BellyBestFriend

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: ...................................

Autor: michaela
29 września 2016, 05:36

29 tc, 78 dni do porodu

+ elektrycy kończą - mega porządna ekipa nawet podłogi po sobie pomyli.
+ hydraulik znaleziony ! ( nie było łatwo - 10 z kolei)
+ ekipa wykończeniowa znaleziona
+ fizycznie czuję się dobrze ba bardzo dorbrze
+ Róża od 5 nocy sypia w swoim pokoju nie było czego się bać
+ mimo trudności męża mam kochającego jak diabli :**


Jeśli wierzyć paniom w przedszkolu Róża jest bystra, opiekuńcza- pomaga wszystkim maluchom, i paniom w opiece nad nimi, charakterna, rezolutna i cholernie żywa.

- faktycznie to małe tornado, staram się odszukać na placach zabaw równie rozbieganą istotę i przecieram oczy ze zdumienia, patrząc jak moja księżniczka jest w ciągłym biegu. Nawet w trakcie oglądania bajki musi podskoczyć przebiec się do kuchni i z powrotem. Potrafi na szczęście również się skupić itp, ale energii życiowej ma za dwoje
- jest ciężko - choruje więc do przedszkola nie chadza
- każda najmniejsza rzecz musi być "przepychana" czy cos lubi czy nie, trzeba to forsować - argumentując pół godziny, albo narzucając - czego szczerze nie znoszę, i czuje podskórnie że to bardzo niedobre, ale nie widzę już czasem innej drogi...
- jesteśmy fizycznie wykończeni
- emocjonalnie - sinusoida. Walczę o światło, optymizm o radość z ciąży, ale wizyty lekarskie kosztują mnie ogromnie dużo i sporo wysiłku kosztuje mnie powrót do równowagi
- cukier wydawało mi się że idzie ku dobremu, dzisiaj zostałam uświadomiona żeby szykować się powoli na insulinę.
- spadłam na wadze 1,5 kg (czyli + 7-8 kg tragedii więc nie ma, ale diabetolog włączyła radar na wagę
-burza antyaborcyjna/aborcyjna w polsce, calę to zamieszanie wokół ustawy, która i tak ma utknąć w parlamencie, brednie wygłaszane przez jedną i drugą stronę... bleeee.... mam dość. Niech to się wreszcie skończy.

Czasem płakać mi się chce o rygor tej diety. Jest straszny w moim przypadku (chyba że wpadam na za mało rzeczy o niskim indeksie glikemicznym itd) jabłka - nie, jogurt - nie, kawa z mlekiem do śniadania - nie, o słodkościach nie wspomnę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2016, 08:01

11 komentarzy (pokaż)
2 października 2016, 09:55

Za dwa dni kończę 29 tc! Zostały 2-2,5 miesiąca do porodu.
Dzisiaj pojawiły się skurcze łydek i od dwóch dni brzuch twardnieje - więc magnez i na pierwszy rzut nospa, a teraz zostaje przy samym magnezie i zwiększam ilość produktów które mają magnez i potas.
Staram się odpoczywać. Nastawienie lepsze, samopoczucie raz leepsze raz gorsze, al generalnie optymizm wygrywa.
Coś muszę jeszcze zrbić z nastawieniem do porodu.:)

2 komentarze (pokaż)
3 października 2016, 23:35

Czy ja napisałam, że optymizm wygrywa? Raczej wola optymizmu...
Optymizmu brak. Jest konkretny dołek, wyczerpanie, jałowość. Skąd wziąć siłę, wiarę, że urodzę, bez komplikacji o własnych siłach, że znajdę siłę i równowagę na pierwsze dni? Teraz lecę na rezerwach, ba na emocjonalnym debecie. Po 10 minutach z małą wybucham wewnętrznie i muszę się przejść, ochłonąć... czasem po prostu wybucham, generalnie najchętniej zamknęłabym się samotnie w domu na kolejne 2 miesiące.
Brakuje mi spokoju, skupienia, relaksu, pozytywnych bodźców, obrazów pięknej srtony macierzyństwa które mnie czekają... ?
Potrzebuję pomocy.

3 komentarze (pokaż)
5 października 2016, 19:58

30+0, 70 dni do porodu
Prezent od genetyki - stres i zmęczenie = uaktywnienie autoimmunologicznej choroby... póki co łagodnie i właściwie jeszcze niezauważalnie, ale wierzyłam że akurat mnie ominie. hmm... co jeszcze, co dalej? to na szczęście uruchomiło we mnie tez sportową złość... "dam radę albo padnę".


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 20:00

2 komentarze (pokaż)
7 października 2016, 12:55

30+2 zaczynamy 8 miesiąc! 69 dni do porodu ... chyba czas kończyć zbieranie wyprawki.
14610761_10210274240920159_655276317_n.jpg
14620170_10210274240880158_555509847_n.jpg
14625405_10210274240560150_1246646508_n.jpg

Szyję, nie jest to mistrzostwo świata, ale uspokaja i cieszy.

Młoda 1350 g, wszystko w normie:)
Walka z remontem trwa


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 12:55

8 komentarzy (pokaż)
10 października 2016, 14:43

30+5
dwa bieguny miłości i obawy.
Takich obaw nie miałam w pierwszej ciąży, bo wszystko co mogłoby się wydarzyć braliśmy na swoje własnę, dorosłe barki, a teraz mamy w domu małą sprytną dziewczynkę, która rozumie więcej niż przypuszczałam że 3 latek może rozumieć. Kiedy chodziłam zdruzgotana pierwszymi wynikami badań, ona podeszła pocałowała mnie, i przytuliła się "Nie martw się o nią mamusiu"... Skąd? Jak? Jak ona do tego doszła??

Roża tak ciepło mówi o Kalince. ostatnio poszła do sklepu po nowy ręcznik dla siebie i wróciła tylko z malutkim ręczniczkiem "dla Kalinki" Wczoraj zapytałam ją czy chciałą by nową sukienkę. Wymyśliła że będziemy mieć takie same - ona, Kalinka i ja... no mnie najmniej się ten pomysł podoba, ja i kolor różowy... jakoś nie bardzo się lubimy:)... A. mówi, że pewnie też będą dziewczyny szyły bo już widzi zapał w oczach Rózy. I ta jej troska, myślenie o siostrze sprawia że i ja topnieję.

Młoda coraz mocniej kopie, trudno spać:)

3 komentarze (pokaż)
12 października 2016, 00:42

31+0
Kryzys
Czuje się tylko w tedy dobrze kiedy jestem sama w domu a młoda mnie nie kopie jak szalona.

Remont - znowu krok do przodu - hydraulicy działają jutro inna ekipa zaczyna montować drzwi. Tyle dobrze.

3 komentarze (pokaż)
16 października 2016, 00:10

Walczę dzielnie i jest jakby lepiej. Cukrzycę zaczynam oswajać. Podstawa, to wyspanie i spokój.
Niewyspana mam o wiele gorsze wyniki - to samo śniadanie które nie zaszkodziło jednego dnia, wyrzuca cukry w kosmos gdy nie prześpię dobrze nocy. Przymusowe dbanie o siebie...
To co uspokoiło ostatecznie to wiadomość o normach cukrzycowych w innych krajach. W Niemczech np tp co u ns jest przekroczeniem jest jeszcze normą. Nie wiem o co to u nas chodzi - glukoza 75, normy 90-120 (w Niemczech 95-140) Nt w Polsce tez o wiele ostrzej itd itp... dlaczego tak jest? czy któraś z Was wie?

Ta ciąża daje mi w kość. Za dużo lekarzy, za dużo rzeczy do trzymania pod kontrolą. Ale ale juz tylko 60 dni! To zapiera mi dech. Kiedy to się stało? Muszę znaleźć siłę na poród... ma byc pozytywnym wydarzeniem, psia krew, choćby nie wiem co! Mam nadzieje ze ten mój gorszy nastrój i te nerwy młodej nie dotykają, że pływa sobie beztrosko w brzuchu nieświadoma burzy wokół.

Róża przeskoczyła - hip hip hura. Jest niezłym łobuzem gdy się nudzi, ale też zaskakuje mnie jej spryt. Czasem nie ma wyjścia trzeba jej coś narzucić, ale... już nie "przeciągamy liny" tak o każdą rzecz. Śpi w swoim pokoju, wstaje, i ubiera się bez walki, sama itp. Przestała być na nie.

Stałam się menadżerem domu. Łatam pożary remontowe, właściwie to ja panuje nad całością - cieszę się, bo to i satysfakcjonujące i wiem, że A. by to wykończyło, więc tym bardziej czuję że to potrzebne.
Szyję. W poprzedniej ciąży piekłam teraz siadam do maszyny. (dokumentację nadrobię) Udało mi się uszyć młodej sukienkę - bombkę, matę i duży kocyk do przedszkola. Fajnie bo każda rzecz ma coś co jest czymś nowym do rozgryzienia.

Remont na ostro, dużo dużo kucia, gruzu, huku, ale... nareszcie go robimy i nareszcie będzie pięknie(?) tak czuję...

2 komentarze (pokaż)
21 października 2016, 00:21

55 dni do porodu
szok... nie wierzę!

raz jest lepiej, raz gorzej ale w tym całym chaosie dnia codziennego w zmaganiach z cukrzycą zrobiłam pierwszy krok przygotowujący do porodu - poprosiłam homeopatkę o wsparcie - mam lek na teraz - na płaczliwy nastrój i cięzke nogi, i na przyspieszanie otweirania się szyjki, gojenie, nawał pokarmowy. Będę więc mogła wypróbować na samej sobie działanie lub jego brak. Na płaczliwy nastrój przyda się przy tej cukrzycy. Pocieszam się że ponad 20 wieków niczego o cukrzycy ciążowej nie wiedziano a dzieci przychodzi na świat i dawały sobie radę, ale mimo wszystko czasem już mnie coś trafia.

skurcze przepowiadające są.
cukier - będzie potrzebna insulina,
Mała - znęca się nad moim brzuchem, - tylko te skurcze są w stanie ją wyhamować.
Dzisiaj Róża dostała takiego kopniaka pzrez brzuch az oczy jej się zrobiły wielkie i okrągłe ze zdziwienia: Mamo... kto to był??

remont nadal w toku, ale dzieje się... kasa topnieje, ale jeszcze chwile i hydraulicy skończą i wejdzie wykończeniówka i zacznie być widać efekty. Póki co jest tak
14642988_10210345599104069_866190739_n.jpg
14699734_10210345599344075_1626520468_n.jpg

A to kocyk dla Róży.
14741203_10210367872940901_1478711166_n.jpg



Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2016, 09:11

6 komentarzy (pokaż)
21 października 2016, 05:05

Coś jest niedobrze
do donoszonej ciąży zostało 5 tygodni (teraz 32+2)
z dnia na dziń zaczęły mi si coraz bardziej sypać cukry i teraz pojawiły kokretniej ketony. Nie wiem czy to dlatego że gorzej sypiam w nocy, czy stres w związku z obroną M, (w sobotę ma prezentacje i prawie go nie ma w domu) czy wysiłek w zwiazku z tym że Róza cały tydzień jest w domu a nie w przedszkolu, bo jest przeziębiona, czy po prostu starsza o tydzień ciąża (32+2)? I co tu robić? Do diabetolog mogę podejść w pn, jechać gdzieś to sprawdzać? spokojnie przeczekać weekend?

Brak snu mnie wykańcza:(

6 komentarzy (pokaż)
22 października 2016, 23:23

Zrobiłam się duuuuża.
A, już po prezentacji, ekstra! jeszcze tylko jeden krok i uff....
ten tydzień dał nam w kość, ale teraz już będę chuchać i dmuchać na siebie.
Ciągle trudno mi uwierzyć że urodzi mi się zdrowe bystre dziecko... jeśli tak będzie chyba pierwszy raz doświadczę uczucia o którym czasem mówią inni: że to dziecko to cud! Chyba tak jak pierwszy raz w życiu zrozumiałam tekst "ważne są w życiu tyko dni których jeszcze nie znamy" i chęć odrzucenia tego całego balastu który uzbierał się po drodze.

homeopatia której spróbowałam działa na mnie magicznie - jak ja tęskniłam za tym uczuciem spokoju, spójności i wewnętrznego niezmącenia. chcę doświadczać go częściej.

4 komentarze (pokaż)
26 października 2016, 00:06

Najbardziej teraz lubię kulinarnie ... wieczór, kiedy w ramach walki z ketonami mam zjeść białą bułkę i popić ją szkalnką mleka.
niekulinarnie - wieczory kiedy już Róży zejdzie energia i leży przytulona a ja czytam jej książkę, i poranki kiedy przychodzi się wtulić i planujemy co będziemy robić przed wyjściem do przedszkola.

Gdzie jestem ja? Kiedy znowu zacznę pracować... Wiem mogłabym pewnie spiąć się bardziej... ale nie potrafię. Nie potafię siedzieć po po nocach, nie potrafię pracować z doskoku, z czytaniem trudniej - ciężko mi się skupić, nie potrafię zostawić A. z mała na głowie, póki nie domknie swoich - naszych spraw.... to już tyle trwa... czy ja doczekam?

trochę bledną te pytania kiedy dowiaduje się że dziewczyna z grudniówek rodzi w 34 tc i niestety, nie konczy się ta historia dobrze...miała termin tydzień przede mną.. bylo już tak blisko.

Mimo wszystko homeopatia wciąż działa cuda i reperuje mój nastrój :)


3 komentarze (pokaż)
29 października 2016, 22:06

49 dni do porodu.
- jestem bardziej zmęczona trudniej mi się porusza, ale tylko odrobinę, gorsza koncentracja, częste twardnienia brzucha (zwłaszcza po trudniejszych dniach)
- dieta jako tako opanowana, bywają przekroczenia bywa też dobrze, ale jakoś okrzepłam trohę w tym temacie
- daję sobie miesiąc na "wygojenie" psychiczne i wzmocnienie się emocjonalne przed porodem. Ciągle słyszę od lekarzy o zagrożeniach, o tym w jaki sposób szkodzę ja lub mój organizm dziecku, i w głowie dźwięczy wykład z poprzedniej szkoły rodzenia o tym jak nasze emocje w ciąży wpływają na dzieci.. basta, dość, tak dłużej nie można.
- pierwszy krok - pranie wyprawki - już w 3/4 wykonany, wszystko co mam przygotowane, popakowane szczelnie w worki foliowe zamykane na zamek (bo remont trwa, niby prawie nic nie dociera do pokoju, ale wolę mieć pewność, że nie robię czegoś ba próżno i bez sensu ) no i ładnie to porządkuje ubrania - w jednym czapeczki w drugim kaftaniki itd

Zapisałam się na kurs noszenia dzieci w chustach w przyszłą sobotę, Nie chodzi nawet o te chusty, co o pozytywne bodźce jakieś radosne doświadczenie, w sposób niewirtualny. Widzę że to samo miejsce oferuje też warsztaty masażu dla niemowląt od 1 miesiąca życia i gimnastykę dla mam z dziećmi. Mam zamiar z tego skorzystać już po porodzie, a teraz jeszcze spotkać się z ich psychologiem która jest doulą i porozmawiać o tym całym "błocie" które jest z nami pod czas tej ciąży, o porodzie z cukrzycą, ewentualnym cc którego wykluczyć nie mogę, o poprzednim porodzie, ... taki jest plan na wzmocnienie. Mam odłożone pieniądze na coś innego, co miałam dziecku kupić, ale to jest ważniejsze. Czuje że to absolutnie konieczne żebym się potem nie dała wciągnąć w jakieś depresje poporodowe, które niestety cukrzycowe mamy dotykają częściej niż pozostałe, żebym nabrała siły po tej wyczerpującej ciąży. Czuję że tym razem bardziej niż po przednio będę chciała i musiała uczestniczyć w nurcie życia i to jest fajne. Obym dała radę. Calą nadzieja w tym że Róża nie będzie chorowała i będzie chodziła do przedszkola - które kocha!

Widzę że po porodzie najważniejsza będzie...wlaśnie Róża. Ona jest wspaniale nastawiona do rodzeństwa, ale już widzę że w tym co dotyczy jej siostry przynajmniej musi uczestniczyć, a częściej chce odciągnąć uwagę i skupić na sobie, czasem w sposób irytujący. (teraz np wyprane ubrania służyły jej do przeganiania kota, wożenia w brudnym bagażniku zabawkowego pojazdu itd... z pełną premedytacją patrzyła na moje reakcje. Udało mi się przytrzymać w ryzach - pozwoliłam jej na to żeby kilka z rzeczy wzięła i wytarła nimi wszystkie kąty a resztę w tym czasie pochowałam.

Więc ok, nastawiam się na to, że na niej będę musiała skupić uwagę - wciągać ją w pielęgnacje malucha, nie denerwować się że zabiera rzeczy siostry i wyczynia jakieś kosmiczne sztuki z nimi i poświęcać jej duużo czasu - jakoś to zorganizuję.

Dzisiaj była z tatą na cmentarzu przygotować grób prababci do święta zmarłych. Pełne zaskoczenie. Była tam z nami juz kilka ładnych razy, ale dzisiaj zaczęła drążyć temat:
- co to za miejsce?
- co to grób?
- a dlaczego prababcia umarła?
- gdzie jest?
- a jakie miała włosy prababcia? a oczy?

Na koniec podsumowała wizytę stwierdzeniem że ona nie chce umierać. I domagała się tego żeby pokazać jej zdjęcie prababci w domu...
A ja myślałam że w całym Halloween-owym szaleństwie święto zmarłych pozostanie tłem... Tymczasem ona sama z siebie nas zaskoczyła a na koniec połączyła jedno święto z drugim i biegała po domu ze zdjęciem prababci i pokazywała jej wszelkie papierowe lampiony które wycieliśmy jako Halloween-owe dekoracje.

W poniedziałek cześć dalsza remontu. Wchodzi pan od wykończeniówki ! Hip hip hura, to nareszcie ten etap! a po południu prace będzie kończył hydraulik.

I najdziwniejsze spostrzeżenie - mam słabość do zapachu... remontu - gruzu piwnicy, garażu itp... śmialiśmy się z A. że pewnie to dlatego, że jestem teraz taka pozbawiona sił i powolna , że w naturze bez kryjówki dawno by mnie coś upolowało i zeżarło :P Więc może naturalnie mnie ciągnie do takich miejsc- kryjówek, albo zwariowałam :P

a tu moja Myszka w wersji Halloween-owej (pająki na uszach) w nic innego nie pozwoliła się przebrać na bal w przedszkolu ;P
[img][/img]


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2016, 07:30

4 komentarze (pokaż)
2 listopada 2016, 10:08

U lala dotarło do mnie że zostało już całkiem niewiele czasu
33+6 według bbf 34 tydzień za moment 35, tak czy siak, Roża urodziła się w 38 co daje nam jakies 4-4,5 tygodnia do tego momentu...

czas pakować torbę? kompletować badania, zdecydować który szpital wybieramy i co z położną... czy ta sama czy inna jutro wizyta u ginekologa, zobaczymy jak się młoda ułożyła, bo coś ostatnio się kręci i jak w kole fortuny, nie wiadomo na co wypadnie.

Chyba kombinuję jak koń pod górę, ale zaparłam się że tym razem nie będę biegać po szpitalnych korytarzach w koszuli nocnej, szlafroku... Żle mi z tym było, personel ubrany, odwiedzający też a ja taka "nieuzbrojona", odkryta, niby to nie problem, ale tym razem zmieniam strategię.

Róża prze-kochana jest teraz, po skoku nie ma śladu aż mi trudno w to uwierzyć, jak jeszcze niedawno to wyglądało. Chwilo trwaj... a pytania które teraz zadaje.

ja; Ten pan nie żyje.
R: Jest zmartwiony?

Udaje nam się ja od czasu do czasu zabrać ze sobą, na wernisaż, koncert, a teraz dostaliśmy bilety do teatru na spektakl dla dzieci. Więc mam nadzieję że w tym całym ciążowo remontowym rozgardiaszu nie odczuwa większej róznicy.

1 komentarz (pokaż)
2 listopada 2016, 22:08

boże jaka jestem skopana.... zero taryfy ulgowej od 17 jestem workiem treningowym... au.

4 komentarze (pokaż)
3 listopada 2016, 21:45

34+1 2180g
14964291_10210568768123155_1061176831_o.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 21:47

8 komentarzy (pokaż)
5 listopada 2016, 21:12

Bylam na warsztatach chustowania. Baaardzo mi się podobało. Były mamy z 3-4 tygodniowmy maluchami, Jakie to niesamowite kruszyny, jaka magia początków wypisana na twarzach tych rodziców, którzy świata poza nimi nie widzą:)
Wreszcie po tych naszych przebojach ciążowych się rozluźniłam troszeczkę i popatrzyłam co fajnego nas czeka, bo tak ciągle jakieś medyczne podejście i jakoś nie zdążyłam się ucieszyć z ciąży i z tego co przed nami :(... Może lepiej póżniej niż wcale, i tak się zastanawiam co jeszcze moge zrobić żęby doładować bterie i trochę normalności i radości dopuścić do siebie?

2 komentarze (pokaż)
6 listopada 2016, 19:20

TAKIE ZABAWNE ODKRYCIE
Róża - termin porodu według om - pełnia księżyca, ale rodzi się w 38 tc - w okolicach nowiu
Kalina - termin porodu według om - równiutko w pelnię księżyca...- nów wypada w 38 tc

od 22 lisopada zaczynam być czujna... ciekawe co będzie? Aleee podnioso mnie to dziisaj na duchu. Bo nie wyobrażam sobie jeszcze całego miesiąca ciąży :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2016, 07:31

2 komentarze (pokaż)
8 listopada 2016, 11:12

37 dni do porodu
Dużo tych spraw do powiązania - remont posuwa się do przodu, jedyne co mnie przeraża - jak my to wszystko potem wysprzątamy?? W sprawach materialnych i przyziemnych: wydajemy majątek, ale trudno. Wiem że warto. I już nie żałuję, tylko dziękuję A. że mnie namówił, Suszarka do prania to po prostu najlepsza inwestycja jaką zrobiliśmy, zwłaszcza teraz jesienią, i w remoncie, w weekend udało mi się wyprać wszystkie nasze i Róży ubrania, pościele i wyprawkę do rozmiaru 56 łącznie ze śpiworami dla Kaliny i wszystko wylądowało suche w szafie. A kolejny tydzień leje jest zimno, a pralka nieczynna.

Ciąża - oj już czuję fizycznie że w niej jestem... tyle bym jeszcze chciała a tu nie nie nie - siły już brakuje albo mobilności. Ale... zaczynam się cieszyć na myśl o porodzie.On oznacza jej koniec i moze grubą kreską odetnie wszystko co było wcześniej, w nowy rok wkroczymy zupełnie na świeżo. Uparcie wierzę w to że urodzę wcześniej niż w terminie nastawiam się na czas pomiędzy 25.11- 4.12. Z drugiej strony ten planowy miesiąc przydałby m się jeszcze żeby wszystko w sobie poukładać.

Staram się nadrobić czas który mi uciekł na mierzeniu się ze sprawami trudnymi i zacząć myśleć radośnie o małym człowieku który się pojawi o tym co dobre. Staram się uwierzyć w dobry finał tej ciąży... Boże co też narobiło się w tej mojej głowie przez te wszystkie zawirowania, dlaczego ja się tak zaciełam, spiełam i tak ciężko mi wyjść krok dalej? Ale walczę i wierzę że wywalczę znowu równowagę i spokój. A lekarzy nie lubię jeszcze bardziej niestety.

Praca - gonię kiedy tylko czuję się na siłach, ale to jest słaby punkt. Więc o czym tu pisać?

Róża już w przedszkolu, parę dni przerwy przez jelitówkę- ale ona jest dzielna! I fajnie da się teraz wszystko jej wytłumaczyć - nie smakuje jej lekarstwo, potłumaczę chwilę dlaczego powinna je wpić i ciach! mały twardziel wypija, potem nią "po telepie" i po sprawie. Jak tu nie być z niej dumnym? Powtarza za nami jak papuga np podnosi palec w górę i wygłasza:
- Mamo.. spokooojnie, wszystko po kolei zrobimy:)
Albo gdy mi sie coś rozsypie:
- Trudno, nie przejmuj się, to się zdarza.
W ustach takiego malca to na prawdę rozczulające ale często też komiczne.

Lubię z nią teraz spędzać czas, zwłaszcza bez taty - i sama w to nie wierzę! (z tatą wszystko staje się intensywne, ledwo nadążamy, ze mną jakby wiedziała żę tak się nie da i spokojnie spędzamy czas, potrafi też sama sobą się zająć i sama zorganizować sobie zajęcie a wspólne zabawy też są spokojniejsze) co za odmiana po tym buncie, jakie to było jednak trudne. katorga... a ja jak zwykle bardziej zauważyłam to gdy już minęło niż w trakcie.

Potrzebuję dużo wsparcia, wymiany, kontaktu (niewirtulany malo realny w tym nawale spraw i przede wszystkim moim już zamienianiu sie w kulkę - chociaż waga stoi :/)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2016, 17:45

0 komentarzy (pokaż)
10 listopada 2016, 11:30

Zamykam się tu na cztery spusty.
Potrzebuję skupienia, nie chce wypatrywać czy tu pojawi się jakiś kometarz itd.

Wczorajsza wizyta u diabetologa uspokaja - będzie dobrze! Ale też uświadamia jak niedaleko do porodu. Z jednej strony sama jestem zdumiona że to mnie zaskakuje, z drugiej poczułam radość, chyba po raz pierwszy w takiej czystej postaci, bez myślenia o czymkolwiek innym. Radość z tego że się spotkamy, że będzie z nami. :) Moje serce się rozgrzewa... Z mężem mieliśmy trochę czasu dla siebie wczoraj, spacer, obiad. Wspólny czas... tak serce mi się rozgrzewa.

Gromadzę to co uznałam że będzie potrzebne przy porodzie i w szpitalu. Zrobiłam ostatnie badania. Za 5 dni wyniki i to już komplet dokumentów. Muszę mieć wybraną położną środowiskową aby przyjęli mnie do szpitala. Czekam na topy do karmienia, które mają przyjść pocztą, muszę kupić opaskę do włosów i chcę zabrać ze sobą koc - poprzednio był moment że było mi tak potwornie zimno... najtańszy, polarowy.

W domu tony kurzu, gruzu, masakra, już mi ręce tak opadły... ale zaczyna być widać koniec. Obie łazienki mają ściany, najgorszy stan ma pokój, jeśli on się ruszy to wszystko zacznie wyglądać nie jak krajobraz wojenny a jak dom, najgorsze jest wdzieranie się kurzu do części mieszkalnej.

Róża jest taka cudowna teraz:) Trochę się martwię jak zawiruje jej świat kiedy pójdę rodzić i pojawi się siostra. Bardzo bardzo nie chcę cesarki też ze względu na nią, Ona teraz codziennie rano woła mnie, żebyśmy chwilę chociaż pospały razem. Wieczorem przed snem gładzi mnie po buzi, taka czuła...

A. ma na sobie teraz jeszcze więcej :( Ja niestety już nie mam tyle siły... Znosi to bez mrugnięcia okiem,a przy tym remoncie nie jest lekko - ciągle wnoszenie i wynoszenie pralki itp. Dzisiaj wstał o 5 rano żeby zgarnąć liście, wystawić śmieci i zdarzyć do pracy - wezwali go ekstra, na jakieś szkolenie beznadziejne...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2016, 15:06

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do BellyBestFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK