzi, ale od kilku dni jak mnie zetnie, to śpię po 5 sekundach. Na początku ciąży lubiłam się zdrzemnąć popołudniu, ale potem nic, zero. Dzisiaj wstałam przed 8, poogarniałam, a o 10 taki zjazd, że zaliczyłam drzemkę do 12... Nie wiem w sumie, czy to nie po dopegycie. Często też mi duszno, moze to właśnie od tego ciśnienia. A, mocz zbadałam, białka nie ma. Ale kolejne bakterie i leukocyty. Już mi się nie chce tego leczyć znowu, będę tylko pić żurawinę. Globułki pomagają, póki biorę a za tydzień powrót. Po ciąży samo pewnie przejdzie, tak jak przed.
Organizm chyba mi sie powoli przygotowuje do oczyszczenia, do tej pory regularne wypróżnianie raz na 1/2 dni, tak teraz od soboty 3 razy dziennie. Nie biegunka, po prostu 3 razy goni.
No i od wczoraj zaczęłam odczuwać lekko bolesne skurcze takie od góry do dołu. Standardowo jak każda, zastanawiałam się czy rozpoznam, że to to. Jak mnie wczoraj załapało raz tak mocniej... Już wiem, że nie przegapię. Muszę chyba zacząć je sobie liczyć i notować.

Od początku ciąży przeczuwałam jakoś, ze nie donoszę (tak jak przeczuwałam synka), lekarz też tak twierdzi, w sumie nie wiem czemu. Jaja będą jak przenoszę - a nie chciałabym. W maju się trochę dzieje w rodzinie, nie chciałabym niczego przegapić :P
Termin z USG 24.04, ale z OM to 10.04. Ciekawe, którego bliżej wyląduję :D

Dzidzia mocno ciśnie w dół, podczas chodzenia kilka razy na dzień tak zakłuje w kroczu, ze stanąć muszę. Ogólnie chodzę już jak pingwin :D

A z pozytywów, bo tak lekko narzekająco cisnę. Odebrałam wyniki wymazu i O DZIWO - wynik ujemny. Normalnie jaja, tu moje przeczucia się myliły. Od 9 tygodnia infekcja popychająca infekcję, więc byłam pewna, ze GBS wyjdzie +. Jedno zmartwienie mniej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2018, 15:55

0 komentarzy (pokaż)
31 marca 2018, 15:28

36t5d

Dzisiaj wesoła noc :P przed północą zaczęły mi się skurcze, dwa pierwsze były dosyć bolesne i długie, potem były już co raz słabsze i tak około 30 sekundowe. W sumie naliczyłam 18 skurczy między 23:40 a 1:20, bardzo przydatny okazał się w tym mój smartwach. Świetnie obrazuje na wykresie skoki mojego tętna jak akurat skurcz łapał - normalnie domowe ktg :D
W międzyczasie poszłam zjeść banana, bo brał mnie głód, a tak sobie myślałam ze głodna na porodówkę nie chce jechać :D zmiany pozycji czy chodzenie nic nie dawały, pogoniło mnie nawet na toaletę. Jak skurcze zaczęły słabnąć to stwierdziłam ze się położę i spróbuje zasnąć, bo jakby przyszło jechać na porodówkę, to bym była jak zombie. Do rana akcja się nie powtórzyła, jak się obudziłam to zlapalo mnie jeszcze dwa razy i od tej pory cisza ze skurczami. Kłuje tylko w kroczu i pobolewa. Ciekawe czy cos z tego będzie :)
Jak co to wesołych świat :)

0 komentarzy (pokaż)
3 kwietnia 2018, 10:34

37t1d , wg OM 39t1d
Chyba faktycznie już bliżej niż dalej.
Akcje z tymi skurczami powtarzały się cały weekend, już byłam tym trochę zmęczona, bo jak poczytałam, że miewają laski nawet przez 2-3 tygodnie przed porodem bolesne skurcze, to sie nieźle poirytowałam. Mąż ciągle jak na szpilkach, a biedak musi się wysypiać do pracy :(
Dzisiaj w nocy 20 skurczy. Były rzadsze niż poprzednio, ale trochę bolały. Nie tyle same skurcze może, że po prostu prawie cały czas bolało mnie podbrzusze, już normalnie myślałam, że coś z tego będzie. W końcu zasnęłam, rano obudziłam się znowu poirytowana, że dalej nic.
SIedzę sobie od rana na necie, zjadłam śniadanko, idę do wc, a przy podtarciu (sory za dosłowność) kupa zielonkawego bardzo gęstego śluzu, trochę w krwią. Wygarniałam tego na 5 razy :P Od samego rana ćmi mnie tak dziwnie brzuch, no i teraz jeszcze to :P

Chciałam dzisiaj trochę pozałatwiać, zakupy i do położnej na planową wizytę, ale teraz boję się wyjść z domu, żeby mi gdzieś wody spektakularnie nie odeszły

Mam nadzieję, że kolejny wpis już po rozpakowaniu będzie :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2018, 10:44

0 komentarzy (pokaż)
13 kwietnia 2018, 19:01

38+4
(40+4)

Nadal w dwupaku :(

Skurcze cały czas męczą, już będzie 2 tygodnie od pierwszej akcji. Brzuch na kolanach. I nadal nic...
Wczoraj miałam kilka kropek śluzu z krwią, już nadzieja zatliła i nic.
Jedno szczęście, że pogoda taka piękna to trochę więcej ruchu jest, cały dzień spędzam w ogrodzie, na słoneczku. Ale mogłabym juz w tym ogrodzie spacerować sobie z synkiem :)

Wiem, że narzekam, ze do terminu z usg mi jeszcze zostało i powinnam grzecznie czekać. Ale jak każdy lekarz przepowiada ci poród lada dzień, kiedy masz już wszystkie możliwe objawy porodu w najbliższym czasie to cie cholera bierze jak nic się nie dzieje. Do tego naprawdę się boję, że do terminu synek będzie taki duży, ze trzeba będzie robić cc. Wywoływanie też niestety często kończy się cc. Niby szyjka zgładzona, rozwarcie jest ale wiadomo, natury czasem nie oszukasz.

Niby dobrze znoszę ciążę, nawet teraz, latam całymi dniami, jeżdżę po urzędach bo mnóstwo spraw do załatwienia, ale już nie mogę się doczekać naszego maluszka. I to wieczne zagadywanie przez napotkanych znajomych : "a ty jeszcze nie rodzisz?" - No k*** jak mnie widzisz przed sobą to chyba nie - chciałoby się odburknąć.

Ciąża taka wyczekana, tyle czasu się staraliśmy, a jak się udało, to nam naprawdę pokomplikowało sprawy w koło. Nie piszę tu o takich naszych życiowych sprawach, więc ciężko byłoby teraz objaśnić wiele sytuacji, ale uwierzcie, że wszystko co mogło pójść nie tak w ciągu ostatniego pół roku - tak właśnie poszło.

W pracy było kolorowo - nie zapowiada się żeby miało tak być w przyszłości, więc powrotu tam nie mam co szykować.
W sprawie budowy - każdy urząd i możliwy organ się doczepił
O bankach nie wspominam.

Jakoś tak robię sobie nadzieję, że poród to będzie taka granica, po której przekroczeniu spojrzę na wszystko z innej perspektywy i zobaczę, że są pozytywne aspekty w tych sprawach. Takie wiecie: "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło".
Oby, bo na tą chwilę, nie mam pomysłu jak ten burdel ogarnąć.


2 komentarze (pokaż)
23 kwietnia 2018, 14:16

Jesteś w 41 tygodniu ciąży
(40 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 9
Trymestr: 3
Wiek płodu: 38 tydzień
Data porodu:
24 kwietnia 2018
(pozostał 1 dzień)

Może to będzie w końcu jutro? :)

Jak nie to gin wystawiła mi dziś skierowanie i 2.05 do szpitala.

Wkurza mnie, bo każdy lekarz mówi już teraz co innego. Najlepszy mindfuck był tydzień temu.
W przychodni gdzie chodzę do gina chodzę też do położnej (jest ich tam kilka, jedne lepsze, które np pracują w szpitalu inne to takie nieogary).
Cieszyłam się, bo badała mnie ta z tych lepszych (trafiłam na nią pierwszy raz), naprawdę fajna rzeczowa babka, wypytała o wszystko bo nie była w temacie, a przy obmacywaniu brzucha zwróciła uwagę, że dziecko wydaje jej się naprawdę duże i mam jednak iść do gin na usg, zeby obmierzyła i pewnie wystawi skierowanie na wywołanie - no to powtórka ze straszenia makrosomią miesiąc temu.
Załatwiła, że wbiła mnie w kolejkę i w ciągu pół h miałam wizytę u mojej gin.
U gin pierwszy pomiar 3kg - już poirytowana się jej pytam czy dziecko może schudnąć przez mieciac...
To zaczęła badać dokładniej i wyszło jej 3,4 kg niecałe i wymiary na 36/37 tydzień, tylko brzuszek standardowo większy o kilkanaście dni. Pytam, czy to normalne, że dziecko w miesiąc przybrało tylko 200-300 g - oczywiście według niej wszystko ok.
No nie będę się kłócić, rozumiem też, że ciężko jest już teraz obmierzyć dobrze dziecko.
Jakby co to szyjka nagle stała się zamknięta - w 36 tygodniu było rozwarcie :D


Dzisiaj znowu do położnej kazał aprzyjść.
Od piątku mocno mi skacze ciśnienie i puls i nagle puchną ręcę, nogi i twarz. Trwa to maks godzinę i puszcza. Ogólnie ciśnienie też utrzymuje się ostatnio wyższe niż było, więc tłumaczę dzisiaj to położnej (dzisiaj niestety trafiłam na babkę, o której całą ciążę sądziłam, ze pracuje tam tylko na recepcji). O nic nie pytała (np o występujące dolegliwosci), tylko wszędzie wstawiała (-), że nie ma :D
Jak widzę takie zaangażowanie to mi się tylko śmiać chce. Ona zmierzyła mi ciśnienie i wyszło bardzo niskie (nawet przed ciążą takie niskie nie było) i ona, ze problemu nie widzi - standard :D
Zmierzyła tętno małemu, już ja na ucho słyszałam, że jest niższe niż zawsze - pytam - 128 uderzeń (zawsze było 136-144) - ona co? - problemu nie widzi.

Ja pier... mam wrażenie, że zanim urodzę dostanę do głowy przez te rozbieżności informacji i opinii od polskiej służby zdrowia :D
CIekawe czy obok porodówki nie mają oddziału psychiatrycznego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2018, 14:20

2 komentarze (pokaż)
27 kwietnia 2018, 17:56

40t+4d

Dzisiaj byłam u położnej. Zainteresowały ja skoki tętna u małego i podpiela ktg. Zapis wyszedł zbyt płaski, ona nie panikowała, kazała podjechać do szpitala na oddział skonsultować to z doktorem. Wiec ja tak na spoko, bez przygotowania sobie pojechałam, a doktor duże oczy i ze zostaje leżeć :O
Podpięli pod ktg, wyszło lepiej trochę, ale i tak zostaje bo maja jakaś zasadę ze trzymają na obserwacji minimum 4 dni, a jak maja mnie wypuścić i zaraz mam wracać na wywołanie, to zaczną wywoływać już od poniedziałku może.
Dzidzia na szczęście nie jest duża 3400-3700, trochę mało wód ale może już tak być. Przebadają mnie pod katem tego mojego ciśnienia no i mały będzie pod kontrola. Niestety znowu infekcja wiec podlecza trochę.
Ja się stresuje bo sam pobyt poza domem to dla mnie zawsze spina, nawet na delegacje z pracy nie lubię jeździć bo zawsze wtedy mam problemy żołądkowe. A w szpitalu na dobra sprawę pierwszy raz w życiu :O

Ale odszedł stres ze mi wody odejdą w jakimś publicznym miejscu :D

1 komentarz (pokaż)
29 kwietnia 2018, 09:32

40+6

3 razy dziennie ktg, w nocy co 2 h sprawdzają małemu tętno. wychodzi różnie... zazwyczaj płasko chyba ze non stop zaczepiam małego to mu to tętno trochę rośnie. Jest decyzja, ze od jutra zaczną wywoływać poród. Najpierw balonik.
Po badaniu szyjki w piątek miałam dosyć mocne skurcze, aż przez cała noc, ale się wyciszyło.
Ciężko tu sobie znaleźć zajęcie, spaceruje jak taki szpieg po całym szpitalu żeby nie skostnieć na tym łóżku

3 komentarze (pokaż)
30 kwietnia 2018, 13:49

41+0
Ja dziewczyny cierpliwa wcale nie jestem :P już bym chciała do domu z małym :) jeszcze dzisiaj koleżanki z sali wyszły do domu, nowe żadne nie przyszły to się zanudzę. Na szczęście położne pozwolily spacerować w takim malutkim parku przy szpitalu i dzisiaj już ponad 4km wychodziłam :p

Rano badanie, infekcja praktycznie ustąpiła, rozwarcie na palec i założyli balonik. Nie było przyjemne ale nie bolało. Po założeniu mocne skurcze, na ktg pisały się na 100 i trzymały dosyć długo, ale jak opisałam położnej jak je czuje, to mówiła, ze to typowo od balonika, a nie porodowe.
Skurcze nadal łapią, ale nie są aż takie bolesne jak z rana. Oby balonik zadziałał, bo lekarze tu nie chcą dawać kroplówki przy tak małym rozwarciu a cesarki się boje :/

2 komentarze (pokaż)
2 maja 2018, 05:31

Stało się! 1.05 zostałam mama! :D
Poród z przebojami, opisu szczegółowego wam chyba oszczędzę, bo najważniejsze ze wszystko skończyło się dobrze.
Pierwsza próba indukcji kroplówka trwała 3h bez postępu i odesłali mnie spowrotem na sale na odpoczynek, a za drugim razem o 18:45 po niecałych dwóch godzinach urodził się nasz pulpet :D poród zakończony vacuum, ale z małym wszystko ostatecznie ok, mnie mocno poharatało, ale tym będę się martwić później :)

Ostatecznie nie był duży bo 3450 i 54cm, ale miał skubany duża główkę. Apgar 10/10

Odziwo jest podobny do mnie :D a byłam pewna, ze będzie czysty tata

3 komentarze (pokaż)
8 maja 2018, 17:11

Ciąża zakończona 1 maja 2018


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2018, 17:16

0 komentarzy (pokaż)
8 maja 2018, 18:41

Synek już tydzień jest z nami :) Jak zleciało...

W piątek wyszliśmy ze szpitala, nie wytrzymałabym tam dłużej już chyba :P Wredne i oschłe pielęgniarki na oddziale noworodkowym, za to na ginekologii i położniczym ukochane kobiety. Mnóstwo dobrych rad i pomocy od nich w sprawie dziecka, zamiast od tych od których powinna ta pomoc być. Noworodkowe tylko chodziły poirytowane jak dziecko płakało i proponowały butlę. Ale najpierw zaraz po porodzie przyniosły 10 książeczek i ulotek dlaczego kp jest takie ważne :D Taka hipokryzja

Ja się czuję super, pomimo poharatanej dupy, obyło się bez przeciwbólowych, tantum rosa działa cuda :) Stwierdzam pierwszy niepotrzebny zakup - poduszka poporodowa ;)
Oczywiście jest dyskomfort, co jakiś czas się pociągnie jakaś nitka, ale naprawdę myślałam, że będzie tragedia, sądząc po wypowiedziach na forum dziewczyn, które miały 3-4 szwy i umierały. No oczywiście każdy jest inny i inaczej odczuwa. Ja w sumie nie wiem ile mam szwów, na zewnątrz naliczyłam chyba 9, nie mam pojęcia ile w środku. Jak zapytałam położnej która pomagała szyć doktorowi ile tych szwów tam będzie (2 razy nitke mu donosili), to ona tylko tak mnie pogłaskała i "nie martw się kochanie, zagoi się" :D
Ogólnie cały poród wyobrażałam sobie jako dużo większy ból. Skurcze bolą owszem, ale podczas parcia nie czułam nic. W moim przypadku było tylko dużo strachu o synka.

Niestety mam problem z laktacją. W szpitalu w czwartek dostałam nawału, musiałam odciągać bo było za dużo, jeszcze do niedzieli mi z cycków dosłownie kapało, kilka grubych wkładek na dzień, a wczoraj mały wciągnął oba cycki i nadal głodny. Mąż biegiem do apteki po mleko, za ok 3 h pora na kolejne karmienie, mały głodny, a cycki puste :( Gdzieś na co 3 karmienie tylko mi się zbiera w piersiach...
Jutro przyjedzie do nas pierwszy raz położna, może coś doradzi, bo zależy mi na kp. Mm jest wygodniejsze i fajnie angażuje tatę, ale jednak kp jest zdrowsze i dla mnie i dla dziecka.

Jak wróciłam do domu zniknęło mi 9 kg, czyli jeszcze 4 do wagi wyjściowej, ale chciałabym zgubić więcej ogólnie, ale jeśli dam radę kp to nie będę się oczywiście odchudzać.

Z synkiem jakoś się ogarniamy powoli. Tzn nie spałam pierwsze 4 noce z rzędu więcej niż po 1-2 h, ale uwierzcie, że nawet tego nie odczuwałam. Po porodzie matkom włącza się chyba tryb - robot i nie potrzebują snu. Tate po jednej nocy, kiedy spał tylko 3 h bolała głowa, kłuło w klatce itd :P
Najpierw nie spałam bo rozkręcaliśmy laktację, więc mały non stop na cycku. 2 pierwsze noce, potem 2 wieczory miał też problemy z puszczaniem bąków. Zanim puścił bąka darł się w niebogłosy i preżył, a mi serce pękało, bo nic mu nie pomagało. Położna stwierdziła, że tak się zdarza, coś (już nie pamiętam nazwy) w jelitach nie było w pełni wykształcone i dziecko nie miało siły wytworzyć ciśnienia do puszczenia bąka i potrzebuje wtedy do tego krzyku. I chociaż strasznie wyglada, to wcale go to niby nie boli. MIało przejść.
Chyba przeszło, bo nie powtórzyło się to już od niedzielnego wieczora :)
Synek był trochę niedotleniony w trakcie porodu i miał duży problem z regulacją temperatury. PIerwsze noce był ubrany w pajaca, otulony pieluchą, otulony cienkim kocykiem, w rożku i przykryty kocykiem. I nie był przegrzany. Wczorajsza noc już bez kocyka, a pierwszy raz wyskoczyły mu potówki. Dzisiejsza noc już tylko na pajacu pod cienkim kocykiem :) W dzień krótki rampers i skarpetki i jest super :)

Od soboty wychodzę z nim na dwór, codziennie na trochę dłużej.

Synek to ogólnie aniołek, chociaż nieźle nas przez kilka nocy przetargał.
Po odłożeniu do łóżeczka zasypia sam, jak w dzień się przebudzi to potrafi leżeć i patrzeć, pobawi się rączkami :) W niedzielę nie spał przez 6 godzin, w trakcie walnął ze 2 drzemki po pół h. W dzień jak śpi, ja sobie ogarniam, czasem się zdrzemnę...

No i wielki głodomor, WIELKI. Zauważyliśmu to dopiero jak zaczęliśmy go dokarmiać mm. Jednorazowa porcja da 1-2 tygodniowego dziecka to 60 ml, a jemu to mało kiedy wystarcza. Nie chodzi o to, że zapełnia go na krótko, ale w ogóle nie zaspokaja to jego głodu :P

Jutro się okaże ile przybrał.

A z papierologią (przychodnia, zgłoszenie do zus, becikowe itd ) jesteśmy w czarnej dupie :P
Ja z nim jeszcze w duże skupiska ludzi nie ruszam, mąż w pracy do wieczora, to nic nie załatwi.

Ale się rozpisałam. Jest stękanie - idę karmić :)




1 komentarz (pokaż)
29 maja 2018, 09:04

I nasz szkrab ma dziś 4 tygodnie! Jak czas nadal będzie tak szybko leciał to ani się obejrzę, a pójdzie do przedszkola :P

Jest super! Wiecie, ja to z tych co raczej nigdy za dziećmi nie przepadała, nie miała podejścia itd, ale bez tego okrucha nie wyobrażam już sobie życia. Nieprzespana noc, obsrana bluzka, wycie, że sąsiedzi słyszą "bo tak", ale potem mały uśmiech i serce mięknie.
Ostatni tydzień jest w ogóle pełny wrażeń, codziennie rano jak synek się budzi to dosłownie robi coś nowego. Zaczyna już gugać, potrafi się skupić na twarzy, a od 2-3 dni co raz częściej świadomie się uśmiecha :) Uwielbia jak się do niego mówi - a wiecie jak ciężko gadać przez kilka godzin :D Niedługo książki będę pisać tak mi się wyobrażnia wyrobiła :P No i znam już ze 20 kołysanek :P

Synek teraz jest już super grzeczny, no chyba, ze jest mocno zmeczony to jest taki stan " sam nie wiem co chcę" i ciężko go uspokoić ale idzie coraz lepiej :) Karmimy się już całkowicie mm, pokarm zanikł :/ Mały przytył w 4 tygodnie 1,15 czyli całkiem w normie, waży 4,6, rozmiar nosi 62.

Ostatnio lepiej śpimy, wyczulismy jego ulubiony harmonogram. Upieraliśmy się wcześniej przy kąpaniu ok 19, ale mały ma tak, że obojętnie o której kąpanie czy jedzenie zaśnie i tak dopiero o 21:30, pewnie przez to, ze tak długo jest jasno. Ale to nawet spoko, bo po kąpaniu i jedzeniu pierwszym rzutem prześpi nawet 5-6godzin, więc i my mamy coś z wieczora i się wyśpimy :) Także kąpanie po 21, jedzonko przed 22, kolejne jedzenie 4-5 i wtedy przekima jeszcze ze 3 godziny i ok 7-8 wstajemy :)

Na dniach może się nam to przestawić, bo przechodzimy właśnie na 120ml, bo 90 w nocy mu wystarcza, ale w dzień jadł już co 2 godziny.

Jeśli o mnie chodzi to baby blues mnie nie ominął, miałam takie momenty przez pierwsze 2 tygodnie, że jak mały płakał to ja w którymś momencie też ryczałam. I nie mogłam przestać :D Albo nawet jak sobie pomyślałam np "co by było gdyby był chory". W którymś momencie to moje płakanie wyglądało tak, ze smiałam się z tego, że znowu placzę, a łzy jak grochy leciały :D
Szwy na zewnątrz zniknęły w 2 tygodniu, w środku w 3, już ponad tydzień tylko plamię na beżowo.
Korci mnie już strasznie na <3, ale dosyć wąsko zszyli mi "wejście" i trochę się boję jak to będzie :P
Waga wróciła do tej sprzed ciąży, ale brzuch nadal trochę został i piersi też - z tego ostatniego się cieszę, bo przed ciążą B, a w ciąży i teraz D :D
Rozstępów nie mam, ani na brzuchu ani na piersiach pomimo tego, ze nie mieściłam się po porodzie w zaden stanik. No i ze smarowaniem to u mnie było tak sobie, na początku trochę się smarowałam zwykłym Nivea nawilżającym, ale jak brzuch urósł to było już za dużo roboty :D
A myślałam, że mnie rozwali, bo jak kiedyś sobie sporo przytyłam to porobiły mi się rozstępy wewnątrz ud i na pośladkach.
Jednak chciałabym trochę schudnąć jeszcze, bo przed ciążą się trochę zapuściłam :P

Rzadko tu zaglądam, bo po prostu mało jestem w domu. Całe dnie spędzamy w ogrodzie, ale staram się was nadrabiać :)

3 komentarze (pokaż)
28 czerwca 2018, 09:54

Maluszkowi stukneło we wtorek 8 tygodni :D
z wieści to przeszliśmy małą katorgę przez źle dobrane mleko, które poleciła nam położna środowiskowa (kazała zmienić to co sami wybraliśmy zanim się u nas pojawiła). Na początku ok 2 tygodnie mały był na nim ok, ale potem zaczął mieć problemy z bąkami i kupą. Kupę robił raz na 3 dni - to nic złego, ale przez 2 poprzednie się męczył, prężył, a potem już nawet się darł, bo próbował zrobić, strasznie dużo bąkał i zawsze przy tym płakał. Położna kazała dawać rumianek, no dzięki temu kupa była mniej zwarta i łatwiej ją robił, ale w dni bez kupy i tak się męczył. Ostatnie 2 dni na tym mleku tak mu było ciężko, że nie pomagało już nic, nie można było go uspokoić i jadł co 2 godziny po ponad 100ml, co jak można się domyślić jeszcze sprawę pogarszało bo miał więcej do trawienia i dalej brzuszek bolał. dużo też przez to przybrał.
Powiedziałam dość, olałam położną, w końcu sama znam swoje dziecko najlepiej i dałam to mleko co na początku mieliśmy. Najpierw po 2 karmieniach walnął sobie zdrową kupę (pomimo, ze zrobił też rano) i lecimy na tym mleku już 10 dni i jest super. Mały jest dużo spokojniejszy, nie płacze, kupa co 2 dni, ale bez bólu i spinania.

Je już przez te akcje 150ml, bo mu pewnie żołądek rozepchnęło, ale się wyciągnął i nie jest taki pulpet jak był 2 tyg temu :P Je w sumie też 1 dawkę mniej, bo je 5 razy. Sam się tak ustawił i nam to odpowiada. Karmienie w nocy o 2, potem o 6 i wstajemy, potem o 10, 14 i ostatni raz o 18 i zasypia. O 21 go kąpiemy(w śpiku, a czasem się rozbudzi) i śpi już bez jedzenia do 2 :) Te godziny oczywiście wahają się o 30 min w przód i tył.

Dużo się śmieje, uwielbia leżeć i spać na brzuchu, bawi się rączkami, jeszcze nie chwyta, już mocno trzyma głowę w pionie i w poziomie, a w poniedziałek mamy pierwsze szczepienie. Zobaczymy wtedy też ile waży, bo położna się od 2 tygodni nie pokazała i oceniam tylko tak naocznie, bo ważenie metodą z nim na rękach i odejmowania swojej wagi nie wychodzi :P chyba waga popsuta.

Macierzyństwo jest piękne, naprawdę :) Nawet zmęczona czy niewyspana i tak się cały czas uśmiechasz, bo takie maleństwo daje wiele szczęścia :)

3 komentarze (pokaż)
1 sierpnia 2018, 08:02

Hej hej :)
Dzidkowi stuknęły dziś 3 miesiące :D Pierwszy wiadomo zleciał ekspresem, drugi jakoś zauważyłam, ale kiedy zleciał ten 3 to nie mam pojęcia. Jest już spory chłop, 20.07 na szczepieniu ważył 6,76. Przestał już tak mocno przybierać, w sumie na dzień przybiera polowe mniej niż przez pierwsze 6 tygodni. Mierzy ok 67 cm, ubranka ma już na 74( głównie angielskich firm bo zaopatrujemy się w sh :) ). Ale z polskimi nic inaczej w sumie, w pepco 68 już się nie wciśnie, w H&M jeszcze trochę tak, ale np cool club jest lekko luźne 68 :)

z podsumowania:
- Zazwyczaj je 5 razy dziennie po 150ml, w nocy budzi się raz w okolicach 1-3, albo prześpi ten czas i śpi do 4-6. W drugim przypadku je wtedy tylko 4 razy. Ogólnie zasada jest taka ze ostatni raz zje między 16, a 19, a między 18 a 20 zasypia na noc. W spiku niestety nie zje, nawet jeśli się trochę rozbudzi przy kąpaniu. Zreszta nie jest niedokarmiony żebym musiała go wybudzać :p Śpi na noc wtedy jakieś 6-8 godzin, potem 4, a w dzień między karmieniani ma po 1,5-2h spania. Więc jeszcze spi dosyć sporo, ale teraz mam wrażenie, ze też przesypia te upały...
- Chyba już koniec z brzuszkowymi problemami :) miesiąc na jednym mleku i jest ok. pojawiły się na początku problemy z gazami i płacz godzinę przed każdym jedzeniem, espumisan nic nie dawał nawet w sporych dawkach, ale zastosowaliśmy kropelki biogaia i problem minął od razu :)
- Dzidek staje się bardzo komunikatywny :) „Odpowiada” prawie zawsze jak się do niego coś powie. Albo jak rozmawiam z kimś przez telefon :p do obcych zaczyna sie wstydzić. No i śmieje sie głośno :D Nie płacze już o wszystko,potrafi inaczej powiedzieć ze coś jest nie tak. Najpierw sapie, potem tak przeciągłe guga, potem jest „e” lub „ehe”, którego intensywność i częstotliwość jest zależna od stopnia zdenerwowania, potem takie wymuszone łkanie. Płacz jest tylko przy sporym głodzie- tu nie ma ostrzeżeń w innej formie :D no i jak coś go boli - aktualnie zabki
- Pierwsze objawy ząbkowania zaczęły się 2 tyg temu. Najpierw pchał wszytsko do buzi, a potem od razu nie, na wszytsko się krzywił i płakał, nie chciał jeść. To matka kombinatorka wpadła na pomysł żeby dawać mu mleko w takim niekapku z długim ustnikiem ( ten pierwszy z MAM do nauki niekapkow). Z jakiegoś powodu z tego na szczęście chciał pic. Pediatra na szczepieniu potwierdziła ze widzi 4 idące zabki, dwa na gorze i dwa z dołu są już bliżej. Teraz w weekend była druga akcja, miał bardzo napuchnięta dziąsła i takie jakby poranione normalnie, wiec był płacz, zastosowałam dentinox, ale chyba go to jeszcE bardziej zdenerwowało. Aktualnie mamy w miarę spokój poza małym marudzeniem wczoraj wieczorem, ale zaopatrzyłam się już w viburcol, anaftin baby i ibuprofen na najcięższy czas :)
- No i jest właśnie etap co do raczki to do buzi. Wszytsko! OcZywiscie gryzaków nie, bo są za twarde i chyba go to boli, najlepsze są mamy palce :p
- jest i etap „mamy cyc”. Nie boi się obcych, chwila wstydu i się smieje, dużo przebywa z dziadkami, ale czasem piszczy, zachowuje się jakby był śpiący, wiec go przytulam, on się chwile wciska, gniecie rączkami, trze nosem jakby byl naprawdę mocno zmęczony,a po chwili „kikruje” na boki do kogoś i się śmieje :p po prostu chce się poprzytulać do mamy :P
- Jakieś 2 tyg temu zaczął się przekręcać z brzuszka na plecy w o obie strony, potem zapomniał jak to się robi, teraz już znowu potrafi. Próbuje z plecków na bok, głowę ciągnie, rączkę zarzuca, ale zapomina o nogach i nie wychodzi :)
W ogóle jest teraz taki słodziak, za 3 tyg idziemy na wesele i zabieramy go ze sobą, bo to spory kawałek drogi od domu. W ciąży jeszcze myślałam „kurczę takie maleństwo na weselu”, a teraz wiem, ze to nie będzie żaden problem a sporo radości :)
Mam wrażenie, że teraz jest najlepszy czas z takim maluchem - już jest komunikatywny, daje wiele radości, ale jeszcze sie nie przemieszcza i nie broi :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2018, 08:03

2 komentarze (pokaż)
4 sierpnia 2018, 21:01

Doszłam do wniosku, że jednak podzielę się historią mojego porodu. Cieszę się, że nie napisałam jej wcześniej - plan był nie pisać jej wcale - ale uświadomiłam sobie, że spojrzenie na poród z perspektywy czasu zmieniło moją ocenę nie jak można by się spodziewać na lepszą, ale też nie na gorszą, po prostu na inną i myślę, ze to może być ciekawe.
Myślę, ze najpierw opiszę co jak po kolei przebiegało, a potem podzielę się moimi przemyśleniami o różnych momentach. Tak chyba będzie bardziej przejrzyście, bo jednak zazwyczaj piszę dosyć chaotycznie i za bardzo rozciągam zdania :)

Zacznę od tego, ze termin porodu według usg miałam wyznaczony na 24.04, bo na pierwszych badaniach okazało się, że ciąża jest „opóźniona” o dwa tygodnie względem terminu z miesiączki.
Od 32tc ciąży męczyły mnie dosyć mocne i regularne skurcze przepowiadające, na co lekarka i położne zwiastowały poród przed terminem i ja się na to również nastawiałam. Zdarzyły się 2 lub 3 takie dni, kiedy już myślałam, ze pojadę do szpitala bo skurcze nie odpuszczały przez kilka godzin, ale w którymś momencie zawsze się wyciszały.
W 36tc miałam ostatnią planowaną wizytę z usg, potem miałam się raz w tygodniu pojawiać u położnej na ważenie, badanie ciśnienia i badanie tętna małego.

Jeśli nie urodzę miałam się stawić u mojej gin w okolicy terminu, więc poszłam 23.04 (poniedziałek) i dostałam skierowanie do szpitala na za tydzień w razie gdybym nie urodziła wcześniej sama.
Tego samego dnia miałam też wizytę u położnej w ośrodku. Tętno dziecka zapisało się na 128 uderzeń (zawsze było w okolicach 140), ale położna twierdziła, że jest w normie.
Planowałam iść kolejny raz do położnej aż za tydzień 01.05, ale jako że wypadał ten weekend majowy, a ja akurat byłam z mamą na zakupach w okolicy to pomyślałam, ze pójdę jeszcze raz do położnej przed weekendem.
27.04 (piątek) trafiłam do innej położnej na badanie, tętno małego znowu było niższe niż zazwyczaj, a w dodatku trochę skakało. Podpięła mnie pod ktg i zaglądała co jakiś czas nic nie mówiąc. Na koniec stwierdziła, że według niej zapis ktg jest zbyt płaski i dobrze byłoby gdybym podjechała skonsultować to na oddział ginekologiczny do szpitala. Ja nie panikowałam, a nawet sądziłam, ze podjadę tam, sprawdzą, będzie ok, a my dalej ruszymy na zakupy. Taki guzik.
Jak pani doktor zobaczyła ten zapis, kazała mnie natychmiast przyjąć na oddział i podpiąć pod ktg.
Zapowiadała się majówka w szpitalu...

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do BellyBestFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)