Dzień Taty - promocja!

W dniu Ojca życzymy Waszym drugim połowom dużo szczęścia, poczucia spełnienia i radości z bycia Tatą!

Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was prezent.

Wykup abonament z dostępem Premium do Twojego Kalendarza Ciąży od teraz do końca miesiąca, a otrzymasz od nas prezent!

Przy zakupie abonamentu Premium na:

3 miesiące – otrzymasz 1 miesiąc w prezencie

8 miesiący – otrzymasz 45 dni w prezencie

Promocja trwa do 30.06.2017.

Wykup abonament Zamknij
BellyBestFriend

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Kociątko kici kici ;)

Autor: Zelma
13 grudnia 2016, 00:30

Sik-trick
Piłkarze uskuteczniają hattricki, a Witold dziś sik-trick zaliczył. A konkretnie, udało mu się w ciągu jednego dnia nasikać na podłogę w 3 różnych pomieszczeniach. No geniusz, jak by to powiedział el tata ;)

Drzemka
Tova - mam dla Ciebie dobre wieści ;) Mi się też wydawało, że jak z dwóch drzemek przejdzie na jedną to już w ogóle masakra czasowa będzie. A tymczasem... po dzisiejszym dniu mam wrażenie, że... przy jednej drzemce trochę czasu zyskam. Do tej pory Wit spał 2x po 1h (pierwsza drzemka od 9-10, druga od ok. 14). Jak się zrobiła jesień-zima to spacerowo kiepsko - przed pierwszą drzemką za mało czasu, po drugiej już ciemno, a między drzemkami czasu mało bo jeszcze obiad trza wcisnąć. Więc trochę z wywieszonym jęzorem, żeby się wyrobić. Jeśli teraz te 2 drzemki się skumulują w jedną rozpoczynającą się ok. 12 - będzie miodzio ;) Dziś miał jedną drzemkę - od 13:30 do 16:15 i jeszcze był strasznie zły, że go o tej 16 wybudziłam. 3h prawie spał! No ale miał co odsypiać o od 7 rano czyli 6,5h urzędował, a to trochę za dużo jeszcze. Niemniej jedna dwugodzinna drzemka byłaby cuuudowna ;)

Porozmawiajmy
Poza tym wieczorem zadziało się coś co mi baaaardzo nastrój poprawiło. Mój drogi mąż nie jest osobą zbyt rozmowną, by to łagodnie ująć. "Porozmawiajmy" bywa czasem najlepszą metodą by skwasić humor i nastrój. Zwykle kombinuję i kalkuluję kiedy najlepiej jakiś temat poruszyć. Ale dziś pogadaliśmy, tak zwyczajnie, po trochu o wszystkim. Otwarcie, życzliwie... tak jak bym sobie życzyła, tak jak bym sobie wyobrażała, że mąż z żoną sobie rozmawiają.

Dwie luźne refleksje na bliższą i dalszą przyszłość:
dalsza: jeśli Wit zdecyduje się na studia w Wawie - nie powinien wtedy mieszkać z nami. Osobne mieszkanie uczy samodzielności. Tak tak, dla Jego własnego dobra zamierzamy go kiedyś z domu wyrzucić ;)
bliższa: po wizycie u znajomych. Kiedy pojawia się el szkrabbo numero 2, el tatę czeka bardzo ważne zadanie - zadbać o to by starsze szkrabbo nie czuło się odsunięte, pominięte itepe. Bo mama siłą rzeczy sporo uwagi będzie musiała poświęcić mniejszemu szkrabbowi.


4 komentarze (pokaż)
13 grudnia 2016, 10:02

No i dupa. A konkretnie - dupa obsrana. I za jednym zamachem od razu materac, na szczęście nie ten od spania tylko ten podłogowy od asekuracji wyczynów Pucka w zakresie wspinaczki.

Wczoraj wydawało się, że już ok, ale niestety. I nie wiem czy to od zębów cały czas czy może jakiś wirus. Innych objawów brak (gorączki brak, żywotny jak zwykle, apetyt jest). No nic - dziś marchwianka z ryżem na zmianę z cycem i zobaczymy co z tego wyjdzie.

A na el szkrabo2 plany są. Gorzej z wykonaniem może być. Za kilka dni mam wizytę u dr od kleszczy i niestety podejrzewam co mi doradzi (starania po leczeniu czyli za kilka miesięcy). Jeszcze nie jest mi przykro - bo jeszcze klamka nie zapadła... Ale tu akurat mój optymizm nie jest zbyt duży. Tylko jeszcze do siebie nie dopuszczam tej myśli.

2 komentarze (pokaż)
13 grudnia 2016, 16:35

Chyba się ze mnie dzikus zrobił. Miałam iść na wigilię firmową, ale nie idę. Nie mam ochoty... jak sobie przed chwilą pomyślałam, zwizualizowałam... aż mnie coś ścisnęło, ten dawny stres, pogoń za czymś co w tej chwili nie wydaje mi się ani trochę pociągające. Ok. To TYLKO wigilia, można przecież spotkać się, pogadać... Niby można... ale nie mam na to ochoty. A żeby dopełnił się obraz dzikusa - na inne spotkania, w większości, też chęci mam małe. Zdziczałam?

5 komentarzy (pokaż)
14 grudnia 2016, 15:27

To uczucie, gdy na chwilę się zamyślisz, a potem nagle uświadamiasz sobie, że jest CICHO. I z duszą na ramieniu pędzisz do drugiego pokoju, zatanawiając się w duchu - co tym razem wymyślił i jaki Armageddon zastanę... A on... jest cicho... bo się zaczytał!!!

To uczucie, gdy zmieniasz dziecku pieluchę, a ono nie wiedzieć czemu pakuje Ci palec do oka. Hmmm.... Co to ja przed chwilą powiedziałam? "A teraz kładziemy krem na pupę i okolice..." OKOlice... OKO... No to logiczne, że palec w oku ;)

To uczucie, gdy po ciężkawym dniu otwierasz pralkę, żeby jeszcze powiesić ubranka, które oberwały z tytułu biegunki. I odkrywasz, że:
1. Mimo temperatury 60 stopni i nie-dziecięcego proszku i tak się nie doprały...
2. Za to wszystko co było białe jest różowe... bo mimo, że nigdy nie wrzucasz kolorów do białego, a już zwłaszcza czerwonego ręczniczka, oraz że zawsze dodajesz chusteczkę łapiącą kolory... To tym razem postąpiłaś odwrotnie (czerwony ręcznik tak, chusteczka nie). I nie wiesz czy śmiać się czy płakać... bo ten czerwony ręczniczek z szafy to wyjęty, żeby Wit się uśmiechnął. Bo na ręczniczku miś był. I taki to z misia pożytek, że mimo mojego zastrzegania, że nigdy nic różowego dla Wita... taaaram - dorobił się panicz różowych elementów garderoby. Aaaa.... aa może to zapowiedź dziewczynki? ;)

4 komentarze (pokaż)
15 grudnia 2016, 11:08

Ale mam dziś powera! Normalnie góry mogłabym przenosić (i roznosić). Co tam plucha za oknem, co tam wszystko, jest MOC! ;)

I tego właśnie wszyyystkim wszyyystkim dziś życzę!

6 komentarzy (pokaż)
16 grudnia 2016, 22:46

Jutro otóż zostawiam chłopaków na cały dzień samych. Odnotowuję ten fakt, gdyż będzie to pierwszy dzień, który ja spędzę bez Witolda, a Witold tylko z tatą (a tata z nim). Poradzą sobie, jestem o tym przekonana. Obawiam się nawet, że Witold nie będzie jakoś szczególnie tęsknił. Myślę też, że i ja ten dzień przyjemnie spędzę bez myślenia co tam robią i dzwonienia pod byle pretekstem by sprawdzić czy wszystko gra.

No... także niby spoko luz... ale... lekki jakiś taki... stresik? nie... stresik chyba nie ale *coś* jest. Ale co się dziwić. Jak człowiek od ponad roku praktycznie cały czas ma 'ogon' przyrośnięty to mu dziwnie jak przychodzi trochę czasu bez ogona spędzić.

Tata. Tata trzyma fason, ale leciutki stresik też chyba jest. (Ale naszykuj mi te wszystkie te. Te które? Ubrania? Tak. Rajstopy i te inne te na dwór). Zwłaszcza, że Wit teraz jest na etapie przestawiania się z 2 drzemek na 1, więc nie ma prostego, przewidywalnego planu dnia tylko trzeba obserwować i dostosowywać się. Ale, dadzą radę.

A poza tym - dziś była piękna pogoda, słoneczna, nie aż tak mroźna. Ruszyłam z Witkiem w teren, a panicz zasnął mi w wózku. Opatuliłam go więc dobrze kocem, sobie kupiłam ciepłą kawę na wynos i tak to sobie długi spacer zrobiłam. Przyjemnie, optymistycznie jakoś tak. Muszę chyba częściej taki manewr stosować. Witowi zakupiłam dzisiaj kominiarkę. Drogą jak pierun. Albo nawet jasny pierun. Albo dwa jasne pieruny. ALE ciepłą i pasującą na niego idealnie. Więc nie było o czym mówić ;) Nie lubię wydawać więcej, jeśli można mniej, a nie jest gorzej. Ale nie mam oporów by wydać więcej - jeśli ma to sens.

Pojawił się też u nas świąteczny stwór. Być można nawet będzie zamiast choinki. Jest to otóż taki... stwór z gałązek świerku/jodły. Renifer być może? Generalnie - ma 4 zielone łapy, ogon, oczy, czerwony nos z orzecha....wróóóć! Jeśli czerwony nos to musi to być jakieś wcielenie Rudolfa ;) Tak czy siak - jest to coś przypominającego psa/kota. I po cichu liczę, że Witoldowi się spodoba.

Z tematów poważniejszych... czuję siłę, czuję zmiany - zmiany we mnie. Obserwuję się, swoje reakcje.
--- ciężko (osobiście) przyjmuję krytykę, wyolbrzymiam. Widzę krytykę choć to zwykła prośba/uwaga. Robię nadbudowę.
* Nie otwieraj tego okna w ten sposób bo jest uszkodzone
* (w myślach) taak, znowu coś zrobiłam źle, tego nie rób, tamtego nie rób, to tak, to śmak, sam se nie otwieraj, a niby kiedy mam jeszcze kogoś do tego okna znaleźć, a dajcie wy mi wszyscy święty spokój, okno-srokno, wywietrzyć chciałam, ale nie - nie ważne, że wywietrzyć chciałam tylko ważne, że okna nie zamknęłam.

--- just do it - złota zasada, którą cały czas utrwalam, ćwiczę, mam radość jak wychodzi (i zrezygnowanie jak nie)
chodzi o rzeczy, myśli. just do it. A jesli nie do it to decide. cokolwiek. Ale nie rozgrzebuj i nie rostawiaj z plakietką eee to może kiedyś
Wiąże się to z moją niedecyzyjnością czy też czaaaaseemmmm potrzebnym do podjęcia decyzji. Męczą mnie 'wiszące' sprawy. Dlatego ćwiczę ten koncept, który zakodowałam sobie jako just u licha zrób/zdecyduj cokolwiek. Także - nie, teraz tym się nie będę zajmować. Kropka. Nie że moze kiedyś tylko teraz nie. Nie obciążam tym mojego wewnętrznego dysku tylko zamykam okno(!!!) i zwalniam pamięć podręczną.

--- prosić o pomoc
siama. wszyyyystko siama, w końcu kto jak nie ja. nie mam czasu na nic. a co tam, to wezmę na siebie jeszcze to, śmo i jeszcze trochę tamtego. Myślę, kombinuję, deleguję. Siebie obserwuję.

W ogóle... w zmianach ta własnie oberwacja samej siebie jest bardzo istotna. Punkt wyjścia do zmian, do wszytkiego. Żeby cokolwiek zmieniać - najpierw muszę wiedzieć: jak jest.

No... a teraz lecę panu mężowi kotlety schabowe na jutro usmażyć. Nie - nie prosił o nie. I nie - jestem pewna, że i bez tych kotletów z głodu by nie padł. Ale... tak, czuję się jakbym wyjeżdżała na miesiąc więc trza chłopaków *jakoś zabezpieczyć* na czas mej nieobecności ;)

1 komentarz (pokaż)
16 grudnia 2016, 23:10

Mówią, że na głupotę to nie ma lekarstwa...

A tymczasem... odbarwiacz z Rossmanna, za jedyne 6zł z groszami dał radę uratować większość pechowego prania, które to miało okazję znaleźć się w jednej pralce ze zdradzieckim czerwonym ręcznikiem z misiem. Odbarwiacz dał też radę zamienić niebieską lamówkę i żabkę na ręczniku Witka na lamówkę żółtą i takiegoż koloru żabkę. Ponadto niebieskie wykończenie pajaca stało się jasnobrązowe. Ale... nie bądźmy drobiazgowi ;)

6 komentarzy (pokaż)
18 grudnia 2016, 20:22

Też nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak odbarwiacz ;) Wpadł mi w oko jak czegoś innego na półce szukałam. Ale wygląda na to, że założę kącik porad... bo dziś Pucek poszalał na komputerze taty.

Zapamiętać: jednocześnie "prawy alt" i "strzałka w górę"
= kombinacja klawiszy w laptopie Lenovo pozwalające... odwrócić ekran z pozycji 'do góry nogami' na normalną.

Byłam pewna, że kiedyś to się stanie ;)

2 komentarze (pokaż)
19 grudnia 2016, 16:00

""Dla mnie kolorowanka to doskonały wstęp, żeby w życiu przejawiać zero inicjatywy. Jeśli obrazek ma ładny podrys, to wypełnianie drobiażdżków zaczyna nas wciągać, a w dodatku daje estetyczny efekt. A każdy człowiek ma przecież pierwotną potrzebę wypowiedzi graficznej. Ale to nie doprowadzi nas do twórczego myślenia, ale doskonale wdroży do schematycznego wypełniania procedur.""

Na taką ciekawostkę się właśnie natknęłam na wszechwściskającym się facebooku. I niech tam sobie każdy wychowuje dziecko jak uważa. Ale u siebie nie omieszkam własnego zdania zapisać. Otóż... czyście do reszty poszaleli? Nie trafia do mnie ta.. jakby ją nazwać? Hiper-uważność na dziecko? Na litość - kolorowanka to jest kolorowanka, a nie studium psychologiczne i kozetka. To czy dziecko będzie w życiu przejawiać inicjatywę czy nie, zależy od tego co przekażą mu rodzice. Nie w tym rzecz, żeby teraz wszystkie kolorowanki wyrzucić w czambuł, na litość. Nie w tym, żeby udawać, że ich nie ma. Niech koloruje - bo w życiu na niejedną kolorowankę trafi. A jak wyjedzie za linię - co usłyszy? A jak pomaluje zebrę na zielono-niebiesko? No, to się uzewnętrzniłam ;)

P.s. Witek siedzi obok i bawi się sorterem Wkłada kółko we właściwy otwór... No to ma przechlapane... O... teraz znowu kółko, ale próbuje je wcisnąć otworem w kształcie gwiazdki. Ufff.... to może jednak nie zepsułam mu przyszłości pozwalając na zabawę sorterem ;)

A poza tym, biedny dziś Wit bo zęby w natarciu. I tu niespodzianka bo do tej pory na dole były tylko 1. Myślałam, że idą 3 z pominięciem 2. A tymczasem dziś tuż pod dziąsłem zauważyłam lewą dolną czwórkę. Taką nam niespodziankę na święta szykuje ;)

2 komentarze (pokaż)
19 grudnia 2016, 20:58

Jak to było - chcesz rozśmieszyć Pana Boga - powiedz mu o swoich planach.

Siedząc w gabinecie u doktora kleszczologa miałam wrażenie dejavu.
Kuracja, potem testy kontrolne, potem zobaczymy. Starania na razie zdecydowanie nie.

20dni antybiotyk + zioła i inne takie, 4 tygodnie odczekać, test. Czyli dwa miesiące w plecy. Z jednej strony - obawiałam się, że będzie gorzej (dłużej). Z drugiej strony, gwarancji żadnej nie mam, że 2 miesiące i (na jakiś czas?) spokój. Tak czy siak - na razie, w tej chwili nie. Nie wściekam się bo cóż robić, faktów nie zmienię. Ale mam takie poczucie, że nie tak to miało być, inny był plan. Tymczasem mam 2 zagwozdki:

1. Czy wracać do tabletek na te 2 miesiące? Z jednej strony tak - bo w czasie brania tych wszystkich leków wpadka nie byłaby najlepszym pomysłem. Z drugiej strony - a tak już ładnie szło, @ wróciła, chciałam poobserwować cykl. Ale chyba jednak tabsy, celibat jakoś mi się nie uśmiecha.

2. KP. Nie sądziłam, że tak trudno odstawić. Nie fizycznie tyko mentalnie. Niby zeszłam do 1 karmienia na dobę i z tym się czułam ok. Ale wczoraj i dziś, jak zęby idą - no cóż, cycek najlepszym lekarstwem. Ale nawet i bez tych zębów nie mogę się zdecydować (mentalnie) na koniec kp. A teraz dodatkowo są pośrednie wskazania do odstawienia tzn. kp utrudnia trochę kurację antykleszczową bo nie wszystkie leki można podać. Podtrzymywać laktacji laktatorem nie będę - to nie jest rozwiązanie dla mnie. Rozsądek podpowiada mi - odstaw. A równocześnie myśl o odstawieniu wiąże się z jakimś takim... poczuciem winy? Nie do końca samą siebie w tym zakresie rozumiem. Z jednej strony, abstrahując od leczenia, chciałabym te moje cycki dla siebie odzyskać. Cieszę się na myśl/postanowienie, które zrobiłam tzn. po odstawieniu, jak biust wróci do jakiegoś stałego rozmiaru poszaleję, pozbędę się wysłużonych już karmników i kupię sobie kilka nowych, wygodnych biustonoszy. Nawet sobie zęby ostrzę, że po świętach to już czas przecen będzie więc lepiej by się nie mogło złożyć. A jednak, a mimo wszystko ten głosik z tyłu głowy. Że aby na pewno chcesz kończyć? Ehhhhh...

6 komentarzy (pokaż)
22 grudnia 2016, 13:35

"Nie tak to miało być" - to chyba będzie motyw przewodni grudnia...

* Wyniki kleszczy miały wyjść ok i miałam do tabletek anty już nie wracać. Wyszło jak wyszło, na razie wracam.

* Pociąg miał przyjechać do Poznania o 10:30, bezpośrednio, dając mi 3h godzinki tam i 3h powrotu na ogarnięcie tego i owego na laptopie. Taa... pociąg przybył do Poznania o 13, z dwoma przesiadkami po drodze. Powrót - zaledwie 30min. opóźnienia... tyle, że nie było gdzie podładować telefonu, z którego bym miała net. O wifi co to miało być, a go nie było nawet nie wspominam. Wypad do Poznania super, ale w temacie ogarnięcia tego czy owego na kompie - klapa.

* Miałam na Święta wyjechać wczoraj, żeby się babcie Witkiem nacieszyły. I se ujechałam z 500m a potem auto odmówiło posłuszeństwa. Doczłapałam się do serwisu, czekamy na info. Może dziś wieczorem będzie (a może nie). Miałam też mieć do tej pory wszystkie prezenty dawno ogarnięte, miałam stroiki na cmentarz kupić...

Aaa... no tak - i miałam jeszcze wyjść z Witkiem na spacer, a nie tu jojczeć i narzekać. Dobra... to idziemy. Słońce pięknie świeci.

2 komentarze (pokaż)
26 grudnia 2016, 22:35

So this is Christmas
And what have you done
Another year over
And a new one just begun


So this is Christmas
And what have you done
Another year older
And a new one just begun

Próbuję dziś na jedno pytanie znaleźć odpowiedź - po co są święta?

Mam tak podły nastrój, że jeśli to nie jest jakiś PMS gigant to znaczy, że zrobił się ze mnie stary marudny zgred.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2016, 08:23

4 komentarze (pokaż)
31 grudnia 2016, 19:41

Taki piękny rok... i tak ujowo się kończy. Smutno, po prostu bardzo smutno.

4 komentarze (pokaż)
31 grudnia 2016, 21:30

Głowa do góry - powiedział kat do oczekującego na ścięcie szubienicą... Niewesoło mi, ale resztki (wisielczego) humoru są.

W wigilię Witold skończył rok i dwa miesiące. Dziś rok i dwa miesiące i tydzień. Niesamowite jest to, w jakim tempie z niemowlaka staje się małych chłopcem. Czy też małym - rozumnym człowiekiem. Nie wyrywa się z mówieniem, ale widzę jak dużo rozumie z tego co mówię. Zaskakuje mnie tym. Zwracam się do Niego z poleceniami, nie żeby faktycznie coś zrobił, ale żeby się osłuchiwał, nazywam to co robię... i widzę jak on to chłonie... a potem po prostu robi to, o czym mówię. Trzeba zamknąć drzwi, podaj mi to, podaj tamto...

Trwa fascynacja sztućcami i kubkami. Dorosłymi oczywiście. Jak ostatnio do naszego wspólnego posiłku położyłam na stole jeden widelec dziecięcy i jeden dorosły... to skończyło się tym, że dziecięcym jadłam ja. Bardzo mu się podoba nabieranie płynów łyżeczką z kubka. Pozwala sobie wtedy asystować. Co jest w kubku - nie ma znaczenia (woda, sok, herbata... nawet mleko z nutką kawy było spoko). Ćwiczy też bezpośrednie picie z kubka - tylko wody bo tutaj asystować sobie nie da, a broda jeszcze dziurawa.

Karmi mnie. Czasem z troski o mnie... ale częściej chyba jednak z chęci pozbycia się tego, czego już nie chce jeść. Koronny dowód? Teściowa kroi śledzie, ja obok trzymam Witka na ręku - obserwujemy. Dajmy mu kawałeczek śledzia - no dajmy. Wziął Witek kawałeczek w łapkę, zbliżył do ust, zrobił krzywą minę, 'odjął' sobie od ust i wpakował śledzia do ust moich. OK. Za jakiś moment postanowiłyśmy poczęstować Wita śledziem raz jeszcze. Tym razem wziął kawałeczek... i nie zbliżając nawet do swoich ust od razu wpakował go do mojej paszczy. Normalnie, gdyby potrafił to zatarłby ręce mówiąc 'no, sprawa załatwiona, pozbyłem się problemu'.

Na spacerach nadal lubi własne ścieżki obierać raczej niż maminej nogawki się trzymać. Na schodkach ostatnio najpierw pokonał 2-3 schody... a potem doszedł do wniosku, że to zbyt męczące... i łatwiej będzie podjazdem dla wózków wejść/zejść.

W Wigillię popróbował tego i owego: opłatek, zupa grzybowa, pierogi, karp, kapusta z grochem, pstrąg (?). Wytrzymał do 23. I padł.
W pierwsze jadł rosół z makaronem i troszkę kaczki. I do słodkiego ciasta się dorwał (ale niech mu w drodze wyjątku będzie).

W drugie święto rano, ustami męża, złożył mi życzenia. Wszystkiego najlepszego, kocham Cię mamo.

2 komentarze (pokaż)
5 stycznia, 22:46

back on track

Zaliczyła ta nasza życiowa łajba spory przechył, trochę wody się przelało, pech chciał, że akurat w Sylwestra i Nowy Rok… ale jesteśmy, płyniemy, z nowym wiatrem w żaglach.

1 stycznia ‘uczciłam’ rozpoczęciem kuracji kleszczowej = antybiotyk + stado ziół i suplementów. 20 dni + 4 tygodnie przerwy + badanie… i zobaczymy. Przy dobrych wiatrach od marca będzie można wznowić działania-starania. O złych wolę nie myśleć. Wolę, ale trochę myślę. Wznowić... dobre sobie. Wznawia się coś co się zaczęło. Chociaż... mentalnie starania rozpoczęte i poniekąd trwają.

2 stycznia przyszła @. Ucieszyłam się - bo to była taka naturalna @ kończąca cykl bez tabsów. Cykl 32 dni czyli przyzwoicie - potrzebowałam, niejako na pocieszenie, tej świadomości, że 'machina działa', przynajmniej na pierwszy rzut oka. No i tyle z tego pożytku - świadomość. Bo na czas kuracji tabletki anty. I już, tak musi być.

3 stycznia - Ruszyliśmy w góry, na poszukiwania śniegu. Śnieg się znalazł, w Beskidzie Niskim. Biało, jak z bajki, pyszny śnieg... no ale cóż - Witold nie jest fanem zimy ;) Sanki - yhym, z miną skazańca...

Jest za to coraz większym fanem (samodzielnego) jedzenia. Coraz lepiej radzi sobie z łyżką i widelcem. Bałaganu jest przy tym nadal sporo, ale widać, w oczach widać jak sprawność wzrasta. Dziś przy śniadaniu trzymaliśmy wspólnie nóż... a Wit kierował moją ręką tak, żeby nabrać masła i posmarować nim chleb. Masło to w ogóle jest hit... najchętniej jadłby je solo, czasem zlizuje z chleba. Makarony też są na topie - bo można zjeść palcami. Bieluch - bo dobrze trzyma się łyżeczki. Pasztet, jabłka. Mięska i rybki - tak!

Trwa fascynacja zakręcaniem-odkręcaniem. Dziś dopadł termos - i tak siedział odkręcając-zakręcając.

Rozumie. Naprawdę dużo rozumie. Komunikacja? Na razie palec wskazujący wzmocniony ewentualnie okrzykiem 'ta!' lub innym 'em'.

Samochody - takie prawdziwe, mijane na ulicy, na spacerze - hit! ;)

Ostatnie 2 noce na wyjeździe... takie... dobre. Wit zasypia w łóżeczku turystycznym w odległym rogu pokoju. Coś tam przez sen mruczy, ale generalnie noc przesypia. Nad ranem ok. 5 budzi się - zabieram go do nas do łóżka, karmię... i przysypiamy w trójkę do 7 / 7:30. Łóżko jest tu bardzo szerokie więc nawet z 'kierdającym się' po środku Witoldem - jest spoko. Na stałe - to nie jest rozwiązanie dla nas. Ale 'od święta' miło jak się człowiek budzi, a obok widzi jak dwóch wspaniałych facetów śpi obok siebie.

4 komentarze (pokaż)
8 stycznia, 00:39

Jeśli wszystko, a przynajmniej niektóre rzeczy są po coś...

... to po to, żebym była pewna, że chcę... i że chcę teraz.

Po to, żebym sobie uświadomiła, że czas biegnie szybciej, niż mi się wydaje. Jeszcze szybciej niż mi się wydaje.

Tik-tak-tik-tak... 35...34...33?

8 komentarzy (pokaż)
9 stycznia, 21:31

sen i jawa

sen
Śniło mi się dziś, że jestem w ciąży. I nawet się w tym śnie dziwiłam, że jak to - teraz. Że przecież to 8dc, że tabletki, że nie byłoby z czego... A jednak - w ciąży, trochę na przekór okolicznościom.

W czasach przed Puckiem śniło mi się kiedyś, że mam synka. W tym śnie, mimo że o żadne dziecko się nie pojawiło, czułam - bo inaczej się tego nie da określić - czułam dziewczynkę. A poza tym - czułam się dziś, i to już nie we śnie, młodo.

jawa
Zadzwoniła dziś do mnie koleżanka z pracy. Służbowo - z pytaniem czy nie pamiętam może pewnej kwestii związanej z klientem, którym obydwie się zajmowałyśmy. W czasie, gdy pracowałam, miałam bardzo wyostrzoną pamięć. Wszystkie szczegóły miałam w głowie... daty maili, co kiedy, w jakiej opinii, jakie faktury, jakie kwoty, co w jakiej korekcie... no znałam temat na wylot i z powrotem. I dziś... okazało się, że nie pamiętam. Czy też coś tam pamiętam, ale mgliście. Po prostu pozwoliłam pewnym sprawom odejść. To miłe uczucie. Trzeba pozwolić staremu odejść, żeby zrobić miejsce na nowe ;)

5 komentarzy (pokaż)
10 stycznia, 12:40

Sądząc po ilości stłuczonego szkła to ten rok zapowiada się wyjątkowo pomyślnie. Od wczoraj, na spółkę z Pucułem mamy na koncie: szklankę, miseczkę i jeszcze solniczkę. Podobno rozsypana sól to pech, ale solniczka na szczęście była akurat zupełnie pusta. Niemniej, na wszelki wypadek Pucek dorwał pieprzniczkę i obficie porozsypywał pieprzu. Widocznie tak się odczynia urok 'soli'. Następnie kichaliśmy. Obficie, bo i obficie Pucek ten urok odczyniał ;)

Na froncie kulinarnym w tym roku nieźle. W sobotę, we współpracy z el tatą ugotowaliśmy gar krupniku. Niezły nam wyszedł. Wstyd się przyznać, jakoś do tej pory nie gotowaliśmy, nie zgłębiwszy nigdy jak. A tu proszę, zupa banalna ;) Dzisiaj - w garnku kapuścianka, taki mój mały eksperyment. Ot kupiłam dużą główkę kapusty do bigosu i jakoś trzeba było spożytkować nadmiar. Aaa... właśnie, bigosidło robię. Jak ja tęsknię za dobrym bigosem! Jak dziś wstawię to na czwartek będzie. Bigos się musi dłuugo robić, żeby dobry był.

Z innych ciekawostek - alarm smogowy w Warszawie. No tego jeszcze nie grali. Uczucia mam mieszane, pamiętam jak ze 20 lat temu pojawił się alarm - dziura ozonowa. Pamiętam jak w szkole zastanawiali się czy nas można wypuścić na dwór czy nie... Z jednej strony - ten smog się nie pojawił nagle i znienacka - wcześniej też się pewnie zdarzał, ale nie było pomiarów lub nie były tak nagłaśniane. Z drugiej strony - skoro już te pomiary są to może trza z nich użytek robić. W sobotę nie byliśmy z Puckiem na spacerze... bo nam się nie chcialo ;) W niedzielę - bo gości mieliśmy no i ostrzeżenie wyszło. Wczoraj większość dnia przesiedziałam z Młodym w domu... az po południu wyszłam. Nie wiem czy to siła sugestii czy też nie, ale faktycznie powietrze było kiepskie - jakby się przy ognisku z oponą siedziało. Dziś myk myk do sklepu i na świeżym (eghmm!) powietrzu krótko. Kurde no, wiem, że Warszawa to nie uzdrowisko, ale żeby aż tak? Hmmm...

Ale nie o tym chciałam ;) Smog jak smok, niech się goni. Chciałam o tym, że czuję napływ optymizmu, czuję chęć do pójścia do przodu, do cieszenia się małymi radościami i do pokonywania własnych słabości. Lekkość jakaś taka się pojawiła.

5 komentarzy (pokaż)
11 stycznia, 11:04

Dziś dzień pod tytułem: "Sam nie wiem co mi jest i co bym chciał."
A już na pewno: "JA nie wiem co TY byś chciał".

Albo nie umiem odczytać...
I tak od wczesnego (4:30) rana... a jest dopiero 11.

No dobra, nie od samego rana, rano było wczesne, ale było ok. Miauczolenie się ok. 8 zaczęło.

A może banalnie o jedzenie chodziło... bo teraz dorwał się do talerza i jest spoko. Chyba tak - bo nawet otwarty laptop nie robi na Witku wrażenia. Tak, tak- to musiał być głód i matka-sadystka głodząca dziecko. Ehh.... A teraz dzieć wysmarowany serkiem... i błogość na twarzy. Muszę sobie chyba moje dawne hasło odświeżyć - zanim pomyślisz o zębach, o skoku o czymkolwiek innym > daj jeść i pić ;)

Update - o jedzenie może też, ale właśnie zwęszył komórkę... ryk i wrzask na słowo NIE. Powtarzane dziś chyba pierdylion razy. Tak... teoria głosi, że mówiąc nie, powinno się dziecku tłumaczyć co i dlaczego nie. Nie no... zgadzam się. Ino sił i cierpliwości dziś na to brak.

A poza tym mi się zachciało bigosu gotować... to se gotuję - jedną ręką mieszając w garnku, a drugą dzierżąc jaśnie panicza wszystkim zainteresowanego. Powywalał wszystko z szuflad, ale dzięki temu poszatkowałam kapustę.

1 komentarz (pokaż)
11 stycznia, 22:19

Co za dzień! Momentami ciężki, momentami piękny... a potem po prostu eksplozja energii wieczorem. Może to kwestia dużej kawy, może doborowego towarzystwa... ale mam moc góry przenosić, pół nocy pewnie nie zasnę... I mam pomysł na biznes. Hobby będący. YES!

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK