BellyBestFriend
Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Ale ten czas leci! Jasiek ma już roczek!

Autor: Etuś
11 maja, 09:01

Kwiecień plecień, bo przeplata... Ale to już kurcze maj!

Już mam dosyć tej paskudne pogody! Ileż można ubierać kurtki, szaliki, ciepłe buty? Tej pięknej pogody było tak mało i strasznie brak mi naturalnej witaminy D. Podobno idzie do Polski ciepły front i już dziś na południu ma być ciepło. Zobaczymy. Na razie w Wawie pada deszcz :( jak przestanie to jedziemy z Jasiem do Lidla po sukienkę dla mamusi :D o ile coś jeszcze będzie. A dla Jasia może upoluje komplecik na lato.
Od poniedziałku do Jaśka przychodzi niania żeby powoli przygotowywać go do mojego powrotu do pracy. Trochę się boję. Ja nie wiem jak ja dam radę. Będę cały czas o nim myśleć i zastanawiać się jak mu tam jest. Czy płacze. Może się śmieje... Ale muszę niestety wrócić do pracy :( normalnie serce mi pęknie pierwszego dnia w pracy...

20170510_132718.jpg

1 komentarz (pokaż)
19 maja, 14:51

Wiadomości z frontu - niania!

Od poniedziałku przychodzi do nas niania. Początek był kiepski. Jaś płakał tak że aż się zanosił. Za żadne skarby nie chciał się ode mnie odkleić. W czwartek było już lepiej a dziś uwaga... przywitał panią Basię z uśmiechem na buzi! Aż w szoku byłam :) teraz jest z nią na kocyku pod blokiem a ja wykorzystałam chwilę wolną i... pomyłam okna :D
Ostatnio jest tak gorąco że aż miło. Wreszcie wrzucam Jasia do wózka tak jak stoi i uderzamy na spacer :) ach aż chce się żyć :D

20170519_102910.jpg

20170518_123229.jpg

20170517_134454.jpg

20170517_134349.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja, 14:42

1 komentarz (pokaż)
20 maja, 14:24

Weekend u dziadków

A na weekend wyjechaliśmy do Kielc :) wreszcie jest gorąco <3
Jaśko w 7 niebie pluska się w baseniku. Chwilowo trwaj i nie kończy się :)

20170520_124023.jpg

20170520_125531.jpg

A po pluskanku trzeba się zdrzemnąć :) babcia oczywiście musiała przykryć pieluszka:)
20170520_135757.jpg

3 komentarze (pokaż)
27 maja, 07:53

9 miesięcy

9 najwspanialszych miesięcy mojego życia <3 może czytając moje pierwsze wpisy po porodzie nie sprawiało to takiego wrażenia ale teraz śmiało mogę tak powiedzieć. Bo moje życie nabrało sensu. Innych wartości. Wciąż nie mogę uwierzyć w szczęście jakie mnie spotkało. I choć czasami jest ciężko, a momentami cholernie ciężko to powiem Wam, że warto. Warto żyć dla tego małego człowieczka.
Wczoraj świętowałam podwójnie. Jaś skończył 9 miesięcy i pierwszy w życiu mój Dzień Mamy :) Cóż mogę powiedzieć? Bycie mamą to misja. Olbrzymia odpowiedzialność. A jednocześnie najcudowniejsze co może się kobiecie przytrafić. Teraz jestem spełniona. Nie jestem tylko córką, siostrą, żoną, synową... jestem także matką. I dziękuję Ci Boże za ten dar <3

„Macierzyństwo zawiera w sobie od samego początku szczególne otwarcie na nową osobę: ono właśnie jest udziałem kobiety. W otwarciu tym, w poczęciu i urodzeniu dziecka kobieta „odnajduje siebie przez bezinteresowny dar z siebie samej”.

Jan Paweł II

Pics_Art_05-26-12.28.05.jpg

20170525_121946.jpg

I małe porównanie 9 miesięcy temu i teraz :)
Pics_Art_05-27-07.41.26.jpg

1 komentarz (pokaż)
28 maja, 20:06

Gorąco! Doczekałam się:D

Nareszcie moje ukochane słońce. Gorąca może jakoś super nie kocham ale miło gdy w domu chodzi klima, wyglądasz za okno a tam piękne słoneczko:D a tak serio to bardzo się cieszę z tej pogody. Można choć na chwilę zapomnieć o ciepłych ciuchach i rozkoszować się niezliczoną ilością lodów <3
Ale tak przy okazji tych temperatur temat bardzo na czasie. Dziś widziałam kilka wózków, co gorsza były to gondole, dzieci przykryte a na budę zarzucono jak nie tetra to jakaś chustka... No masakra. Gdyby nie to że akurat jechałam samochodem to bym podeszła i uświadomiła. Tam w środku robi się po chwili temperatura wyższa nawet o kilkanaście stopni niż na zewnątrz, nie mówiąc już o zerowej cyrkulacji powietrza... koszmar. Błagam nie róbcie tak, a jak widzicie kogoś kto tak robi i to zwróćcie mu uwagę. Może jest nieświadomy że może zaprezentować swojemu dziecku udar. Od słońca można osłonić dziecko parasolką. Takowe na prawdę nie są drogie...

Uffff... No dobra. Zalegam na kanapie przed 6 sezonem "Gry o tron" bo przecież zaraz już będziemy się że ślubnym podniecać 7 sezonem <3 Młody śpi, tak więc tv w ruch ^^ Bye :*
PS: Ale zanim to of course foto Jaśka :)

20170527_165729.jpg
Wczorajsze wylegiwanie się na kocyku :)

20170528_155903.jpg
Ktoś nam próbował podkraść obiad :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja, 19:58

4 komentarze (pokaż)
31 maja, 13:50

Mamuśka do boju!

Wiecie co? To już ponad 9 miesięcy po porodzie a jak dalej wyglądam jak słonica:/ już nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Zdecydowałam że muszę się wziąć za siebie bo nic się nie zmienia od na dupie siedzenia! Nie przechodziłama na jakąś specjalną dietę. Po prostu staram się jeść zdrowo (no poza tą pizzą w weekend xD ) i o stałych porach. A przynajmniej mniej więcej. Do tego oczywiście zaczęłam ćwiczyć. Rozkręcam się z bieganiem. Kiedyś prawie 10km potrafiłam przebiec a teraz ledwo 2 mi się udaje :^ kondycja na poziomie zero albo jeszcze mniej. Na razie robię A6W na brzuch, i wyzwanie przysiady. Do tego znalazłam wyzwanie 30 dniowe dla początkujących z Mel B. Zdradzam Chodakowską ale jakoś bardziej mi chyba odpowiadają te zestawy. Dodatkowo są dużo krótsze i można je mieszać układając sobie trening. Dziś wieczorem jak Jasiek pójdzie spać będzie ogień :D Ślubny ma dziś imprezę firmową i pewnie wróci późno więc mamuśka będzie wylewać siódme poty na podłogę :) wiem że zabrałam się za to za późno przed latem ale może jeszcze choć trochę uda mi się zgubić przed weselem przyjaciół i nie będę się tak źle czuła we własnej skórze. Trzymajcie kciuki! :D

Dziś nic o Jasiu no to na koniec parę jego fotek na osłodę <3

20170531_073436.jpg

20170529_174648.jpg

PS: zapomniałam napisać że trochę zmieniłam image :p przyciemniłam górę żeby nie było tak szybko odrostów widać:)

20170529_141507.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja, 13:44

2 komentarze (pokaż)
14 czerwca, 10:26

I cóż że ze Szwecji

Wczoraj wróciliśmy że Szwecji od siostry Jarka. Takie małe wakacje zważywszy na to że już raczej w tym roku na żadne nie pojedziemy. I znów nam pogoda nie dopisała:/ jak nie lało to wiało i zimno. Grrrr... w dniu wyjazdu dopiero zaświeciło słonko. Nastepnym razem szwagierka musi pogodę lepiej zarezerwować :pokój ale coś tam udało się zobaczyć. Jaśko oba loty zniósł bardzo dobrze. W tamtą stronę gdy tylko samolot przyspieszył do startu to od razu odplynął i ponad połowę lotu przespał. Spowrotem nie spał wcale a i tak super grzeczny był :) rodzice zadowoleni :)
Samą Szwecję odwiedzamy już 3 raz. Jest pięknie. Zielono, czysto... No bajka. Tylko ta pogoda :p
W domu u szwagierki mały 3 miesięczny brzdąc-siostra cioteczna Jaśka :) było więc wesoło z dwójką maluchów. W lipcu oni przyjeżdżają do Polski i dwa tygodnie spędzimy razem w Kielcach :)
A przy okazji świętowaliśmy z mężem 6 rocznicę ślubu. Boże jak ten czas zleciał :o
No... wczoraj zaczęłam nadrabiać powyjazdowe zaległości Waszych pamiętników :) dziś ciąg dalszy.
Całujemy z Jaśkiem :*
Na koniec oczywiście galeria zdjęć. No a ja lecę wieszać pierwsze pranie :p

20170608_141846.jpg

20170608_155902.jpg

20170609_203707.jpg

20170611_095423.jpg

20170612_141800.jpg

20170612_141934.jpg

20170612_131521.jpg

20170613_113736.jpg

20170613_114411.jpg

20170613_120451.jpg

<3 <3 <3

1 komentarz (pokaż)
17 czerwca, 13:11

Świętokrzyskie jakie cudne

Jesteśmy w Kielcach :) uwielbiam tu przyjeżdżać. Odpoczywam tu psychicznie i wyciszam emocje. Tu tak na prawdę jest moje miejsce. Tu powinnam żyć i wychowywać swoje dziecko. Niestety życie zawodowe tu było by znacznie uboższe i tylko to trzyma nas w Warszawie. Niby lubię to miasto. To że więcej się tam dzieje. Serio, polubiłam je bo na początku za nim nie przepadałam. Ale jednak moje kochane, rodzinne Kielce w moim sercu mają szczególne miejsce. I na zawsze tak zostanie :)
Tak więc długi weekend spędzamy w Kielcach. Dzis o 16 jest imprezka z okazji 65 urodzin mojego taty. Zobaczymy jak Jasiek da radę bo dziś coś straszny Marud jest. Teraz ma drzemkę i oby pospał jak najdłużej to może mu się humorem poprawi :)
A aaaaach i wiadomość z ostatniej chwili - stoimy przy meblach. Już tak całkiem sprawnie wychodzi mu wstawanie. Teraz to już oczy dookola głowy muszę mieć :)
Pozdrawiamy i całujemy :*

20170617_062529.jpg

20170616_155654.jpg
3letni kolega Tomek :) i wczorajszy grill i działeczka ;)

20170615_184455.jpg

20170615_173452.jpg

2 komentarze (pokaż)
17 czerwca, 20:55

3.5 sekundy do setki

Jaśko smacznie śpi po imprezie to mam chwilę dla siebie :)
Kurcze szkoda ze ten weekend się kończy bo wraz z nim kończy się wspólny czas z mężulkiem. A było go półtora tygodnia <3 No ale to co dobre szybko się kończy. Jeszcze jutro cały dzień razem.
Wielkimi krokami zbliża się mój powrót do pracy. Bardzo się tego boję bo Jasiek dalej nie zaakceptował niani. Ostatnio darł się w niebogłosy. Ona biedna z siebie wychodziła żeby go zabawić a on nic tylko płakał (wiem bo oglądałam ich z balkonu). No serce myślałam że mi pęknie :( a co jeśli się nie przyzwyczai? :(
Z przyjemniejszych spraw to byliśmy dziś na imprezie urodzinowej u taty. Jaśko dzielnie siedział w krzesełku i zaczął marudzić po półtorej godziny. W sumie mu się nie dziwię, bo jak bym tak siedziała to na jego miejscu też bym się zaczynała nudzić :p no ale generalnie był grzeczny :)
Mamy też wybrane termin na chrzciny, zaklepaną knajpkę i wybrane zaproszenia :) poza tym dostaliśmy kasę od babci na prezent dla Jaśka i jutro siadamy i zamawiamy na allegro dla Młodego pchacz i stolik edukacyjny ;)
No to chyba wszystko na dziś. A nie! Jeszcze muszę powiedzieć że dziś jak Ślubny poszedł uśpić Jaśka na drzemkę to ten spał ponad 2h. Chyba jego rekord drzemki w domu :D

A na koniec niezmiennie galeria xD

20170617_185255.jpg

20170617_180323.jpg

20170617_164632.jpg

0 komentarzy (pokaż)
20 czerwca, 17:39

Kto mnie pocieszy? :(

Potrzebuję ojojania, przytulenia, dobrej rady albo kopa w dupę. Już sama nie wiem. Chodzi o mój powrót do pracy i zostawianie Pierdoły z nianią. Jest masakra :( dziś wychodząc z domu się poryczałam. Ale obiecałam sobie, że będę wychodzić żeby Młody się przyzwyczaił bo jak już pójdę do pracy to nie będzie odwrotu. No tak się darł, łzy leciały, bordowy na buzi i wyciągał do mnie te swoje Michelinkowe rąsie. Moje serce rozpadło się na miliony kawałków. Po raz kolejny. I wiem że będzie rozpadać się każdego dnia gdy będę musiała wyjść do roboty :( tak bardzo mi szkoda tego mojego Bąbla... Serce matki krwawi :(

4 komentarze (pokaż)
21 czerwca, 13:01

Dziękuję :*

Dziękuję Wam bardzo. Na prawdę. Potrzebuję teraz słów wsparcia jak powietrza. Normalnie zabiłabym dla tego mojego małego Pierdka więc serce mi się kraja że muszę go zostawić. Niestety muszę wrócić. Rachunki się same nie zapłacą :( ehh... kiedyś siedziało się w domu z dzieckiem 3 lata i było dobrze. A teraz? :(
No dobra kończę smęcić bo to i tak nic przecież nie da :)

Wczoraj było chyba milion stopni na dworze, więc zorganizowałam Młodemu basen na balkonie :) pluskaliśmy się i radość była <3 Dziś już trochę chłodniej ale wciąż ciepło. To dobrze bo jakoś ostatnio źle znoszę takie upały. Ale nie narzekam bo może przecież padać prawda? :p
Prezent na Dzień Ojca dla Ślubnego zrobiony :) zdjęcia później w galerii :)
a dziś zawał serca przeżyłam. Jasiek podniósł się o szafkę na książki i uciekła mu nóżka i fiknął na łepetynkę. O kant półki. Ale płaczu było niewiele. Może aż tak bardzo nie bolało. Ale guzior na razie największy w jego karierze. Osiwieję zanim on się nauczy chodzić...

20170621_084536.jpg
Proszę nie patrzeć na bałagan :p

20170621_084006.jpg
Moja biedna łepetynka ;(

20170620_093508.jpg
Plusk!

20170619_190745.jpg
Jasiowy pierwszy raz na huśtawce :)

FB_IMG_1498042123408.jpg

FB_IMG_1498042130352.jpg

FB_IMG_1498042136059.jpg
Do tego torcik Wedlowski i będzie good :) tam jest kilka zdjęć ale nie będę Was nimi zasypywać ^^


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca, 12:53

2 komentarze (pokaż)
26 czerwca, 09:29

10 miesięcy

Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat. Mój kawaler kończy dziś 10 miesięcy. Dokładnie o 8.47 zawitał na świecie. Boże kiedy to zleciało. 10 trudnych ale i pięknych miesięcy. A za chwilę roczek!

Na chwilę obecną Jasiek siedzi, stoi przy meblach, pełza a nie raczkuje leniuch jeden, ma 4 zęby a 5 za chwilę ujrzy światło dzienne. Mówi "tatatata" (pchhhhhhh). I jest moim największym Szczęściem <3

hjsgwedcerslkd.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca, 09:28

2 komentarze (pokaż)
28 czerwca, 07:19

Taka sobie środa i trochę narzekań

Oj Boże Boże Bożenko jest po 7 a mój dzieć jeszcze śpi! Normalnie wycałuję go za to jak wstanie :p
O czym to miałam napisać? Ach tak! Tak sobie chciałam posmęcić troszkę z powodu nie wyjazdu na wakacje. Mieliśmy już opłaconą zaliczkę, ja już wyobrażałem sobie Pana Jana pluskającego wodą z pompowanego baseniku na prawo i lewo. I te spacery wieczorami. I zimny Radler jak dzieć zaśnie wieczorem... i dupa zbita. Ch*uj wielki i dwa bąbelki. Znajomy dostał pracę i nie dostanie urlopu. Więc nie mogą jechać. Za późno było szukać zastępstwa bo już wszyscy mieli plany. A dla nas samych to zdecydowanie za drogo. No i Jari bierze urlop ojcowski i jedziemy w przyszłym tygodniu na Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe Otoczone Siatką). Do Kielc. Na półtora tygodnia bo w piątek 14 już musimy być bo mamy spotkanie przedchrzcielne w kościele. Ale z jednej strony się cieszę bo Jarek będzie z nami całe dwa tygodnie. Plus przyjeżdża też jego siostra (zresztą przyszła matka chrzestna Jaśka) z Natalką więc będzie się działo :) oby tylko pogoda dopisała... Ale i tak strasznie mi żal. Szczególnie jak oglądam te wszystkie facebookowe zdjęcia szczególnie znad morza. Boże jak ja kocham morze. I tak strasznie za nim tęsknię. Ale zapowiedziałam Ślubnemu że za rok nie ma zmiłuj! Jedziemy nad morze i już. Tupnęłam taktyczne stópką i poszło :D
A dziś leje. W nocy była burza ale na szczęście Janek miał ją głęboko gdzieś i spał. Obudził się raz na karmienie po 1 i potem nad ranem po 5 dzięki czemu teraz jeszcze śpi :p
No to ten tego idę jeszcze poleniuchować a łóżku póki mały Szogun tkwi w objęciach Morfeusza ^^

20170627_143333.jpg
Takie z wczoraj jak bujaliśmy się po Lesie Kabackim :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca, 07:10

1 komentarz (pokaż)
30 czerwca, 15:29

Nie byłam w ciąży tylko zaczelam nowy wykres na ovu żeby się poobserwować:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca, 15:24

1 komentarz (pokaż)
1 lipca, 09:29

Sobota, sobotunia

Pierduś śpi. Miałam sprzątać ale co tam - zdążę :p Siedzę dupskiem na podłodze i kreuję nowy wpis.
Wczoraj byłam zabiegana tak że jęzor sięgał gleby. Przede wszystkim sprawy związane z chrztem. Wszystko na ostatnią chwilę. Bez kitu czas się ogarnąć kobieto. Na szczęście udało się. Papiery od chrzestnych mogę dosłać mailem bo jeszcze ich nie dostałam. Zaniosłam to co mam, czyli akt urodzenia Jasia i nasze potwierdzenie ślubu kościelnego. Zostawiłam "co łaska" i zanim wyszłam z kancelarii lunął taki deszcz że jeszcze posiedzieliśmy sobie na ławeczce z JAŚKIEM jakieś 20 min. Poza tym zajrzałam do mnie do pracy, posłuchałam "ochów" i "achów" na temat Jaśka. Ugotowałam obiad, zrobiłam zakupy. Ot taki piątek, piąteczek, piątunio. Wypisałam też zaproszenia na chrzest i w weekend ogarniemy rozdawanie. Nie wiem czemu, może to ta pogoda ale wczoraj jak Ślubny wrócił z pracy to padłam. A jeszcze miał dyżur więc wrócił później. O 22 już przewracalam się na 5 bok smacznie chrapiąc. I kurcze wstałam do Jaśka tylko raz o 3. Potem obudził się o 6.30 czyli standardzik a ja czuję się jakbym spała może z 5 minut. Wtf?
Ale na szczęście dziś Jarosław ostatni dzień w pracy przed ojcowskim i jutro uderzamy w stronę Kielc. Bite 2 tygodnie razem. Oby tylko pogoda dopisała to będziemy całymi dniami byczyć się na działce. Przyjeżdża też siostra Jarka z córeczką to będziemy jak dwie dumne kwoki na spacerki biegać. I dietować się bo trzeba zgubić zbędny balast. I może biegać? A już na pewno ćwiczyć. Takie ambitne plany mam :D
No dobra trza podnieść dupsko i zrobić coś kreatywnego. Umyć kibel, umyć podłogę... ogolić nogi! No to siup :)

20170630_073824.jpg
Zaproszenia :) no musiałam się pochwalić.

20170629_074344.jpg

20170630_104459.jpg

PS: wyszła nam prawa dolna dwójka. Jaś jest dumnym posiadaczem pięciu zęboli :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca, 09:24

3 komentarze (pokaż)
2 lipca, 14:20

Kielce <3

A ja piszę sobie z moich kochanych, niezastąpionych Kielc. Młody śpi jak suseł, stary pod prysznicem po drodze, a ja rozłożona na łóżku z telefonem w łapce. Rozpakowani i gotowi na relaks do 14 lipca. Wtedy to wracamy do Warszawy przygotować się do chrzcin. Musimy jeszcze wybrać menu i tort. A tak to w sumie wszystko gotowe. We wtorek mamy dzwonić do knajpki i podjąć już decyzję.
A poza tym? Wychodzi troszkę słonko bo do tej pory padało. A ja wpadłam w jakiś taki letarg. Uwielbiam tu przyjeżdżać. Zawsze się tak jakoś wyciszam. Tęsknię za Kielcami. Chciałabym tu kiedyś na stałe wrócić. Bo choć zaaklimatyzowałam się w Wawie to i tak tu zawsze będzie mój dom...
No to idę leniuchować dalej póki mały Szogun śpi. Kocham ten błogostan <3

20170702_102008.jpg
Takie doborowe towarzystwo w aucie, że aż spać poszedłem :D

3 komentarze (pokaż)
18 lipca, 08:41

Było minęło

No dobra wrócilimy. Wrócili do szarej rzeczywistości. Ostrzegam może być długo. I będzie dużo fotek na koniec :)
Wakacje w Kielcach. No cóż może to nie Majorka czy inna Kreta, ale wypoczęliśmy. Na prawdę. Mimo kiepskiej pogody przez pewien czas. Mimo humorków Jasiowych. Mimo kłótni ze ślubnym. Mimo to wszystko złapaliśmy oddechu. Czystego, świętokrzyskiego powietrza. I oczywieście wszystko co dobre szybko się kończy. My wracamy do przyzwyczajania na nowo Jana do niani. Mąż wrócił do pracy. Ot codzienność. Ale ja nie o tym chciałam.

W Kielcach było cudownie. Przyjechała Jarka siostra z Młodą i dwójka dzieci poniżej roku w jednym domu - szacun dla rodziców bliźniaków - serio. Mimo, że Natalka jest na prawdę grzecznym dzieckiem i przez sporą część czasu albo śpi, albo sobie po prostu leży w miejscu i macha tymi swoimi małymi grabkami, to jednak było co robić. Jaś też mimo całej swej grzeczności czasem potrafił dokazywać. Ale wiecie co? Fajnie było :)
Jak sobie zapowiedziałam, tak też poczyniłam. Razem z Anią (Jarka siostrą) biegałyśmy. Do tego ja jeszcze katowałam Mel B. Ale tak zdrowo. Np po bieganiu jeszcze ABS, albo pośladki. Do tego dorzuciłyśmy dietę oczyszczającą. Wiecie, taką na zupce. Na drugi dzień nie mogłam już na tą zupę patrzeć (broń Boże nie kapuściana ale mimo wszystko ileż można...) No i rozbolał mnie żołądek. Ja się nie nadaję do tak restrykcyjnych diet. Ania wytrzymała, ja się poddałam. Wolę chyba jeść zdrowo i o stałych porach niż katować się tego typu dietami. To nie dla mnie. W każdym razie wynik jest taki, że po powrocie do Warszawy - po prawie 11 miesiącach od porodu, wróciłam do wagi sprzed ciąży! Tam taratam ta dam! A teraz działam dalej. Mój cel to jeszcze 15 kg w dół. Do przyszłego roku. !!!

No dobra ale zostawmy te dietowe badziewia i przejdźmy dalej :) Udzielaliśmy się z Jarosławem towarzysko. Nawet z Janem się da, wiecie? Chodziliśmy na kosza (tzn grał Jari, ja nie cierpię tego sportu), na siatkę (oj tu już mogłam wyżyć się aktywnie). Jaś na kocyku, my na boisku. Oczywiście w pogotowiu zawsze ktoś, kto uchroni moje biedne dziecię przed piłką pędzącą w jego stronę. Poza tym spacery, jakieś piwko wieczorem (Jaś w domu z babcią :p ). No cud, miód i orzeszki. I na prawdę nie trzeba jechać nigdzie daleko by się zrelaksować :)

No ale przyszedł czas powrotu. A wraz z nim dzień, w którym wypędziliśmy z Jasiula diabełka. Oj stresowałam się trochę. Czy wszystko wyjdzie, czy pogoda, czy tort, czy obiad dobry, czy Jaś będzie marudny. Wszystko było perfekcyjnie. Pogoda idealna, słonecznie ale nie gorąco. Tort pyszny i poszedł cały. Obiad mniam, każdy zadowolony wybrał co chciał. A Jaś mimo zmęczenia w kościele i troszkę rozrabiania, był na prawdę grzeczny. I nie płakał :) A matka? Matka miała łzy w oczach gdy ksiądz polewał i mówił "Janie Mateuszu, ja Ciebie chrzczę..." Aaaaa normalnie przeżycie jak Cię nie mogę!
W restauracji Janek usnął, więc mieliśmy chwilę spokoju. A potem nosił dziadek. No bo od czego jest dziadek? :p Cudowny dzień. Cudowni ludzie nas otaczali. Będę wspominać z łzą w oku <3

A co poza tym? Jasiek wstaje już bardzo pewnie. Nawet powoli zaczyna się puszczać. Ładnie amortyzuje upadki na dupkę. Nauczył się otwierać sobie pralkę, a że mamy pralkę w szafie w korytarzu to spędza tam 70% dnia. Mały rozrabiaka, którego kocham nad życie <3

PS: wczoraj oglądaliśmy pierwszy odcinek 7 sezonu "Gry o tron". Aaaaaaaa podnieta razy miliard!

PS2: W wolnym czasie pochłonęłam "Bad Mommy". Pierwszą w całości książkę od narodzin Pana Jana. Iiiiii... polecam! Genialny thriller psychologiczny. Fajnie się czyta i wciąga jak cholera :D

A teraz czas na fotki :D

20170704_161648.jpg
O tak mnie tata uczy chodzić ^.^

20170704_172506.jpg
Dziadek kupił, tata zamontował :)

20170706_185606.jpg
Rodzice relaks przy grillu (poza mamą która latała i fotki pstrykała :p) a my z Samborem pełen chill na kocyku

20170707_160703.jpg
Ło Matko Bosko, mamo gdzie mnie wysłałaś?! (Park Miniatur - Krajno)

20170709_184634.jpg
No sieeemaaaaa :D

20170715_075910.jpg
Takie poranki kocham najbardziej <3

20170716_080144.jpg
Chodź Natalka, ja Cię pobujam.

DSC07954.jpg
Tak, ten moment i łzy w oczach <3

DSC07961.jpg
<3 <3 <3

DSC07968.jpg
Ajajaj mój mały kawaler :)

DSC07975.jpg
Zobacz mamo jaki jestem grzeczny!

DSC07978.jpg
Rodzice + rodzice chrzestni.

DSC07986.jpg
Zdjęcie z serii grupowe. Chrzestną wezwały obowiązki zmiany pieluchy u córy :p

DSC08004.jpg
Kawalerrrro!

DSC08011.jpg
Tort ujęcie 1

DSC08013.jpg
Tort ujęcie 2

Dziękuję wszystkim za uwagę! Wstał Pan Jan, pędzę gotować parówkę :D

EDIT: a no i zapomniałam dodać, że od kiedy Jasiek zrobił się bardzo mobilny i wstaje, ilość wypowiadanego przeze mnie "Janek! Nie wolno!" zwiększyło się do pierdyliarda razy na dzień :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca, 10:00

0 komentarzy (pokaż)
18 lipca, 11:28

Post pt "żalę się"

Były ochy i achy w poprzednim poście. Teraz muszę ponarzekać. A mianowicie tak mnie naszło przed chwilą jak klepałam pulpeciki dla Jasia na obiad...
26 sierpnia chcemy zrobić Jasiowy Roczek. Wypada idealnie bo to sobota. No i zaczynają się schody.
1. Chrzestna Jasiowa (siostra Jarka) mieszka na codzień w Szwecji. Niestety do tego czasu nie będzie już jej w Polsce - rozumiem.
2. Chrzestny Jasia (przyjaciel Jarka od małego) okazało się że oni (z narzeczoną a wtedy już żoną) chyba mają bilety na Męskie Granie ale muszą sprawdzić - no też jestem w stanie zrozumieć, bo nie mówiliśmy im wcześniej a nie muszą się domyślać że będziemy robić jakąś imprezę.
3. Teściowie (No jakby nie było Jasia dziadkowie) mają tego dnia wesele... uwaga! jakiejś znajomej córki! I tu zabolało najbardziej. No oczywiście będą, posiedzą Ale na ślub i wesele też idą (a w zasadzie nawet to nie jest wesele tylko przyjęcie po ślubie cywilnym). A przecież po drodze makijaż i fryzjer. No to ile oni posiedzą?
No przykro mi się zrobiło. Czy ja na prawdę przesadzam? No ok Janek skończy rok i za cholerę nie będzie pamiętał że prawie wszyscy to olali... Ale ja tak bardzo chciałam żeby ten dzień był idealny... Grill, tort, czapka papierowa na główce Jasia, jakieś girlandy i balony z 1. 1 na torcie... A przede wszystkim otaczający bo, kochający go ludzie... pfff zagryzam wargi bo łzy cisną mi się do oczu... tak jest mi przykro :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca, 11:20

3 komentarze (pokaż)
27 lipca, 12:08

Nie mam pomysłu na tytuł :p

Kurcze trochę czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Co się zmieniło od tego czasu? Trochę :) Jasiek już bardzo dobrze radzi sobie z gryzieniem z czego jestem bardzo zadowolona. Dziś na drugie śniadanie wsunął całą kanapkę z szyneczką :D A wcinał aż się uszy trzęsły.
Poza tym juz na prawdę dobrze radzi sobie z zostawaniem beze mnie. Już nie ma płaczu, ani marudzenia. Dogadał się z nianią :) Poza tym w weekend prawie cały został z moimi rodzicami. Miałam trochę stresa, bo to był pierwszy raz kiedy zostawiałam go na noc. Ale wszystko było super. Poza tym że trochę nie dał pospać dziadkom w nocy, ale obstawiam zęby. Rano podobno obudził się z uśmiechem na buzi i nawet nie zauważył, że nie ma mamy :p Cieszę się, bo już na prawdę zaczynałam łapać doła z tego powodu. Tym bardziej, że zbliża nam się wieczór panieński/kawalerski a potem wesele.
Poza tym chyba nic ciekawego się nie dzieje.
Choć wczoraj myślałam że pizgnę moim laptopem z 3 piętra. Się nie bał i się zje*bał... Musiałam walnąć formata bo nie szło inaczej. I straciłam cały przygotowany materiał na filmik na roczek Jasia. Znowu będę wybierać spośród pierdyliarda zdjęć i filmików :p Well... moja wina bo nie zgrałam sobie tego nigdzie. Ale i tak byłam wściekła.
Aaaaa wczoraj mądra mamuśka wskoczyła na solarium. Na 8 minut. No bo przecież opalona jestem to mi nie zaszkodzi. Tylko nie wzięłam na poprawkę tego, że np na brzuchu to ja opalona jestem jak córka młynarza. I teraz cierpię :/ Mam nauczkę na przyszłość. Zebrałam ochrzan od małżonka i ze spuszczoną głową przyznałam mu rację (a Bóg mi świadkiem, nie robię tego często :p)

No dobra... chyba tyle. Tak o wszystkim i o niczym. Na koniec standardowo kilka fotek Pana Jana <3

20170727_111936.jpg

O Jezusie Chrystusie no przecież! Janek wczoraj skończył 11 miesięcy. A ja zapomniałam o tym napisać dopiero jak w zdjęcia weszłam to mi się przypomniało xD

20170726_071101.jpg

20170725_152608.jpg

20170724_154508.jpg
I nas koniec brzydka matka z cudnym Jasiem:D
Taaaaaak zmieniłam kolor włosów!

20170720_162537.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca, 12:06

1 komentarz (pokaż)
2 sierpnia, 11:10

W poszukiwaniu zagubionej radości...

Ten post będzie naładowany negatywną energią. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie humoru, to nie czytaj. Jeśli jednak zdecydujesz się go przeczytać, na wstępie proszę - nie osądzaj mnie.

Sama nie wiem od czego zacząć. Tyle myśli krąży teraz w mojej głowie. Może zacznę od tego, że od dłuższego już czasu mam przyklejony do twarzy sztuczny uśmiech pt "wszystko jest w jak najlepszym porządku". Na zewnątrz udaję, że jest fajnie, wesoło, życie toczy się szczęśliwym torem i nic więcej nie potrzebuję. To nie prawda. Już jakiś czas toczę wewnętrzną walkę, o której wiem tylko ja. Nie wie nawet mój mąż, rodzice, najbliższa przyjaciółka. Nikt. To co czasem dzieje się w mojej głowie przeraża mnie. Muszę przyznać się sama przed sobą, że czasem nie radzę sobie ze sobą. Wstaję rano z łóżka (w nocy też jak trzeba) i robię te wszystkie rzeczy dnia codziennego. Jem śniadanie, karmię Jaśka, idę do sklepu, bawię się z synem, uśmiecham. Sprzątam, gotuję obiad, robię kolację. Witam męża po pracy z uśmiechem. Rozmawiamy, razem kąpiemy Jaśka i kładziemy spać. A potem ja kładę się do łóżka i myślę. Już sama nawet nie wiem o czym. O tym jakie to życie jest chujowe? Jak nie potrafię znaleźć w nim tej zagubionej gdzieś dawno radości? Jak mi kurwa czasem źle?
Ktoś może sobie pomyśleć "dziewczyno, ogarnij się!" I ma w 100% rację. Mam kochającego męża, dom, rodzinę. Zdrowe dziecko, pracę którą uwielbiam. Jestem zdrowa, nie borykam się z żadnymi poważnymi problemami. A jednak czuję, że nie ma już tej dawnej, szczerze uśmiechniętej Magdy. Gdzieś zgubiłam ją po drodze i bardzo chciałabym ją odnaleźć. Bo tej, która jest teraz szczerze nienawidzę. Wszystko mnie irytuje. Nie potrafię się szczerze czymś cieszyć. A nawet jeśli, to przez bardzo krótką, ulotną chwilę. Staram się, na prawdę. Myślę o tym, jak ludzie mają gorzej. Że na prawdę nie powinnam narzekać, bo nie mam na co. Ale czasem czuję się, że lepszy byłby świat beze mnie...
Skąd dziś ten post? Po wczorajszych wydarzeniach. Po tym jak posprzeczałam się ze znajomą. Kłótnią bym tego nie nazwała. Raczej sprzeczką właśnie. Głupia sprawa i bardzo błaha. Umówiliśmy się ze znajomymi, że wpadną do nas po pracy. Zapytałam o której będą, znajoma napisała że szacunkowo koło 18, ale że jeszcze dadzą znać. 17.45 napisała że raczej będą bliżej 19 bo obiad im się długo robi. Jak o 18.45 zapytałam czy już wyjechali (mają spokojnie ok pół godziny drogi do nas) to napisała, że jeszcze nie i czy w takim przypadku mają nie przyjeżdżać. Kurde nie chce mi się całej sytuacji opisywać. Generalnie może zbyt emocjonalnie podeszłam do faktu, że się spóźniają, że byliśmy umówieni a tak na prawdę oni mieli kiedyś do nas pretensje że odkąd jest Janek to za rzadko się widujemy. Może też dlatego, że odkąd jest dziecko, lubię mieć wszystko poukładane, bo inaczej stoczyłabym się już na samo dno i z niego nigdy nie wylazła. Może dlatego, że skończyła się spontaniczność, spotkania po 21 i imprezy do rana. Bo tak na prawdę nigdy nie wiem, czy prześpię noc, czy wstanę o 5, czy będę mieć pobudki co 2h. Że chciałabym się położyć o sensownej porze, bo chciałabym złapać trochę snu.
Po prostu od słowa do słowa wyszła gęsta sytuacja. Ostatecznie przyjechali a ja miałam wrażenie jakbym siedziała z zupełnie obcymi ludźmi. Jakby ta przyjaźń wieloletnia, nasze wielokrotne wspólne wyjazdy, wspólne alkoholowe "zgony", imprezy do rana, wsparcie i razem wylane łzy w problemach, pomoc i radość nigdy nie miały miejsca. Jakby to był tylko sen, który minął, skończył się i prysł jak bańka mydlana. I to chyba przelało czarę goryczy. Jest mi źle. Tak bardzo kurwa źle. Za oknem lato, temperatura nie zachęca do spacerów ale przynajmniej nie leje i świeci słonko. Mam wszystko... A jednak mam wrażenie, że to nie moje. Że ktoś mi to w końcu zabierze a ja zostanę sama. Przez moje zachowanie i obecne podejście do świata. Że to moje życie przemyka gdzieś obok mnie. Że zaraz się skończy.
Mam syna, którego kocham nad życie i to chyba to daje mi kopa żeby codziennie wstać z łóżka. Ale boję się że on to wszystko czuje. A ja bym chciała żeby miał szczęśliwe dzieciństwo i uśmiechniętą mamę. Tak bardzo bym chciała... :(

PS: nie wiem czy nie skasuję tego postu. Potrzebowałam się gdzieś wygadać bo inaczej czuję, że bym wybuchła...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia, 11:09

5 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK