BellyBestFriend

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: ...................................

Autor: michaela
20 grudnia 2016, 12:16

Udało mi się wczoraj odebrać Różę z przedszkola, Kalina na tyle łaskawa że pozwoliła nam jeszcze wspólnie upiec babeczki. (trwa to całe 25 minut)
Tu przepis (http://www.doradcasmaku.pl/przepis/362305/muffinki-z-miodem-i-bananami.html)- prościutkie, skład ciut modyfikujemy - czasem ciemna mąka, czasem trochę amarantusa, czasem dodamy żurawiny, albo świeżych owoców... niekoniecznie proszek i soda, zwykle dodaję mniej miodu, czasem sobie o nim zapomnę, ale Róża je uwielbia Zjadła tego tyle ile chciała... upaprała mąką pół kuchni. Na koniec dostałam soczystego buziaka... obu nam chwilowo zrobiło się lepiej na duszy.

1 komentarz (pokaż)
29 grudnia 2016, 19:53

trzeci tydzień życia
Zakochałam się w córci po czubki uszu. I tylko świadomość umykającego czasu przynosi chwile niepokoju, Bo zdecydowanie częściej niż stwierdzenie przeżywamy to ostatni raz!" pojawia się wewnętrznie pytanie z odrobiną żalu" to ostatni raz?"

Małe podsumowanie:
Chowam już pierwsze ubranka w rozmiarze 50, 56 już ubieramy pierwsze w rozmiarze 62! Mały łakomczuch rośnie!
Chusta ratuje moje plecy, relacje ze starszakiem i jest najlepszym lekiem na brzuszkowe kłopoty.
Maleńka leżąc na brzuszku przekręca głowę z boku na bok i zdarza się że chwilę przytrzymuje w górze.
Kikut pępowinowy odpaść nie chce.
Pierwsze spacery za nami.
Zużycie pieluch powoli spada (początkowo 1 paczka - 26 szt - na 1,5 dnia... ufff...
Strategicznie, na ten etap, chwilowo, wszystko poukładaliśmy.

[img][/img]

A starszak? No właśnie, z nią jest największa gimnastyka i zagadka. Dalej przerabiamy nową sytuację. Wydaje mi się że małymi krokami podążamy dobrym kierunku Wymaga to od nas wiele. Udało się na szczęście wprowadzić kilka wspólnych rytuałów - poranne rozwiązywanie zagadek i kolorowanie,rysowanie. wpadliśmy chyba też na to jak się zorganizować żebym mogła ją znowu usypiać wieczorami. W tej ciągłej układance przeszkadzają niestety kolejne zarazy przynoszone z przedszkola - w tym tygodniu zapalenie spojówek, bakteryjne? uhh i tlumaczenie zeby mlodszemu nie wkladala palcow do oczu, nie przytulala sie buzia do buzi....Biedula co chwilę biegała do lusra sprawdzać czy ma jeszcze chore, ropejące oczka czy już może zdrowe?

chyba rzeczywiście nałożyły jej się zmagania z nową codziennością z kolejnym etapem - kryzysem/buntem czy jak kolwiek to nazywać - powinien pojawić sie w wieku ok 3,5 lat, ale ten upór itd idealnie wpisują się w charakterystykę tego okresu. Jasna cholera... Łatwo nie jest, przydał by się jakiś suplement diety podnoszący cierpliwość ... tej mi czasem brak i tak mi z tym źle... to są momenty porażek.. może gdybym byla bardziej wypoczęta i wyspana udawałoby się to lepiej... mimo wszystko krok po kroku jest lepiej i to co najważniejsze miłość do siostry póki co w rozkwicie:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia, 15:47

5 komentarzy (pokaż)
3 stycznia, 14:14

- Wiesz biedna Kalinka, ma katar.
Patrze na Róże:
– Ty też biedna jesteś.
– Nie mamo. Biedny był Blaszany Drwal, Strach na wróble, Lew. Dorotka nie była biedna. *

*Róża utożsamia się z Dorotką z Czarnoksiężnika z Krainiy Oz.

– Dokąd idziesz Różyczko?
– Idę tam, żeby Kaliny nie zarazić, przyjdź do mnie za chwilę. Tato uwaga! Będę kichać!



3 komentarze (pokaż)
7 stycznia, 21:03

4 tydzień życia
Mała zaczyna gaworzyć
Piękna pogoda i pierwsze tak długie spacery są dla mnie dosłownie jak łyk świeżego powietrza. Od porodu tak mało wycodzę gdziekolwiek że taka mala runda po naszym skromnym rynku to wielka radość.
Niestety - dopadła nas fala małych nieszczęść zdrowotnych:
- Roża - przeziębienie - katar i kaszel
- Kalina - Katar - i tu padł na mnie blady strach, żeby nie zszedł jej niżej na płuca albo do uszu. Do kompletu - odparzenie pupy - niby niewielkie ale kłopot z zagojeniem - głównie przez ciągłą produkcję niewielkich ilości nie nazywając rzeczy po imieniu - czynnika podrażniającego - co chwilę. Zdażyło się kilka razy że przez godzinę(!) usiłowałam jej zmienić pieluchę i nic - bo ciągle coś miała do dodania. I tak na zmianę - myję, wietrze smaruje jej pupę i odciągam katar. . Noce kiepskie w związku z tym. Bo nie chce odpuścić i co godzinę wstaje żeby sprawdzić pieluchę i katar. Z pupą lepiej z katarem sama nie wiem chyba lepiej, albo przynajmniej nie gorzej, ale niestety jedno oko zaczęło ropieć masywnie. W poniedziałek idę do lekarza oby wymyślił coś skutecznego.
[img][/img]
Ja - mnie już prawie nie ma. W tej ciągłej walce z chaosem i żywiołem stałam się rękami do przytulania, mycia przewijania, pirsią do karmienia. Biorę to jak jest i wyciągam to co w tej sytuacji dobre.i cóż jestem szczęśliwa... jeszcze niech zdrowie wróci.
Największym żyiołem jeest Róża- jej imieniem można by nazwać tornado lub huragan, kiedy są z tatą poza domem albo gdy jest w przedszkolu - radzę sobie, kiedy jest w domu bywam wykończona jej emocjonalnością ekspresją, ciąglą aktywnością i wynajdowaniem nam coraz to nowych zajęć.jakby mnie ktoś do pralki włożył i włączył wirowanie Ale... jak widzę ja przytulającą siostrę rozpływam się w szczęściu.

[img][/img]


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego, 20:50

3 komentarze (pokaż)
11 stycznia, 05:30

8.01 Pierwszy uśmiech - moim zdaniem już nie odruch choć jeszcze nie w pełni promienny uśmiech na widok mamy, Ale był...mrr W dniu gdy Kalina skończyła swój pierwszy miesiąc życia. Czy teraz każdy kolejny będzie tak gnał i gonił następny?

Po tym miesiącu mam wrażenie, że ciągle jesteśmy jeszcze połączone. Ilość czasu i zabiegów wokół małej spaja nas tak jak wcześniej pępowina. Odganiam pomysły że mogłoby być inaczej skoro nie jest i niestety fokus na biologii a właściwie na fizjologii jest tak duży. Do tego swoje 3 grosze dokłada choroba jej i starszaka więc jak nie jestem zajęta jedną to biegnę do drugiej z inhalacjami, lekami, żeby katar odciągnąć. Walczę z chaosem przedmiotów, z ukladaniem rytuałów które przez powtarzalnosć odciążą dzień i części czynnoci przestanie się zauważać, to żeby w tym wszystkim nie chodzić w ciuchach wysmarowanych katarem, ulanym mlekiem tylko wyglądać jak człowiek- pralka chodzi na okrągło a głównym obsługującym pralkę jest A. I jego pomoc i wsparcie są nieocenione. Bez mrugniecia okiem zajmuje się wszystkim o co poproszę albo o co poprosić nawet nie zdążę. Widzi i czuje o co chodzi.
Wzięłam sobie radę o odpuszczeniu/wyluzowaniu do serca i staram się to robić. hmm... może w końcu sie tego nauczę.

Ale wzelkie upierdliwości są bez znaczenia. Mam zdrowe, silne dziei (katar to bzdurra, gruntt że niczego poważniejszego nie ma) :D
Propozycja wyjazdu natomiast w tym momencie wydaje się udręką. Ale to już zupełnie inna historia.

Zakochałam się w chustach. Mam tkaną kółkową - ona jest szybka w zakładaniu ale też długo w niej dziecka nie ponoszę - asymetryczna obciąża plecy nierównomiernie, więc teraz szukam taniej używanej tkanej chusty... Mam nadzieję że szybko znajdę jakieś cudo.:) Wielorazówki wymuszone przez odparzenia pupy okazały się fajnym rozwiązaniem na teraz - mniej boli serce kiedy wyjmuje wkłady do prania z otulacza niż kiedy musze wyrzucić jednorazówki z niewielkimi zabrudzeniami - teraz wszystko schodzi w ilościach hurtowych.

Róża tu tfu odpukać emocjonalnie lepiej! Bywają jeszcze trudne momenty w ciągu dnia , ale coś jej odpuściło. Więc będzie chyba tylko lepiej?

O swoich pasjach marzę... ale powolutku. Lada moment minie 6 tygodni pologu i może zacznę od gimnastyki dla mam i dzieci (jeśli tylko wreszcie ten mróz puści)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 09:18

1 komentarz (pokaż)
11 stycznia, 22:50

Młoda chora matwię się, zielona śluzowa kupa flegma w nosie kaszel

kurcze, w niedziele oglądał ja pediatra dzisiaj drugi jutro dzwonię i umowie kontrole i oby szpital nas ominął. silna jest, ale ma przecież dopiero miesiąc.. no i niech wreszcie te mrozy puszczą bo jestem więzniem we własnym domu.

Chustę zamówiam używaną wykochaną littlefrog. Ale dzięki

7 komentarzy (pokaż)
13 stycznia, 08:26

Pierwsze wyrazne oznaki radości! żywe machanie rączkami i nóżkami i gaworzenie na widok taty... :)
taki przytomny wzrok ma zagaduje cudowna. A Róża to taka mamusia. Wszystkiego co trzeba robić wokół małej się chce nauczyć i robić. U lekarza uspokajała małą: Nie bój się Pani doktor cię zbada.. Aaaa aaaa kotki śpią... Kurz opaadł, wszystkie burze minęły... a zostały tylko choroby do opanowania i tu się martwię co dalej. Dzisiaj kontrola.

2 komentarze (pokaż)
14 stycznia, 16:19

Szpital - zapalenie płuc :/

5 komentarzy (pokaż)
16 stycznia, 00:18

Zapalenie postępuje więc antybiotyk boję się ze złapie tu coś gorszego na dokładkę. padam na nos. Personel różny. Szpital z chaosie.'
4950 G 59cm rozmiar 62 czasem jest ciasny


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia, 06:22

7 komentarzy (pokaż)
21 stycznia, 07:13

5 tydzien zycia zakończył się kontrolą i decyzją o leczeniu szpitalnym.
6 tygodnia życia wolałabym nie pamiętać. Poczucie chaosu braku pewności i zdrowe poczucie bezpieczeństwa po weekendzie ustąpił. Niestety wśród wielu cudownych pielęgniarek z powołania znalazło się też kilka fatalnych i to one niestety sprawiają że atmosfera jest nie do zniesienia.Ale na to wszystko na fochy trzęsienie drzwiami i kasliwe komentarze machnelabym ręka na rzeczy istorne trudno tak z dystansem patrzec. Ale zanim cokolwiek nastąpiło już czulo się niechęć do rodzica i traktowanie nas jak osoby niespełna rozumu nieracjonalne itd . Najgorsze jest jednak to że malutka ma specyficzne żyły bardzo trudno pobrać krew już nie mówię o założeniu wenflonu wczoraj przy wymianie kłucie trwało 1,5h próbowały 3 osoby az w końcu udało się to czwartej: anestezjologowi. Brak informacji, a jakiekolwiek pytania w rodzaju co będzie ta osoba robiła budzę wrogość lub w najlepszym wypadku uznane są za histerię. Generalnie nie informuje się o niczym. I w tych warunkach maleńka przeszła swój pierwszy skok rozwojowy. Otworzyła szerzej oczy na świat i pokazała swój pierwszy promienny uśmiech. Jasno dała znać kogo i czego się boi tak mocno lapiac mnie za szyję. Pokazała też ze będzie niebieskooka. Jest cudowna dzielna.WPokocgalam ja jeszcze mocniej. Byle szybko wrócić do domu.

A. Miał równie ciężki tydzień. Biegał praca-dom-szpital. Bawiłsie z Róża i przygotowywał się do obrony.No i obronił się nareszcie

2 komentarze (pokaż)
26 stycznia, 12:31

Jesteśmy w domu. Szpital to trauma.(dla mnie i dla niej)Dla kobiety w połogu atrakcje typu spanie na krześle i łazienka dwa pietra niżej pokrzykujace pielęgniarki i brak posiłków był powiedzmy sobie szczerze conajmniej ciekawym przeżyciem. Kalina natomiast postanowiła być dzieckiem nietypowym. Pobór krwi prawie niemożliwy - po naklłciu udawało się zebrać jedynie kilka kropel, założenie wenflinu było równie trudne. Na koniec anestezjolog rozłożył ręce - nie ma już żył w które w tym momencie możnaby się wkłuć i skończyło się bolesnymi zastrzykami. Mimo wszystko wydaje mi się to lepszą decyzją niż inne opcje. No i drugą sprawa - pępek -idziemy na rekord. Wciąż jest. Dostaliśmy skierowanie do chirurga ale myślę, że lada moment odpadnie - 7 tydzień jest już nami. Mała też ulewa na potęgę i strzela co 10 minut kleksy odparzające pupę.Gdyby nie najbardziej radosna i optymistyczna para wspołlokatorów chyba, bym nie przetrwała tych 11 dni w tym cudownym miejscu. Jestem zmęczona i pełna złych emocji. Wiosno przyjdź!
Przynajmnuej wagę mam sprzed ciąży.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia, 15:45

5 komentarzy (pokaż)
27 stycznia, 15:49

Róża 3 lata i prawie 2 miesiące
16343936_10211423289725661_602933623_n.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia, 16:05

5 komentarzy (pokaż)
2 lutego, 18:25

drugi miesiąc życia / 8 tydzień
rozmiar ubrań 68
Jestem w szoku jak szybko w niego wskoczyła (róża te same ubrania nosiła wiosną. Rośnie jak na drożdżach!
Pępek - kikut wreszcie odpadł, w zeszły piątek! Zadzwoniłam do położnej z pytaniem co mam robić bo nie chcę dzieck po przejściach szpitalnych ciągać po poradniach chirurgicznych. Jak widać to wystarczyło, żeby następnego dnia sam z siebie wreszcie się ruszył, a po 2 dniach odpadł.
Olałam też zalecenia podawania maści przeciwgrzybicznej na odparzoną w szpitalu antybiotykoterapią pupę. Przeczytałam na pudełku że trzeba jeszcze przez miesiąc po skończonej terapi smarować skóre i nawet nie otworzyłam tego pudełka. 2 dni wietrzenia pupy bez pieluchy, kąpiel w krochmalu i na koniec kilka aplikacji maści z oddziału noworodkowego z balsamem peruwiańskim i po 3 dniach pupa jak nowa.

Widać że trawienie bywa dla niej męczące, zwłaszcza przez ciągłe ulewanie. Robię co mogę, ale wprowadzony w szpitalu zagęstnik wywaliłam do kosza - ulewać ulewała mniej, ale męczyła się z tym jeszcze bardziej. :( Tak źle i tak niedobrze :(
Edit: zagestnik jednak wraca.Zobaczymy co przyniesie drugą próba. Oby ulgę

Mam wrażenie że przechodzimy kolejny skok - no własnie przy Róży wątpliwości nie miałam, przy kalinie hmm.. orientuje się po nowych umiejętnościach - że już minął. Może mega absorbująca siostra powoduje że już skoków nie zauważam aż tak bardzo? Kalina jest jakaś bardziej "uregulowana" .. Hmm.. czy już zawsze będę jedną odczytywać w kontekście drugiej? Może jeśli nie ma w tym oceny a jedynie punkt odniesienia, obserwacja to nie jest nic złego?
Pojawił się trądzik niemowlęcy - też nie zdążyłam się przejąć i wgłębić w temat - zniknął.

Ja jestem zapuszczona i zmęczona w upapranych (ulewaniem albo własnym mlekiem które przy łapczywym jedzeniu trafia wszędzie nie tylko do buzi małej), nieciekawych ciuchach. Szara twarz. Niewyspana, starsza, zmęczona. Walczę układając wszystko dookoła. I przeklinam to że rodzę dzieci zimowe. Wiosną wszystko byłoby prostrze i mniej siermiężne. Ale o dziwo mimo wszystko jestem szczęśliwa. Jeden uśmiech Kaliny i aż czasem łzy napływają mi do oczu i pełna obaw czy jej nie stracę… śmeszne to i straszne, (ale i tak to drugie macierzyństwo jest takie mniej spięte)

Umówiłam się w przyszłym tygodniu do fryzjera. Zapowiedziałam też A, że od przyszłego czwartku zaczynam chodzić na godzinę ćwiczeń tygodniowo - chciałabym wrócić nie tyle do wagi sprzed ciąży ale do kształtów już nie z połogu. Ten już oficjalnie się skończył. Jeszcze kilka ciuchów by pomogło poprawić nadszarpnięty wizerunek...

Z Rożą wszystko się ustabilizowało. Skończyły sie huśtawki nastrojów emocje itd. :) Jest dobrze a relacje z siostrą wzorowe. Przez choroby i szpital przez kolejny miesiąc nie pójdzie do przedszkola, Już biedna mówi że tęskni do dzieci :( wynajdujemy jej inne rozrywki- spacery z sankami w polach, wypady do gospodarstw agroturystcznych, koni, psów, zoo - o tej porze roku zupełnie niepopularna rozrywka, dzisiaj się zlamałam i wysłałam ją na angielski, oby niczego stamtąd nie przywlokła, bo osiwieję do reszty ze strachu o Kalinę. Jeśli musiałybyśmy znowu trafić do szpitala to byłoby po prostu straszne...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego, 23:48

2 komentarze (pokaż)
6 lutego, 20:54

Kryzys. Ta zima musi minąć bo nie dźwignę tego za długo.

4 komentarze (pokaż)
9 lutego, 01:56

Nie wiem czy to prawda ale jesli to bajka, to piękna. Ale czy nie jest tak, że czsem" bajki są ardzo prawdziwe a prawdy bardzo bajeczne" (to cytat też z bajki o czarnoksiężniku Ozie)
"Pieśń dziecka

W Afryce żyje plemię, w którym za datę narodzin dziecka uznaje się dzień, w którym jego matka postanowiła mieć dziecko. Kiedy kobieta podejmuje taką decyzję, to siada pod drzewem, w odosobnieniu i wsłuchuje się w ciszę tak długo, aż usłyszy pieśń dziecka, które prosi się na świat. Następnie idzie do mężczyzny, który będzie ojcem dziecka i uczy go tej pieśni. Potem kobieta i mężczyzna kochają się, śpiewając podczas aktu tę pieśń, przywołując dziecko i prosząc je, by się poczęło.

Gdy kobieta zachodzi w ciążę – uczy tej pieśni inne kobiety z plemienia, które są akuszerkami oraz kobiety starsze. W rezultacie, gdy dziecko się rodzi, starsze kobiety śpiewają ową pieśń, witając jego przyjście na świat. Przez czas, gdy dziecko rośnie, inni współplemieńcy także uczą się pieśni dziecka.

Gdy dziecko upadnie, uderzy się lub skaleczy – znajdująca się najbliżej dziecka osoba dorosła podnosi je i śpiewa mu jego pieśń. Jeśli dziecko zrobi coś dobrego, godnego pochwały – współplemieńcy w dowód szacunku też śpiewają mu jego pieśń.

Gdy dziecko osiągnie dojrzałość i już jako dorosły członek plemienia, zrobi coś złego, naruszając normy współżycia społecznego, wówczas zostaje otoczone przez innych członków plemienia i całe plemię śpiewa mu jego piosenkę. Ludzie z plemienia uważają, że zachowania antyspołeczne można zmienić poprzez miłość i szacunek, a nie poprzez kary i odrzucenie. Wierzą, że gdy człowiek słyszy swoją pieśń, to traci ochotę czynienia przykrości innym.

Trwa to przez całe życie człowieka. A kiedy nadchodzi jego godzina śmierci, zbiera się ponownie całe plemię i śpiewa jego pieśń po raz ostatni…"


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego, 14:54

3 komentarze (pokaż)
13 lutego, 14:08

9 tydzień życa
Tydzień pod znakiem odwiedzin i wyjść. Zimno … - 10 nocą, ale u nas i tak zaświeciło słońce. Bo tych wyjść i "przyjść" potrzeba mi było jak tlenu.
Pokarm odciągnięty i zostawiony w lodówce, tata pełen dobrych chęci i na tyle zaprawiony w opiece nad dziećmi że spokojnie zostaje a ja - po raz pierwszy wychodzę z domu na tak długo - fryzjer zaliczony. I od tego momentu jakby największe mrozy puściły.
Pojechałam z nią też sama na badanie bioderek do sąsiedniego miasta. Ha! Dałyśmy sobie radę!:)

Kalinka zrobiła się bardzo kontaktowa, zaczepia zwłaszcza siostrę, wysyła szerokie uśmiechy i jakby świata poza nią nie widziała. Roża - pierwsze kroki po wstaniu kieruje do Kaliny, żeby przytulić, przykryć poinstruować nas, że mamy zmienić siostrze pieluchę i ją nakarmić… Super jej obecność wpływa na Kalinę i jej skoki rozwojowe;) Mogę w takich momentach patrzeć na nie godzinami.

Kalina zaczęła się unosić na rączkach do góry - w tych krótkich momentach kiedy nie musze jej ja nosić na swoich ;) Ostatnio jest przyklejona do mnie całymi dniami, ale może tak jest lepiej przy tym jej ciągłym ulewaniu?



Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego, 14:14

1 komentarz (pokaż)
14 lutego, 23:57

16735960_10211568788443038_1861862824_n.jpg
ewidentny skok u nas i padam na nos :) ale… uświadomiłam sobie dzisiaj że mimo tego ustabilizowania i spowolnienia tempa mamy życie kolorowe i ciekawe


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego, 23:55

1 komentarz (pokaż)
16 lutego, 13:02

10 tydzień

Fajna więź powstaje między dziewczynami. Róża mówi dokladnie czego potrzebuje od nas, to bardzo ulatwia bycie rodzicem 2. Najbardziej lubie poranki kidy Róża wpada do naszego łóżka i przytula Kalinę, opowiada co jej się śniło, pyta jak spałyśmy.
16805094_10211606294900676_493366325_o.jpg

Kalina przechodzi skok - Chodzi spać o północy, płytko śpi i wisi na mnie całymi dniami. Nic dziwnego że waży 5800, nic dziwnego , że w moim życiu brakuje równowagi.

Robię co mogę aby w ramach tego ograniczonego manewru jaki mam aby widzieć pozytywy. Próbuję odgonić o siebie myśli o uciekającym czasie, pracy a właściwie braku ambitniejszych celów, projektów, rozwoju. Docenić to co mam, i coraz więcej jest momentów które to uławiają... Gdyby ktoś jeszcze mógł zajrzeć w przyszlosc i powiedzieć
- Tak, to za czym tęsknisz jeszcze przed Tobą, czekaj cierpliwie i ciesz się dziećmi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego, 13:51

5 komentarzy (pokaż)
19 lutego, 17:41

szybko uciekają chwile, wiec krótka notatka, ku pamięci -

Róży mata była obojętna, za to lubiła bawić się piłką, Kalina piłkę póki co olewa, ale za to mata to super sprawa i wszelkie sensoryczne zabawki, które Róży nawet nie obchodziły wreszcie się przydają i są źródłem wielkiej radości. Wreszcie i ja łapię o co w nich chodzi:)

Lubie się obok niej budzić. Rano jak szczeniaczka rozpiera ją radość, bo... żyje:) Leży i się zaśmiewa:)

Róża ma teraz czas fantazji - musimy od rana wcielać się w różne postaci - królewny, księzniczki,Baltazara gąbkę, albo groszki które żyją w jej brzuszku i cieszą się z jedzenia które im wrzuca. Zwłaszcza jeden z nich jest ulubionym bohaterem - grubasek, który chciałby zjeść absolutnie wszystko od sznurówek po schabowego... Czasem czuje się jakbym miała rozdwojenie jaźni:P

Wiadomo że wszystko jest w głowie. W mojej jest teraz jakaś blokada.Ale jeszcze tylko chwila, przyjdzie wiosna pozuję się pewniej co do zdrowia dziewczyn, m¨łoda będzie już ciut podrośnięta przełamię to i poczucie osamotnienia :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego, 11:18

0 komentarzy (pokaż)
20 lutego, 23:11

Jakoś nie mogę zebrać myśli. Odfajkowuję kolejne sprawy, i czuję jak topnieją we mnie zasoby. A jednocześnie w tym stanie jałowienia są momenty najwspanialsze.

Uwielbiam Kalinę, jest słodkim i bezproblemowym bobasem. Wszystko u niej jest jasne (a może to po prostu kolejne macierzyństwo?) Wreszcie rozumiem o czym mówią mamy, kiedy opisują rytm: sen jedzenie zabawa itd.. ona jasno daje znać kiedy czego jej potrzeba, jest przewidywalna i jakaś jakby łagodniejsza. U Róży od początku wszystko bylo bardziej..hm no właśnie jakie? Żywiołowe, intensywne wydawało się bardziej zmienne i przypadkowe? Tak, to chyba dobre określenia.

Róża - ma mega mocny charakter. Wszystkim rozdziela role, wyznacza zadania, wpłynąć na nią nie jest łatwo, ale można ją próbować przekonać. Jak? - tłumacząc. Rany ile my się jej na tłumaczymy. Przypomina to czasem zapasy. Jest sprytna, wygadana, słodka, intensywna (przez co czasem męcząca) kolorowa. Oj tak bardzo barwna. Sukienki balowe (udało się ją wreszcie przekonać że niedziela jest dobrym dniem na chodzenie w sukniach balowych w pozostałe chodzi się w codziennych strojach), korony, udawanie książniczek, malowanie paznokci i nieskromne oświadczanie "jestem najpiękniejszą ksiżniczką" (skąd jej się to wzieło ??) a jednocześnie cała w błocie odgrywa role potworów, wampirów, małych robaczków, rycerzy, piratów. Zjada na śniadanie Bazyliszka i pół dnia z nim rozmawia.
16776890_10211653072190079_1884012735_o.jpg

Potwornie tęskni za przedszkolem i ludzmi. Podchodzi do kazdej napotkanej osoby na spacerze. Mówi: "Dzień dobry, jestem Róża. Chodzę do przedszkola, ale nie dzisiaj. Dzisiaj idziemy na spacer." Tęskni do dzieci.

I cóz ja mogę? Puszczamy ją na angielski, na koncerty, do kuzynów i koleżanek jeśli tylko są wszyscy zdrowi, ale to i tak nie to samo co przedszkole... ale... no nie jestem w stanie zaryzykować, zwłaszcza gdy lekarz mówi że ma pełną poczekalnie pacjentów z rsv.... Czasem myślę sobie że to egoistyczne z mojej strony, bo to głównie moja trauma po szpitalu tak wszystkich nas izoluje od świata i wykańcza... a potem daje sobie po łapach za takie myślenie - w końcu dla Kaliny taki pobyt nie jest obojętny, taka choroba, leczenie, stresy - nawet jeśli tego nie pamięta. W końcu to lekarz sugeruje żeby teraz uważać, odpuścić przedszkole itd...

Dzisiaj pierwszy raz sama poszłam z dziewczynami na spacer. Niedaleko, na plac zabaw i do małej stadniny obok. Zrobiłyśmy obiad, pograłam z Róża w gry. Uwielbia "Sombrero i melonik" Mnie również się podoba.

16880950_10211653031589064_87821180_o.jpg

Pranie, sprzątanie, po powrocie A z pracy pojechałam na zakupy, troche rozmów prez messengera, szybkie zakupy na alliexpres. I nawet odrobinę pracy - ale takiej schematcznej, nie wymagającej żadnej kreatywności czy nawet większego skupienia.

Niestety tutaj jak nie odpuszczę to przepadnę. Złapałam się na tym, że wymagam od siebie żeby pracować i działać w jakichś projektach kreatywnie. No serio? W takim momencie? A i jeszcze że będę wychodzić na siłownie... Poważnie? I dlaczego właściwie w ciągu dnia nie słucham niemieckiego radia dla przypomnienia języka? Co z trąbką do której tęsknie, aż śni mi się po nocach?
A jeśli mi się to nie udaje to kwestia niezorganizowania i lenistwa... Oj głupia ty, głupia.


Pięknie jest i trudno. Bo jak tu się przyznać do takiego poczucia osamotnienia i tęsknoty. Przecież mam męża - który kocha rozumie i daje z siebie wszystko, dzieci, mama czasem przyjeżdza, odwiedzają znajomi czasem... I w ogóle mam poczucie że jeśli zacznę narzekać, jeśli przyznam się przed samą sobą do samotności, to tak jakby moja nieudolność - bo przecież wszystko jest w naszych głowach, wszystko jest kwestią świadomości, pomysłu. Ale jednak "syty głodnego nie zrozumie". Więc czas znaleźć w realnym świecie mamy, podobnie pracujące. Stop. żle piszę - które pracowały w podobny sposób, i wiedzą bez słów o co chodzi. No i machnąć ręką na to wszystko co uwiera, pozwolić sobie na ten chaos - dokładnie taki chaos jak w tej notatce. I cóż z tego że nikt tego nie zrozumie? Że to niekonsekwentne, sprzeczne.

Bo jak sobie jakimś cudem odpuszczam i po prostu jestem z dziewczynami, tak jak dzisiaj, to jest fantastycznie!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego, 23:27

4 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK