BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Na huśtawce

Autor: gosia81
21 września 2016, 09:43

Jak to mówią u mnie w okolicy: myślał indyk o niedzieli a w sobotę łeb ucięli.

Ja tu sobie pierdoły o rozwoju osobistym i spełnianiu marzeń wypisuję i w głowie układam, a na rachunek za gaz znów nam zabrakło i trzeba będzie podebrać z oszczędności na czarną godzinę. Kurwa.
Stało się tak mimo oszczędzania, bo tak wyszło że niespodziewanie (choroby nie przewidzisz) w aptece w tym mies. zostawiłam 120 zł (nie licząc 150 zł za leki kardiologiczne męża, bo to osobna pula), musiałam iść do dentysty (ukruszony ząb, 80 zł bo to 6tka nierefundowana), dzieci naciągnęły mnie raz na zabawki za 25 zł (dostały za "grzeczność", bo w przychodni przyszpitalnej wytrzymały 2 godziny, więc im się należało), miałam gości i trzeba było lepiej zaopatrzyć lodówkę i kupiłam przyjaciółce buty i skarpetki, bo nie miała w czym chodzić. No i mam braki w funduszach.

Dlatego wszem i wobec ogłaszam, że sytuacja wymaga ode mnie tego bym minimalizm wprowadziła od zaraz i oszczędzała jeszcze bardziej (wiem, wiem niby minimalizm nie polega na zaciskaniu pasa, ale to wersja dla bogatych, biedni mają swój minimalizm). Poza tym pierdolę rozwój osobisty i inne takie tam i rzucam się na rzeczywistość z zębami. Muszę coś uszarpać - kasa potrzebna NA JUŻ!!!

Póki co mniej jedzenia jednak wychodzi mi na dobre - always look at the bright side of life...

?pokaz=115357e242beabca0.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2016, 10:21

4 komentarze (pokaż)
22 września 2016, 13:52

Zauważyłam, że złość działa na mnie motywująco - wkurzam się, podwijam rękawy i biorę się za robotę, której palcem nie chciało mi się tknąć od miesięcy. Mam taki specjalny zeszyt, w którym spisuję zadania do wykonania - konkretne rzeczy nie jakieś tam "chciałabym, a może gdyby...". Udało mi się w ciągu kilku dni wykreślić sporo zaległych rzeczy i pchnąć do przodu kilka spraw bieżących (np. wnioski o zasiłek na dzieci, przedłużenie urlopu wychowawczego i zgodę pracodawcy na inną pracę zarobkową podczas trwania urlopu wych.).

Jedną z rzeczy na cito byłą wizyta z Misiem u lekarza w sprawie stulejki - biedaczek miał zabieg we wtorek, jest na lekach przeciwbólowych, ale i tak ma ogromne problemy z sikaniem. Wstrzymuje na siłę, w obawie przed bólem. Jak już nie może wytrzymać, to sadzam go na nocnik i choć udaje się mu go zapełnić (sic!) to Miś sikając płacze ;(. Boję się żeby to nie wpłynęło źle na odpieluchowanie. Czekam aż opuchlizna zejdzie - jeśli do jutra będą dalej takie objawy bólowe to znów pójdę do lekarza ;/

Udało mi się pousuwać fotki i imiona z pamiętnika na Ovu - ten sprzed ciąży w ogóle utajniłam, bo w sumie, nie potrzebuję już się tamtą historią starań dzielić, a ten pamiętnik na Belly zarchiwizowałam. Jak zajdzie potrzeba to zminimalizuję tu ilość wpisów.

Tak, więc nie zdziwcie się. Lecę bo Mały płacze ;/

4 komentarze (pokaż)
27 września 2016, 10:45

Mąż mnie wkurza, by nie powiedzieć dosadniej. Jak tylko znajdę jakąś ofertę dorabiania sobie na wychowawczym, to on kręci nosem, że się nie opłaca. A sam nic nie wymyśli. Wolałabym, żeby się spakował i pojechał do brata za granicę odrabiać finansowe straty z firmy, ale nie - on ciągle łudzi się szansą na zarobek i tym strasznie działa mi na nerwy. Nie cierpię takiego stanu zawieszenia.

Zeszły tydzień był dziwny - po zabiegu związanym ze stulejką Michał zaczął załatwiać się tylko na nocnik, przez 4 dni pieluszka była sucha i czysta - wymieniałam ją tylko pro forma, by uniknąć podrażnienia opuchniętego siusiaka. Ale im dalej od zabiegu tym trudniej małemu sygnalizować potrzeby i tak dziś pierwszy raz po tygodniu wspaniałych sukcesów zrobił niestety znów kupę do pieluchy ;(
A tak już się cieszyliśmy z odpieluchowania - za wcześnie jednak. Ładnie woła, ale nie wyczuwa już "początku" tak wyraźnie. Nie umiem się zdecydować czy ubierać mu na próbę majtusie, by poczuł skutek tego, że nie zrobił siku na nocniku?

Byliśmy też na weselu mojej koleżanki. Dzieci odwieźliśmy moim Rodzicom o 18.00 i fajnie bawiliśmy się do 2 w nocy ;)

Chłopcy codziennie wymyślają coś, co wprawia mnie w osłupienie. Wczoraj słyszałam jak Starszy mówił do Młodszego: jak mnie będziesz szczypał to za karę nie pójdziesz jutro do szkoły!

Jak widać, Starszak chyba lubi szkołę, skoro tak wyobraża sobie najgorszą karę ;P

2 komentarze (pokaż)
28 września 2016, 10:03

CHCE MI SIĘ WYĆ.

6 komentarzy (pokaż)
2 października 2016, 13:46

Nie chciałam tu pisać o tym, co doprowadziło mnie powoli do ściany, w której nie ma ani okien, ani drzwi i można tylko walnąć w nią głową z bezsilności i czekać co się stanie...

Póki co jestem jeszcze jak Wańka-wstańka i działam na zasadzie "co cię nie zabije, to cię wzmocni".
Podniosłam się kolejny raz, ale nie wiem czy zmęczenie materiału pozwoli mi na to w przyszłości.

Przeczuwam, że nadejdzie taki czas, że moje małżeństwo popruje się na szwach niczym "stare prześcieradło". Ale trwamy, ze zmiennym szczęściem. Trzymają nas w pionie dzieci.

Perełka z dzisiejszego ranka:
gdy zapytałam Starszego Synka, czemu wyrwał bratu zabawkę, choć miał w swoich rękach taką, którą sam wybrał, on odparł z rozbrajającą szczerością: Mamo, bo dzieci tak działają, że najpierw chcą to, a potem coś zupełnie innego.

Samoświadomość dzieci bywa porażająca ;D


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2016, 13:46

4 komentarze (pokaż)
12 października 2016, 18:01

U mnie jakoś leci... chociaż to "jakoś" ani mnie ziębi ani grzeje, bo to zwykłe odrywanie kartek z kalendarza. Są takie dni, że nie wychodzę w ogóle z domu z uwagi na brzydką pogodę. Leczę u siebie i u Małego zapalenie krtani.

3 października protestowałam na czarno ;) Zostawiłam Małego mężowi i pojechałam oddać krew ;)
Przy okazji teściowa namówiła mnie na kupno jesienno-zimowego płaszcza na promocji. Właściwie to mnie zmusiła do tego zakupu, bo ja zazwyczaj nic nie przymierzam w sklepach - wydawanie pieniędzy na samą siebie jest dla mnie prawdziwym problemem.

Można powiedzieć, że w zeszły piątek COŚ JEDNAK DRGNĘŁO - zawiozłam dokumenty ad. pracy (uważam, że warto się o nią starać, choć to tylko "na zastępstwo") i byłam na spotkaniu informacyjnym ad. programu wsparcia / podnoszenia lub zmiany kwalifikacji, finansowanego ze środków unijnych. Mam nadzieję, że pod koniec tego tygodnia lub w weekend dowiem się, czy coś z tych moich starań wyszło.

Zależy mi dość mocno, bo miałabym szansę coś zmienić w naszym życiu. Z myślą o tym programie byłam z mężem oglądać żłobek w sąsiedniej wsi, bo na czas trwania szkoleń i stażu mogłabym dostać dofinansowanie na opiekę dla Małego w placówce.

Czekając na wyniki rekrutacji szukam dalej możliwości zatrudnienia, odwalam kolejne papiery, walczę z migrenami i bałaganem w domu.

Snuję nieśmiałe plany na weekend (12-13 listopada) z mężem i bez dzieci (sic!!! moja mama zaoferowała się z nimi zostać na dwa dni) z okazji 10 rocznicy ślubu, którą mamy 11 listopada - w ten dzień wyprawię przyjęcie urodzinowe dla dwulatka Miśka i czterdziestolatka Męża ;) Skromnie, ale chyba się odważę świętować, bo nieco się między nami ociepliło ;)

W żadnej sprawie nie chcę jednak zapeszać. Oby coś drgnęło na serio, namacalnie, do przodu...Trzymajcie kciuki!!!

PS. A cykl zupełnie mi się pochrzanił - zupełnie jak za dawnych czasów. Chyba PCOS sobie o mnie przypomniało ;/


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2016, 18:20

2 komentarze (pokaż)
13 października 2016, 21:43

U mnie kolejny kilogram w dół ;) Dziś waga pokazała 63,2 kg - dawno takiego zestawu cyfr nie widziałam na wadze, oj dawno! Aż mi wstyd, bo nie potrafię sobie przypomnieć kiedy to było.

A mąż zapisał się na basen - jeździ ze swoim kuzynem 4 razy w tygodniu o 5.45 rano, wraca o 7.40 w sam raz, by odwieźć Starszaka do szkoły ;) Chyba kupię mu karnet na dwa miesiące jako prezent urodzinowy. Na to nigdy mi nie żal pieniędzy - bardzo się cieszę, że robi coś dla swojego zdrowia i kondycji - w jedną godzinę potrafi przepłynąć 1600 metrów!

?pokaz=965857ffde4f4dafd.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2016, 21:43

4 komentarze (pokaż)
15 października 2016, 14:45

Wczoraj dostałam telefon z Fundacji Collegium Progressus, że zostałam zakwalifikowana jako uczestnik do programu "Będę pracować!".

Zaczynam pod koniec przyszłego tygodnia od spotkania z doradcą zawodowym i psychologiem, a później w listopadzie będą szkolenia. Po szkoleniach zaś będzie staż, a jak się uda, to może i umowa o pracę (?). Trzeba więc próbować przyzwyczaić Miśka do żłobka (jest miejsce we wsi obok), bo Fundacja w ramach programu jest w stanie zapłacić za pobyt dziecka w placówce, abym ja mogła iść na szkolenie i na staż.

Przy okazji okazało się, że wszystko do tej pory miałam źle w papierach rekrutacyjnych. Pracuję nad nową wersją siebie ;) Zeruję licznik i zaczynam od nowa!

Marzy mi się jeszcze, by i mąż skorzystał z tego programu na wiosnę, gdy będzie nowa edycja w naszym powiecie - może uda mu się poszerzyć uprawnienia o kategorię C+E? Jest mnóstwo takich ofert pracy. To by nas postawiło finansowo na nogi. Nie wiadomo jednak, czy on jest w stanie przejść te dokładne badania lekarskie dla zawodowych kierowców. Zobaczymy...

PS. W nagrodę za 5 kilo mniej na wadze kupiłam sobie dziś 4 pary dżinsów w nowym rozmiarze ;) i trzy bluzki "do pracy" za oszałamiającą cenę 14 zł ;) Jak szaleć to szaleć!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2016, 15:12

6 komentarzy (pokaż)
18 października 2016, 11:45

Ale ten czas leci!!! Starszak skończył wczoraj 6,5 roku! Z tej okazji wróciłam do pewnego zestawu pytań ;)
1. Co jest najważniejsze w życiu?
lampa (3.5)
mama (4)
leczenie (5)
bicie serca (5.5)
serce (6)
serce (6,5)

2. Kim chcesz zostać jak dorośniesz?
chłopakiem (3,5)
policjantem (4)
listonoszem, i będę maluchem przywoził listy, tym maluchem, co dziadek jeździł, bo on go naprawi... (5)
strażakiem, pilotem i wyścigowcem (5.5)
naukowcem, strażakiem i pilotem (6)
naukowcem (6,5)

3. Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?
uśmiech (3,5)
bycie człowiekiem (4)
jakieś maluchy (5)
auto i samolot (5.5)
że bawię się zabawkami (papużką , Harrym i Minionkiem) (6)
że chodzę do szkoły (6,5)

4. Kiedy czujesz się najbardziej kochany?
jak jestem z mamą (3,5)
jak ty jesteś (czyli jak jest mama) (4)
jak mnie przytulasz (5)
jak ty jesteś (czyli jak jest mama) (5.5)
jak przytulam zabawki (Harrego, Minionka, papużkę) ciebie (czyli mamę) i tatę (6)
jak ty mnie przytulasz (czyli jak jest mama) (6,5)

5. Czego się boisz?
komarów (3,5)
duchów i krokodyli (4)
boję się jakiejś jaskini (5)
ciemności i drzew w lesie, jak udają potwory (5.5)
sam nie wiem, boję się jak patrze na coś strasznego (6)
bałbym się, gdyby mi się coś przywidziało (6,5)

6. Jakie masz marzenie?
marzę o odkurzaczu, który wszystko zbiera, nawet popiół, nawet liście, nawet czyści telewizor (3,5)
marzę o zabawkowej Kaśce (elektrycznej szczotce do sprzątania) (4)
żeby ten maluch co dziadek go ma jeździł (5)
żeby wreszcie się ten Harry znalazł (Harry = mini autko, Sean McMission) (5.5)
żebym na kolejne urodziny dostał Lilę Lifting ze skrzydłami (6)
żeby w końcu zostać naukowcem (6,5)

7. Jakie słowo jest najśmieszniejsze?
wiatrak (3,5)
pralka (4)
patrzcie jak maluch szybko pędzi (5)
baba (5.5)
spleśniała baba (6)
trzęsogłówka (6,5)

8. Co jest najłatwiej/najtrudniej zrobić?
najłatwiej: odkurzyć, puszczać wiatrak, puszczać telewizor, najtrudniej: robić takie wygibasy (pokazał jakie) (3,5)
najłatwiej zrobić telefon (zadzwonić), najtrudniej zrobić pralkę (4)
najłatwiej robić kulki z plasteliny, najtrudniej kopać doły (5)
najłatwiej udawać samolot i auto, najtrudniej jest wytrzymać w spadaniu samolotu, ale w prawdziwym samolocie (5.5)
najłatwiejsze jest wysuwanie strzelb w Harrym, najtrudniej malować pisakiem w sprayu (6)
najłatwiej jest dmuchnąć, najtrudniej przewlec nitkę przez igłę (6,5)

9. Co jest najlepszą/najgorszą rzeczą na świecie?
najlepszą: miód bo jest słodki, najgorszą: lampy bo świecą tak, że rażą (3,5)
najlepszą: marzenie o Audisie (tak nazywa autko Zygzaka McQueena), najgorszą są obrazki (4)
mama jest najlepsza na świecie, najgorsze są te auta co były w filmie (bajka Auta 2) (5)
najlepszą: szkoła, najgorszą: kłucie igłą w szpitalu (5.5)
najlepszą: że mam mamę i tatę, najgorszą: pożar (6)
najlepszą jesteś ty (mama), najgorszą: jak Radek mi dokucza (6,5)

10. Co Cię denerwuje?
komar (3,5)
na przykład ten termometr, co ciebie denerwuje mamo, ten sam (4)
to jak ktoś krzyczy (5)
ten termometr, co tam wisi (5.5)
jak nikt nie chce mnie wysłuchać (6)
jak Michał zabiera mi zabawki (6,5)

11. Co to znaczy: kochać?
to znaczy kochać kochać kochać i wtedy dobrze się czuję (pokazał uściski) (3,5)
to znaczy to samo jak się mówi kochanie (4)
to robić tak (mocno przytula) (5)
to znaczy że się kogoś lubi (5.5)
jak przytulam zabawki i mamę i tatę (6)
wiem że kochać to tulić (6,5)

12. Na co wydałbyś wszystkie pieniądze jakie mamy?
na mój pokoik ten u góry (3,5)
na taką wysoką farelkę (4)
na dach, taki sam jak mamy (jakbym mieszkał w innym domu, to zrobiłbym taki sam dach) (5)
na ogromny samolot (5.5)
na dom - na cały dom, i na Harry'ego co by miał wszystko (6)
na ten nasz cały dom (6,5)

PS. Izusiowa Mamusia: odpowiadając na Twoje pytanie...
Nie żałuję w ogóle trudu poświęconego na doktorat, uważam że warto było go zrobić - te lata są dla mnie bardzo wartościowe (zainwestowałam w siebie bardzo dużo, a i finansowo się opłacało, bo doktorat utrzymywał nas przez około 5 lat - dla doktorantów są wielkie możliwości stypendialne, dla doktorów już niestety nie) i za nic w świecie nie wymazałabym ich z życiorysu, ale faktem jest, że mam tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie nauki o sztuce i to jest kompletnie nieżyciowa dziedzina - jeśli miałabyś w coś brnąć na wiele lat, to zrób taką specjalizację, która się opłaci. Radzę ze szczerego serca. Najlepiej coś, co można połączyć z biznesem. Ja niestety teraz przeżywam dramat bycia zupełnie zbędną na rynku pracy, a to tak potrafi zryć psychikę, że gdyby nie dzieci to nie wiem, co by ze mną było.
Musisz liczyć się z tym, że jeśli teraz nie schowasz ambicji do kieszeni i będziesz robić doktorat to za kilka lat twoje ambicje będą jeszcze większe, a wtedy bardzo trudno złamać sobie samej serce, zakasać rękawy i robić to, co się akurat trafi. Niby nic takiego, ale w środku narasta czarna dziura. Co do języka - u mnie wymagali tylko znajomości "jako tako" i to był błąd. Teraz mam wielkie zapóźnienia. W język warto inwestować cały czas, nawet jeśli nie chce się jak cholera.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2016, 11:52

5 komentarzy (pokaż)
24 października 2016, 23:24

MŁODSZY SYNEK staje się Kimś - wyraźnie krzepnie mu charakter, coraz więcej mówi, choć i tak to nawet nie połowa tego, co w tym wieku mówił jego starszy brat. Ale być może właśnie przez to inne tempo rozwoju mowy jakoś uważniej się mu przyglądam, wsłuchuję w jego pierwsze zdania, powtarzanie trudnych słów, których być może nie rozumie, ale bardzo chce dołączyć do naszych rozmów. Jest niesamowicie kochany - jest esencją słodyczy dwulatka - ufny, uśmiechnięty, zadziorny i pewny swojego czaru ;)

Z żalem myślę, że jak wreszcie uda mi się znaleźć nową pracę, to trzeba będzie go oddać do żłobka ;( Póki co moje niepowodzenia w tej kwestii są jego zyskiem, więc bilans i tak jest na plus, prawda?

Od nocy z 21 na 22 października uczymy go spać w łóżku bez szczebelków, w pokoju ze starszym bratem. Już dwie noce przespał sam do 7 rano, ale strasznie się odkopuje i marznie, więc latam po kilka razy przykrywać go i dlatego noc mam poszatkowaną i ciągle jestem niewyspana. Cóż poradzić, bardzo bym chciała żebyśmy mogli z mężem znów spać razem...

Wczoraj przynieśliśmy od Mamy Męża taką wieżę, która ma radio, magnetofon i adapter (sic!) - przywieźliśmy ją kilka lat temu od moich rodziców, ale stała nieużywana... Dzięki temu mogę chłopcom puszczać na dobranoc moje płyty winylowe ze słuchowiskami dla dzieci, które zachowałam z czasów swojego dzieciństwa. Powiem szczerze - prawie płaczę ze wzruszenia, bo pamiętam każdą piosenkę, każdą kwestię, każdą rysę na płytach....

Młodszy zaczął się intensywnie interesować książeczkami. Czytamy na dobranoc - póki co uwielbia TUSIĘ czyli Lokomotywę Tuwima ;) A inne rzeczy też ogląda "czita" - najbardziej rozbraja mnie, kiedy Starszak nie mogąc przeczytać tekstu z książeczki, opowiada Maluchowi co widać na obrazku, a młodszy jest przekonany, że brat wspaniale czyta i słucha go z niesamowitą uwagą i skupieniem ;)

Są naj naj najukochańsi moi - Takie Ktosie. Mali - wielcy LUDZIE ;)

Odpowiadając na pytanie Izusiowej Mamusi: Tak moim mentorem była promotorka, ale nie myśl, że jakoś specjalnie mi pomagała - owszem wykazywała zrozumienie dla moich życiowych wyborów, ale ona sama nie ma dzieci - poświęciła się karierze i wyszła za mąż bardzo późno, ma nawet krótszy staż małżeński niż ja ;P Tak więc, z tą pomocą to w kwestiach merytorycznych raczej, ale nie życiowo jakoś - sama wynajdywałam konferencje, publikacje, stypendia i konkursy. Jeśli się zdecydujesz na doktorat to musisz zrobić to z głową - można nieźle się urządzić na czas studiów. Jakby co to zaakceptuj moje zaproszenie do przyjaciółek i pisz prywatne wiadomości.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2016, 23:26

1 komentarz (pokaż)
25 października 2016, 14:40

O wyznaniu Natalii Przybysz przeczytałam dwa dni temu w internecie. Nie mogłam spać do trzeciej w nocy, bo zdałam sobie sprawę, że do tej pory temat aborcji spychałam w swojej głowie do działu „science-fiction” – to mnie nie dotyczy. Długo starałam się o ciąże, do zeszłego roku nie wiedziałam prawie nic o antykoncepcji, no bo niby po co… a tu nagle ZONK – jednak TEN TEMAT MNIE RÓWNIEŻ DOTYCZY… I pojawiła się gonitwa myśli. Jestem dwa lata starsza od N.P., również mam dwójkę dzieci, ale różni nas z pewnością status materialny.

Nie stać nas na trzecie dziecko, więc myśląc o dobru „trzeciego”, staramy się po prostu nie powołać go do życia. Ale plany planami a życie życiem, więc starałam sobie wyobrazić, co by było gdyby jednak spotkała nas "małżeńska wpadka"? Czy dałabym radę przejść raz jeszcze przez poród i znów zanurzyć się w odmęty "zupek i kupek"? Pytań tego typu ad. kolejnego dziecka pojawiło się w mej głowie całe mnóstwo. Wiem, że to się może kiedyś zdarzyć także nam...

Ale nie znam dziś odpowiedzi, bo tego się nie da wykoncypować teoretycznie, na wyrost, "na zaś". To jest ogromny wysiłek wychować już tę dwójkę, której się dało życie.

Wyznanie N.Przybysz skłoniło mnie do zadania sobie trudnych pytań, co mnie samą zaskoczyło, zapewne dlatego, że nie jest to mówienie o aborcji w kontekście gwałtu, kazirodztwa, ciężkiej wady płodu - tylko niestety czegoś w stylu "szarej codzienności", a o tym mówi się niestety najmniej.

Myślę, że wiele kobiet, które są w niechcianej ciąży pomyślało po wyznaniu N. Przybysz - czy ja też mogę odzyskać swoje życie?

W swojej sprawie nie uzyskałam nic prócz poszerzonej samoświadomości. Zaś w sprawie N.P. myślę, że to maksymalnie tragiczna sytuacja, że mimo posiadania rodziny, partnera, zasobów finansowych etc. była tak rozpaczliwie samotna i czuła się zapewne więźniem biologii własnego ciała, że zadecydowała tak a nie inaczej. Ale tak – to jej decyzja, jej sprawa.

Myślę, że w naszym przypadku gdybyśmy mieli odrębne zdania co do kwestii aborcji to ustaliłabym z mężem wazektomię. Nawet bez konfliktu w tej sferze to rozważam, bo inaczej jak zwykle cała odpowiedzialność po stronie kobiety ;(


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2016, 14:45

10 komentarzy (pokaż)
10 listopada 2016, 00:11

Ok, no to szczerze: zabieram się do tego wpisu jak pies do jeża od tygodnia albo i dłużej.
Dzieje się tak m.in. z dwóch powodów: mam do siebie żal, że nie zanotowałam pełni tego, co wydarzyło się z okazji drugich urodzin Młodszego Synka ;/ i mam bardzo niestabilny nastrój: jednego dnia dół jak ch**, a dzień później jak poukładam sobie w głowie kilka spraw na cito, to afirmuję każdą minutę spędzoną w domu i mam całą resztę głęboko w d.

Ale może po kolei... Ponieważ mój mąż wyraził głęboką niechęć do wielkiej imprezy zbiorczej z okazji 2 urodzin Młodszego Synka, jego własnych 40 urodzin i naszej 10 rocznicy ślubu, postanowiliśmy iść po jak najmniejszej linii oporu i z udziałem dziadków i kuzynek, ciotek etc. zrobiliśmy małemu mini przyjęcie z tortem 30 października w domu Dziadków.
Nasz własny prezent dla Małego okazał się totalnym niewypałem ;(
Ergo: musimy się jeszcze sporo nauczyć o jakości zabawek ;/

3 listopada kiedy przypadały dokładnie urodziny Młodszego miałam jedynie chwilkę, by go gorąco wycałować - dziećmi zajmowała się moja mama, a ja wkuwałam kilka ustaw do testu, który był jedną z trzech części tzw. rozmowy o pracę - 4 listopada zostałam przemaglowana na okoliczność ewentualnego zatrudnienia na stanowisko inspektora ds. mediów.

Wyników nie znam do dziś i gryzę z nerwów paluchy - moje konkurentki były o dekadę młodsze ode mnie (albo i więcej) - tuż po studiach, świeże mężatki lub panny i wszystkie bez dzieci...
Po tym dniu miałam masę przemyśleń - w większości niekorzystnych: że się nie opłaca, że jestem na straconej pozycji i po co to wszystko? - żeby przez 9 godzin dziennie nie widzieć dzieci (czasem dłużej). Złapał mnie przysłowiowy dół - ale w tym tyg. byłam na spotkaniu u doradcy zawodowego i u psychologa, więc dolałam kapkę optymizmu do szaro-burego sosu mojej codzienności. Pocieszyło mnie też to, że mąż zabrał mnie na fajny obiad po rozmowie o pracę - każdy taki gest jest na wagę złota, serio.

W poniedziałek siadłam z mężem i napisaliśmy mu pierwsze CV - o 17.00 je złożył, dzień później już był zaproszony na rozmowę i... dostał obietnicę zatrudnienia od 1 grudnia. Niby nic takiego, bo najniższa krajowa, choć z możliwością nadgodzin i lepiej płatnych nocek, ale za to w systemie zmianowym - 12 godzin i 1,5 dnia przerwy (co oznacza czas na dorabianie i zajęcie się domem) - ale najważniejsze praca w naszej miejscowości!!!
Mógłby odbierać i zawozić dzieci z placówek, gdyby i mnie udało się dostać pracę. Największą korzyścią byłyby jednak nie pieniądze, ale poczucie stabilności - ze względu na przebyty zawał chcę go izolować za wszelką cenę od stresu, jaki przynosi prowadzenie własnej firmy. Niech już zamknie w cholerę tę firmę, spłaci zaległości i spokojnie bez spinki popracuje na "bezpiecznym etacie". Zyskamy czas na inne ruchy strategiczne ;)

Ja tkwię w zawieszeniu, ale po długim weekendzie z naszym świętem (40 urodziny męża i nasza 10 rocznica ślubu), będę atakować dalej. W planach kurs angielskiego finansowany przez Fundację, warsztaty grupowe ad motywacji do zmian i aktywne poszukiwanie pracy - wpierw staż, później się zobaczy...

Najbardziej mnie cieszy ocieplenie relacji z mężem - nadal umiemy cieszyć się sobą, dziećmi, małymi rzeczami. Mikro-budżet nam w tym nie przeszkadza - robimy super oszczędny wypad na dwa dni bez dzieci tuż za polską granicę, czyli na Słowację (2 godz. drogi od domu), voucher wykupiony na grouponie na baseny termalne ;) Dzieci będą u moich Rodziców - mam stres (!!!) - to pierwszy raz kiedy będą zarówno beze mnie, jak i bez Taty. Ale ale... prawie mdleję na myśl, że będziemy spać dopóki się nie wyśpimy i będziemy mogli wyjść SAMI gdziekolwiek nogi nas poniosą...

10 lat. Szmat czasu. Oby tak dalej!!!
A Wy co robiłyście 11 listopada 2006 roku ;) ?


PS. A tu zdjęcie prezentu jaki dostałam od męża z okazji rocznicy ślubu - przepiękna zakładka do książki (bo czytam na okrągło), kupiona na allegro charytatywni. Symboliczne i rozczulające. zaglądajcie na takie aukcje charytatywne, kupując prezenty na Mikołaja i pod choinkę. Warto.

WP_20161103_015_zpshzjkg1pr.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2016, 00:50

8 komentarzy (pokaż)
10 listopada 2016, 13:54

Klapa na całej linii - wczoraj wieczorem Misia bolało ucho, w nocy przyszedł do mnie, bo się odkopał i zmarzł. Dziś rano pobudka o 6.00 z płaczem - mega gorączka - 39.60, zbijałam ją do 9 rano - potem szybka wizyta u pediatry: zapalenie ucha, zapalenie gardła i migdałków, infekcja dróg moczowych. Antybiotyk na 10 dni. Uziemienie totalne + mamoza, jak to podczas choroby... Mały jest bardzo biedny, a my rozpierdoleni nagłym zwrotem akcji - odwołaliśmy cały wyjazd. Humor w skali ujemnej i przykro i żal...

Tak jest z małymi dziećmi - możesz sobie planować, marzyć, a i tak z tego g**** wyjdzie.
Mam nadzieję, że w jakiś weekend przed 15 grudnia uda się nam wyjechać, bo inaczej kasa za voucher na baseny przepadnie ;(

Nie tak miało być, że w tak ważny dzień będziemy jeść grysikową z dziećmi i podawać leki...
Płakać mi się chce.

Update z godziny 17: dostałam telefon - z pracy nic nie wyszło, zatrudnili 24latkę, tuż po studiach, pannę, bez dzieci. Znam te fakty bo gadałam z nią przed zadaniami praktycznymi. Patrzyła na mnie jak na mamuta... Ja pierdolę, ale dzień. A miało być tak pięknie... teraz tylko wyć mi się chce do poduszki ;(


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2016, 17:15

5 komentarzy (pokaż)
14 listopada 2016, 13:21

*
Ze dwie doby zbierałam się po porażce w walce o pracę na stanowisko inspektora ds. obsługi medialnej. Przyznam szczerze, że poczułam się fatalnie - niezdatna do niczego ;(
Na domiar złego informację dostałam w ten feralny dzień, kiedy rozchorował się Mały, tuż przed naszą dziesiątą rocznicą ślubu. Nie było więc w ogóle nastroju do świętowania, ale z przygnębienia wydobyli mnie Rodzice - przywieźli nam obiad i tort dla Męża ;) Było świetnie - kameralnie i rodzinnie, a dostojny jubilat zrobił wieczorem dla nas wszystkich pyszną pizzę ;)

Przez resztę "długiego weekendu" rozmyślałam nad nowym planem - co właściwie ze sobą zrobić? Pomysłów jest wiele i nie mam ustalonej strategii. W sumie to dobrze, bo rynek pracy jest mało stabilny, więc trzeba mieć wiele awaryjnych dróg. Pierwsza myśl - złapać etat, ale zaraz pojawiają się pomysły na podniesienie kwalifikacji przy równoczesnym przedłużeniu wychowawczego, więc jednak odwleczenie decyzji o pracy w pełnym wymiarze?

Sama nie wiem. Niech zadecyduje los - zobaczymy co się trafi. Niemniej już dziś rozpoczynam poszukiwania na nowo, a w tak zwanym "międzyczasie" zamierzam robić swoje, czyli uczyć się angielskiego i marketingu internetowego, pisać jakieś artykuły, przygotować się do konferencji, opracować ofertę edukacyjną, wyszukać może jakieś studia podyplomowe?
Jednym zdaniem: będę łapać kilka srok za ogon...
Bez grafiku ani rusz, zmuszę się i napiszę co trzeba.

**
Mały jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle po swoich drugich urodzinach rozgadał się na całego. Układa proste zdania, powtarza trudne wyrazy, zagaduje sam od siebie. Zmiana ta przyszła nagle. Równie niespodziewanie pojawiła się (podczas choroby) pierwsza dolna lewa piątka! Zmienił się tryb jego spania - coraz częściej zdarza mu się usnąć między 17-18 już na noc - bez kolacji, w ubraniu, bez mycia ;/ Muszę chyba coś pozmieniać w planie dnia, by unikać tego typu sytuacji.

***
Przygarnęliśmy kotka. Nowy członek rodziny pałętał się przy domu już blisko tydzień i dokarmialiśmy go na werandzie, ale w końcu wprosił się sam do kotłowni (wszedł przez wentylację), a później Mąż przyniósł go nam do oswojenia. Póki co imię wymyślił mu Mały - KICIA (choć to kocur). Kotek jest ładny i czysty, z pewnością przywykł do ludzi - mieszkał w czyimś domu, zapewne ktoś go wyrzucił. Jest wiecznie głodny - je wszystko co widzi, aż do przesady i wciąż miauczy o więcej. Nasz stary kot Łaciaty obchodzi go z daleka, ale akceptują się przy zachowaniu bezpiecznej odległości. Gdy to piszę, jeden śpi na fotelu, a drugi na kanapie ;)

****
Świętowanie i uziemienie w domu stało się okazją do odkrycia na nowo magii planszówek - Starszak jest świetny w kalambury i w chińczyka! Były też wypady na basen i do jacuzzi ;) Chwilo trwaj, jesteś piękna!

Kocham ich wszystkich i jestem szczęśliwa pomimo braku pracy ;D

5 komentarzy (pokaż)
3 grudnia 2016, 14:49

No więc żyję. Ale nie miałam czasu pisać.
No dobra - nie chciało mi się, bo tempo zawrotne, więc co chwilę musiałabym aktualizować wpisy.
I tak źle, i tak niedobrze.

Jestem już po etapie warsztatów grupowych (psychologiczno-zawodowych). Miałam fajną grupę - za każdym człowiekiem stoi ciekawa historia. Dla mnie najciekawsze było to, czego dowiedziałam się sama o sobie - m.in. tego, że ludzie nie wiedzieć czemu widzą we mnie lidera zespołu... hmmm Jestem podobno człowiekiem od pomysłów i nadawania tempa ;)

Ten ostatni tydzień był wyjątkowo dynamiczny. Nawet nie wiem jak przedstawić to w skrócie...
Mąż zaczął nową pracę - jako kierowca na nocki. Niestety jego debiut przypadł na najgorsze dwa dni tegorocznej zimy - zamiast 8-10 godzin spędzał w pracy po 18-15 godzin. Koszmar. Ledwo miał czas przespać się 4-5 godzin przed następną zmianą. Nie wiem jak damy radę dalej, jeśli to się nie poprawi. Większość jego obowiązków przejęłam, ale dalej się to nie trzyma kupy w ogóle. Po prostu wysiłek i komplikacje się nie opłacają jak popatrzymy na możliwe zarobki. Ale on się nie poddaje - chce dalej spróbować - może pogoda się poprawi, może on nabierze wprawy i będzie to bardziej rozsądnie wyglądało? Póki co raczej nie mamy wyjścia - mam nadzieję, że w tym tygodniu uda mu się załatwić sprawy urzędowe i zawiesić działanie firmy, by dług nie narastał.

W każdym razie na szybko musieliśmy kupić jakiś samochód - takiego grata na rozwałkę, aby mąż miał czym dojeżdżać do pracy, bo ja bez samochodu bym sobie nie dała rady. Zapisanie Młodszego do żłobka póki co w zawieszeniu, bo nie wiadomo kiedy zacznę kurs i w jakim wymiarze godzinowym on właściwie będzie.
Próbuję się przygotować na konferencję - 3 dni w przyszłym tygodniu, wystąpienie mam w sobotę przed południem, ale dużo wolnego czasu, który mam tylko wieczorami, poświęciłam na wybieranie zabawek dla dzieci na Mikołaja. Mam nadzieję, że się ucieszą bo włożyłam w to mnóstwo wysiłku i sporo kasy (zrzutka rodzinna - my i dwie babcie).

Co poza tym? Och! Zapomniałam wspomnieć, że udało nam się w tydzień po rocznicy ślubu wyjechać na weekend na Słowację, tak jak było to w planie. Były to cudowne dwa dni - baseny termalne i mała wycieczka po zabytkach słowackiego Spiszu. Najfajniejsze było to, że mogliśmy się wyspać bez asysty dzieci, poprzytulać kiedy nas naszła na to ochota i... gadać do późnej nocy. Fajnie że po 10 latach nadal tak nam się układa ;P

Boję się zmian - patrzę niepewnie w przyszłość. Stresuję się możliwymi komplikacjami, choć i tak na niewiele mam wpływ. Rozumowo pojmuję, że to nie ma sensu tak gdybać i się martwić, ale myli mi się chyba odpowiedzialność z pesymizmem.

Odwalam kolejne punkty z listy "muszę" i jakoś wcale nie czuję ulgi. Dzień po dniu dopisują się do listy kolejne "obowiązki i zadania", więc biegnę dalej, jak chomik w kołowrotku.

3 komentarze (pokaż)
12 grudnia 2016, 12:25

Rozpaczliwie potrzebuję jakiegoś "nowego początku". Niech ten cholerny 2016 rok się wreszcie skończy - stan zawieszenia podczas zamykania starych spraw jest wręcz nie do zniesienia. Jestem przepełniona złymi emocjami, dręczy mnie niepewność i złość na to, na co i tak nie mam / nie miałam wpływu, więc powinnam odpuścić, ale nie potrafię...
Mam ochotę coś rozwalić, tłuc pięściami w stół, skopać coś bez reszty - wyładować agresję na czymś, byle zaoszczędzić bliskim mi ludziom mojego fatalnego humoru i negatywnych uczuć.

Byłam na konferencji naukowej przez 2,5 dnia - świetne referaty, przewietrzyłam "naukowo" głowę, moje wystąpienie też było udane. Ale... dotarło tam do mnie z całą mocą, jak bardzo jest to zamknięty świat - naukowy establishment - taki Parnas quasi- bogów, którzy bawią się w bycie władcami życia i śmierci takich płotek jak ja - marnych doktorów u progu kariery. Mamiąc obietnicami, zachęcają by się starać, dawać z siebie jeszcze więcej, ale to wszystko jest drogą donikąd. I zamiast nabrać wiatru w żagle, mam ochotę zwinąć je całkowicie. Zmienić zawód, zaszyć się gdzieś z daleka od znajomych z uczelni i przestać udawać, że jeszcze biorę udział w tej smutnej zabawie w robienie "kariery naukowej".

Praca męża nadal beznadziejna - wykańcza go fizycznie, a ja cała w nerwach drżę za każdym razem, aby nie przeforsował się i aby wrócił cało do domu. Nie wiem jak to przeczekać, bo choć pojawiają się inne możliwości, to nie ma żadnych konkretów, które pozwoliłyby rzucić mu tę nieciekawą posadę.

4 komentarze (pokaż)
4 stycznia, 17:10

Kilka razy podchodziłam już do tego wpisu. Założenie, by szczerze i z rozmachem podsumować ubiegły rok, szybko legło w gruzach. Rok 2016 był po prostu dla naszej rodziny ciężki i traumatyczny. Bardzo się cieszę, że mamy już za sobą ten niedobry czas.

Nie mam nawet ochoty robić zwyczajowego podsumowania, więc napiszę skrótowo: bilans realizacji postanowień noworocznych 2016 jest na minus - życiowo kompletne fiasko. Spuśćmy na to zasłonę milczenia. No dobra - na plus wyszła mi tylko "konsumpcja kultury": 174 obejrzane filmy i 17 przeczytanych książek.

Zadaję sobie pytanie: czy jest sens planować cokolwiek na rok 2017?
Realistycznie rzecz ujmując - pewnie nie ma sensu, ale... Tak miło jest sobie optymistycznie gdybać ;) A co mi tam!?! W 2017 niech się ziści:

1) nowa praca dla męża
2) nowa praca dla mnie
3) zabezpieczenie finansowe rodziny
4) rodzinny wyjazd wakacyjny
5) postępy w remoncie domu
6) wydanie mojego doktoratu
7) blog o filmach dokumentalnych

No kiedyś się musi udać, prawda? Jak nie w tym roku - to będę mieć gotową listę na 2018.
Zobaczymy... A co samego pamiętnika postanowienie jest jedno: więcej notować z rozwoju i osiągnięć dzieci, mniej ze swoich smutków i rozterek ;P

Młodszy synek wczoraj skończył 26 miesięcy ;) Starszy synek zna już wszystkie litery pisane i potrafi z tego zrobić użytek ;)

PS. Co do mojej obecności na Ovu F. - nadal zamierzam prowadzić wykresy, chociaż PCOS wróciło w całej okazałości, więc robota to żmudna i niewdzięczna, szczególnie gdy nie planujemy trzeciego dziecka. No ale jak trzeba to trzeba! ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia, 17:14

4 komentarze (pokaż)
9 stycznia, 12:44

Mam dziś jakiś taki dzień mega szczerości wobec samej siebie. Aż się boję, że mi się coś przy ludziach wyrwie...

Zdałam sobie sprawę, że bardzo lubię być z Młodszym w domu. Odsuwam to jego pójście do żłobka / przedszkola, bo wcale mi się nie chce opuszczać bezpiecznego gniazda - kieratu, który jest swojski i w miarę przewidywalny. Jest mi tez żal, że już nigdy nie będę w takim stopniu potrzebna moim dzieciom jak teraz, one tak szybko rosną.

Uświadamia mi to każda wymiana ich garderoby - kolejny rozmiar, kolejny dowód na upływ czasu.
Odechciało mi się zdobywać świat. chciałabym zatrzymać te błogie chwile bycia przede wszystkim mamą, ale niestety tak się nie da...

Martwi mnie też zupełnie inna kwestia: otóż libido mam na minusie. Na 100% jest to efekt pochrzanionego cyklu, który nie ma końca (dziś 75 dzień cyklu), jest bezowulacyjny i w dodatku z jakimiś dziwnymi plamieniami ;/ PCOS znów w natarciu - waga podskoczyła znów do 66 kilo co mnie okropnie wnerwia i patrzeć na siebie nie mogę.

Z drugiej strony nie mam motywacji by iść z tym do gina - zacznie się podawanie tabletek na wywołanie @ i cały ten cyrk z badaniami, a mi po prostu się nie chce.

3 komentarze (pokaż)
28 stycznia, 17:11

Wychodzi na to, że z niebytu (otchłani lenistwa) wywołuje mnie do odpowiedzi Izusiowa Mamusia, za co jej bardzo dziękuję ;D

Żyję i mam się jako tako. Nie piszę, bo chyba wyleciałam już z orbity pamiętnika, ale pomiary nadal prowadzę. Właściwie mam sporo do napisania, ale nie wiem ile zdążę, zanim mnie dzieciaki nie zaczną angażować w jakąś zabawę.

Dwa dni temu zaczęłam intensywny kurs e-marketingu (80 godzin w 10 dni). Wiele sobie po nim obiecuję - mam nadzieję na staż i pracę w reklamowej agencji interaktywnej. Nic nie jest jeszcze ustalone, ale pod koniec kursu zacznę wysyłać dokumenty aplikacyjne. Ponieważ kurs przypadł w większości na czas ferii Starszaka, zjechałam z dziećmi do moich rodziców, aby móc bez przeszkód wyjść na te kilka godzin z domu i zapewnić dzieciom jakieś zimowe atrakcje (rodzice mieszkają blisko Krynicy-Zdrój). Fajnie, że w tym samym czasie przyjechały moje siostry z dziećmi, więc jest wesoło z 6 dzieci ;)
Takie wydłużone ferie to dobry czas na realizację wyzwań: dieta, nauka, czytanie, praca nad blogiem, nadrabianie filmowych zaległości, kino i koncerty. Może uda mi się do tego dorzucić narty i basen?

Mam natomiast problem, który sygnalizowałam już we wcześniejszych wpisach - zaczęłam strasznie tyć od października. Powód jest właściwie jeden - powrót PCOS = zatrzymanie okresu. Dziś już 94 dzień cyklu. Byłam z tym problemem u gina (po 1,5 roku przerwy!). Pobrał mi materiał do cytologii, zlecił badania: cukier, testosteron, LH, FSH, prolaktyna, TSH. O dziwo cukier i prolaktyna wyszły w normie - inne wskaźniki, i stosunek LH/FSH mocno zaburzone - wskazujące na to co widać gołym okiem - gnębi mnie ten zespół policystycznych jajników ;( Z polecenia gina zakupiłam Inofem i zamierzam przejść na ostrą dietę o niskim IG - przede wszystkim wyrzucić z jadłospisu węglowodany. Muszę się zawziąć w sobie na maksa, bo to jest całą lista wyrzeczeń. Nie mam innego wyjścia. Metformina tym razem nie daje żadnych efektów. Po prostu puchnę z niczego. Mam wrażenie, że chlupocze we mnie woda i nie wiem co z tym fantem zrobić. Dołuje mnie to, że w połowie października kupiłam sobie (w nagrodę za zrzucenie 5 kg) 4 pary spodni i dziś nie jestem w stanie ubrać żadnej z nich ;(

No a mąż nadal czeka na "uaktywnienie się" oferty pracy, którą dostał - kolejny raz jesteśmy tuż tuż przed wielką zmianą. Oby tym razem się udało, bo już nerwy mamy zszargane...

5 komentarzy (pokaż)
7 lutego, 21:28

Alleluja! Po rzekomej owulacji w 92 dniu cyklu i całkowitej liczbie 103 dni czekania nie wiadomo na co... przyszła @. Wybrała sobie moment - nie powiem... Jutro kończę kurs marketingu internetowego i idę na pierwszą rozmowę w sprawie stażu. Powinnam pracować do upadłego, ale zwija mnie z bólu i ze złości - taki wkurw ogólny.

Jak będziecie miały jutro jakieś wolne kciuki, to zaciśnijcie je za mnie choć na chwilę.

PS. Mąż kolejny raz miał pecha - pracy nadal nie ma. Jest ciężko. Pozytywnych emocji dostarczają nam dzieci - Starszak po trzech lekcjach nauki jazdy na nartach z instruktorem śmiga na stoku lepiej ode mnie. Jest zachwycony jazdą na nartach i eksploatuje każdego, kto może mu towarzyszyć na stoku ;D PĘKAM Z DUMY!!!

5 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK