BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Kociątko kici kici ;)

Autor: Zelma
Przejdź do OvuFriend i przeczytaj moją historię starania się o dziecko
Wstęp

O mnie: Jeśli wszystko dobrze pójdzie to będziemy mieli z mężem piękny prezent na naszą rocznicę ślubu.

Moja ciąża: Wypatrywana intensywnie, a jednak z zaskoczenia ;)

Chciałabym być mamą: taką jak moja własna.

Moje emocje: Nie dociera do mnie jeszcze... a może nie pozwalam, żeby dotarło, boję się zapeszyć. //2015.07: leci 6 miesiąc, hormony nie dają mi się zbyt mocno we znaki. Ciąża spokojna i radosna ;)

16 lutego 2015, 22:24

Test

6 komentarzy (pokaż)
17 lutego 2015, 14:47

Łooo rany, rany, rany ;) Chciałam jeszcze odczekać chwilę z przejściem na fioletową stronę, ale wczoraj wieczorem zaznaczyłam pozytywny test na wykresie ovu i - szast prast przeniosło mnie tutaj. Może to znak, że tak ma być i już. A taką przynajmniej mam nadzieję bo zaczynam się powoli oswajać z myślą, że chyba faktycznie się udało i baaardzo bym nie chciała, żeby się okazało, że jednak nie... Mielibyśmy z mężem piękny prezent na rocznicę ślubu - poród wypadałby w tych właśnie okolicach ;)

DZIEWCZYNKI - dziękuję Wam z całego serca za wszystkie wpisy, miłe słowa i w ogóle ;) Nie do przecenienia jest to wsparcie! Ale... nie zostawiajcie mnie tu samej! Noo kaaaammaann! ;))) Miejsca wystarczająco - wszystkie się tu pomieścimy ;) A ja dalej trzymam kciuki!

Kłębi mi się kilka myśli w stylu mojej recepty na sukces, ale to jeszcze za wcześnie ;) Na razie wrzucam zajawki, żebym później mogła sobie łatwo przypomnieć o co mnie chodziło: (1. Pan przodem 2. akcja zając 3. nie myśl 4. punkty ovu)

A tymczasem nowe dylematy ;)

...zastanawiałam się wczoraj nad robieniem bety i progesteronu (moja gin jak już daje skier to na oba badania razem). Tzn. czy robić już, czy poczekać, czy może w ogóle nie robić i iść na USG dopiero. I doszłam do wniosku, że kluczowe jest to - czy jeśli zrobię, a progesteron wyjdzie słaby (tak było poprzednim razem) to informacja taka daje możliwość zadziałania czy też tak czy inaczej za wiele zrobić się nie da i trzeba będzie po prostu czekać na rozwój sytuacji. Udało mi się dziś kilka słów telefonicznie z moją gin zamienić i powiedziała, że są dwie szkoły tzn.:
1. że niski progesteron można wspomóc dupkiem czy innym takim specyfikiem
2. że jeśli na tak wczesnym etapie progesteron byłby niski to nie rokuje zbyt dobrze
Co do skuteczności dupka to zdania też są podzielone. Zbyt duże ilości mogą zaszkodzić natomiast pozytywne działanie dupka być może jest przeceniane (trafiłam kiedyś nawet na jakiś artykuł odwołujący się do badań amerykańskich, które nie potwierdziły pozytywnego działania).

Niemniej, aby nie 'ogdybieć' jakieś decyzje podjąć trzeba. Postanowiłam iść na betę jutro, a w piątek zameldować się u gin.

Objawów ciążowych chyba nie mam. Od czasu do czasu jakieś dziwne kłucie po prawej stronie brzucha, a poza tym bez zmian. No dobra - przyznam się ;) Macam se od czasu do czasu cycki ukradkiem - czy może nie są jakieś bardziej wrażliwe czy coś... Ale nie, nic z tych rzeczy ;)

7 komentarzy (pokaż)
17 lutego 2015, 16:58
PoradaKomentuj | Lubię (1)

PRZYPOMINAM!!! ;))) >> TO JUŻ JUTRO

Dla przyszłych mam (i nie tylko) zainteresowanych tym co jedzą

18 lutego 2015 r. (środa) godz. 17.30 - Co przyszła mama jeść powinna?
http://wszechnica_zywieniowa.sggw.pl/index3.htm

Wszechnica Żywieniowa w SGGW - Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie
zaprasza na prelekcję Co przyszła mama jeść powinna?

prelekcję wygłoszą: dr inż. Anna Harton, dr inż. Joanna Myszkowska-Ryciak
(Katedra Dietetyki SGGW)

WSTĘP WOLNY

GDZIE?
*** Warszawa - kampus SGGW, ul. Nowoursynowska 159C, budynek 32 - zielony, Aula II
*** Internet - transmisja on-line

0 komentarzy (pokaż)
18 lutego 2015, 17:36

Dziewczyny, jestem na tym wykładzie o żywieniu mam... I właśnie powiedzieli, że im dziś sprzęt nawalił i transmisji online dziś wyjątkowo nie będzie. Ale pilnie notuję wszystko.

2 komentarze (pokaż)
18 lutego 2015, 20:41

Wróciłam, notatki są ;) Jutro to jakoś obrobię i wrzucę. Ehh, poczułam się prawie jak studentka ;)

Tymczasem na szybko jedna myśl - przyszła mama to nie tylko kobieta w ciąży, ale też taka, która o dziecko się stara.
A skoro tak - to ze stosowaniem dobrej diety/odżywania nie ma co czekać do II kresek. Im szybciej, tym lepiej ;)

A ja tymczasem czekam na wynik dzisiejszej bety i progesteronu, ale...

o cholera, właśnie przyszły na maila...

boję się jak cholera...

....

uuuuuuuufffff....

beta ponad 500

i progesteron przyzwoicie wysoki:
131,1 nmol/l (norma: : I trymestr ciąży 52 - 154)
41,17 ng/ml (norma: I trymestr ciąży 16,3 - 48,4)

uuuuuffffff....

5 komentarzy (pokaż)
19 lutego 2015, 04:38

'Padłam' wczoraj wcześnie, to i dziś wcześnie się obudziłam ;) Ciekawe czy to już tak teraz będzie...

Tymczasem temat rowerka rozgryzłam, ale wychodzi mi, że jak nie będę szaleć to na razie mogę jeździć. A może nawet powinnam bo wg poniższego opisu to same korzyści:

"Jazda na rowerze w pierwszym trymestrze ciąży
Ciąża to niewątpliwie moment, kiedy kobieta musi zwracać szczególną uwagę na swoje ciało i zachowywać ostrożność przy wysiłku fizycznym. Nie oznacza to jednak, że nie może uprawiać żadnych sportów. Jazda rowerem w czasie ciąży zwiększa przepływ krwi, redukuje stres, poprawia nastrój oraz wzmaga wytrzymałość podczas porodu, natomiast po porodzie pozwoli na szybki powrót do pełni sił i zdrowia. Poprawia również jakość snu, niweluje dolegliwości ciążowe, np. niestrawność czy zaparcia, leczy bóle pleców, zwiększa tempo przemiany materii.

W pierwszym trymestrze ciąży wycieczki rowerowe są ciekawą formą aktywności fizycznej. Należy pamiętać o wygodnym stroju i komfortowym siodełku. W drugim i trzecim trymestrze ciąży należy zrezygnować z tego sportu z racji ryzyka przewrócenia się i w konsekwencji urazu lub złamania. Spowodowane to jest przesunięciem do przodu środka ciężkości ciała."


Źródło:
https://parenting.pl/portal/jazda-na-rowerze-w-ciazy

Od siebie jeszcze dodam, że w okresie starań rower też był bardzo dobroczynny. Jak kilka kilometerków zrobiłam to mi się od razu trochę w głowie wietrzyło i jakby mniej nad 'głupotami' gdybałam.

2 komentarze (pokaż)
19 lutego 2015, 11:44

Co przyszła mama jeść powinna? - wykład w ramach Wszechnicy Żywieniowej SGGW 18 lutego 2015

Zgodnie z obietnicą zabieram się do uporządkowania wczorajszych notatek. Wrzucam to, co dla mnie wydało się najciekawsze / najbardziej przydatne. I jakby to powiedzieli w reklamie 'przed zażyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą' czyli nie traktujcie tego jako prawdy objawione i jedynie słuszne, a jako materiał do własnych przemyśleń ;))

1. Rozpiska kolejnych wykładów - start zawsze o 17:30
18.03 - Co nowego w żywieniu niemowląt i małych dzieci (1-3 lat)?
15.04 - By niejadki chciały jeść - porady dietetyka, lekarza, psychologa (wykład we współpracy z Instytutem Matki i Dziecka)
20.05 - Grillowanie i wędzenie - fakty i mity
17.06 - Witamina D - źródła i wpływ na zdrowie

2. Technikalia
Wczorajszy wykład wyjątkowo nie był transmitowany on-line, kolejne już być powinny. Wybrane slajdy z wykładu będą zamieszczone do ściągnięcia -
[url=http://wszechnica_zywieniowa.sggw.pl/index3.htm] http://wszechnica_zywieniowa.sggw.pl/index3.htm [/url]

3. Notatki właściwe ;)
* trymestry ciąży będę oznaczać odpowiednio: 1T, 2T i 3T

* Wykład prowadziły dwie panie doktor z Katedry Dietetyki SGGW. Obie są mamami więc odniosłam wrażenie, że opierają się nie tylko na artykułach i badaniach naukowych, ale również na własnych doświadczeniach

* przyszła mama = nie tylko kobieta w ciąży, ale też kobieta ciążę planująca. O zdrową dietę warto dbać na każdym etapie życia, a nie robić rewolucje jak się pojawią dwie kreski. Oczywiście lepiej późno niż wcale, ale jeszcze lepiej wcześniej niż później. Wiem - truizm i banał, ale o najprostszych rzeczach zapomina się najłatwiej.

* wykład zaczął się wstępem odnośnie tego, że żywienie jest bardzo istotne bo wpływa na rozwój dziecka itp. itd. Mnie do tego przekonywać nie trzeba, uważam, że 'jestem tym co jem'. Dlatego notowanie szczegółów w tym zakresie darowałam sobie.

* zmiany w diecie
dieta kobiety w ciąży nie różni się jakoś radykalnie od diety sprzed ciąży (zakładając, że dieta była zbilansowana i urozmaicona).
- ilościowo: różnice bardzo małe, na pewno nie jedzenie 'za dwoje'
w 1T w ogóle nie ma potrzeby zwiększania ilości pożywienia, w 2T i 3T odpowiednio o około 360 i 475 kalorii (to dosyć mało średnie awokado ma ok. 300 kalorii, 100g czekolady ok. 500 kalorii, 100ml kefiru - 50 kalorii)
- jakościowo: tutaj to prawda - modyfikacje są wskazane ponieważ zapotrzebowanie na niektóre składniki pokarmowe faktycznie wzrasta nieraz nawet dwukrotnie. Ale zdecydowanie nie jest to zapotrzebowanie na energię
- czyli modyfikujemy to co jemy, ale nie aż tak bardzo to, ile jemy

* przyrost wagi w ciąży
- powinien być uzależniony od wyjściowego BMI kobiety
- przy BMI w granicach 19-25 na starcie kobieta powinna w ciąży przybrać około 10-12 kg
- połowa tego zapasu to waga dziecka, łożysko, wody itp.; druga połowa to zapasy gromadzone przez kobietę na czas karmienia
- matki karmiące energię powinny czerpać nie tylko z pożywienia, ale poprzez wykorzystanie zgromadzonych zapasów
- dlatego, dla kobiet z wyższą wagą wyjściową przyrost wagi w ciąży powinien być mniejszy - rośnie dziecko natomiast zapasy kobiety niejako zostały już zgromadzone wcześniej (przy BMI powyżej 30 podano przyrost 6,8kg)
- równocześnie - ciąża to nie jest dobry czas na odchudzanie, restrykcyjne diety i eksperymenty żywieniowe
- przyrosty wagi nie są rozłożone na całą ciążę równomiernie, w 1T przyrost to zaledwie 2-3kg
- wskazania wagowe będą inne w przypadku ciąży bliźniaczej
- oczywiście to są wskazania ogólne, w szczególnych przypadkach mogą być inne

urozmaicona dieta
powinna obejmować produkty z różnych kategorii piramidy żywieniowej tzn. zawierać:
- produkty zbożowe
- mleko i przetwory mleczne
- mięso i produkty mięsne
- owoce
- warzywa
- tłuszcze
- woda!!!

* słodycze nie są zakazane, ale powinny być niejako obok właściwej diety (czyli oprócz, a nie zamiast). Jeśli są przekąską to warto zastąpić je czymś innym (kromka chleba, szklanka mleka, warzywo, owoc). Cukier nie wnosi do naszej diety żadnych wartości odżywczych.

notatki odnośnie poszczególnych kategorii
nie wszystko mi się udało zanotować bo slajdy szybko były przerzucane, ale powinny być dostępne do ściągnięcia

> PRODUKTY ZBOŻOWE - ciemne pieczywo zamiast jasnego, unikać/rzadziej sięgać po biały chleb, tosty
> PRODUKTY MLECZNE > WAPŃ
* potrzebne ponieważ są one źródłem wapnia (ten składnik jest często pomijany i bywa, że go brakuje)
* zapotrzebowania na wapń w czasie ciąży nie zwiększa się, więc jeśli ktoś dostarczał dosyć wapnia przed ciążą to nie musi zwiększać
* mleko - musi być choć trochę tłuste, żeby dostarczać witaminy A i D rozpuszczalne w tłuszczach (mleko 0,5% nie zawiera wit. D), ale lepsze 2% niż 3,2% (potrzebujemy troszkę tłuszczu, a nie ile się da)
* %tłuszczu mleka nie ma za to większego znaczenia dla ilości wapnia w tym mleku
* na rynku można kupić mleka wzbogacane dodatkowo wapniem, wit. A i D (mnie osobiście takie kombinacje jakoś mało przekonują bo często produkty reklamowane jako wspaniałe źródło wapnia, witamin etc. są masakrycznie dosładzane - patrz Danonki, fuj! ;))
* kobieta w ciąży może pić mleko, ale nie musi; inne źródła wapnia to ciemnozielone warzywa, orzechy, sery, jogurty etc.
* MAK - zawiera bardzo dużo wapnia (pieczywo sypane makiem, od biedy makowiec ;))

> MIĘSO -> ŻELAZO
* dobre: ryby tłuste -> dobrze jeść 2 razy na tydzień
* unikać/ograniczać -> mięso i wędliny tłuste, podroby, wątróbka
* wątróbka ma bardzo dużo żelaza (potrzebne), ALE duże ryzyko zanieczyszczeń, metali ciężkich etc.

* żelazo -> zapotrzebowanie w ciąży mocno wzrasta - blisko trzykrotnie (ciąża 27mg/dobę, poza ciążą 10mg na dobę)
* o zapasy żelaza powinny zadbać w szczególności kobiety nastawione na poród przez cc ponieważ wiąże się on z dużymi stratami żelaza (zakładam, że chodzi o utratę krwi)

* źródła żelaza - mięso czerwone oraz produkty zbożowe pełnoziarniste
* ALE nie możemy jeść samego mięsa jako źródła żelaza (mimo, że to źródło najlepsze) ponieważ zapotrzebowanie na białko w czasie ciąży nie wzrasta tak bardzo jak na żelazo (a nie da się zjeść z mięsa żelaza pozostawiając część białka)

* niemięsne źródła żelaza to m.in. kasza jaglana (4,8mg w 100g) i kasza gryczana; warzywa strączkowe, zielony groszek, boćwina oraz niektóre suszone owoce (morela), orzechy pistacjowe, słonecznik

* wchłanianie żelaza - pomagają:
- witamina C, dlatego mięso sensownie zjeść z surówką
- potrawy/przyprawy zwiększające wydzielanie soku żołądkowego
- wino (ale to jest opcja raczej na tworzenie zapasów żelaza przed ciążą)

* utrudniają wchłanianie żelaza:
- tanina
- szczawiany
- leki zobojętniające kwasy żołądkowe >> często leki na zgagę

> TŁUSZCZE
unikać: smalec, boczek, twarde margaryny
dobra: oliwa z oliwek

zwiększa się zapotrzebowanie na NNKT - Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe
(tu trochę 'przysnęłam' w zakresie szczegółów ;) ale konkluzje takie, że trzeba jeść ryby, najlepiej tłuste)

ALE nie wszystkie ryby równie dobre
1. np. halibut jest tlusty, ale nie jest dobrym źródłem kwasów omega 3
2. trzeba uważać na/ ograniczać ryby z większą skłonnością do kumulacji zanieczyszczeń i metali ciężkich w niektórych gatunkach tzn.
* wybierać ryby z akwenów naturalnych, a nie hodowlanych
* ograniczyć spożycie długożyjących ryb drapieżnych
- wśród slajdów jest duża tabelka z poszczególnymi gatunkami, można sobie doszukać dokładnie

OWOCE I WARZYWA
* warzywa - 'do woli', dodawać odrobinę oleju/oliwy (lepsze przyswajanie)
* owoce - nie przesadzać z ilością ze względu na cukry proste
* wybierać owoce i warzywa bogate w kwas foliowy (na slajdach szczegółowa tabelka)
* pamiętać, że foliany 'znikają' w czasie gotowania/obróbki termicznej (w niektórych przypadkach nawet połowa). Dlatego jeśli coś można zjeść na surowo to nie upierać się przy gotowaniu
* owoce suszone dobrą alternatywą dla słodyczy (na ten temat ja mam osobiście inne zdanie tzn. że różnica jest niewielka, acz z dwojga złego to jednak lepiej owoc suszony niż cukierek)

KAWA HERBATA
* zalecane ograniczenie kofeiny do 300mg dziennie (wybaczcie - w ten temat się nie wsłuchiwałam bo nie piję ani kawy ani herbaty)

WITAMINA D
* ze względu na klimat w Polsce suplementacja wskazana od września do kwietnia - dla wszystkich
* wynika to z tego, że mamy za mało słońca, synteza skórna nie działa, a z pożywienia nie dajemy rady nadrobić
* źródła witaminy D w pożywieniu - węgorz, śledź, łosoś

DIETA WEGETARIAŃSKA / WEGAŃSKA
* obie wymagają sporo wysiłku, żeby wyeliminowane źródła wartości odżywczych mimo wszystko uzyskać; przy diecie wegetariańskiej jest to do zrobienia, przy diecie wegańskiej - baaardzo trudno
* w szczegóły nie wchodzę bo osobiście stosować nie zamierzam

NOTATKI Z SESJI PYTAŃ I ODPOWIEDZI

* sery pleśniowe -> teoretycznie ryzyko listerozy ALE w Polsce bardzo mało przypadków zachorować; większość serów w Polsce produkowana jest z mleka pasteryzowanego; na takie z niepasteryzowanego nie tak łatwo trafić, np. sery francuskie mogą być z mleka niepasteryzowanego

* warzywa vs. utrata witaminy C -> dlatego jeśli można lepiej jeść surowe, a jak nie można to lepiej na parze niż gotować w wodzie

* kasze w torebkach do gotowania -> torebka sama w sobie nie powinna być niebezpieczna natomiast zwykle kasze w torebkach są bardziej przetworzone (np. oczyszczone) niż te do gotowania luzem; mogą też mieć dodatek soli? ->> czytać etykiety!!!

* eliminujesz jakiś pokarm? -> pomyśl czym go zastąpisz (prosta eliminacja = zubożenie diety)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2015, 11:53

6 komentarzy (pokaż)
20 lutego 2015, 09:57

Właśnie wróciłam od gin, słoneczko pięknie świeci, za oknem wydziera się jakiś dzieciak. Wydziera sie na maxa.... ooo rany! Ta ciąża to jednak na tym etapie czysta abstrakcja. Czasem zapominam i potem uderza mnie myśl - w ciąży??? Niemożliwe!!!

Tymczasem mąż zaczął się do mnie zwracać w liczbie mnogiej. Jest chyba w zmowie z moją gin - bo oboje zgodnie twierdzą, że przez najbliższe 2 tygodnie mam się nie przemęczać i nie zawracać sobie głowy aktywnością ruchową. I odstawić na razie rower ;(

Ale... ja nie o tym chciałam ;) Bardzo mnie ucieszyła ta wizyta u mojej ginki. Najpierw uśmiechnęła się szeroko na widok wyniku progesteronu i powiedziała, że jest baaardzo ładny i że bardzo zadowolona jest. A potem w czasie badania wykrzyknęła zza moich kolan "Czuję! Czuję! Czuję!" ;)) Wysłała mnie jeszcze na powtórkę bety, ale tak bardziej dla świętego spokoju. Miałam wrażenie, że ona już zobaczyła co tam chciała zobaczyć ;) Na początku marca USG i kolejna wizyta.

3 komentarze (pokaż)
20 lutego 2015, 10:31

ILE TO TRWAŁO?

Zastanawiałam się wczoraj ile to tak naprawdę trwało zanim się udało. Nie liczyłam nigdy kolejnych cykli bo i proces starania trochę zwichrowany był. Ale ponieważ tak częstym pytaniem jest: "Kiedy moja kolej?" i "Ile będę czekać zanim się uda?" postanowiłam zerknąć w kalendarz. Wyszło mi, że i długo i krótko, zależy jak na to spojrzeć.

* jesień i zima 2013
obchodzimy pierwszą rocznicę ślubu, odstawiam tabsy
gryzie mnie kleszcz, ale na razie nie ma to znaczenia
nie śledzę cykli, nie sprawdzam dni płodnych - mamy podejście 'będzie co będzie'

* styczeń 2014
dokładniejsze badania wskazują na ryzyko boreliozy - badam się dalej
dr kleszczolog mówi, żebym na czas leczenia zapomniała o próbach ciążowych
mówi też, że zakażenie mogło (choć nie musiało) udaremniać wcześniejsze próby
kolejne miesiące 2014 idą w diabły - nawet nie próbujemy

* lipiec 2014
odbieram wynik potwierdzający, że kuracja przyniosła efekt
wracamy do gry, zapisuję się na ovu, zaczynam śledzić cykle
dr kleszczolog cieszy się z dobrego wyniku, ale zaleca jeszcze wstrzymać się kilka miesięcy i powtórzyć test
podejmujemy z mężem decyzję, że nie będziemy tych kilku miesięcy odczekiwać bezczynnie; nie będziemy się starać jakoś bardzo intensywnie, ale 'co będzie co będzie'

* listopad 2014
@ spóźnia się 2 tygodnie, na testach ciążowych 2 kreski
beta 29, potem 150; progesteron niski, ginka od razu mówi, że raczej nie
spóźniona @ przybywa, nie wnikam nadmiernie w to co było/nie było
na wszelki wypadek dostaję skierowanie na zestaw hormonów i usg - wszystko w normie
powtarzam test na kleszcze - jest ok. doktorek wreszcie zadowolony i daje nam 'zielone światło'

* listopad / grudzień 2014
monitoring cyklu - potwierdza to, co wychodziło mi z testów czyli owulacja jest, ale późna
cykl z monitoringiem jednak na nic sie nie przydaje bo inne okoliczności uniemożliwiają nam starania
jak wiele dziewczyn tutaj bardzo liczę na prezent świąteczny czy też noworoczny, ale nic z tego
w listopadzie na jakiś czas żegnam się z moją stresującą pracą
pod koniec grudnia zaczynam mój odwyk od cukru, bardziej dbam o jedzenie

* styczeń/luty 2015
cykl z owulacją sylwestrową - uczciwie obstawiony, ale 'Game over, please press reset to play again'
szczęśliwy cykl rozpoczyna się 15 stycznia; testy owulacyjne przez pół cyklu prawie pozytywne, serduszkujemy co 2/3 dzień; owulacja tradycyjnie późna, obstawienie serduszkami umiarkowane (myślę, że tak ze 2 się na właściwe okienko transferowe załapały).

Czyli podsumowując:
- od decyzji do II kresek -> prawie 1,5 roku
- czas, w którym nie przeszkadzały kleszcze -> od lipca 2014 czyli mniej więcej pół roku starań

Dużo? Mało? Naprawdę zależy jak na to spojrzeć. Czasem mam wrażenie, że te starania trwały wieki całe, a czasem mam wrażenie jakbym dopiero po zielonym świetle od kleszczologa tak naprawdę zaczęła starania - i wtedy to wręcz błyskawicznie się udało. W tej chwili ten czas dla mnie się jakoś rozmazuje, szczęśliwi czasu nie liczą czy jakoś tak.

Ale całym sercem jestem z tymi z Was, które jeszcze ten czas niecierpliwie liczą i z całych sił zaciskam kciuki!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2015, 10:31

4 komentarze (pokaż)
22 lutego 2015, 12:04

Przez najbliższy czas postanowiliśmy z mężem wiadomość o ciąży zachować tylko dla siebie.

No i się zaczęła konspira i kombinowanie ;)
*** spotkanie ze znajomymi "ja nie, dziękuję - jesteśmy autem"
*** koleżanka: to co, wpadniesz za tydzień? poplotkujemy, napijemy się winka...
*** często chodzisz na ściankę? "ostatnio trochę mniej"
*** mama: to co, idziemy pobiegać? "wiesz co, coś mnie kostka boli, tym razem chyba nie dam rady"
*** teściowa paląca - jak zapali to czmycham do innego pokoju / łazienki / wychodzę po coś do auta itp. itd. Nigdy nie byłam entuzjastką papierosów, ale teraz to jestem wręcz wdzięczna za wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych ;)

Oby do Wielkanocy - wtedy mniej więcej chcemy zrobić jak to mówią enansment ;)

Tymczasem czuję się dobrze, w sumie nadal bez większych zmian i objawów. Troszkę czuję takie jakby rozciąganie w brzuchu i trochę jakby cycki wrażliwsze i jeszcze jakoś tak bardziej mi zimno niż zwykle (zwykle w ogóle nie jest mi zimno). I mordka nadal się poprawia.

A w łepetynie pierwsze wątpliwości czy też obawy - będę mamą??? eM-A-eM-Ą??? Ja??? Czy ja jestem dość dojrzała? Odpowiedzialna? Czy będę się tym małym człowieczkiem potrafiła zająć? Nie no- nie, że panikuję ;) Ale... to wszystko takie abstrakcyjne. Tymczasem biorę się za wysmarowanie jednego takiego postu, który mi po głowie już jakiś czas chodzi.

5 komentarzy (pokaż)
22 lutego 2015, 23:47

No i tak się wzięłam za ten post, że aż zasnęłam ;) I przespałam kilka godzin, a później już nie było kiedy. Ale nadrobię wkrótce.

A tymczasem z innej bajki.

Obejrzałam chwilę temu 'Joannę' - dokument o Joannie Sałydze vel Chustce. Nie wiem jak odbiera ten film ktoś, kto nie czytał wcześniej książki będącej zapisem bloga. Ja książkę czytałam z rok temu. I książka dla mnie z filmem po stokroć wygrywa. Nie dlatego, że film jest zły czy, że nie spełnił moich oczekiwań. Nie. Film jest piękny... Ale książka to kilka dni spędzonych nad słowami Joanny, czas na własne pomyślenie. Film to zaledwie 40 kilka minut... Dużo, a równocześnie tak niewiele. To nie tak, że chcę kogokolwiek do obejrzenia filmu zniechęcić. Jeśli masz tylko 40 kilka minut to obejrzyj film. Ale jeśli masz choć minutę więcej - sięgnij po książkę.

I jeszcze taka myśl smutna, mimo ogromnego sukcesu polskiego dokumentu. Kiedy usłyszałam, że 'Joanna' została nominowana do Oskara... pomyślałam sobie: "Tylko, co z tego? Co z tego skoro Jej już tu nie ma. I żaden Oskar tego nie zmieni." Dla mnie osobiście pamięć o zmarłym jest tak bardzo kiepskim pocieszeniem dla kogoś, kogo już nie ma. I dla tych co zostają również. Nie przywiązuję wagi do tego, co się stanie ze mną - z moim ciałem, po śmierci ani czy i jak ktoś mnie zapamięta, co po mnie zostanie. Boli mnie myśl, że mnie wtedy nie będzie, a nie żywię niestety zbyt wielkich nadziei na jakiś tak zwany ciąg dalszy. Może stąd właśnie bierze się ten mój ogromny optymizm w codziennym życiu? Może właśnie dlatego tak mi się po prostu CHCE - bo każda chwila jest bezcenna. Cóż więcej można zrobić, jak tylko jak najlepiej każdą taką chwilę wykorzystać? I to zanim los nas jakąś graniczną sytuacją zmusi do dostrzeżenia jak cenny jest nasz czas i jak bardzo nie warto tracić go na głupoty?

Dla jasności - nie żebym miała te swoje mądre rady wdrożone i stosowane ;) Nie, nie... nadal tyle czasu ucieka na głupoty. Ale proces wdrażania trwa ;)

2 komentarze (pokaż)
23 lutego 2015, 07:01

Dzień dobry!!! Witaj 6TC

Na razie samopoczucie bardzo dobre, wyjeżdżamy dziś z mężem na kilka dni w nasze polskie górki ;)) Niech się dzidzia przyzwyczaja do wędrowania. Acz zgodnie z zaleceniem pani doktor - żadnych szaleństw, odpoczynek i spacerki ;)

W tymczasem w ramach ciekawostek - Ovu twierdzi, że: "Twoje dziecko przypomina teraz … kijankę." I jeszcze, że "Twoja macica zaczęła powiększać się, ale wciąż jest mniejsza od piłeczki tenisowej." A... i jeszcze: "Możesz odczuwać poranne mdłości, które wbrew nazwie niekoniecznie występują tylko rano. " Korzystając jednak z tego, że na razie poranki niemdłe - biorę się za posta co miał wczoraj być.



2 komentarze (pokaż)
23 lutego 2015, 07:48

Pół żartem pół serio Zelmy przemyślenia - co należy zrobić, żeby zaciążyć ;)

Dziewczynki, tak jak już pisałam - ładnie tu po tej fioletowej stronie, ale chwilami trochę pusto. Cieszę się, że do mnie nadal zaglądacie, ale wolałabym, żebyście zamiast odwiedzać - po prostu się tu jak najszybciej przeniosły. W związku z tym przejrzałam ja ten mój cykl lutowy w poszukiwaniu wskazówek co to się mogło takiego zadziać, że się zadziało ;))

Dobry plan to podstawa - akcja zając
25.12.2014 tak sobie zmodyfikowałam opis pamiętnika ovu:
414d0cbf1f092cbd.png
A że potem o planie zapomniałam i przypomniałam sobie dopiero przy kolejnej edycji opisu czyli 17.02.2015 to już inna sprawa ;)

Na dobry początek cyklu - niech Cię ktoś podpuści ;)
935e9bc1aa68e9f6.png

… a potem przez cały cykl otrzymuj słowa wsparcia i zachęty ;)
Wszystkich wpisów spod wykresu nie dam rady tu wkleić, ale dziękuję za wszystkie i za każde z osobna ;)))

Szukaj pięknych inspiracji
Jeśli ktoś nie czytał to niezmiennie polecam wpis RofTW z 8 stycznia, który skłonił mnie do rozmyślań o tym, jak przywołać iskierkę (mój wpis z 18 stycznia). I jeszcze historia inessy, która w styczniu poznała swojego synka - Maciusia.

“Nie myśl o staraniach” - Bezeduuuura
Nie myśl o staraniach? - A dupa tam, że się tak brzydko wyrażę. Można to zalecenie włożyć między bajki. Co jak co, ale w tym cyklu to moje myśli krążyły wokół chcenia, żadne tam ‘na moment odpuściłam i się udało’

No dobra - przyznaję, że gdzieś w połowie cyklu, jak mnie tropienie ovu zirytowało - straciłam rachubę dc:
474e11f977490a9d.png

A propos tropienia ovu…
Rób testy ovu bez ładu i składu, co drugi dzień. Nie bądź pewna wyniku.
bb9a47200613a7ee.png

Odkryj, że przed zrobieniem testu należy nie pić dwie godziny. Nie pić niczego - tak dla jasności ;) Doprowadź się do stanu totalnego zdezorientowania owulacyjnego i pozbądź się rozumu. Pieprz owulację. (Przepraszam, że tak brzydko - ale tak właśnie było):

69e4ab505f416f17.png

truskavvkowa - dobrze, że zachowałaś czujność i naprowadziłaś na właściwe tory ;))

Idź na zakupy. Sięgnij po 2 opakowania tamponów. Następnie jedno odłóż na półkę
21stycznia 2015
2d8906e38fc4b9aa.png

Wyśnij sobie dziecko; ciocia Ledy i ciocia sosenka niech zawyrokują, że się sprawdzi ;)
1813bf51bb7ca6c1.png
0d90eda605058bbd.png

“Gdyby od siedzenia na ovu zachodziło się w ciążę…”
Otóż… moja aktywność na ovu w tym cyklu może wskazywać, że teoria ta nie jest jednak aż tak niedorzeczna jakby się wydawać mogło ;) Na wszelki wypadek nadal sporo tu siedzę ;)

Nie pertraktuj z @. Zwróć się do wyższych instancji

W poprzednim cyklu było tak:
bbdd1ddcaad73443.png

A w tym tak:
d2bcdd0a49f4edb3.png

Ewidentnie - @ też ma jakiegos szefa bo jak w poprzednim cyklu zwracałam się bezpośrednio do niej to mnie nie słuchała. Jak w życiu - jak nie idzie się dogadać po dobroci to trzeba wołać kierownika

Rzucić wyzwanie detektorowi ciąży na ovu
Tak sobie radośnie krakałam 5 lutego:
fe94f923e6001c29.png

I się zdziwił bo w dniu testu ciążowego wieszczył tak:
d11dee2ea4c2882d.png

Zaplanuj sobie jakieś rzeczy, badania, zadania, wyjazdy itp., w których ciąża by przeszkadzała
Zaplanowałam sobie przekornie kilka rzeczy, które można zrobić pod warunkiem, że się w ciąży nie jest. Żegnaj zatem ścianko wspinaczkowa ;( I koncercie sierpniowy (ja bym pewnie pojechała, ale coś mi się zdaje, że mężul mi nie da jechać).
af7420fe9ecead9a.png

No i jeszcze nie wykonam w najbliższym czasie pewnego podobno baaardzo nieprzyjemnego badania profilaktycznego (widocznie mój organizm poszedł po rozum do głowy i jednak stwierdził, że woli ciążę zamiast kolonoskopii i gastroskopii. Ale lekko nie było, musiałam mu zagrozić, że jak tylko przyjdzie małpa to umawiam termin badania…

cukier…
Cukier -> Odstawiłam w ostatnich dniach grudnia, a rygorystycznie w połowie stycznia (początek cyklu 15 stycznia). Nie łączyłabym jednak tych dwóch faktów bezpośrednio. Ale zaszkodzić na pewno nie zaszkodziło. Ledy i rebe - Wam szczególnie dziękuję za wsparcie i inspirację w temacie (bez)cukrowym!!!

Cyclodynon vel Niepokalanek Mnisi w tabletkach
Dostałam od mojej gin zalecenie na 3 opakowania czyli razem 90 tabsów, właśnie mi się kończą. Wydaje mi się, że trochę pomogło to w wyregulowaniu cyklu po wcześniejszych zawirowaniach. Czy pomógł w staraniach - nie wiem, ale wychodzi na to, że zaszkodzić na pewno nie zaszkodził.

Wiesiołek w kapsułkach i siemię lniane 'na śluz'
Wiesiołek brałam w poprzednich cyklach, w tym zaledwie kilka kapsułek bo potem wydawało mi się, że ovu przyspieszyła i odstawiłam. Siemię też tak więcej wcześniej, a mało sumiennie w tym cyklu. Śluzu jakiegoś nadzwyczaj rozciągliwego w tym cyklu nie zauważyłam.

i wreszcie… Spędź Walentynki z teściową!!!
No chyba, że masz fajną teściową to wtedy się nie liczy ;)) Sorry, Feśka ;)
Dobra! Żartuję - w Walentynki już byłam zaciążona, więc to nie to - walentynki z teściową nie są kluczowym elementem sukcesu.
Ale… ale… fakt faktem, że cały ten cykl nie widziałam się z nią na żywo i kontakt był sporadyczny… hmm… naaaa peeewno przypadek.

***
Uważny obserwator pewnie by jeszcze nie jeden wątek wytropił... ale kto to będzie wszystko czytał ;))


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 07:50

15 komentarzy (pokaż)
25 lutego 2015, 07:24

Pieprz i sól ;)

4TC - Zarodek ma teraz wielkość 1mm jak ziarenko maku.
5TC - Zarodek ma już 2 mm, tyle ile kryształek soli lub pestka jabłka.
6TC - Pod koniec tego tygodnia zarodek ma 5-6 mm, jak ziarno pieprzu.
7TC - Zarodek jest jak pastylka tic-taca lub ziarenko kawy.
8TC - Zarodek jest jak ziarno fasoli , mierzy 11-14 mm.
9TC - Maluszek ma 2-3cm. Jest wielkości małej truskawki i waży 2g - tyle co torebka herbaty
10TC - Maleństwo ma teraz 3-4 centymetry i waży 5 g, czyli tyle, co łyżeczka cukru .
11TC - Maluszek ma 5-6cm czyli tyle co kurze jajko.

A potem się ktoś dziwi, że przyszłe mamy ciągle o jedzeniu myślą ;))


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2015, 10:36

2 komentarze (pokaż)
25 lutego 2015, 18:35

Nadgorliwość to jednak nie popłaca...

Śledzę sobie od dłuższego pamiętniki kilku już-mam. Czytam wpisy tylko na bieżąco - postanowiłam sobie kiedyś, że do wpisów ciążowych zajrzę dopiero jak sama znajdę się po fioletowej stronie. Tak, żeby wtedy z doświadczenia innych skorzystać. No to sobie dziś rano poczytałam... Pierwszy pamiętnik - pierwszy trymestr bezproblemowy... Drugi pamiętnik - podejrzenie poronienia w 7tc, strach, nerwy, obawy. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło, ale odzywały się też w komentarzach dziewczyny, które tyle szczęścia nie miały... 10tc, 11tc. Niby wiedziałam, że pierwszy trymestr jest kluczowy, że ryzyko jest największe... ale chyba dopiero po tych wpisach do mnie dotarło, że te początki są TAK kruche i w sumie tak mało się ma wpływu na cokolwiek. A każda historia inna, nie ma żadnego klucza (dobre wyniki, złe wyniki, dużo objawów, zero objawów, nastawienie pozytywne, nastawienie negatywne).

Chyba sobie na razie jednak na wstrzymanie dam z tym czytelnictwem ciążowym i wrócę do Agathy Christie i mojego ulubionego Herkulesa Poirot. Jak ja uwielbiam tego człowieczka, z wszystkimi jego wadami, z zielonymi kocimi oczami... Może i go Agatha Christie uśmierciła na koniec cyklu, ale ja w to nie wierzę. Może to głupie, ale... ja jestem wręcz pewna, że Poirot żyje sobie na pewniej hiszpańskiej wyspie, oprowadza wycieczki i hoduje dynie. I nikt mi nie wmówi, że to tylko postać z książki. O nie. Widziałam go na własne oczy na tej wyspie! ;)

4 komentarze (pokaż)
25 lutego 2015, 22:19
PoradaKomentuj | Lubię (0)

RZUCIŁAM (?) CUKIER z Sarah Wilson - on my own…

W niedzielę minęło mi 8 tygodni od wejścia na bezcukrową ścieżkę. Tyle z założenia trwa program odwykowy Sarah. Byłby to może dobry moment na podsumowanie tych 8 tygodni… ale tego nie zrobię. A nie zrobię tego dlatego, że podsumowania kojarzą mi się z jakimś zakończeniem. A dla mnie przecież nic się w tym temacie nie kończy. Zresztą przez ostatnie 2 tygodnie nie czułam się już jakbym była w jakimś szczególnym programie. Nauczyłam się troszeczkę inaczej podchodzić do moich wyborów żywieniowych i… tak już mi chyba zostanie ;)

To nie znaczy, że już nigdy, nigdy przenigdy moje kubki smakowe nie zaznają grama cukru ;) W zeszły weekend tym i owym ‘zgrzeszyłam’ - był kawałeczek… nie - kawałek! ciasta czekoladowego, był kompot i czereśnie z kompotu, była słodka oranżada, a nawet łyżeczka cukru wsypana do kawy (kawa wyjątkowo - przed dłuższą podróżą autem). Ciekawe jest to, że oprócz łyżeczki cukru do kawy (nie cierpię smaku kawy, więc to trochę wybór mniejszego zła) pozostałe słodkie zjadłam nie dlatego, że jakąś wielką chęć i potrzebę czułam, ale niejako dlatego, że znalazło się w moim zasięgu, albo wręcz z pójścia na łatwiznę czy też z lenistwa (ciasto zrobiła koleżanka bo mieliśmy przyjść w odwiedziny. Zwyczajnie nie chciało mi się tłumaczyć, że cukru nie i dlaczego). Nie mam jakichś wyrzutów sumienia, ale mam świadomość, że mogłam się obejść bez. Wczoraj rano przy śniadaniu ktoś obok jadł czekoladowe kuleczki z mlekiem - i przyznaję, trochę mi zapachniało. I tu się myśl pojawiła - to podstępny dziad ten cukier, jednak nie ma co za bardzo ryzykować jedząc słodkie wtedy, gdy nawet się jakiejś szczególnej potrzeby nie czuje.
/Tyle teoria - przed chwilą wciągnęłam szarlotkę z kulką lodów i bitą śmietaną - mąż mnie podkusił, diabeł jeden…/

A tymczasem - wpis z dedykacją ;))) Ledy - bez Ciebie tego wpisu by nie było ;) I chyba mam dobre wieści odnośnie moreli ;)

OWOCE SUSZONE

Kiedy w książce Sarah przeczytałam, że owoce suszone wcale nie są takie dobre i zdrowe odezwał się we mnie wręcz sprzeciw wewnętrzny. Ale jak to??? Suszone śliwki, morele, żurawinka??? To nie jest dobre? Rozumiem, że cukierki, ze ketchup, że żywność przetworzona. Ale suszone owoce???

Potem zaczęło mi się to układać w większą całość - owoce owocom nierówne - jedne są bardziej słodkie, inne mniej. A suszone owoce to takie, które utraciły znaczną część wody (su-szo-ne!). Cukier natomiast raczej nie paruje ;) Czyli stężenie cukru w owocu suszonym musi być większe niż w owocu świeżym. Tak mi przynajmniej logika podpowiada. Co na to liczby? Zrobiłam sobie trochę zestawień (ja z tych co uwielbiają komóreczki i formuły excela ;)) i wyszło mi coś takiego:

1. Co się dzieje, gdy suszymy owoce?
Wybrałam te chyba najpopularniejsze - morele, śliwki, figi i winogrona (rodzynki)

da3d6498c3a1afcd.png
Źródła i uwagi:
Opracowanie własne na podstawie danych z: http://thepaleodiet.com/fruits-and-sugars/
Fruktoza MET -> tzw. fruktoza metaboliczna; oblicza się to jako fruktoza czysta + 1/2 sacharozy
Sacharoza (w dużym uproszczeniu) biały cukier; składa się z fruktozy i glukozy.

2. A jak to się ma do słodyczy, innych owoców, miodu?
Do produktów z powyższej tabeli dorzuciłam jeszcze słodycze (na niebiesko), miód i cukier (na brazowo), daktyle i wybrane owoce (awokado, grapefruit i banan). Następnie ułożyłam je wg zawartości fruktozy MET w 100g produktu. I wyszło mi coś takiego:

cd8ef96470c672ca.png
Źródła i uwagi:
Opracowanie własne na podstawie danych z: http://thepaleodiet.com/fruits-and-sugars/
Fruktoza MET -> tzw. fruktoza metaboliczna; oblicza się to jako fruktoza czysta + 1/2 sacharozy
Sacharoza (w dużym uproszczeniu) biały cukier; składa się z fruktozy i glukozy.

Moje uwagi do poszczególnych grup produktów:

(1) awokado oczywiście bezkonkurencyjne jeśli chodzi o cukier, ale świeże śliwki czy morele wcale nie wypadają źle. Sarah jako wskazówkę proponuje wybierać produkty, które mają nie więcej cukru niż 6g/100g

(2) Kierując się limitem 6g/100g widać, że owoce owocom nierówne - banany i winogrona już w wersji ‘wyjściowej’ czyli świeżej mają tego cukru więcej niż wspomniane figi, morele czy śliwki.

(3) i (4) Ponieważ owoce owocom nierówne, także owoce suszone owocom suszonym nierówne. Śliwki i morele w wersji suszonej mają oczywiście sporo więcej cukru niż w wersji świeżej, ale są raczej wśród mniej cukrzastych w porównaniu do innych suszonych. Figi i rodzynki - no cóż tym zdecydowanie bliżej do czekoladowego batonika czy landrynki niż do ich świeżych odpowiedników. Daktyle - nie jestem pewna czy w ogóle występują w wersji świeżej natomiast w wersji nam znanej - bakaliowej - skład mają jak batonik nestle…

(5) i na koniec… miód. Cukier to wiadomo - musiał się znaleźć ’na czele’ stawki i czy to biały czy brązowy, różnica mała. A miód wplasował się między oba cukry… I jeszcze te rodzynki w bezpośrednim sąsiedztwie.

Na tym etapie, chciałabym podkreślić - to zestawienie nie ma charakteru aptekarskiego, a ja nie przywiązuję się do konkretnych liczb. Na pewno są różne odmiany bananów, winogron, różny stopień wysuszenia owoców, na które trafiamy, różne miody. Konkretne cyferki mogą się różnić, kolejność może się zmieniać, zwłaszcza, gdy rożnice niewielka. Ale tak jak mówię - nie chodzi mi o aptekarstwo. Chciałam uzyskać ogólny obraz, tendencję. Rodzynki raczej zawsze będą słodsze od suszonych moreli, a suszone morele od świeżych śliwek. Jesli będę miała możliwość wyboru - to wiem co wybiorę ;)

6g/100g to nie wszystko -> pytanie ile tego zjesz?
Stężenie fruktozy w produkcie to pomocny wyznacznik. Ale nie jedyny - zazwyczaj owoce jemy nie w 100gramach, a w sztukach (garściach… ;) Liczy się zatem nie tylko jak bardzo słodki jest produkt, a przede wszystkim ile cukru de facto zjemy. Prosty przykład - banan jest może słodszy od śliwki, ale 1 banan na pewno ma mniej cukru niż pół kilo śliwek. Dla pewności sprawdźmy ;)
1 banan = dajmy na to dość duży - 200g czyli 2 x 6g = 12g
0,5kg śliwek czyli 500g czyli 5 x 3,3g = 16,5g

Pytanie - co łatwiej zjeść? Jednego banana czy 0,5 kg śliwek?

Idźmy dalej - co łatwiej zjeść: 0,5 kg świeżych moreli czy 100g suszonych moreli? Porównajmy:
100g suszonych moreli (mała paczka?) = 1 x 15,4 g
0,5 kg świeżych moreli = 5 x 3,3g = 16,5 g
(żeby sobie zwizualizować - jedna świeża morela to ok. 50g - czyli na pół kilograma tych moreli trzeba by zjeść 500g/50g = 10 sztuk)
W moim przypadku - 100g moreli pewnie bym dała radę ’na raz’. 10 moreli? Nie wiem… chyba też bym dała radę, ale trudniej.

Porównywać można dalej, ale to co moim zdaniem istotne bardzo ładnie i trafnie ujęto w tym tekście TUTAJ

Ze względu na łatwy dostęp i mniejszą objętość w porównaniu do “nieodwodnionych” owoców jesteśmy w stanie zjeść garść suszonych owoców niemal niepostrzeżenie. Łatwo sięgnąć po 10 suszonych śliwek lub 3 garści rodzynek. 5 suszonych moreli - żaden problem! A gdyby zjeść tyle sztuk niewysuszonych owoców?

Ale cukier to nie wszystko
Przygotowując ten wpis nie miałam na celu udowodnić, że suszone owoce są złe. Chciałam wiedzieć więcej ;) W kilku miejscach trafiłam na porównanie, że suszone owoce zbliżone są bardziej co cukierków i słodyczy niż do owoców. Ze względu na ilość cukru - zgodziłabym się z tym stwierdzeniem. Ale cukier to nie wszystko. Kolejny fragment z wspomnianego już artykułu

Naturalny proces suszenia ma niewielki wpływ zawartość cennych składników (nieco mniej witaminy C, B1, kwasu foliowego), za to są “skoncentrowanym” źródłem fitochemikaliów, np. bardzo cenny kwas elagenowy w suszonych malinach.

Wg książki “Wiem co jem”:
- 1o suszonych moreli pokryje dzienne zapotrzebowanie na witaminę A i trzy czwarte na witaminę C.
Przy okazji:
- garść migdałów = dzienna dawka magnezu i prawie cała dawka witaminy B2
- miseczka pestek słonecznika = dzienna dawka magnezu oraz witamin E, B1 i kwasu foliowego.

I tu chyba jest ta różnica pomiędzy suszonymi owocami i słodyczami - cukru mają może podobnie, ale suszone owoce mają coś jeszcze. Więc jeśli już coś słodkiego chcę - to może lepiej suszone owoce niż ciastko.

Ale cenne składniki to nie wszystko
Idealnie byłoby, gdyby owoce suszyły się w słońcu, a następnie trafiały do nas. Niestety, po drodze są jeszcze najczęściej konserwowane i ‘ulepszane’ - cukrem i olejem. Najczęstszym konserwantem jest znany mi już E220 czyli dwutlenek siarki (patrz wiórki kokosa we wcześniejszym cukrowym wpisie). Niewielka ilość podobno szkodliwa nie jest, ale mimo wszystko może wywoływać nudności i/lub bóle głowy.
Wg info w książce “Wiem co jem” dawka maksymalna E220 wynosi 0,7 mg na kilogram ciała na dobę. Ile to jest? Wg książki dawkę tę można przekroczyć wypijając 2 kieliszki słodkiego białego wina (zależy ile producent dodał). Odnośnie zawartości w owocach informacji brak. Książka wspomina natomiast jeszcze jedną ‘zaletę’ E220 - powoduje straty witaminy B1 w artykułach spożywczych.

Co do oleju i dosładzania - napiszę krótko: suszona żurawina. Od przeczytania składu można paść. Zwłaszcza, gdy zaczyna się on tak: cukier 42%…

Jak żyć?
I co tu teraz z tym wszystkim zrobić? Każdy po swojemu musi osądzić ;) Na swój użytek widzę to tak:
*** owoce świeże lepiej niż suszone
*** ale suszone też można, zwłaszcza morele ;)
Kluczem jest dla mnie
*** możliwość wyboru pomiędzy mniej i bardziej słodkimi owocami,
*** ilość (kilka sztuk, od czasu do czasu, jako dodatek, a nie samodzielna przegryzka)
*** jakość - w cytowanym już artykule dają taką radę -> lepsza jakość (choć niekoniecznie eko) oznacza wyższą cenę. A jeśli już zapłacimy za jedzenie więcej, to najprawdopodobniej zjemy je wolno, świadomie i po prostu w mniejszej ilości.

Lepsza jakość to wg artykułu wcale nie wygląd. Wprost przeciwnie: “Jeśli nie zastosowano związków siarki, najczęściej zostanie to wyraźnie zaznaczone, bo stanowi przewagę nad produktem, w którym konserwant się znajduje. Owoce niesiarkowane odróżnia wygląd - są ciemniejsze i daleko im do ideału. Przykładowo, morele siarkowane są intensywnie pomarańczowe, a niesiarkowane - brązowe.”

Prawdę mówiąc - nie przypominam sobie bym kiedyś trafiła na niesiarkowane, brązowe morele - ale może wszystko przede mną ;)

2 komentarze (pokaż)
26 lutego 2015, 18:24

Przy czwartku o sporcie

Ja: Jak już mi gin zdejmie ban na aktywność to bym się musiała na jakieś ćwiczenia zapisać chyba? Aktywne 9M czy coś.
Mąż: No ja bym chciał, żebyś PO też chodziła...

(ahhh tak? obruszyłam się w pierwszej chwili - bo jak na razie to mi tylko cycków trochę przybyło, a mąż już ma wizję tak odległej i przyznajmy to - mało optymistycznej przyszłości. Ale zaświeciła mi żaróweczka... i przywdziałam chytry uśmiech po czym odezwałam się w te słowy:)

Ja: To całkiem dobry pomysł. Będę i PO chodzić. Ale wtedy TY będziesz musiał pieczę przejmować...
M: No chyba będę musiał...

4 komentarze (pokaż)
27 lutego 2015, 01:34
PoradaKomentuj | Lubię (0)

THAT SUGAR FILM

Jakiś czas temu wspominałam o That Sugar Film - eksperymencie żywieniowym pewnego Australijczyka.
Na onecie własnie mignął mi krótki artykuł na ten temat:

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/aktor-przeprowadzil-eksperyment-przytyl-na-diecie-niskotluszczowej/02s22

Cytuję w całości:

"Damon Gameau, który przez ostatnie lata stosował dietę niskowęglowodanową, miał następujące założenie: przejść na dietę niskotłuszczową, rekompensując zapotrzebowanie na kalorie za pomocą jogurtów, płatków śniadaniowych, soków i napojów dla sportowców oraz nabiału niskotłuczowego rekomendowanych często jako zdrowa żywność. Jego dieta trwała 60 dni. Okazało się, że aktor przytył prawie 9 kilogramów.

"Zdrowa żywność" którą spożywał Australijczyk, zawierała bardzo dużo cukru i już po trzech tygodniach lekarze zaobserwowali pierwsze objawy stłuszczenia wątroby. W dodatku autor powstrzymywał się od jedzenia lodów czy czekolady i wybierał produkty, o których konsumenci myślą, że są zdrowe.

Tym samym przyjmował równowartość prawie 40 łyżeczek czystego cukru dziennie, przy czym WHO zaleca spożywanie zaledwie 6 łyżeczek w ciągu dnia. Damon Gameau chciał w ten sposób udowodnić, że posiłki składające się z płatków i napojów mlecznych wcale nie są zdrowe, jak utrzymują producenci.

W ciągu dwóch miesięcy diety Gameau stał się ospały i niestabilny emocjonalnie, a jego stan zdrowia nagle uległ pogorszeniu.

Swoje perypetie Gameau zarejestrował w filmie dokumentalnym "That Sugar Film", który wpisuje się w ten sam nurt co inny popularny dokument o fastfoodach "Super Size Me". Dokument wchodzi właśnie do kin na całym świecie."

Próbowałam znaleźć datę polskiej premiery, ale niestety nie doszukałam się.

4 komentarze (pokaż)
27 lutego 2015, 01:43
PoradaKomentuj | Lubię (1)

MORELE SUSZONE BEZSIARKOWE

Faktycznie istnieją. Drogie jak pierun. Ale faktycznie brązowe. LINK na allegro

UPDATE 2015.03.03
Rossmann - namierzyłam, faktycznie mają takie 'cudo' 7,99 za 150g (czyli ok 53 zł za 1 kg). Żeby było zabawniej wersja siarkowana jest w dokładnie takiej samej cenie. Zawartość cukru w wersji niesiarkowanej - 40g/100g (przy czym fruktoza to mniej niż połowa tego).

W Biedronce się dziś rozglądałam, ale nie namierzyłam - może okresowo mieli w jakiejś akcji (albo mi umknęły).


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2015, 16:43

7 komentarzy (pokaż)
28 lutego 2015, 05:40

6TC (5t+5d)

Minął wczoraj 25dpo. Ważna to dla mnie data 'mentalna'. Cykl październikowy trwał 24 dni, a 25 dpo przyszła @. Niby teraz jest zupełnie inaczej, ale jednak skłamałabym mówiąc, że absolutnie żadnych obaw nie miałam. Teraz czekam niecierpliwie na pierwsze usg - umówione na wtorek 3 marca. Nie wiem jeszcze, czy zabierać mężula ze sobą czy niekoniecznie. Mężul też jeszcze się namyśla. Gin powiedziała, że absolutnie nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby przyszedł, ale też nie jest to niezbędne bo za dużo pewnie jeszcze nie będzie widać.

A u mnie tymczasem poprzestawiało się ze spaniem. Zawsze miałam tak, że mój organizm potrzebował ileś godzin snu, ale nie więcej. Jak jest dość - to budzę się sama, nie ważne, która godzina. Nigdy nie potrafiłam spać 'do oporu'. Ostatnio 'padam' wcześnie - czasem nawet 20-21... no i efekt jest taki, że budzę się koło 4-5. No budzę się i już ;)

7 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK