BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Marzenia są po to, aby je spełniać:)

Autor: lentilkaa
Przejdź do OvuFriend i przeczytaj moją historię starania się o dziecko
Wstęp

O mnie: Kobietą, żoną, córką iiii zaczynam być mamą?!

Moja ciąża: Mimo, że wyczekiwana 2,5 roku to okazała się największym zaskoczeniem mojego życia:)

Chciałabym być mamą: Najlepszą:) Cierpliwą i radosną

Moje emocje: Zaskoczenie, radość, strach, podekscytowanie

29 czerwca, 13:56

Pierwszy wpis... ile ja na niego czekałam.. Cud, Cud, Cud...
Moja historia jest bardzo ciekawa, na pewno opiszę dłużej jak to sie stało, że się udało.
Choć wiadomo, ze to początek, różnie bywa i jesteśmy ostrożni. Ale już sam fakt, że w końcu po 2,5 latach zaskoczyło jest niesamowite. Ja jestem w szoku, ogromnym szoku, ale o tym napiszę kiedy indziej. Dzisiaj mam dużo na głowie, jutro wyjeżdżamy na wycieczkę do Chorwacji na 7 dni. Jest to częsciowo objazdówka po południu Chorwacji, częsciowo odpoczynek. Będę uważać na siebie;) A na razie daty i liczby ku pamięci.
16 maja- ostatnia miesiączka
27 maja- wizyta u lekarza, omówienie wyników badań, 12 dzień cyklu, 3 małe pęcherzyki, lekarz orzeka "długi cykl bezowulacyjny"
8 czerwca - rocznica ślubu
chyba 13 czerwca- kontrolny test "na wszelki wypadek", bo wyjeżdżaliśmy na weekend w góry - oczywiście biel
25 czerwca- spektakularny rzyg - kuchnia, łazienka, kosz na śmieci i ogon psa
27 czerwca- nudności, mama podwozi mnie pod aptekę i zmusza do kupienia testu, ponieważ w tym dniu szłam na urodziny do koleżanki
27 czerwca- popołudnie robię test i 2 czerwone wyraźne kreski - panika, Rossmann i zakup kolejnych 2 testów - wynik ten sam
28 czerwca - beta i lekarz. Na wizycie lekarz (zdziwiony również lekko) potwierdza ciążę - 5 tydzień, wychodząc z gabinetu dostaję online wyniki bety- 1510.

No to na dzisiaj tyle;) Jak wrócę z wyjazdu, napiszę więcej:)
PS. Dziękuję za wszystkie gratulacje, trzymajcie mocno kciuki, bo to dopiero sam początek i sama mam obawy i nie chcę się za mocno jeszcze cieszyć, a z drugiej strony jakoś tak czuję, że Bóg ma nas w swojej opiece i że będzie dobrze:)

20 komentarzy (pokaż)
6 lipca, 18:29

Wróciliśmy:) Było cudownie! Hotel boski w Bośni i Hercegowinie - 4 gwiazdki:) Oprócz jednego dnia, codziennie zwiedzaliśmy Chorwację, a odpoczywaliśmy w Bośni:) No ale ja nie o tym w sumie..;)
Jutro ważny dzień! Idę do lekarza sprawdzić czy jest serduszko, troszkę się stresuję, ale z drugiej strony mam przeczucie, że wszystko będzie dobrze. Skąd to przeczucie? No to musze opowiedzieć całą historię.
Po dwóch latach starań przełamałam się i stwierdziłam, że muszę się wybrać do specjalisty. Nie ma przelewek, zwykły gin rozłożył ręce. Tego specalistę traktowałam jako moja ostatnia deska ratunku. Wiedziałam, że jeśli on mi nie pomoże, to już nikt nic więcej nie poradzi w tej kwestii z medycznego punktu widzenia.
Zadzwoniłam zaraz po Nowym Roku i się umówiłam- czas oczekiwania na wizyte to prawie 2,5 miesiąca.
Psychicznie odpoczęłam, wiedziałam, że co ma być to będzie i spokojnie czekałam.
W marcu, chyba 13 albo 14 dokładnie przyszłam na wizytę z teczką, w której miałam wszystkie moje badania i wyniki z ostatnich 2 lat. Lekarz przejrzał wszystko, pozapisywał sobie coś tam na komputerze i na fotel.
1. Nadżerka - szok, inni lekarze tego nie widzieli.. ale powiedział, że na razie nic z tym nie robimy
2. Macica łukowata - nie tragedia, no ale jest to lekkie odchylenie od normy, ale też nic nie zrobimy
3.Cykl bezowulacyjny - pęcherzyk nie pękł (szok, bo jak byłam u innych to zawsze mówili, że owulka się zbliża, albo że jest po owulce i że wszystko dobrze).
Miałam usg potem wszystkiego - od tarczycy po nerki i wątrobę.
Lekarz powiedział, żebym teraz skupiła się na badaniach i leczeniu, że muszę się uzbroić w cierpliwość i przepisał mnóstwo badań. Kolejna wizyta 27 maja - ponieważ w międzyczasie jechał na szkolenie do USA.

Koszt badań + wizyty to prawie 2 tyś złotych. Nie chce mi się wyciągać wszystkich karteczek ale miałam zrobić AMH, mutacje genetyczną mthfr, kilka badań na przeciwciała, anty-TG, marker nowotworowy, homocysteine, kwas foliowy, mnóstwo wymazów plus krzywą insulinową i glukozową.

Wyniki były średnie: wymazy w miarę ok, nie idealnie ale bez tragedii, przeciwciał nie miałam więc dobrze, amh w porządku, anty-TG ładne (kiedyś wyszły tak sobie), homocysteina ok, kwas foliowy lekko zawyzony ale bez tragedii, marker lekko podwyższony ale czytałam, że to wynik fałszywie dodatni i nie ma się co stresować.
Najważniejsze to to, że wyszła mi jedna mutacja mthfr - nie chce mi się sięgać po dokumenty i sprawdzać która- w każdym razie w necie naczytałam się, że poronienia, że dzieci zz upośledzeniami - bo nie przyswajam dobrze kwasu foliowego itp
I druga sprawa - glukoza wyszła w miarę ok, ale insulina źle - insulinooporność.

Pojawiłam się z wynikami 27 maja u lekarza. Powiedział, że ok wyniki, że jeśli chodzi o mutacje to odziedziczyłam po którymś z rodziców skłonność do wylewów, zawałów itp i że fkatycznie kwas foliowy w formie metylowanej będzie dla mnie lepiej przyswajalny- ale powiedział też, że patrząc na wyniki, mój organizm nieźle sobie radzi z tą mutacją i jest ona tylko jedna.

No i druga sprawa - insulinooporność - dostałam tabletki glucophage- miałam najpierw zazywać 30 dni dawke 450, potem 30 dni 750 a potem 30 dni jedną i drugą tabletkę.
Bromergon bez zmian- zeby nie podwyższać prolaktyny.
To był mój 12 dzień cyklu, więc poszłam na fotel a tam diagnoza: cykl bezowulacyjny, 3 marne pęcherzyki, nie ma dominującego, nic w tym cyklu nie będzie i jeszcze "proszę przygotować się na dłuższy cykl". Dodatkowo dostałam recepte na ovitrell i lamette i z zastrzykiem miałam się pojawić między 10 a 12 dniem kolejnego cyklu, który miał być stymulowany.

Wykupiłam wszystkie recepty, zastrzyk do lodówki, tabletki- część do szafki, a glucophae zaczęłam łykać. Koniec maja i czerwiec były dla mnie mega wyczerpujące- praca, studia, projekt, awans zawodowy itp, nie miałam siły na nic.
Serduszek w tym cyklu całym około 40 dniowym było może hmm 3?
Około 30 dnia cyklu zrobiłam test- profilaktycznie, bo jechaliśmy na termy, jacuzzi itp - test bieluteńki. Czułam się standardowo jak na okres0 lekko bolał brzuch, troche w kręgosłupie mnie bolało - tak jak zawsze, piersi pobolewały. No ale okresu jak nie było tak nie było. Zaczęłam mieć mdłości, raz zwymiotowałam - typowo u mnie przed okresem.
W końcu nadszedł 43 dzień cyklu, mdliło mnie, robiłam z mamą zakupy i kupowałam wino na imprezę urodzinową koleżanki. Mama mi mówi- "może jesteś w ciąży, zrób test". Na co ja: "Nie mam testu w domu, poza tym szkoda 10 zł, na pewno w ciaży nie jestem". Ale potem coś mnie tknęło, że może lepiej sprawdzić przed imprezą. Kupiłam test, z przekonaniem, że bezsensownie wydaje pieniądze, poszłam do domu, zrobiłam, odłożyłam, zajęłam się czymś na komórce i po chwili sobie przypomniałam i patrze a tu wyraźne 2 krechy!. Zbladłam, roztrzęsłam się i powtarzałam "to nie możliwe"! Pobiegłam do mamy i jej mówie, w szoku byłam, nie mogłam pozbierać myśli, że jak? że kiedy? Toż to niepokalane poczęcie! I przecież lekarz powiedział, że nie ma szans! Zadzwoniłam od razu do przychodni, bo chciałam się skontaktować z lekarzem w sprawie leków, czy odstawiać czy nie, ale okazało się, że tylko osobiście mogę do niego iść na monitoring. W międzyczasie pojechałam z mamą i kupiłam jeszcze 2 różne testy i małe skarpeteczki. Testy zrobiłam, wszystkie pozytywne. Włożyłam testy w skarpetki i zapakowałam jak prezent i wręczyłam mężowi po przyjściu do domu z pracy. Był mega zszokowany ale szczęśliwy i powtórzył moje słowa: "Że jak?Że kiedy? To niepokalane poczęcie" :)
Na imprezie byłam, ale piłam wodę;) Przyjaciółkom powiedziałam, mega się ucieszyły, ale prosiłam na razie o dyskrecję, bo to wcześnie.
Na drugi dzień pojechałam na "monitoring", mówie lekarzowi co i jak a ten mi mówi, że ja jakieś torbiele miałam itp i chyba nie wierzył w ciążę, no ale zaprosił mnie na usg i najpierw oczywiscie jajniki sprawdził a dopiero potem macica i co? Jest groszek 2 mm - 5tc. Lekarz w szoku i mówi "co tu się dzieje, 2 wizyty i ciąża" :) I zaczął wymyślać teorie jak to głowa moja odpuściła plus glucophage zadziałał na insuline, ona coś odblokowałała i jeden pęcherzyk musiał wystartować spóźniony zlekka no i mamy ciążę. Na wszelki wypadek dostałam luteine i duphastone i witaminy ciążowe. I zaprosił mnie 7 lipca, żeby podejrzeć serduszko.
Ta ciąża to jakiś cud jak widzicie, ja myślę, że to zasługa Boga, unormowania insuliny i pewnie po części głowy;) Niby ciąża planowana 2,5 roku a jak przyszło co do czego to czułam się jak nastolatka, która wpadła sobie;) Totalny szok!
Boję się jutra, ale z drugiej strony wierzę, że skoro Bóg dał mi tego bobaska w tak niespodziewanym cyklu, to ma nas w swojej opiece:)

10 komentarzy (pokaż)
7 lipca, 22:35

No wiec jestem po wizycie: jest dobrze i jest źle ;/ Ehh czeka mnie tydzień zamartwiania.
Jest dobrze, bo dzidzia ma 3,4 mm długości i pięknie bijące serducho 120 uderzeń. Tu jest wszystko super. Nie super jest pęcherzyk ciażowy, za mały jak na ten tydzień ciaży - 6tc i za mały jak na dzidzie, która wymiarami odpowiada 6tc. Pęcherzyk ma wielkość tylko 9mm a powinien mieć 16-17mm...
W necie za dużo o tym nie ma, bo zazwyczaj sytuacja jest odwrotna. Z tego co wyczytałam to sa 2 opcje- albo pęcherzyk podgoni jakoś, albo niestety poronienie...
Lekarz powiedział, że na chwilę obencą to może źle znaczyć, albo może nic nie znaczyć i muszę czekać. Nie da się nic zrobić. Za tydzień wizyta, mam łykać duphaston dalej i aplikować luteine.
Dodatkowo mam odstawić glucophage i bromergon. Wiem, że w ciąży się to odstawia, ale też naczytałam się co się może stać po odstawieniu...
Z jednej strony cieszę się z chwili kiedy usłyszałam serduszko, cudowna chwila. Ale z drugiej strony tą radość przysłania mi strach co z tym pęcherzykiem
Jezu Ty się tym zajmij...
Pamiętajcie o moim groszku w modlitwie..

11 komentarzy (pokaż)
12 lipca, 18:12

Oczekiwania a rzeczywistość:)
Na wiztyę nadal czekamy, dopiero w piątek, chcę tą wizytę a z drugiej strony się jej boję straszne. Ale będzie co ma być.
A dziś chciałam napisać o oczekiwaniach a rzeczywistości:)

1. Objawy!!!

Ile to ja się naczytałam - mrowienie w piersiach, żyłki, kłucia, bąbelki w brzuchu, uczucia gorąca, krwawienie implantacyjne itp itd. W czasie starań co cykl się doszukiwałam..a jak przyszło co do czego- to ciążę nie przepowiedziało mi nic! Żadna intuicja, NIC.
Piersi bolały- ale tak jak na okres, brzuch chwilke też ale dokładnie okresowo, lekko w kręgosłupie i miałam mdłości i raz wymioty- ale u mnie to są 100% objawy na okres! A no i nawet mi syfki wyszły na twarzy. Więc jak jest z tymi objawami? U mnie ciąży nie przepowiedziało mi dosłownie NIC;)

2. Kiedy dowiem się o ciąży

Oooo tu mnie wyobraźnia ponosiła- będzie pięknie magicznie, najlepszy dzień, pogoda, nastrój i w ogóle wszystko. Przygotuję piękny prezent mężowi, rodzicom powiemy później w jakiś fajny sposób. A jak było? Zrobiłam test zmuszona przez mamę. Zapomniałam o nim. Jak sobie przypomniałam i zobaczyłam 2 mocne krechy to krew mi z twarzy odpłynęła, zaczełam się trząść, powtarzałam "to nie jest możliwe, kiedy, jak, ja dosłownie wpadłam, to niepokalane poczęcie - po czym poleciałam do mamy w szoku i amoku i to samo jej mówiłam - tyle byłoby z "super przekażemy informację" ;) Dobrze, że choć jak pojechałyśmy z mamą po kolejne testy do rossmanna to kupiłam tam mini skarpetki, włożyłam w nie testy, zapakowałam w papier i wręczyłam prezent jak wrócił z pracy- no choć to mi wyszło;p

3. Będę tryskać szczęściem dzień i noc

No nie do końca, bo byłam w szoku, wypierałam to, nie mogłam zrozumieć jak to jest możliwe. Oczywiście się cieszę, ale wpierw musiałam to sobie w głowie ułożyć.

4. Magiczne 9 miesięcy

No magiczne na pewno ale przede wszystkim na razie się przyzwyczajam do tej myśli, panikuje że się nie znam na badaniach ani na opiece nad dzieckiem, a jak ja pracę ogarnę i dom i remont i wszystko. Do tego nudności i popołudniowa senność;) Ale jest to dla mnie mimo to magiczny czas, jak sobie przypominam bicie serca maluszka;)

5 komentarzy (pokaż)
15 lipca, 14:17

Już po kolejnej wizycie. Wczoraj nie pisałam, bo musiałam sobie wszystko poukładać w głowie.
Według lekarza jest lepiej niż było. Choć nadal nie jest idealnie.
Dzieciak rośnie, ma 10,5 mm czyli urósł 2 razy;) Pęcherzyk też rośnie- to jest plus, ma 14 mm, ale nadal spóźnia o 7 mm, bo oczekiwany to 21 mm. Także dalej czekamy.
Lekarz mnie trochę zdezorientował, bo sugerował, żebym umówiła się do specjalisty w Krakowie od usg. Pytałam czy w jakiś tydzień mam celować, a on, że nie. I to mnie zmartwiło.
Niby mówi mi, że dziecko rozwija się ok. Ale ja już miałam milion myśli.
Czy jeśli mam za mały pęcherzyk to znaczy, że z dzieckiem coś nie tak?
Czy też ma jakieś podejrzenia? A może chodzi o moją mutację genetyczną?
A z drugiej strony może po prostu chce żebym była pod opieką specjalistów i tyle.
W poniedziałek zadzwonie i spróbuje się umówić, ale powiem szczerze, że po pierwsze pewnie terminy będą z kosmosu, a jak coś to i tak będę próbowała się umówić na 12 tc żeby u tego specjalisty zrobić prenatalne. Nie wiem czy jest sens pchać się do tego specjalisty teraz? Skoro jestem dopiero w 7tc i 2 dniu i co taki lekarz zobaczy na usg jak pójdę do niego np w 9tc? Wątpie czy cos zobaczy, skoro nawet mój lekarz mówił, że na rośnięcie pęcherzyka nie ma nic i nie da się nic zrobić. A wydawać sporo kasy, bo gościu w zeszłym roku brał 250zł za to, że powie ze na jego oko jest ok albo na odwrót że wydaje mu się że coś jest nie w porządku, to tylko mnie to zestresuje. Wolę iść w 12tc kiedy będzie mógł mi coś konkretnego powiedzieć, bo już będzie coś widać. Taki mam dylemat, nie to, że kasy nie chcę wydać, ale mam takie wrażenie, że jak pójdę teraz (choć wątpie czy będzie termin) to będzie to za wcześnie i bez sensu.

Zdaniem lekarza dziecko walczy, także mam małego wojownika;) No i nadal proszę o modlitwę w naszej sprawie:)

9 komentarzy (pokaż)
20 lipca, 14:14

Jutro kolejna wizyta. Boję się przeokropnie.. Ta niepewność mnie wykańcza. Boję się cieszyc ciążą, mam takie skoki. Raz myślę sobie- będzie ok i się cieszę, coś planuję, a za chwile czarne myśli.. Okropna jest ta niepewność, chciałabym się cieszyć a nie martwić przez najbliższe 7 miesięcy.. O ile maluszek walczy nadal.
Przerażają mnie też koszty - wizyty u lekarza, recepty, badania, wizyty u specjalisty. A gdzie tu wyprawka cała, remont pokoju, jakieś rzeczy kosmetyczne dla mnie i ubraniowe..To jest przerażające. Jestem strasznie zła na rząd, że gada różne głupoty, wymysla, wydziwia a kobietom w ciąży nie ułatwia nic.... Wielce zachęcają do rodzenia, a kobieta w ciaży jest zdana na siebie...nie wspomne już o pomocy w celu diagnozy problemu niepłodności wrrrr. Przecież jeśli osoby, które nie zarabiają kokosów zachodzą w ciążę i trafi im się ciąża z problemami- leki, wizyty u specjalistów itp to ja nie wiem jak sobie radzą. My na finanse nie możemy narzekać jakoś bardzo, bo źle nie jest, ale mimo to te koszty mnie przerażają..
Trzymajcie kciuki,proszę o modlitwę.
Jezu Ty się tym zajmij

6 komentarzy (pokaż)
21 lipca, 09:29

Dzięki za postawienie mnie do pionu;) To nie tak, że ja jojcze, tylko akurat zebrały nam się wydatki i jak o tym myślę, to łapie mnie panika. Pół roku temu zaplanowalismy fajny wyjazd z rodzicami i to pochłonie kasy sporo, w międzyczasie mieliśmy kilka przejść, o których nie chcę pisać, bo to był koszmar jeśli chodzi o nerwy a dodatkowo stracilismy jakieś hmm 5 tyś? Długa sprawa, nie nasza wina, ale że jesteśmy uczciwi to wyszliśmy na tym jak zabłocki na mydle. Ale przynajmniej jesteśmy faire, naiwni, że się dajemy, no ale w lustro mogę spojrzeć. Do tego mamy ubezpieczenie auta, kupno opon zimowych, okien do domu i pieca dwufunkcyjnego za jakies bagatela 7-8 tyś. Stąd moja panika;p Ale damy rade, kto jak nie my;))) A dodatkowo jesteśmy uzależnieni od podróży, które będziemy musieli ukrucić i już mnie serce boli, jak na nałogowca przystało;))
Z wyprawka będzie dobrze chyba, mama już nie może się doczekać, żeby zacząć kupować, babcia to samo:) Po ciucholandach też już chcę zacząć chodzić, jak tylko bedzie ok i będę wiedzieć kto u mnie mieszka;)))A co do ciuchów to faktycznie spodnie kupie, a ja mam dużo ciuchów oversize wiec dam radę;) Poza tym z wszystkim damy radę, bo jesteśmy pracowici i na wszystko zarobimy:))) A rodzice też wesprą nas;))

Strasznie bym chciała dzisiaj usłyszec pozytywne wieści, może wtedy pozwolę sobie na radość, bo na razie studzę emocje... Cieszę się ciążą, ale chodząć co tydzień i slysząć, że mogę poronić i moje szanse są 50 na 50 to same rozumiecie....

Nie piszę konkretnie o rządzie też, bo jestem apolityczna, tyle, że mam teraz więcej czasu na myślenie i widząc te tłumy kobietek, które czekają na wizytę do lekarza, to nachodzi mnie złość, że nic nie mają ułatwione..a z nfz korzystam tylko, jak mam anginę i potrzebuję antybiotyk czy inne leki i l4 :) Tak to nie korzystam, bo mnie to przerasta;) Korzystając z nfz nadal nie byłabym w ciąży, bo badania, które wykonałam w większości nie są refundowane...albo są np po 2 poronieniach także ten..

No nic, trzymajcie kciuki za dzisiaj!!!

11 komentarzy (pokaż)
21 lipca, 17:05

Ciąża zakończona 21 lipca 2017

15 komentarzy (pokaż)
24 września, 19:37

Znowu na fiolecie;))) Tym razem musi być dobrze!

Cykl rozpoczęty 26 sierpnia. Owulacja prawdopodobnie w okolicach 8 września.
W piątek pod wpływem impulsu zrobiłam test, myślałam, ze nic nie ma a tu pojawiła się blada kreseczka. Dzisiaj w Zakopanem, po cudownym relaksie w sobote zrobiłam test, kreska ciemniejsza;) A więc to się dzieje na serio!!
Na razie wszystko przyjmuję na spokojnie, bez wielkim emocji, ze strachu!
Mam dobre przeczucia, mąż też;) Powiedziałam jeszcze tylko mamie;) No i teraz Wy wiecie;))
22 września -pierwszy cień
23 września - sprawdzam czy to nie sen;)
24 września - kreseczka ciemnieje
We wtorek idę na betę i w czwartek, a za jakieś 1,5 tyg do lekarza;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 września, 19:40

16 komentarzy (pokaż)
Dzisiaj, 20:35

32 dzień cyklu, jakieś 2 dni po przewidywaniej @.
Beta wynik: 197
Myślę, że przyzwoicie. Wychodzi koniec 4 tyg i na razie się zgadza. Jestem jakoś pod koniec 4 tc albo początek 5tc. Nie wiem dokładnie kiedy była owulacja.
W czwartek powtórka.
Trzymajcie kciuki;)

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK