BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Na huśtawce

Autor: gosia81
14 lutego, 14:01

No i mamy Walentynki. Dobrze, że @ sobie już odpuściła, ale w sumie libido mam takie do d., że Walentynki to przynajmniej pretekst, by nie zasnąć na kanapie przed tv...

Mam taki stres ostatnio, że non stop boli mnie żołądek.
Kurwa nienawidzę zmian i boję się ich jak ognia.
Nic nie jest jeszcze na 100 % ustalone, ale najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek podpisuję umowę stażową w interaktywnej agencji reklamowej i zaczynam pracę, bo rozmowa poszła mi spoko i to w zasadzie ja wybieram miejsce stażu. zdałam też egzamin z e-marketingu i szykuję się do dwóch następnych certyfikatów.
Nie mamy dla Misia załatwionego żłobka, ani przedszkola - nic nie wiem!!!! i to generuje potworny stres, bo nawet jak coś drgnie, to nie wiem jak uda nam się pododpinać różne pierdolniki życiowe. Mężowi trafiła się oferta pracy, ale taka jest dupiata z lekka, więc w sumie wolałabym żeby został w domu do ogarniania dzieci i został uczestnikiem programu podnoszenia kwalifikacji, tak jak ja. Mógłby zrobić sobie jakieś dodatkowe uprawnienia, a w tym czasie dopasowalibyśmy cykl życia domowego uwzględniający dzieci w placówkach a mnie w pracy.
Ale nie wiem jaką decyzję podejmie bo jego już rozpierdala taki długi okres pozostawania bez zajęcia zarobkowego. I ja to rozumiem. Choć ja dla odmiany mam stres czy nadaje się do tej pracy i co będzie potem, po stażu. Powiedzmy sobie to szczerze, że na dobrą sprawę od lipca 2014 roku zajmowałam się domem, dziećmi i doktoratem...

Wielka dziura w życiorysie.
Jak nie wykituję z tego stresu to będzie istny cud.
Ja pierdolę...

PS. Przepraszam, że klnę, ale muszę gdzieś wyładować swoją frustrację i niepokój.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego, 14:03

8 komentarzy (pokaż)
21 lutego, 18:30

No to BAM! Podpisałam dziś umowę stażową na 3 miesiące na stanowisko specjalista ds. marketingu internetowego i zawiesiłam swój urlop wychowawczy... Jest stres, ale też cicha ekscytacja, że może ten staż (za bardzo małe pieniądze) pomoże mi zdobyć kiedyś dobrą pracę w nowym zawodzie(?).

Nie jest lekko, jestem 35+, mam dwójkę dzieci, męża po przejściach zdrowotnych i bez pracy i mieszkam na przysłowiowym "końcu świata".
Musiałam się przebranżowić, żeby zyskać kompetencje do pracy zdalnej - niezależnej od tego z jakim bagażem i w jakim miejscu jej się podejmuję.

Dziewczyny, trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo nie ma tu miejsca na porażkę. Mam plan rozwoju zawodowego i aby pójść dalej muszę wykorzystać ten staż na maksa.

Show must go on.

6 komentarzy (pokaż)
26 lutego, 12:51

Odebrałam w tym tygodniu wyniki cytologii i grupa dobra, ale jakaś grzybica mnie dopadła, więc 10 dni na Nystatynie ;/ Odkąd zabrałam się za pilnowanie menu i piję Inofem ubyło z wagi 2 kilo, wierzę, że to początek zmian na lepsze.

Od 21 lutego pracuję - praca póki co ok, chociaż nie jestem przyzwyczajona do tylu godzin przed komputerem i dlatego boli mnie kręgosłup i wysiadają mi oczy ;/ Olewam insynuacje szefa, by coś po pracy jeszcze robić w domu lub w weekend. O nie, co to to nie - nie za tak marną kasę.
Niemniej cały czas uczę się czegoś nowego np. w piątek robiłam klientowi korektę strony internetowej, przede mną teraz projektowanie logo, bannerów i wizytówek, a następnie kampanie reklamowe w internecie.

Miś póki co jest z Tatą w domu, będzie prowadzany na krótkie chwile do przedszkola. Bardzo bym chciała go zapisać na stałe, ale jeszcze nie dał się zostawić sam na sam z paniami ;/

Dziś mijają dokładnie trzy lata od tego dnia, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście i dowiedzieliśmy się, że jakieś ukryte jajeczko oszukało ginekologa na monitoringu ;P Dzięki temu mamy drugiego synka ;) Nie do uwierzenia, ile to już czasu minęło - bo przecież dużo wcześniej byłam już z dziewczynami na forum o PCOS. Jak patrzę na suwaczki Synków, to aż się za głowę łapię - czas mknie do przodu z okropną prędkością!!!

Trzy lata - a ja pamiętam te emocje jakby to było wczoraj. Każdy ruch, myśl, gest... I dziki taniec z testem ciążowym w ręku ;P


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego, 12:51

7 komentarzy (pokaż)
16 marca, 09:34

W poniedziałek po pracy szłam z przystanku autobusowego do domu. Niebo było pochmurne, zacinał lekko deszcz. Rozglądałam się dookoła - co tam też sąsiedzi porabiają? Mój wzrok skupił się na kamienistej drodze biegnącej po drugiej stronie rzeki - tam zawsze chodziłam z dziećmi na spacery. Rzucaliśmy kamyki do wody, oglądaliśmy ważki, zaskrońce i rybki. Wiosną pokazywałam Starszakowi domki bobrów, latem zbierałam z Małym jeżyny i maliny, jesienią puszczaliśmy z mostku na wodę statki z liści, a w zimie próbowaliśmy rozbijać kamieniami tafle lodu. Brodziliśmy tam boso i w kaloszach. Leżeliśmy w słońcu na kocyku. Chłopcy jeździli tam swoimi pojazdami (rower + jeździk). Dziesiątki razy przemierzyłam tę trasę pchając z wysiłkiem wózek dziecięcy...

Nad brzeg tej rzeczki poszłam płakać, gdy mąż wyjechał do Francji, a ja zostałam sama z Pierworodnym i nie potrafiłam sobie poradzić z dojmującym strachem i samotnością.

Nagle poczułam jakby te wszystkie sceny wydarzyły się w jednym czasie. W tym samym plenerze biegłam za Starszakiem, który uczył się jeździć na rowerku z czterema kółkami. Na dalszym planie siedziałam w krzakach jeżyn, aby Mały mógł napchać sobie nimi żarłoczny dziobek... I znów kilka metrów dalej moja postać - oto przechadzam się z wielgachnym brzuchem, w towarzystwie męża i szwagra. Szukamy pierwszych śladów wiosny w Święta Wielkanocne 2010 roku, tuż przed narodzinami Pierworodnego.

Widzę to wszystko jednocześnie - wspólna czasoprzestrzeń. Żadnych szczelin, żadnych odstępów pomiędzy obrazami i wydarzeniami. Jeden wielki backflash. Wspaniałe, ale jednocześnie bardzo smutne przeżycie. Błyskawicznie zbierają się mi łzy w gardle i pod powiekami...

Nie wiem gdzie podziały się te wszystkie lata - te wyjątkowe, choć proste chwile. Gdzie przepadła ostatnia dekada wzruszeń i radości? Przecież to taka masa czasu - godzin, dni, pór roku...

Byłam z Małym w domu 2 lata i 3 miesiące. Pracuję zaledwie od 3 tygodni.
Ale tęsknię za Dzidkiem i żałuję, że nie wykorzystałam urlopu wychowawczego na maksa.
A przecież dzieciństwa dzieci nie odłożę na później! Dobrze, że chociaż w nocy mogę się do nich poprzytulać bezkarnie, o ile przypełzną do mnie ;P

Moje nałożone na siebie wspomnienia wyglądały mniej więcej tak, jak stworzona automatycznie przez Google Photos panorama (skleja następujące po sobie ujęcia, dodałam na chwilę poniżej wpisu).

Nie mogę się od kilku dni uwolnić od myśli, że przecież takie wspomnienia zależą od tego, co budujemy "tu i teraz". Co buduję teraz w swoim życiu? Chwilowo nie wiem, czuję się nieco zagubiona i chyba chciałabym się wrócić do tego co było, bo było to piękne.



Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia, 11:40

5 komentarzy (pokaż)
28 marca, 14:37

Obmyślam plan B. Już wiem, że nie zostanę na etacie w obecnej firmie, gdzie odbywam staż - no chyba, że szef zgodzi się na moje (zaporowe) warunki. Powodów jest wiele - nie ma sensu o nich pisać, bo dużo ważniejszy jest sam wniosek końcowy. Otóż muszę przygotować się do:
- szukania pracy w innych agencjach interaktywnych na lokalnym rynku (to byłoby najlepsze rozwiązanie!)
- pracy jako freelancer (opracowanie warsztatu, narzędzi i systemu pracy wymaga wiele wysiłku)
- godzenia pracy z opieką nad dziećmi (mąż niedługo zacznie kurs, zbliżają się wakacje, Mały nie chce chodzić do przedszkola itp.).

Tak na serio plan B ma wiele wersji. Ale wiem jedno - nie mam ochoty wysiadywać 7-8 godzin w biurze przed kompem, w asyście obecnego szefa i współpracowników, bo fatalnie to na mnie wpływa. Trzeba będzie coś zmienić. Póki co muszę jakoś przetrwać do 20 maja...

Do tej pory wykorzystałam dwa dni chorobowego (migrena + zapalenie ucha) oraz dwa dni opieki nad Młodszym synkiem (angina leczona antybiotykiem).

Z rzeczy na plus: moja Mama zarezerwowała sobie termin operacji na żylaki (6 maja), a ja zdałam drugi egzamin z Google AdWords i dzięki temu mam już certyfikat ;)
Jeszcze 5 egzaminów i mogę szukać innej pracy (ha ha ha).

A teraz dla odmiany siedzę nad artykułem naukowym, za który nie dostanę ani grosza... Czy ja kiedyś zmądrzeję?

0 komentarzy (pokaż)
2 kwietnia, 23:14

Dokładnie dwa lata temu, ta piosenka:

https://www.youtube.com/watch?v=co6WMzDOh1o

oddawała mój stan ducha - to było dzień po obronie doktoratu.
Dobrze, że nie wiedziałam wtedy, że mój romans ze światem nauki będzie związkiem toksycznym i nieszczęśliwym. W sumie nie wiadomo, kto kogo rzucił... Na Facebooku zazwyczaj ten rodzaj związku określa się jako: to skomplikowane...
Bardzo mi żal wysiłku, czasu i zawiedzionych nadziei.

Egzystuję mocno poniżej swoich możliwości.

5 komentarzy (pokaż)
9 kwietnia, 22:23

Sama nie wiem dlaczego - wszak na wykresie brak jeszcze owulacji, ale mam wrażenie, że zmyliła mnie temperatura (36.50) i nie zabezpieczyliśmy się w dzień płodny...
Pewnie to głupie i mylne przeczucia (oby takie były!!!), niemniej po prostu boję się, że czeka nas Matylda / Marianna (bo trzeciego syna, jest mi sobie jeszcze trudniej wyobrazić). Trzecie? Trudno mi to sobie nawet wyobrazić. Czekam na rozwój wypadków...


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia, 23:23

5 komentarzy (pokaż)
10 kwietnia, 12:32

Uff dziś temperatura spadła znacznie, czyli jednak po prostu mam bajzel w cyklu i nie ogarniam tego na wykresie. Odetchnęłam z ulgą. Taki alert jest jednak potrzebny by być bardziej uważną i ostrożną.
Skoro łykam te suplementy poprawiające płodność... Trzeba być przygotowanym na takie wahania temperatury, bo organizm działa inaczej.

Szkoda, że nie ma tabletek antykoncepcyjnych dla facetów, bo mój mąż byłby tym zainteresowany.

Maxi - co do chcenia/niechcenia i pracy podświadomości - no jasne że podświadomie chcę: w końcu bycie mamą wypełniało mój czas intensywnie od 7 lat, cała reszta - studia, doktorat, każda praca to są rzeczy dodatkowe i to się raczej nie zmieni jeszcze długo... Człowiek podświadomie chce bezpiecznego i znanego środowiska dla siebie, a dla mnie takim miejscem jest dom i rodzina. Zajść w kolejną ciążę i znów spędzić z dzieckiem 2,5 roku w domu? Dla mnie żaden kłopot - wiem że dam sobie radę, choć nie bez wyrzeczeń i zmartwień. Może bym i tego chciała, ale nie rozwiąże to żadnego z moich obecnych problemów, a na 100% wygeneruje kolejne.

Muszę się zmierzyć z życiem tu i teraz, zamiast sobie gdybać, co by było gdybym została potrójną mamą. Przy podejmowaniu tak ważnej decyzji, jakim jest posiadanie kolejnego dziecka, wolę trzymać w ryzach moje marzenia schowane w podświadomości.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia, 12:32

7 komentarzy (pokaż)
18 kwietnia, 14:38

I znów moc przeżyć - wczoraj świętowaliśmy SIÓDME urodziny Pierworodnego. Dzień zaczęliśmy od zestawu znanych już pytań ;)

1. Co jest najważniejsze w życiu?
lampa (3.5)
mama (4)
leczenie (5)
bicie serca (5.5)
serce (6)
serce (6,5)
mózg i serce (7)

2. Kim chcesz zostać jak dorośniesz?
chłopakiem (3,5)
policjantem (4)
listonoszem, i będę maluchem przywoził listy, tym maluchem, co dziadek jeździł, bo on go naprawi... (5)
strażakiem, pilotem i wyścigowcem (5.5)
naukowcem, strażakiem i pilotem (6)
naukowcem (6,5)
pracownikiem (7)

3. Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?
uśmiech (3,5)
bycie człowiekiem (4)
jakieś maluchy (5)
auto i samolot (5.5)
że bawię się zabawkami (papużką , Harrym i Minionkiem) (6)
że chodzę do szkoły (6,5)
to, że mnie przytulasz i że jest 17 kwietnia (urodziny) (7)

4. Kiedy czujesz się najbardziej kochany?
jak jestem z mamą (3,5)
jak ty jesteś (czyli jak jest mama) (4)
jak mnie przytulasz (5)
jak ty jesteś (czyli jak jest mama) (5.5)
jak przytulam zabawki (Harrego, Minionka, papużkę) ciebie (czyli mamę) i tatę (6)
jak ty mnie przytulasz (czyli jak jest mama) (6,5)
kiedy się na mnie nie złościsz i mnie przytulasz, gdy śpię u góry (7)

5. Czego się boisz?
komarów (3,5)
duchów i krokodyli (4)
boję się jakiejś jaskini (5)
ciemności i drzew w lesie, jak udają potwory (5.5)
sam nie wiem, boję się jak patrzę na coś strasznego (6)
bałbym się, gdyby mi się coś przywidziało (6,5)
czasem się boję, gdy jest ciemno w lesie, gdy jestem sam (7)

6. Jakie masz marzenie?
marzę o odkurzaczu, który wszystko zbiera, nawet popiół, nawet liście, nawet czyści telewizor (3,5)
marzę o zabawkowej Kaśce (elektrycznej szczotce do sprzątania) (4)
żeby ten maluch co dziadek go ma jeździł (5)
żeby wreszcie się ten Harry znalazł (Harry = mini autko, Sean McMission) (5.5)
żebym na kolejne urodziny dostał Lilę Lifting ze skrzydłami (6)
żeby w końcu zostać naukowcem (6,5)
żeby przepłynąć łódką cały ocean (7)

7. Jakie słowo jest najśmieszniejsze?
wiatrak (3,5)
pralka (4)
patrzcie jak maluch szybko pędzi (5)
baba (5.5)
spleśniała baba (6)
trzęsogłówka (6,5)
trzęsogłówka (7)

8. Co jest najłatwiej/najtrudniej zrobić?
najłatwiej: odkurzyć, puszczać wiatrak, puszczać telewizor, najtrudniej: robić takie wygibasy (pokazał jakie) (3,5)
najłatwiej zrobić telefon (zadzwonić), najtrudniej zrobić pralkę (4)
najłatwiej robić kulki z plasteliny, najtrudniej kopać doły (5)
najłatwiej udawać samolot i auto, najtrudniej jest wytrzymać w spadaniu samolotu, ale w prawdziwym samolocie (5.5)
najłatwiejsze jest wysuwanie strzelb w Harrym, najtrudniej malować pisakiem w sprayu (6)
najłatwiej jest dmuchnąć, najtrudniej przewlec nitkę przez igłę (6,5)
najłatwiej jest poruszyć ręką, najtrudniejsze jest wiązanie czegoś, co nie ma końca i jest bez przerywki (7)

9. Co jest najlepszą/najgorszą rzeczą na świecie?
najlepszą: miód bo jest słodki, najgorszą: lampy bo świecą tak, że rażą (3,5)
najlepszą: marzenie o Audisie (tak nazywa autko Zygzaka McQueena), najgorszą są obrazki (4)
mama jest najlepsza na świecie, najgorsze są te auta co były w filmie (bajka Auta 2) (5)
najlepszą: szkoła, najgorszą: kłucie igłą w szpitalu (5.5)
najlepszą: że mam mamę i tatę, najgorszą: pożar (6)
najlepszą jesteś ty (mama), najgorszą: jak Radek mi dokucza (6,5)
najlepszą jest cała moja rodzina, najgorsze są guziki (7)

10. Co Cię denerwuje?
komar (3,5)
na przykład ten termometr, co ciebie denerwuje mamo, ten sam (4)
to jak ktoś krzyczy (5)
ten termometr, co tam wisi (5.5)
jak nikt nie chce mnie wysłuchać (6)
jak Michał zabiera mi zabawki (6,5)
jak Michał mnie łaskocze i bije (7)

11. Co to znaczy: kochać?
to znaczy kochać kochać kochać i wtedy dobrze się czuję (pokazał uściski) (3,5)
to znaczy to samo jak się mówi kochanie (4)
to robić tak (mocno przytula) (5)
to znaczy że się kogoś lubi (5.5)
jak przytulam zabawki i mamę i tatę (6)
wiem że kochać to tulić (6,5)
to znaczy, że kogoś bardzo bardzo bardzo lubisz (7)

12. Na co wydałbyś wszystkie pieniądze jakie mamy?
na mój pokoik ten u góry (3,5)
na taką wysoką farelkę (4)
na dach, taki sam jak mamy (jakbym mieszkał w innym domu, to zrobiłbym taki sam dach) (5)
na ogromny samolot (5.5)
na dom - na cały dom, i na Harry'ego co by miał wszystko (6)
na ten nasz cały dom (6,5)
na cały świat, no może być połówka świata... (7)

1 komentarz (pokaż)
23 kwietnia, 11:12

Tadam! Przyszła @ jak w zegareczku! Cykl 38 dni i to przewidywalny, z jednym tylko momentem paniki (niepotrzebnej!). Przeżywam to, bo dopiero u progu 36 roku życia dowiaduję się, jak zajebiście mają zdrowe kobiety!!! Czemu mnie to spotyka dopiero teraz, a nie jak byłam młoda i starałam się o dzieci?
Na próbę odstawiam w tym cyklu inofem i zobaczymy czy organizm coś zatrybił, czy nie i na powrót się rozstroi.

Pierwszy dzień cyklu to w sumie dobry dzień na coming out - podczas gdybania 2 tyg temu, czy aby nie zaliczyliśmy małżeńskiej wpadki, okazało się, że dziecko owszem - jesteśmy na tak, ale jako etap racjonalizacji, oswajania "ewentualnej niespodzianki". A potem, jak okazało się, że nie czeka mnie ciąża i połóg i kolejne 3 lata z pieluchami, to... Stwierdziłam, że w sumie nie byłoby to takie złe, ale w formie zawodowej rodziny zastępczej.

Chciałabym zajmować się zawodowo opieką nad maluchami - myślimy o pogotowiu opiekuńczym, ale najwcześniej za około 3 lata, jak Młodszy podrośnie i będzie chodził już do zerówki. Mam w sobie wielką potrzebę pomocy takim dzieciom, uważam że i nasze pociechy skorzystają na tym - pracowałabym przecież w domu, a maluchy z pogotowia nie zostają "na zawsze", bo głównym celem jest jak najszybsze znalezienie im domu na stałe lub powrót do rodziny biologicznej.
Robiłabym to co lubię, ale bez powoływania do istnienia kolejnych dzieci, tylko opieki nad tymi, które już się pojawiły na tym padole i od urodzenia mają kłopoty...

Perspektywa szkoleń itp. nie jest tu przeszkodą. Główne problemy widzę cztery:
- czy udźwignę to psychicznie ?(co będzie jak przywiążę / przywiążemy się do maluszka, a potem trzeba go będzie oddać na cito?)
- czy nasz dom i finanse okażą się wystarczające, aby ktoś powierzył nam dzieci pod opiekę?
- czy nasze dzieci i rodzina zaakceptują takie rozwiązanie?
- czy zostaniemy w ogóle zaakceptowani przez instytucje państwowe jako kandydaci na zawodową rodzinę zastępczą?

Pytań i dylematów pomniejszych jest sporo. Na szczęście według planu mamy jeszcze sporo czasu, aby to rozstrzygnąć. W pierwszej kolejności musimy zadbać o kondycję finansową i wyremontować do końca dom. Nasi chłopcy podrosną i zobaczymy, jak się będą zapatrywać na obecność maluchów w rodzinie.

Czytam o opiece nad dziećmi przysposobionymi od około 3 miesięcy. Bałam się sformułować swoje marzenia na głos. Mąż trzyma dystans, bo jeszcze Młodszy w pieluchach biega, więc trudno sobie wyobrazić, taką zmianę i zwrot akcji. Ale mamy czas. Plany się skrystalizują. Cieszę się, że mam taki jasny punkcik na horyzoncie, do którego mogę zmierzać, by nie żyć tylko płaceniem rachunków i konsumpcją dóbr wszelakich. Chciałabym dać coś światu od siebie. Zrealizowałam swój instynkt macierzyński (rozrodczy), ale chciałabym się opiekować kolejnymi dziećmi...

Dziwne, prawda?


2 komentarze (pokaż)
29 kwietnia, 18:17

Czy kiedyś uda mi się zostać PANIĄ SWOJEGO CZASU? Póki co walczę. Pomysłów mam wiele... Zapisałam się na bezpłatne warsztaty programowania (nie wiem czy mnie przyjmą, zajęcia w czerwcu), ale postanowiłam podczas wydłużonej "majówki" (29 IV - 7 V, bo poza świętami i weekendem odbieram zaległe 3 dni urlopu) zabrać się za szukanie nowej pracy i za naukę stawiania stron na szablonach (w tym mojej strony). Ogólnie lista zadań jest bardzo długa. Muszę się pozytywnie nastawić i jazda!!! ;D

Poprzedni wpis był mega szalony - im dłużej wczytuję się w bloga prowadzonego przez zawodowe pogotowie opiekuńcze, tym mocniej do mnie dociera, że to jednak zajęcie nie dla mnie. Trzeba być psychicznie twardym i dużo bardziej zorganizowanym. Bardzo ważną informacją jest także to, że "życie w rodzinie zastępczej" przenosi się na własne dzieci. Dlatego lepszą opcją jest odsunięcie tego zajęcia na czas, kiedy nasi chłopcy będą już dorośli. Niestety takiego horyzontu czasowego nie umiem sobie wyobrazić (11-16 lat???). Będę w tym czasie próbować czegoś innego - tzn. pomagać takim dzieciom/rodzinom w inny sposób.

Rozważam przedłużenie stażu, ale tylko pod warunkiem, że szef zapłaci mi dodatkową kasę, bo teraz zarabiam grosze (stypendium stażowe). Jeśli się nie zgodzi, to wolę odejść na bezrobocie i mieć czas na szukanie innej pracy. W każdym bądź razie szkolę się w byciu cierpliwą...

Dzieci zaskakują nas każdego dnia: Starszak ma taki zasób wiedzy (i głód tej wiedzy), szczególnie z matematyki, że padła już sugestia o przeskoczeniu z zerówki do drugiej klasy... Wczoraj chciał uczyć się liczb ujemnych, a dziś całe popołudnie uczy się szyć ;D Mały dosypał mi dziś do kawy brokatu i wylał płyn do robienia baniek prosto na lekarstwa babci... Nasze urwiski!!!

PS. Na serio się cieszę, że nie jestem w ciąży i mogę sobie planować rozwój zawodowy!!! ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia, 18:15

3 komentarze (pokaż)
2 maja, 11:17

Ci, co mnie znają, dobrze wiedzą, że nie umiem zupełnie szyć - z biedą zaceruję dziurę w skarpetce i przyszyję guziki - całą resztę "odwala" w domu za mnie MĄŻ, który umie szyć ręcznie i na maszynie.

Od jakiegoś czasu Starszak prosił mnie, abym go nauczyła szyć, ale przyznałam szczerze, że tego nie lubię i nie potrafię go nauczyć, bo sama szyć nie umiem. Padło więc na Babcię ;)
I tak kolejny raz Starszak nas zadziwił. W piątek tłumaczyłam mu liczby ujemne rysując oś (jak termometr), a już dzień później on z uporem maniaka uczył się szyć i tak zleciały dwa dni weekendu majowego ;)

Nazywam to "efektem Vaiany", bo zaimponowała mu bohaterka bajki, która sama naprawiła żagiel swojej łódki, właśnie dzięki umiejętności szycia. Ale jakby ktoś pytał - to bawiąc się "w Vaianę" Starszak jest jednak półbogiem - Mauim ;) Narysował sobie "ruchomy" tatuaż na ręce, ubrał naszyjnik indiański i zrobił z foteli piękną łódź. Z tyczek bambusowych i sznurka zrobili żagiel, a przewrócony koń na biegunach to był pływak... W zabawie Młodszy był Vaianą ;) choć według mnie raczej tym szalonym kurczakiem ;) Nie zrobiłam zdjęcia ich wspaniałej łodzi, ale sens całości zawarty jest o tu:

Bałagan? - nie, to tylko wyobraźnia dziecka ;)

balagan_zpskfqukoiy.jpg

2 komentarze (pokaż)
4 maja, 13:00

Wczoraj Miś skończył 2,5 roczku ;)

A ja wciąż walczę z naporem entropii: jednym z wielu kroków na mojej drodze jest zapisanie się do grupy Panie Swojego Czasu, aktualizacja CV i wysyłka, aby zdobyć nową pracę!


ScreenHunter_322%20May.%2003%2013.12_zpslb9odzxy.jpg

PS. Czy to nie jest zbyt gorzki wpis powitalny?

Od dwóch tygodni na mojej liście "rzeczy do zrobienia" jest ten wpis powitalny. Nadszedł czas by skreślić go z listy ;)
Mam na imię Małgorzata, niedługo skończę 36 lat, jestem szczęśliwą mężatką (prawie od 11 lat), mamą dwóch chłopców (7 lat i 2,5 roczku) i właścicielką dwóch kotów. Mieszkam na południowych rubieżach kraju - można śmiało powiedzieć, że na prowincji... I gdzieś tu właśnie pojawia się mój problem. Dwa lata temu obroniłam doktorat z nauk humanistycznych w zakresie nauk o sztuce. Praca została wyróżniona i nagrodzona i... Nie udało mi się jej wydać. Nie znalazłam także pracy w swoim zawodzie - próbowałam wszystkiego (m.in. konkursów grantowych), ale natknęłam się na "szklany sufit" - nie mam szans na pracę na uczelni. Bardzo długo nie mogłam odpuścić - "żałoba" po nieudanej karierze naukowej zajęła mi sporo czasu. Czułam, że rozczarowałam nie tylko siebie, ale także całą rodzinę... W tzw. międzyczasie spędziłam z młodszym synkiem dwa lata w domu. Niestety przytrafiła nam się też poważna choroba męża. Przytłoczyło mnie to wszystko, ale postanowiłam się przebranżowić - zacząć wszystko od zera. Postawiłam na rozwinięcie swoich umiejętności (pisanie tekstów) i wcześniejszego doświadczenia (pracownia reklamowa). Obecnie odbywam staż jako specjalista ds. marketingu internetowego. Uczę się zupełnie nowych rzeczy, szkolę się w grafice, projektowaniu stron i SZUKAM PRACY!!! Nie czytałam jeszcze książki Ola Budzynska, bo żal mi każdego grosza (wstyd przyznać ile zarabiam), ale liczę na to, że uczestnicząc w tej grupie ogarnę wreszcie setki zadań do wykonania, jakie mam przed sobą i znajdę pracę, która pozwoli mi utrzymać rodzinę. To skrócona wersja mojej historii ;) Dziś rozsyłam pierwszą partię nowego CV. Trzymajcie kciuki &&

5 komentarzy (pokaż)
13 maja, 18:39

W mijającym tygodniu działo się wiele, ale kilka rzeczy było wyjątkowych. Między innymi to, że po poście powitalnym w grupie Panie Swojego Czasu otrzymałam dwie przesyłki - obydwie z książką "Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet".

Dwie kobiety postanowiły mi pomóc w ten sposób - jedna pożyczyła, a druga ofiarowała mi na własność tę lekturę. Dostałam też list, w którym przedstawiono mi historię tak przejmującą, że czytając ją popłakałam się i do dziś nie mogę przestać myśleć o tym, jak poplątane mogą być kobiece losy.

Książkę skończyłam czytać dzisiaj - sam koniec przypadł na długie oczekiwanie na poradę lekarską w szpitalu (opieka świąteczna). Starszaka albo coś mocno uczuliło (we czwartek bawił się świeżym siankiem, mogło też coś pylić), albo wylęga się jakaś choroba wirusowa. Wczoraj dostał zastrzyk i leki przeciwalergiczne, ale poprawy nie ma, jest nawet nasilenie objawów.

Wracając do książki o zarządzaniu czasem - była mi potrzebna, choć wiele z jej treści sama miałam dosłownie "na końcu języka". Kilka rozwiązań miałam tuż przed swoimi oczami lub w zasięgu ręki, ale jakoś sama na nie nie wpadłam. Niemniej po tę książkę sięgnęłam nie bez powodu - wewnętrznie czuję, że mogłabym być lepiej zorganizowana i realizować SWOJE cele i marzenia, ale jakoś tak utknęłam w marazmie z wieloma rzeczami (od "pierdolniczków" począwszy i na mega ważnych sprawach skończywszy).

Nie lubię jak mi się moje własne życie rozchodzi na szwach, więc zabieram się za ogarnianie poszczególnych partii. Czuję, że najtrudniej będzie z wyrobieniem sobie rutyny w robieniu rzeczy, których nie lubię, a zrobione być muszą i koniec kropka.

Poza tym czyż to nie jasny sygnał od losu, że kiedy mówię sobie na głos: no to działam i na serio chce zacząć działać już i teraz, to wydarza się choroba dziecka i cały plan z miejsca trafia szlag?

Nie dam się, choćby nie wiem co!!! Najważniejsze to obrać DOBRY KIERUNEK.

PS. Walczę o podwyżkę na stażu, ale jak się nie uda to od 20 maja będę na własne życzenie bezrobotna. Może to szalone, ale jeśli mi nie podniosą pensji, to wolę mięć czas na szukanie pracy, niż pracować za grosze.

4 komentarze (pokaż)
15 maja, 21:01

Czeka mnie skok na głęboką wodę - pozwólcie, że zapytam Was o radę - poprosiłam o podwyżkę, ale szef zaproponował tylko najniższą krajową 1459 netto, ale uzależnił wypłatę od wyrobienia normy. Firma źle przędzie i wiem, że wyrobienie tej normy graniczy z cudem, nawet jakbym zwiększyła swoją aktywność o 100%. Co więcej, jest tam fatalna atmosfera i szef jest po prostu okropnym człowiekiem - chce orać ludźmi za darmo. Tak więc chcę mu powiedzieć jutro, że odchodzę, ale wówczas stracę jedyne źródło dochodu. Mam coś tam odłożone na czarną godzinę, ale ogólnie czeka mnie ostra bitwa o nową pracę, na lepszych warunkach. Poradźcie co zrobić? - moje wewnętrzne ja chciałoby się ucieszyć z "pieprznięcia" koszmarną pracą, ale boję się konsekwencji...

6 komentarzy (pokaż)
16 maja, 23:52

https://www.youtube.com/watch?v=RuiXUySUw70

To już jest koniec...

Jestem wolna. Po wyartykułowaniu mojej decyzji o odejściu z firmy (w końcu to negocjacje: ja wyceniłam swoje usługi a pracodawca zaoferował mniej ERGO nie stać go na korzystanie z moich usług ;P ) atmosfera zrobiła się koszmarnie ciężka. Nie zamierzam marnować czasu na użeranie się z dupkiem, który nie ma za grosz klasy i orze ludźmi jak wołami i chce wszystko za darmo, nie szanuje wysiłku ani inwencji twórczej... Wzięłam na ostatnie 3 dni stażu L4, bo na sam koniec zarzucono mnie zleceniami do wykonania "na cito", jakbym była cytryną, którą należy wycisnąć do końca.
I pomyśleć, że ten człowiek miał mnie czegoś uczyć i brał jako opiekun stażu kasę za tę quasi-naukę...

No cóż! Wolna i bezrobotna... Nie brzmi to dobrze, ale jestem optymistycznie nastawiona. Potrzebowałam psychicznie tego "pieprznięcia" złą pracą. Czasem po prostu trzeba podnieść sobie poprzeczkę, by poznać swoją wartość, dążyć do realizacji SWOICH (nie cudzych) celów i marzeń.

Dobrym znakiem jest to, że dziś chyba trafił mi się pierwszy klient na stronę internetową. No i ogłoszeń o prace mam już cały plik. Start jutro o 8.15. Trzymajcie za mnie kciuki!!!

5 komentarzy (pokaż)
24 maja, 01:07

*
Od soboty (20 maja) ćwiczymy z Młodszym życie bez pieluchy ;) Tak jak myślałam - dziecko było zapewne od dawna gotowe na odpieluchowanie, tylko ja nie miałam czasu się tym zająć (i oczywiście nikt inny nie kwapił się do tego). Czemu to jest takie pochrzanione? - najważniejsze są dla nas dzieci, a potem okazuje się, że odrabianie głupiej pańszczyzny w kijowej pracy przesłania nam to, co przeżywają te małe ludki?

Statystyka wygląda zachęcająco: w sobotę dostał nowe "GACIE" (tak nazywa majtusie) i było 10 wpadek, w niedzielę tylko dwie, dziś trzy. Ogólnie z dnia na dzień jest lepiej, bo woła na nocnik i zdaje sobie sprawę z konsekwencji noszenia gaci ;) Chwali się tym, jest dumny z każdego ładunku w nocniku!

Może to bycie bez pracy ma jednak jakieś plusy?...

**
A poza tym to Młodszy bardzo ładnie mówi - rozgadał się na całego i wymyśla pełne zdania, całkiem poprawne, choć ma problemy z wymową trudnych wyrazów. Ostatnio zachwycił mnie POKOCIK zamiast kompociku ;) Jest przytulaskiem, kochanym, wesołym łobuziakiem. Strasznie fajne są 2,5 roczniaki!!!

***
Wczoraj odfajkowałam formalności - oficjalnie wróciłam na urlop wychowawczy w poprzedniej pracy (przysługuje mi jeszcze do listopada z dodatkiem 400 zł mies. - decyzja w czerwcu). Trudno mi było gadać z szefem, bo czułam się jak żebrak, ale ubezpieczenie (ja + dzieci) jest ważne. Mąż jest uczestnikiem projektu finansowanego z UE, więc póki nie zakończy szkolenia, nie muszę się martwić o jego ubezpieczenie. Co innego z martwieniem się o kasę, ale o tym szkoda pisać.

****
Mam spadek formy (oby chwilowy!) - nie wysłałam jeszcze żadnego CV.
Taka jest smutna prawda.
Wieczorami uczę się nowych narzędzi i programów, kończę zaczęte kursy i... poprawiam dokumenty aplikacyjne, bo dotarło do mnie, że jeśli mam walczyć o posadę w agencjach interaktywnych, to powinnam przygotować coś lepszego aniżeli plik pdf eksportowany z Worda...

Myślę, że kilka dni i ofert in minus (z powodu upływającego terminu) to jeszcze nie jest dramat, aczkolwiek zgadzam się z opinią, że zrobione jest lepsze od doskonałego, więc nie będę przedłużać momentu startowego w nieskończoność...

A co mnie zaskoczyło? - To, że budzę się codziennie przed 6, według "starego" rozkładu jazdy i bycie w domu z Młodszym nie sprawia mi takiej frajdy, bo czuję, że pracy mi brak... Oczywiście nie zmieniam zdania - szef na stażu był idiotą, ale sama praca była fajna - podobała mi się i właśnie takiej będę szukać.

Tydzień bez zajęcia zarobkowego i... wnioski są takie:
- Facebook jest do bani, bo muszę się konfrontować "ze wspaniałym światem" znajomych i słusznie ograniczam przebywanie online.
- powinnam się skupić na tym co jest "tu i teraz" - jeśli nie będę się tym cieszyć maksymalnie to chyba będę non stop narzekać, a przecież mam się z czego cieszyć!

1 komentarz (pokaż)
2 czerwca, 00:58

SKRÓTOWO BO PÓŹNA PORA:
1. Jestem 2 tyg. bez pracy
2. Odpieluchowałam Młodszego (wielki i szybki sukces!!!)
3. Postanowiłam nie ulegać panice i wysyłać CV tam gdzie chcę, a nie wszędzie i byle gdzie (do końca sierpnia, bo we wrześniu zawieszę urlop wychowawczy - Miś pójdzie do przedszkola)
4. Mam plan extra dot. pracy naukowej za pieniądze - coś jak powrót do zawodu - jadę w sobotę to omówić - trzymajcie kciuki &&
5. Nasze "eleganckie" auto się nie sprzedało, naprawa się nie opłaca - jesteśmy spłukani i załamani, jakby ktoś nas okradł. Dobrze, że auto-rozpadek, kupione na chwilę jeszcze jeździ.
6. Dzieci są CUDOWNE, autentycznie się cieszę, że jestem z nimi (choć bez kasy), zamiast w jakimś obskurnym biurze z szefem idiotą ;)

CDN...

3 komentarze (pokaż)
4 czerwca, 16:20

Nie miałam nawet czasu napisać, że u mnie pech przeplata się z promykami nadziei. W piątek ugryzł mnie kleszcz i od razu dostałam antybiotyki z powodu odczynu zapalnego. A wieczorem na mailu znalazłam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do tej agencji interaktywnej, do której wysłałam CV tego samego dnia rano! To chyba dobry znak, że szybko odpisali, no i rozmowa ma odbyć się we wtorek - 06.06 w dniu moich 36 urodzin! Trzymajcie kciuki &&
Wczoraj byłam na Krakowskim Festiwalu Filmowym - na forum, galę i pokaz nagrodzonych filmów zaprosiła mnie promotorka doktoratu. Wróciłam dzisiaj po południu szczęśliwa i... Z poczuciem, że przepustka vel wychodne było zbyt krótkie!!! Ja chcę więcej!!!

1 komentarz (pokaż)
7 czerwca, 12:46

Nie wiem jak mi poszło - rozmowa trwała 45-55 min. była rzeczowa i szczegółowa, uważam że były momenty na minus dla mnie, ale ogólnie nastrój po rozmowie miałam iście szampański... Ale to pewnie efekt urodzin i pozbycia się stresu, bo już "po wszystkim". Mam wrażenie, że nie za bardzo pasuję im na to stanowisko, ale może będą mnie chcieli "zagospodarować" tak ogólnie w firmie? Teraz trudny czas oczekiwania na TEN telefon lub na TEGO maila. Mają dać znać do końca tygodnia.

I znów ból żołądka...
I roztrząsanie każdego zdania...

Nie lubię tego. Mam dosyć porażek. Potrzebuję sukcesu!!!

Dobrze, że urodziny osłodziły mi to wszystko ;)

36_zpstd7gvdpi.jpg

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK